Wybrany tag

alterra

PROJEKT DENKO

PROJEKT DENKO | PAŹDZIERNIK 2017 | RÓWNOWAGA

12 listopada 2017

Hej!

Udało mi się przeżyć tydzień, ale nie opublikowałam zbyt wielu wpisów, ponieważ mam zajęcia zazwyczaj do 16:00, a o tej porze zdjęć zrobić się już niestety nie da. Nadszedł czas, kiedy godzina 15:00 objawia się szarówką za oknem i chmurami na niebie. To czas, kiedy ciężko się mobilizować, uczyć, trwać, a zmęczenie odczuwane jest 3 razy bardziej, niż wiosną czy latem. Panowie i Panie – winter is comming.Pokażę Wam dziś kosmetyki, które udało mi się zużyć w październiku. Ponownie zawita tu kilka perełek, za którymi będę tęsknić. Ostrzegam, że to może potrwać, więc zapraszam z ciepłą herbatą albo kawą 😀

Czytaj dalej

PROJEKT DENKO

PROJEKT DENKO | WRZESIEŃ 2017 | NATURALNIE

24 października 2017

Cześć!

Od ostatniego projektu denko minął już miesiąc, a mi udało się we wrześniu zużyć kilka ciekawych kosmetyków, o których chciałabym Wam opowiedzieć. Dziś znajdzie się tu wiele kosmetyków uznawanych za naturalne – czy się u mnie sprawdziły? Czy rzeczywiście mają tak dobre składy, jak chwali się nimi producent? Zapraszam na kilka mini recenzji – będzie i pielęgnacja, i kolorówka, wiec każda z Was znajdzie tu coś dla siebie 🙂

Czytaj dalej

Uncategorized

PODSUMOWANIE LIPCA | ULUBIEŃCY | ALTERRA | HOLIKA HOLIKA | WIBO | SERIAL | WYDARZENIE

14 sierpnia 2017
ALTERRA, MASKA DO WŁOSÓW GRANAT I ALOES HOLIKA HOLIKA,  99 % ALOE VERA SOOTHING GEL ŻEL ALOESOWY WIBO, EYEBROW POMADE, POMADA DO BRWI W ODCIENIU 2
Hej!
Jeśli miałabym w tym półroczu wskazać miesiąc, który minął mi najszybciej byłby to zdecydowanie lipiec. Zaczęłam go sesją, rozwinęłam tygodniem wolnego, a zakończyłam praktykami w szpitalu. Tak jak wspominałam w którymś z poprzednich wpisów miałam sporo problemów z cerą, ale też z włosami. Po kilkunastu dniach żmudnej walki udało mi się załagodzić sprawę i dziś pokażę Wam między innymi te kosmetyki, które pomogły mi zniwelować nieprzyjemne dolegliwości.
Jesteście ciekawi, jakich kosmetycznych i niekosmetycznych ulubieńców przygotowałam tym razem? Będzie trochę o produktach Alterry, Holika Holika, Wibo, a także o serialu, który zawładnął moimi poniedziałkowymi wieczorami i wydarzeniu, które sprawiło, że zaczęłam wakacje z dobrym humorem! Zapraszam!

ALTERRA, MASKA DO WŁOSÓW GRANAT I ALOES

ALTERRA, MASKA DO WŁOSÓW GRANAT I ALOES

Dawno nie stosowałam kosmetyków Alterry, ponieważ moja skóra głowy źle zaczęła reagować na ich szampony. Odżywek i masek miałam w zapasie naprawdę sporo, ale większość z nich dostałam, więc niekoniecznie były dostosowane do typu i potrzeb moich włosów. Kiedy pojawił się u mnie okropny przesusz po zmianie wody przypomniałam sobie, jak maska z granatem i aloesem świetnie nawilżała i wygładzała moje kosmyki. I tym razem mnie nie zawiodła. Po tak długiej przerwie uświadomiłam sobie, dlaczego lubię po nią sięgać. Jest przede wszystkim tania i łatwo dostępna, a poza tym świetnie nawilża, ale jednocześnie dociąża włosy i ich nie puszy. Sprawia, że pięknie błyszczą, są miękkie, lejące i łatwo się rozczesują. Bez wątpienia to jedna z moich ulubionych masek. Jej skład jest całkiem naturalny i dobry. Szczerze polecam!

HOLIKA HOLIKA,  99 % ALOE VERA SOOTHING GEL ŻEL ALOESOWY

HOLIKA HOLIKA,  99 % ALOE VERA SOOTHING GEL ŻEL ALOESOWY

Po żele aloesowe sięgam regularnie od dłuższego już czasu. W ostatniej aktualizacji trądzikowej wspomniałam, że każdy krem nawilżający, jaki nakładałam na twarz przyczynił się do powstawania nowych wyprysków i zaskórników oraz kaszki. Najprościej mówiąc zaczęły mnie zapychać. Żel aloesowy pomógł mi ukoić podrażnioną skórę i nawilżyć ją bez ryzyka powstania kolejnych niespodzianek. Dodatkowo przyspieszał proces gojenia tych, które już się na powierzchni pojawiły. To mój drugi żel alosowy i bez wahania stwierdzam, że Holika Holika spisuje się u mnie znacznie lepiej, niż wcześniej używany aloes Gorvita.
  • LIPCOWĄ AKTUALIZACJĘ TRĄDZIKOWĄ ZNAJDZIECIE tutaj.

WIBO, EYEBROW POMADE, POMADA DO BRWI W ODCIENIU 2

WIBO, EYEBROW POMADE, POMADA DO BRWI W ODCIENIU 2 

To już ostatni kosmetyczny ulubieniec. Jak zawsze staram się mieszać pielęgnację z kolorówką, dlatego nie mogło zabraknąć w tym wpisie drugiego elementu układanki. Pomadę tę kupiłam na promocji w Rossmannie i zapłaciłam za nią mniej więcej 13 złotych. Pomada jest miękka i bardzo dobrze napigmentowana, dlatego trzeba uważać, by nie przesadzić z ilością i nie skończyć z instagramowymi brwiami. Ma neutralny, może lekko chłodny kolor, który zależnie od tego, jaki mamy kolor naturalnych brwi będzie wyglądał jaśniej lub ciemniej.  U mnie wypada dość ciemno, ale na szczęście daleko mu do czarnego, który w moim przypadku wyglądałby nienaturalnie. Musiałam na początku nauczyć się pracować z tym kosmetykiem, ale po czasie stwierdzam, że to naprawdę godny wypróbowania produkt.

WIBO, EYEBROW POMADE, POMADA DO BRWI W ODCIENIU 2 swatch jak wygląda na skórze
 ZDJĘCIE BEZ FILTRA, POMADA W SŁOŃCU I W CIENIU
gra o tron

SERIAL – GRA O TRON

W te wakacje możemy cieszyć się pojawieniem kolejnego sezonu tego popularnego serialu. Z niecierpliwością czekam na każdy kolejny odcinek, ponieważ im dalej jesteśmy, tym robi się coraz ciekawiej. Myślę, że większości z Was Gra o Tron jest znana, a jeśli nie – proponuję obejrzeć kilka pierwszych odcinków – albo stwierdzicie, że to nie dla Was, albo wciągniecie się tak samo, jak ja 😀 Jeśli krótko miałabym opisać fabułę – władza, intrygi, seks (a nie miłość! :P), ciekawe postacie, a to wszystko dodatkowo okraszone nutą fantazji – miłośnicy smoków też znajdą tu coś dla siebie 🙂

WYDARZENIE – ZALICZENIE ROKU!

