LILY LOLO | RÓŻ MINERALNY | (YOU ARE MY) CANDY GIRL

Cześć!

Kto z Was kojarzy piosenkę, której słowa brzmią mniej więcej tak: „Sugar, ah honey, honey, You are my candy girl…”? Pewnie większość, bo swego czasu był to wielki hit, później wykorzystywany również w reklamach. Chciałabym opowiedzieć Wam dziś o różu mineralnym od Lily Lolo, który idealnie wpisuje się w klimat tego utworu i kojarzy się z nim bez dwóch zdań! Zapraszam na recenzję i prezentację swatchy.


LILY LOLO | RÓŻ MINERALNY | CANDY GIRL 2

Jak określa go producent?

Według Lily Lolo i Costasy jest to dość chłodny i jasny róż o połyskującym wykończeniu. Powinien pasować wszystkim karnacjom, ale z moich obserwacji wynika, że o wiele lepiej będzie wyglądał na bladych osobach.

Kilka słów o opakowaniu

Kosmetyki Lily Lolo zapakowane są w białe, matowo-satynowe kartoniki, na których znajdują się wszelkie niezbędne nam informacje – krótkie przedstawienie produktu, jego nazwa i odcień, pełny skład INCI i oczywiście PAO, czyli czas po otwarciu kosmetyku, w jakim jest on przydatny do stosowania. W przypadku kosmetyków mineralnych jest to data umowna – jeśli nie zawierają dodatków organicznych, czyli na przykład olei – można spokojnie stosować je przez kilka lat – bez „żywej” pożywki nie powinny namnażać się w nich bakterie i inne drobnoustroje.

Sam róż znajduje się w płaskim słoiczku z otwieranym sitkiem. Pozwala to dozować na wieczko odpowiednią, niewielką jego ilość. Gramatura – 3g w 20 mililitrowym, okrągłym pudełeczku. Wykonane jest ono z oszronionego plastiku.

LILY LOLO | RÓŻ MINERALNY | CANDY GIRL 3

Skład INCI

MICA – mika, to minerał, który ma naturalną zdolność odbijania światła. Rozświetla skórę i nadaje jej promienny i zdrowy wygląd. [+/- CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 75470 (CARMINE)] – barwniki, które nadają produktowi odpowiedniej barwy i tonacji.

Jak widzicie, skład jest naprawdę bardzo prosty i przyjazny. Oprócz barwików, które dopuszczone są do stosowania w kosmetykach mineralnych i naturalnych, znajduje się tu tylko mika – również jest to minerał naturalnego pochodzenia. Nic nie powinno podrażniać, zapychać ani powodować dyskomfortu. Taki skład dobrze sprawdzi się zarówno na cerze tłustej, trądzikowej, jak i suchej i wrażliwej.

LILY LOLO | RÓŻ MINERALNY | CANDY GIRL 5

Dane techniczne – pigmentacja, trwałość, dostępność i cena

Róż jest nieco mniej napigmentowany niż inne, które posiadam, jednak jego wykończenie znacznie się od nich różni. Kolor bazowy rzeczywiście jest dość delikatnym, jasnym różem, natomiast chłodny, różowy blask jest widoczny nawet po aplikacji niewielkiej ilości na policzki. Mimo wszystko róż jest widoczny, choć bardziej będzie rzucać się w oczy na jaśniejszych karnacjach. Niestety ciężko uchwycić ten efekt na zdjęciach, na żywo jest o wiele lepiej widoczny i od razu rzuca się w oczy.

Co do trwałości – trzyma się na policzkach od aplikacji po demakijaż – w niczym nie ustępuje pozostałym kosmetykom tej marki. Jeśli mamy tendencję to dotykania twarzy może się lekko ścierać, ale na szczęście nie tworzy przy tym nieestetycznie wyglądających plam. Raczej nie ma tendencji do blednięcia po kilku godzinach, ale po czasie stapia się ze skórą i lepiej z nią „dogaduje”.

Candy Girl możecie kupić między innymi na stronie Costasy.pl lub w showroomie marki w Warszawie na ul. E. Ciołka 17 lok. 10. Produkty te są dobrze dostępne i nie zdarza się, by brakowało któregoś na stanie (oprócz edycji limitowanych).

3 gramy różu kosztują 51.20 zł. Uważam, że to super cena zważywszy na to, jak wydajny jest to kosmetyk i jak długą ma datę ważności. Raczej nie sposób jest go zużyć, tym bardziej, że większość z nas posiada zazwyczaj kilka różów i używa ich naprzemiennie. Stosunek jakości to ceny jak najbardziej na plus.

LILY LOLO | RÓŻ MINERALNY | CANDY GIRL 4

Moja opinia

Róże Lily Lolo są jednymi z moich ulubionych – już kilkakrotnie trafiały do podsumowań miesiąca. Mam je w formie sypkiej i prasowanej i nie mam oporów przed stosowaniem żadnej z tych formuł.  Muszę jednak przyznać, że niewątpliwym plusem sypkich wersji jest mnogość odcieni i wykończeń – jest ich po prostu zdecydowanie więcej.

Candy Girl to bardzo nietypowy i niespotykany odcień, jeden z ciekawszych znalezionych przeze mnie na stronie. To, co go wyróżnia to fakt, że baza jest bardzo delikatna, a blask, którego na pierwszy rzut oka na policzku nie widać, pięknie ujawnia się w promieniach słońca lub w mocniejszym, sztucznym świetle.

Baza jest słabiej napigmentowana, niż w przypadku chociażby Ooh la la, ale dzięki temu róż prezentuje się na policzkach świeżo, delikatnie i dziewczęco. Po aplikacji „słodkiej dziewczyny” nie ma już potrzeby nanoszenia rozświetlacza na szczyty kości jarzmowych – światło i tak „gra” na policzku.

To, co podoba mi się w tych kosmetykach to fakt, że są niesamowicie wydajne i nie powodują podrażnienia czy zapychania mojej skóry. Dzięki nim mam pewność, że nazajutrz nie obudzę się z kilkoma dodatkowymi wypryskami na policzkach, a to, w przypadku cery trądzikowej, naprawdę duża zaleta.

Komu poleciłabym odcień Candy Girl? Dziewczynom i kobietom, które nie boją się różowej poświaty, blasku i świeżości. To świetna propozycja na wiosnę i lato, ale wiem, że nie każdemu może przypaść do gustu. Ja, mimo początkowego zdziwienia i zaciekawienia naprawdę go polubiłam. Kiedy aplikuję na policzki ten róż rezygnuję po prostu z rozświetlacza, stawiam na matowe usta i cieszę się zdrowo wyglądającą cerą.

LILY LOLO | RÓŻ MINERALNY | CANDY GIRL 6

Co sądzicie o takim odcieniu i wykończeniu różu? Preferujecie róże matowe, czy połyskujące?

Pozdrawiam!

ELF NACZI BLOG

36 myśli w temacie “LILY LOLO | RÓŻ MINERALNY | (YOU ARE MY) CANDY GIRL”

    1. Też takie lubię, szczególnie wiosną i latem, kiedy stawiam na minimalizm w makijażu 😀 Ten błyszczy się całkiem mocno, ale niestety na zdjęciach tego w ogóle nie widać :C

  1. Ja lubię róże o każdym wykończeniu 😀 Ten bardzo przypomina mi wypiekany róż z Golden Rose – Terracotta Blush On 07 dokładnie, chociaż jest zdecydowanie mniej napigmentowany i właściwie robi raczej za chłodny różowy rozświetlacz. Ten od Lily Lolo baaardzo mi się podoba. Myślę, że byłby dla mnie idealny 🙂

    1. Też sięgam po róże o rożnym wykończeniu – zależnie od dnia i humoru 😀 Szkoda, że zdjęcia nie oddają uroku tego różu, ponieważ na żywo prezentuje się o wiele lepiej – tu gdzieś na policzku ten blask zaginął, a na co dzień jest widoczny, szczególnie w słońcu 😊

  2. Piękny jest ten róż! Prześlicznie wygląda! Ja z Lili Lolo mam jedynie jasny, waniliowy cień, ale bardzo ładnie wygląda na skórze 🙂

    1. Mam sporo kosmetyków Lily Lolo i większość super się u mnie sprawdza 🙂 Róże są jednymi z ulubionych, ale planuję też powiększyć kolekcję cieni do powiek. A co do samego różu – to taki niespotykany odcień i wykończenie 🙂

    1. Takie odcienie trzeba lubić, więc wcale się nie dziwię 🙂 Musiałabyś najpierw popróbować z próbką, bo nie wiadomo, jak zachowałby się u Ciebie 🙂

    1. Też kiedyś sięgałam po prasowane róże, ale teraz tak przyzwyczaiłam się do minerałów, że nie mam potrzeby wracania do nich 🙂 Podkładów mineralnych mam kilka, ale zimą niezbyt dobrze na mnie wyglądają, bo zazwyczaj mam bardzo suchą skórę :c

    1. Zgadzam się 🙂 Na tych ciemniejszych będzie się brzydko odcinał lub będzie niewidoczny. Do tego tym ciemniejszym cerom bardziej pasują ciepłe odcienie 🙂

  3. Uwielbiam takie dziewczęce kolorki, ten róż prezentuje się ślicznie a mój własnie się kończy… będzie trzeba coś pomyśleć, pozdrawiam 😉

    1. W takim razie możesz przejrzeć propozycje Lily Lolo – jest tam sporo ciekawych odcieni, na które sama poluję 🙂 Mam trzy, ale na tym moja przygoda się pewnie nie skończy 😛 Pozdrawiam 🙂
      PS Mogę poprosić adres Twojego bloga? 🙂

  4. Róż wygląda bardzo ładnie i z pewnością przypadłby mi do gustu. Ostatnio non stop używam sypkiego, mineralnego różu z Neauty w odcieniu Rhubarb Wine -ogromnie mi się podoba, ma niesamowitą trwałość i daje świetny efekt na skórze. Na jego rzecz odstawiłam wszystkie prasowane róże, co swego czasu byłoby nie do pomyślenia 🙂

    1. Mam ten róż gdzieś w szafce i ciągle zapominam o jego istnieniu ) Już w opakowaniu kolor mi się spodobał, a jego formuła też jest ciekawa, bo jakby kremowa i aksamitna 🙂 Muszę go w końcu przetestować 😀
      Też dziwię się temu, że korzystam tylko z sypkich róży – kiedyś w ogóle nie akceptowałam kosmetyków w takiej formie 😛

  5. Trochę się boję połyskujących.. 😉 Ale najprawdopodobniej dlatego, że nie mam absolutnie żadnej wprawy w aplikacji tego typu produktów 😀
    A powiedz.. tak przy okazji.. czy jest jakiś myk, który przedłuża widoczność różu na policzkach? Mam wrażenie, że ten mój Oh La La przestaje być widoczny po kilku godzinach, jak nie krócej O.o Kombinuję jak koń pod górę i nic specjalnie tego faktu nie chce zmienić -.-

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *