KOSMETYKI PIELĘGNACJA

MARSYLSKIE.PL | PULPE DE VIE | NAJEL | VIANEK | MYDŁO MARSYLSKIE

9 lipca 2018
marsylskie.pl prezentacja paczki ambasadorskiej pulpe de vie, najel, le chatekard 1802, vianek

Hej!

Kolejny miesiąc – kolejna paczka ambasadorska od Mydlarni marsylskie.pl. Ostatnio, albo przez piękną, albo depresyjną pogodę w ogóle nie miałam ochoty siadać do bloga – mimo tego, że pisanie sprawia mi przyjemność – sesja mnie w tym roku zmęczyła.

Poza tym czeka mnie na blogu sporo zmian i pracy, głównie w kwestii technicznej – ciężko jest mi się do tego zabrać, co dodatkowo mnie demotywuje… Ale – kończąc narzekania, przejdę szybko do prezentacji zawartości paczki i przeanalizowania składu tych kosmetyków. Jesteście ciekawi, co znalazło się w niej tym razem? Podpowiem tylko, że czerwiec był miesiącem, któremu przyświecały róże. Zapraszam!

Le Chatelard 1802, mydło marsylskie róża-piwonia

Le Chatelard 1802, mydło marsylskie róża-piwonia

To urocze mydełko w kształcie serca ma naprawdę bardzo ładny zapach – piwonie to jedne z moich ulubionych kwiatów – wyglądają pięknie, królewsko, cudownie ozdabiają nawet najbardziej surowe wnętrze. Skład jest bardzo prosty, wolny od silnych detergentów, jakimi są np. siarczany, oraz parabenów czy PEG-ów. Bogaty jest natomiast w oleje, które sprawiają, że nie wysusza ono skóry tak mocno, jak tradycyjne mydła w kostce.

Producent zapewnia, że mydło, dzięki składnikom w nich zawartym, będzie działało na naszą skórę łagodząco, nie podrażni jej i nie spowoduje wysuszenia. Dodatkowo ma działać antytrądzikowo i bakteriobójczo – należy jednak pamiętać, że nie każda skóra dobrze zareaguje na mycie mydłami.

Zawiera przede wszystkim tłuszcze pochodzenia roślinnego, dlatego sprawdzi się u osob, które źle reagują na kosmetyki, w których obecne są tłuszcze zwierzęce.

Mydełko waży 25 gramów i kosztuje 5,00 zł.

Skład prezentuje się następująco:

Sodium palmate, Sodium palm kernelate, Aqua, Parfum, Palm kernel acid, Glycerin, Sodium chloride, Tetrasodium etidronate, Prunus amygdalus dulcis oil, CI 77891+mica, CI 12490

Analizę poszczególnych składników znajdziecie w zakładce Inci bez tajemnic.

Najel, mydło aleppo 12% z różą damesceńską

Najel, mydło aleppo 12% z różą damesceńską

To mydło, z którym miałam już kontakt – swego czasu używałam mydeł aleppo do wieczornego oczyszczania skóry twarzy. Dobrze działają one na skórę trądzikową i tłustą, ale tak jak wspominałam wyżej – jest szansa że nie każda skóra będzie z nim dobrze współpracować – wszystko zależy od tego, czy pasuje jej zasadowe pH, czy nie.

Mydło aleppo pomaga oczyścić pory i pozbyć się zaskórników oraz wyprysków. Mydło to matowi skórę, ponieważ powoduje usunięcie nadmiar sebum z powierzchni skóry (dlatego niektóre cery mogą reagować wysuszeniem).

Działanie mydeł Aleppo zależne jest od stężenia obecnego w nim oleju laurowego – im niższe, tym mydło jest bardziej delikatne. Jeśli jego stężenie wynosi poniżej 10% – jest to mydło przeznaczone dla skóry wrażliwej, delikatne. Najbardziej popularne są stężenia od 10 do 20 % – te mydła najlepiej sprawdzają się na skórach normalnych i mieszanych. Niekiedy stężenie oleju laurowego może wynosić nawet do 40% i więcej – ten typ aleppo działa antyseptycznie i przeznaczone jest do pielęgnacji skóry trądzikowej.

Mydło z różą damesceńską dodatkowo wzmacnia naczynia krwionośne i zapobiega czerwienieniu się skóry. Ma delikatniejszy zapach niż tradycyjne aleppo. Dobrze się pieni, jest wydajne i ma wiele zastosowań – można myć nim twarz, włosy, ciało, a także wykorzystywać jako piankę do golenia czy oczyszczającą maseczkę.

100 gramowa kostka kosztuje 15.99 zł.

Skład wygląda tak:

Sodium olivate, aqua,  rosa damascena flower water*, parfum, sodium laurelate, glycerin, sodium chloride, sodium hydroxide, potassium sorbate, citric acid, citronnellol, geraniol, citral.

Wyjaśnienie znacznie poszczególnych nazw składników znajdziecie w zakładce Inci bez tajemnic.

Vianek, łagodząca maseczka do twarzy do cery podrażnionej

Vianek, łagodząca maseczka do twarzy do cery podrażnionej

Firma Vianek jest mi znana, tak samo jak jej siostry – Biolaven i Sylveco. Miałam kilka kosmetyków tej marki i raczej dobrze mi się sprawdzały.

Łagodząca maseczka do twarzy skierowana jest do cery podrażnionej i zaczerwienionej, ma dotlenić ją, wyrównać koloryt.

W ostatnim czasie moja skóra była bardzo kapryśna – stres związany z sesją, zaliczeniami i końcem roku, do tego podróżami i zmianą diety spowodował, że moja skóra zaczęła bardzo szybko się czerwienić – negatywnie reagowała nie tylko na niekorzystne warunki pogodowe, zmianę wody, ale też kosmetyki, którym jestem wierna od kilku miesięcy, a nawet dotyk.

Sprawiło to, że codziennie chodziłam z zaczerwienionymi policzkami, nosem i brodą. Skóra była nadwrażliwa, piekła, a czasem była też cieplejsza, niż zazwyczaj.

Podczas jednego z takich „twarzingowych” kryzysów użyłam maski z Vianka i pozytywnie się nią zaskoczyłam. Początkowo obawiałam się, że olej kokosowy, który znajduje się dość wysoko w składzie może mi zaszkodzić i spowodować wysyp, ale na szczęście niepotrzebnie się tym martwiłam – z moją twarzą nie stało się nic złego, a wręcz przeciwnie.

Skóra po użyciu maseczki była wyciszona, bardzo dobrze nawilżona i miękka. Maska nadała jej sprężystości i elastyczności i pozwoliła uzupełnić braki wody. To, co jednak najbardziej spodobało mi się w działaniu tej maseczki to fakt, że zredukowała zaczerwienienie i podrażnienie praktycznie do zera! Owszem, 2-3 minuty poz myciu maski skóra nadal była lekko czerwona, ale później nie było po tych nieprzyjemnych wrażeniach nawet śladu.

Maska ma ciekawą, piankową, puszystą konsystencję. Jest delikatna, nie podrażnia, a wręcz łagodzi i sprawia, że skóra natychmiastowo wygląda lepiej. Będę o niej pamiętać przed większymi wyjściami.

Saszetka kosztuje około 5 zł.

Skład znajdziecie poniżej:

Aqua, Kaolin, Cocos Nucefera Oil, Helianthus Annus Seed Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycerin, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Valeriana Officinalis Root Extract, Cetearyl Alcohol, Zinc Oxide, Sodium Alginate, Tocopheryl Acetate, Lactic Acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum, Citrus Limonum Peel Oil.

Działanie poszczególnych składników opisałam w podstronie Inci.

Pulpe de vie, dwufazowy płyn micelarny

Pulpe de vie, dwufazowy płyn micelarny

Na koniec zostawiłam sobie opisanie Wam prawdziwego koszmarka – rzadko trafiam na buble, w tej sytuacji niestety mi się nie udało. Staram się znaleźć pozytywną cechę w każdym, nawet najgorszym kosmetyku, więc i tego nie mogłam skrzywdzić.

Produkt do dwufazowy płyn micelarny, który ma za zadanie nie tylko oczyścić skórę, ale także ją nawilżyć, stonizować i usunąć makijaż.

Na co dzień nie maluję się mocno i używam kosmetyków, które łatwo jest usunąć ze skóry twarzy, z rzęs, brwi czy ust. Jeśli chodzi o kosmetyki wodoodporne – raczej nie znajdziecie takich w mojej małej kolekcji.

Płyn ma nieco pomidorowy zapach, co nie zdziwiło mnie wcale – zawiera w składzie wodę z pomidorów. Zapach nie jest problemem, ponieważ szybko się ulatnia, a dodatkowo i tak myję skórę żelem, na zakończenie rytuału oczyszczania.

Od płynów dwufazowych wymagam wysokiej skuteczności w rozpuszczaniu resztek makijażu. Demakijaż takim produktem zawsze kojarzył mi się z czynnością szybką, niewymagającą wysiłku i tarcia. Niestety Pulpe de vie mnie tym razem zawiodło – płyn am problemy nie tylko ze zmyciem tradycyjnego tuszu, ale także z podkładem czy pudrem mineralnym.  By dokładnie oczyścić nim skórę i powieki należy je trzeć, co jest niewskazane – w moim przypadku przyczyniło się do podrażnień, zaczerwienienia i wypadania rzęs.

Niestety jest to kosmetyk, który nie radzi sobie ze swoim podstawowym zadaniem. Obojętnie, czy zastosuję go w skąpej ilości, czy bardzo dobrze zmoczę nim wacik, muszę natrudzić się, by zmyć to, co znajduje się na mojej twarzy.

Jego jedynym plusem jest fakt, że nawilża skórę i pozostawia ją miękką w dotyku. Oczywiście ma też też dobry skład, ale nie idzie to w parze z godnym polecenia działaniem.

Kosztuje 38 zł za 125 ml, obecnie można znaleźć go na promocji za 30 zł.

Skład:

Aqua ( water), glycerin, citrus grandis (grapefruit) fruit extract, solanum lycopersicum (tomato) fruit water, helianthus annuus hybrid oil, melissa officinalis flower/leaf/stem water, octyldodecanol, centaurea cyanus flower water, maris sal (sea salt), benzyl alcohol, levulinic acid, sodium levulinate, parfum (fragrance), sodium hydroxide, bisabolol, tocopherol, dehydroacetic acid, citric acid, silica

Jego dokładną analizę znajdziecie w zakładce Inci – bez tajemnic.

Jak oceniacie zawartość kolejnej paczki? Znacie te kosmetyki? A może któryś wpadł Wam w oko?
Pozdrawiam!

Wpis powstał we współpracy z drogerią marsylskie.pl, ale nie wpłynęło to na moją opinię.

Spodoba Ci się także: