ULUBIEŃCY SIERPNIA + PODSUMOWANIE | M.A.C. | LA ROCHE POSAY | BIELENDA | KSIĄŻKI DASHNERA I BLOGOWA REGULARNOŚĆ

 LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO [+] SPF 30, KREM DO SKÓRY Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI, BIELENDA, MULTIESSENCE 4W1, MULTIWITAMINOWA ESENCJA DO CERY MIESZANEJ, M.A.C., CANDY YUM YUM, MATOWA POMADKA DO UST

Hej!

Wrzesień przywitał nas iście jesienną aurą. Jeszcze ostatniego dnia sierpnia cieszyłam się piękną pogodą i łapałam letnie słońce w ogrodzie. Kilkanaście godzin później obudziłam się, a za oknem dostrzegłam tylko mgłę i deszcz – gdzie nasza polska, złota jesień?
Żeby wrócić pamięcią do wakacyjnych upałów zapraszam dziś na wpis z podsumowaniem sierpnia oraz ulubieńcami – w kilku zdaniach opowiem o kremie La Roche Posay Effaclar Duo [+] z SPF 30, esencji z Bielendy MultiEssence do cery mieszanej oraz o pomadce w neonowo-różowym kolorze – M.A.C. Candy Yum Yum. Oprócz tego poruszę kwestię blogowej regularności i książek Jamesa Dashnera, które udało mi się przeczytać 🙂 Chodźcie dalej!

 

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO [+] SPF 30, KREM DO SKÓRY Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO [+] SPF 30, KREM DO SKÓRY Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI

Kremu Effaclar używam od dawna, robię sobie od niego przerwy, ale zawsze wracam z podkulonym ogonem – jeszcze nie znalazłam przeciwtrądzikowego kremu, który na moją skórę działałby równie dobrze. W lipcu zaopatrzyłam się w jego nową wersję, z filtrem, i zaczęłam używać jej kilka tygodni temu. Jest tak samo skuteczna jak starsza, a dodatkowo chroni przed promieniowaniem UV. Czuję, że będzie moim zimowym ulubieńcem – nie zawsze mam wtedy ochotę sięgać po filtr, a ochrona jest jednak potrzebna. Jego konsystencja jest trochę gęstsza i bogatsza. Ma nieco większe tendencje do przesuszania skóry, więc nie u wszystkich się sprawdzi. Ja bardzo go polubiłam.
BIELENDA, MULTIESSENCE 4W1, MULTIWITAMINOWA ESENCJA DO CERY MIESZANEJ

BIELENDA, MULTIESSENCE 4W1, MULTIWITAMINOWA ESENCJA DO CERY MIESZANEJ 

Tonik to nieodłączny towarzysz mojej pielęgnacji – zarówno porannej, jak i wieczornej. Zazwyczaj wybieram toniki nawilżające lub takie skierowane do cery z problemami. Na temat tych esencji nasłuchałam się naprawdę wiele dobrego i przyznam, że pozytywnie mnie zaskoczyła. Łagodzi skórę, nawilża ją i wyrównuje koloryt. Nie zauważyłam, by działała na wypryski, ale jeszcze zbyt krótko po nią sięgam. Czuję, że spodoba mi się na tyle, że sięgnę po kolejne opakowanie. Ma przyjemny, nieco męski zapach, jest lekka i nie pozostawia lepkiej warstwy. Cenię ją też za przyjazny skład – fermenty rzeczywiście w niej występują i to wysoko – nie jest to chwyt marketingowy! Myślę, że doczeka się pełnej recenzji na blogu 😀
M.A.C., CANDY YUM YUM, MATOWA POMADKA DO UST

M.A.C., CANDY YUM YUM, MATOWA POMADKA DO UST

Pomadki MAC są już czymś w rodzaju kosmetyku kultowego. Wiele osób o nich mówi i pisze, a jeszcze więcej chce posiadać je w swojej kolekcji.  Do niedawna i ja byłam wśród nieszczęśliwców z drugiej grupu – te szminki od dawna figurowały na mojej wishliście, ale nie miałam okazji ich kupić. W końcu, po kilku latach czekania dostałam od razu 3 sztuki, a wszystko za sprawką mojego chłopaka. Sierpniowym ulubieńcem jest zdecydowanie najbardziej żarówiasta szminka z tych, które dostałam (a może i  z tych, które znam :P) – Candy Yum Yum. To prawdziwie ostry, jasny róż, który będzie pasował zarówno blondynkom, jak i brunetkom. Nie zażółca zębów. Na ustach utrzymuje się długie godziny, przez cały ten czas nosi się komfortowo i nie wysusza. Maty z MACa są naprawdę kremowe i łatwo się rozprowadzają. Teraz, kiedy mam je u siebie wiem, że zachwyty nad nimi nie były przesadzone. Czuję, że te 3 pierwsze nie będą ostatnimi 😛

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO [+] SPF 30, KREM DO SKÓRY Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI, BIELENDA, MULTIESSENCE 4W1, MULTIWITAMINOWA ESENCJA DO CERY MIESZANEJ, M.A.C., CANDY YUM YUM, MATOWA POMADKA DO UST 2

JAMES DASHNER, WIĘZIEŃ LABIRYNTU TOM 0.5 – ROZKAZ ZAGŁADY I TOM 0.6 – KOD GORĄCZKI

Fantasy to zdecydowanie mój ulubiony gatunek książek. Lubię czytać o alternatywnych rzeczywistościach – niekoniecznie tych, w których życie jest sielanką – postapokaliptyczną wizją również nie gardzę. Trylogię „Więzień labiryntu” miałam już dawno za sobą, a w sierpniu postanowiłam przeczytać kolejne dwa tomy, które opisują wydarzenia sprzed cyklu. Przyznam, że fabuła wciągnęła mnie bardziej, niż poprzednio i książki te przeczytałam jednym tchem – nie dłużyły się, nie nudziły, nie wszystko dało się przewidzieć. W tomie 0.5 bohaterami są nowe, nieznane nam wcześniej osoby i jest to wprowadzenie do uniwersum – jak doszło do unicestwienia milionów ludzi, skąd wzięła się Pożoga i jak rozprzestrzeniła się na świecie. Tom 0.6 wita nas znajomymi twarzami – młodymi Tomem, Teresą i pozostałymi bohaterami obecnymi w trylogii. Ta książka wyjaśnia z kolei powstanie labiryntu, ośrodka, planów na wylezienie leku. Mam świadomość, że są to książki skierowane głównie dla młodzieży, ale czasem potrzebuję czegoś lekkiego na ciężkie wieczory. Te propozycje wpisały się moje potrzeby i szczerze je polecam – tym bardziej, jeśli jesteście fanami gatunku.

BLOGOWA REGULARNOŚĆ

Jestem dumna, że w lipcu i sierpniu udało mi się prawie regularnie publikować wpisy – nawet wtedy, kiedy byłam za granicą. Owszem, mam nadal problem z nadrobieniem komentarzy, ale myślałam, że będzie dużo gorzej. Zrozumiałam, że w moim przypadku regularność musi iść w parze z planowaniem – w innym przypadku nie mam pomysłu na posty i kończy się to brakiem weny na pisanie i zdjęcia. Mam nadzieję, że uda mi się wyrobić nawyk pisania postów do przodu na kolejny tydzień w weekendy – w ciągu roku akademickiego nie będę miała tyle wolnego czasu i muszę to lepiej organizować. Jestem dobrej myśli – mam nadzieję, że będziecie trzymać za mnie kciuki! Napiszcie też proszę, jakie tematy chcielibyście, bym poruszyła na blogu – mam kilak wolnych miejsc na wrzesień i chętnie coś przygotuję 🙂
Jak minął Wam sierpień? Jakie są Wasze ulubione produkty? Znacie któryś z przedstawionych tutaj?
Pozdrawiam :*

DR IRENA ERIS | PROVOKE | 3 PRODUKTY DO UST | MAT CZY BŁYSK?

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,1

Hej!
Regulaność pisania sierpniowych wpisów właśnie legła w gruzach 😛 Nadal nie mogę do siebie dojść po podróży, więc odpuściłam poniedziałkowe przygotowania i zapraszam Was na kolejny post właśnie dziś!
Pomadki kocham całym sercem i gdybym miała do wyboru malować przez całe życie tylko usta lub tylko oczy – zdecydowanie wybrałabym te pierwsze. Dziś chciałabym zaprezentować Wam trzy kosmetyki z tej kategorii od Dr Ireny Eris. Wszystkie pochodzą z serii Provoke i są to – pomadka matująca Real Matt Lipstick – Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint – Vanguard Red N°706 i błyszczyk do ust – Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink. Jesteście ciekawi, jaka jest moja opinia na ich temat? Przejdźcie dalej. 
Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,2

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,3

Opakowania jak zawsze wykonane są z dbałością o każdy szczegół. Minimalistyczne, utrzymane w srebrnym, lustrzanym kolorze wyglądają niezwykle elegancko i klasycznie i na pewno będą ozdobą niejednej toaletki, czy miejsca, przy którym się malujemy. 
Błyszczyk ma zdecydowanie najwyższe i najcieńsze opakowanie, tradycyjne, jego aplikator jest dość długi i wąski, ale pozwala na precyzyjne nałożenie produktu. Klasyczna pomadka zamykana jest na magnes, słychać wtedy charakterystyczny odgłos kliknięcia, który upewnia nas, że produkt nie otworzy się w kosmetyczce czy torebce. Opakowanie matowej, ale płynnej pomadki jest już Wam znane, bo recenzowałam je kilkakrotnie na blogu. Jest kwadratowe, na spodzie ujawnia się skawek koloru. Aplikator bardzo przypomina ten, który znajduje się przy błyszczyku, ale jest nieco krótszy. Każdy z tych kosmetyków przychodzi do nas zapakowany w lustrzany kartonik. W środku znajduje się karteczka z kodem, który możemy wykorzystać na stronie Klubu Dr Ireny Eris Holistic Club, a zdobyte punkty wymieniać na nagrody w postaci firmowych gadżetów czy kosmetyków. 

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,4

Zacznę może od pomadki, z której siostrami miałam już kontakt i stały się one moimi ulubieńcami 🙂 Mowa tu o matowej, płynnej pomadce. W zasadzie ma ona konsystencję przyjemnego musu, który gładko rozprowadza się na ustach i nie zastyga. Mimo tego pomadka dobrze utrzymuje się na ustach, bo nawet do 5-6 godzin. Formuły zastygające często tworzą u mnie skorupkę, nawet wtedy, kiedy nałożone są w minimalnej ilości. Ta nie migruje poza kontur i nie wysusza ust. Do tego przez swoją ciekawą konsystencję nie podkreśla niedoskonałości, a suche skórki nie wybijają się na pierwsz plan. Daje przyjemne uczucie na ustach, nie klei się i samoistnie nie znika. Ma przyjemny, owocowy zapach.
Kolor Vanguard Red N°706 to klasyczna, krwista czerwień, którą zaliczyłabym do neutralnego grona lekko w stronę tych chłodniejszych odcieni. Nie zażółca zębów, ożywia makijaż i przyciąga wzrok. Idealnie wygląda zarówno przy wieczorowej kreacji, jak i jeansach, białym T-shircie i trampkach 😀
  • Moją opinię na temat pomadek Liquid Matt Lipstick od Dr Ireny Provoke w odcieniach 702,703 i 705 znajdziecie tutaj i tutaj
Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,5

Druga pomadka to również matowa propozycja. Pink Nuance N°607 to opcja bardziej kremowa i mniej wysuszająca od tej, którą opisywałam wyżej. Ma nieco bardziej masełkowatą konsystencję, na ustach przypomina wosk, który zabezpiecza je przed nadmierną utratą wody. Dzięki tym właściwościom pomadka nie wpływa negatywnie na nawilżenie ust. Utrzymuje się na nich krócej, bo około 4 godzin, ale jest to dla mnie satysfakcjonujący czas. Tak jak poprzedniczka nie wychodzi poza kontur ust. Pigmentacja jest naprawdę świetna, mam intensywnie zabarwioną czerwień wargową, ale dla tej pomadki nie jest to przeszkodą Kolor to neutralny, różowy nude określany przez niektórych jako mauve. Raz jest bardziej różowy, raz fioletowy z domieszką brązu – ewoluuje i w różnych makijażach i przy różnym oświetleniu wygląda inaczej. Uwielbiam takie kolory na co dzień i na pewno będę chętnie po nią sięgać, kiedy wrócę na zajecia. Ma kremowy, nienachalny,  kosmetyczny zapach. 

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,6
Błyszczyk dostałam w ramach prezentu zamiast cienia, którego niestety nie było na stanie. Odcień, jaki dostałam był wybrany losowo – mi trafił się N°11 Candy Pink, czyli o prostu cukierkowy róż. W opakowaniu jego kolor jest naprawdę intensywny, natomiast na swatchu i na ustach nie rzuca sie już tak mocno w oczy, chociaż barwi je, a kolor jest widoczny. Ma średnio gęstą konsystencję – znajduje się gdzieś pomiędzy wodnistymi, a tymi klejącymi  wargi błyszczykami. Nie lepi się, a kiedy już zapląta się w niego jakiś włos nie jest ciężko go usunąć. Daje wrażenie nawilżonych ust, nie wysusza ich i dobrze zabezpiecza przed niekorzystnymi warunkami środkowiskowymi. Myślę, że utrzymuje się około 2-2,5 godziny i w tym czasie nie wymaga poprawek. Nie jestem fanką błyszczyków, więc po testach trafił do mojej mamy, która jest z niego bardzo zadowolona. 

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink swatche, na żywo, jak wyglądają

Matowa pomadka w płynie i błyszczyk kosztują 55 złotych, a kremowo-matowa szminka – 65 złotych. Można znaleźć je w sklepach internetowych, np. firmowym Dr Ireny Eris lub stacjonarnie – między innymi w Rossmannie. Polecam polować na nie na promocji -49% – ich jakość jest wysoka, a kolory ciekawe i bardzo twarzowe, więc każdy znajdzie dla siebie coś odpowiedniego. Niżej znajdziecie zdjęcia, na których prezentuję wszystkie te produkty na ustach. Kolory są trochę cieplejsze, niż w rzeczywistości, bo zdjęcia robiłam przy świetle zachodzącego słońca. Swatche lepiej oddają ich faktyczne odcienie. 

błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink jak wygląda na ustach
Błyszczyk do ust – Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607 na ustach
Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick – Pink Nuance N°607

matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706 na ustach
Matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint – Vanguard Red N°706
Który z tych trzech kosmetyków najbardzieju przypadł Wam do gustu? Po jakie formuły sięgacie najczęściej?
Pozdrawiam :*

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 | NATURA GÓRĄ?

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 1

Hej!
W jednej z ostatnicyh włosowych aktualizacji pisałam Wam, że miewam problemy ze skórą głowy. Łupież został zażegnany (mam nadzieję, że na dobre), ale nadmierne przetłuszczanie towarzyszy mi nadal. Zauważyłam, że w mojej pielęgnacji brakuje elementu złuszczajacego – martwe komórki mogą kumulować się na skórze mojej głowy, a szampony czy wcierki nie do końca dobrze z nimi sobie radzą. Szukałam czegoś, co pozwoliłoby mi pozbyć się martwycyh komórek oraz wyregulowałoby pracę gruczołów łojowych. Czy serum oczyszczające do skóry głowy z Bionigree uporało się z wszystkimi moimi problemami? Czy okazało się być panaceum, na włosowe troski? Zapraszam na recenzję tego produktu.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 2

Obietnice producenta

Serum oczyszczające do skóry głowy BIONIGREE BASIC_01 to naturalny kosmetyk trychologiczny (specjalistyczny kosmetyk do pielęgnacji skóry głowy) o polskim pochodzeniu, o działaniu złuszczającym, przeciwłupieżowym i antybakteryjnym. Preparat przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry.

Dzięki zawartości mydła kastylijskiego, kwasów AHA i estrów oleju z czarnej porzeczki, wiesiołka, ogórecznika i lnu serum skutecznie:

  •     usuwa nadmiar zrogowaciałego naskórka,
  •     rozpuszcza łój zalegający w mieszkach włosowych,
  •     reguluje pracę gruczołów łojowych i
  •     łagodzi podrażnienia skóry.

Po wykonaniu peelingu skóry głowy, skóra intensywnie wchłania substancje odżywcze, a włosy unoszą się u nasady, zwiększając swoją objętość i dając niepowtarzalne uczucie odświeżenia.

Serum oczyszczające do skóry głowy BIONIGREE BASIC_01 dostępne jest w poręcznej, eleganckiej szklanej 50 ml i 100 ml buteleczce z pipetą ułatwiającą aplikację kosmetyku.

Opakowanie

Kosmetyk zapakowany jest w papierowy, dość giętki kartonik, na którym znajdują się podstawowe informacje, takie jak skład kosmetyku, opisane wyżej obietnice producenta, PAO, data ważności i sposób użycia. 
Wewnątrz znajdziemy szklaną butelekę z pipetką w klasycznym kształcie. Szkło jest dobrej jakości, dość grube, przez co całość wygląda schludnie i estetycznie. Pipeta pracuje sprawnie, nie wypada z gumowej zatyczki, nie wypuszcza kosmetyku, przez co jego stosowanie jest higieniczne i raczej bezproblemowe. Jedynym jej minusem jest to, że ciężko jest ją napełnić w całości – w moim przypadku najłatwiej osiągnąć jest mniej więcej 1/3 jej objętności, później zaczynają się schody, ale nie przeszkadza mi to. 
Etykiety są przejrzyste, utrzymane w naturalnych klimatach, przeważa na nich zieleń, biel i granat.
Serum sprzedawane jest w dwóch pojemnościach – 50 i 100 mililitrów. Butelka, którą widzicie na zdjęciu to ta większa opcja.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 3

Skład

aqua (woda), potassium oleate (oleinian potasu), potassium cocoate (sól potasowa kwasów tłuszczowych pozyskiwanych z orzecha kokosowego), glycerin (gliceryna), potassium citrate (cytrynian potasu), citric acid (kwas cytrynowy), ethyl linolenate (kwas linolenowy), ethyl linoleate (kwas linolowy), ethyl oleate (kwas oleinowy), ethyl palmitate (kwas palmitynowy, ethyl stearate (kwas stearynowy), ethyl alcohol (alkohol etylowy), menthol (mentol), bilberry fruit extract (ekstrakt z owoców czarnej porzeczki), sugar cane extract (ekstrakt z trzciny cukrowej), orange fruit extract (ekstrakt z owocu pomarańczy), lemon fruit extract (ekstrakt z owocu cytryny), sugar maple extract (ekstrakt z klonu cukrowego), rosmarinus officinalis oil (olejek z rozmarynu lekarskiego), parfum (kompozycja zapachowa)
Jak widzicie skład jest przyjazny dla skóry i rzeczywiście naturalny. Oprócz estrów kwasów tłuszczowych, które są emolientami i natłuszczają skórę znajduje się tu także sól potasowa, która łagodnie oczyszcza skórę głowy. W połowie składu znajdziemy alkohol etylowy, który w obecności tylu tłuszczy nie będzie wysuszał, a jedynie sprawi, że ekstrakty, które znajduja się za nim będą mogły lepiej penetrować w głąb skóry. Mentol odświeża, detoksykuje i tonizuje, ekstakt z trzciny cukrowej odżywia skórę, a ten z czarnej porzeczki zawiera garbniki, antocyjany, kwasy organiczne oraz witaminę C oraz z grupy B. Rozmaryn słynie ze swych silnie przeciwutleniających właściwości. Może być też stosowany jako naturalny konserwant, ponieważ wykazuje działanie antybakteryjne. Poprawia mikrokrążenie krwi w skórze, przez co przyczynia się do zwiększonej wydajności procesu usuwania toksyn.

Skład jest świetny, jak na naturalny produkt przystało. Cieszę się, że oprócz emolientów w serum znalazło się też kilka ciekawych ekstraktów, które pozytywnie wpływają na skórę głowy. Kwasy oraz alkohol, które są w nim zawarte nie wysuszają, więc nawet osoby mające problemy z nawilżeniem tego obszaru nie powinny widzieć przeciwskazań przed jego zastosowaniem.

Wydajność

Ilość, jaką widzicie na zdjęciach zużyłam w ciągu dwóch tygodni stosowania serum przed każdym myciem, czyli średnio co 2 dni. Producent zaleca stosowanie od 1 do 2 pipet na jedną aplikację, co równa się 5-10 mililitrom. Według moich obliczeń mieściłam się gdzieś pomiędzy 6 a 8 militrami. Uważam, że serum jest kosmetykiem wydajnym – spokojnie starczy na kilka miesięcy częstego używania.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 4

Dostępność

Jak dotąd serum widziałam tylko na stronie producenta, czyli bionigree.pl. Jest to stosunkowo nowa marka, podejrzewam więc, że ich sieć jeszcze się w internecie rozrośnie. Można znaleźć u nich informacje, że są otwarci na współpracę z profesjonalnymi sklepami, fryzjerami oraz trychologami.

Cena

Dla większości zwykłych śmiertleników będzie dość wysoka i ciężka do zaakceptowania. Sama nie wiem, czy w ciemno kupiłabym tak drogi kosmetyk do skóry głowy, na szczęście producent wyszedł na przeciw moim oczekiwaniom i wypuścił 10 mililitrowe próbki, których cena jest 10 krotnie niższa od serum w standardowej wielkości (plus za to, to korzystny na klienta przelicznik). Próbka kosztuje 9,60 zł, 50 mililtrowa butelka 59,00 zł, a za 100 mililitrów zapłacimy 96,00 zł. Rozumiem, że cena podyktowana jest wysoką jakością wykorzystanych składników i wydajnością, ale mogłaby być choć trochę niższa.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 5

Moja opinia

Serum przyjechało do mnie w ramach współpracy w ostatnim tygodniu lipca – dokładnie wtedy, kiedy podzieliłam się z Wami jego zdjęciem na Instagramie. Miałam co do niego wielkie oczekiwania – tak jak napisałam we wstępie szukałąm czegoś, co pomoże mi znormalizować skórę głowy.
Zaczynając od początku muszę przyznać, że wygodnie korzystało mi się z tego opakowania z pipetką. Nawet po kilku zastosowaniach nie jest ono brudne czy tłuste, nic nie rozlewa się wokół i mogę precyzjnie nanieść nie je na skórę głowy. Pipeta jest jednocześnie miarką – ma objętność 5 mililitrów, łatwo jest więc określić, czy nakładamy na skalp taką ilość produktu, jaką powinniśmy byli nałożyć.
Serum stosowałam początkowo przez kilkadziesiąt minut przed myciem, kiedy nie zauważyłam negatywnej reakcji ze strony skóry zdecydowałam się wydłużyć ten czas do kilku godzin. Dlaczego nie nakładałam go na całą noc? Serum ma bardzo ciekawą konsystencję – początkowo wydaje się być ona wodnista, lekka, ale na włosach zamiennia się w niezbyt tłusty i lepki olejek. Moja skóra nie lubi całonocnego olejowania, a ja nie chciałam ryzykować wzmożonym wypadaniem. 
Serum ma przyjemny, ziołowy, ale świeży i nieprzytłaczający zapach. Jego aplikacja jest prosta i przebiega w szybki sposób. Serum dobrze zmywa się z włosów i nie obciąża ich u nasady – nawet szampon na bazie łagodnych detergentów radzi sobie z jego zmyciem naprawdę dobrze.
Co do działania samego serum – producent twierdzi, że można je stosować zarówno w celu profilaktycznym, jak i jako wspomagacz leczenia chorób takich jak łupież, egzema, AZS, ŁZS, łuszczyca, świąd i grzybica skóy głowy. 
Jak sprawdzilo się u mnie? Stosowałam je raczej w celach profilkatycznych, regulujących i ewentualnie zwalczenie lekkiego łupieżu. Tuż po jego aplikacji skóra jest ukojona – na pierwszy plan wybija się mentol, który chłodzi i uspokaja – uwielbiam to uczucie, szczególnie wtedy, kiedy za oknem grzeje mocne słońce. Nie czułam świądu, pieczenia czy bólu, ani niczego innego, co mogłoby mnie zaniepokoić. Serum trzymałam na włosach od 3 do 5 godzin. Po umyciu włosy były przyjemnie odbite od nasady, miały zdecydowanie większą objętość. Nie zauważyłam, by zaległa skóra uległa złuszczeniu. Jedynym, co mogę odkreślić z listy jest to, że serum wpływa na świeżość mojej skóry głowy – czasem zdarzało mi się, że w połowie drugiego dnia są już niezbyt świeże, a przy regularnym stosowaniu tego produktu dobrze wyglądały nawet wieczorem.

Czy kupię ponownie?

Raczej nie. Spodziewałam się bardziej widocznych rezultatów, widocznie moja skóra głowy potrzebuje czegoś, co zadziała mocniej i intensywniej. Jest to dobry kosmetyk, a stosowany szczeególnie w celach profilaktycznych budzi sympatię, ale mi czegoś w nim zabrakło. Z przyjemnością zużyję całe opakowanie (o ile uda mi się przed terminem) i będę szukać czegoś innego.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 6
Spodobałoby Wam się to serum? Co sądzicie o tych zdjęciach – są trochę inne niż zwykle i nie wiem, czy Wam się podobają 🙂
PS Trzymajcie kciuki, bo jestem właśnie w trakcie ponad 20 godzinnej podróży do domu ;__;
Pozdrawiam!
WPIS POWSTAŁ W RAMACH WSPÓŁPRACY, ALE NIE WPŁYNĘŁO TO NA MOJĄ OPINIĘ

BLOGI, KTÓRE CZYTAM #4

blogi które czytam #4 elfnaczi.pl

Hej!
Niejedokrotnie wspominałam Wam, jak ważna jest w blogosferze promocja – jeśli zauważycie u kogoś coś interesującego – udostępniajcie to bez wahania, wyjdzie Wam to na dobre. Ja, matka rodzicielka serii blogi, które czytam (oczywiście mówię o serii na tym blogu, nie ja pierwsza wpadłam na taki pomysł :P), zawaliłam po całości – miałam regularnie wyszukiwać perełki, a dałam klapy – od stycznia nie pojawił się tu podobny post.
Przyznaję się do błędu i szybko rehabilituję – zaprezentuję Wam dziś trzy kolejne blogi, na które uwielbiam zaglądać. Zapraszam!

mademoiselle eve bloguje, mademoiselleevebloguje.blogspot.com, blogi które czytam

Mademoiselle Eve/ewaszalkowska

Stronę Ewy znalazłam kilka lat temu, kiedy zaczął mnie męczyć trądzik. Szukałam jakichś informacji z poradami odnośnie pielęgnacji kapryśnej skóry i tak wpadłam na ten blog, który dla osób z problematyczną skórą jest prawdziwą skarbnicą wiedzy. Posty są zazwyczaj bardzo obszerne i zawierają dużo tekstu – nie kazdemu to pasuje, ale ja taką notkę dzielę sobie na kilka mniejszych i czytam je wtedy, kiedy mam czas. Są one okraszone pięknymi fotografiami w moim klimacie – las, zachody słońca, wianki ♥ Teskty Ewy są perełką pod względem merytorycznym, a sama autorka ma naprawdę wielką wiedzę na temat zmian skórnych. Miałam okazję pisać z Ewą i uważam, że to mądra, pewna siebie dziewczyna, która wiele osiągnie i jeszcze pewnie o niej usłyszymy. Studiuje pielęgniarstwo, współtworzy serwis o kosmetykach mineralnych, a do tego udziela prywatnych konsultacji i porad. Koniecznie do niej zajrzyjcie!

kherblog, kherblog.com, blogi które czytam

Kher blog

Z Dominiką utrzymuję kontakt od dawna i to moja ekspert w zakresie azjatyckich kosmetyków. Doceniają ją nawet zagraniczne strony, jej blog znalazł się niedawno w jednym z rankingów i to na całkiem wysokim miejscu. Kher blog to miejsce, gdzie znajdziecie dokładny opis wielu koreańskich, ale nie tylko, kosmetyków. Dominika wie o nich naprawdę sporo, dlatego jeśli nie chcecie się na czymś zawieźć – zapraszam do niej. Zawsze podobają mi się jej zdjęcia – są takie jednorodne, pasują do siebie, nie to co u mnie – każde z innej parafii 😛 Kher blog to miejsce przyjazne obcokrajowcom – jest pisane dwóch językach – polskim i angielskim. Zerknijcie też na jej wpisy z opisem poszczególnych składników – nie dość, że opisała ich działanie, to jeszcze podała przykłady produktów, w których można je znaleźć. Zostawcie tam jakiś komentarz! 😀

nienałtowska blog, nienaltowskablog.pl, blogi które czytam

Nienałtowska Blog

Asia to białostocka blogerka, z którą widuję się ostatnio najczęściej. Nie dość, że jest autorką pięknego bloga, to jeszcze organizuje nam blogowe spotkania, na których możemy poplotkować i zjeść przy okazji coś dobrego. Styl pisania Asi bardzo przypadł mi do gustu – w przeciwieństwie do mnie pisze krótsze wpisy, które można przeczytać jednym tchem i sporo z nich zapamiętać. Jej zdjęcia są zawsze jasne i maksymalnie dopracowane – na tyle, że niektórzy zaczęli się na niej wzorować, ale nie wychodzi im to tak dobrze 😛 Jest szczera, a jej wpisy są rzetelne – kiedy coś nie przypadnie jej do gustu na pewno o tym wspomni. Cała strona jest przyjemna dla oka, lubię tam często wpadać.
Znacie blogi, o których dziś wspomniałam? Zaglądacie na nie? Będzie mi miło, kiedy zostawicie Ewie, Asi i Dominice choć jeden komentarz 😀
Pozdrawiam!

TRĄDZIK A SAMOOCENA | JAK REAGUJĘ NA SWOJE ODBICIE W LUSTRZE?

samoocena a trądzik, trądzk, wysoka samoocena przy trądziku, samoakceptacja a trądzik 1

Cześć!
Od kilku miesięcy w trądzikowych aktualizacjach dzielę się z Wami stanem mojej skóry. Niczego wtedy nie ulepszam, nie wycinam, nie podnoszę w aparacie wartości ekspozycji, by zdjęcie było lekko prześwietlone, a zmiany mniej widoczne.
Mogłoby się wydawać, że przychodzi mi to łatwo, tym bardziej, że nie spotykam się ty z hejtem, a życzliwością i pomocą. Czy od zawsze pokazywanie nagiej skóry przychodziło mi bez większego wysiłku? Czy w realnym świecie trądzik ma na mnie jakiś wpływ? Czy coś zmieniło się we mnie w momencie, kiedy ta choroba mocno się nasiliła? Zapraszam Was na luźny, pogadankowy wpis. Dzisiaj będę pisać o tym, jak zmieniło się moje podejście do mnie, czy po latach dojrzałam i czy samooakceptacja to znane mi pojęcie. Przejdźcie dalej. 

samoocena a trądzik, trądzk, wysoka samoocena przy trądziku, samoakceptacja a trądzik 2

Jako nastolatka, jak każda z nas, miewałam kompleksy. Chłopcy w wieku gimnazjalnym wcale nie pomagali ich przezwyciężać – wręcz przeciwnie, często dokładali nam, dziewczynom, problemów. Niejednokronie usłyszałam, że mamkrzywe nogi, jestem brzydka i garbata, do tego okularnica i aparatka – prawie jak serialowa brzydula 😛 Po pewnym czasie przyzwyczaiłam się do tych uszcztpliwych uwag i nie zwracałam na nie większej uwagi. Wiedziałam, że robią to po to, by mi dokuczyć, a w rzeczywistości jestem zwyczajną Natalią, a nie monstrem rodem z horrorów.
W liceum było już dużo lepiej, mimo tego, kiedy zaczynałam dojrzewać miałam problem z tym, że moja sylwestka przybiera kobiece kształty. Zrozumiałam jednak, ze to naturalny proces i moje krągłości zaczęły mi się podobać – tym bardziej, że słyszałam wiele komplementów, również od koleżanek, a to nie zawsze się zdarza (kobiety są zazdrosne, prawda? :P). Jeśli chodzi natomiast o twarz – może nie będę modelką, ale nigdy nie uważałam się za szppetną czy niezadbanbą osobę. Krótko mówiąc – po zaakceptowaniu kilku małych wyprysków i rozstępów na pupie i biodrach byłam dumna z tego, jak wyglądam. 
Problemy pojawiły się mniej więcej 2 lata temu, kiedy moja twarz była usiana ropnymi wyrpryskami, bliznami i podskórnymi zmianami naciekowymi. Moje policzki i broda były jedną wielką, żywoczerwoną, a momentami fioletową plamą. Nawet makijaż nie radził sobie z ich przykryciem, a nie chciałam nakładać na twarz kilka warstw podkładu, bo wyglądałoby to jeszcze gorzej.
Każda z wizyt na mieście kojarzyła mi się ze spojrzeniami przechodniów i ich wytykaniem mnie, chociaż było to tylko mylnym wrażeniem. Tak naprawdę nikt nie zwracał na mnie i moją skórę większej uwagi – wmawiałam sobie jednak, że było inaczej, a inni tłumaczą mi to tak, by nie było mi przykro. 
Kiedy codziennie stawałam przed lustem, tylko podczas porannej i wieczornej pielęgnacji oraz makijażu, miałam siebie dość. Szczerze nienawidziłam mojej skóry chociaż byłam świadoma, że wiele osób ma gorszy trądzik i nie powinnam tak narzekać. Mówiłam, że wolę, żeby ta skóra znikła, niż towarszyszyła mi przez kilka miesięcy – mogłaby zostać zerwana, starta – cokolwiek, byleby nie rzucała mi się w oczy. Wychodząc do ludzi miałam wrażenie, że jedyne na co patrzą i co we mnie widzą, to krosty. Myślałam, że ich to brzydzi, że zakładają, że pewnie nakładam codziennie „tapetę” i dokładnie się nie myję, więc takie są tego skutki i najprawdopodobniej to wszystko jest moją winą. Był taki czas, gdzie sama się nakręcałam i niejednokrotnie płakałam później do poduszki, że jestem brzydka, mam okropną twarz i nikt normalny nie zwróci na mnie większej uwagi (byłam wtedy z Mateuszem, ale nie brałam jego słów na poważnie, bo, tak jak pisałam wyżej, myślałam, że mówi to, żeby nie było mi przykro).
Po kilku miesiącach walki z aktywnymi wypryskami, bliznami i przebarwieniami zaczęlam patrzeć na siebie inaczej. Uświadomiłam sobie, że wpadłam w spiralę, w której sama wmawiam sobie taki stan rzeczy, bo nikt nigdy nie powiedział mi tego przecież wprost. Nabrałam pewności siebie, bo wiedziałam, że trądzik to nie moja wina i dotyka tysiące osób. Zaczęłam wychodzić na miasto bez makijażu i się przy tym uśmiechałam – wiedziałam, że kiedy będę radosna każdy zwróci uwagę na mój uśmiech, a nie na kilka czerwonych placków na twarzy. Pielęgnowałam skórę świadomie, przestalam katować ją częstymi peelingami i mocno złuszczającymi kosmetykami. Odeszłam od skubania zmian – potrafiłam rozdrapywać strupy – do wyciskania nigdy mnie nie ciągnęło, ale to pierwsze potrafiło być moją zmorą. Po prostu zaakceptowałam siebie i to, jak na daną chwilę wyglądam – wyszło mi to na dobre, bo odkąd z większym luzem podchodzę do tego, jak wyglądam, mniej się stresuję i mniej mnie przez to wysypuje.
Słowem podsumowania – mam nadzieję, że ten wpis dotrze do każdej osoby dotkniętej jakąkolwiek dermatozą. Wiem, jak zewnętrzne choroby potrafią zmniejszyć samoocenę i przysporzyć zmartwień, przez co i nasz stan psychiczny ulega sporemu pogorszeniu. Każdy z nas ma lepsze i gorsze dni, ale uwierzcie mi – nikt nie zwraca uwagi na Wasze problemy tak, jak Wy sami. Na moim przykładzie widzicie, że tak naprawdę nie spotkałam się z ani jednym nieprzyjemnym słowem. Jeśli będziecie uśmiechnięci – będziecie pięknymi osobami. Nie dokładajcie sobie problemów, bo one potrafią realnie pogłębić te dermatologiczne. Wiem, że jest Wam ciężko, ale te trudne chwile na pewno miną, bo po burzy zawsze wychodzi słońce. Trzymam za Was kciuki i wysyłam Wam sporą dawkę pewności siebie. Trzymajcie się! Trądzik to nie przekleństwo, piętno, czy znamię. To choroba, z którą można i należt walczyć. Nie warto się poddawać. Samoakepctacja jest ważnym czynnikiem w kontakach międzyludzkich, dlatego nie pozwólcie, by kilka wyprysków spowodowało, że z duszy towarzystwa zmienicie się w płaczące zombie nie wychylające nosa z domu. Nie warto!
Macie problemy z samooakceptacją? Znacie takie osoby? Powiedzcie im jakieś miłe słowo!
Pozdrawiam :*
 

LA ROCHE POSAY | LIPIKAR SURGRAS | DELIKATNY, APTECZNY ŻEL

la roche posay lipikar surgras żel do mycia twarzy i ciała skóra trądzikowa recenzja 1

Cześć!

Jako posiadaczka cery trądzikowej, ze skłonnością do zapychania, wiem, jak ważne jest jej codzienne oczyszczanie. Powinno być ono wykonywane w sposób dokładny, ale delikatny – by nie irytować skóry i nie dawać jej powodu do jeszcze większej produkcji sebum.
Z żelem Lipikar Surgras pierwszy raz zetknęłam się na blogu Ewy mademoiselleevebloguje.blogspot.com. Od razu wpadł mi w oko, tym bardziej, że LRP to jedna z moich ulubionych firm dostępnych w aptece. Czy ten żel, jak większość ich produktów dobrze się u mnie sprawdził? Zapraszam na jego szczegółową recenzję 🙂 

la roche posay lipikar surgras żel do mycia twarzy i ciała skóra trądzikowa recenzja 2

Obietnice producenta

Kompleks składników przeciwdziałający wysuszaniu skóry. Natychmiastowy
komfort bez uczucia ściągnięcia. Miękka i przyjemna w dotyku skóra o
optymalnym poziomie nawilżenia. Idealny dla dzieci i dorosłych.



Krem
pod prysznic Lipikar Surgras La Roche-Posay działa od pierwszego
zastosowania. Delikatnie kremowy preparat pod prysznic nawilża skórę i
eliminuje uczucie dyskomfortu. Przynosi natychmiastową ulgę,
zapobiegając przesuszeniu skóry.

Wysoka skuteczność to zasługa
starannie dobranych składników. Formuła bez parabenów i mydła zapewnia
głębokie oczyszczenie bez efektu szorstkości i suchości. Skład został
wzbogacony o:

• skoncentrowane lipidy, by przywrócić barierę ochronną skóry,
• niacynę, by poprawić kondycję skóry, zapobiec przesuszeniu oraz wygładzić.
Delikatne
działanie sprawia, że krem pod prysznic Lipikar Surgras może być
stosowany do każdego typu skóry z tendencją do przesuszania – także do
skóry wrażliwej.  

Opakowanie

Minimalistyczne, charakterystyczne dla marki – białe z niewielkimi, niebieskimi akcentami. Znajduje się na nim skład, sposób użycia oraz opis producenta, a także data ważności i czas, w jakim powinniśmy zużyć żel po jego otwarciu.
Butelka ma pojemność aż 400 mililitrów i jest opatrzona pompką. To wygodne rozwiązanie i cieszę się, że zostało w tym przypadku zastosowane.

la roche posay lipikar surgras żel do mycia twarzy i ciała skóra trądzikowa recenzja 3

 Skład

AQUA /
WATER, PEG-7 GLYCERYL COCOATE, DISODIUM COCOAMPHODIACETATE, COCO-BETAINE,
SODIUM LAURETH SULFATE, PEG-60 HYDROGENATED CASTOR OIL, SODIUM CHLORIDE, PEG-200
HYDROGENATED GLYCERYL PALMATE,
GLYCOL DISTEARATE, SODIUM
GLYCOLATE, CETEARETH-60,
MYRISTYL GLYCOL, CITRIC
ACID, GLYCERIN, NIACINAMIDE, PARFUM / FRAGRANCE, PEG-55 PROPYLENE GLYCOL
OLEATE, PEG-75 SHEA
BUTTER GLYCERIDES, POLYQUATERNIUM-7, PPG-5-CETETH-20, PROPYLENE GLYCOL, SODIUM BENZOATE, SODIUM HYDROXIDE
Jak widzicie skład żelu jest dość długi, ale nie obfituje w wiele szkodliwych składników, jak często ma to miejsce w przypadku niezbyt naturalnych produktów. Bazuje na delikatnych detergentach, SLES zawiera nieco dalej. Nie występuje tu połączenie SLES i Cocamidopropyl Beatine – przy takiej kombinacji ten drugi, w zamyśle łagodny składnik wykazuje wysoki potencjał alergizujący. Brakuje w nim też związków uwalniających formaldehyd. Kremowy żel zawiera nawilżającą glicerynę oraz natłuszczające glicerydy. PEG-i znajdują się już po kompozycji zapachowej, więc ich stężenie jest niebywale niskie. Moim zdaniem skład jest średni, dużo lepszy od popularnego żelu Effaclar. Daleko mu do naturalności, ale nie zawiera też toksycznych związków.

Wydajność

400 mililitrowa tuba wystarczyła mi aż na rok codziennego używania – czasem tylko rano, czasem po przebudzeniu i wieczorem. Uważam, że to bardzo wydajny kosmetyk – ma średnio gęstą konsystencję, ale dobrze się pieni, przez co wystarczy jego niewielka ilość i twarz jest dokładnie oczyszczona. Dostaje ode mnie wielkiego plusa.

la roche posay lipikar surgras żel do mycia twarzy i ciała skóra trądzikowa recenzja 4

Dostępność

Kosmetyki La Roche Posay dostępne są w aptekach oraz w drogeriach z częścią apteczną i dermokosmetykami.  Z doświadczenia wiem, że ich cena w Super Pharm i Hebe jest wyższa, niż przykładowo w aptece Gemini, dlatego jeśli chcecie go tam kupić – warto czekać na promocje. Produkt jest łatwo dostępny.

Cena

Waha się w granicach od 40 do 60 złotych. Swoją sztukę kupiłam na promocji w Hebe za 46 złotych. Uważam, że cena w stosunku do jakości i wydajności kosmetyku jest śmiesznie niska. Nawet przy 60 złotych koszt miesięczny to tylko 5 złotych. 

la roche posay lipikar surgras żel do mycia twarzy i ciała skóra trądzikowa recenzja 5

Moja opinia

Tak jak wspomniałam na początku, oczyszczanie skóry twarzy (jak i ciała) jest dla mnie bardzo ważnym elementem pielęgnacji, o ile nie priorytetem. Uważam, że w przypadku skóry trądzikowej, która na co dzień jest atakowana wieloma mniej, lub bardziej inwazyjnymi substancjami powinno być ono delikatne, ale dokładne – by pozostały na skórze brud i nadmiar sebum nie przyczyniały się do powstawania nowych zmian zapalnych.

Żele, jakie najbardziej lubię bazują na łagodnych detergentach. I tak używam jeszcze oleju i płynu micelarnego – żel ma właściwie pozbyć się tłustej warstwy wraz z resztkami niezmytych wcześniej zanieczyszczeń.

Lipikar Surgras to żel przeznaczony do skóry ciała i twarzy – skłonnej do odwodnienia i podrażnienia. Ma pomagać w utrzymaniu ciągłości bariery hydrolipidowej, czyli po prostu jej nie naruszać i lekko odbudowywać.

Mimo zawartości SLES dalej w składzie żel jest bardzo delikatny dla skóry. W jego składzie znajdziemy glicerynę, która jest substancją natłuszczajacą, oraz glicerydy i uwodornione oleje, któe natłuszczają naskórek. Dobrze się pieni i pozostawia uczucie czystości bez ściągnięcia i nadmiernej sterylności. Używałam go ponad rok – najczęściej raz dziennie, rano, ale zdarzało się i tak, że pomagał mi w wieczornym demakijażu.

Dobrze się pienił, był wydajny i tani. Pachnał delikatnie, nieco pudrowo, kojarzył mi się z zapachem kosmetyków dla dzieci. Nie wysuszał i nie podrażniał skóry – nawet zaczerwienionej i łuszczącej się po kilkudniowym zastosowaniu retinoidów. To mój hit!

Czy kupię ponownie?

  
Tak! Dawno nie miałam tak przyjmnego żelu, który dobrze sprawdzał się zarówno w porannej, jak i wieczornej pielęgnacji. Do tego ma dużą pojemność i można stosować go do ciała. Na jego korzyść przemawia też przyjemne dla oka opakowanie z pompką, które zwiększa wydajność produktu.
Znacie ten żel? Lubicie kosmetyki La Roche Posay?
Pozdrawiam!

PODSUMOWANIE LIPCA | ULUBIEŃCY | ALTERRA | HOLIKA HOLIKA | WIBO | SERIAL | WYDARZENIE

ALTERRA, MASKA DO WŁOSÓW GRANAT I ALOES HOLIKA HOLIKA,  99 % ALOE VERA SOOTHING GEL ŻEL ALOESOWY WIBO, EYEBROW POMADE, POMADA DO BRWI W ODCIENIU 2
Hej!
Jeśli miałabym w tym półroczu wskazać miesiąc, który minął mi najszybciej byłby to zdecydowanie lipiec. Zaczęłam go sesją, rozwinęłam tygodniem wolnego, a zakończyłam praktykami w szpitalu. Tak jak wspominałam w którymś z poprzednich wpisów miałam sporo problemów z cerą, ale też z włosami. Po kilkunastu dniach żmudnej walki udało mi się załagodzić sprawę i dziś pokażę Wam między innymi te kosmetyki, które pomogły mi zniwelować nieprzyjemne dolegliwości.
Jesteście ciekawi, jakich kosmetycznych i niekosmetycznych ulubieńców przygotowałam tym razem? Będzie trochę o produktach Alterry, Holika Holika, Wibo, a także o serialu, który zawładnął moimi poniedziałkowymi wieczorami i wydarzeniu, które sprawiło, że zaczęłam wakacje z dobrym humorem! Zapraszam!

ALTERRA, MASKA DO WŁOSÓW GRANAT I ALOES

ALTERRA, MASKA DO WŁOSÓW GRANAT I ALOES

Dawno nie stosowałam kosmetyków Alterry, ponieważ moja skóra głowy źle zaczęła reagować na ich szampony. Odżywek i masek miałam w zapasie naprawdę sporo, ale większość z nich dostałam, więc niekoniecznie były dostosowane do typu i potrzeb moich włosów. Kiedy pojawił się u mnie okropny przesusz po zmianie wody przypomniałam sobie, jak maska z granatem i aloesem świetnie nawilżała i wygładzała moje kosmyki. I tym razem mnie nie zawiodła. Po tak długiej przerwie uświadomiłam sobie, dlaczego lubię po nią sięgać. Jest przede wszystkim tania i łatwo dostępna, a poza tym świetnie nawilża, ale jednocześnie dociąża włosy i ich nie puszy. Sprawia, że pięknie błyszczą, są miękkie, lejące i łatwo się rozczesują. Bez wątpienia to jedna z moich ulubionych masek. Jej skład jest całkiem naturalny i dobry. Szczerze polecam!

HOLIKA HOLIKA,  99 % ALOE VERA SOOTHING GEL ŻEL ALOESOWY

HOLIKA HOLIKA,  99 % ALOE VERA SOOTHING GEL ŻEL ALOESOWY

Po żele aloesowe sięgam regularnie od dłuższego już czasu. W ostatniej aktualizacji trądzikowej wspomniałam, że każdy krem nawilżający, jaki nakładałam na twarz przyczynił się do powstawania nowych wyprysków i zaskórników oraz kaszki. Najprościej mówiąc zaczęły mnie zapychać. Żel aloesowy pomógł mi ukoić podrażnioną skórę i nawilżyć ją bez ryzyka powstania kolejnych niespodzianek. Dodatkowo przyspieszał proces gojenia tych, które już się na powierzchni pojawiły. To mój drugi żel alosowy i bez wahania stwierdzam, że Holika Holika spisuje się u mnie znacznie lepiej, niż wcześniej używany aloes Gorvita.
  • LIPCOWĄ AKTUALIZACJĘ TRĄDZIKOWĄ ZNAJDZIECIE tutaj.

WIBO, EYEBROW POMADE, POMADA DO BRWI W ODCIENIU 2

WIBO, EYEBROW POMADE, POMADA DO BRWI W ODCIENIU 2 

To już ostatni kosmetyczny ulubieniec. Jak zawsze staram się mieszać pielęgnację z kolorówką, dlatego nie mogło zabraknąć w tym wpisie drugiego elementu układanki. Pomadę tę kupiłam na promocji w Rossmannie i zapłaciłam za nią mniej więcej 13 złotych. Pomada jest miękka i bardzo dobrze napigmentowana, dlatego trzeba uważać, by nie przesadzić z ilością i nie skończyć z instagramowymi brwiami. Ma neutralny, może lekko chłodny kolor, który zależnie od tego, jaki mamy kolor naturalnych brwi będzie wyglądał jaśniej lub ciemniej.  U mnie wypada dość ciemno, ale na szczęście daleko mu do czarnego, który w moim przypadku wyglądałby nienaturalnie. Musiałam na początku nauczyć się pracować z tym kosmetykiem, ale po czasie stwierdzam, że to naprawdę godny wypróbowania produkt.

WIBO, EYEBROW POMADE, POMADA DO BRWI W ODCIENIU 2 swatch jak wygląda na skórze
 ZDJĘCIE BEZ FILTRA, POMADA W SŁOŃCU I W CIENIU
gra o tron

SERIAL – GRA O TRON

W te wakacje możemy cieszyć się pojawieniem kolejnego sezonu tego popularnego serialu. Z niecierpliwością czekam na każdy kolejny odcinek, ponieważ im dalej jesteśmy, tym robi się coraz ciekawiej. Myślę, że większości z Was Gra o Tron jest znana, a jeśli nie – proponuję obejrzeć kilka pierwszych odcinków – albo stwierdzicie, że to nie dla Was, albo wciągniecie się tak samo, jak ja 😀 Jeśli krótko miałabym opisać fabułę – władza, intrygi, seks (a nie miłość! :P), ciekawe postacie, a to wszystko dodatkowo okraszone nutą fantazji – miłośnicy smoków też znajdą tu coś dla siebie 🙂

WYDARZENIE – ZALICZENIE ROKU!

Co jak co, ale w taki zestawieniu czy podsumowaniu nie mogło zabraknąć tego, że bez większych przeszkód udało mi się zaliczyć pierwszy rok lekarskiego. Myślałam, że będzie dużo gorzej i gdyby trochę więcej szczęścia, to i anatomia byłaby zaliczona w pierwszym terminie. Najważniejsze jednak, że ominęła mnie kampania wrześniowa, której tak nie lubię – całe wakacje myśli się o poprawkach, przez co się ani nie odpoczywa, ani nie uczy 😛 Przerabiałam to raz i mam nadzieję, że często nie będzie mnie to spotykać 😛
  • O PODSUMOWANIU PIERWSZEGO ROKU NA MEDYCYNIE PRZECZYTACIE tutaj.
Znacie moich ulubieńców? Co ciekawego Wy możecie mi polecić? Jak podsumowalibyście swój lipiec?
Pozdrawiam :*

KANAŁY NA YOUTUBE, KTÓRE LUBIĘ OGLĄDAĆ #1

elfnaczi ulubione kanały na youtube yt

Hejka!

Od kilku lat praktycznie nie oglądam telewizji – w tej kwestii wybieram internet, filmy online i youtube. Na tym ostatnim mogę znaleźć kanały, które będą pasowały do moich zainteresowań, pozwolą mi nauczyć się czegoś nowego, nawiązać znajomości, rozszerzać horyzonty lub po prostu dostarczą rozrywki. Youtube to kopalnia wiedzy i zabawy, rzeczy pożytecznych i tych niekoniecznie przydatnych. Czy wśród milionów kanałów znalazłam takie, przy których zostałam na dłużej? Opowiem Wam dziś o jednych z moich ulubionych. Jesteście ciekawi, kto znalazł się na liście? Zapraszam!

Julia Caban

JULIA CABAN

Julię oglądam od kilku lat, pamiętam jej pierwsze filmy i bloga oraz to, co robiła przed zmianą nazwy. Zawsze imponowała mi jej skromność i to, że mimo przeciwności losu nigdy się nie poddaje. Ma wiele problemów zdrowotnych, z którymi stara się walczyć zarówno farmakologicznie, jak i naturalnie i dzieli się jej sposobami na dobre samopoczucie z nami, widzami. Niedawno przeprowadziła się do San Franisco i wzięła ślub – kibicuję jej w dalszym rozwoju, bo widać, że chce rozwinąć skrzydła.
Na jej kanale znajdziecie filmy na temat urody, zdrowia, diety i mody, a czasem pojawiają się tam też vlogi. Julia testuje wiele naturalnych kosmetyków, niekoniecznie drogich, więc nawet przy ograniczonym budżecie możecie znaleźć u niej jakieś perełki 🙂
nieesia25

NIEESIA25

Agnieszka jest jedną z pierwszych vlogerek urodowych, którą dodałam do swoich subskrypcji. Bardzo lubię jej sposób wypowiadania się i mimo tego, że jest ode mnie dużo starsza czuję, że mogłybyśmy nawiązać nić porozumienia. Lubię ją za to, że do podejmowanych współprac podchodzi niekonwencjonalnie i pokazuje wiele kosmetyków, które sama kupiła – wiem, że jej recenzje są autentyczne, a nie opłacone przez firmę, która jej to zleciła. Nieesia jest specjalistką od naturalnych kosmetyków, ale nie zamyka się też na te drogeryjne, czy dostępne w perfumeriach. Jest mamą dwójki urwisków, o których rozwoju można posłuchać na drugim kanale.
Tematyka, wokół jakiej się kręci to szeroko pojęta uroda i lifestyle. Vlogi pojawiają się na tym kanale dość często. Jej drugie medium obraca się wokół jej dzieci.

kkandbabyj

KKANDBABYJ

To kanał anglojęzyczny, na który trafiłam kilka miesięcy temu, ale od razu przepadłam. Uwielbiam oglądać ciekawe vlogi, a takie można znaleźć właśnie u KKandbabyJ. To rodzinka składająca się z 4 osób. Życie młodych rodziców obraca się wokół dwójki synów. Keren i Khoa są pozytywnie zakręceni, ale przy tym odpowiedzialni. Mam wrażenie, że vlogi na naszych polskich kanałach nie są tak przemyślanie nagrywane i zazwyczaj szybko się nudzą – życie za granicą jest jakby bardziej pociągające, a i u mieszkańców odległych krajów dzieje się jakoś więcej, niż u rodaków. Jeśli nie radzicie sobie z angielskim ze słuchu można włączyć u nich napisy – sama korzystam z tej opcji i przyznam, że nie raz się przydała 😀

tivolt games

TIVOLT GAMES

Mam nadzieję, że nie jestem jedyną dziewczyną, która ogląda gamerów. Sama bardzo lubię grać w wiele gier, szczególnie przygodówek i wciągających RPG-ów, więc takie kanały budzą we mnie spore zainteresowanie. Tivolta znam od kilku lat, raz zaglądam do niego częściej, raz rzadziej, zależy jakie serie prowadzi na kanale. Wkręciłam się w jego odcinki na poważnie po nagrywaniu przez niego gameplaya z Wiedźmina 3 – oglądałam je jak dobry serial i przebrnęłam przez wszystkie odcinki – po zakończonej serii było mi mało 😛 Lubię Tivóra za to, że dobrze traktuje swoich widzów, nagrywa też mniej popularne gierki i ma zaraźliwy śmiech. Poza tym, często nie ogarnia, więc samym tym potrafi poprawić mi humor xD Może kiedyś to przeczyta, niech czuje się pozdrowiony 😛
disowskyy

DISOWSKYY

Disowskiego poznałam przy okazji mini horroru, czyli popularnego swego czasu FNAF’a. Od razu polubiłam jego sposób prowadzenia kanału – ma świetną dykcję i głos prezentera – przyjemnie się go słucha, a że nawija jak w radiu – ciężko nie skupić się na tym, co aktualnie pokazuje. Sprawia wrażenie kumpla z sąsiedztwa, z którym można byłoby pogadać na różne tematy i przy okazji się pośmiać. Ostatnio rzadziej do niego zaglądam, ale lubię czasem zajrzeć do starych filmów. Jak oglądać horrory to tylko u niego – potrafi zbudować klimat 😀
 
Znacie któryś z tych kanałów? Jesteście zdziwieni, że w ty zestawieniu pojawiło się dwóch facetów?
Pozdrawiam 😛

TRĄDZIK | AKTUALIZACJA LIPIEC 2017 | CZARNE CHMURY ZWANE SESJĄ

trądzik aktualizacja, trądzik hormonalny, blizny potrądzikowe, pielęgnacja skóry trądzikowej

 Cześć!
Dawno nie wspominałam Wam nic na temat mojej skóry – może oprócz kilku Instastories w lipcu i czerwcu. Wypadałoby opisać moją aktualną pielęgnację i to, co zamierzam robić w niedalekiej przyszłości.
Jak widzicie po tytule – kolorowo w ciągu ostatnich kilku tygodni nie było, ale nie załamałam się i ostatecznie stwierdzam, że nie jest aż tak źle – w końcu zawsze mogło być gorzej (mówi to ja, realistko-pesymistka :P). Jeśli ciekawi Was, czym uraczyła mnie ostatnio moja skóra – przejdźcie niżej 🙂 

Korzystając z wehikułu czasu cofnęłam się do ostatniej aktualizacji. Obiecywałam sobie, że kolejna pojawi się za trzy miesiące, ale przez sesję nie byłam jej w stanie dobrze przygotować. Może to i dobrze – wtedy nie miałabym Wam do pokazania nic ciekawego 😛

Do końca maja moja skóra miała się naprawdę dobrze. Wszystkie krostki zniknęły, zostały po nich jakieś blade pozostałości, z którymi powoli zaczynałabym walczyć, by wrócić ze zdwojoną siłą jesienią, kiedy słońce nie będzie już tak mocno grzało.
To, co podziało się w czerwcu przeszło moje najśmielsze oczekiwania. I nie, nie w tą dobrą stronę. Zaczęła się sesja, a z nią przyszedł stresujący, siedzący tryb życia, mało wody, dużo kawy i słodycze. Gotować, gotowałam przeważnie sama, ale często były to szybkie i niepełnowartościowe posiłki. O ile dietę bym przeżyła, bo starałam się unikać tego, co mi szkodzi, czyli mleka i wszystkiego, co je zawiera, tak brak nawodnienia i stres zrobiły swoje.
Niespodzianki pojawiały się jeszcze długo, po zakończeniu tegorocznej edukacji, do tego doszło niesamowite podrażnienie i przesuszenie, spowodowane zmianą miejsca pobytu – z Białegostoku wróciłam do domu. Każdy krem nawilżający, nawet te, których używałam wcześniej zaczęły mnie zapychać, a ja, bezradna, nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Taki stan spowodował, że byłam kłębkiem nerwów – tym bardziej, że kiedy nastąpił ten najgorszy okres, apogeum, musiałam wychodzić do ludzi – pacjentów, lekarzy, pielęgniarek. Bardzo się krępowałam, choć nikt nie zwracał na to większej uwagi – tkwiłam w tym sama, jeszcze bardziej się nakręcając.
Na szczęście w drugiej połowie lipca zauważyłam pierwsze pozytywne zmiany – skóra była miększa, a suche skórki nie były już codziennym gościem, z którym miałam problemy podczas makijażu. Wypryski powoli zaczynały się goić, choć tym największym podskórnym, zajęło to kilkanaście dni. 
Na dzień dzisiejszy, czyli początek sierpnia, moja buzia wygląda tak, jak na zdjęciu wyżej – znów jest usiana przebarwieniami i lekko zaczerwieniona, ale nie ma na niej ani jednej aktywnej zmiany – coś rodzi mi się na brodzie, ale mam nadzieję, że szybko zniknie. 

Co zmieniłam w swojej pielęgnacji?

  • Maksymalnie ją uprościłam, a przynajmniej tak mi się wydaje. Nie kombinuję z częstymi zmianami kosmetyków, używam tego, co aktualnie się u mnie sprawdza. 
  • Do tonizowania skóry używam niejałowych gazików, a nie płatków kosmetycznych. Mają one lekkie właściwości ścierne, dlatego suche skórki znikają w zastraszającym tempie (wągry też), a skóra jest lepiej ukrwiona i po kilku dniach takiego delikatnego masażu ma ładniejszy kolor w ciągu dnia.
  • Nie używam kremów nawilżających – moja bariera hydrolipidowa sama się odbudowała, używam tylko humeknantu w postaci żelu aloesowego.
  • Nie drapię buzi! Zdarzyło mi się może raz czy dwa zerwać strupka, a to spore osiągnięcie.


Co zamierzam zrobić?

W czwartek idę do ginekologa – mam nadzieję, że dostrzeże u mnie problem z trądzikiem i po mojej prośbie skieruje mnie na badania hormonalne.


Jak wygląda moja aktualna pielęgnacja?

RANO:

  • myję twarz micelarno-fizjologiczną pianką La Roche Posay w zastępstwie po ich żelu Lipikar Surgras, który już mi się kończy
  • przecieram twarz tonikiem Ziaja Oczyszczanie Liście Manuka z kwasem migdałowym.
  • nakładam krem  La Roche Posay Effaclar Duo [+]
  • nakładam filtr UV La Roche Posay Cicaplast Baume B5 SPF 50+ 
  • opcjonalnie nakładam makijaż

WIECZOREM:

  • zwilżoną wodą twarz masuję olejkiem Alverde z arniką górską 
  • zmywam olej z zanieczyszczeniami płynem micelarnym – obecnie kończę Balneokosmetyki, później będę używać Biolaven (oba kroki wykonuję wtedy, kiedy mam makijaż lub sporo filtru)

 

    • RECENZJĘ PŁYNU MICELARNEGO BALNEOKOSMETYKI ZNAJDZIECIE tutaj.

 

  • myję twarz żelem Avene Cleanace 
  • przecieram twarz tonikiem Ziaja Oczyszczanie Liście Manuka z kwasem migdałowym
  • nakładam żel aloesowy lub Izotziają (retinoid raz, dwa razy w tygodniu)
  • punktowo na wypryski ląduje mieszanka olei z olejkiem z drzewa herbacianego, maść cynkowa lub, wtedy kiedy retinoid, maść z antybiotykiem

SPORADYCZNIE DO KILKU RAZY W TYGODNIU:

  • maski oczyszczające i nawilżające
  • woda termalna 
  • peeling z korundem
Ogólnie – nie jest źle, ale chciałabym, żeby było jeszcze lepiej. Chciałabym wypróbować jakieś typowo azjatyckie kosmetyki w mojej pielęgnacji, a jeśli chodzi o nie, to moim guru jest kherblog.com 😀
W tym miesiącu upoluję też coś w Lushu, a przynajmniej mam taką nadzieję. Możecie polecić coś od nich do skóry z wypryskami?
Niżej możecie podejrzeć zdjęcia mojej skóry z początku tego roku.
trądzik aktualizacja, trądzik hormonalny, blizny potrądzikowe, pielęgnacja skóry trądzikowej 2
Jest lepiej, czy gorzej? Was też dopada czasem dół jeśli chodzi o Wasz wygląd? Jak sobie z tym radzicie?
Pozdrawiam!

PROJEKT DENKO | LIPIEC 2017

projekt denko lipiec 2017 elfnaczi

Cześć!
Wakacje to czas, w którym dni mijają mi tak szybko, że ciężko mi stwierdzić, który mamy dzisiaj 😛 Lipiec przeleciał mi przez palce – końcówka sesji, chwila oddechu i praktyki – było intensywnie, ale jakże produktywnie – nauczyłam się wielu nowych rzeczy, poznałam inspirujących ludzi – cenię takie momenty i staram się stwarzać ku nim jak najwięcej okazji.
Dziś na blogu poopowiadam Wam o kilku zużytych w lipcu kosmetykach. Nie było tego dużo, ale znalazło się tu kilka perełek, a także kosmetyków, do których lubię wracać. Jesteście ciekawi, co dobiło dna? Czy warto zaopatrzyć się w jakiś kosmetyk z tej listy? Zapraszam!

ISANA, OLEJEK POD PRYSZNIC Z NATURALNYMI OLEJAMI I WITAMINĄ E GARNIER, ANTYPERSPIRANT NEO FRESH BLOSSOM ALVERDE, RELAX PFLEGEOL WILDROSE SANDDORN | RELAKSUJĄCY OLEJEK Z DZIKIEJ RÓŻY I ROKITNIKA  NIVEA, ŻEL POD PRYSZNIC CARE & STARFRUIT O ZAPACHU KARAMBOLI
  • CIAŁO

ISANA, OLEJEK POD PRYSZNIC Z NATURALNYMI OLEJAMI I WITAMINĄ E

Kiedyś używałam tego olejku tak, jak zaleca producent, czyli pod prysznic, ale wolę jednak rozwiązania, które raczę mnie pięknymi zapachami – nawet kosztem tego, że muszę po nich nabalsamować ciało. Po produkt ten sięgam jednak regularnie – służy mi od dłuższego czasu jako produkt do mycia pędzli. Szybko i dokładnie usuwa wszelkie zanieczyszczania w postaci podkładu, pudru, szminek czy cieni do powiek. Domywa pędzle zarówno z włosia syntetycznego, jak i naturalnego. Brud na gąbeczkach typu Beauty Blender też nie jest mu straszny 😀 Nie powoduje, że włosie robi się sztywne, czy zaczyna się kruszyć, a to dla mnie ważny aspekt. Jest tani i na pewno jeszcze do niego wrócę ♥ To mój ulubiony kosmetyk do czyszczenia przyrządów do makijażu.

GARNIER, ANTYPERSPIRANT NEO FRESH BLOSSOM

Jeden z moich ulubionych antyperspirantów. Co nie raz do nich wracam – lubię ten aplikator i intensywne, owocowe zapachy, które długo się utrzymują, ale nie wchodzą w kooperację z perfumami, które aktualnie noszę. Minusem dla niektórych z Was będzie to, że zawiera sól aluminium. Niewątpliwą zaletą jest fakt, że wysoko w składzie występuje olej kokosowy, który działa antybakteryjnie i neutralizuje podrażnienia. Nie pocę się mocno, a są dni, kiedy ten antyperspirant niestety nie daje rady. Wydaje mi się, że wersja w kremie ma lepsze działanie i jest po prostu skuteczniejsza. Zużyłam dwa czy trzy opakowania i nie wiem, czy jeszcze po niego sięgnę.

ALVERDE, RELAX PFLEGEOL WILDROSE SANDDORN | RELAKSUJĄCY OLEJEK Z DZIKIEJ RÓŻY I ROKITNIKA

Alverde to marka często porównywana do Alterry, która jest dostępna w polskich Rossmannach. Olejek stał u mnie już półtorej roku i w końcu postanowiłam wziąć się za jego zużywanie. Jest to produkt odpowiedni dla wegan, ma przyjazny dla skory skład. Używałam go na kilka sposobów – służył mi do rozpuszczania makijażu jako pierwszy etap wieczornego oczyszczania twarzy, stosowałam go do ciała i olejowania włosów. W każdym z tych trzech sposobów dobrze się sprawdził i nie mogłam na niego narzekać. 100 mililitrową buteleczkę zużyłam z przyjemnością, teraz testuję inną wersję, której nazwy teraz nie pamiętam 😛 Podoba mi się opakowanie z pompką, która może nie działa idealnie (wylewa się wokół niej trochę oleju), ale pozwala zaoszczędzić sporą ilość produktu. Zapach był dość mocny, ale szybko się ulatniał, w ogóle nie przypominał mi róży. Dobrze się wchłaniał, nie zapychał i nie powodował szybszego przetłuszczania się włosów. Do tego nie był drogi. Polecam. Niżej wstawiam skład 🙂
Helianthus Annuus Seed Oil*, Glycine Soja Oil*, Vitis Vinifera Seed Oil,
Olea Europaea Fruit Oil*, Parfum**, Prunus Amygdalus Dulcis Oil,
Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Rosa Canina Fruit Oil*, Hippophae
Rhamnoides Oil*, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Geraniol**,
Citronellol**, Limonene**, Linalool**, Citral**.

NIVEA, ŻEL POD PRYSZNIC CARE & STARFRUIT O ZAPACHU KARAMBOLI

Jeśli chodzi o drogeryjne żele pod prysznic to jestem fanką tych z Isany, Alterry oraz Dove. Reszta ma całkiem ładne zapachy, ale wysuszają mnie tak samo, jak najtańsze z Isany, więc rzadko po nie sięgam. Temu nie mogłam się jednak oprzeć – uwielbiam zapach karamboli w kosmetykach. Ten żel był bardziej kremowy od standardowych, nazwałabym go bardziej mleczkiem, niż żelem. Pięknie pachniał – orzeźwiająco, owocowo, to aromat idealny na lato – pobudzający zmysły. Żel pod koniec stosowania trochę mnie wysuszał, głównie przez fakt, iż zawierał SLS. To jedyna wersja zapachowa z Nivei, do której lubię wracać. Może nie jest to ideał, ale żele mają przede wszystkim myć i ładnie pachnieć – ten oba założenia spełnia 😛 Pewnie wrócę ponownie.

NATURALIS, WIESIOŁKOWY TONIK DO TWARZY SELFIE PROJECT, PŁYN MICELARNY DO SKÓRY MŁODEJ Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI BIELENDA, MASKA DO TWARZY BLUE DETOX DETOX & NAWILŻANIE  NACOMI, ARGANOWY KREM POD OCZY Z OLEJEM Z PESTEK WINOGRON

  • TWARZ

NATURALIS, WIESIOŁKOWY TONIK DO TWARZY

To tonik, który znalazłam kilka miesięcy temu w pudełku Liferia. Sceptycznie do niego podeszłam – szata graficzna nie zachęca, więc moje pierwsze wrażenie było takie sobie. Ostatecznie okazało się, że to dobry kosmetyk, który nie podrażnia skóry twarzy i rzeczywiście dobrze ją tonizuje. Po użyciu moja twarz zawsze była ukojona i mniej reaktywna, a także ściągnięta, a głównie na tym zależy mi kiedy sięgam po tonik. Miał przyjemny zapach, skład również należał do tych lepszych, ale nadal nie można nazwać go naturalnym hitem. To średniak, miło mi się go używało, ale raczej do niego nie wrócę. Lubię testować nowe toniki i rzadko w mojej kosmetyczce ląduje po raz drugi taka sama sztuka.

SELFIE PROJECT, PŁYN MICELARNY DO SKÓRY MŁODEJ Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI

W kwestii demakijażu mam już kilka ulubionych produktów, ale lubię szukać nowych hitów, dlatego nie zamykam się na nowości, które do mnie trafiają. Płyn z Selfie Project dostałam na spotkaniu blogerek, które odbyło się w lutym. Miał dłużej poczekać na swoją kolej, ale niestety upuściłam go i pękła plastikowa zatyczka – nie chciałam zostawiać kosmetyku, który ma kontakt z powietrzem w zapasach, więc postanowiłam jak najszybciej go zużyć. To, co jest niewątpliwym jego plusem to fakt, że zawiera sok z aloesu oraz cynk, które pozytywnie wpływają na skórę trądzikową. Podsuszają zmiany, przyspieszają ich gojenie i normalizują wydzielanie sebum. Płyn miał miły, świeży zapach, który dobrze mi się kojarzył. Ze zmywaniem makijażu twarzy radził sobie dobrze, natomiast oczy były dla niego problemem. Niestety potrafił mnie podrażnić o podszczypywać, dlatego już do niego nie wrócę. Może dla osób z mniej wrażliwą skórą, szczególnie powiek, się sprawdzi. A może po prostu jestem na niego za stara? 😛

BIELENDA, MASKA DO TWARZY BLUE DETOX DETOX & NAWILŻANIE

Maskę tę opisywałam Wam pokrótce na Instagramie. U mnie ta seria metaliczna jak na razie średnio się sprawdza. Owszem, maska wygląda super, ale samo działanie jest średnie i nie zaskakuje niczym pozytywnym. Mam skórę mieszaną i odwodnioną, więc od masek wymagam dobrego nawilżania bez zapychania skóry. Ta maska niestety nie nawilżała w znaczącym stopniu, choć było ono lekko widoczne. Po jej zmyciu skóra była ściągnięta  i lekko zaczerwieniona, co niestety często mi się zdarza. Znam lepsze maski i do tej raczej nie wrócę. Mam jeszcze dwie w zapasie – złotą i srebrną i najpewniej na tym moja przygoda z tą serią się skończy.

NACOMI, ARGANOWY KREM POD OCZY Z OLEJEM Z PESTEK WINOGRON

Ten krem to mój ulubieniec na noc. Ma treściwą, dość tłustą konsystencję, a nałożony grubszą warstwą sprawia, że skóra w tej delikatnej i wrażliwej okolicy jest nawilżona i ukojona. Nie podrażnia i nie powoduje łzawienia, jest praktycznie bezzapachowy. Skład określiłabym mianem bardzo naturalnego i przyjaznego dla skóry, co w stosunku do ceny tego produktu jest świetnym osiągnięciem.  Dość dobrze się wchłania. Nie zauważyłam spektakularnego działania na cienie pod oczami. Może słoiczek nie jest najbardziej higieniczną i wygodną formą opakowania dla kremu pod oczy, ale ja się  już do niego przyzwyczaiłam. Szukam dla niego godnego zamiennika. Kiedyś na pewno wrócę.

  • RECENZJĘ ARGANOWEGO KREMU POD OCZY ZNAJDZIECIE tutaj.

ECO LABORATORIE, SZAMPON NORMALIZUJĄCY DO WŁOSÓW PRZETŁUSZCZAJĄCYCH SIĘ

  • WŁOSY

ECO LABORATORIE, SZAMPON NORMALIZUJĄCY DO WŁOSÓW PRZETŁUSZCZAJĄCYCH SIĘ

To jeden z moich pierwszych szamponów bez SLS/SLES i ich pochodnych. Na początku sceptycznie do niego podeszłam, myślałam, że delikatny szampon nie poradzi sobie z moimi przetłuszczającymi się włosami. Ostatecznie bardzo go polubiłam. Dobrze się pienił, świetnie oczyszczał, mogłam myć włosy co dwa dni, czyli tak jak normalnie i nie były one nieświeże. Nie wysuszał kosmyków ani skóry głowy, domywał oleje. Przy dłuższym, regularnym stosowaniu rzeczywiście wykazywał lekkie działanie regulujące. Zawiera w składzie oleje i ekstrakty m.in z pigwy, oczaru wirginijskiego i imbiru, które normalizują przetłuszczanie się i podnoszą witalność włosa na długości. Szampon nie był drogi, do tego jest w ponad 97% złożony z substancji pochodzenia naturalnego, dlatego na pewno jeszcze do niego wrócę.
Wpadło Wam coś w oko? Używałyście któregoś z tych kosmetyków?
Pozdrawiam!