BLOG

POJAWIAM SIĘ I ZNIKAM? KILKA SŁÓW NA DOBRY POCZĄTEK

30 czerwca 2019
Nigdzie indziej Tommy Orange książka, #indianholocaust

Cześć!

Oj, zarzekałam się, że nie będę Was zostawiać, że będę tu cokolwiek publikować – mniej, ale chociaż raz w tygodniu coś wrzucę, żeby blog nie leżał odłogiem, bo po prostu mi go szkoda (tym bardziej, że nawet jeśli nic na nim nie robię, to za niego płacę :P). Wyszło jak zawsze – obiecanki cacanki, a głupiemu radość.

Trzeci rok studiów mnie pokonał – okazało się, że nagle jest zdecydowanie więcej zajęć i nauki niż na pierwszym i drugim roku. Połączenie porannych bloków w szpitalu, popołudniowych ćwiczeń z kilku przedmiotów i wieczornych wykładów zdecydowanie mnie przerosło. Ciągle byłam zmęczona, brakowało mi czasu, a mimo tego, że nie miałam w zwyczaju zarywać nocek, to często musiałam odsypiać zajęcia w dzień…

Na bloga chciałabym jednak wrócić – mam nadzieję, że nie wszystko jeszcze stracone i że uda mi się odbudować dawny ruch. Dziś opowiem Wam o tym, co działo się u mnie w ostatnich miesiącach, jak tam sesja i jakie mam plany na najbliższe miesiące.

Co tam u mnie?

Tak jak wspominałam już we wstępie, chęć do blogowania straciłam głównie przez to, że nie umiem pisać krótko i o byle czym, a naprawdę zaczęło brakować mi czasu. Godziny, dni przeciekały mi przez palce, a ja siedziałam nad coraz nowymi przedmiotami – pediatrią, interną, medycyną nuklearną, farmakologią, patomorfologią, patofizjologią i… długo by tak jeszcze wymieniać 😉 Okazało się, że w wolnych chwilach zamiast pisać łatwiej jest mi obejrzeć serial czy przeczytać najnowszą premierę książkową – tym bardziej, że zaczęłam prowadzić drugie konto na Instagramie (@med.naczi – zapraszam), które zdecydowanie szybciej się rozwinęło i dzięki temu nawiązałam współpracę z kilkoma wydawnictwami.

Nie testowałam też nowych kosmetyków, bo nie chciałam drażnić dodatkowo mojej skóry – i tak odbiło się na niej zmęczenie i średnia dieta. Do połowy lutego co nie raz miewałam spore wysypy, szczególnie jeśli złapało mnie jakieś przeziębienie czy lekki roztrój żołądkowo jelitowy (a i to się zdarzało, kiedy byłam bardzo spięta). Na szczęście to popłaciło – od kilku tygodni mam spokój, cera wygląda jednolicie, jest nawilżona, nie piecze i co najważniejsze – zapomniałam o wypryskach! Muszę napisać Wam, co teraz stosuję, bo widzę, że produkty te przyniosły naprawdę pozytywne efekty.

Co mnie zniechęcało?

Poza tym mam wrażenie, że blogosfera stała się bardzo zamkniętym miejscem, a blogerki, zamiast trzymać swoją stronę i zawiązywać między sobą znajomości i przyjaźnie, zaczęły skakać sobie w pewnych sprawach do gardeł. Na Instagramie zaczął się wyścig szczurów – niejedna dziewczyna organizuje rozdania, w których do wygrania są kosmetyki za kilkaset złotych, a warunkiem jest zaobserwowanie trzydziestu czy pięćdziesięciu kont (!!!) – z mojej perspektywy wygląda to jak farma obserwatorów – a gdzie prawdziwe zaangażowanie i kontakt z czytelnikami?

W blogosferze narobiło się też wielu ekspertów, za którymi nie przepadam… Sama nie uważam siebie za guru. Im jestem starsza, tym bardziej uważam na to, co publikuję w sieci, dlatego, że nie chcę nikomu zaszkodzić. Smuci mnie fakt, że więcej autorytetu niż dobry kosmetolog czy lekarz ma blogerka, która czerpie wiedzę z artykułów z pubmedu nie zawsze umiejąc przesiać wartościowych badań od tych naciąganych. Otaczające nas zewsząd restrykcyjne podejście do składów kosmetyków czy ekologii mnie przeraża i ociera się czasem o fanatyzm. Nie potrafię się w tym świecie odnaleźć – na przestrzeni tych kilku lat zmieniłam się, i to bardzo.

Co daje nadzieję?

Z drugiej strony poznałam dzięki tej stronie wiele fantastycznych osób, z którymi kontakt mi się przez ten rok urwał. Trzymam kciuki za to, by nasze relacje udało się z powrotem zacieśnić, bo nie zawsze mam z kim pogadać o moich kosmetycznych fanaberiach 😀 Dzięki blogowaniu nauczyłam się naprawdę wielu cennych informacji, rozpoczęłam przygodę z fotografią i publikowaniem swoich tekstów w sieci. To magiczne miejsce, które pozwoliło mi rozwinąć skrzydła.

Mam nadzieję, że ktoś mnie tu jeszcze odwiedzi i da znać, że o mnie pamięta – liczę na słowa otuchy. Sesja jeszcze trwa, od kwietnia jestem wciągnięta przez wir ciągłej nauki i zaliczeń, więc powoli się wypalam i zaczyna brakować sił. Niech ten III rok się skończy – chcę już podpisywać się jako studentka czwartego roku 😛 Trzymajcie kciuki.

Oby w wakacje udało mi się publikować co najmniej 2 wpisy tygodniowo – będę o to walczyć! Pomysły są, oby znalazło się trochę czasu na ich realizację!

Pamiętacie mnie jeszcze? Co się działo u Was przez ostatni rok? Jakie macie plany na wakacje?

Pozdrawiam

elfnaczi

Spodoba Ci się także: