Wybrany tag

AA

Uncategorized

PROJEKT DENKO #3 | Latem pochłaniam kosmetyki 2 razy szybciej :P

25 sierpnia 2015
Hej dziewczyny!
Niskie ciśnienie, pochmurne niebo i duszne powietrze – czy u Was też jest podobna pogoda? Jak dla mnie to najgorsze co może być – lepiej czuję się kiedy pada deszcz, niż kiedy się na niego kilka dni zbiera. Poleniuszkowałam sobie trochę, odpoczęłam, zaczęłam uczyć się do wrześniowego egzaminu. Musiałam też zabrać się za porządki w domu, bo musiałam znaleźć trochę miejsca na nowe rzeczy 😛 Wieczorami nie miałam przez to ochoty na pisanie postów, a ja nie lubię się do tego zmuszać. 
Aby nie gromadzić pustych opakowań w pokoju postanowiłam przygotować post o zdenkowanych kosmetykach. Trochę ponarzekam, ale opowiem też o moich ulubionych kosmetykach. Starałam się wykończyć wszystkie resztki, żeby nic zbędnego nie zalegało mi  na półkach, a dodatkowo – chcę już zacząć testować nowości, a obiecałam sobie, że nie otworzę ich, dopóki nie wykorzystam tego co zaczęłam 😛 Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o kilku produktach do pielęgnacji czy makijażu – zapraszam do dalszej części posta 🙂

CIAŁO

  •  DOVE, Caring protection
Nigdy nie przepadałam za żelami z Dove. Po pierwsze były zawsze w wysokiej cenie, po drugie zawierały SLS, przez co w pielęgnacji mojej skóry nie różniły się niczym od tanich myjadeł z Isany, które kiedyś bardzo lubiłam. Kiedy zmienili skład postanowiłam spróbować i zakochałam się. Moja skóra jest dzięki nim zdecydowanie bardziej nawilżona. Służy jej odstawienie silnych detergentów. Do tego dużą butlę można upolować nawet za 10-12 złotych, co przy ich wydajności jest małym wydatkiem. Wersja, którą widzicie na zdjęciu ma konsystencję jak balsam – gęstą, zbitą, przez co troszkę ciężko wycisnąć ją z opakowania, gdy jest już w nim niewiele produktu. Pięknie pachnie, świetnie się pieni – POLECAM. Na pewno kiedyś do niego wrócę 🙂
  • JONHSON’S BABY, Softwash extracare
Żel pod prysznic i do mycia włosów. Jest przeznaczony dla delikatnej i wrażliwej skóry dziecka. W składzie nie ma silnych detergentów za co wielki plus. Myje niestety gorzej niż Dove, prawie w ogóle się nie pieni. Ma lejącą konsystencję, przez co nie jest zbyt wydajny. Zapach jest neutralny, pachnie jak większość kosmetyków dla maluszków. Kosztował około 13 złotych i więcej go nie kupię.
  •  NIVEA, Odżywczy balsam do ciała pod prysznic
To opakowanie kupiłam już dawno temu – w czasach, gdy balsamy pod prysznic wchodziły na rynek i były dla wszystkich nowością. Zawiodłam się już na początku – w sklepie nie spojrzałam na skład, a szczerze – nie porywa. Parafina wysoko w składzie, na jednej z pierwszych pozycji. Jest niewydajny, ma lekką konsystencję przez co trzeba go użyć dość dużo,a by pokryć całe ciało. Po spłukaniu nie dawał nawet minimalnej dawki nawilżenia – moja skóra jak była sucha, taka i pozostała. Pachniał charakterystycznie – jak niebieski krem nivea. Nie polecam, zapłaciłam za niego około 15 złotych i za tą cenę można kupić zdecydowanie lepsze preparaty nawilżające czy natłuszczające.
  • EVELINE, Balsam + peeling pod prysznic Argan & Vanilla
Produkt podobny do tego, o którym opowiadałam akapit wyżej. Martwego naskórka  nie ścierał, natomiast jako balsam działał zdecydowanie lepiej. Pachniał bardzo ładnie, a zapach dość długo utrzymywał się na skórze. Taka mała tubka starczyła mi na 3 aplikacje. Sprawdzał się nieźle, ale moja skóra potrzebowała mocniejszej dawki nawilżenia. Nie jestem fanką tego typu kosmetyków (nawet latem) i do niego nie wrócę. Był dołączony do pełnowymiarowego serum antycellulitowego Eveline.

  •  FARMONA, Tutti frutti, masło do ciała Liczi & Rambutan i Malina & Jeżyna
Zarówno ja, jak i moja mama bardzo polubiłyśmy te masełka. Nie kosztują nawet 15 złotych, a są wydajne, dobrze nawilżają i cudownie pachną. Na drugim miejscu w składzie zawierają masło shea, za co ogromny plus. Dalej jest parafina, ale na szczęście nie wpłynęła ona na stan mojej skóry. Pierwszy raz kupiłam z ciekawości, ale spodobały mi się i zostałam na dłużej. Mamy jeszcze 2 opakowania, więc je wykorzystamy, a potem poszukamy czegoś innego – żeby nie było nudy w pielęgnacji ciała 😉

  • FA, Sport Double Power Spring fresh
 Nie przepadam za antyperspirantami Fa, bo słabo działają na mojej skórze i tak się stało również tym razem. Mama kupiła z ciekawości, ale obie byłyśmy średnio zadowolone. Sprawdzał się nieźle, ani dobrze, ani źle. Nie zapadł nam w pamięć i więcej po niego nie sięgniemy.
  • GARNIER MINERAL, Invisible

Jeden z moich ulubionych antyperspirantów, dobrze chroni przed nadmierną potliwością, ładnie pachnie. Nie uczula i nie brudzi ubrań.  Taka duża butla do złapania w Rossmannie, na promocji kosztuje wtedy około 11-12 złotych. Jest wydajny i na pewno będę do niego wracać 🙂

KOLORÓWKA I INNE

  •  BOURJOIS, Healthy Mix w odcieniu 51 Light Vanilla
U mnie ten podkład totalnie się nie sprawdził, więc oddałam go mamie. Też była średnio zadowolona, według niej stara wersja sprawdzała się o wiele lepiej. Nie kupimy go ponownie. Złowiony na promocji w Rossmannie za około 30 złotych. Regularna cena jest mniej więcej 2 razy wyższa.
  • LOREAL, Infallible puder
Również kosmetyk mojej mamy. Była z niego zadowolona. Dobrze się nakładał, przedłużał trwałość makijażu. Matowił, ale nie dawał przy tym efektu maski. Pewnie jeszcze kiedyś go kupi, choć znalazła drugiego ulubieńca 🙂 
  • MERZ SPECIAL, Dragges suplement diety
Zużyłam już ponad 1,5 opakowania i jak na razie widzę efekty. Zmiany są dość delikatne, ale dam mu szansę i poczekam do końca kuracji. O wrażeniach po 1,5 miesiąca stosowanie pisałam TUTAJ.

WŁOSY
  • ALTERRA,  Szampon dodający objętości papaja i migdał
W miesiącach wakacyjnych myję włosy zdecydowanie rzadziej, przez co zużywam mniej kosmetyków do włosów. W moich zbiorach znalazł się więc tylko jeden szampon Alterry. Stosuję je zamiennie i chyba wszystkie sprawdzają się tak samo dobrze. Zawsze robię sobie ich zapas na promocji, kosztuję wtedy niecałe 6 złotych. Są wydajne, dobrze się pienią, nie zawierają silnych detergentów i domywają oleje. Żyć nie umierać 😀 O innych wersjach pisałam TU i TU.

TWARZ

  • BIELENDA, Esencja Młodości, Nawilżajacy płyn micelarny do mycia i demakijażu 3 w 1
Płyn micelarny mojej mamy, którego i ja miałam okazję używać. Bardzo fajnie zmywa makijaż oka i twarzy.  Czasem jednak powodował podrażnienie moich wrażliwych oczu. Wolę delikatniejsze kosmetyki, gdyż płynami micelarnymi wykonuję tylko wstępny demakijaż. Możecie go kupić we wszystkich drogeriach za około 12 złotych.
  • DERMEDIC, Normacne Preventi, Tonik antybakteryjny do skóry mieszanej i tłustej

Dość fajny kosmetyk, który kupiłam na promocji w Super Pharm. Zapłaciłam za niego niecałe 12 złotych. Nie podrażniał mojej skóry, nie powodował wysypu niedoskonałości. Szybko niwelował uczucie ściągnięcia skóry twarzy po myciu mydełkiem Aleppo. Nie zauważyłam, żeby wpływał na ilość zaskórników, ale na pewno nie powodował zwiększenia ich liczby. Kiedyś do niego wrócę. 

  • LA ROCHE POSAY, Effaclar Duo [+]

Mój ulubiony krem, a tutaj widzicie 3 tubkę. Teraz zrobiłam sobie od niego około 3 miesięczną  przerwę, aby moja skóra za bardzo nie przyzwyczaiła się do jego działania. Dzięki niemu moje zaskórniki są mniej widoczne, świetnie współgra z lekami przepisanymi przez dermatologa. Więcej o nim znajdziecie TUTAJ.

  • AA OCEANIC, Long 4 Lashes

Moim zdaniem świetna odżywka do rzęs za niską cenę. Nie wystąpiły u mnie żadne skutki uboczne związane z jej stosowaniem, ale obchodziłam się z nią bardzo uważnie.  Efekty możecie podejrzeć tutaj: rozpoczęcie, pierwszy miesiąc, drugi i trzeci. Obecny stan moich rzęs możecie znaleźć TUTAJ.

  • BALMI

Na początku się nim zachwycałam, a potem mój entuzjazm powoli gasł.  Opakowanie wyrobiło się (tak jak wspomniała któraś z Was) i otworzyło się w torebce brudząc wszystko, co znalazło się w zasięgu. Brrr. Chyba jednak warto zainwestować w balsamy EOS, tym bardziej, że ich cena jest podobna. Pisałam o nim TU.

  • TOŁPA, Botanic Amarantus, nawilżający krem rozjaśniający pod oczy

Super produkt. Wydajny, z wygodnym i higienicznym opakowaniem. Świetnie nawilżał skórę pod oczami i na powiekach i faktycznie delikatnie rozjaśniał cienie, za co wielki plus dla niego. Na blogu na pewno pojawi się jego pełna recenzja, nie wiem tylko kiedy, bo się z nimi nie wyrabiam 😛

  • BE BEAUTY, Delikatny żel-krem łagodzący

 Również został mi z ostatniego pobytu w domu. Jest naprawdę delikatny i nie podrażnia skóry – wręcz przeciwnie, łagodzi wszelkie podrażnienia. Nie wysusza skóry, nie powoduje u mnie uczucia ściągnięcia. Zużyłam kilka opakowań i nadal dobrze mi służy. Do tego jego cena jest śmiesznie niska – kosztuje 5 złotych.


Znalazłyście tu coś, co same stosowałyście? A może coś, co chciałybyście wypróbować?
Pozdrawiam 🙂
Uncategorized

Moje rzęsy po 3 miesiącach stosowania odżywki Long 4 Lashses.

25 czerwca 2015

Hej!
Niedawno minął 3 miesiąc odkąd stosuje odżywkę Long 4 Lashes i chciałam podzielić się z Wami kolejnymi faktami i opiniami o niej. W końcu zdjęcia moich oczu wyszły w miarę normale, nie mam tylko godnych przeciwników z poprzedniego miesiąca, z którymi mogłabym przeprowadzić konfrontację 😛 Pokażę Wam więc inny kolaż, który pokaże, że coś się jednak na powiece zadziało. Jeśli jeseście ciekawi moich przemyśleń – zapraszam do dalszej części posta :3

Jeśli chodzi o stosowanie nadal udało mi się utrzymać systematyczność smarowania lini rzęs tym serum. W przeciągu 3 miesięcy zapomniałam o tym tylko raz, więc uważam, że to naprawdę fajny wynik. Rzęsy znowu bardziej się zagęściły i delikatnie wydłużyły, jednak w porównaniu do poprzedniego miesiąca długość ta nie jest spektakularna. Włoski nadal są jasne na końcach, przez co wydają się być troszeczkę krótsze. Zauważyłam również, że szybciej rosną też moje dolne rzęsy – niektóre zaczynają dotykać okolicy pod oczami gdy je pomaluję. Warto również wspomnieć, że rzęsy są bardziej błyszczące i elastyczne oraz nie wypadają zbyt mocno. Delikatnie się też podkręcają, jest to szczególnie widoczne rano, przed umyciem buzi.
Skutków ubocznych nie zauważyłam. Zaczęła pojawiać się delikatnie ciemniejsza linia w okolicy, w której nakładam odżywkę. Oczy są czasem bardziej przekrwione, czasem mniej, ale jest to bardziej wynik noszenia soczewek i siedzenia w nich do późna niż samej odżywki. Kurację będę stosowała do momentu aż się nie skończy, później, żeby podtrzymać efekt przeniosę się na olejek rycynowy albo wypróbuję regenerum do rzęs, które podobno nie wydłuża i nie zagęszcza, ale za to ładnie peilęgnuje nasze włoski.
Lewa strona – przed rozpoczęciem kuracji
Prawa strona – zdjęcie z dzisiaj, po 3 miesiącach używania Long 4 Lashes
Co sądzicie o efektach? Widzicie jakąś różnicę?
Pozdrawiam :3
Proszę również o wypełnienie krótkiej ankiety na temat komentowania wpisów na moim blogu! Dziękuję!

Uncategorized

[PROJEKT DENKO] Wycisnięci do dna vol 2 :D

20 czerwca 2015
Hej!
Jest sobota, ja mogę w końcu troszkę wypocząć, więc postanowiłam napisać niezbyt wymaającego posta 😀 Takie pogadanki pisze mi się zdecydowanie łatwiej niż recenzję jednego, wybranego kosmetyku. Jako że mineły już 2 miesiące od ostatniego prezentowania przeze mnie zużytych kosmetyków przygotowałam kolejną edycję 😀 Jest tego dość dużo, a to dlatego, że mam naprawdę porządną liczbę otwartych kosmetykó, które należałoby w końcu pozużywać. Trzymam się więc swojego planu i więcej zużywam niż kupuję 😛 Jak zwyklę podzieliłam produkty na kategorie. Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o tcyh produktach to zapraszam do dalszej części posta :3

Pielęgnacja twarzy
  • Alterra, Emulsja do mycia twarzy z granatem 
Zużyłam 2 opakowania tej emulsji i byłam z niej bardzo zadowolona. Jest przeznaczony raczej do skóy normalnej  tłustej, ale olejki w niej zawarte wpływały dobrze na moją mieszaną (w stronę tłustej) skórę. Niwelowała zaczerwienienia, nie podrażniała, skóra po jej użyciu była gładka, dobrze nawilżona, suche skórki pojawiały się u mnie naprawdę rzadko. Tania, ale średnio wydajna. Miała bardzo ładny zapach, jak wszsytkie produkty z tej serii. Co ważne – nie zapychała i nie spowodowała nasilenie objawów trądziku. Kiedyś na pewno kupię ponownie.
  • Tołpa simply, Młoda skóra, Oczyszczający żel-peeling do mycia twarzy
Kosmetyk ten kupiłam w Biedronce i teraz nigdzie nie mogę go znaleźć. Żel ten używałam tylko wieczorem i naprawdę mi się podobał. Ma w składzie dużo naturalnych wyciągów roślinnych, nie ma SLS. Drobinki nie były na tyle duże, że powinno się ograniczyć jego stosowanie. Dobrze oczyszczał skórę, chociaż pod koniec potrafiał mnie delikatnie podrażniać na policzkach. Myślę, że było do spowodowane intensywniejszym stosowaniem kuracji antytrądzikowych. Kosmetyk mi się podobał i jeśli znajdę go to kupię ponownie, żeby stosować go jako mocniejszy peeling kilka razy w tygodniu.
  • Płyn do soczewek Solo Care Aqua
Jest to jeden z dwóch płynów, których używm od początku soczewkowej kariery. Nie podrażnia oka, świetnie pielęgnuje soczewki. Białkowe osady prawie w ogóle na moich szkłach kontaktowych nie występują, a dla mnie to bardzo ważne, bo mam dość tłusty i gęsty film łzowy. Soczewki przez cały dzień są dobrze nawilżone i nie powodują dyskomfortu podczas noszenia. Taka butla starcza mi na max 3 miesiące, ale jest to dobra wydajność w stosunku do jakości i ceny. Na pewno kupię ponownie.

Pielęgnacja włosów
  • Alterra, szampony Pszenica i morela oraz Papaja i bambus
Szampony z Alterry są moją ulubioną alternatywą dla tych z SLS. Są dość wydajne, dobrze się pienią, nie mają problemów z domywaniem zanieczyszczeń czy olei. Są tanie i pięknie pachną. Na pewno nie mogłabym doliczyć się ilości zużytych przeze mnie opakowań. Mam swoje ulubione wersje i zmieniam je, żeby moim włosom się nie nudziło 😛 Kupię ponownie.
  • Batiste, Suchy szampon do włosów o zapachu Tropical
Szampon ten kupiłam bardzo dawno temu, bo jeszcze wtedy, kiedy były one w Biedronce za 10 złotych. W końcu udało mi się go zużyć 😛 Suche szampony stosuję niezwykle rzadko, ale uważam, że są one niezbędnym gadżetem w mojej kosmetyczce. Czasem umyję włosy jednego dnia, a wstając drugiego mam na głowie armmagedon – czasem przez stres, czasem przez warunki pogodowe. Batiste ratuje mnie wtedy z opresji. Na pewno zabiorę go ze sobą na wakacje, bo może przydać się w awaryjnych sytuajach. Ta wersja zapachowa nie jest akurat moją ulubioną – jest słodka i trochę mdła. Wolę inne, ale nie ma co narzekać 😛 Szampon robił, to co miał robić. Kupię ponownie, ale inne wersje zapachowe.