Co jak co, ale w taki zestawieniu czy podsumowaniu nie mogło zabraknąć tego, że bez większych przeszkód udało mi się zaliczyć pierwszy rok lekarskiego. Myślałam, że będzie dużo gorzej i gdyby trochę więcej szczęścia, to i anatomia byłaby zaliczona w pierwszym terminie. Najważniejsze jednak, że ominęła mnie kampania wrześniowa, której tak nie lubię – całe wakacje myśli się o poprawkach, przez co się ani nie odpoczywa, ani nie uczy 😛 Przerabiałam to raz i mam nadzieję, że często nie będzie mnie to spotykać 😛
  • O PODSUMOWANIU PIERWSZEGO ROKU NA MEDYCYNIE PRZECZYTACIE tutaj.
Znacie moich ulubieńców? Co ciekawego Wy możecie mi polecić? Jak podsumowalibyście swój lipiec?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

PROJEKT DENKO | KWIECIEŃ 2017 | SKROMNIE, ALE Z KLASĄ

16 maja 2017
blog projekt denko kwiecień 2017

Hej!
 
Ciężką pracę w tym tygodniu mam już za sobą – tak jak informowałam Was na Instagramie i Facebooku – jako jedna z nielicznych zaliczyłam kolokwium z biochemii i to na 5! Jestem z siebie dumna, ale miałam też trochę szczęścia – większość pytań dotyczyła tego, z czego chciałabym napisać tę pracę 😀 
Jeśli chodzi zaś o dzisiejszy wpis – zapraszam Was na projekt denko – skromny, ale pokażę tu kilka kosmetyków, które naprawdę polubiłam. Jeśli jesteście ciekawi, co udało mi się zużyć w zeszłym miesiącu i przeczytać krótkie opinie na temat tych kosmetyków – serdecznie Was zapraszam!

żel pod prysznic balea mango, demsa topic żel do skóry atopowej

CIAŁO:

  • KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC BALEA O ZAPACHU MANGO

Mój zapas żeli z Balei na szczęście się kończy. Bardzo je lubię – szczególnie wersje kremowe, ale przyznam, że czasem mocno wysuszają moją skórę, a ja nie zawsze mam ochotę na smarowanie się balsamami. Te kremowe nie działają aż tak destrukcyjnie na naskórek, ale zwykłe rodzaje (te przeźroczyste galaretki) mają bardziej oczyszczające działanie, przez co mogą podrażniać delikatne ciało. Ten gagatek tutaj pachniał przepięknie, miał mleczną konsystencję i intensywnie pomarańczowy kolor – wręcz neonowy. Zużyłam go z przyjemnością, dobrze się pienił i dokładnie oczyszczał skórę. Był średnio wydajny, żele z Balei używać 3-4 tygodnie – więcej nie jestem w stanie z nich wyciągnąć. Pewnie kiedyś do nich wrócę, zużywam ostatni i robię sobie dłuższą przerwę. 
  • PREPARAT DO MYCIA DEMSA TOPIC

Kosmetyki Demsy wygrałam dawno temu w konkursie. Z racji tego, że zużywam kosmetyki od najstarszych, od najnowszych  sięgnęłam po tę serię. Niestety muszę Was zasmucić – nie polecam tych produktów. Producent dedykuje je dla osób z atopowym zapaleniem skóry i maluszków od 6 miesiąca życia. Szkoda, że zawierają one silen detergenty pokroju SLES, które dodatkowo podrażniają skórę, wysuszają ją i naruszają i tak wątłą barierę ochronną. Wysuszał mnie tak samo, jak standardowe żele z drogerii, miał bardzo gęstą konsystencję, przez co ciężko było wydobyć go z opakowania. Ostatecznie Mateusz zużył go do mycia głowy, ale niestety w tej kwestii też niezbyt dobrze się sprawdzał – czasem potrafił podrażnić skalp. Strzeżcie się przed tym kosmetykiem, myślałam, że będzie to coś ciekawego, a praktycznie cała seria okazała się być jedym wielkim niewypałem.
SZAMPON DO WŁOSÓW OSŁABIONYCH I WYPADAJĄCYCH ALTERRA, BIOTYNA I KOFEINA SZAMPON DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH INSIGHT, LOSS CONTROL

WŁOSY:

  • SZAMPON DO WŁOSÓW OSŁABIONYCH I WYPADAJĄCYCH ALTERRA, BIOTYNA I KOFEINA

Szampony z Alterry używam od początków mojego włosomaniactwa, miałam w zapasie 3 i na razie chcę od nich odpocząć. Przestały służyć moim włosom i nie oczyszczają skóry głowy tak, jak bym tego chciała. Sprawdzają się u mnie tylko dwie wersje, reszta zaczęła bardziej szkodzić, niż przynosić jakiekolwiek korzyści. Wersja z biotyną i kofeiną znalazła się niestety w tej gorszej grupie. Włosy ładnie po niej wyglądały, ale niestety pobudzała moją skórę głowy do nadmiernej produkcji sebum, co powodowało szybsze przetłuszczanie. Przyzwyczajona do mycia włosów co drugi dzień nie mogłam znieść tego, że dzień po myciu były już przetłuszczone. Do tej konkretnej wersji już nie wrócę – znalazłam lepsze szampony z delikatniejszym składem, które nie przyspieszają przetłuszczania.  
  • SZAMPON DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH INSIGHT, LOSS CONTROL

Jest to mój pierwszy szampon tej marki i na pewno nie ostatni. Odkryłam je stosunkowo niedawno, czytając na ich temat pozytywne opinie na grupach włosomaniaczek i blogach dziewczyn, które opisują pielęgnację włosów.  Szampon InSight dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy nie podrażniając ich. Nie należy do najdelikatniejszych, ponieważ bazuje na SCS, czyli roślinnym odpowiedniku SLS, który ma podobną moc, ale zdecydowanie niższe jest ryzyko podrażnienia. Czy wpłynął znacząco na wypadanie? Współdziając z innymi kosmetykami przeciwdziałającymi temu problemowi – tak. Moich włosów w odpływie pojawiało się znacznie mniej. Mogłam je myć co 2, 3 dni i nadal wyglądało świeżo. Skóra głowy nie była przesuszona ani podrażniona. 500 mililitrowa butla starczyła mi na prawie 5 miesięcy używania. Podoba mi się też pomysł z pompką – to duża oszczędność. Na pewno do niego wrócę, teraz używam wersji do włosów przetłuszczających się.
To już druga buteleczka tego serum. Robię nim sobie kurację raz do roku – wydaje mi się, że to optymalny odstęp czasu, zważywszy na to, że to serum starcza mi na 3-4 miesiące używania. Podczas jego stosowania na mojej skórze pojawia się mniej zaskórników, a wypryski szybciej się goją. Nie wysusza mnie ani nie podrażnia, można stosować je pod krem. Mimo tego, że kwas migałowy raczej nie uwrażliwia na słońce przy stosowaniu tego serum producent zaleca nakładanie na skórę kremów z filtrem – ja korzystam z nich praktycznie przez cały rok. Serum najbardziej wpływa na przebarwienia – zmusza je do szybszego blednięcia i znikania. Co do blizn – poprawa może i jest, ale ich usuwanie to proces powolny, wymagający wielu miesięcy albo nawet lat. Na pewno wrócę do tego serum zimą, lub wczesną wiosną w przyszłym roku. Jego recenzję możecie przecztać klikając w nagłówek tego akapitu. 


  • POMADKA OCHRONNA BALEA, LOVELY MINT

Pomadki ochronne to coś, co znajduje się w każdej mojej torebce, łazience, a także na biurku – podobnie jak krem do rąk. Ta z Balei była naprawdę fajna, nie bazowała na taniej parafinie. Dobrze nawilżała usta, ale nie była jak odżywczy balsam – wymagała kilkukrotnej aplikacji w ciągu dnia. Miło ją wspominam przez jej lekko słodki smak i cudowny zapach – kto lubi miętowe tic taci na pewno byłby z niej zadowolony. Mam jeszcze arbuzową – ją miałam okazję używać w tamtym roku i też dobrze mi się sprawdzała – niedługo przyjdzie na nią kolej. Te pomadki są bardzo tanie (ok. 0,70 EUR), a ich działanie jest dobre, więc jeśli macie okazję po nie sięgnąć – może warto dać im szansę i spróbować 🙂 

  • KREM POD OCZY MAKE ME BIO Z WITAMINĄ E I EKSTRAKTEM Z OGÓRKA

To jeden z najlepszych kremów na dzień, jakich miałam okazję używać. Był bardzo lekki, szybko się wchłaniał, ale przy tyjm intensywnie nawilżał. Może znacząco nie wpływał na cienie pod oczami (ale w moim przypadku żaden krem nie usunie ich do końca), mi jednak najbardziej zależy na odżywieniu tej delikatnej okolicy. Krem lekko napinał skórę, przez co drobne zmarszczki czy kurze łapki nie były tak mocno widoczne. Makijaż – w moim przypadku korektor i puder – dobrze się na nim trzymały. Skóra powiek była mięciutka i dobrze wypielęgnowana. Krem pozostawiał miłe uczucie – trzmany w lodówce na pewno zadziałałby jeszcze lepiej. Myślę, że do niego wrócę. 

ŻEL UTWALAJĄCY DO BRWI WIBO, EYEBROW STYLIST DWUSTRONNA KREDKA + CIEŃ DO BRWI MAYBELLINE BROW SATIN, DARK BROWN

MAKIJAŻ:

  • ŻEL UTWALAJĄCY DO BRWI WIBO, EYEBROW STYLIST

Żel do brwi to, zaraz po cieniu, kredce lub pomadzie, kosmetyk niezbędny jeśli chodzi o mój makijaż brwi. Moje włoski są długie i niestety mają tendencję do rozbiegania się we wszystkie możliwe strony, dlatego ich utrwalenie jest czymś, czego nie mogę sobie odpuścić. Ten z wibo był moim pierwszym, kupiłam go kiedyś na promocji w Rossmannie zachęcona pozytywnymi opiniami. Na początek nie chciałam wybierać nic drogiego, dlatego ostatecznie wpadł do koszyka. Nie jestem z niego zadowolona. Niewątpliwym plusem było to, że włoski po jego użyciu nie były sztywne, ale nistety oznaczało to, że po kilku godzinach zaczną się wywijać. Duża szczoteczka powodowała, że nie raz ubrudziłam sobie skórę wokół. Dodatkowo kolor – baza sama w sobie nie była zła – brązowa, w neutralnym odcieniu. Byłoby naprawdę dobrze, gdyby nie złote drobinki… Na moich brwiach były mocno widoczne i rzucały się w oczy – wyglądało to dziwnie. Nie sięgnę po niego ponownie. 
  • DWUSTRONNA KREDKA + CIEŃ DO BRWI MAYBELLINE BROW SATIN, DARK BROWN

To moja pierwsza kredka do brwi – wcześniej używałam znanego wszystkim Pernament Taupe, czyli kremowego cienia. Przejście na nieco cieplejszy kosmetyk było dla mnie szokiem, ale cieszę się, że zdecydowałam się na tę kredkę. Wypełnianie nią brwi zajmowało chwilę i można było nią precyzyjnie wyrysowac łuk. Była dość miękka, dlatego wysunięcie większego fragmentu kończyło się niestety jej złamaniem. Cień po drugiej stronie świetnie sprawdzał się zarówno do brwi jak i do namalowania przydymionej kreski przy linii rzęs. Bardzo lubiłam tę kredkę za efekt, jaki dawała oraz za szybkość makijażu. Miała jeden minus – niestety nie należy do grona kosmetyków wydajnych. Być może do niej wrócę.

Co w tym projekcie denko przyciągnęło Waszą uwagę? Znacie te kosmetyki?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

PROJEKT DENKO PAŹDZIERNIK I LISTOPAD ’16 | MAM TĘ MOC? :P

28 grudnia 2016

Cześć!

Grudzień chyli się ku końcowi, a ja nie miałam jeszcze okazji pokazać Wam zdenkowanych kosmetyków z października i listopada. Nie raz pisałam już, że zużywanie zimą i jesienią idzie mi opornie, a pustych opakowań w ogóle nie chce przybywać. Jednak fakt, że nie kupuję zbędnych kosmetyków już od kilku miesięcy pomaga mi w zmniejszaniu zapasów – które i tak nie są już duże 😀 
Jeśli jesteście ciekawi, czego się ostatnio pozbyłam i czy znajdują się w tej gromadce jakieś hity godne polecenia – zapraszam Was dalej! 😀

WŁOSY:
Szampony Batiste bardzo lubię i zawsze choć jeden znajduje się na mojej kosmetycznej półce. Rzeczywiście dobrze absorbują sebum, a dodatkowo są na tyle drobno zmielone, że nawet na moich bardzo ciemnych włosach nie zostawiają białej mgiełki. Moje włosy są po nim świeże od rana, aż do wieczora, choć ta świeżość to nie to samo, co po umyciu włosów. Staram się używać go rzadko, tylko w awaryjnych sytuacjach, bo przez obecność alkoholu izopropylowego potrafią podrażnić skórę głowy i spowodować pojawienie się łupieżu. Jeśli chcecie przeczytać coś więcej na ich temat – kliknijcie w nagłówek – tam znajdziecie odnośnik do oddzielnego wpisu na temat Batiste.

CIAŁO:
  • PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ FACELLE INTIM, ALOE VERA
  Nie ukrywam, że Facelle to jeden z moich ulubionych żeli do higieny intymnej. Ma dobry skład (nie zawiera SLS/SLES i ma odpowiednie pH), nie podrażnia, nie wysusza, dobrze oczyszcza, a do tego jest naprawdę tani. Stosuję go zamiennie z Lactacytem w wersji bez silnych detergentów i z obu jestem zadowolona. Niektórzy myją nim włosy lub twarz, ale mi to nie odpowiada – przeszkadza mi jego zapach, a włosom nie do końca odpowiada kwaśne pH – przynajmniej w szamponie. Nie mniej jednak polecam – testowałam już różne wersje i każda sprawdziła się u mnie dobrze.
  • PIANKA POD PRYSZNIC BALEA, HAWAIAN DREAM 
Od dawna chciałam wypróbować pianki pod prysznic Rituals, ale nie mam dostępu do tego sklepu stacjonarnie, a nie chciałam zamawiać ich kosmetyków w ciemno, przed spojrzeniem na to, jaki to zapach. Będąc w Niemczech zajrzałam do DM i tam znazłam tańsze odpowiedniki tych produktów. Kupiłam dwie takie pianki, tę i jeszcze inną – cytrusową, ale na pierwszy ogień wybrałam wakacyjną, hawajską wersję 😀 Pianka jest bardzo gęsta i niewielką porcją można umyć całe ciało. Pachnie delikatnie, ale zapach utrzymuje się później na skórze – co najmniej przez kilkadziesiąt minut. Hawajski sen to połączenie kwiatu lotosu, orchidei i kokosa – słodki, ale nienachalny, owiany kwiatową nutą. Pianka przypadła mi o gustu – z tego co pamiętam kosztowała niecałe 2,5 EUR, więc do najdroższych nie należała. Zaraz po SLES znajduje się gliceryna, która łagodzi jego działanie – mojej skóry te pianki nie podrażniały. Polecam! To mój kąpielowy hit! 😀



TWARZ:
  • KREM NAWILŻAJĄCY POD OCZY Z WINOGRONEM, ALTERRA
Krem ten kupiłam w pośpiechu, kiedy niespodziewanie skończyła mi się tubka Sylveco. Był akurat na promocji, pamiętam, że zapłaciłam za niego mniej więcej 7 złotych. Przyznam, że całkiem fajnie nawilżał, był lekki i dobrze sprawdzał się pod makijażem. Nie jest to mój hit, bo czasem potrafił podrażnić moje oczy, przez co lekko łzawiły, ale na pewno nie mogę nazwać go bublem. Raczej do niego nie wrócę, bo niestety mnie nie zachwycił, ale jako kosmetyk awaryjny, wtedy, kiedy nie mamy nic innego może się całkiem dobrze sprawdzić 🙂 
  • ŻEL DO MYCIA TWARZY AVENE, CLEANANCE 
Na wstępie powiem, że jest to jeden z najbardziej wydajnych żeli, jakich miałam okazję używać. Stał na mojej kosmetycznej półce od sierpnia, do listopada, a używałam go dwa razy dziennie – rano i wieczorem. Był bardzo wydajny, dobrze się pienił i oczyszczał skórę z zanieczyszczeń nie podrażniając jej przy tym i, co najważniejsze, nie wysuszając. Nie zauważyłam, żeby drastycznie wpłynął na stan mojej skóry, ale na pewno nie powodował wysypu niedoskonałości czy pojawienia się większej ilości zaskórników. Miał przyjemny, lekko mydlany zapach i kolor, który urzekł mnie – miłośniczkę wszelkich odcieni niebieskiego 😀  Na pewno jeszcze do niego wrócę, jest to jeden z najlepszych, aptecznych żeli do oczyszczania skóry mieszanej, ale wrażliwej i skłonnej do wyprysków.
  • HYDROLAT EKOLOGICZNY NEROLI, ECOSPA
Z hydrolatami znam się od niedawna – zaczęłam z nimi eksperymentować wtedy, kiedy potrzeby mojej skóry się zwiększyły, a ja szukałam czegoś, co pozwoli mi odpowiednio o nią zadbać.  Nie mogąc znaleźć dla siebie idealnego toniku rozpoczęłam poszukiwania wśród hydrolatów i tak trafił do mnie ten z pomarańczy. Jest to rzadki płyn, który szybko się wchłania pozostawiając skórę matową. Ma ziołowy, „liściasty” zapach – charakterystyczny – coś podobnego do tego, kiedy rozciera się liście w dłoniach. Sam hydrolat dobrze sprawdzał się u mnie jako substytut toniku – zwężał pory, napinał skórę i sprawiał, że optycznie wyglądała o wiele lepiej. Na równi z hydrolatem oczarowym jest moim ulubieńcem, do którego jeszcze wrócę 🙂
  • IZOTZIAJA
Maść, a raczej żel, który pojawia się w co którymś denku. Od dawna zminimalizowałam częstość jego stosowania i teraz sięgam po niego tylko dwa razy w tygodniu. Moja skóra delikatnie się po tym zabiegu łuszczy. Izotziaja pomaga mi w walce z bliznami i przebarwieniami, ale także z wypryskami i zaskórnikami. Na początku mam zamiar znów wybrać się do dermatologa – tym razem innego i zmienić w końcu ten lek – nie chcę, żeby moja skóra przyzwyczaiła się do ciągłego stosowania retinoidów. Jeśli macie problemy podobne do moich – zapytajcie o ten lek swojego dermatologa 🙂
  • FILTR PRZECIWSŁONECZNY LA ROCHE POSAY, ANTHELIOS XL ŻEL – KREM SUCHY W DOTYKU
Wspominałam Wam o tym kosmetyku w letnich ulubieńcach i nadal pozostał w tym gronie – nawet w zimie. To filtr, który mnie nie zapycha, nie podrażnia i co najważniejsze – nie wpływa negatywnie na trwałość mojego makijażu. Po kilku minutach od wsmarowania delikatnie zastyga zmniejszając świecenie się skóry, nie powodując jednak wieczornej nadprodukcji sebum. Teraz zmieniło się jego opakowanie, a ja nadal przy nim trwam – i chyba długo tak jeszcze pozostanie – na razie nic nie zainteresowało mnie na tyle, żeby miało go zdetronizować 😛

Znaleźliście coś ciekawego wśród tych „pustaków”? Jak idzie Wam denkowanie?
Mam nadzieję, że zauważyłyście moją ostatnią aktywność an Waszych blogach – moja klawiatura płonie 😛
Pozdrawiam ♥