Essence Fruity – owoce na paznokciach :D

Jestem osobą, która lubi czasem przełamywać rutynę 😀 Jak wiadomo, jesień i zima kojarzy się innym z ciemnymi paznokciami, ewentualnie klasyczną czerwienią czy nude’owym kolorem. Tak, ja również jestem w tej grupie, ale czasami lubię zaszaleć i w pochmurny dzień mieć na paznokciach błękitną, czy lekko różową mgiełkę lakieru. Tak właśnie jest z tym pomysłem, który zobaczycie zaraz na zdjęciach.

Te naklejki na paznokcie kupiłam kiedyś w szafie essence. Podejrzewam, że było to późną wiosną, ewentualnie latem 😀 Są według mnie słodkie i cudowne. Pięknie wyglądają, jak prawdziwe miniaturki owoców. Ale czy mam jakieś „ALE” 😛
Na początek – plasterki owoców zapakowane są w okrągłe, zakręcane i przeźroczyste pudełeczko wyłożone różową gąbeczką. Wydaje się ich niewiele, ale jak widać, mimo tego, że używam ich stosunkowo rzadko, mam je już kilka miesięcy. Do opakowania dołączony był również klej, który moim zdaniem, jest w ogóle nieprzydatny. Nie jest wyciskany, co jest minusem. Na zakrętce nie ma pędzelka jak w lakierze, jest natomiast plastikowa szpatułka, którą ja nie jestem w stanie nanieść tego kleju na płytkę paznokcia.

Poza wyglądem nie mogłam doszukać się plusów tej ozdoby. Przyklejałam je na świeży lakier, następnie pokrywałam Top coatem – w najlepszym wypadku odpadały kilka godzin później, w najgorszym, zaraz po zamieszczeniu. Potrafię zrozumieć fakt, że są one „3D”, więc prędzej czy później odpadną, ale nie po tak krótkim czasie! Po pracach z klejem efekt był ten sam. Najgorsze zbyło to, że zostawiały po sobie nieestetyczny odcisk w kształcie kółka zwieńczony brakiem lakieru w  środku.
Zapłaciłam za nie około 5-7 złotych. Dostępne były w tym sezonie w szafach essence, nie wiem, jak będzie w kolejnych. Na pewno dadzą coś innego, więc ja swoje opakowanie trzymam jako „edycję limitowaną”. Nie polecam ich, chyba że ktoś miałby zamiar jakoś wtopić je w tipsy, żele, akryle czy hubrydowy lakier.

5/10

Dziś postaram się napisać jeszcze jednego posta, o tym, dlaczego nie było mnie aż cały tydzień. Może wyjdzie, może nie 😉 Jak da się zauważyć, zmieniamy coś na blogu, wariacje i w ogóle szok ;P Nie mogę znaleźć stylu, który w końcu bardzo by mi się spodobał :3 Kapitan ma przeze mnie trochę pracy, choć to, co zrobiłam do tej pory (podpis i nagłówek) to moje dzieło :3

Pozdrawiam

Ziaja. Kuracja lipidowa. Fizjoderm Krem – coś co uratowało moją przesuszoną skórę.

Od 4 dni powróciłam kuracji antytrądzikowej. Nadal mam przepisane te same leki od dermatologa, a mianowicie są to dwie maści. Jedna z antybiotykiem i retinoidem, która ma za zadanie spowodować zwiększenie łuszczenia skóry i zapobieganiu rozwojowi bakterii oraz drugą, która jest tylko złuszczająca – do późniejszego stosowania, kiedy pozbędę się już wyprysków i krostek.
Jako że maści stosowałam już wcześniej wiedziałam co i jak mam robić.Wieczorem posmarowałam twarz tą z antybiotykiem i położyłam się spać.
Co czekało mnie rano? Niespodziankaaa! Na brodzie i w okolicach nosa i ust miałam czerwone, piekące place. Smarowałam to 2 dni kremami, odstawiłam żel – nic nie pomogło. Skóra była szorstka, spierzchła, zaczerwieniona i bardzo wrażliwa oraz podrażniona. Tak, jakbym doznała poparzenia. Myślałam już, że nic mi nie pomoże. Poprosiłam tatę o kupno jakiegoś dobrze nawilżającego kremu. Poszedł do apteki i tam pani poradziła mu właśnie ten krem.
Podeszłam do niego sceptycznie. Lubiłam produkty ziaji, stosowałam już kilka. Były dobre, ale cudów nie działały. Smarowałam twarz kilka razy w ciągu dnia, potem grubszą warstwą na noc i co? Skóra jest o wiele gładsza, nie spodziewałam się takich rezultatów po 1,5 dnia stosowania. 

Krem ma trochę dziwny zapach, ale mi to nie przeszkadza. Ma średnią konsystencję – nie jest za gęsty, nie jest za rzadki, dobrze rozprowadza się go na twarzy. Szybko się wchłania, zostawia delikatny, tłusty film, dlatego raczej jako baza pod makijaż się nie nadaje. Na początku czułam lekkie pieczenie, ale to normalne – moja skóra była bardzo podrażniona.

Nie wiem jak sprawdzałby się na skórze atopowej, bardzo skłonnej do alergii. Moja jest mieszana i skłonna do alergii, więc na ten temat nie mogę się wypowiedzieć. W składzie ma kilka olejków, jest na bazie wody. Alkohole pojawiają się na dole tej listy. Jak na razie nie zauważyłam, żeby przesuszał, ale aby o tym mówić, muszę stosować go dłużej. Jak na razie, moim zdaniem, sprawdza się tak, jak obiecuje to producent.
Co do pudełka i opakowania – minimalistyczne, bardzo poręczne. Krem nie wypływa z tubki, jest ona zakręcana. Za 50 mililitrów kremu zapłaciłam niecałe 16 zł – pojemność jest adekwatna do ceny, do rezultatów również.

Ktoś z was miał okazję stosować ten krem? Co o nim sądzicie? W ogóle, jak oceniacie produkty ziaji?

Profil urodowy

Postanowiłam dzisiaj stworzyć swój urodowy profil. Będzie to takie posumowanie faktów na temat mojej urody, cery, włosów czy paznokci lub ciała. Mam nadzieję, że to się spodoba i nie będę już musiała się powtarzać w kolejnych notkach 😛
Włosy :
  • ciemny brąz ( teraz przefarbowane na ciemną czerwień)
  • długość za łopatki, można powiedzieć, że niewiele brakuje im do około połowy pleców, ale zamierzam je delikatnie skrócić ( o 1-3 cm )
  • włosy cienkie, niezbyt gęste, niestety po farbowaniu wypadające
  • bardzo długo schną
  • ciężkie do stylizacji
  • średnioporowe ze skłonnością do niskoporowatości ( zaczęłam o nie bardziej dbać i są w coraz lepszej kondycji )
  • farbowane 4 razy, 2 razy na bardzo ciemny brąz, 2 razy na ciemną czerwień
  • przy nasadzie przetłuszczają się , a końcówki mają tendencję do przesuszania się
  • wymagają bardzo dobrej ochrony przed warunkami środowiska, są delikatne
Cera :
  • skóra mieszana , czoło i nos tłuste , pozostała część sucha
  • skłonna do zanieczyszczeń , wyprysków i zaskórników
  • jasna , skłonna do piegów
  • brak zmarszczek
  • reaguje alergicznie na pewne antybiotyki, kremy, podkłady itp.
  • skłonna do przesuszeń, trudna w utrzymaniu prawidłowego nawilżenia
Paznokcie i dłonie :
  • krótkie, spiłowane na kwadratowe z naturalnie zaokrąglonymi końcami 
  • własne , nie noszę tipsów
  • często się rozdwajają i łamią
  • skora dłoni przesuszona, ciężko zadbać o prawidłowe jej nawilżenia
Ciało :
  • skóra sucha
  • karnacja jasna
  • skłonności do alergii
  • po depilacji często zaczerwieniona, zauważalne są wrastające włoski
  • opala się na czerwono, pojawiają się piegi, oparzenia słoneczne
  • opalenizna nie brązowieje,  skóra łuszczy się, a koloryt nie ulega większej zmianie
Zapachy :
  • nuty kwiatowo – owocowe
  • słodkie
  • na większe wyjścia coś bardziej eleganckiego, ciężkiego
  • zapachy dobrze „widoczne” dla otoczenia
KOCHAM  :
  • olejki do włosów i maski
  • lakiery do paznokci , odżywki
  • świeże perfumy
  • błyszczyki (niezbyt widoczne) i pomadki (ciemne, mocne i wyraziste)
  • tusze do rzęs, które pogrubiają i wydłużają rzęsy
  • podkłady i pudry matujące, nie podkreślające suchych skórek, naturalne, niestwarzające efektu maski, delikatnie zakrywające niedoskonałości

Haul – część 3 i ostatnia xD

Na początek dzisiejsze zakupy z Biedronki xD 
-Limitowana edycja mydełka, taka zimowa, ze słodkim niedźwiadkiem *.* 5,99 zł za 250 mililitrów
-Kula do kąpieli o zapachu Miodu i Mleka z plastrem miodu – cena nieznana xD
-Odżywka do włosów elisse – byle jaka, potrzebna mi jedynie do emulgowania olejku – 4,99 zł za 250 mililitrów
Czapka, komin i rękawiczki – za komplet zapłaciłabym 115 zł, ale skorzystałam z kuponu -40% i zapłaciłam niecałe 70 zł ( komin – 40 zł, czapka – 40 zł, rękawiczki 35 zł ).
Przyjemne w dotyku, miłe w użytkowaniu, takie w sam raz na zimę. Niestety rękawiczki są na mnie delikatnie za luźne – mam jakieś płaskie dłonie czy coś xD
Ostatnią rzeczą z zakupów jest kurtka z Bershki. W rozmiarze M, niby za dużym, ale rękawy i tak są na styk 😛 Jestem jakaś taka niewymiarowa xD
Kurtka ma cudowną podszewkę w postaci kremowego, cieplutkiego baranka, która jest odpinana. Miałam już okazję testować ją podczas delikatnego mrozu i śniegu – nie ma lipy, nic nie wieje 😀

Wybrałam tę w kolorze oliwki – mam już jedną beżową, więc nie chciałam brać jasnej. Do tego z moim szczęściem nie wiadomo co się stanie, a jasny zawsze może się odbarwić 😛

Przy kapturze przypięte jest futerko, które, niestety jak na razie trochę linieje. Mam nadzieję, że niedługo mu przejdzie, bo nie chcę żeby całkowicie ołysiało xD

Można schować zamek za materiał z napami. Wewnątrz kryje się eco skórka, co dodaje kurtce trochę indywidualizmu 😛

Z przodu mamy dwie duże kieszenie, w które można wsadzić ręce. Telefon zmieści się tam bez problemu, a dodatkowo nie wypadnie, gdyż kieszenie są zapinane 😀

Na kurtce jest mnóstwo nap i guzików – jedne są gładkie, inne z nadrukami jak ten wyżej. Dodają kurtce delikatnie militarnego stylu, ale przez mój plecak czasem się odpinają, co za bardzo mi nie przeszkadza 😉
Tutaj widać wyżej wspomnianą eco skórę, a na dole widoczna jest cała kurtka. Jak już pisałam kupiłam ją w sklepie Bershka za 330 zł. Jestem zadowolona, kurtka jest ciepła, wykonanie według mnie na 5+. zobaczymy jak sprawdzi się na dużych mrozach 😛
Jak na razie koniec Haulów, może po świętach będą inne xD
Pozdrawiam

Haul – ciąg dalszy, czyli część nr 2 :D

Dzisiaj pokażę wam kolejne dwie rzeczy. Miało być więcej, ale jakoś nie chciało mi się wyciągać ich z szafy 😀 Więc kolejne będą jutro, niech podsycę ciekawość tych, których to choć trochę interesuje 😀
 Zaczynamy od szczegółów, kończymy na ogóle 😛 Jako pierwszą, przedstawiam wam włochatą sówkę. Zakochałam się w niej i od razu wzięłam do przymierzalni 😀 Sweter ten jest oversize – mój rozmiar to XS/S, a więc naprawdę malutki – w MEX 34/36, a i tak wisi na mnie jak na wieszaku. Ostrzegam – do najchudszym nie należę 😛

 Jest typowo jesienny – za duży, bardzo ciepły i w szarym, jesiennym kolorze. W sam raz dla takiego smutasa jak ja! Pochodzi ze sklepu House i kosztował 99 zł 😀 W zaokrągleniu 100 😛

 Drugi to trochę a’la babciny, dziany sweterek. Niestety wcale nie jest udziany :C To takie smutne :C Ostatnio mam fazę na oversizeowe rzeczy, więc ten też jest o rozmiar.. albo nawet swa za duży 😀
W odróżnieniu od tamtego jest rozpinany i ma kieszonki. Rękawy są dłuższe, zagięte. Ma dziwny kolor. Taki żółty zmieszany z kremowym 😀 Taki ładny, postarza mnie o 30 lat, ale jest spoko na zimne dni, a nie jest miło stać w mrozie -20 stopni nawet do 25 minut :C Boże, jaki smutek, smuteczek ;c Ten też kupiłam w Housie, kosztował jednak 79 zł.

Może pojawią się one w jakiejś stylizacji, ja nie będę się rozpisywać, bo idę się uczyć z biologii 😀 Taka tam, klasa maturalna xD Wspomnę tylko, że skorzystałam z promocji -40% w Housie. Wydrukowałam kupon i cały weekend mogłam szaleć xD
Pozdrawiam i wracam jutro 😉

Zakupowe szaleństwo część 1 :D

Może nikt z was jeszcze nie wie, ale zamiast andrzejkowej imprezy wybrałam zakupowe szaleństwo 😀 Byłam w ten weekend u Pana Mateusza w odwiedziny i wybraliśmy się na zakupy 😀 Trochę tych rzeczy kupiliśmy, dlatego postanowiłam podzielić ten „haul” na, prawdopodobnie, dwie części.
Dzisiaj na warsztat zakupy „nieciuchowe”.

To, co tutaj widzicie pochodzi z Empiku . Trafiliśmy na promocję 2+1, więc nie mogliśmy się powstrzymać 😀 Od razu ruszyliśmy w poszukiwaniu upragnionych tytułów. Ja wybrałam „Władcę Pierścieni” – jako kompendium – wszystko w jednym. Przyda się do matury 😀
Pan Kapitan Widmo wybrał „Metro 2034” z postapokaliptycznym kalendarzem. Niestety nie mam zdjęcia, bo te książki zostały w województwie mazowieckim xD
Za „LOTR’a” zapłaciłam 60 zł, mimo, że na okładce napisane jest 75 zł. Pan Mateusz natomiast wybrał zestaw za 50 zł. Dodam, że książka bez kalendarza kosztowała 10 zł taniej, a była w miękkiej okładce, więc to naprawdę fajna okazja 😀

Jako dodatek, na życzenie mojego brata kupiliśmy „Sezon Burz:, czyli kultowego wiedźmina. Książka ta kosztowała około 42-43 zł, ale w ramach promocji dostaliśmy ją za darmo ^^

Kiedy zobaczyłam te zeszyty powiedziałam, że muszę je mieć 😀 Okazało się, że nie dość, że są przecenione z 15 zł na 10, to jeszcze były objęte promocją 1+1 :3 Skusiłam się na niebieski z różową czaszką i fioletowy z pomarańczowo-żółtą. Za oba zapłaciłam 10 zł 😀 Mają po 80 kartek w kratkę.

I to by było na tyle 😀 Może trochę mało, ale nie chciałam naciągać rodziców na kasę, a sama nie miałam mnóstwo gotówki ze sobą xD Tak to już jest, jak się uczy,a sie nie pracuje ;P
Pozdrawiam

Manhattan Colour Loop Lipgloss – 45B red passion – recenzja

Dzisiaj krótka recenzja na temat błyszczyku z Manhattana – Colour Loop 😀 Zainteresował mnie sowim słodkim wyglądem – mimo, że widziałam już wcześniej takie błyszczyki, to jeszcze nie miałam okazji żadnego z nich spróbować, a wyglądają PRZEPYSZNIE 😀 Takie w sam raz do schrupania. Ja swój kupiłam ze strony kosmetykzametyki.pl, za UWAGA UWAGA AŻ 4,99, więc jest to niebotyczna cena 😛 Oczywiście żartowałam, więc proszę o odrobinę dystansu xD

Mój jest w kolorze 45B red passion i jak to jest już wspomniane w nazwie nadaje ustom delikatny, czereony kolor. Czy to pasja? Myślę, że trochę tak, bo według mnie, pachnie ładnie, a smakuje równie dobrze jak się prezentuje 😛 Utrzymuje się średnio, niestety :C Godzina i jest zjedzony, w porywach do dwóch. Trochę krótko, ale za taką cenę nie ma co wymagać nie wiadomo czego 😛
Jak to widać na tym zdjęciu minusem jest też to, że warstwy się ze sobą mieszają i nie wygląda on już tak idealnie i apetycznie. Było to do przewidzenia, ponieważ tak już działa fizyka i nic na to zwykły śmiertelnik nie poradzi 😉
Na ustach prezentuje się ładnie, podkreśla ich naturalny kolor. Wydaje mi się, że pasuje do każdego rodzaju cery – i tej wpadającej w róż, i tej w żółć. Ja jestem neutralna, ze skłonnością do różowienia się, więc mam najlepiej xD Wcale nie, ciężko dobrać podkład :C
Podsumowując – błyszczyk wart swojej ceny i godny uwagi. Za taką cenę mogę go polecić z czystym sercem, bo jest naprawdę przyjemny w użytkowaniu. Ma kremową formułę, nie lepi się, nie klei ust, schodzi w miarę równomiernie. Jak dla mnie tylko za szybko się „zjada”. Ale czasem można pozwolić sobie na chwile rozpusty xD

7/10
A co Wy o nim sądzicie? 😀
Pozdrówki

Carmex – to, co ratuje moje usta zimą

Dziś na warsztat idzie mój zimowy ulubieniec, czyli balsam do ust Carmex. Myślę, że większość osób jest on znany, tym bardziej że wiele blogerek czy vlogerek go zachwala. Dlaczego? Moim zdaniem dlatego, że dobrze nawilża usta i nie pozwala zimnu tak źle na nie wpływać. Lepszego jeszcze nie miałam 😀
Więc teraz kilka słów o nim.

Balsam jest ogólnie dostępny, widziałam go w każdej drogerii. Na pewno w Rossmannie. Jego plusem jest na pewno to, że dobrze nawilża usta, widać natychmiastowy efekt – suche skórki po prostu znikają. Nie zostawia tłustego, nieprzyjemnego filmu. Niektórym może nie podobać się to, że daje on efekt chłodzenia na ustach, ale mi to nie przeszkadza.

Skład:
Petrolatum, Lanolin, Cetyl esters, Theobroma Casco Seed Butter, Cera Alba, Paraffin, Camphor, Menthol, Salicyl Acid, Aroma, Vanilin

Jak widać skład jest niewielki, a trzy pierwsze produkty to wazelina, która jest produktem tłustym nie tworzącym zaskórników, Lanolina zapobiegająca przesuszaniu naskórka i jego rogowaceniu oraz wosk syntetyczny, który nadaje kosmetykowi odpowiednią konsystencję – nic szkodliwego dla zdrowia.
Moja ocena
9,5/10
Nie znalazłam jeszcze lepszego balsamu do ust na okres jesienno-zimowy. Bardzo mi odpowiada, utrzymuje dobry poziom nawilżenia ust, nie powoduje ich klejenia. Pomaga w zwalczaniu zajadów czy opryszczek. Jedynym minusem może być zapach przypominające maści na ból stawów. Czy sięgnęłabym po niego jeszcze raz? Oczywiście.
Pozdrawiam

By Naczi

Oilatum Soft – szampon odkrycie

Dzisiaj głównym bohaterem będzie hipoalergiczny szampon dla dzieci – Oilatum Soft wyprodukowany przez firmę Stiefel. Miałam przyjemność stosować go przez dobry miesiąc, może nawet więcej, więc mogę wypowiadać się na temat przynoszonych przez niego efektów 😀 A więc do rzeczy!

Po pierwsze taka 6 mililitrowa saszetka w zupełności wystarczała na umycie moich cienkich i niezbyt gęstych włosów sięgających mniej niż połowy pleców. Jest bezzapachowy, bezbarwny, jego konsystencja nie jest ani mocno rzadka, ani gęsta. Nie pieni się tak mocno jak tradycyjne szampony, ze względu na brak w składzie substancji spieniających. Nie plątał mi włosów, nie powodował, że zwiększyło się ich wypadanie. Po umyciu nim i zastosowaniu maski i odżywki włosy były sypkie i pięknie się lśniły.

Pierwsze trzy składniki to :
-Woda
-Polysorbate 20 to nietoksyczny, nowoczesny emulgator otrzymywany z oleju kokosowego. Stosowany jest do emulgowania i utrwalania emulsji O/W. Nie podrażnia i jest najłagodniejszy ze wszystkich polysorbate. Idealny do tworzenia „mgieł w sprayu”, kremów, balsamów, toników.
– PEG-120 Methyl Glucose Dioleate – emulgator, roślinny zagęstnik, składni konsystencjotwórczy, 
Niestety na miejscu 6 z 10 składników pojawia się SLES, który jest łagodniejszy niż SLS, mimo to jest substancją wysuszającą. Ja nie narzekałam na wysuszenie skóry głowy, chociaż mam ją wrażliwą. Substancji tej jednak znajduje się w tym szamponie naprawdę niewiele, gdyż jest to środek spieniający, a jak już wspomniała Oilatum Soft pieni się słabo.

Moja ocena
Szampon godny polecenia, nie uczula, nie podrażnia, ma niewiele składników i jego skład jakoś bardzo nie odstrasza od używania. Na pewno będę do niego wracać, ponieważ sprawdzał się u mnie znakomicie. Jednym minusem do którego mogę się tutaj przyczepić jest tylko cena, która nie wszystkim będzie odpowiadać ( około 20 zł za 150 ml ) i brak delikatnego zapachu. W każdym bądź razie ode mnie

9/10

By Naczi

Kosmetyki z Ameryki ^^

Dzisiaj zapowiedź moich niedawnych zakupów, na razie tylko zdjęcia a potem większy opis 😀
Będę powoli testowała wszystko i wydawała opinie na temat każdego z kosmetyków.
Wspomnę tylko, że produkty zamawiałam w internecie ze strony kosmetykizameryki.pl i zapłaciłam za każdą z nich o wiele mniej, niż w stacjonarnej drogerii. Pojawiają się tu marki takie jak Loreal, Essie, NYC, Manhattan, Sally Hansen, Astor czy Miss Sporty. Jutro uzupełnię post o ceny każdej rzeczy ;3

PS Dodam tylko, że umieram na przeziębienie vol 2. Nie wiem jak dożyję do matury ;C
By Naczi