Pielęgnacja ciała
  • Lirene, Krem do stóp stop rogowaceniu z 30% zawartością mocznika
Krem ten świetnie sprawdził się w sytuacji, gdy skóra na moich kostkach pękała, bolała i była bardzo sucha. Na początku używałam go codziennie, potem zmniejszyłam dawkę do kilku razy w tygodniu i w pozostałe dni stosowałam inne specyfiki. Pomógł mi pożegnać suche strupy i wiosną mogłam cieszyć się pięknymi stopami. Teraz problem znowu powrócił i testuję inny krem. Mam nadzieję, że sprawdzi się tak, jak ten z Lirene. Na pewno sięgnę po niego, gdy nic innego nie pomoże – kupię ponownie.
  • AA My intima, Odświeżający żel do higieny intymnej
Żel, który kupiłam przypadkiem. Potrzebowałam, wrzuciłam do kozyka nawet nie sprawdzając składu. Okazało się, że miał SLS i potrafiał mnie czasem podrażniać. Nie polecam. Więcej na jego temat nie mogę powiedzieć. Nie kupię ponownie’
  • Playboy Woman, Perfumy
Zapach ten miałam od bardzo dawna i postawiłam go w końcu zużyć. Nie przepadałam za nimi jakoś bardzo, wolę zdecydowanie świeższe perfumy. Opakowanie ładne, zapach utrzymuje się cały dzień, jednak ja nie kupię ich ponownie.
Gadżety
  • Carea, płatki kosmetyczne
Najlepsze i najtańsze płatki jakich miałam okazję używać. Zielona wersja jest lepsza, bo mniej się rozarstwia, ale ta też była okej. Co tu dużo mówić – kupię ponownie 😛
  • Bielenda Oczyszczająca maska peel – off
Maseczkę tą kupiłam na promocji w Rossmannie za około 2,6 zł. Jest fajna, nie wysusza i naprawdę ładnie schodzi z twarzy. Delikatnie oczyszcza, ale nie powiedziałabym, żeby był to jakiś spektakularny efekt. Ma bardzo ładny, ananasowy zapach. Myślę, że kupię ponownie.

Home decor

  • Bracka, świece o zapachu karmelu

W przeciwieństwie do trudkawkowych karmelków, o których opowiadałam Wam [TUTAJ] ta wersja pachniała zdecydowanie bardziej intensywnie. Zapach był słodki, ale nie mdły, przynajmniej mi się takie podobają 😛 Wypaliły się do samego dna, więc nie ma co narzekać, bo świece te byly naprawdę tanie (chyba około 6 złotych za zestaw, ja trafiłam wtedy na promocję -15%). Nie wiem czy kupię ponownie, bo mam jeszcze w zapasie kilka świec i wosków 😛

  • Yankee Candle, wosk Cotton Clean
Jeden z najłądniejszych zapachów od Yankee Candle jaki miałam. Pisałam o nim [TUTAJ]. Pachnie świeżo, czystym praniem, proszkiem i delikatnym płynem do płukania. Lubię takie zapachy, działają na mnie odprężająco. Zapach, który wydzielała ta mała tarteletka był średnio intensywny, ale mi to nie przeszkadzało. Nie wiem, czy kupię ponownie, bo mam naprawdę duże zapasy wosków i jeszcze tyle opcji to przetestowania 😛
Miałyście któryś z tych produktów? Wpadło Wam coś w oko? Lubicie projekty denko?
Pozdrawiam i miłego weekendu :3
Uncategorized

2 miesiąc kuracji do rzęs Long 4 Lashes

20 maja 2015
Hej wszystkim!

Jak już wiecie ja zdjęć swoim rzęsom/oczom robić nie umiem, więc macie takie cudactwa jakie mi wyszły 😛 Mi się te zdjęcie nie podobają, ale wiem, że i tak nie będę w stanie wykombinować nic lepszego :C Musicie mi wybaczyć i jakoś przełknąć ten ciężki do zgryzienia orzech 😀 Bez przedłużania, zapraszam do szukania różnic pomiędzy obrazkami po 2 miesiącu kuracji odżywką Long 4 Lashes 😛

Po lewej stronie znajdują się zdjęcia z zeszłego miesiąca, natomiast po prawej obecne. Jeśli miałabym wspomnieć o długości rzęs – wydłużyły się one jeszcze bardziej, ale może nie jest to do końca widoczne, bo ciężko było mi ująć to na zdjęciu. Jak widzicie wyżej, najintensywniej rosną te w zewnętrznym kąciku. Przy tym zdjęciu warto również wspomnieć o tym, że końcówki włosków delikatnie pociemniały, co sprawia, że rzęsy wyglądają na jeszcze dłuższe.

Oko po prawej jest takie przekrwione bo to zdjęcie było robione niedługo po przebudzeniu 😛

Jeśli chodzi o gęstość – tu również widać progres. Rzęs jest zdecydowanie więcej, śmiało mogę powiedzieć, ze wyrósł mi dodatkowy „rządek” 😛 Najmniejsze włoski rosną na samym dole rzęs, przez co unoszą do góry resztę wachlarza.

Na tym zdjęciu widać, że rzęsy widocznie się podkręciły. Jest to dla mnie ważne, bo zawsze miałam problem z ich „objętością”, nawet po wytuszowaniu tuszem czy użyciu zalotki. Dzięki temu, że rzęsy są uniesione wydają się też być dłuższe i teraz jedna warstwa tuszu załatwia to, co dwie kiedyś 😀
Jeśli chodzi o skutki uboczne – jak na razie takowe nie wystąpiły, może poza lekkim przkrwieniem gałki ocznej, ale wydaje mi się że to wina pyłków i soczewek, a nie samej odżywki, choć jest ona jedną ze składowych tego zjawiska. Czerwona kreska w miejscu smarowania nie istnieje. Oczy nie pieką, nie są wysuszone. Stale monitoruję to, jak moje oczy reagują na tą kurację, aby w każdej chwili móc przestać „dokładać oliwy do ognia”. Jeśli jesteście ciekawi jakiejś kwestii, o której tutaj nie powiedziałam – zadawajcie pytania, chętnie na nie odpowiem 🙂
Widzicie poprawę? Podobają Wam się zdjęcia z telefonu (muszę się nim ratować, póki nie odzyskam lustrzanki :C)?
Wybaczcie mi te zdjęcia 😛

Pozdrawiam :3

Uncategorized

[HAUL] IKEA i Rossmann :D

10 maja 2015
Hej!
Przyszedł czas na to, żeby pokazać Wam co kupiłam podczas ostatniego pobytu majówkowego w Warszawie i co wpadło do koszyka podczas promocji -49% w Rossmannie 😀 Post będzie dość obszerny, bo ja jak zwykle nakupowałam milion rzeczy mimo posiadania listy a potem miałam moralnego kaca. Nie rozumiem tego do końca, jak żyć z takim nałogiem 😛 A prawdę mówiąc – nadprogramowo kupiłam niewiele rzeczy, ale o tym się zaraz przekonacie 😀 Jeśli jesteście ciekawi, na co wydałam większość kieszonkowego zapraszam do czytania i oglądania 😛

W IKEI z Mateuszem nie mogliśmy znaleźć nic interesującego, więc nasze zakupy na pewno nie zasługują na miano bardzo ciekawych 😛 Wzięliśmy drobiazgi, które moglyby przydać się w mieszkaniu, a których nie kupiliśmy jeszcze na miejscu, bo IKEI w Bydgoszczy niestety nie ma, a my po sklepach meblowych czy z innego rodzaju wyposażeniem często się nie poruszamy 😛 Na zdjęciu powyżej widzicie słomki SOMMARFINT, które były w dwóch wersjach kolorystycznych i kosztowały 3,99 złotego. Zdecydowaliśmy się na wersję ze słomkami w kolorach: błękitnym, różowym, czerwonym i żółtym. Słomki mają dość dużą śednicę i nie mają miejsca do ich „łamania” czy zaginania. Na lato jak znalazł, idealne do zimnych napojów i koktajli 😀

Drugą rzeczą w podobnym, letnim klimacie są pojemniczki do zamrażania własnych lodów. Chciałam kupić podobne w Tesco, które pod względem wizualnym były 1000 razy ładniejsze, ale niestety i większe – mamy mały zamrażalnik i nie wygospodarowalibyśmy tyle miejsca żeby je tam postawić. Pojemniki równnież dostępne w dwóch wersjach kolorystycznych, my sięgnęliśmy po różowo- żółtą, bo ta druga była strasznie ponura. Cena tych foremek to 9,99, a nazwa CHOSIGT.

Kolejną rzeczą są miarki, które w mojej kuchni są przedmiotem niezbędnym. Lubię piec ciasta, robić różne desery, a jednak szczypta dla każdego oznacza co innego – w moim wypadku często zdarza mi się przesadzać i potem wychodzą jakieś zakalce, albo cynamoneczniki zamiast jabłecznika 😀 Miałam już takie, ale zostawiłam w domu, brat używa ich przy sporządzaniu „koktajli na masę” 😀 Łyżeczki kosztowały 2,99 zł, więc naprawdę niewiele, a są pomocne przy pichceniu różnego rodzaji potraw 😀

Może to cud, ale skusiłam się tylko na jedną świecę – nie było zbyt wielu nowych zapachów, a ja nie chciałam kupować trójpaków, bo i tak mam dużo wosków do odpalenia 😀 Żeby jednak nie wyjść z niczym i nie zapomnieć o radycji (zawsze jak jestemw  IKEI kupuję świece :P) wybrałam tą o zapachu letnich owoców 😀 Kosztowała 1,99 zł i nazywa się OMTALAD.

Przedostatnią już rzeczą jest wazon, bo brakowało mi w mieszkaniu czegoś, do czego mogłabtm wstawiać świeże kwiaty. Wybrałam taki o prostym kształcie, bo ten najbardziej pasował do wystroju mieszkania. Nie był drogi, bo kosztował 9,99, a wykonany jest z dość grubego szkła, więc mam nadzieję, ze trochę mi posłuży. Jego nazwa to REKTANGEL 😀

Ostatni przedmiot, to raczej gadżet niż planowany zakup 😀 Po wizycie w IKEI planowaliśmy jeszcze pojechać do Warszawy, a gdzieś zakupy zapakować było trzeba 😀 Zwykła torebka, która leżala przy kasie, z kartą IKEA Family kosztowała 4,99 i przyda się na codzienne zakupy w spożywczaku 😀 
Jeśli chodzi o rzeczy do domu to by było na tyle 😀 Przejdziemy teraz do rzeczy z Rossmanna, a tych jest duuużo więcej. Mam nadzieję, że nie uznacie mnie za osobę niezrównoważoną psychicznie 😛 Ostatnio prawie w ogóle nie kupiłam kosmetyków, moje zapasy są bliskie 0 i jestem z siebie dumna 😀 Z promocji skorzystać musiałam, uzupełniłam braki, kupiłam trochę zachcianek, a i tak w mojej kosmetyczce zaszła czystka i pozbyłam się trochę kolorówki – część poszła do mamy, część oddam komuś innemu bo i tak z wszytskich rzeczy nie korzystam – mam kilka nietrafionych komsetyków a nie chcę żeby się zmarnowały. Bez przedłużania jednak przejdę do przedstawienia na co zdecydowałam się podczas trwania promocji.

Jak sami wiecie promocja byłą podzielona na 3 części – najpierw objętę były nią produkty do makijaży twarzy, potem oczu a na końcu kosmetyki do ust i paznokci. Ja przed całym wydarzeniem miałam przygotowaną listę z potencjalnymi zakupami, ale sama do końca nie wiedziałam na co powinnam się zdecydować. Dlatego wyszło jak wyszło, wszystko przez Oliwię, bo nadprogramowo wyciągała mnie do Rossmanna a ja z pustą reką wyjść nie mogłam, skoro na półkach tyle ładnych rzeczy 😛

Jeśli chodzi o produkty do twarzy, to tutaj naprawdę skromnie 😀 Dla mamy kupiłam podkład Max Factor Ageless Elixir w  kolorze Beige 55, kosztował 35,18 zł i puder sypki Bourjois za 31,1 zł. Wybrałam ten w odcieniu peach, czyli delikatnie żółtym. Dla siebie natomiast kupiłam 2 róże, bo paleta z Makeup Revolution leci do mamy – ja z niej nie korzystam i szkoda, żeby się zmarnowała. Wypiekany róż z Bourjois to must have, zdecydowałam się na odciń 34 Rose D’or i zapłaciłam za niego 26,01 zł. Drugi, również polecany na wielu blogach to Dream Touch Blush z Maybelline w bardzo naturalnym odcieniu 05. Ostanio miałam ochotę wypróbować kremowyc kosmetyków i ten od pierwszego użycia przypadł mi do gustu.

Jeśli chodzi o drugą część promocji to tutaj zdecydowałam się na więcej produktów, aczkolwiek w niższej cenie. Tym razem dla mamy wybrałam lubiany przed nas tusz Loreal Volume Milion Lashes w podstawowej wersji. Jego cena to 31,11 zł, więc taniej niż zamawiamy go przez internet. Odżywka Long 4 Lashes również była objęta promocją i ze względu na to, że sprawdza sie u mnie postanowiłam ją sprezentować i mamie. Na promocji kosztowała 40,79 zł, więc naprawdę taniej niż w wielu dostępnych mi sklepach. Sobie wybrałam bazę pod cienie Wibo za 5,09 zl, bo moja z Paese już dogorywa 😛 Nie szukałam niczego drogiego, bo cienie u mnie naprawdę rzadko wchodzą w rachubę. Do koszyka wrzuciłam też 2 tusze do brwi, bo mam dlugie włoski i takie produkty mnie ciekawiły 😀 Pierwsza po lewej to maskara od Wibo – eyebrow stylist, zdecydowanie tańsza, bo za jedyne 4,83 zł. Na razie mogę o niej powiedzieć tylko tyle, że dobrze utrzymuje włoski w ryzach i ma świetny, popielaty kolor bez rudych tonów. Druga natomoast pochodzi z szafy Loreal i jest to Brow Artist Plumper w kolorze medium/dark. Na początku miałam wziąć transparentną, ale się rozmyśliłam. Jak na razie będzie leżeć nieużywana, bo najpierw chcę wykończyć tą z Wibo. Ta była droższa i kosztowała 18,35 zł. Kolejnym produktem do oczy jest cielista kredka od Max Faxtora na linię wodną w odcieniu 090 natural glaze. Nie mogłam znaleźć takiej, której kolor nie przypominałby korektora, biała natomiast wygląda u mnie nienaturalnie. Zapłaciłam za nią 15,3 zł. Ostatnim kosmetykiem z te kategorii jest eyeliner Wibo, który już miałam i bardzo go lubiłam. W promocji dorwałam go za zawrotną cenę 3,77 zl 😛

Jeśli chodzi o lakiery początkowo zdecydowałam się jedynie na 2 z Wibo, ale przy kolejnej wizycie w Rossmannie nie mogłam się oprzeć kolejnym 3 😛 Takie życie kobiety sroki 😀 Nie chcę jednak dalej się dobijać i duszę w sobie resztki kaca moralnego. Błękit to Wibo granite summer nr 5 i jest to coś w rodzaju lakieru piaskowego, kosztował 3,87. Kolejny z Wibo pochodzi z kolekcji Hello summer i ma przepiękny, różowy – brzoskwionowy kolor. Jego numer to 2, a cena 3,05 zł. Różowy ze środka jest z Rimmela i jest to nr 262 Ring a ring o’roses. Był tańszy niże jego bracia, a jego cena wynosiła 5,61 zł. Jak najbardziej letni kolor 😀 Kolejne 2 może letnie nie są, ale brakowało mi ciemniejszych odcieni.  Ten jaśniejszy to 411 Nacy seal, a grafitowy – 711 Punk rock. Słyszałam na ich temat wiele pozytywnych opinii i mam nadzieję, że u mnie sprawdzą się równie dobrze 😀 Oba kosztowały 9,17 zł.

Ostatnia już kategoria, a zarazem moja ulubiona. Mimo to szału nie ma, sama jestem w szoku 😀 Mateusz namawia mnie na jeszcze 2 pomadki Rouge edition velvet, ale ja dzielnie się opieram 😛 Do koszyka wpadła właśnie wspomniana pomadka Bourjois rouge edition velvet w kolorze 10 – Don’t pink of it. Mam deficyt nudziakowych kolorów, więc ta musiała być moja. Jestem z niej bardzo zadowolona, na pewno pojawi się na blogu recenzja. Jej cena to 26,01 zł, więc naprawdę niemało. Kolejny matowy błyszczyk ze zdjęcia pochodzi z Lovely – extra lasting w nr 2. Kosztował 4,48 zł, więc w porównaniu do poprzednika naprawdę grosze 😛 Zdecydowałam się też na 2 konturówki z Lovely – perfect line, jedną w kolorze fuksji (nr 2), druga to zgaszony róż (nr 1). Są miękkie i fajnie się z nimi pracuje. Ich cena to 3,05 zł. Ostatnią już rzeczą jest pomadka ochronna z Perfecty, której mialam miętową wersję zapachową i którą zabrała mi mama (tak jej się spodobała :P). Z racji tego, że mam miętowe balmi wybrałam tą o zapachu granata i borówki 😀 Również była objęta promocją i kosztowała 7,64 zł.
Jak widzicie, zakupów jest naprawdę sporo. Znowu mam zakaz na kupowanie kosmetyków, dokupię tylko coś do mycia twarzy, bo emulsja z Rossmanna jest na wykończeniu. Rodzice pewnie sobie myślą – syn jest tańszy 😛 Sama twierdzę, że trochę przesadziłam, ale czasu nie da się cofnąć :c
Wy też zaszalałyście? Coś przyciągnęło Waszą uwagę?
Pozdrawiam :3