REKONSTRUKCJA WŁOSA JOICO K-PAK | RELAKSUJĄCY ZABIEG W DAY SPA MAŁGORZATA BARTOSIEWICZ

rekonstrukcja włosa joico k-pak

Cześć
Jakiś czas temu wygrałam na instagramie Pauli z bloga suchockapaula.blogspot.com voucher na zabieg rekonstrukcji włosa Joico K-Pak w salonie Day Spa Małgorzata Bartosiewicz. Przez brak czasu zdecydowałam się zrealizować go dopiero 5 lipca – po ostatnim egzaminie.
Moje włosy są raczej w dobrej kondycji, ale ostatnio, po zmianie wody jest z nimi gorzej – są bardziej suche i matowe, do tego mają skłonności do puszenia się. A jak zareagowały na taki zbieg? Na czym właściwie polega taka rekonstrukcja? Czy warto się na niego wybrać niezależnie od tego, czy mamy włosy zdrowe, czy nie? Na wszystkie pytania odpowiem w dalszej części wpisu 🙂

REKONSTRUKCJA WŁOSA JOICO K-PAK day spa małgorzata bartosiewicz białystok

REKONSTRUKCJA WŁOSA JOICO K-PAK day spa małgorzata bartosiewicz białystok 2

Na starcie wspomnę Wam o tym, jak wygląda sam salon. Ogromnym plusem jest fakt, że w Day Spa Bartosiewicz sala z fotelami, na której odbywa się właściwe strzyżenie, modelowanie, czy farbowanie, a także zabiegi, jest oddzielona od wejścia osobnym pokojem i korytarzem. Daje nam to pełny komfort i możliwość odprężenia – nikt nie biega, nie stresuje nas, nie otwiera drzwi i nie robi przeciągu. Nie słychać tu głośnych rozmów – można się wyciszyć i zrelaksować. Salon prezentuje się schludnie, wystój jest raczej minimalistyczny. Panuje w nim porządek. Na półkach poustawiane są kosmetyki, z którymi możemy się zapoznać – bliżej przyjrzeć obietnicom producenta czy składowi, ja akurat tę kwestię bardzo cenię.
Moje włosy oddałam w ręce Pani, która stworzyła to miejsce – Małgorzaty Bartosiewicz, która jest instruktorem i miała okazję czesać gwiazdy. Widać, że kocha to, co robi i wkłada w tę pracę serce. Posiada przy tym ogromną wiedzę i chętnie wchodzi w pogawędki na temat włosów (i nie tylko :P). Atmosfera, która panuje w salonie jest miła i przyjemna – na starcie zaproponowano mi coś ciepłego do picia, a podczas zabiegu byłam dokładnie informowana o tym, co dzieje się na mojej głowie.

REKONSTRUKCJA WŁOSA JOICO K-PAK day spa małgorzata bartosiewicz białystok 3

Zabieg rekonstrukcji to cztery kroki, które doprowadzają nas małymi krokami do pięknych, zdrowych i lśniących włosów. Etapy te to:
Krok 1 – OCZYSZCZANIE
Skutecznie usuwa wszelkie mikrozanieczyszczenia. Włosy stają się perfekcyjnie świeże.
Krok 2 – WYGŁADZANIE
Dokładnie wyrównuje powierzchnię. Włosy stają się idealnie gładkie i miękkie.
Krok 3 – REKONSTRUKCJA
Intensywnie odbudowuje i naprawia strukturę. Włosy stają się elastyczne i sprężyste.
Krok 4 – NAWILŻANIE
Dogłębnie nawilża i nadaje elastyczność. Włosy stają się lśniące i podatne na układanie.
W każdym z tych kroków używane były konkretne produkty Joico. Zaczęłyśmy od szamponu, przeszłyśmy przez zakwaszacz, a skończyłyśmy na bogatej masce. Mocno oczyszczający szampon pozbył się z moich włosów zanieczyszczeń, sebum, a także nadbudowanych substancji – protein, czy silikonów niezmywalnych wodą i lekkimi detergentami. Rozchyla on łuski i pozwala składnikom kolejnych produktów przenikać w głąb włosa. Zakwaszacz ma na celu przywrócenie włosom odpowiedniego pH, wpływa też pozytywnie na domykanie wyżej wspomnianych łusek, a przez to wygładzenie włosa i jego blask. Maska zawiera naturalną keratynę wysokiej jakości, pochodzenia zwierzęcego (a nie roślinnego, jak w wielu preparatach drogeryjnych), która jest naturalnym budulcem naszych włosów. Uzupełnia ona ubytki i zniszczenia, dociąża włosy i sprawia, że nie tylko wyglądają zdrowiej, ale takie też są. 

REKONSTRUKCJA WŁOSA JOICO K-PAK day spa małgorzata bartosiewicz białystok

Sam zabieg trwał naprawdę dość długo – myślałam, że wyrobię się w godzinkę, a spędziłam w salonie prawie dwie – dobrze, że zarezerwowałam więcej czasu 😛 Niektóre kroki były powtarzane, a każdy z produktów przebywał na włosach kilka minut – po to, by miał czas zadziałać. Podczas zabiegu możliwy jest masaż – fotele wyposażone są w taką funkcję, dlatego nawet długie minuty, które musimy na nim spędzić nie są niczym uciążliwym – źle znoszę wizyt u fryzjera, bo od miski boli mnie szyja – tu była tak wyprofilowana, że aż tak tego nie odczułam, dodatkowo lekkie wibracje powodowały, że moje zmęczone mięśnie mogły w końcu przestać się spinać 😛 Ważną informacją jest fakt, że przez 48 godzin od zabiegu niewskazane jest mycie włosów.

REKONSTRUKCJA WŁOSA JOICO K-PAK day spa małgorzata bartosiewicz białystok 5

Jakie efekt uzyskałam po zabiegu? Piękne,zadbane i gładkie włosy. Od razu po wyjściu z salonu były dociążone i bardzo lśniące – miałam wrażenie, jakbym wykonała zabieg keratynowego prostowania, a nie rekonstrukcji maską. Sam zabieg nie polegał przecież na wprasowywaniu keratyny we włosy pod wpływem gorącej temperatury – całość przypominała domową pielęgnację – szampon, produkt zakwaszający i maska. Dziś mija 24 dni od zabiegu – to ponad 3 tygodnie. Jak wyglądają więc moje włosy? Niestety dociążenie znikło, ale naturalny, piękny blask nadal jest widoczny. Włosy są mocne, ale lekkie, niestety woda w moim rodzinnym domu przestała mi służyć. Rekonstrukcję włosa od Joico można wykonywać cyklicznie, zależnie od stanu włosów – na rozjaśnianych częściej (np. raz na miesiąc czy dwa), a na farbowanych mniej więcej co 3 miesiące, a na naturalnych nawet co pół roku. Mi sam zabieg się podobał, dobrze jest go zafundować przed jakimś większym wyjściem. Efekty możecie znaleźć niżej.

REKONSTRUKCJA WŁOSA JOICO K-PAK day spa małgorzata bartosiewicz białystok efekty na włosach
1. WŁOSY UMYTE SILNIE OCZYSZCZAJĄCYM SZAMPONEM, BEZ ODŻYWKI, SPUSZONE PO DESZCZU – ZDJĘCIE BEZ FLESZA.
2. WŁOSY PO ZABIEGU REKONSTRUKCJI WŁOSA JOICO K-PAK – ZDJĘCIE BEZ FLESZA.
3. WŁOSY PO ZABIEGU REKONSTRUKCJI WŁOSA JOICO K-PAK – ZDJĘCIE Z FLESZEM.
Wybrałybyście się na taki zabieg? Jak podoba Wam się salon? Co sądzicie o efektach?
Pozdrawiam :*

LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET | NAJMILSZE PĘDZLE ŚWIATA

LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET

Hej!
Pewnie
jak każda z Was zaczynałam od nakładania makijażu palcami. W liceum nie
wyobrażałam sobie używać narzędzi przy malowaniu twarzy, a oczu wtedy
nie podkreślałam.
Myślałam, że to niepotrzebny wynalazek – po co mam
inwestować w coś, co mogę zastąpić czymś, co już posiadam.
Moje
podejście zmieniło się w ostatniej klasie, kiedy bardziej zaczęłam
interesować się tematem urody i po prostu zaczęłam dojrzewać. Brakowało
mi pola do popisu – chciałam próbować różu, cieni
– nakładanie ich za
pomocą dłoni nie jest już tak proste, jak ma się to w przypadku podkładu
czy korektora.
Postanowiłam
zainwestować i zamówić pierwszy zestaw z lepszej, polecanej ogólnie
firmy. Wybrałam znane wszystkim Hakuro – tanie, ale dobrej jakości.
Teraz szukam coraz to nowych, lepszych, miększych – mam potrzebę
testowania i znalezienia ideału. Czy zestaw pędzli Lily Lolo Luxury
Brush Set spełnił moje oczekiwania? Czy stał się moim ulubionym?
Zapraszam na opisz poszczególnych pędzli – jesteście ciekawi, czy
znalazłam wśród nich bubla?

LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET 2

LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET 3

Pierwsze, co rzuca nam się w oczy to czarne etui wykonane z grubej, ekologicznej skóry. Świetnie chroni pędzle i podczas codziennego używania i w podróży. W środku znajdują się specjalne przegródki na konkretne modele, a tam, gdzie znajduje się włosie umieszczona jest dodatkowo skórzana nakładka, która zabezpiecza je przed uszkodzeniami. Podszewka wykonana jest z mocnego płótna w kolorze białym z czarnymi elementami – logiem Lily Lolo.
Każdy pędzel składa się z dość długiego, białego trzonka opatrzonego logotypem oraz proponowanym przeznaczeniem, czarnej skuwki i brązowo-czarnego syntetycznego włosia niezwykle wysokiej jakości. Nie bez powodu wspomniałam w tytule, że są to najmilsze pędzle świata – ich dotyk przypomina mgiełkę, delikatną chmurkę, a nie ciężką artylerię. Pędzle są matowe, klasyczne, dobrze leżą w dłoni. Niżej znajdziecie krótki opis każdego z nich.

Pędzel do bronzera (Bronzer Brush) LILY LOLO COSTASY

Pędzel do bronzera (Bronzer Brush)

Jeden z moich ulubionych pędzli z zestawu, ma sporą ilość włosia i jest zbity, ale przy tym bardzo mięciutki. Włosie jest średniej długości, przez co pędzel dobrze sprawdza się przy aplikacji sypkich produktów o niższej pigmentacji. Bronzerów nie używam, więc u mnie sprawdza się idealnie jako pędzel do pudru – można go nim wprasować w skórę lub lekko omieść – zależnie od efektu, jaki chcemy uzyskać.

Pędzel do bronzera (Bronzer Brush) LILY LOLO COSTASY

Pędzel do pudru (Powder Brush) LILY LOLO COSTASY


Pędzel do pudru (Powder Brush)

Większy od poprzednika. Ma węższy trzonek, ale jest on takiej samej długości. Ma podobną ilość włosia, ale jest ono dłuższe i bardziej przypomina zaokrąglony prostokąt (w przekroju) niż kulkę, jak miało to miejsce w przypadku pędzla do bronzera.  Zupełnie inny kształt i długość włosia sprawiają, że lepiej omiatać nim skórę, wprasowywanie pudru, czy wklepywanie go jest w tym przypadku ciężkie i raczej nieuzasadnione. Myślałam, że nie przypadnie mi do gustu, ale puder po aplikacji tym pędzlem tak samo dobrze utrwala makijaż, a ja przekonałam się do tego pomocnika 🙂

Pędzel do pudru (Powder Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzel do różu (Blush Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzel do różu (Blush Brush)

Na pierwszy rzut oka bardzo przypomina mi mój ulubiony pędzel Hakuro, ale po bliższym spotkaniu mam na jego temat inne zdanie. Owszem, kształtem go przypomina, natomiast włosia jest o wiele mniej, jest ono miększe i bardziej giętkie. Idealnie nadaje się do aplikacji mocno napigmetowanych kosmetyków, np. róży mineralnych. Kształt pozwoli nie tylko na aplikację różu,a le też innych kosmetyków do konturowania – bronzera czy rozświetlacza. Jak dla mnie jest wielozadaniowym gagatkiem, warto mieć choć jeden ścięty pędzel do twarzy w swojej kolekcji. 

Pędzel do różu (Blush Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzelek do korektora (Concealer Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzelek do korektora (Concealer Brush)

Pędzel, dla którego również zmieniłam zastosowanie. Jest dość duży, choć zdjęcia tego nie oddają. ma bardzo zbite, krótkie włosie ścięte lekko na owal. Przez to, że jest zbity nada się dobrze do aplikacji kamuflaży – zarówno płynnych, kremowych, jak i sypkich, czyli mineralnych. Nakładałam nim też puder pod oczy, a nawet cienie na powieki, czy rozświetlacz na szczyty kości policzkowych. Wielozadaniowa sztuka, jedna z moich ulubionych z tego zestawu.

Pędzelek do korektora (Concealer Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzelek do rozcierania (Eye Blending Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzelek do rozcierania (Eye Blending Brush)

Kolejny dość sporych rozmiarów pędzel do oka. Ma długie włosie, które jest średniej gęstości. Dobrze rozciera się nim cienie, można też aplikować nim je na całą powiekę i delikatnie rozetrzeć granicę, by stworzyć gradient jednego koloru. Moim zdaniem ma jeden minus – u osób z bardzo małą powierzchnią powieki lub w ogóle oczami może się nie sprawdzić przez wzgląd na jego rozmiar. Co do mnie – nie mam oczu kota za Shreka i daję radę – nie jest więc tak źle 😀

Pędzelek do rozcierania (Eye Blending Brush) COSTASY LILY LOLO 2

Pędzelek do cieni (Eye Shadow Brush) COSTASY LILY LOLO 2

Pędzelek do cieni (Eye Shadow Brush)

Kolejny pędzelek do oka, mniejszy od poprzednika, ma krótsze włosie i jest bardziej zbity. Najlepiej sprawdza się do nakładania cieni na powiekę, chociaż można nim też lekko blendować granice, jeśli nie mamy pod ręką nic bardziej precyzyjnego. To dość uniwersalny, lekko zaokrąglony na końcach model i spłaszczony w przekroju – fanki makijażu oka na pewno znają taki rodzaj pędzla.

Pędzelek do cieni (Eye Shadow Brush) COSTASY LILY LOLO 2

Pędzelek do załamania powieki (Socket Line Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzelek do załamania powieki (Socket Line Brush)

Bardzo precyzyjna, lekko ścięta kuleczka do makijażu oka. Włosie jest krótkie, ale jest go sporo i dzięki temu pędzelek jest sztywny, ale nie kłujący czy drapiący. Producent zaleca stosować go do makijażu załamania, ale ja lubię konturować nim też dolną powiekę. Nadaje się do precyzyjnego nanoszenia cieni na skórę, jest mały i zmieści się w każdym zakamarku naszego oka. Dobrze sprawdza się też przy aplikacji cienia w wewnętrznym kąciku. 

Pędzelek do załamania powieki (Socket Line Brush) COSTASY LIL LOLO 2

Podwójny pędzelek do kresek (Eye Liner-Smudge Brush) COSTASY LILY LOLO

Podwójny pędzelek do kresek (Eye Liner-Smudge Brush)

Pierwszym, co zobaczyłam w tym pędzelku była ścięta końcówka. Jej włosie jest krótkie, ścięte, precyzyjnie wycięte, a sam pędzelek naprawdę cieniutki. Można wyrysować nim precyzyjne, delikatne kreski, ale też grubsze linie. Idealnie sprawdza się też przy makijażu brwi pomadą czy cieniem i do tego najczęściej go stosuję.
Druga strona początkowo wydawała mi się śmieszna i niepotrzebna. To aplikator wykonany z dość twardej gąbki. Część z Was na pewno myśli, że takie pacynki to już przeżytek, ale ta wcale nie przypomina tych z tanich palet. Dobrze sprawdza się przy rozmywaniu kresek i tworzeniu smoky eye.

Podwójny pędzelek do kresek (Eye Liner-Smudge Brush) COSTASY LILY LOLO 2

Podwójny pędzelek do kresek (Eye Liner-Smudge Brush) COSTASY LILY LOLO 3

Podwójny pędzelek do brwi (Angled Brow-Spoolie Brush) COSTASY LILY LOLO

Podwójny pędzelek do brwi (Angled Brow-Spoolie Brush)

Jeden z końców tego pędzelka to szczoteczka/spiralka do wyczesywania brwi, która jest niezbędna, jeśli jesteście posiadaczką dłuższych, plątających się włosków (jak ja) lub chcecie na koniec makijażu tej partii chcecie pozbyć się nadmiaru osadzonego na skórze i włosach kosmetyku. Jest wykonana z twardego, ale nie nieprzyjemnego włosia i dobrze spełnia swą funkcję.
Drugi z końców to jedyny „bubel” w tym zestawieniu. Trochę nie rozumiem idei tego pędzelka – na pierwszy rzut oka wydaje się być fajny, ale kiedy spojrzymy na jego przekrój nie jest już tak kolorowo. Jest dość gruby i szeroki, a włosie szorstkie, szczeciniaste. O ile przy moich grubszych brwiach można nim coś wyczarować, tak przy cienkich pędzie bezużyteczny. Do makijażu brwi, precyzyjnego, imitującego nasze włosy zdecydowanie lepiej sprawdzi się pędzel do kresek z tego zestawu.

Podwójny pędzelek do brwi (Angled Brow-Spoolie Brush) COSTASY LILY LOLO 2

Podwójny pędzelek do brwi (Angled Brow-Spoolie Brush) COSTASY LILY LOLO 3

Podwójny pędzelek do brwi (Angled Brow-Spoolie Brush) COSTASY LILY LOLO 4

Pędzelek do ust (Lip Brush) COSTASY LILY LOLO

Pędzelek do ust (Lip Brush)

Jedyny składany pędzel w całym zestawie. Ma sztywne włosie, ale jest miękki i nie szoruje po ustach. Ścięty na prosto pozwala dotrzeć do każdego zakamarka naszych ust i wyrysować proste, symetryczne linie. Jest cieniutki i precyzyjny. Dzięki temu, że jest składany bez problemu możemy zabierać go solo do torebki – nie dość, że nie pobrudzi zawartości, to jeszcze będzie chroniony przed uszkodzeniami. Kolejny pędzel, który bardzo mi się spodobał 🙂

Pędzelek do ust (Lip Brush) COSTASY LILY LOLO 2

LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET 6

Jak oceniam te pędzle? Bardzo mi się spodobały. Uważam, że są naprawdę dobre. Wykonanie mogę śmiało określić jako bardzo dobre, a nawet celujące – nie ma tu mowy o krzywo przyciętym włosiu, jego wypadaniu czy szorstkości (nie mówię o egzemplarzach, które muszą być nieco sztywniejsze). Trzonki wykonane są z dbałością o każdy szczegół, a skuwki dobrze się ich trzymają. 
Włosie syntetyczne jest odpowiednie dla wegan, pędzle są więc cruelty free. 
Oprócz jednej części pędzla do brwi korzystam z nich regularnie i jestem zadowolona. Są miękkie i makijaż nimi to prawdziwa przyjemność. Podczas mycia włosie nie odbarwia się i nie wypada, tak samo przy suszeniu. Nie wymagają nakładania odżywki po myciu.

LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET 4
Pędzle znajdziecie między innymi na costasy.pl. Zestaw Luxury Brush Set kosztuje 301.40 zł, uważam, że to dobra cena za taka jakość.

LILY LOLO | ZESTAW PĘDZLI 10 PIECE LUXURY BRUSH SET 5

Znacie pędzle Lily Lolo? Co sądzicie o tym zestawie? Który z tej 10 najbardziej przypadłby Wam do gustu?
Pozdrawiam :*

DR IRENA ERIS | SPA RESORT | ENERGETYZUJĄCY MUS PEELINGUJĄCY | TROPIKALNY – ODŻYWCZY OLEJEK DO CIAŁA | WAKACJE W TROPIKACH?

DR IRENA ERIS | SPA RESORT | ENERGETYZUJĄCY MUS PEELINGUJĄCY | TROPIKALNY - ODŻYWCZY OLEJEK DO CIAŁA |

Cześć!
Nie wiem jak u Was, ale u mnie pogoda ostatnio dopisuje – może nie jest najgoręcej, ale przez większą część dnia świeci słońce, którego tak bardzo brakowało mi pod koniec sesji. Cieszę się nim popołudniami  – wpada oknem dachowym i nadaje moim ścianom ciepłej, przyjemnej poświaty. Wycisza i relaksuje. Słońce – energia, ciepło i nośnik dobrego humoru.
Opowiem Wam dziś o dwóch produktach do pielęgnacji ciała, których używam od dłuższego czasu. Latem przerzucam się na lżejsze formuły – masła rzucam w kąt i wybieram suche olejki czy lekkie balsamy. Bardziej przykładam się też do peelingowania ciała – ten zabieg potrafi poprawić jego wygląd w kilka chwil, a to teraz najczęściej je odsłaniamy. Czy tropikalny odżywczy olejek do ciała i energetyzujący mus peelingujący z serii Mauritius od Dr Ireny Eris spełniły moje oczekiwania? Czy seria SPA RESORT jest warta zakupu? Zapraszam na szczegółową recenzję i analizę składu! 🙂

DR IRENA ERIS | SPA RESORT | ENERGETYZUJĄCY MUS PEELINGUJĄCY | TROPIKALNY - ODŻYWCZY OLEJEK DO CIAŁA | 2

Obietnice producenta

TROPIKALNY ODŻYWCZY OLEJEK DO CIAŁA

Moc składników aktywnych: olej awokado, olej z karotki, witamina C i E.
Aksamitnie wygładzona i perfekcyjnie odżywiona skóra. Odpręż zmysły i
podaruj swojej skórze moc wyjątkowego nawilżenia i regeneracji, zawartej
w Tropikalnym, odżywczym olejku do ciała. Jego lekka konsystencja
zapewnia szybkie wchłanianie i perfekcyjne rozprowadzenie. Zniewalający
zapach przeniesie Cię na idylliczne plaże Mauritiusa, pozostawiając
skórę spowitą na dłużej mgiełką aromatu mango ze świeżą cytrusową nutą.
Oleje z awokado i karotki troskliwie otoczą Twoje ciało swoją odżywczą
mocą. Zawarte w olejku witaminy C i E pozwolą zachować młody i zdrowy
wygląd aksamitnie gładkiej skóry.

ENERGETYZUJĄCY MUS PEELINGUJĄCY

Moc działania składników aktywnych: odżywczy wosk z mango, drogocenny
olejek jojoba, ekstrakt owocowy, drobinki z ziaren kakaowca. Skóra
przyjemnie odświeżona i pełna energii. Rozpieść zmysły słonecznym musem
peelingującym, dzięki któremu poczujesz doskonałą gładkość i cudowną
miękkość skóry. Zawarte w peelingu drobinki z ziaren kakaowca naturalnie
oczyszczą skórę, a kojąca moc wosku z mango i olejku jojoba dostarczy
jej niezbędne nawilżenie. Pozwól, aby tropikalny zabieg oczyszczania
pozostawił na dłużej swe efekty.

DR IRENA ERIS | SPA RESORT | ENERGETYZUJĄCY MUS PEELINGUJĄCY | TROPIKALNY - ODŻYWCZY OLEJEK DO CIAŁA | skład inci czytanie składów

Skład

TROPIKALNY ODŻYWCZY OLEJEK DO CIAŁA

Isopropyl Palmitate – palmitynian izopropylu, emolient suchy, nadaje kosmetykowi odpowiedniej konsystencji, ułatwia rozprowadzanie. Stosowany w stanie czystym może zapychać.
Cyclohexasiloxane – cykloheksanosiloksan, emolient, silikon lotny, który ułatwia aplikację kosmetyku i w trakcie tej czynności odparowuje ze skóry.
Persea Gratissima (Avocado) Oil – olej otrzymywany z miąższu awokado, polecany do skór suchych, bogaty w witaminy A, B, E, H, K, PP, F i niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe oraz aminokwasy. NNKT nie są produkowane w naszym organizmie i muszą być przyjmowane z zewnątrz.
Glycine Soja (Soybean) Oil – olej sojowy, bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, tj. linolowy i witaminę E. Natłuszcza skórę.
Tocopheryl Acetate – octan tokoferylu, pochodna witaminy E. Działa przeciwstarzeniowo, wspomaga odnowę komórek i działa jak miotełka na wolne rodniki – neutralizuje je i zapobiega stresowi oksydacyjnemu.
PEG-8 – glikol, polimer niejonowy. Jest hiroskopijny, czyli potrafi silnie wiązać wodę. Dzięki temu jest w stanie nawilżyć naszą skórę.
Cyclopentasiloxane – emolient suchy, silikon lotny, który przy aplikacji odparowuje ze skóry.
Ascorbyl Tetraisopalmitate – tetraizopalmitynian asorbylu, pochodna witaminy C w formie olejku, rozpuszczalna w tłuszczach. Jest to substancja stabilna, działa rozjaśniająco, uejdnolica koloryt skóry.
Tocopherol – tokoferol, witamine E, czyli popularnie zwana witamina młodości. Zmiata wolne rodniki, przez co zapobiega starzeniu. Wzmacnia też odnowę komórkową, przez co skóra zyskuje młodszy wygląd.
Ascorbyl Palmitate – palmitynian askorbylu, kolejna stabilna pochodna witaminy C. Działanie takie samo jak wyżej, równiez rozpuszczalna w tłuszczach.
Beta-Carotene – beta karoten, najbardziej aktywny izomer witaminy A. Jest ona antyoksydantem, likwiduje wolne rodniki, pozytywnie wpływa na wytwarzanie kolagenu w skórze właściwej. Beta karoten ma też związek z powstawaniem pięknej opalenizny.
Daucus Carota Sativa
(Carrot) Extract
– wyciąg z marchwi, zawiera beta-karoten oraz witaminy A i C, które sprawiają, że skóra jest miększa i bardziej gładka. Powodują one także wyrównanie kolorytu.
Ascorbic Acid – kwas askorbinowy, czyli popularna witamina C, która ma działanie rozjaśniające i ujednolicające koloryt.
Citric Acid – kwas cytrynowy, ma działanie złuszczające i rozjaśniające, należy do kwasów AHA. Może pełnić rolę konserwantu.
Parfum
(Fragrance)
– zapach.
Limonene – substancja zapachowa pochodzenia naturalnego.
DR IRENA ERIS | SPA RESORT | ENERGETYZUJĄCY MUS PEELINGUJĄCY | TROPIKALNY - ODŻYWCZY OLEJEK DO CIAŁA | 3

ENERGETYZUJĄCY MUS PEELINGUJĄCY

Aqua (Water) – woda.
Glycerin – gliceryna, substancja mogąca aktywnie wiązać wodę w naskórku, wpływa więc na nawilżenie skóry.
Sodium Polyacrylate – środek filmotwórczy, zmiękcza i wygładza skórę.
Polyethylene – polietylen, środek złuszczający naskórek w sposób mechaniczny.
Coco-Glucoside – łagodny środek myjący, nie wpływa drażniąco na skórę. Pochodzi z oleju kokosowego.
PEG-70
Mango Glycerides
– glicerydy z oleju z nasion mango, to emulgator, który
wpływa na konsystencję produktu. Mimo tego, że jest to PEG jest
nieszkodliwy dla naszej skóry.
PPG-26-Buteth-26 –  składnik zmiękczający i wygładzający skórę, zmniejszający je łuszczenie się.
Hydroxyacetophenone – hydroksyacetofenon, na zagranicznych stronach funkcjonuje jako przeciwutleniacz.
PEG-40
Hydrogenated Castor Oil
– uwodorniony olej rycynowy. Jest ot jeden z
gęstszych olei, stosowany solo może wysuszać, ale w mieszankach nie jest
już tak agresywny. To naturalny emolient.
PEG-10 Olive
Glycerides
– monogliceryd oleju z oliwek, to emulgator, czyli substancja umożliwiająca powstawanie emulsji.
Theobroma
Cacao (Cocoa) Shell Powder
– puder z łupinek ziaren kakaowca,
substancja złuszczająca martwy naskórek w sposób mechaniczny.
Vaccinium
Myrtillus Fruit/Leaf Extract
– ekstrakt z owoców/liści borówki czarnej,
które bogate są w antocyjnay. Barwniki te działają przeciwzapalnie i
przeciwobrzękowo, chronią skórę przed wolnymi rodnikami (antyoksydanty) i
wzmacniają naczynia krwionośne, co zapobiega ich pękaniu.
Disodium
EDTA
– substancja wiążąca jony metali, kompleksująca je (chelatowanie).
Zapobiega zmianom konsystencji kosmetyku i wspomaga działanie
konserwantów.
Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract
wyciąg z trzciny cukrowej. Zawiera kwasy owocowe, które sprawiają, że
skóra wygląda młodziej. Dzięki nim zwiększa się produkcja kolagenu i
elastyny oraz kwasu hialuronowego w skórze właściwej, przez co jest ona
bardziej sprężysta. Działa przeciwtrądzikowo i przeciwzapalnie.
Delikatnie rozjaśnia.
Simmondsia
Chinensis (Jojoba) Seed Oil
– olej jojoba, jeden z najbardziej lubianych
przeze mnie olei. Jest emolientem półtłustym, ma skład podobny do
ludzkiego łoju, przez co nie zapycha nawet skłonnej do tego skóry.
Wykazuje działanie natłuszczające i pośrednio nawilżające, chroni skórę
przed czynnikami zewnętrznymi. Zapobiega powstawaniu rozstępów.
Citrus
Aurantium Dulcis
(Orange) Fruit Extract
– ekstrakt ze słodkiej pomarańczy, naturalny
przeciwutleniacz. Bogaty w kwasy owocowe i wiele witamin – między innymi
tych z grupy B (B1, B2 – ryboflawina B3/PP – niacyna, B7/H – biotyna,
B9 – kwas foliowy), C, prowitaminy A. Zawiera także minerały, głównie
potas.
Acer Saccharum (Sugar Maple)
Extract
– wyciąg z klonu srebrzystego/cukrowego, zawiera witaminę C i sole
mineralne. Na skórę wpływa złuszczająco, dzięki czemu poprawia jej
koloryt.
Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract -wyciąg
ze skórki cytryny, bogaty w witaminę B3/PP – niacynę, A, witaminy z
grupy B i oczywiście witaminę C. Dezynfekuje skórę, pomaga w zwalczaniu
trądziku i podobnych dolegliwości oraz lekko ściąga. Poprawia krążenie.
Methylparaben – konserwant, uniemożliwia rozwój mikroorganizmów w otwartym kosmetyku.
Parfum (Fragrance) – zapach.
Limonene – substancja zapachowa pochodzenia naturalnego.
CI 19140
(FD&C Yellow No. 5)
– barwnik żółty.
CI 16035 (FD&C Red No. 40) – barwnik czerwony.
DR IRENA ERIS | SPA RESORT | ENERGETYZUJĄCY MUS PEELINGUJĄCY | TROPIKALNY - ODŻYWCZY OLEJEK DO CIAŁA | 4

Jeśli chodzi o mnie – staram się zwracać
uwagę na INCI, ale bardziej przykładam się do składów tych kosmetyków,
które zostawiam na skórze na dłuższy czas
– substancje mogą wtedy
przenikać głębiej i powinno się zwracać uwagę na to, czy produkt nie
zawiera niczego, co mogłoby nas podrażnić lub czegoś, co po prostu jest
szkodliwe. Skład olejku bardzo mi się podoba, bazuje na emolientach
suchych,
dlatego nie pozostawia na skórze bardzo tłustej, lepkiej
warstwy, która mogłaby brudzić ubrania. Silikony, które są w nim zawarte
odparowują ze skóry, i nie są komedogenne,
dlatego raczej nie będzie tu
problemów z zapychaniem – ja ich nie mam, a mam ku temu skłonności.
Substancje aktywne
takie jak pochodne witaminy C czy beta karoten
wpływają na piękny wygląd naszej skóry. Jestem zadowolona ze składu i
nie mam mu nic do zarzucenia.
Gorzej
sprawa ma się moim zdaniem w przypadku peelingu.
Skład nie zachwyca,
zawiera sporo kontrowersyjnych substancji, które są jednak użyte w
dozwolonych stężeniach i w przypadku peelingu używane tylko raz na jakiś
czas. Moim zdaniem producent mógł się tu bardziej postarać – skoro
olejek jest super, to i po peelingu z tej samej serii oczekujemy czegoś
podobnego. Na pewno na plus zasługują ciekawe ekstrakty i substancje
bogate w witaminy.
Spodziewałam się czegoś lepszego i trochę się tym
produktem rozczarowałam.

DR IRENA ERIS | SPA RESORT | ENERGETYZUJĄCY MUS PEELINGUJĄCY

Opakowanie

Kartonowe
opakowania tej serii utrzymane są raczej w ciepłej tonacji.
Grafika
pokazuje od dołu kwiat bądź inną egzotyczną roślinę i kawałek nieba –
kojarzy mi się to z wakacjami i ciepłymi krajami i wywołuje miłe
reakcje.  Peeling znajduje się w matowej, lekko chropowatej tubie, która
zakręcana jest srebrnym korkiem. Otwór jest dość duży, ale produkt
przypomina galaretkę, więc nic nie wypływa ze środka.
Wykonana jest z
dość miękkiego plastiku – łatwo korzysta się z niej pod prysznicem.
Olejek
został umieszczony w butelce z atomizerem.
Atomizer działa sprawnie,
niestety tak jak w przypadku innych olejków, które miałam – część
produktu zbiera się wokół korka, przez co cała butelka jest śliska.
Lubię oleje w formie mgiełek, bo znacznie przyspiesza to aplikacje i
pozwala na bardziej równomierne rozmieszczenie kosmetyku, ale ma to
swoje wady.
Zarówno peeling ja i olej są dostępne w 200 mililitrowej objętości.

DR IRENA ERIS | SPA RESORT | ENERGETYZUJĄCY MUS PEELINGUJĄCY 2

Wydajność

Zacznę od olejku, bo to on zasługuje na pochwałę w tej kwestii. Dzięki temu, że aplikacja jest precyzyjna – mamy tu atomizer – jednorazowe zużycie olejku jest niewielkie. Do tego ma on lejącą konsystencję i dobrze się rozsmarowuje, nie ma więc potrzeby nakładać go w dużej ilości.
Co do peelingu – też nie jest źle, ale nie nadałabym mu miana kosmetyku wydajnego. Kończy się w średnim tempie, na raz wybieram go w sporej ilości bo lubię intensywny masaż. Jeszcze się nie skończył, ale tylko dlatego, że miałam przerwę w jego używaniu.

DR IRENA ERIS | SPA RESORT | ENERGETYZUJĄCY MUS PEELINGUJĄCY 3

Dostępność

Oba
te kosmetyki dostępne są w perfumeriach Douglas,
a także w niektórych
drogeriach Super Pharm. Możecie znaleźć je też w sieci w oficjalnym
sklepie Dr Ireny Eris.

Cena

Ceny
tych kosmetyków są dość wysokie – peeling kosztuje około 82 złotych, a
olejek 69 złotych.
Pojemności są standardowe, olejek jest wydajny, więc
tutaj nie mam nic do zarzucenia, natomiast cena za peeling jest
stanowczo zbyt wygórowana.

DR IRENA ERIS | SPA RESORT TROPIKALNY - ODŻYWCZY OLEJEK DO CIAŁA |

Moja opinia

Z obu kosmetyków zaczęłam korzystać w tym samym czasie aby sprawdzić, jakie efekty jestem w stanie uzyskać stosując tę serię. Tak jak pisałam, latem sięgam po lżejsze formuły – nie mam chęci wsmarowywać w siebie gęstych maseł – mam wrażenie, że jestem po nich oblepiona i powinnam po raz kolejny wziąć prysznic – a przecież dopiero niedawno z niego wyszłam 😛
Olejek to produkt, po który sięgałam zdecydowanie częściej, bo prawie codziennie. Ma lekko żółty kolor, który nie odznacza się na skórze. Atomizer działa sprawnie, wystarczy kilka kliknięć by spryskać odżywczą mgiełką całe ciało. Samo wsmarowywanie kosmetyku też jest bardzo proste – ma on lekką konsystencję przez co wystarczy chwila, by nasze ciało pokryła cieniutka warstewka natłuszczacza. Rzeczywiście jest to suchy olejek, nie lepi się zbyt mocno do ubrań i nie powoduje, że ciało klei się do wszystkich możliwych przedmiotów. 
Jaki poziom nawilżenie daje w przypadku suchej, wymagającej skóry? Muszę go stosować codziennie, maksymalnie raz na dwa dni – szczególnie wtedy, kiedy do mycia ciała używam bardziej wysuszających opcji. Jest to w moim przypadku standardowy odstęp czasu – newralgiczne miejsca takie jak kolana czy łokcie szybko się przesuszają i skóra nie wygląda wtedy zbyt estetycznie.
Jakie efekty zauważyłam przy regularnym stosowaniu? Ujędrnienie skóry i zdecydowanie większa jej miękkość. Masaż skóry olejkiem wspomaga też cyrkulację limfy i krążenie krwi, przez co skóra jest wygładzona, a pośrednio wpływa to też na proces znikania tzw. pomarańczowej skórki, czyli cellulitu. Witaminy, zawarte w olejkach, oraz beta karoten pozytywnie wpływają na wygląd i koloryt skóry. Mam tendencję do pękania naczynek i ostatnio nic nowego się na łydkach, czy udach nie pojawia – to oznaka poprawnego nawilżenia.

DR IRENA ERIS | SPA RESORT  TROPIKALNY - ODŻYWCZY OLEJEK DO CIAŁA 3

Peelingi robię zazwyczaj raz-dwa razy w tygodniu.  Wybieram zazwyczaj mocne zdzieraki – takie jak suchy peeling kawowy, który intensywnie ściera martwy naskórek i sprawia, że skóra zaczyna się lekko czerwienić. Peeling z serii Mauritius ma formę żelowej galaretki, jest bardzo gęsty i znajdują się w nim różne rodzaje drobinek – od mniejszych, po większe. Podczas jednego zabiegu nakładam dość sporą ilość na całe ciało i masuję je przez kilka minut – wykonuję to zazwyczaj po ciepłym prysznicu, jako zwieńczenie wieczornego oczyszczania.
Peelingu używałam na różne sposoby – nakładany na wilgotne ciało jest delikatniejszy i niestety ta wersja mi nie odpowiadała. Kidy używam go na praktycznie suchą skórę jego działanie jest silniejsze, a efekty natychmiastowo widoczne.
Peeling dobrze masuje skórę bez jej rysowania i drapania. Drobinki pochodzące z łupinek nie rozpuszczają się, więc nie mamy narzuconego czasu masażu. Peeling nie wysusza ani nie podrażnia skóry, pozostawia ją gładką. Nie wymaga ona użycia po nim balsamu czy olejku, można spokojnie odłożyć to na kolejny dzień.
Nie do końca podoba mi się jego skład, ale nie jest to kosmetyk, który spędza długi czas na powierzchni naszego ciała.
Oba kosmetyki mają zapach, który przypomina mi piękne plaże Mauritiusa, szum fal nad Oceanem Indyjskim i egzotyczne rośliny. Zamykając oczy przenoszę się na piaszczyste połacie, na leżak, gdzie piję wodę kokosową wprost z rozłupanej łupiny. Zapach ten kojarzy mi się z wakacjami – kwaśne cytrusy przełamane słodkim mango przynoszą zmysłom ukojenie, ale jest to przy tym połączenie na tyle energetyzujące, by od razu zasnąć. Nie nudzi się, nie jest mdły, uprzyjemnia stosowanie. To właściwość, która zasługuje na pochwałę.

DR IRENA ERIS | SPA RESORT TROPIKALNY - ODŻYWCZY OLEJEK DO CIAŁA 4

Czy kupię ponownie?

Do peelingu raczej nie wrócę, bo wolę wybrać coś z bardziej naturalnym składem i o mocniejszych właściwościach ściernych. Nad olejekiem pewnie się zastanowię, bo bardzo przypadł mi do gustu 😀 Z drugiej trony, jeśli chodzi o kosmetyki do pielęgnacji ciała – lubię częste zmiany.

DR IRENA ERIS | SPA RESORT | ENERGETYZUJĄCY MUS PEELINGUJĄCY | TROPIKALNY - ODŻYWCZY OLEJEK DO CIAŁA 5

Któryś z tych kosmetyków Wam się spodobał? Co sądzicie o szacie graficznej i zapachu?
Pozdrawiam
POST POWSTAŁ W RAMACH WSPÓŁPRACY, ALE NIE MIAŁO TO WPŁYWU NA MOJĄ OPINIĘ.

PROJEKT DENKO | CZERWIEC 2017 | CIAŁA OBCE :O

projekt denko blog czerwiec

Hej!
Dziś jest drugi dzień moich praktyk – mam nadzieję, że nauczę się podstawowych rzeczy, które ułatwią mi późniejszą pracę. Jestem z jednej strony podekscytowana i ciekawa, a z drugiej boję się, że z pewnymi rzeczami sobie nie poradzę, bo nie wszystko jest takie proste, na jakie wygląda 😛
Zapraszam Was dziś na projekt denko. Pokażę Wam, co udało mi się zużyć w czerwcu, a jak zwykle jest tego sporo – tym razem prym wiodą kosmetyki do ciała, ale znalazło się tu też coś z kolorówki. Jeśli ciekawią Was krótkie opisy kosmetyków i moja opinia na ich temat – zerknijcie niżej, na pewno znajdziecie coś, co Was zainteresuje 🙂 

PIERRE RENE PROFESSIONAL, PODKŁAD SKIN BALANCE COVER W ODCIENIU 20 CHAMPAGNE PAESE, PUDER RYŻOWY LOREAL, TUSZ DO RZĘS FALSE LASH WINGS

  • MAKIJAŻ

PIERRE RENE PROFESSIONAL, PODKŁAD SKIN BALANCE COVER W ODCIENIU 20 CHAMPAGNE

Jest to jeden z najjaśniejszych odcieni podkładów dostępnych w drogerii, nada się więc dla bledszych osób. Gama kolorystyczna jest dość szeroka, więc każdy znajdzie odpowiedni kolor dla siebie. To już moja druga, czy trzecie buteleczka, kupiłam ten podkład przypadkiem, na promocji, a stał się jednym z moich ulubionych 🙂 Ma naprawdę dobre krycie, nie ciemnieje i, przypudrowany dobrym pudrem, nie ściera się w ciągu dnia. Kiedy utrwalałam go ryżowym pudrem z Paese nie było na niego mocnych – mój makijaż wyglądał świetnie od rana, do wieczora. Nie zapycha, nie powoduje powstawania wyprysków czy zaskórników, nie ściera się. Po kilku godzinach może się lekko błyszczeć, ale nadal wygląda ładnie. Nie tworzy efektu maski i nie podkreśla rozszerzonych porów. Mój hit!

PAESE, PUDER RYŻOWY

W ubiegłym miesiącu niestety tak wyszło, że wykończyłam moje ulubione kosmetyki do makijażu twarzy. To jeden z nich – puder ryżowy, który utrwala makijaż tak dobrze, że nawet na mojej mieszanej cerze skłonnej do przetłuszczania się utrzymuje się on cały dzień, prawie w stanie nienaruszonym. Puder ten był bardzo drobno zmielony i nie odznaczał się na twarzy. Nie bielił, a po kilku minutach mat zamieniał się w satynę – nie było mowy o białej powłoczce na twarzy. Taki puder starczył mi na kilkanaście miesięcy stosowania. Cieszę się, że Paese zdecydowało się na zmianę opakowania – to nowe jest o wiele bardziej wygodne, a dodatkowo pozwala zaoszczędzić sporo produktu, bo nic nie sypie się wokół przy każdym jego otwarciu. Teraz kupiłam puder z Ecocery i nie umywa się do tego – pozostawia białe ślady na twarzy, wysusza, podkład brzydko po nim wygląda. Chyba czas wrócić do starego, dobrego ulubieńca.

LOREAL, TUSZ DO RZĘS FALSE LASH WINGS

To tusz, który kupiłam któregoś razu na promocji w Rossmannie po tym, jak blogerki dostały paczki od firmy z jego nowszą wersją (sculpt bodajże). Znudziły mi się Volume Million Lashes, po które sięgam regularnie, postanowiłam więc sięgnąć po coś nowego, ale od znanej mi już marki. Wybór padł na ten i w sumie nie jestem zawiedziona. Tusz na początku miał bardzo mokrą konsystencję, ale po kilkunastu dniach zgęstniał i było łatwiej go nakładać. Nie mogłam też przyzwyczaić się do nietuzinkowej szczoteczki, ale i ją po kilku próbach okiełznałam. Tusz głównie wydłużał rzęsy i pięknie je rozdzielał, o dużym pogrubieniu nie ma mowy. Jest trwały, ale czasem coś mi się osypało, szczególnie w kącikach – oczy często mi łzawią i jest to niestety nieuniknione. Zużyłam go w całości i myślę, że kiedyś jeszcze do niego wrócę – nauczyłam się z nim pracować i dawał wtedy naprawdę dobre efekty 😀

BANIA BABUSZKI AGAFII, MASKA DROŻDŻOWA DO WŁOSÓW I SKÓRY GŁOWY STYMULUJĄCA POROST PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW WAX Z ALOESEM INDIGO, OLEJEK ARGANOWY I MIGDAŁOWY

  • WŁOSY

RECEPTURY BABUSZKI AGAFII, MASKA DROŻDŻOWA DO WŁOSÓW I SKÓRY GŁOWY STYMULUJĄCA POROST

To maska, którą udało mi się w końcu zużyć – przyznam, że sporo czasu spędziła w zapasach, a później na półce z używanymi aktualnie kosmetykami. Na początku byłam do niej sceptycznie nastawiona – jest bardzo rzadka, myślałam, że nie przyniesie moim włosom nic dobrego. Aplikowana na skalp niestety obciążała moje włosy, więc postanowiłam wypróbować ją na długości. Okazała się być naprawdę ciekawym kosmetykiem – wygładzała włosy, nadawała im blasku i sprężystości bez jednoczesnego obciążania ich. Rzadka konsystencja wpłynęła jednak na jej wydajność – ciekła mi przez palce i przez to zużyłam ją w dość szybkim tempie – jak na moje zużywanie produktów do włosów. Pachniała ciasteczkami, ale po pewnym czasie ten zapach mnie drażnił, bo jest dość intensywny i utrzymywał się na włosach po umyciu nawet do kilku godzin. Kosztuje niewiele, więc jeszcze do niej wrócę!

PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW WAX Z ALOESEM

Maski Pilomax są jednymi z moich ulubionych – mimo tego, że nie są do końca naturalne, a ich składy nie wprawiają mnie w osłupienie coś sprawia, że moje kosmyki po ich zastosowaniu wyglądają tak, jak poszłabym do fryzjera. Są wygładzone, dociążone i lśniące, a przy tym lejące i gładkie przy dotykaniu. Maska ta nie była jednak taka, jak poprzednie – włosy nadal wyglądały na zadbane, ale nie tak, jak po użyciu choćby wersji z kawą. Może to wina aloesu, który w połączeniu choćby z lekką wilgocią może spowodować puszenie się włosów? Sama nie wiem, ale do tej wersji nie wrócę – wolę klasyczną lub do włosów farbowanych na ciemne kolory (choć moje są całkowicie naturalne :D).


INDIGO, OLEJEK ARGANOWY I MIGDAŁOWY

Olejek ten początkowo służył mi do pielęgnacji ciała, jednak zrezygnowałam z tej opcji i po kilku użyciach zaczęłam go stosować na włosy. Zapytacie pewnie dlaczego – otóż ma atomizer, którym wygodnie spryskuje się włosy i nie nakłada na nie za dużej ilości kosmetyku. Olejek zawierał nie tylko oleje, ale też syntetyczne emolienty, moim włosom jednak pasował i nie mogłam narzekać na jego działanie. Nakładałam go od ucha w dół przed myciem włosów, często na noc. Rano, po umyciu były miękkie, wygładzone i lśniące. Wykorzystałam go do ostatniej kropelki, ponieważ nie tylko dobrze działał, ale miał też piękny zapach – jak wszystkie kosmetyki Indigo. Polecam 🙂 Dla fanów błysku na ciele jest jeszcze wersja z mini brokatem, a raczej shimmerem, która nie tylko pielęgnuje skórę, ale również ją nabłyszcza.

 BALEA, ŻEL DO GOLENIA O ZAPACHU LODÓW WANILIOWO - CYTRYNOWYCH ISANA MED, KREM DO RĄK Z MOCZNIKIEM EVREE, KREM DO RĄK MAX REAPIR YOPE, MYDŁO DO RĄK ZIELONA HERBATA I MIĘTA BALEA, PIANKA DO MYCIA CIAŁA SWEET CAKE BALEA, ŻEL POD PRYSZNIC GRANAT I KWIAT WIŚNI

  • CIAŁO

 BALEA, ŻEL DO GOLENIA O ZAPACHU LODÓW WANILIOWO – CYTRYNOWYCH

 
Przyznam szczerze, że kiedyś moimi ulubionymi żelami do golenia były te z Gillette dla kobiet – wydajne, w dobrej cenie i o godnym pochwały działaniu. Kiedy pierwszy raz kupiłam żel z Balei – nie zmienię go już chyba na żaden inny. Kosztuje 1,15 EUR, ma identyczną objętość i wydajność. Jest gęsty i tworzy zbitą pianę, która w krótkim czasie zmiękcza nawet twarde włoski. Zapobiega podrażnieniom, otarciom i zacięciom, a niestety mam do tego skłonności. Mnogość wersji zapachowych i coraz to nowe edycje limitowane zachęcają do zakupu. Mam jeszcze kilka w zapasach i na pewno sięgnę po kolejne. Świetnie działają, pięknie pachną, są tanie jak barszcz – mi więcej nie potrzeba 😛
 

ISANA MED, KREM DO RĄK Z MOCZNIKIEM

 
Krem, który stosowałam na noc, zarówno do rąk, jak i do stóp. Zawiera średnie stężenie mocznika, ale jest ono na tyle wysokie, że radzi sobie z suchą skórą. Pachnie przyjemnie, w przeciwieństwie do niektórych preparatów do stóp. Bardzo dobrze nawilża i natłuszcza skórę, powoli się wchłania i pozostawia na niej ochronną warstwę. Jak dla mnie to idealny krem na chłodne, zimowe dni albo wietrzne lato – używany raz dziennie sprawia, że skóra w problematycznych miejscach staje się miękka i nie rogowacieje w tak szybkim tempie. Dostępny jest w Rossmannie za niewielkie pieniądze. Jeszcze do niego wrócę.

EVREE, KREM DO RĄK MAX REAPIR

Krem bardzo podobny do tego, o którym pisałam wyżej – i konsystencją i działaniem, chociaż nie jest ono aż tak intensywne. Ten krem też ma przyjemny zapach i również stosowałam go i na stopy, i na dłonie, by szybciej go zużyć. Jest droższy od poprzednika, ma też gorszy skład (chodzi mi tu o kontrowersyjne konserwanty), a skoro mogę kupić coś bardzo podobnego, a nawet lepszego i to taniej – nie waham się nawet chwili. Kupiłam go przez wzgląd na dużą popularność, ale raczej do niego nie wrócę. Nadaje się do stosowania i w dzień, i w nocy, ale ja wybierałam tylko drugą opcję, bo nie lubię stosować rano kremów, które pozostawiają tłustą warstwę.


YOPE, MYDŁO DO RĄK ZIELONA HERBATA I MIĘTA

Nie jest to moje pierwsze mydło Yope i na pewno nie ostatnie. Zapach zielona herbata i mięta pochodzi z nowszej kolekcji o udoskonalonej formule. Mam wrażliwe dłonie, które na mycie zwykłym mydłem reagują przesuszeniem. Yope nie robi mi krzywdy, wręcz przeciwnie, lekko pielęgnuje skórę podczas mycia. Zapach jest intensywny, długo utrzymuje się  na rękach. Ta wersja jest odświeżająca, rzeczywiście lekko herbaciana, moim zdaniem idealna na lato. Mydło nie pieni się zbyt mocno, ale wystarczy niewielka jego ilość (pół pompki), aby dokładnie oczyścić dłonie. Wrócę do tego zapachu, bo mi się podobał, aktualnie testuję inne warianty, które również przypadły mi do gustu 😀

BALEA, PIANKA DO MYCIA CIAŁA SWEET CAKE

Pianki do mycia ciała podbijają nasz rynek. Spopularyzowało je Rituals, później ruszyła Balea, a teraz widziałam je nawet w ofercie Dove czy Nivea. Zużyłam już kilka opakowań tych pianek i moim zdaniem są fajną odskocznią od tradycyjnych żeli. Nie wysuszają tak mocno, jak tradycyjna formuła, choć nie bazują na łagodnych detergentach. Pianki są gęste, ale niezbyt wydajne – może to moja wina, bo używam sporą ich ilość. Ładnie pachną, a ich przyjemna konsystencja umila każdy prysznic. Mam jeszcze 2 w zapasie i z przyjemnością je zużyję. Jak na Baleę przystało – nie są drogie – kosztują niecałe 2,50 EUR.

BALEA, ŻEL POD PRYSZNIC GRANAT I KWIAT WIŚNI

To kolejny kremowy żel Balei, który zużyłam. Specjalnie zostawiłam go sobie na koniec – to moja ostatnia sztuka i chciałam pożegnać się z tymi kosmetykami w jak najmilszych okolicznościach. Lubię te żele, ale muszę robić sobie od nich przerwy – niestety mocno wysuszają moją skórę, do tego stopnia, że codziennie muszę sięgać po balsamy i nie da się tego przeskoczyć w żaden sposób. Te kremowe nie wykazują aż ta silnego działania, ale nadal daleko im do delikatnych, bardziej naturalnych opcji. Ta wersja pachniała cudownie, za każdym razem zachwycałam się tym zapachem – mogłabym postawić ją na podium razem z tą o zapachu mango. Dobrze oczyszczał skórę, ale tak jak wspomniałam – przy okazji ją wysuszał. Na razie robię sobie od nich przerwę (trwa ona już miesiąc i da się to przeżyć :P), ale na pewno pojawią się one jeszcze w mojej kosmetyczce.

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR ŻEL DO MYCIA TWARZY PURE MOIST, OPTIFREE PŁYN DO PIELĘGNACJI SOCZEWEK BEAUTY OIL, NAWILŻAJĄCO-DRENUJĄCY KREM POD OCZY NACOMI, MASŁO DO UST LOVE GRENADE KLARESA, MASKA PEEL OFF TERAPIA WZMACNIAJĄCA BIELENDA, MASKA WĘGLOWA OCZYSZCZAJĄCA CARBO DETOX LOMI LOMI, MASKA W PŁACHCIE PRZECIWZMARSZCZKOWA Z MIŁORZĘBEM JAPOŃSKIM

  • TWARZ

 LA ROCHE POSAY, EFFACLAR ŻEL DO MYCIA TWARZY

Niejednokrotnie na blogu wspominałam, że nie lubię tego żelu i niezbyt dobrze sprawdza się on na mojej wrażliwej, skłonnej do podrażnień i odwodnienia skórze twarzy. Żel ten bazuje na SLES i niestety przyczynia się w moim przypadku do naruszenia bariery hdrolipidowej naskórka i szybszego parowania wody, co w konsekwencji prowadzi do wysuszenia i nadwrażliwości skóry na bodźce zewnętrzne. Jest inwazyjny, nie polecam go do codziennego stosowania – zużyłam go na spółkę z Mateuszem, używaliśmy go co kilka dni, by nie zaszkodzić naszym twarzom. Niektórym się sprawdza, ale ja niestety do tego grona nie należę. To jeden z nielicznych kosmetyków La Roche Posay, których nie lubię – niewiele takich do mnie trafiło.

PURE MOIST, OPTIFREE PŁYN DO PIELĘGNACJI SOCZEWEK

Kolejne opakowanie w kolejnym denku. Jak zwykle muszę wspomnieć, że to bardzo dobry płyn w przystępnej cenie. Pozwala cieszyć się dużym komfortem użytkowania soczewek nawet po kilkanaście godzin dziennie. Usuwa osady białkowe i inne zanieczyszczenia. To dobry kosmetyk.

BEAUTY OIL, NAWILŻAJĄCO-DRENUJĄCY KREM POD OCZY

Cóż… Czytając recenzję tego kremu spodziewałam się czegoś naprawdę super, a trochę się rozczarowałam. Krem nie jest zły, ale dla mnie na noc stanowczo za lekki, natomiast na dzień średnio się sprawdzał, bo pozostawiał na skórze film, po którym ślizgały się niektóre korektory. Nie zauważyłam większego nawilżenia, redukcji cieni, o likwidacji zmarszczek nie mówiąc. To po prostu średnio nawilżający krem, który dobrze sprawdzi się u osób bez większych problemów z tą okolicą. Znam kremy w podobnej cenie, które lepiej działały, a skutki ich stosowania były widoczne gołym okiem. Nie planuję do niego wrócić.

NACOMI, MASŁO DO UST LOVE GRENADE

Masełko, które kiedyś wrzuciłam do koszyka w Hebe, bo było na całkiem sporej promocji. Postanowiłam dać mu szansę, bo lubię kosmetyki tej marki i dobrze się u mnie sprawdzają. Masło miało naturalny, przyjazny dla skóry skład. Zawierało między innymi olej awokado i witaminę E, które pozytywnie wpływają na naskórek w obrębie warg. Stosowałam je dwa razy dziennie, rano i wieczorem, drugi raz kładąc grubszą warstwę – moje usta lubią nocną regenerację. Pozostawiało na ustach oleistą warstwę, która chroniła je przed zewnętrznymi czynnikami. To opakowanie starczyło mi na prawie 10 miesięcy używania, a kosztowało 10 zł… To mówi samo przez się 😛 Warto mieć choć jeden taki produkt do ust – zapachów jest sporo, więc każdy znajdzie coś dla siebie 😀

KLARESA, MASKA PEEL OFF TERAPIA WZMACNIAJĄCA

Kupiłam tę maskę kilka miesięcy temu, zużyłam ją i zapomniałam wyrzucić do denka. Pamiętam, że przypominała maski algowe i przyniosła przyjemne ukojenie mojej podrażnionej skórze. Ściągnęła się praktycznie w jednym kawałku, bezproblemowo. Nie wysuszyła ani nie spowodowała zaczerwienienia. Czy zauważyłam wzmocnienie? Po jednym razie to raczej nierealne, ale poprawa była widoczna – skóra wyglądała na świeższą i bardziej oczyszczoną. Raczej do tych masek nie wrócę, jeśli chodzi o algowe wolę coś o większej pojemności.


BIELENDA, MASKA WĘGLOWA OCZYSZCZAJĄCA CARBO DETOX

Słyszałam wiele negatywnych opinii na temat tych masek. Dziewczyny skarżyły się na to, że ciężko się zmywają, wchodzą w pory i nie przynoszą widocznych efektów. Sama testowałam wersję do cery tłustej, zanieczyszczonej, a moja mama do dojrzałej i obie jesteśmy zadowolone. Maska ma konsystencję podobną do glinki, ale jest jakby bardziej gumowa, elastyczna, nie kruszy się podczas zasychania. Nie podrażnia i nie powoduje zaognienia zmian. Wycisza skórę i dobrze oczyszcza pory. U mnie zadziałała na tyle dobrze, że za kilka tygodnie sięgnę po nią ponownie.

LOMI LOMI, MASKA W PŁACHCIE PRZECIWZMARSZCZKOWA Z MIŁORZĘBEM JAPOŃSKIM

Z tego co pamiętam to już moja ostatnia maska w płachcie tej marki. Szczerze mówiąc, z siedmiu, które były w opakowaniu działaniem zaskoczyły mnie dwie – winogronowa i z acerolą. Reszta była średnia i ta należy do tego grona. Te maski nic nie robią na mojej twarzy, pozostawiają bardzo lepki film, który musze zmyć, bo źle się czuję, kiedy mam go na twarzy. Nie łagodzą podrażnień, nie koją, ani nie chłodzą. Może lekko nawilżają skórę, ale nie jest to spektakularny efekt. Raczej do nich nie wrócę, wolę zainwestować w azjatyki, których zastosowanie rzeczywiście przynosi jakieś skutki.
Znacie jakiś kosmetyk z tego denka? Co macie ochotę wypróbować?
Pozdrawiam 

DR IRENA ERIS | CLEANOLOGY OLEOŻEL DO DEMAKIJAŻU I OCZYSZCZANIA SKÓRY TWARZY | CZYSTOŚĆ ABSOLUTNA?

DR IRENA ERIS | CLEANOLOGY OLEOŻEL DO DEMAKIJAŻU I OCZYSZCZANIA SKÓRY TWARZY 1

Cześć!
Oczyszczanie jest podstawą zdrowej skóry, dobrej pielęgnacji i pięknie wyglądającego makijażu. Bez dokładnego, ale przy tym delikatnego oczyszczania skóra szybko straci naturalny blask, stanie się zmęczona, poszarzała, będzie się przetłuszczać, bądź reagować podrażnieniem. U osób ze skórą trądzikową lub skłonną ku temu mogą pojawić się wypryski, których każda z nas chciałaby mieć jak najmniej.
Jeśli chodzi o mnie – lubię preparaty, które dokładnie zmywają makijaż i inne zanieczyszczenia, ale przy tym nie wysuszają skóry – mimo tego, że jest ona mieszana zaraz pojawiają się na niej suche, łuszczące się miejsca, jest nieprzyjemnie napięta i ciężko mi z nią współpracować. Od kilkunastu miesięcy stosuję wieloetapowe oczyszczanie twarzy – olej do demakijażu, płyn micelarny i żel na bazie wody. Dziś chciałabym opisać Wam kosmetyk z tej pierwszej kategorii – olejowej. Zapraszam na recenzję oleożelu Dr Irena Eris z serii Cleaology 🙂

DR IRENA ERIS | CLEANOLOGY OLEOŻEL DO DEMAKIJAŻU I OCZYSZCZANIA SKÓRY TWARZY 2

Obietnice producenta

Face Cleansing Ritual to nowatorska propozycja demakijażu twarzy, która
łączy skuteczność działania oczyszczającego oleżoelu z ujędrniającym
masażem zakończonym odprężającym kompresem. Aksamitny oleożel do
demakijażu i mycia twarzy, o właściwościach przeciwzmarszczkowych,
idealnie eliminuje wszelkie zanieczyszczenia, usuwa makijaż i pozostawia
skórę doskonale oczyszczoną, odżywioną i nawilżoną. Formuła wzbogacona o
wyciąg z błękitnej algi, wzmacnia płaszcz hydrolipidowy skóry i chroni
ją przed niekorzystnym wpływem środowiska. Ręczniczek, zwilżony ciepłą
wodą, idealnie usuwa makijaż, sebum oraz inne zanieczyszczenia, a dzięki
delikatnie peelingującej strukturze, pobudza mikrokrążenie skóry oraz
złuszcza naskórek. Skóra staje się miękka, ukojona i idealnie
oczyszczona.

Opakowanie

Zestaw przychodzi do nas w kartonowym opakowaniu. Zawiera ono żel w poręcznej, miękkiej tubie, która zakręcana jest srebrną zakrętką oraz ręczniczek, który służy do zmywania oleju z twarzy. Na kartoniku znajdują się informacje odnośnie składu, obietnic producenta, a także krótka notka o masażu twarzy, który można wykonywać podczas oczyszczania skóry tym produktem. Tubka zawiera 175 mililitrów kosmetyku. Całość prezentuje się prosto, ale elegancko, mi ten design odpowiada 🙂

DR IRENA ERIS | CLEANOLOGY OLEOŻEL DO DEMAKIJAŻU I OCZYSZCZANIA SKÓRY TWARZY 3

Skład

Caprylic/Capric Trigliceryde – trójgliceryd, emolient tłusty, zwiększa lepkość kosmetyku. Tworzy warstwę okluzyjną i może być komedogenny.
Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil – olej z pestek winogron, zawiera głównie wielonienasycony kwas linolowy, w stanie czystym może być komedogenny. To substancja pośrednio nawilżająca – wspiera odtwarzanie bariery hydrolipidowej naskórka.
Glycerin – gliceryna, substancja zdolna do wiązania wody, wpływa więc na poziom nawilżenia naszej skóry.
Isohexodecane – izoheksodekan, emolient suchy, wpływa na konsystencję produktu – nadaje mu lepszy poślizg. Może, ale nie musi być komedogenny.
Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil – olej ze słodkich migdałów, zawiera trójglicerydy kwasów tłuszczowych, nasyconych i nienasyconych. Polecany jest w pielęgnacji skóry odwodnionej i suchej, ma silne właściwości natłuszczające. Może być komedogenny.
Polyglyceryl – 10 Myristate – mirystynian dekaglicerolu, to składnik wpływający na konsystencję, jest dobrym nośnikiem dla substancji lipofilnych, czyli nierozpuszczalnych w wodzie.
Hydrogenated Olive Oil Decyl Esters – estry uwodornionych kwasów tłuszczowych z oliwy z oliwek, to wosk oliwny, roślinny, wpływa na konsystencję kosmetyku, może być komedogenny.
Aqua – woda 😀
PEG – 8 – jest to substancja łatwo wiążąca wodę, higroskopijna, nawilża skórę.
Ethylhexylglycerin – etyloheksylogliceryna, to konserwant, ma jednak działanie nawilżające – to pochodna gliceryny.
Tocopherol – witamina E, czyli witamina młodości. Rozpuszczalna w tłuszczach, silnie antyoksydacyjna, wpływa na procesy odnowy skóry.
Citric Acid – kwas cytrynowy, należący do kwasów AHA (alfahydroksykwasów, grupa -OH znajduje się przy pierwszym węglu od grupy funkcyjnej – kwasowej). Jest to składnik powszechnie występujący w przyrodzie, ma działanie złuszczające, keratolityczne, wpływa na rozjaśnianie przebarwień.
Hydrogenated Starch Hydrolysate – hydrolizowana skrobia kukurydziana, ma działanie higroskopijne, wiąże wodę, wykazuje więc działanie nawilżające.
Ascorbyl Palmitate – palmitynian askorbylu, ester witaminy C, który podobno jest najlepiej działającą substancją, jeśli chodzi o tę witaminę. To silny antyoksydant, ma działanie rozjaśniające.
Ascorbic Acid -witamina C – tak jak pisałam wyżej – to antyoksydant i silnym działaniu rozjaśniającym.
Aphanizomenon Flos-aquae Extract – ciężko było mi znaleźć cokolwiek na ten temat, z tego co wiem jest to gatunek sinic, czyli organizmów mających zdolności autotroficzne, żyjących w wodach słodkich i słonych. Na angielskich stronach porównywano ich korzyści kosmetyczne do spiruliny.
Phenoxyethanol – konserwant, kontrowersyjny, ale mojej skórze krzywdy nie robi. Warto jednak sprawdzać skład – lepiej byłoby, gdyby nie znajdował się w każdym używanym przez nas codziennie kosmetyku.
Potassium Sorbate – sorbinian potasu, konserwant do stosowania w określonym stężeniu.
Parfum (frangrance) – zapach/substancja zapachowa. Niektóre osoby może uczulać.
Butylphenyl Methylopropional – aldehyd aromatyczny, znajduje się na liście potencjalnie uczulających substancji. Substancja zapachowa.
Linalool – substancja zapachowa pochodzenia naturalnego, potencjalnie uczulająca.
Benzyl Salicylate – salicylan benzylu, substancja zapachowa, potencjalny alergen.
Hydroxyisohexyl 3 – Cyclohexene Carboxaldehyde – składnik kompozycji zapachowej, potencjalnie uczulająca substancja.
Jak widzicie – skład jest bogaty, pełen emolientów, zawiera także humektanty, czyli substancje nawilżające. Podoba mi się fakt, że zawiera on kwas cytrynowy oraz witaminę C, która rozjaśnia przebarwienia. Zawiera antyoksydanty, przez co zmiata wolne rodniki i przeciwdziała przedwczesnemu starzeniu się skóry. Jeśli chodzi o uczulające substancje – w większości są tu substancje zapachowe i każda z nich jest potencjalnym alergenem. Mnie żadna nie uczula, ale wiem, że coraz więcej osób stara się na nie uważać, dlatego uznałam za stosowne o tym wspomnieć. Ogólnie skład nie jest zły, szczególnie początek mi się podoba. Podczas 6 tygodni stosowania nie zauważyłam, by cokolwiek mnie podrażniało, a moja skóra i oczy należą do wrażliwych.

DR IRENA ERIS | CLEANOLOGY OLEOŻEL DO DEMAKIJAŻU I OCZYSZCZANIA SKÓRY TWARZY 4

Dostępność

Kosmetyki Dr Ireny Eris dostępne są w sieci oraz w perfumeriach Douglas. Widziałam, że część z nich można kupić też w Super Pharmie, ale przyznam, że ten produkt akurat nie rzucił mi się tam w oczy.

Cena

Zależnie od miejsce oleożel kosztuje od 75 do 95 złotych. Jest do wysoka cena w porównaniu do innych olei do demakijażu, z którymi miałam już kontakt, ale jego formuła jest inna, przez co wydaje mi się, że będzie od nich bardziej wydajny.

DR IRENA ERIS | CLEANOLOGY OLEOŻEL DO DEMAKIJAŻU I OCZYSZCZANIA SKÓRY TWARZY 5

Wydajność

Oleożel
do kosmetyk wydajny, wystarczy niewielka jego ilość by oczyścić skórę
twarzy.
Na początku zdarzało mi się wyciskać zbyt dużą jego ilość, na
szczęście nie wypływało to negatywnie na sam proces mycia skóry. Mówiąc
krótko – im więcej żelu nałożycie, tym większy będzie „poślizg”, kiedy
zamieni się w olej, ale do dokładnego zmycia makijażu wystarczy
minimalna ilość.
DR IRENA ERIS | CLEANOLOGY OLEOŻEL DO DEMAKIJAŻU I OCZYSZCZANIA SKÓRY TWARZY 7

Moja opinia

Moja przygoda z olejami do demakijażu trwa już dość długo, ale nie testowałam wielu kosmetyków – są one raczej wydajne, a ja nie maluję się codziennie, więc ciężko jest mi je zużyć. Oczywiście olei można używać codziennie, przy każdym wieczornym, czy nawet porannym oczyszczaniu, ale mojej skórze nadmiar emolientów niestety nie służy.
Do tej pory miałam do czynienia tylko z tradycyjnymi olejami, które nie zmieniały się w emulsje pod wpływem wody – były to typowo europejskie propozycje, niestety nic azjatyckiego nie trafiło w moje ręce. Kiedy nadarzyła się okazja współpracy postanowiłam wypróbować oleożel do Dr Ireny Eris – to dobra firma, ale niestety niewiele jest w sieci informacji na temat tego produktu – to stosunkowo nowy kosmetyk, więc musiałam wybrać go w ciemno. Nie znalazłam w internecie analizy jego składu, zakup był więc ryzykowny, ale kto nie ryzykuje, ten nie ma 😛
Po pierwsze pozytywnie zaskoczyło mnie opakowanie tego kosmetyku. Można spokojnie wysłać je komuś w prezencie – ręczniczek to miły akcent, chociaż ja nie korzystałam z niego w ten sposób w jaki zaleca to robić producent. W instrukcji zaproponowano, by zwilżony olej razem z zanieczyszczeniami zmyć mokrym ręcznikiem, można nawet przytrzymać go na twarzy jak w metodzie OCM. Dla mnie jest to niestety niehigieniczne, ręczniczki pewnie nie do końca by się dopierały i szybko szarzały. Wolę zmywać całość wacikami nasączonymi płynem micelarnym i bezpośrednio umyć twarz żelem. 
Oleożel ma postać właśnie… gęstego żelu 😛 Nie spływ z dłoni, dobrze się jej trzyma. Ma półprzeźroczysty, mleczny kolor, który nie jest widoczny po rozpuszczeniu. Pięknie pachnie i umila wieczorny demakijaż.

DR IRENA ERIS | CLEANOLOGY OLEOŻEL DO DEMAKIJAŻU I OCZYSZCZANIA SKÓRY TWARZY 8

Jak stosować taki kosmetyk? Aplikujemy
go na suchą skórę twarzy, pod wpływem ciepła zamienia się on w olejek i
możemy wykonać nim delikatny masaż twarzy. Kiedy makijaż i brud rozpuści
się – przemywamy twarz wodą – olej zmienia się w emulsję, którą woda
jest w stanie zmyć. 
Czy
żel jest skuteczny?
Dobrze radzi sobie ze zmyciem podkładu czy cieni, a
nawet szminek, ale u mnie ma problemy z poradzeniem sobie z tuszem do
rzęs. Nie używam wodoodpornych sztuk, ale So Couture z Loreala słynie z
tego, że ciężko jest go pozbyć się z rzęs, więc nie traktuję tego jako
minus oleożelu. Czuć w nim lekko silikonowy efekt, taki, jaki czujemy
przy nakładaniu bazy pod makijaż, więc nie można nazwać go typowym
olejem.
Jak
wpłynął na moją trądzikową skórę?
Mam z nią ostatnio więcej problemów,
obwiniałam o to między innymi ten żel – skład ma bogaty, pozostawia
powłoczkę na skórze (tłusty film), więc bałam się, że może zapychać –
patrząc tylko na INCI można stwierdzić, że będzie bardziej odpowiedni
dla skór przesuszonych i normalnych. Odstawiłam go na kilkanaście dni i
okazało się, że nie był on winowajcą – pewnie to kwestia tego, że
zmywałam go dodatkowo żelem.
Jeśli
chodzi o moją relację z tym produktem – jest dobra, ale nie zawsze mam
ochotę po niego sięgać. Pięknie pachnie, ale jest bardzo tłusty i ciągle
w głowie pali mi się lampka, że może kiedyś zacznie zatykać mi pory 😛
Na razie nie widzę, żeby działo się coś złego i mam nadzieję, że tak już
pozostanie. To ciekawy kosmetyk, innowacyjny na rodzimym rynku, ale
niestety nie sprawdzi się u każdego. Jak dla mnie docelową grupą są
osoby z problemem wysuszonej, odwodnionej skóry, którym potrzebna jest
spora dawka okluzji.

DR IRENA ERIS | CLEANOLOGY OLEOŻEL DO DEMAKIJAŻU I OCZYSZCZANIA SKÓRY TWARZY 9

Czy kupię ponownie?

Jeszcze nie wiem. Testowałam niewiele kosmetyków z tej gałęzi i chciałabym wypróbować coś nowego. Kuszą mnie azjatyckie specyfiki, dlatego nawet do ulubionych produktów z tej kategorii pewnie nieprędko wrócę.

DR IRENA ERIS | CLEANOLOGY OLEOŻEL DO DEMAKIJAŻU I OCZYSZCZANIA SKÓRY TWARZY 10
Co sądzicie o kosmetykach tego typu? Miałyście okazję wypróbować pielęgnację Dr Ireny Eris?
Pozdrawiam :*
PRODUKT DOSTAŁAM DO TESTÓW, ALE NIE MIAŁO TO WPŁYWU NA MOJĄ OPINIĘ.

OPENBOX LIFERIA | CZERWIEC | SUMMER VIBES | OCHY I ACHY?

NABLA | MATOWA SZMINKA DIVA CRIME ODCIEŃ OMBRE ROSE |  4,2 G | 55 ZŁ IDEA TOSCANA | NATURALNY SZAMPON DO WŁOSÓW | WŁOCHY | 50 ML | 30 ZŁ DERMO PHARMA, HYDROŻELOWE PŁATKI 4D POD OCZY | POLSKA | 2 SZTUKI | 7 ZŁ SKIN DRENCH | KREM NA NOC | ANGLIA | 50 ML | 120 ZŁ LAB 5033 | PEELING DO CIAŁA | ANGLIA | 200 ML | 40 ZŁ openbox liferia czerwiec 2017 summer vibes 1

 Hej!
Pogoda u Was dopisuje? Ja wczoraj w końcu wróciłam na Mazury i niestety nie mogłam liczyć na słoneczne chwile – jedyne, co czekało mnie za oknem to deszcz i ciemne chmury :C Mam nadzieję, że jeszcze nadejdą ciepłe dni, bo potrzebuję wypoczynku na świeżym powietrzu – spacerów po lesie, wypadów nad jeziora – to kwintesencja moich wakacji.
Zapraszam Was dziś na openbox najnowszej Liferii, która, zdradzę Wam to już na wstępie, pozytywnie mnie zaskoczyła! Czy edycja Summer Vibes jest warta zakupu? Prezentuję wszystkie produkty i wydaję werdykt – tym razem narzekań nie będzie 😛
 
NABLA | MATOWA SZMINKA DIVA CRIME ODCIEŃ OMBRE ROSE |  4,2 G | 55 ZŁ IDEA TOSCANA | NATURALNY SZAMPON DO WŁOSÓW | WŁOCHY | 50 ML | 30 ZŁ DERMO PHARMA, HYDROŻELOWE PŁATKI 4D POD OCZY | POLSKA | 2 SZTUKI | 7 ZŁ SKIN DRENCH | KREM NA NOC | ANGLIA | 50 ML | 120 ZŁ LAB 5033 | PEELING DO CIAŁA | ANGLIA | 200 ML | 40 ZŁ openbox liferia czerwiec 2017 summer vibes 2

LAB 5033 | PEELING DO CIAŁA | ANGLIA | 200 ML | 40 ZŁ

Peelingi do ciała to u mnie kosmetyk niezbędny, chociaż kiedyś niedoceniany. Zużywam ich sporo, staram się sięgać po nie regularnie, minimum raz w tygodniu i mam co do nich spore oczekiwania. Ten tutaj ma postać bardzo gęstej pasty z mikrodrobinkami w kolorze miętowym. Pachnie przyjemnie, nieco aptecznie, mi ten zapach bardzo się podoba. Zawiera minerały z Morza Martwego i witaminę C, dodatkowo ma chłodzić nasze ciało (to wina mentolu), więc powinien być idealny na okres letni. Jestem go ciekawa, lubię mocne zdzieraki i mam nadzieję, że ten się taki okaże.  Zawiera parafinę, ale w peelingach nie podchodzę do tego składnika aż tak restrykcyjnie – nie stosuję go codziennie, więc negatywne efekty nie mają jak się kumulować.

SKIN DRENCH | KREM NA NOC | ANGLIA | 50 ML | 120 ZŁ

SKIN DRENCH | KREM NA NOC | ANGLIA | 50 ML | 120 ZŁ

Kremy nawilżające to dla mnie trudny temat. Nie znalazłam jeszcze ideału i moja skóra nadal sprawia wrażenie niezbyt dobrze nawilżonej, z czego nie jestem zadowolona. Lekkie kremy na dzień, które mogę stosować pod makijaż są super, ale nie przynoszą mi ukojenia i ulgi, a bogate formuły powodują zapychanie i powstawanie wyprysków. Ten krem ma wysoką cenę, a skład, na moje oko, jest średni. Przeznaczony jest do wszystkich typów skóry, ale intuicja podpowiada mi, że bardziej przypadnie do gustu posiadaczkom cer suchych i normalnych. Jestem go ciekawa i dam mu szansę, może rzeczywiście nawilży i natłuści moją skórę, co sprawi, że będzie wyglądała na zdrowszą i młodszą. Cieszę się, że taki kosmetyk znalazł się w pudełku, bo nigdy nie kupiłabym w ciemno kremu za taką cenę. 

DERMO PHARMA, HYDROŻELOWE PŁATKI 4D POD OCZY | POLSKA | 2 SZTUKI | 7 ZŁ

DERMO PHARMA, HYDROŻELOWE PŁATKI 4D POD OCZY | POLSKA | 2 SZTUKI | 7 ZŁ

Płatki pod oczy stosuję niezwykle rzadko, bo zazwyczaj nie zauważam po ich użyciu spektakularnej zmiany. Jestem genetycznie obarczona cieniami pod oczami (dzięki tato :*), więc takie płatki niezbyt je zmniejszają. Stosuję je więc w innym celu – wkładam je do lodówki i wyciągam wtedy, kiedy brak snu czy zmęczenie dają mi się we znaki. Po sesji mam straszne worki pod oczami, więc takie płatki mogą być wybawieniem. Nigdy nie miałam takich cieniutkich, zawsze sięgałam po te z żelowej galaretki. Zabrałam je w podróż do domu, więc pewnie na IG dam Wam znać, czy się sprawdziły. Zawierają kwas hialuronowy, ekstrakt z miłorzębu i fitokolagen, mają się sprawdzić na skórze poszarzałej i matowej. Jeśli mnie tam nie obserwujecie – nie martwcie się, jest jeszcze projekt denko 😛

IDEA TOSCANA | NATURALNY SZAMPON DO WŁOSÓW | WŁOCHY | 50 ML | 30 ZŁ

IDEA TOSCANA | NATURALNY SZAMPON DO WŁOSÓW | WŁOCHY | 50 ML | 30 ZŁ

Ostatnio mój skalp znów przechodzi kryzys – udało mi się pokonać łupież, ale przetłuszczanie pozostało. Do akcji wkroczył wczoraj cerkożel, mam nadzieję, że pomoże mi pozbyć się martwych komórek naskórka i tak zwalczę problem nieświeżej skóry głowy. Cieszę się, że w pudełku znalazłam delikatny szampon bez silnych detergentów, który ma delikatnie oczyszczać włosy i nie powodować ich przesuszenia, a o to często na moich końcach łatwo.  Taka miniaturka fajnie sprawdzi się na wyjazdach, ale tym razem jej nie zabrałam – mam kilka innych szamponów do zużycia i nie chciałam zaczynać kolejnego. Mateusz mi go niestety otworzył – udało mi się zarejestrować, że ma on ziołowy, ale miły dla nosa zapach.

   NABLA | MATOWA SZMINKA DIVA CRIME ODCIEŃ OMBRE ROSE |  4,2 G | 55 ZŁ

NABLA | MATOWA SZMINKA DIVA CRIME ODCIEŃ OMBRE ROSE |  4,2 G | 55 ZŁ

Kiedy szminkomaniaczka odnajduje w subskrypcyjnym pudełku szminkę to wiedz, że coś się dzieje 😀 Tym razem Liferia trafiła w mój gust – od dawna myślałam nad zakupem jakiegoś kosmetyku Nabli – ta firma podbija ostatnio rynek i zasłynęła pięknymi cieniami, różami, a także bronzerem. Szminka na początku wydawała mi się malutka, ale sam wkład jest spory – ma ponad gramy. Opakowanie jest eleganckie, wykonane z ciemnego, srebrnego materiału, na którym wcale nie tak łatwo jest zostawić odcisk palca. Odcień, który otrzymała każda z nas to Ombre Rose – przyjemny, dzienny nude wpadający w brudnoróżowe tony. Na moich ustach wypada dość ciemno i jest to bardziej jesienna barwa, niż letnia, ale i tak przypadła mi do gustu. Na swatchach w internecie widziałam jej porównania do Mehr z MAC i rzeczywiście jest bardzo podobna. Gładko sunie po ustach, sprawia wrażenie nawilżającej i nie wchodzi w załamania. Jestem ciekawa jak sprawdzi się na dłuższą metę. 

   NABLA | MATOWA SZMINKA DIVA CRIME ODCIEŃ OMBRE ROSE |  4,2 G | 55 ZŁ 2

Tak jak wspominałam na początku – naprawdę nie mogę narzekać. To już moje czwarte pudełko Liferii i jest jednym z lepszych – każdy z tych kosmetyków przetestuję z przyjemnością. Nie jestem pewna tylko co do kremu – ciężko mi powiedzieć, jak zareaguje na niego moja skóra – potrzebuje ona mocnego nawilżenia, ale nie lubi ciężkich konsystencji, a na razie nie wiem, jakie tajemnice kryje ten słoiczek. Peeling będzie fajną opcją na lato, bo zawiera odświeżający mentol a szampon może okazać się hitem w pielęgnacji moich kapryśnych włosów. Szampon zostawiam na wyjazdy – taka miniaturka może mi się przydać, mam nadzieję, że będzie delikatny dla moich cienkich włosów. Po płatki po oczy sięgnę niebawem – mają teraz pole do popisu i jestem ciekawa, jak wypadną. Szminka to hit tego pudełka – nie dość, że pięknie wygląda na ustach, ma ciekawe opakowanie to jeszcze pracownicy trafili z kolorem – jest uniwersalny i będzie pasował wielu osobom. Dodatkowo Nabla do marka cruelty free – osoby ceniące sobie marki nietestujące na zwierzętach powinny być zadowolone. 

Spójrzcie też na to, jak prezentowały się poprzednie edycje:

  • O marcowej Liferii So Pretty możecie poczytać tutaj
  • O kwietniowej Liferii Hello Sunshine możecie poczytać tutaj
  • O majowej Liferii Fantastic Mood możecie poczytać tutaj

   NABLA | MATOWA SZMINKA DIVA CRIME ODCIEŃ OMBRE ROSE |  4,2 G | 55 ZŁ swatch swatche

Jak podoba Wam się zawartość tego pudełka? Co sądzicie o tych kosmetykach? Jest lepiej, czy gorzej niż ostatnio?
Pozdrawiam, mam nadzieję, że niedługo nadrobię zaległości 😛
Pozdrawiam!
POST POWSTAŁ W RAMACH WSPÓŁPRACY, ALE NIE MIAŁO TO WPŁYWU NA MOJĄ OPINIĘ.

DR IRENA ERIS PROVOKE | PUDER PRASOWANY TRANSPARENT | KOREKTOR ROZŚWIETLAJĄCY N1 I MATOWA POMADKA 702 | TRIO DO ZADAŃ SPECJALNYCH?

Matowa pomadka w płynie LIQUID MATT LIP TINT - boho rouge N° 702 Korektor rozświetlający ILLUMINATING CONCEALER N° 1  Puder w kompakcie COMPACT POWDER - translucent touch N°100 dr irena eris

Hej!
Mimo tego, że na blogu poruszam głównie tematy pielęgnacyjne i takich kosmetyków zużywam najwięcej, to kolorówka również jest mi bliska. Nie wyobrażam sobie większego wyjścia bez makijażu, staram się też bardziej świadomie wybierać produkty, które służą mi do jego wykonania. 
Pod koniec maja w moje łapki wpadły trzy kosmetyki Dr Ireny Eris z serii Provoke. Od razu zabrałam się do testów, ponieważ byłam ich niezmiernie ciekawa. Miałam wobec nich wysokie oczekiwania – w końcu to jedna z najdroższych szaf znajdujących się w drogeriach (jest również dostępna w perfumeriach Douglas).
Czy korektor rozświetlający Illumniating Concealer  N° 1, puder w kompakcie Compact Powder – Translucent Touch N°100 i kolejna już płynna pomadka Liquid Matt Lip Tint Boho Rouge N° 702 wywarły na mnie pozytywne wrażenie? Czy może się na nich zawiodłam? Jak myślicie? Zapraszam Was na dalszą część wpisu 🙂

Matowa pomadka w płynie LIQUID MATT LIP TINT - boho rouge N° 702 Korektor rozświetlający ILLUMINATING CONCEALER N° 1  Puder w kompakcie COMPACT POWDER - translucent touch N°100 dr irena eris 2

Matowa pomadka w płynie LIQUID MATT LIP TINT - boho rouge N° 702 Korektor rozświetlający ILLUMINATING CONCEALER N° 1  Puder w kompakcie COMPACT POWDER - translucent touch N°100  dr irena eris 3

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z kosmetykami tej firmy. Swoją przygodę z produktami Provoke rozpoczęłam od zapoznania się z matowymi pomadkami, których recenzję możecie znaleźć na blogu. Już wtedy bardzo spodobał mi się design opakowań i fakt, że są one wykonane z dbałością o każdy szczegół.
Poprzeczka jest postawiona naprawdę wysoko. Pomadkami byłam zachwycona i do dziś regularnie po nie sięgam. Towarzyszą mi zarówno w podróży, jak i w domu. Kiedy nadarzyła się okazja do przetestowania kolejnych perełek tej marki – nie wahałam się. Wybrałam zestaw, którego mogłabym używać codziennie – szminkę w dziennym kolorze, transparentny, prasowany puder i rozświetlający korektor pod oczy o dobry kryciu. 

  • Recenzję pomadek Dr Irena Eris Liquid Matt Lip Tint w kolorach 703 i 705 znajdziecie tutaj.
Matowa pomadka w płynie LIQUID MATT LIP TINT - boho rouge N° 702 Korektor rozświetlający ILLUMINATING CONCEALER N° 1  Puder w kompakcie COMPACT POWDER - translucent touch N°100  dr irena eris provoke 4

Każdy z nich zaczęłam testować na początku czerwca, mam więc za sobą kilka tygodni działań. Zacznę od tego, że pierwszym, co wywołało we mnie pozytywne wrażenie były oczywiście opakowania. Kosmetyki znajdują się w srebrnych kartonikach, szata graficzna reszty opakowań również jest podobna – przeważa tu klasyczne srebro i ponadczasowa biel. Owszem, taki lustrzany blask ma swoje wady – widać to szczególnie przy robieniu zdjęć  trzeba się czasem nieźle natrudzić, by nie były widoczne na nim odciski czy drobinki kurzu.
Jeśli chodzi o szminkę to ma ona klasyczne opakowanie w formie buteleczki z aplikatorem (pacynką). W środku znajduje się aż 6 mililitrów matowego musu. Na spodzie znajduje się mini pojemniczek z kolorem, co ułatwia poszukiwanie odpowiedniego odcienia bez konieczności otwierania pomadki.
Kwadratowa, biała kasetka mieści w sobie 9 gramów pudru i otwiera się dopiero po naciśnięciu przycisku i podważeniu klapki, dlatego dobrze sprawdzi się w trakcie podróży. W środku znajduje się pięknie wytłoczony kosmetyk, a także lusterko i gąbeczka, którą możemy go zaaplikować.
Korektor ma formę srebrnego pisaka, nie wykręcanego, a wyciskanego. Przycisk znajduje się po przeciwnej stronie aplikatora, na samym końcu podłużnego opakowania. Ciężko jest go otworzyć, co jest dla mnie plusem, ponieważ nie spotkam się z przykrą niespodzianką po otwarciu kosmetyczki. Jego pojemność to 1,7 mililitra, czyli raczej standardowa, jeśli chodzi o taki typ kamuflażu.

Matowa pomadka w płynie LIQUID MATT LIP TINT - boho rouge N° 702 Korektor rozświetlający ILLUMINATING CONCEALER N° 1  Puder w kompakcie COMPACT POWDER - translucent touch N°100 dr irena eris 5

Puder w kompakcie COMPACT POWDER – translucent touch N°100

Zaczniemy od pudru, bo to on jest jednym z najważniejszych kosmetyków kolorowych jeśli chodzi o makijaż skóry mieszanej lub tłustej. Od pudru wymagam kilku rzeczy – ma dobrze utrwalać produkty kremowe i płynne i nie przyspieszać ich warzenia się. Puder z serii Provoke ma ładny, bardzo jasny kolor, który raczej nie zmienia wyglądu całego makijażu i dobrze dopasowuje się do odcienia skóry. Rzeczywiście jest transparentny, niestety nie równa się to ze stwierdzeniem „niewidoczny”. W moim przypadku, nawet kiedy mam dobrze wypielęgnowaną skórę ten puder widać. Efekt nie rzuca się tak mocno w oczy, kiedy użyję pędzla, gorzej jest natomiast wtedy, kiedy w ciągu dnia próbuję poprawić co nieco puszkiem dołączonym do zestawu. Na szczęście po godzinie czy dwóch ten efekt znika i całość prezentuje się dobrze.

Puder w kompakcie COMPACT POWDER - translucent touch N°100 dr irena eris
Skład: Talc,
Aluminum Starch Octenylsuccinate, Boron Nitride, Magnesium Stearate,
Ethylhexyl Palmitate, Caprylic/Capric Triglyceride, Bis-Diglyceryl
Polyacyladipate-1, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate,
Hexylene Glycol, Isopropyl Myristate, Parfum, Hydrolyzed Sericin,
Glycine Soja Oil, Linalool, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional,
Linoleic Acid, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Limonene, Hydroxyisohexyl
3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Benzyl Salicylate, Hydroxycitronellal,
Retinyl Palmitate, +/- CI 77492, CI 77491, CI 77499, CI 75470,
Maltodextrin.

Puder nie zapycha, chociaż zawiera w składzie talk, który może zaszkodzić niektórym skórom. Daje matowe wykończenie, nie działa jednak tak długo, jak puder bambusowy czy ryżowy i wymaga choć jednej czy dwóch poprawek w ciągu dnia. Nie dodaje podkładom krycia ani go nie odejmuje. Nie ma tendencji do wysuszania skóry, nawet pod oczami. Kiedy moja skóra ma gorszy dzień potrafi zebrać się w załamaniach, ale na szczęście nie zdarza mu się to nagminnie.

Puder w kompakcie COMPACT POWDER - translucent touch N°100 dr irena eris provoke swatch

Jeśli miałabym go podsumować i ocenić – w moim przypadku nie jest to kosmetyk do stosowania na co dzień. Wymagam od pudru większego utrwalenia – przyzwyczaiłam się do tych sypkich, które nie są widoczne na twarzy, a zapewniają zdrowy mat. Pudrów w kompakcie używam, kiedy gdzieś wyjeżdżam i ten będzie moim pewniakiem. Ogromnym plusem jest dla mnie fakt, że mimo regularnego stosowania mnie nie zapchał, a często mi się to przytrafia. Podoba mi się jego opakowanie i delikatny, ale przyjemny zapach, oraz uczucie jakie pozostawia na skórze – wydaje się ona gładka i jedwabista. Nie jest ideałem, ale mogę powiedzieć, że jestem umiarkowanie zadowolona z jego działania. Jeśli chodzi o pudrowy efekt – wystarczy spryskać makijaż mgiełką by przyspieszyć proces jego znikania. Kończąc – nie jest hitem, ale ciężko mi znaleźć puder prasowany, który sprostałby moim wymaganiom. Jest okej i raczej zużyję go do końca.

Matowa pomadka w płynie LIQUID MATT LIP TINT - boho rouge N° 702 dr irena eris 1

Matowa pomadka w płynie LIQUID MATT LIP TINT – boho rouge N° 702

Drugim kosmetykiem, który znalazłam w paczce była szminka. Może pamiętacie moją recenzję dwóch innych kolorów, którą opublikowałam na blogu kilka miesięcy temu – pomadki spodobały się nie tylko mi, ale także Wam. Postanowiłam sięgnąć po kolejny dzienny kolor z kolekcji – Boho Rouge. To kolor ciemniejszy od 703, którą pokazywałam, ale nadal jasny i niezbyt rzucający się w oczy. To odcień brudnego różu, który uważam za idealny nude – przynajmniej w moim przypadku. Nie jest zbyt jasny przez co nie sprawia, że moja twarz wygląda na jeszcze bledszą niż jest w rzeczywistości. Podkreśla naturalny kolor ust i jest na tyle neutralny, że będzie pasował wielu osobom o różnych typach karnacji.  Nie zażółca zębów, nie podkreśla też zaczerwienień, które pojawiają się czasem na mojej twarzy. To niezbyt rażąca, dzienna propozycja.

Matowa pomadka w płynie LIQUID MATT LIP TINT - boho rouge N° 702 dr irena eris provoke 2

Przechodząc do bardziej technicznej strony recenzji – pomadka zachowuje się tak, jak siostry. Długo utrzymuje się na ustach mimo tego, że na nich nie zastyga. Ma konsystencję musu i od razu po nałożeniu na usta jest matowa. Nie jest to jednak kredowy efekt – ładnie osiada na ustach, wypełnia zmarszczki i nierówności bez zbędnego ich podkreślania. Nie migruje poza kontur ust bez względu na to, czy nałożymy konturówkę, czy też nie. Nie wysusza moich ust, nie sprawia, że wyglądają nieestetycznie. Szminka utrzymuje się na nich około 4-5 godzin bez poprawek. Moim zdaniem to dobry efekt, jak na pomadkę o kremowej konsystencji. Odbija się na szklance czy chusteczce, nie jest to jednak uciążliwe.

Matowa pomadka w płynie LIQUID MATT LIP TINT - boho rouge N° 702 dr irena eris provoke swatch swatche
 Skład: Ethylhexyl
Palmitate, Talc, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Dimethicone, Cera
Alba, Caprylic/Capric Triglyceride, Caprylyl Methicone, C30-45
Alkyldimethylsilyl Polypropylsilsesquioxane, Silica Silylate, C30-45
Alkyl Dimethicone, Hydrohenated Polyisobutene, Vinyldimethyl/
Trimethylsiloxysilicate/ Dimethicone Crosspolymer, Stearlkonium
Hectorite, Polymethyl Methacrylate, Propylene Carbonate, Silica, Parfum,
Hexyl Cinnamal, Linalool, +/- CI 15850, CI 77891, CI 77492, CI 77491,
CI 77499.

Moim zdaniem jest to pomadka idealna na dzień. Ma przyjemny, neutralny odcień, który nie zwraca na siebie uwagi, a jej właściwości pozwalają cieszyć się pięknym uśmiechem bez ich wysuszenia. Jest łatwa w aplikacji i dobrze się utrzymuje. Na początku nie byłam przekonana co do odcienia, bo przyzwyczaiłam się do jaśniejszej, bardziej różowej 703, na dzień dzisiejszy stwierdzam jednak, że takie kolory również bardzo mi pasują. Polubiłam te pomadki na tyle, że inne (przynajmniej na razie :P) mogłyby nie istnieć w mojej kosmetyczce. Mają jeden minus – występują tylko w 6 odcieniach 😀

Korektor rozświetlający ILLUMINATING CONCEALER N° 1 dr irena eris provoke 1

Korektor rozświetlający ILLUMINATING CONCEALER N° 1

Ostatnim już kosmetykiem, który chciałabym Wam dziś opisać jest rozświetlający korektor pod oczy
Illuminating Concealer N° 1. Jeśli mnie znacie wiecie, że często sięgam po mocno kryjące korektory – zarówno do stosowania na skórę twarzy, jak i pod oczy. Odziedziczyłam po tacie piękne, fioletowo żółtawe sińce, które niezbyt ciekawie się prezentują, a do tego sprawiają, że non stop wyglądam na zmęczoną. Zawsze myślałam, że do ich przykrycia sprawdzą się tylko propozycje o bogatej, gęstej formule, które niestety przy regularnym stosowaniu mogą wysuszać.

Korektor rozświetlający ILLUMINATING CONCEALER N° 1  dr irena eris provoke 2

Mając możliwość dowolnego skomponowania zestawu wrzuciłam do niego mój pierwszy rozświetlający korektor. Przeczytałam na kilku blogach pozytywne opinie na jego temat, dlatego miałam wobec niego spore oczekiwania. Jestem zdanie, że moje niedoskonałości nie muszą być w 100% przykryte, ale powinnam się prezentować świeżo i schludnie, bo właśnie po to sięgam po makijaż.
Korektor, jak na taki w pisaku ma dość gęstą konsystencję. W żadnym wypadku nie jest to produkt lejący, spływający z dłoni. Mimo tego nie obciąża skóry pod oczami i na powiekach i nie przyczynia się do powstawania suchych miejsc w tych okolicach. Odcień N1 jest naprawdę jasny, nawet na tak bladej skórze jak moja w ogóle się nie odznacza, co możecie zobaczyć na zdjęcia na końcu tego wpisu.

Korektor rozświetlający ILLUMINATING CONCEALER N° 1  dr irena eris provoke swatch swatche

Czy jestem zadowolona? Owszem. Poziom krycia jest okej, może w rzeczywistości co nieco się pokazuje, ale na zdjęciach ten korektor wygląda super. Jak możecie zauważyć, mam naturalnie dość widoczną „dolinę łez”, a po pokryciu jej korektorem i lekkim przypudrowaniu nie rzuca się w oczy. Produkt ma wygodny aplikator, którym możemy bezpośrednio na skórę aplikować konkretną ilość kosmetyku. Najlepsze krycia uzyskuję nim podczas wklepywania palcami, pędzel również dobrze się do tego sprawdza, natomiast po użyciu wilgotnej gąbki efekt jest najdelikatniejszy. Wadą tego kosmetyku jest niestety wydajność – raczej niewiele mi go pozostało, ale taki już urok korektorów w pisaku – mają małą pojemność i łatwo je szybko wykorzystać. Chyba nie da się tego przeskoczyć, dlatego nadal ciężko mi się jest na nie przestawić.
Korektor rozświetlający ILLUMINATING CONCEALER N° 1  dr irena eris provoke swatch, swatche, jak wygląda na oku
ZDJĘCIE BEZ FILRA, JEDNA WARSTWA KOREKTORA, BEZ PRZYPUDROWANIA.
Skład: Aqua,
Isononyl Isonoanoate, Isododecane, Propylene Glycol, Dimethicone,
Hydrogenated Tetradecenyl/ Methylpentadecene, Talc, Glycerin, Aluminium
Starch Octenylsuccinate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Sodium
Chloride, Disteardimonium Hectorite, Squalane, Polymethyl Methacrylate,
Polyglyceryl-4 Isostearate, Hexyl Laurate, Caprylyl Glycol, Laureth-7,
Alumina, Phenoxyethanol, Cellulose Gum, Methicone,
Trimethylsiloxysilicate, Hexylene Glycol, Disodium EDTA,+/- CI 77891, CI
77492, CI 77491, CI 77499.

Matowa pomadka w płynie LIQUID MATT LIP TINT - boho rouge N° 702 Korektor rozświetlający ILLUMINATING CONCEALER N° 1  Puder w kompakcie COMPACT POWDER - translucent touch N°100  dr irena eris 6
Czy polubiłam się z kolorówką Ireny Eris? Raczej tak. Po pomadkę i korektor sięgam naprawdę często, są to kosmetyki, które dobrze się u mnie sprawdzają. Do korektora raczej ponownie nie wrócę, pomimo tego, że nie mogę mu nic zarzucić – zużywam sporo kamuflaży, jeśli chodzi o moją okolicę oczu, a ten nie należy do najwydajniejszych – jego cena jest w tym stosunku zbyt wysoka. Puder zabieram na wyjazdy, ponieważ na co dzień wolę sięgać po te sypkie które dają mi większy komfort i nie wymagają poprawek, na które zazwyczaj nie mam ani głowy, ani czasu. Nie do końca podoba mi się fakt, że widać go na skórze, a czasem potrafi zebrać się w naturalnych zagłębieniach – szczególnie pod oczami, gdzie mam charakterystyczne bruzdy, czy wokół skrzydełek nosa. Szminka, tak jak pozostałe dwie, które posiadam, ląduje w gronie ulubieńców. To najlepszy kosmetyk z tej trójki, który byłaby skłonna kupić nawet w regularnej cenie. Odcień 702 jest neutralny i będzie pasował wielu osobom, podkreśli usta, uwydatni je, ale nie będzie grał pierwszych skrzypiec.

Matowa pomadka w płynie LIQUID MATT LIP TINT - boho rouge N° 702 Korektor rozświetlający ILLUMINATING CONCEALER N° 1  Puder w kompakcie COMPACT POWDER - translucent touch N°100  dr irena eris 7 makijaż, jak wyglądają na twarzy, swatch swatche

Matowa pomadka w płynie LIQUID MATT LIP TINT - boho rouge N° 702 Korektor rozświetlający ILLUMINATING CONCEALER N° 1  Puder w kompakcie COMPACT POWDER - translucent touch N°100  dr irena eris 8 makijaż, jak wyglądają na twarzy, swatch swatche

Co sądzicie na temat tych kosmetyków? Mi do gustu najbardziej przypadła szminka, chociaż reszta też zasługuje na pochwałę – jedynie puder nazwę średniakiem – nie jest to moje odkrycie w tej kategorii. 
PS Musicie mi wybaczyć. Dzisiejszy post jest chaotyczny, ale jakoś ciężko mi się zabrać po tej przerwie do pisania – jeszcze trochę i znów nabiorę wprawy 😛
Pozdrawiam :*
KOSMETYKI OTRZYMAŁAM W RAMACH WSPÓŁPRACY, ALE NIE WPŁYNĘŁO TO NA MOJĄ OPINIĘ.

ULUBIEŃCY CZERWCA 2017 | VIANEK | LILY LOLO | BIELENDA

VIANEK, ODŻYWCZY KREM POD OCZY LILY LOLO, ROZŚWIETLACZ DO TWARZY CHAMPAGNE ILLUMINATOR BIELENDA, OCZYSZCZAJĄCY ŻEL WĘGLOWY DO MYCIA TWARZY CARBO DETOX ulubieńcy czerwca

Cześć!

Kiedy to czytacie piszę ostatni egzamin – mam nadzieję, że nie będę musiała już wracać na uczelnię i zacznę w końcu upragnione wakacje – trzymajcie kciuki – to biochemia, na dodatek opisówka, więc nie wiem, czego mam się spodziewać 😛

W związku z tym, że miałam sporo nauki zapraszam Was dziś na okrojonych ulubieńców – będę pisać tylko o kosmetykach – w ulubieńcach znalazły się dwie pielęgnacyjne i jedna makijażowa perełka. Jesteście ciekawi, jakie produkty z oferty Vianka, Lily Lolo i Bielendy przypadły mi ostatnio do gustu? W takim razie zapraszam! 😀

VIANEK, ODŻYWCZY KREM POD OCZY LILY LOLO, ROZŚWIETLACZ DO TWARZY CHAMPAGNE ILLUMINATOR BIELENDA, OCZYSZCZAJĄCY ŻEL WĘGLOWY DO MYCIA TWARZY CARBO DETOX ulubieńcy czerwca

VIANEK, ODŻYWCZY KREM POD OCZY

VIANEK, ODŻYWCZY KREM POD OCZY

Jeśli chodzi o kremy pod oczy jestem wymagająca i raczej ciężko jest mi dogodzić. Mam jednego ulubieńca, ale sprawdza się on w moim przypadku tylko na noc, do tego stosowanie ciągle tego samego produktu może się znudzić – i nam, i skórze. Postanowiłam ponownie zwrócić się ku bardziej naturalnym opcjom i tak w moje ręce wpadł krem od Vianka. Jest lekki, szybko się wchłania i nie zostawia praktycznie żadnej wyczuwalnej warstwy na skórze. Widocznie ją napina i dobrze nawilża – nawet przy regularnym stosowaniu ciężkich korektorów moje powieki i skóra pod oczami jest dobrze odżywiona. Niestety nie wpływa znacząco na cienie pod oczami. Nie podrażnia i nie w powoduje łzawienia. Ma wygodne opakowanie, bardzo smukłe i wysokie, które dobrze leży w dłoni, a także nie zajmuje zbyt wiele miejsca w kosmetyczce. Krem ma lekko słodki, kokosowy zapach, który szybko się ulatnia. Używam go dopiero od trzech tygodni, ale śmiało mogę stwierdzić, że to jeden z lepszych kremów na dzień, które miałam.  

LILY LOLO, ROZŚWIETLACZ DO TWARZY CHAMPAGNE ILLUMINATOR

LILY LOLO, ROZŚWIETLACZ DO TWARZY CHAMPAGNE ILLUMINATOR

To niedoceniony rozświetlacz, który mam w kosmetycznej kolekcji już od kilku miesięcy. Na początku myślałam, że będzie dawał subtelny, lekki blask, a można nakładać go w nieco większej ilości i wtedy daje naprawdę mocny efekt. Ma naturalny skład i nie zapycha mojej skóry. W opakowaniu kolor może wyglądać na tradycyjne złoto, ale na skórze wypada szampańsko – nie jest ani chłodny, ani ciepły, dlatego będzie pasował wielu typom urody. Nie zawiera drobinek brokatu. Łatwo się go nakłada, w opakowaniu znajduje się spore lusterko, więc jest też idealny na podróże. Ostatnio sięgam po niego często i to miła odmiana od wszystkich złotek, które są najszerzej dostępne na drogeryjnym rynku.

  • Recenzję rozświetlacza Champagne Iluminator od Lily Lolo znajdziecie tutaj

BIELENDA, OCZYSZCZAJĄCY ŻEL WĘGLOWY DO MYCIA TWARZY CARBO DETOX

BIELENDA, OCZYSZCZAJĄCY ŻEL WĘGLOWY DO MYCIA TWARZY CARBO DETOX

Niedawno recenzowałam Wam na IG maskę w saszetce z tej serii, dziś przyszedł czas na żel, który także bardzo przypadł mi do gustu. Dostałam go w paczce od Meet Beauty i pierwotnie miał być przeznaczony dla mojego chłopaka, ale skład pozytywnie mnie zaskoczył i sama postanowiłam wypróbować go na własnej skórze. Nie zawiera SLS/SLES ani pochodnych, na drugim miejscu występuje gliceryna, a aktywowany węgiel, z tego co pamiętam, na szóstym. Jak na drogeryjną propozycję to naprawdę ciekawa opcja. Nie wysusza skóry, dobrze oczyszcza, pozostawia ją miękką w dotyku jednocześnie nie pokrywając jej tłustym czy lepiącym filmem. Niezbyt dobrze się pieni, to raczej emulsja niż żel, ale mi taka forma odpowiada na równi z tą bardziej tradycyjną. Kosmetyk ma mocny zapach, który przypomina mi aromat melona, ale jest nieco sztuczny – na szczęście nie czuć go po spłukaniu wodą. To jeden z lepszych żeli drogeryjnych, z jakimi miałam ostatnio kontakt – możecie się za nim rozejrzeć 🙂

Postanowiłam rozruszać mój Instagram i wstawiać tu krótkie opinie, na których nie mam jak wstawiać na blogu. Spodobał Wam się mój post o żelu Avene, dziś przyszedł czas na maskę Bielendy. Tak spodobał mi się żel z serii z aktywnym węglem, że postanowiłam wrzucić też do koszyka maseczkę. Użyłam ją wczoraj wieczorem, ma gęstą konsystencję, nie spływa, nie zachowuje się jak typowa glinka. Nie zasycha aż tak i nie powoduje ściągnięcia skóry. ➡️➡️➡️Jakie są efekty? Pory są oczyszczone a skóra miękka w dotyku. Krostki, które miałam na brodzie dziś są podsuszone i znacznie mniejsze. Skład nie jest zły, zawiera glinkę, aktywowany węgiel, nie ma zbyt wielu parabenów czy skodliwych związków. Na promocji kosztowała 1,60 zł. ⬇️⬇️⬇️Minusy? Za mała pojemność i to, że ciężko się zmywa, ale gąbki celulozowe pomagają. Miałyście okazję stosować tę maskę, albo inne kosmetyki z tej serii? #elfnaczi #bielenda #maska #mask #kosmetyki #cosmetics #recenzje #blogger #polishblogger #polskablogerka #blogerka #beauty #beautylogger #instatags #instaphoto #skincare #acne #tradzik #pielegnacja
Post udostępniony przez Natalia (@elfnaczi) 24 Cze, 2017 o 3:57 PDT


Znacie moich ulubieńców? Który z tych trzech kosmetyków najbardziej przypadłby Wam do gustu?
Pozdrawiam!

LILY LOLO | BŁYSZCZYK ENGLISH ROSE | RÓŻANA PIĘKNOŚĆ?

lily lolo costasy błyszczyk english rose lipgloss

Cześć!
Lato to czas zmian – i w życiu, i w makijażu. Jestem fanką matowych pomadek, ale szukam dla nich ciekawej odmiany – mimo tego, że zawsze będę im wierna, to nie zawsze mam ochotę na staranne wyrysowywanie konturu ust. Są też dni, kiedy moja skóra, a co za tym idzie też usta, są suche i nie chcę ich dodatkowo obciążać, gdyż nie wygląda to zbyt estetycznie.
Postanowiłam wypróbować w końcu naturalne błyszczyki Lily Lolo. Słyszałam o nich wiele dobrego, ale jeszcze nie miałam okazji ich używać. Czy English Rose sprawdził się na moich ustach? Czy jestem zadowolona z jego działania? Zapraszam na nowy post! 😀 

lily lolo costasy błyszczyk english rose lipgloss 2

Obietnice producenta

  • Elegancki błyszczyk w kolorze ciemnoróżowym, aksamitny niczym płatki róży.



    Nasze przepysznie czekoladowe błyszczyki nie tylko mają przepiękne
    kolory, ale dzięki zawartości witaminy A i naturalnego olejku Jojoba,
    odpowiednio ochronią i odżywią Twoje usta.




    • specjalna formuła z dodatkiem witaminy A oraz naturalnego olejku Jojoba zapewnia odpowiednią ochronę i nawilżenie


    • nieklejąca się konsystencja


    • efekt przepięknie połyskujących ust


    • smakowity posmak czekolady


    • prosta aplikacja za pomocną wygodnego aplikatora

 Opakowanie

Błyszczyk tradycyjnie zapakowany jest w biało-czarny kartonik, smukły i elegancki. Prosty design przywodzi na myśl klasę i dobry styl. Na kartoniku znajdują się wszelkie potrzebne informacje takie jak skład, PAO, nazwę odcienia i pojemność. Sam błyszczyk umieszczony jest w wysokiej buteleczce, opatrzonej napisem Lily Lolo. Wykonana jest z dość grubego plastiku wysokiej jakości. Aplikator jest standardowy, ani za duży, ani za mały, będziecie z niego zadowolone niezależnie od tego, jakiej wielkości macie usta.
Pojemność to 4 mililitry.
lily lolo costasy błyszczyk english rose lipgloss skład inci

Skład

RICINUS COMMUNIS SEED OIL (olej rycynowy, nabłyszcza, zmiękcza, jest dość gęsty i klejący), OLEIC/LINOLEIC/LINOLENIC POLYGLYCERIDES (poliglicerydy nienasyconych kwasów tłuszczowych – oleinowego, linolowego i linolenowego, działają na naskórek zmiękczająco, tworzą warstwę okluzyjną, która pośrednio działa nawilżająco),
SORBITAN OLIVATE (oliwian sorbitolu, substancja nawilżająca, sorbitol to cukrol, w tym wypadku pozwala też na wprowadzenie pigmentu do kosmetyku), CERA ALBA (wosk pszczeli, kolejna substancja nawilżająca i natłuszczająca, bogata w wiele witamin), SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL (olej jojoba, jeden z moich najbardziej ulubionych olei, cenionych w pielęgnacji przez wzgląd na wysoką zawartość witamin A, E i F), MICA (mika, minerał rozpraszający światło), AROMA (substancja zapachowa),
COPERNICIA CERIFERA CERA (wosk z kopernicji, palmy, kolejny natłuszczający emolient), CANDELILLA CERA (olej z wilczomleczu, emolient), TOCOPHEROL (witamina młodości, czyli witamina E, która pozytywnie wpływa na regenerację naskórka) [+/- CI 77891
(TITANIUM DIOXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI
75470 (CARMINE), CI 77742 (MANGANESE VIOLET)]
(barwniki – dwutlenek tytanu, tlenek żelaza, żółcień żelazowa, karmin, fiolet magnezowy)
Jak widzicie skład kosmetyku jest naprawdę dobry. Błyszczyk jest wolny od silikonów, a większą jego część stanowią olejki, które pozytywnie wpływają na stan naszej skóry. Natłuszczają wargi, przez co działają pośrednio nawilżająco – zapobiegają odparowywaniu wody. Związek sorbitolu (ester) działa nawilżająco, a witamina E wpływa na odbudowę komórkową skóry warg. Barwniki użyte w tym produkcie są bezpieczne i nie wpływają negatywnie na nasze zdrowie. Mika odbija światło, przez co usta wyglądają na jeszcze większe.
lily lolo costasy błyszczyk english rose lipgloss 3

Trwałość

Nie zaskoczę Was, kiedy napiszę, że błyszczyki utrzymują się na ustach znacznie krócej niż szminki. Nie mierzyłam czasu dokładnie, ale w moim mniemaniu widać go na ustach przez około dwie godziny, co w moim przypadku jest czasem standardowym, jeśli chodzi o tego typu kosmetyki do ust. Często je zaciskam i zagryzam, więc automatycznie skraca to czas, w jakim produkt mógłby się na nich utrzymać.  Jestem z tego czasu zadowolona, tym bardziej, że błyszczyk można nałożyć na usta nawet bez lusterka i zrobić w tym momencie szybką poprawkę – ryzyko zniszczenia makijażu jest o wiele niższe niż przy szmince 🙂

Dostępność

Kosmetyki Lily Lolo dostępne są na stronie producenta – costasy.pl, a także w showroomie marki w Warszawie, na ulicy Ciołka. Można znaleźć je także w kilku drogeriach internetowych – w dokładne takich samych cenach.

lily lolo costasy błyszczyk english rose lipgloss swatch

Pigmentacja

Zamawiając
błyszczyk miałam na uwadze to, że nada moim wargom delikatnego,
półtransparentnego wykończenia
i z góry nie nastawiałam się na wielką
zmianę koloru. Mam mocno napigmentowaną czerwień wargową i w moim
przypadku błyszczyk delikatnie ją rozjaśnia. Nadaje jej mleczno-różowego koloru, który wygląda niezwykle naturalnie i dziewczęco. Jest to
delikatnie przybrudzony róż, który będzie pasował większości typów
urody.

Cena

Błyszczyk English Rose w regularnej cenie kosztuje  48.50 złotego. Jest to dość wysoka cena jak za błyszczyk, jeśli chodzi o mnie – trafia na średnią półkę cenową. Jest ona porównywalna z błyszczykami drogeryjnymi z droższych szaf i nie jest dla mnie zaskoczeniem – za kosmetyki bazujące na naturalnych składnikach, cruelty free trzeba zapłacić odrobinę więcej. Mnie ona jednak nie zraża – w parze z ceną idzie wysoka jakość.

lily lolo costasy błyszczyk english rose lipgloss 5 aplikator

Moja opinia

Po błyszczyki sięgam niezwykle rzadko, ale nie oznacza to, że ich nie lubię.  Lepiej czuję się w matowych szminkach w nieco bardziej intensywnych kolorach – zazwyczaj noszę na sobie delikatny makijaż i usta to jedyny mocniejszy akcent, na który sobie pozwalam. 
Miałam kilka błyszczyków w swojej kolekcji, część z nich podkradałam mamie jeszcze w gimnazjum. Zdążyłam więc wyrobić sobie na ich temat zdanie i znaleźć te ulubione – wbrew pozorom wcale nie było tak łatwo.
Jakich błyszczyków szukam? Lekkich, nielepiących, które gładko suną po ustach i je nawilżają. Taki właśnie jest English Rose od Lily Lolo. Patrząc na skład obawiałam się gęstej, klejącej formuły, ale przyjemnie się rozczarowałam. Błyszczyk ten jest lekki i praktycznie niewyczuwalny na ustach. Nada się dla długowłosych dziewczyn – nie działa jak magnes na kosmyki, na szczęście. 
Kosmetyk daje świetliste wykończenie, które mocno odbija światło. W opakowaniu widoczny jest drobno zmielony, różowy shimmer, ale na ustach jest niewidoczny, więc jeśli nie jesteście fankami drobinek – nie ma się czego obawiać. Podkreśla kolor warg, jeśli są jasne, a właścicielki ciemnych ust powinny zauważyć lekkie ich rozjaśnienie i rozbielenie.
Sam błyszczyk ma kolor brudnego różu – takiego, jak angielska róża. Jest niezwykle delikatny i kobiecy, będzie pasował do każdego makijażu – i ciemniejszego, i delikatnego, a także różnych tonacji – od ciepłych, po zimne. 
Pozytywnie zaskoczył mnie też zapach kosmetyku – przypomina mi kakao, jest słodki, ale nienachalny, po kilku minutach go nie czuć. 
Podsumowując – jestem z niego zadowolona, ale powędrował do mojej mamy – tak się jej spodobał, że nie byłam zdolna jej odmówić. W końcu to jej usta bardziej potrzebują nawilżenia i to ona jest fanką blasku. Mama również jest zadowolona i chwali kosmetyki Lily Lolo – jak widać, skóra dojrzała również korzysta z dobroci natury.

Czy kupię ponownie?

Kusi mnie jeszcze jaśniejszy odcień – „Szept” – jeśli jest tak intrygujący, jak nazwa – chyba nie przejdę obok niego obojętnie. Błyszczyk bardzo mi się spodobał, mojej rodzicielce również – na ustach wygląda świeżo i promiennie 🙂
 
lily lolo costasy błyszczyk english rose lipgloss na ustach on lips swatch swatches
Zdjęcie bez filtra, w świetle naturalnym. Na ustach jedna warstwa błyszczyka.
Podoba Wam się ten błyszczyk? Wiecie, że moja współpraca z Costasy trwa już rok? :O
Pozdrawiam 🙂
POST POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z COSTASY.PL, ALE NIE MIAŁO TO WPŁYWU NA MOJĄ OCENĘ.

BLOGOWY KRYZYS PO 4 LATACH PISANIA | CZY TO MNIE DOTYCZY?

blogowy kryzys, jak pisać ciekawe wpisy, kryzys twórczy

Hej!

Od kilku tygodni nosiłam się z zamiarem napisania posta lifestylowego, w którym zawarłabym kilka moich ostatnich przemyśleń. Wiem, że wolicie czytać wpisy kosmetyczne, ale czasem mam potrzebę uzewnętrznienia się i wyżalenia – w końcu kto zrozumie mnie lepiej, niż moi czytelnicy? Jeśli chcecie posłuchać o tym, co w ostatnim czasie mi dokucza – przejdźcie dalej. Mam nadzieję, że na koniec będziecie mogły zostawić w komentarzu jakieś słowo otuchy.

TRUDNE POCZĄTKI

Dziś mijają 4 lata od założenia bloga elfnaczi.pl. Na początku była to strona, którą traktowałam jak swój pamiętnik – pisałam o tym, co się u mnie działo, co kupiłam, jak idzie mi nauka. Po mniej więcej półtorej roku, może dwóch latach postanowiłam, że chciałabym zmienić to miejsce – na bardziej kobiece, kosmetyczne, lifestylowe. Z natury nie jestem humanistką, mam raczej ścisły, analityczny umysł,
ale ciągnęło mnie do „sztuki” i tak wykreował się pomysł stworzenia
własnej strony w sieci.
Początki były trudne, choć mam wrażenie, że przed prawdziwą „górką” jestem dopiero teraz. Kiedyś dodawałam wpisy nieregularnie i nikt nie zwracał na to uwagi, zresztą tak samo na zdjęcia, oprawę bloga i tekst.
Kiedy już miałam na siebie plan i zaczęłam wdrażać go w życie zauważyłam pozytywne aspekty tych zmian – więcej czytelników, komentarzy, wyświetleń. To coś, co każdemu twórcy przynosi wielką radość – widzimy wtedy, że nasza praca nie idzie na marne, a to, w moim mniemaniu, prawdziwy sukces!

SAMOROZWÓJ KLUCZEM DO SUKCESU

Jeśli znacie mnie osobiście wiecie, że należę do osób, które stawiają sobie cele i je osiągają. Mimo porażek nie poddaję się i dążę do tego, by się rozwijać. Myślę tu o różnych płaszczyznach mojego życia, także o blogu. Pokonywanie własnych słabości dało mi dużo pewności siebie. Ze wszystkiego co robię staram się wyciągać jak najwięcej, bo w końcu ten, kto czerpie z życia garściami jest człowiekiem szczęśliwym.
Dzięki temu portalowi nauczyłam się pisać naprawdę długie, aczkolwiek ciekawe teksty (przynajmniej tak myślę :P). Pogłębiłam swoją wiedzę na tematy, które mnie interesują. Nauczyłam się czytać składy INCI i dzięki temu stan mojej skóry bardzo się poprawił. Zaczęłam eksperymentować z fotografią – raz jest lepiej, raz gorzej, ale i tak uważam, że zrobiłam spory postęp. 
Dzięki blogowi poznałam też wiele wspaniałych osób, z którymi utrzymuję kontakty w życiu prywatnym. To pozwoliło mi uświadomić sobie, że za cyferkami i literkami stoją ludzie. Mam nadzieję, że dalej będę mogła się rozwijać, tworzyć dla Was coraz lepsze i bardziej inspirujące wpisy. Chciałabym mieć też okazję, by poznać jeszcze więcej z Was – to Wy jesteście moją motywacją i chcę, byście o tym wiedzieli.

blogowy kryzys, jak pisać ciekawe wpisy, kryzys twórczy

 

CO MNIE BOLI?

Siedzę w blogosferze 4 lata… 4 lata bacznie się jej przyglądam, czasem z większym, czasem z mniejszym zaangażowaniem. Jestem dobrym obserwatorem, który stara się nie wtrącać, ale notuje wszystkie podejrzane sprawy. Myślałam, że to JA jestem osobą zawistną, obojętną, prawdziwą zołzą. Może tego nie widać, ale uwierzcie mi – mam diabełka za skórą, tylko dobrze się ukrywam 😛  Staram się być miła dla wszystkich, a jeśli coś mi nie odpowiada – kontaktuję się z tą osobą. 
Mam wrażenie, że panuje teraz moda na hejtowanie wszystkich po kolei. Temu nie pasuje to, że blogosfera jest taka, jaka jest, temu nie pasują zbyt idealne zdjęcia na Insta. Od kiedy inni mają prawo mówić nam jak mamy robić coś, co lubimy? Uważam, że jeśli nie szkodzimy przy tym osobom trzecim inni nie mają prawo ingerować w nasze życie. Dajmy sobie trochę luzu, nikt nie jest idealny, ale nie jest to powodem, dla których powinno wyśmiewać się z pewnych treści/osób/rzeczy, czy piętnować pewne zachowania. 
Dziwi mnie, że to te „duże” blogerki wywołują takie gównoburze, a czytelnicy jeszcze im przyklaskują. Dla mnie to działanie poniżej jakiegokolwiek poziomu. W moim mniemaniu odnosi to odwrotny skutek od zamierzonego – w moich oczach takie osoby tracą, pokazują jakie są zazdrosne, infantylne i jak boją się o swoją ciepłą posadkę. Mam nadzieję, że reszcie też spadną klapki z oczu i zamiast bić brawo pod takimi wpisami zaczną po prostu zamykać kartę i wychodzić – bez zostawiania zbędnych komentarzy. Wtedy takie działania umrą śmiercią naturalną, tylko taką widzę dla nich przyszłość.

CZY JESTEM ZAZDROSNA? MAM O COŚ ŻAL? TO BLOGOWY KRYZYS?

Na początku tego roku postanowiłam, że w końcu wezmę się za naukę i poczytam trochę o SEO, pozycjonowaniu i reklamie bloga. Myślę, że efekty mówią same za siebie, bo jakieś wzrosty mam. Jakieś… I właśnie o to się to wszystko rozchodzi. Mimo wkładania w bloga coraz więcej pracy i zaangażowania statystyki poleciały na łeb na szyję. 

Czy jestem zazdrosna o czyjeś wyświetlenia i obserwatorów, a nawet współprace? Tak. Jestem tylko człowiekiem i to uczucie nie jestem mi obce. Do pewnego momentu ta zazdrość pchała mnie do działania i działała na mnie jak lekki poganiacz. Z czasem jednak stwierdziłam, że zaczęłam się przez to wypalać.
Boli mnie fakt, że blogi, na których zdjęcia są robione kalkulatorem, a we wpisach widnieją 3 zdania na krzyż wiodą prym. Że współprace dotyczą tylko tych, którzy mają miliony wyświetleń i zarabiają przez to tyle samo monet. Boli mnie to, że nie docenia się kogoś, kto pisze rzetelnie – nawet jeśli wspomni o wadach. 
Przyznam się Wam do czegoś. Na blogu, w ciągu tych 4 lat zarobiłam 150zł! Gdybym miała podliczyć wydatki – no cóż, byłoby tego o wiele, wiele więcej. Nie wiem, co robię nie tak, że nie przyciągam producentów, a kiedy już nadarzy się okazja i wspominam o wynagrodzeniu – zwiewają gdzie pieprz rośnie. 
Nie wiem też, czy zauważyliście, ale ostatnio spadła jakość zdjęć – mój prawie 5 letni obiektyw się popsuł, a z racji tego, że nie pracuję nie mam jak kupić drugiego. Wiem, że może nie powinnam Wam o tym pisać, bo brzmi to jak pójście na łatwiznę i wzbudzanie litości, ale komu mam o tym powiedzieć? Nie pracuję, bo mój kierunek studiów mi nie pozwala, a naciąganie rodziców na nowe „zabawki” w wieku 22 lat wcale mnie nie bawi.
Dla bloga poświęcam dużo czasu – same przygotowanie zdjęć i treści do jednego wpisu to w moim przypadku 3-4 godziny pracy. A gdzie social media? Gdzie komentarze? Mimo mojego zaangażowania mam coraz mniej siły, bo nie jest to jedyne, co robię w życiu. Niejednokrotnie myślałam o zamknięciu bloga, ale po prostu szkoda mi tego, co już na nim zrobiłam. Nie raz pisałam, mimo braku weny, spadku formy, czy braku czasu. Przez bloga odmawiam sobie niektórych przyjemności i poświęcam mu swój wolny czas.
Mam nadzieję, że ta czwarta rocznica będzie przełomową. Może coś właśnie w tej chwili ruszy do przodu, a może stanie się tak, że w końcu zrobię sobie przerwę i zobaczę, czy brakuje mi pisania. Na początku ten wpis miał wyglądać inaczej, ale postanowiłam się otworzyć – kiedy trzymamy w sobie pewne sprawy za długo, zaczynają nas one przytłaczać i sprawiać, że czujemy się coraz gorzej. Mimo wsparcia przyjaciół i rodziny czuję, że powoli się wypalam i nie chodzi tu o samo tworzenie. Chodzi o poczucie, że to, co robię, nie podoba się jednej z moich docelowych grup. Zaczynam się wtedy zastanawiać, czy brakuje mi polotu, czy za mało wchodzę innym… wiadomo gdzie. Mam nadzieję, że ktoś mnie jeszcze doceni. Może niektórym ciężko jest zaakceptować to, że nie jestem głupiutką osobą, która każdy otrzymany kosmetyk opisze w superlatywach – jestem na jednym z najcięższych kierunków, sama zapracowałam sobie na swoje dobre imię i nie zamierzam tracić w waszych oczach na rzecz darmowych fantów.
Ma nadzieję, że to docenicie i pozostaniecie ze mną przez kolejnych kilka lat. A może nawet poślecie ten szczery wpis dalej w świat. Wiem, że życie nie jest sprawiedliwe, ale mam prawo mówić o tym głośno.
Arrivederci.