KOSMETYKI PIELĘGNACJA

ORIENTANA | NATURALNY KREMOWY PEELING PAPAJA I ŻEŃ-SZEŃ INDYJSKI

20 marca 2018
ORIENTANA KREMOWY PEELING DO TWARZY PAPAJA I ŻEŃ-SZEŃ 1

Cześć!

Peelingowanie skóry to bardzo ważny etap mojej pielęgnacji. Skórę skłonną do zapychania, rogowaciejącą i pokrytą przebarwieniami i bliznami powinno się regularnie złuszczać. Przy wyborze peelingu kierujemy się oczywiście osobistymi preferencjami, ale i typem skóry – przy naczynkowej, wrażliwej i z ropnymi wypryskami wybierzemy raczej peelingi enzymatyczne, a przy normalnej czy tłustej można pokusić się o te mechaniczne – silniejsze, bądź słabsze, zależy czego od danego kosmetyku oczekujemy.

Chciałabym przedstawić Wam odkrycie ostatnich kilku miesięcy w kwestii złuszczania skóry. Już na wstępie zdradzę Wam, że peeling z papają i żeń-szeniem indyjskim z Orientany skradł moje serce. Jeśli ciekawi Was, dlaczego – zapraszam do dalszej części wpisu.

ORIENTANA KREMOWY PEELING DO TWARZY PAPAJA I ŻEŃ-SZEŃ 2

Co obiecuje producent?

Producent zapewnia nas, że jest to produkt naturalny na bazie roślinnych wyciągów, olei i naturalnych cząstek peelingująych. Swoją konsystencję zawdzięcza masłu shea. Natłuszcza i pielęgnuje skórę dzięki olejom, a papaina i zmielone łupiny mechanicznie i enzymatycznie likwidują martwy, suchy naskórek. Ma działanie wybielające, nawilżające, odmładzające. Dodaje skórze energii. Wygładza ją i oczyszcza, a dodatkowo wspiera skórę w procesach gojenia się.

Na pierwszy rzut oka…

Peeling w sklepie zakpakowany jest nie tylko w karton, ale także ochronną foie, która zabezpiecza go przed niechcianym, wcześniejszym otwarciem. Mamy pewność, że kupujemy nowy, nieużyty wcześniej przez nikogo kosmetyk. Na satynowym kartoniku znajdują się wszelkie niezbędne informacje – obietnice producenta, sklad INCI, sposób stosowania oraz PAO, które wynosi 3 miesiące. Kosmetyk, zgodnie z tym, co zostało umieszczone na opakowaniu, nie jest testowany na zwierzętach oraz jest odpowiedni dla wegan i wegetarian. Producent zaleca, by peelingu używać 1-2 razy w tygodniu.

Sam peeling umieszony jest wplastikowym, zakręcanym słoiczku o pojemności 50 gramów. Mam ten peeling dłużej, niż 3 miesiące, ale jego własciwości się nie zmieniły, więc nadal go używam. Szata graficzna jest dość prosta, ale przyjemna dla oka i estetycznie wykonana. Motywem przewodnim jest tu oczywiście kolor pomarańczowy kojarzący się z papają.

ORIENTANA KREMOWY PEELING DO TWARZY PAPAJA I ŻEŃ-SZEŃ 3

Analiza składu

Aqua (woda), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy, bogaty w witaminę E, która działa antyoksydacyjnie; to emolient, wygładza i zmiękcza skórę), Caprylic/Capric Tri-glyceride (trójgliceryd kaprlowo-kaprynowy, pochodzi z oleju kokosowego, jest emolientem zmiękczającym skórę), Glyceryl Stearate (stearynian glicerolu, kolejny emolient wykazujący działanie okluzyjne), Prunus Ameniaca Shell Powder (puder z pestek moreli, działa jako składnik ścierający tego peelingu, pozwala pozbyć się martwego naskórka), Juglans Regia Shell Powder (puder ze strartej łupiny orzecha włoskiego, kolejny materiał ścierny), Plant Glycerin (gliceryna roślinna, jest humektantem, ma zdolność wiązania wilgoci w naskórku, więc działa nawilżająco), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea, bogate jest w witaminy A, E, F, pomaga zregenerować skórę, wpływa na procesy odnowy naskórka, zmiękcza go, natłuszcza i wygładza; jest bardzo delikatnym masłem), Stearic Acid (kwas staerynowy, nasycony kwas tłuszczowy, pozostawia na skórze ochronną warstwę okluzyjną), Withania Somnifera Root Extract (ekstrakt z korzenia witani ospałej (ashwagandha), czyli znanego nam żeń-szenia; ceniony składnik przez swoje właściwości odmładzające, przeciwzapalne, a jednocześnie odżywcze i regenerujące), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej migdałowy, zmiękcza naskórek, wspomaga odbudowę warstwy hydrolipidowej naskórka, zawiera witaminy A, B, D i E), Carica Papaya Leaf Extract (ekstrakt z papai, ma działanie złuszczające, ale także przeciwdziała powstawaniu przebarwień sprzyjając równomiernemu rozkładowi melaniny w skórze; wygładza skórę i przywraca jej zdrowszy i bardziej jednolity koloryt; dzięki zawartości papainy działa jak peeling enzymatyczny), Isopropyl Myristate (emolient suchy, pozostawia skórę jedwabistą w dotyku), Glyceryl Caprylate (emolient tłusty, pozostawia na skórze ochronny film), Cetylalcohol (emolient tłusty, natłuszcza skórę i tworzy na jej powierzchni warstwę okluzyjną), Citrus Grandis Seed Extract (ekstrakt z nasion grejpfruta, ma działanie antyseptyczne i ściągające, działa na skórę tonizująco i zapobiega rozwojowi bakterii, grzybów i wirusów, dodatkowo bogaty jest w witaminę C, która wyrównuje koloryt skóry i wzmacnia delikatne naczynka krwionośne), Sesamum Indicum Oil (olej sezamowy, działa silnie przeciwutleniająco), Crocus Sativus Oil (olej szafranowy, kolejny silnie antyoksydacyjny), Persea Gratissima Oil (olej awokado, pozytywnie wpływa na procesy regeneracji i odnowy naskórka i tkanki łącznej w skórze właściwej, bogaty w antyoksydanty i witaminy z grupy B oraz witaminy A, D, E), Ethylene Glycol Monostreate (środek konsystencjotwórczy), Santalum Album Oil (olej z drzewa sandałowego, ogranicza swędzenie, działa przeciwbakteryjnie), Aquaxyl (pozytywnie wpływa na równowagę wodną w skórze), Daucus Carota Oil (olej z nasion marchwi, działa silnie natłuszczająco i regenerująco), Triticum Vulgare Germ Oil (olej z kiełków pszenicy, silnie natłuszcza skórę), Citric Acid (kwas cytrynowy, konserwant), Sodium Benzoate (benzoesan sodu, konserwant), Potassium Sorbate (sorbinian potasu).

Jak sami widzicie skład jest naprawdę bardzo dobry. Znalazło się w nim kilka ciekawych olei, a poza tym także ciekawe ekstrakty – chociażby ten z papai, który zawiera enzym papainę i pozwala na enzymatyczne złuszczenie martwych komórek naskórka znajdujących się w jego warstwie rogowej. To, co zasługuje na pochwałę to fakt, że nie znalazł się w nim żaden składnik, który mam na czarnej liście. Nawet konserwanty są odpowiednie do stosowania w kosmetykach naturalnych. Plusem jest też to, że peeling nie zawiera licznych substancji zapachowych, które często są potencjalnymi alergenami. Po zapoznaniu się z INCI widać, że peeling, oprócz złuszczania, ma także pielęgnować naszą skórę.

ORIENTANA KREMOWY PEELING DO TWARZY PAPAJA I ŻEŃ-SZEŃ 4

Dane techniczne – konsystencja, wydajność, dostępność, zapach i cena.

Peeling ma bardzo kremową i dość gładką konsystencję. Jest gęsty, ale nie na tyle by ciężko było rozprowadzać go po skórze. Choć zawiera sporą ilość maseł i olei nie nazwałabym go tłustym. Baza jest naprawdę dobrze wyważona. Peeling ma jasny, żółto-pomarańczowy kolor, drobinki są natomiast rude i brązowe.

Tak jak wspomniałam na początku, staraczy na dłużej, niż zasugerowane przez producenta 3 miesiace. Nie żałuję go sobie, używam raz w tygodniu i nadal nie chce zniknąć z opakownaia. Jak widać na zdjęciach pozostało mi go niewiele – myślę, że za dwa tygodnie zniknie całkowicie. Staram się przypomnieć sobie, ile leży w mojej kosmetyczce, ale nie jestem w stanie – obstawiam 4-4,5 miesiaca – na pewno towarzyszył mi w zimowych miesiącach.

Jeśli chodzi o zapach, jest neutralny – ani przyjemny, ani niemiły. Czuć, że producent nie dodał tu substancji zapachowym. Mi przypomina ona zapach różnych oleji z domieszką czegoś ostrzejszego. Na szczęście nie jest wyczuwalny po zmyciu, więc nie ma na co narzekać. Mimo tego, że lubię ładnie pachnące kosmetyki jestem mu to w stanie wybaczyć przez wzgląd na jego działanie.

Produkty Orientany dostępne sa w wielu miejscach w sieci, ja swój peeling kupiłam jednak stacjonarnie – udało mi się znlaeźć go w Hebe. Kosztuje około 25-30 złotych, więc nie jest to najniższa cena, ale jest na tyle wydajny, że jest ona uzasadniona. Słoiczek wydaje się niewielki, ale kryje w sobie ciekawy kosmetyk.

ORIENTANA KREMOWY PEELING DO TWARZY PAPAJA I ŻEŃ-SZEŃ 5

Moja opinia

Peeling kupiłam jakiś czas temu, kiedy skończył się mój ulubieniec z Nacomi z korundem. Miałam już dwa peelingi z tej serii, chciałam prztestować więc coś nowego, ale jednocześnie mniej lub bardziej naturalnego – coraz mocniej ciągnie mnie w stronę naturalnych produktów. Podczas wizyty w Hebe zauważyłam, że wprowadzili do oferty kosmetyki znanej mi marki – Orientany. Postanowiłam poszukać wśród nich peelingu, znalazłam kilka rodzajów tych kremowych i zdecydowałam się na gagatka z papają i żeń-szeniem, który wydał mi się najbardziej odpowiedni do mojej skłonnej do zapychania skóry z przebarwieniami i bliznami.

Pierwsze, co przemówiło na jego korzyść to przyjemny skład. Lubię, gdy kosmetyki spełniają na raz kilka funkcji. Ten peeling oprócz złuszczania nawilża i natłuszcza skórę, przez co jest ona po zastosowniu miękka i przyjemna w dotyku. Cena i dostępność też są jak najabrdziej okej, nie mam się do czego przyczepić, nawet gdybym chciała.

Peeling w słoiczku wygląda niezporonie – na bardzo kremowy, zawierający sporą ilość drobinek o różnym rozmiarze. Myślałam, że będzie delikatniejszy od korundowego peelingu Nacomi, który w moim odczuciu był produktem silnie złuszczającym. Okazało się, że jego „moc” jest jeszcze większa, więc wrażliwcy – uważajcie na niego.

Jak stosuję peeling? Lekko zwilżam skórę twarzy, by papaina miała szansę zadziałać, aplikuję go na skórę w dość sporej ilości i lekko ją masuję. Drobinki nie są ostre, więc nie podrażniają i nie drapią skóry. Po minucie masażu zostawiam go na skórze przez kolejne 2-3 minuty, by część enzymatyczna mogła ruszyć do roboty. W tym czasie pojawia się, w moim przypadku, lekkie pieczenie, czasem mocniejsze, kiedy skóra jest podrażniona. Jeśli wiem, że jest ono zbyt silne zmywam peeling szybciej, by nie nabawić się podrażnień. Standardowo nie mam z tym jednak problemów i jestem w stanie wytrzymać założony na początku czas.

Zmywa się dość szybko, ale należy użyć sporych ilości wody, by dokładnie pozbyć się wszystkich drobinek i nadmiaru kremu. Moja skóra po jego zastosowaniu jest zaczerwieniona, szczególnie w tych miejscach, gdzie mocniej pocierałam ją podczas pierwszego etapu tego „zabiegu”. Podrażnienie mija mniej więcej po godzinie, skóra wycisza się i czerwony odcień znika.

Co do samych efektów – praktycznie wszystkie suche skórki sa po jego zastosowaniu usunięte. Czasem zostaja jakaś oporna na nosie, ale z nimi mam większy problem. Pory są oczyszczone, lekko zwężone przez to, że nie są tak obładowane sebum, które wcześniej je zapychało. Skóra jest miękka, delikatna, wygładzona, po jego zastosowaniu mam ochotę ciągle ją dotykać. Dobrze toleruje nakładaną na nią pielęgnację, a ona lepiej się później wchłania.

Przy regularnym zastosowaniu wraz z innymi kosmetykami zauważyłam, że moje przebarwienia zbledły, a nowe znikają znacznie szybciej.

To jeden z najlepszych peelingów jakie miałam, śmiało mogę go nazwać tym ulubionym. Myślę, że będę do niego wracać, bo lubię raz w tygodniu zastosować tak silnie działający produkt. Spodoał mi się fakt, że przy lekkim tylko tarciu i pozostawieniu na kilku minut złuszcza to, co powinien. Dodatkowo pielęgnuje skórę natłuszczając ją i nawilżając. To kosmetyk wielozadaniowy, dla osób lubiących silne złuszczanie.

Komu bym go nie poleciła? Osobom z wrażliwą skórą, aktywnym trądzikiem i cerą naczynkową. Zastosowany na skórze z takimi problemmai mógłby tylko pogorszyć sprawę – lepiej wtedy wybrać coś bardziej delikatnego. U mnie się sprawdził i na pewno w przyszłości sięgnę po kolejną sztukę.

Wolicie mechaniczne czy enzymatyczne peelingi? Wykonujecie je raz w tygodniu, czy częściej? Lubicie markę Orientana?
Pozdrawiam!

Wpis nie jest sponsorowany, produkt kupiłam sama.

Spodoba Ci się także: