PROJEKT DENKO

PROJEKT DENKO | KWIECIEŃ 2018 | PIELĘGNACJA!

3 czerwca 2018
projekt denko kwiecień 2018 mini recenzje kosmetyków

Cześć!

Bardzo lubię pisać dla Was projekty denko, bo to wartościowe wpisy, w których można znaleźć wiele ciekawych i krótkich recenzji kosmetyków. Mimo wszystko, są to dla mnie posty męczące w przygotowaniu – zużywam raczej spore ilości kosmetyków, a nie chciałabym ograniczać się do pisania – polecam/nie polecam, więc koniec końców piszę epopeję na 10000 słów.

Mam jednak nadzieję, że docenicie moje starania – zapraszam Was na kolejny, kwietniowy projekt denko, w którym zaprezentuję Wam przede wszystkim kosmetyki pielęgnacyjne. Jesteście ciekawi, czy znalazło się tu coś, za czym będę tęsknić?

pierre rene skin balance cover 20 champagne, loreal true match n1 ivory

Kosmetyki kolorowe – do makijażu

  • Podkład Pierre Rene Skin Balance Cover 020 Champagne

To jeden z moich ulubionych podkładów, zużyłam już dwie buteleczki i ciężko jest mi w tej chwili z niego zrezygnować. Ma ładny, ale średnio jasny kolor – zimą jest dla mnie zbyt ciemny, ale moja skóra przypomina wtedy białe płótno. Dobrze kryje, ale nie zastyga i lubi się przemieszczać, szczególnie wtedy, kiedy jest źle utrwalony. Mimo tego, że mam mieszaną skórę dobrze się u mnie utrzymywał – praktycznie od rana do wieczora.

Jeśli macie gdzieś w pobliżu drogerie Natura – zajrzyjcie na półkę tej marki. Uważam, że to jeden z lepszych podkładów drogeryjnych.

  • Podkład Loreal True Match N1 Ivory

Kolejny podkład, który udało mi się zużyć, również jeden z moich ulubionych i „kultowych”. Używam go odkąd zaczęłam przygodę z makijażem i ciężko było mi się z nim rozstać, mimo tego, że nie jest bez wad. Jest to podkład o bardzo ładnym, jasnym kolorze, raczej neutralnym, może lekko żółtym. Nie ciemnieje po aplikacji. Ma bardzo ładne – matowo-satynowe wykończenie. To, co trzeba mu wybaczyć, to fakt, że nie sprawdzi się na cerach odwodnionych – po pierwsze – podkreśli wszystkie skórki, a po drugie – będzie się z tych odwodnionych okolic ścierał.

Mimo wszystko lubię go za jego wykończenie i to, jak wygląda na mojej buzi. Jest lekki i naturalny. Na półce czeka już na mnie kolejna, pełna buteleczka. Jeśli macie ochotę, wpadnijcie do jego RECENZJI.

eco lab szampon i balsam normalizujący do włosów przetłuszczających się z pigwą

Włosowe historie…

  • Szampon Eco Lab normalizujący do włosów przetłuszczających się

To jeden z moich pierwszych szamponów delikatnych bez SLS i SLES. Bardzo miło go wspominam i co nie raz staram się do niego wrócić. Przede wszystkim jest to szampon, który mimo braku silnych detergentów w składzie bardzo dobrze się pieni. Ma przyjemny, świeży zapach, przypominający troszkę ten owocu pigwy. Wygładza włosy, sprawia, że są lśniące, lejące i miękkie, ale nie bez objętości. Dobrze oczyszcza skórę głowy i radzi sobie ze zmywaniem niezemulgowanych olei.

Nie podrażnia skóry głowy i nie wysusza włosów. To dobry pomysł na start z delikatnymi myjadłami do włosów.

  • Balsam Eco Lab normalizujący do włosów przetłuszczających się

Stwierdziłam, że skoro szampon bardzo dobrze się u mnie sprawdza dam też szansę drugiemu kosmetykowi z tej serii – lekkiej odżywce czy inaczej balsamowi. To bardzo lekki, lejący produkt o podobnych zapachu jak jego poprzednik. Lekko domyka łuski włosów i sprawia, że są one dobrze nawilżone i natłuszczone. Nie obciąża włosów i czasem ma problem z ich dociążeniem.

Niestety nawet dla moich dość zdrowych włosów jest to kosmetyk za lekki. Czułam, że moje włosy potrzebują czegoś więcej, lubią bogatsze formuły. Ten balsam dobrze sprawdzał się w przypadku bardziej rozbudowanej pielęgnacji, kiedy przed myciem postanawiałam naolejować włosy. To dobry kosmetyk, ale niestety niezbyt wpisał się w potrzeby moich włosów. Raczej nie planuję do niego wracać.

Bielenda vegan friendly masło do ciała kokos, Balea żel pod prysznic, zmywacz do paznokci Bebeauty, Yope mydło do rąk werbena

Produkty do ciała

  • Żele pod prysznic Balea

Bardzo je lubię, czasem do nich wracam, niestety sprawdzają się u mnie coraz gorzej. Są tanie, średnio wydajne, mają przepiękne zapachy i miłe dla oka opakowania, poza tym dobrze oczyszczają, ALE… mocno wysuszają moją skórę. Czasem, pomimo regularnego balsamowania, robią mi się od nich suche placki na ciele, które niechętnie później znikają, a latem, kiedy słońce dodatkowo wysusza skórę, wygląda to nieestetycznie. Wykańczam zapasy i na razie robię sobie przerwę od żeli z silnymi detergentami – może kiedyś do nich wrócę, na razie jednak nie planuję zakupów.

  • Zmywacz do paznokci BeBeauty

Zmywacz, jak zmywacz, całkiem dobrze radził sobie z tradycyjnymi lakierami, gorzej natomiast było w przypadku tych brokatowych. Miał ciekawe opakowanie, niestety przy dozowaniu potrafił lądować przez tę pompkę wszędzie, niekoniecznie ograniczając się do wacika. Raczej go nie kupię, lepiej sprawdza się u mnie zielony zmywacz z Isany, który na pewno jest Wam dobrze znany.

  • Mydło do rąk Yope o zapachy werbeny

To kolejna już butelka tych mydeł, którą udało mi się zużyć. Jak wiecie, wszystkie bardzo lubię, ponieważ nie wysuszają mojej wrażliwej skóry na dłoniach. Są wydajne, mają bardzo ładne opakowania, ciekawe zapachy i przyjazne składy. Werbena to zapach bardzo świeży, nieco cytrusowy, jak sama nazwa wskazuje (miałyście kiedyś okazję wąchać to zioło, kiedy było świeże?). To mój nie pierwszy, i nie ostatni raz z tą marką, do mydełek Yope wracam regularnie – teraz w dozowniku panoszy się jeden z moich ulubionych zapachów – wanilia i cynamon. Pełną recenzję z analizą składu znajdziecie TUTAJ.

  • Masło do ciała Bielenda Vegan Friendly z kokosem

Bielenda pozytywnie nas ostatnio zaskakuje – wypuszcza sporo kosmetyków z dobrym składem, ceną, przyjemną konsystencją i zapachami! To masło bardzo dobrze się u mnie sprawdziło, miało miękką, kremową konsystencję, dobrze się rozsmarowywało i szybko wchłaniało. Nawilżenie było na dobrym poziomie, ale musiałam smarować się albo codziennie, albo co dwa dni – dodam tylko, ze używałam wtedy tych żeli ze zdjęcia, które niestety wysuszały mi skórę.

Kupiłam je na promocji za 6 zł i uważam, że za tę cenę ciężko byłoby znaleźć coś lepszego. Polecam, tym bardziej, że skład jest naprawdę naturalny.

vivhy pianka purete thermale do twarzy, avene płyn micelarny cleanace, dr irena eris cleanology oleożel do demakijażu, avon clearskin blackhead clearing maska, orientana naturalny kremowy peeling żeń szeń i papaja

Produkty do twarzy

  • Pianka do twarzy Vichy Purete Thermale

To pianka, którą otrzymałam na jednym z blogowych spotkań. Niestety nie mogę jej polecić. Pomimo tego, że mam skórę mieszaną przy regularnym stosowaniu zaczęła ją wysuszać. Oczyszczała naprawdę mocno i dogłębnie, mam wrażenie, że naruszała naturalną barierę hydrolipidową naskórka. Była wydajna, ale w tym przypadku nie jest to zaletą. Czasem podrażniała moje oczy. Miała nieprzyjemny zapach, źle mi się kojarzył

Nie polecam, więcej do niej nie wrócę.

  • Płyn micelarny Avene Cleanance

To z kolei dermokosmetyk, który bardzo polubiłam. Miał prosty, nieskomplikowany skład, nie podrażniał oczy i dobrze radził sobie z usuwaniem makijażu twarzy, oczu i ust. Dobrze współgrał z innymi kosmetykami z tej samej serii. Miał przyjemny, świeży zapach.To jeden z tych płynów micelarnych, które będę miło wspominać. Czy do niego wrócę? Nie wiem, mam już swoich ulubieńców, poza tym chciałabym przetestować bardziej naturalne propozycje. Mimo tego, jeśli ktoś lubi dermokosmetyki Avene – szczerze polecam.

  • Oleożel do demakijażu Dr Irena Eris Cleanology

Niesamowicie wydajny kosmetyk, z którego niestety nie byłam w pełni zadowolona. Mimo tego, że jest to oleożel, to średnio rozpuszczał makijaż i gdybym chciała wykonywać ten krok tylko nim, nie posługując się dodatkowo płynem micelarnym musiałabym myć nim twarz dwukrotnie.

Miał mocno perfumowany zapach i czasem potrafił podrażniać przez to oczy. Po kontakcie z wodą zmieniał się w lekką emulsję, ale jego spłukiwanie razem z resztkami makijażu nie należało do najłatwiejszych. Z podkładem i pudrem oraz pozostałymi kosmetykami tego typu radził sobie całkiem dobrze, natomiast schodki zaczynały się przy rozpoczęciu demakijażu okolic oczu. Tusz musiałam zmywać płynem micelarnym, bo ten produkt nie był w stanie do końca go rozpuścić, mimo kilkuminutowego masażu. Nie zamierzam do niego wracać, nie należy do najtańszych kosmetyków, a znam lepsze z tej kategorii.

Pełna recenzja dostępna jest TUTAJ.

  • Maska do twarzy Avon Clearskin Blackhead Clearing Deep Treatment Mask

Kupiłam tę maskę skuszona kilkoma pozytywnymi opiniami moich znajomych. Nie pamiętam, jaki był jej skład, ale na pewno nie należał ani do najlepszych, ani do najgorszych. Maska ta bazowała na glince, więc po kilkunastu minutach zastygała na twarzy. Dobrze oczyszczała skórę, rozjaśniała ją i zdecydowanie zmniejszała ilość zaskórników. Pory po jej użyciu były oczyszczone, a nadmiar sebum ściągnięty. Po jej aplikacji obowiązkowo należało nałożyć na twarz krem, ale dla efektów było warto. Raczej do niej nie wrócę, ale nie był to zły kosmetyk.

  • Naturalny kremowy peeling do twarzy Orientana z papają i żeń-szeniem indyjskim

To mój hit wśród peelingów – połączenie mechanicznego i enzymatycznego złuszczania. Jego działanie jest bardzo intensywne, więc odpada w przypadku cer wrażliwych i naczynkowych, ale na mojej mieszanej sprawdzał się świetnie. Dokładnie złuszczał naskórek i oczyszczał pory, a także przyczyniał się do blednięcia blizn i zmian – w przypadku długofalowego stosowania z innymi produktami o podobnych właściwościach. Stosowany raz w tygodniu pomaga rozprawić się z suchymi skórkami. Jest dość drogi, jak na kosmetyk dostępny w drogeriach, ale całkowicie wart swojej ceny – będę do niego od czasu do czasu wracać – szczególnie jesienią.

Więcej pochlebstw znajdziecie w TYM wpisie.

la roche posay żel krem suchy w dotyku anthelios, bielenda serum zielona herbata, postquam krem pod oczy dna, la roche posay krem effaclar H, serum vichy slow age, rapan beauty maski

  • Filtr La Roche Posay Anthelios, żel krem suchy w dotyku

To jeden z moich ulubionych filtrów, niestety zawiera chemiczny filtr przenikający, dlatego postanowiłam z niego zrezygnować. Ma bardzo wygodne opakowanie z pompką, dzięki której można dozować odpowiednią ilość kosmetyku. Po kilkunastu minutach rzeczywiście twarz była bardziej matowa, chociaż nadal lekko się świeciła – bardziej chodziło o to, że nie była lepka. Makijaż dobrze się na nim trzymał i nie spływał zbyt szybko. Filtr dobrze chronił mnie przed promieniowaniem, ponieważ wtedy, kiedy go stosowałam nie pojawiło się u mnie żadne przebarwienie spowodowane słońcem, a te potrądzikowe nie ściemniały i nie utrwaliły się. Wydaje mi się, że będę szukać dla niego zamiennika i już do niego nie wrócę. Szkoda, bo zdążyłam zużyć dwa opakowania i naprawdę się z tym kosmetykiem polubiłam.

  • Mini maski do twarzy Rapan Beauty

Kiedy otrzymałam do testów dużą maskę ze śluzem ślimaka, te były dołączone do zestawu. Taki maluszek starczy na dwa użycia – w sam raz, by zapoznać się z kosmetykiem i stwierdzić, czy nas nie uczula i ma takie działanie, jakiego byśmy po nim oczekiwały. Maski dobrze oczyszczają skórę, lekko ją peelingują i pozostawiają miękką w dotyku. Myślę, że już kilkakrotnie powtarzałam, że maski Rapan Beauty są, moim zdaniem, najlepszymi gotowymi glinkami na rynku. Kiedy tylko wykończę zapasy na pewno do nich wrócę. Byłam bardzo zadowolona z działania żółtej wersji, pełną opinię przeczytacie w tym wpisie – LINK.

  • Serum do twarzy Bielenda z zieloną herbatą

Seria z zieloną herbatą od Bielendy jest bardzo udana – recenzowałam kilka produktów, w tym serum, więc jeśli macie ochotę o nich poczytać, zapraszam TUTAJ. By krótko podsumować to, co tam napisałam, powiem, że to serum działa na skórę rozświetlajaco, rozjaśnia blizny i wspomaga nas w walce z niedoskonałościami. Bardzo podobała mi się w nim obecność niacynamidu, czyli witaminy B, która ma wszechstronne działanie i sprawdza się dobrze na każdym typie skóry. To bardzo dobre drogeryjne serum, na pewno do niego wrócę.

  • Serum do twarzy Vichy Slow Age

Niestety przereklamowany produkt ze słabym składem. Już pierwszy rzut oka na skład zdradza słabe strony – przede wszystkim filtr przenikający, których teraz staram się w swojej pielęgnacji unikać. Serum dobrze nawilżało skórę, ale nie zauważyłam dodatkowego napięcia czy spektakularnego jej ujędrnienia. Na początku skradło moje serce i trafiło do ulubieńców, ponieważ jako jeden z nielicznych kosmetyków nawilżających mnie nie zapychał. Wracając do wad – bardzo, ale to bardzo podrażniał oczy – dosłownie po nim płakałam. Pół butelki wylądowało w koszu – mówi się trudno, ale nie zamierzam stosować kosmetyków, które mi szkodzą.

Pełną analizę składu znajdziecie w TYM wpisie.

  • Krem La Roche Posay Effaclar H

To apteczny krem ze średnim składem, jednak idealnie spisujący się w przypadku skór podrażnionych kuracjami dermatologicznymi. Jest lekki, ale jednocześnie treściwy, dobrze się wchłania, ale pozostawia na skórze przyjemną, ochronną warstwę. Nie podrażnia, nie powoduje pieczenia, pomaga ukoić zirytowaną, zaczerwienioną skórę. Świetnie sprawdzał się u mnie w okresie, w którym stosowałam retinoidy. Jeśli naturalne kosmetyki Was wtedy podrażniają, nie są skuteczne lub zapychają – zastanówcie się nad nim, ja byłam bardzo zadowolona.

  • Krem pod oczy Postquam Global DNA

To krem, który znalazłam w pudełku Liferia. Konsystencją bardziej przypomina żel i niestety… Nie robi praktycznie nic. W sezonie „uczelnianym” maluję się minimum 5 razy w tygodniu – wtedy pod oczami lądują korektory – zazwyczaj cięższe, bo narzekam na przebarwienia w tej okolicy. Podczas stosowania tego kremu moja skóra nie była odpowiednio chroniona i skończyło się to nieprzyjemny uczuciem ściągnięcia i przesuszeniem. Na początku był okej, ale im dłużej go stosowałam, tym mniej byłam zadowolona. Z tego co mi się wydaje jest bardzo drogi, tym bardziej lepiej nie wydawać na niego niebotycznych sum.

Jak oceniacie moje zużycia? Znacie któryś z kosmetyków, które Wam przedstawiłam?
Pozdrawiam!

Spodoba Ci się także: