PROJEKT DENKO

PROJEKT DENKO LUTY 2018 | PIELĘGNACJA GÓRĄ

13 marca 2018
PROJEKT DENKO LUTY 2018 5

Hejo!

Ach, jak ten czas szybko leci – wydaje się, że niedawno wróciłam z ferii na uczelnię, a tak naprawdę minął już prawie miesiąc – po raz kolejny uświadomiłam sobie, że zaraz sesja – mrugnę okiem i będzie czerwiec… Z jednej strony cieszę się na nadchodzącą wiosnę (którą coraz bardziej czuć w powietrzu) i lato, a z drugiej trochę się tego wszystkiego obawiam.

Korzystając z wolnej chwili chciałabym przedstawić Wam kilka kosmetyków, które udało mi się zużyć w tamtym miesiącu. Na temat kilku z nich pisałam już na blogu, ale część z nich będzie miała swoją premierę. Przyznam, że znalazło się tu też kilka takich, za którymi naprawdę będę tęsknić i zastanawiam się nad powróceniem do ich stosowania. To jak, jesteście ciekawi? Zapraszam!

PROJEKT DENKO LUTY 2018 1

Kosmetyki do ciała

MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA, KULA DO KĄPIELI NAGIETEK I CYNAMOM

Na temat tych kul pisałam już na blogu, poświęciłam im nawet osobny artykuł – na tyle mi się spodobały, że stwierdziłam, że szkoda byłoby ich Wam nie przedstawić. Z tej dwójki zdecydowanie bardziej polubiłam wersję cynamonową, chociaż i do nagietka mogłabym wracać – nic mi w nim nie przeszkadzało, ale wiem, że nie każdy przepada za pływającym w wannie kawiatowym suszem.

Kule nawilżają i natłuszczają skórę, nadają wodzie pielęgnacyjnych właściwości i, przede wszystykim, pięknie pachną. Kąpiel w ich towrzystwie można nazwać relaksem – uwielbiam umilać tak sobie chłodne wieczory. Mają przyjazny dla skóry skład, bazują na naturalnych składnikach, olejach i ekstraktach. Nie tworzą piany, ale mi to osobiście nie przeszkadza. Półkule od MDM nie były drogie i mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję przetestować resztę zapachów.

  • Wpis na ich temat znajdziecie pod TYM linkiem.

PROJEKT DENKO LUTY 2018 2

Kosmetyki do włosów

GLISS KUR HAIR REPAIR, SERUM NA KOŃCÓWKI DO CODZIENNEGO STOSOWANIA

To kosmetyk, którego niestety nie udało mi się zużyć w całości. Dostałam go kiedyś na Meet Beauty i o ile na początku byłam zadowolona z jego działania, tak po kilku tygodniach zauważyłam, że moje włosy oczekują ode mnie innej pielęgnacji. Przede wszystkim to serum zbyt mocno obciążało końce, więc pod koniec tygodnia zaczynały się one strączkować i nie wyglądało to niestety estetycznie. Na co dzień sięgam po delikatne szampony, które nie radziły sobie z dokładnym zmyciem z włosów tego produktu. Bardzo lubię mgiełki (odżywki bez spłukiwania) tej marki, więc miałam co do niego spore nadzieje. Ostateczie połowa wylądowała w koszu. Dla bardziej zniszczonych włosów będzie jak znalazł, jeśli macie natomiast cienkie i lekkie kosmyki – szukajcie czegoś innego. Na koniec dodam, że serum miało przyjemny zapach, a w składzie, oprócz silikonów, oleje.

COSNATURE, REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW AWOKADO I MIGDAŁ

To już drugie zużyte przeze mnie opakowanie tej maski. Jedną zdobyłam dzięki Liferii, druga przywędrowała do mnie w paczce od Meet Beauty. Moje włosy bardzo ją polubiły. Były szczególnie zadowolone, kiedy stosowałam ją w największe mrozy – oleje skutecznie chronią przed nim włosy i zapobiegają uszkodzeniom – podobnie jak silikonowe sera. Maska miała naturalny, przyjemny, ale nieco mdły zapach, który na szczęście nie utrzymywał się zbyt długo na włosach. Jej skład był świetny, bazowała na oleju migdałowym i awokado, spokojnie można zaliczyć ją do grona kosmetyków naturalnych. Bez problemu udawało mi się spienić ją na włosach, mimo tego, że jej konsytencja była raczej gęsta. Po jej zastosowaniu były one gładkie, lśniące i bardzo miękkie. Maska nie powodowała u mnie szybszego przetłuszczania się włosów, ale nie aplikowałam jej przy skórze głowy. Czuję, że kiedyś jeszcze do niej wrócę i na tych dwóch opakowaniach się nie skończy. Kosmetyki Cosnature możecie znaleźć w Hebe, maska kosztuje około 20 zł, ale jest kosmetykiem wydajnym.

IDEA TOSCANA, SZAMPON NORMALIZUJĄCY DO WŁOSÓW

Szampon, który znalazłam w jakimś kosmetycznym pudełku. To miniaturka, ale całkiem wydajna. Myślałam, że będzie należał on do kategorii tych lekkich i delikatnych, ale okazało się, że w składzie ma SCS (Sodium Coco Sulfate), więc używałam go raz w tygodniu do mocniejszego oczyszczenia skóry głowy. Pachniał ziołowo, specyficznie, ale nie był to nieprzyjemny aromat. Bardzo dobrze się pienił i doczyszczał włosy i skórę głowy. Powodował lekkie ich usztywnienie, ale w moim przypadku to zaleta, a nie wada – włosy były bardziej odbite u nasady i zyskały na objętości. To średniaczek, raczej nie kupię pełnowymiarowego opakowania, bo z tego co pamiętam cena była wysoka, ale przyjemnie mi się go używało.

PROJEKT DENKO LUTY 2018 3

Kosmetyki do twarzy

MARION, MASKA DO TWARZY GRANAT I SZPINAK + PIETRUSZKA

Maski te upolowałam kiedyś w Biedronce za zawrotną sumę 1,30 zł. Nie mam w swoich zbiorach zbyt wielu masek nawilżających, kremowych, bo jeszcze do niedawna wcale się u mnie nie sprawdzały i powodowały zapychanie skłonnej do tego skóry. Postanowiłam je przetestować, tym bardziej, że nie miały w składzie żadnych składników, które od razu powoduja u mnie eliminację danego produktu.

Maska z granatemmiała być teoretycznie przeznaczona do cery naczynkowej i zmęczonej, miała przede wszystkim wzmacniać drobne naczynka krwionośne znajdujące się w naszej skórze. Użyłam ją wtedy, kiedy moja skóra była zaczerwieniona i podrażniona oczekując, że maska zniweluje to nieprzyjemne uczucie. Kiedy ją zaaplikowałam przyjemnie otuliła skórę. Nie spowodowała pieczenia czy dodatkowej irytacji. Nie spowodowała zapchania porów. Po zmyciu skóra była miękka, dobrze nawilżona i mniej zaczerwieniona. Szału nie było, ale na pewno złagodziła część problemu.

Maska ze szpinakiem i pietruszką miała skórę detoksykować i odżywić. Do tematu detoksykacji podeszłam sceptycznie, liczyłam natomiast na nawilżenie, bo postanowiłam zastosować ją wtedy, kiedy moja twarz była sucha i ściągnięta (skutek białostockich mrozów), a dodatkowo poszarzała przez kontak z niezbyt dobrej jakości powietrzem. Ta maska również miała kremową konsystencję i przyjemnie pachniała. Przyniosła mojej skórze uczucie ulgi i dobrze ją natłuściła i nawilżyła. W jej przypadku również nie zauważyłam negatywnych efektów w postaci zapychania.

Te maski nie robią efektu WOW, ale są okej do codziennego użytku lub przy mniej wymagającej skórze. Mam jeszcze kilka wersji i przetestuję je z przyjemnością.

AVON, CLEAR SKIN PORE PENETRATING BLACK MINERAL MASK, MASKA OCZYSZCZAJĄCA PORY

Maskę tę kupiłam już dawno temu, ale długo stała nie otwarta i na szczęście nie minęła jej data ważności, więc mogłam ją bez obaw zużyć. Nie ma idealnego składu, ale słyszałam na jej temat sporo dobrych opinii i postanowiłam zaryzykować. Maska ma konsystencję średnio gęstej pasty, która po nałożeniu na twarz po kilku minutach zastyga tak, jak ma to w zwyczaju najprostsza maska glinkowa. Przyjemnie pachnie, ale nie jest to zapach na tyle intensywny, by podrażniał oczy czy nos. Maska po aplikacji nie szczypie, nie chłodzi, podczas zasychania ściąga skórę. Bardzo dobrze oczyszcza skórę i działa na zaskórniki jak magnes – po jej wyschnięciu widać na jej fakturze mnóstwo drobnych kropek – szczególnie w okolicach nosa i brody. Usuwa z porów zanieczyszczenia, ściąga ze skóry nadmiar sebum, ale nie jest agresywna i nie powoduje silnego przesuszenia skóry. Polubiłam ją i, choć do niej nie wrócę, to byłam zadowolona z jej działania. Kosztowała niewiele, więc jeśli macie ochotę możecie ją wypróbować.

RESIBO, PŁYN MICELARNY

To jeden z moich ulubionych produktów z tego projektu denko. Pisałam już o nim na blogu i do samego końca moja opinia nie uległa zmianie. Był bardzo skuteczny, nie spodziewałam się, że natralny micel bez problemu usunie tradycyjny tusz czy podkład. Działał na resztki makijażu jak taśma, szybko i bezproblemowo ściągając je z twarzy. Atomizer sprawiał, że tonik ten był bardzo wydajny, taka mała butelka starczyła mi prawie na 2,5 miesiąca używania, co jest całkiem dobrym wynikiem. Miał średnio przyjemny, ziołowy zapach, który szybko odparowywał i nie utrzymywał się długo na skórze twarzy. Micel pozostawiał lekko lepką warstwę na skórze, ale i tak zmywałam go żelem na bazie wody. To naprawdę skuteczny produkt, za którym będę tęsknić. Dla niektórych minsem może być jego cena, ale skład, opakowanie i wydajność kompensują tę sumę. Poza tym jest dostępny w Super Pharm i można upolować go na promocji.

  • Pełną recenzję tego produktu oraz kremu odżywczego znajdziecie w TYM wpisie.

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO [+] SPF 30, KREM ZWALCZAJĄCY NIEDOSKONAŁOŚCI Z FILTREM

Produkty LRP są jednymi z moich ulubionych, jeśli chodzi o dermokosmetyki. Oprócz żelu z serii Effaclar żaden z nich nie zrobił mi krzywdy, i choć zrezygnowałam z kremów na dzień, ciągle sięgam po ich filtry, które nie mają sobie równych. Jeśli chodzi o krem Effalcar Duo [+] używałam go codziennie od kilku lat, robiąc sobie dłuższe lub krótsze przerwy. Skoro tak dobrze się u mnie sprawdzał, postanowiłam wypróbować jego nowszą wersję z filtrem. Zimą nie zawsze mam ochotę na aplikację kolejnej warstwy, tym bardziej, że nie złyszczam skóry tak intensywnie jak kiedyś i do tematu filtrów podchodzę z większym luzem. Krem był całkiem dobrą alternatywą, szczególnie na chłodniejsze miesiące, kiedy na niebie przeważają chmury, a po wyjściu z domu nie atakuje nas upał. Effaclar Duo [+] z filtrem ma cięższą konsystencję od tradycyjnej, nieco żelowej wersji. Jest kremowy, nieprzejrzysty, ale nie ma tendencji do smużenia i bielenia twarzy. Nie rozjaśnia nas, nie roluje się, jego aplikacja przebiega raczej bezproblemowo. Nie zauważyłam, by zastygał. Przez to, że zawierał filtry, twarz po nim błyszczała się mocniej, niż po starszym bracie, ale nie wzmagał u mnie produkcji sebum. Polubiłam go, ale chyba bardziej wolę lżejszą odsłonę – jej konsystencja bardziej mi odpowiadała. Patrząc na moją skórę i brak przebarwień posłonecznych muszę stwierdzić, że pod względem ochorny dobrze spełniał swoje zadanie. Nie był też komedogenny. To dobry produkt i może jeszcze kiedyś do niego wrócę.

PS Z tego co pamiętam zawiera w składzie alkohol denat., więc wysusza skórę mocniej, niż tradycyjna wersja. W moim przypadku suche skórki były widocznie szczególnie w okolicy nosa. Zwróćcie na to uwagę.

ETJA, OLEJEK Z DRZEWA HERBACIANEGO

Olejek z drzewa herbacianego służy mi do walki z wypryskami. Działa przeciwzapalnie i antyseptycznie, więc doskonale sprawdzi się w walce z niedoskonałościami – czy tymi ropnymi, czy hormonalnymi – w moim przypadku zdecydowanie przyspiesza proces gojenia się tych drugich. Aplikowany na skórę w tak wysokim stężeniu może mocno wysuszać, dlatego warto połączyć go z olejem bazowym – np. z jojoba, konopnym lub z czarnuszki. Zużyłam całe opakowanie, kolejne czeka już na mnie w szafce. Te z Etji są bardzo dobrej jakości, możecie znaleźć je w aptekach – polecam!

AHAVA, ESSENTIAL DAY MOISTURIZER, KREM NAWILŻAJĄCY DO TWARZY

Krem na bazie emoleintów, niby lekki, a pozostawiający na skórzę wyczuwalną, ale niezbyt tłustą i lepką warstwę. To miniaturka, ale straczyła mi na naprawdę długo. Początkowo stosowałam ją ja, później mój chłopak i oboje byliśmy z tego kremu zadowoleni. Kiedy moja skóra była odowdniona i podrażniona przyjemnie ją koił i widocznie nawilżał. Nie zauważyłam, by powodował powstawanie nowych wyprysków czy zaskórników. Na pewno nie sprawdzi się u wszystkich, ponieważ zawierał sporo emoleintów, które były dość ciężkie i obciążające. Nadawał się i na dzień, pod makijaż, i na noc. Kosmetyki Ahava możecie znaleźć w drogeriach Super Pharm.

PROJEKT DENKO LUTY 2018 4

Kojarzycie produkty z tego projektu denko? Możecie polecić coś ciekawego do wypróbowania?
Pozdrawiam!

Spodoba Ci się także: