#WIOSENNIK | BARWY WIOSNY | NIEZBĘDNIKI WIOSENNEGO MAKIJAŻU

#wiosennik barwy wiosny wiosenne kosmetyki wiosenny makijaż

Hej!
Czy Wam czas też tak szybko mija? Marzec i kwiecień przepłynęły mi przez palce zanim zdążyłam się obejrzeć – jeszcze kilka tygodni i zacznie się sesja, której już zaczynam się bać. Na szczęście dopuszczenie do egzaminów jest, więc nie ma co się stresować – może wcale nie będzie tak źle.

Tej niedzieli zapraszamy Was w podróż po krainie kolorów i barw. Poruszałyśmy już tematy lifestyle, pielęgnacyjne, opisywałyśmy wiosenne zapachy – nie mogło więc zabraknąć czegoś, co dotyczyłoby makijażu. Mimo tego, że pielęgnacja jest mi bliższa, uważam, iż makijaż dodaje mi sporo pewności siebie i nie wyobrażam sobie sytuacji, w której musiałabym całkowicie z niego zrezygnować.

Jakimi czynnościami umilam sobie wiosenny makijaż? Czy w ogóle zmieniam jakikolwiek krok w mojej makeupowej rutynie? Co jest wtedy wisienką na torcie? Jesteście ciekawi? Zapraszam!

#wiosennik barwy wiosny wiosenny makijaż kosmetyki na wiosnę

#wiosennik jak zmienia się makijaż na wiosnę

Makijaż jest dla mnie ważny, tak jak pisałam wyżej jest czymś, co w znacznym stopniu podnosi moją samoocenę i sprawia, że lepiej czuję się w swoim ciele. Jestem już na tyle dojrzała, że udało mi się dojść do etapu, kiedy to nie tylko akceptuję samą siebie, ale również widzę swoje zalety. Są nimi np. ładnie usta, piękny kolor oczu czy włosy. Wiem, że mam wady, ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma ludzi idealnych i każdy z nas je ma. Dojście do miejsca, w którym jestem dzisiaj zajęło mi sporo czasu, ale jestem dumna z tego, że udało mi się pozbyć choć kilku swoich kompleksów, a nad pozostałymi zamierzam nadal pracować i, przede wszystkim, się nie poddawać.

#wiosennik jakie kosmetyki wybrać na wiosnę

Czym jest dla mnie makijaż? 

Tym, co uwydatnia moje mocne strony i delikatnie tuszuje mankamenty. Pozwala mi trochę zaszaleć i coś zmienić – nie farbuje włosów, więc chociaż kolor ust mam nowy praktycznie codziennie 😛 Jest też dla mnie zabawą i czymś, dzięki czemu mogę wyrazić swoją bardziej kreatywną naturę – może na co dzień nie korzystam z tej drugiej opcji, ale od czasu do czasu puszczam wodze fantazji i zmieniam się w kogoś zupełnie innego. Ile razy słyszałam – w makijażu najważniejsze jest to, by pozostać sobą. A co wtedy, kiedy chcę się zmienić? Tak raz na jakiś czas – czy to złe? Ja uważam, że nie – wręcz przeciwnie. Eksperymenty niekiedy dają ciekawe wyniki i to właśnie dzięki takim kombinacjom wielcy ludzie byli w stanie osiągnąć coś w swoim życiu.

gipsówka blog wiosnny makijaż #wiosennik

Jaki makijaż preferuje wiosną?

Niezależnie od pory roku staram się, żeby mój makijaż wyglądał lekko i taki był. Mimo tego, że używam dość ciężkich podkładów staram się nakładać minimalną ich ilość – nie przeszkadza mi, kiedy blizny czy przebarwienia lekko prześwitują – wiem, że nikt nie zwraca na nie uwagi tak, jak ja, więc nie powinnam się nimi przejmować.
Wiosną staram się sięgnąć po więcej koloru. Wykorzystuję fakt, że na zewnątrz świeci słońce i staram się rozświetlić te miejsca, którym brakuje nieco blasku. Na ustach lądują soczyste kolory, w których jestem zakochana od kilku dobrych lat. Niżej pokażę Wam moje ulubione kosmetyki, które idealnie sprawdzają się w takim typie makijażu – korektor czy puder, to kwestia indywidualna, natomiast róże, rozświetlacze i szminki mogę Wam z czystym sumieniem polecać 😀

#wiosennik barwy wiosny kosmetyki do wiosennego makijażu róż rozświetlacz szminka

#Wiosennik barwy wiosny róż do wiosennego makijażu wiosenny makijaż jak wykonać

Zdrowy rumieniec

Kiedy zaczynałam mój makijaż do róży podchodziła bardzo sceptycznie. Pomijając fakt, że wtedy nie nakładałam na moją buzię praktycznie nic, bałam się, że róże podkreślą moje naczynka, czy jakieś drobne wypryski. Nie miałam też wyczucia i pewnie wyglądałabym jak matrioszka, dlatego eksperymenty z tym typem kosmetyku zaczęłam dość późno. Po jakie róże lubię sięgać? Te w chłodniejszych odcieniach, prawdziwie różowe, lekko połyskujące. Moim ostatnim ulubieńcem jest jednak brzoskwinia, więc przekonuję się też do innych opcji 😀

Lily Lolo róż sypki Ooh La La Lily Lolo róż prasowany In the Pink Bourjois róż wypiekany 34 Rose D'Or Maybelline róż prasowany Face Studio 70 Rose Madisson

W mojej kosmetyczce ciekawymi różami są:

  • Lily Lolo róż sypki Ooh La La
  • Lily Lolo róż prasowany In the Pink
  • Bourjois róż wypiekany 34 Rose D’Or
  • Maybelline róż prasowany Face Studio 70 Rose Madisson

Lily Lolo rozświetlacz prasowany Champagne Illuminator Wibo rozświetlacz prasowany Diamond Illuminator Lovely rozświetlacz prasowany Gold Highlighter My Secret rozświetlacz wypiekany Face Illuminator Powder Princess Dream

Młodzieńczy blask

Szał na rozświetlanie skóry trwa od kilku lat, ja rozświetlacze poznałam mniej więcej dwa lata temu i od tego okresu jestem im wierna. Uważam, że nadają twarzy zdrowego blasku, rzez co nie jest ona płaska, a nawet najcięższy makijaż wygląda wtedy naturalniej. Na początku nie do końca wiedziałam, gdzie powinien lądować, często nakładałam go zbyt dużo i pewnie śmiesznie wtedy wyglądałam – jak dyskotekowa kula 😛 Teraz, kiedy umiem wykorzystać potencjał skryty w tych małych świecidełkach uważam, że stosowane z rozwagą będą pięknie wyglądały zarówno na tłustej, jak i suchej skórze. Pamiętajcie tylko, żeby nie podkreślać nimi miejsc, w których występują niedoskonałości – wtedy to one, a nie przyjemny blask zaczynają grać pierwsze skrzypce.

#wiosennik barwy wiosny rozświetlacze jaki rozświetlacz wybrać wiosenny makijaż

Rozświetlacze, które polecam:

  • Lily Lolo rozświetlacz prasowany Champagne Illuminator
  • Wibo rozświetlacz prasowany Diamond Illuminator
  • Lovely rozświetlacz prasowany Gold Highlighter
  • My Secret rozświetlacz wypiekany Face Illuminator Powder Princess Dream

    Bourjois Rouge Edition Velvet 06 Pink Pong     Maybelline Color Sensational 904 Vivid Rose     Eveline Color Edition 705 Pink Madam     Dr Irena Eris Provoke 705 Fuchsia Rhapsody

Całuśne usta

Intensywne kolory na ustach to coś, na co lubię postawić nawet w codziennym makijażu. Odkąd chodzę na zajęcia raczej nie wybieram ich o poranku, natomiast na wspólne wypady ze znajomymi, czy wyjścia z Mateuszem nie widzę innej opcji – mogłabym nawet nie pomalować rzęs, a na ustach na pewno coś by się pojawiło. Wiosna i lato to idealny czas na wybieranie soczystych, mocno nasyconych barw. Moim ulubionym kolorem jest fuksja – nowa czerwień – w której czuję się niesamowicie kobieco. Takie mocne usta dodają mi niezwykłej pewności siebie. Sprawiają, że makijaż wygląda świeżo. Kolory o chłodnych tonach dodatkowo wybielają zęby, a to powód, dla którego powinnyśmy się częściej uśmiechać 😀

#wiosennik bawrwy wiosny szminki pomadki na wiosnę wiosenna pomadka jakie kolory szminki na wiosnę

Szminki, na które warto zwrócić uwagę:

  • Bourjois Rouge Edition Velvet 06 Pink Pong
  • Maybelline Color Sensational 904 Vivid Rose
  • Eveline Color Edition 705 Pink Madam
  • Dr Irena Eris Provoke 705 Fuchsia Rhapsody
To już ostatnia odsłona #wiosennika. Mam nadzieję, że seria przypadła Wam do gustu, a każda z dziewczyn, która miała okazję w niej uczestniczyć będzie miło ją wspominać. Bardzo się dzięki niej zbliżyłyśmy, więc na pewno nie będzie to nasza ostatnia akcja! 😀 Bądźcie ze mną na bieżąco, aby nie przegapić kolejnych wpisów 🙂

Zajrzyjcie do:

Pozdrawiam :*

TRĄDZIK | AKTUALIZACJA MARZEC 2017 | HORMONY WARIUJĄ :c

trądzik aktualizacja, jak radzić sobie z trądzikiem, bliznami i przebarwieniami, trądzik młodzieńczy, hormonalny, neuropatyczny
Hej!
W czasie planowania zmian na blogu, mających miejsce na początku tego roku postanowiłam pisać aktualizacje odnoście stanu mojej twarzy co trzy miesiące. Obecnie nie dzieje się na niej tak dużo, jak wcześniej, dlatego opisywanie zmian co miesiąc nie ma sensu – usuwanie blizn i przebarwień to powolny, potrzebujący wiele czasu proces.
Jeśli jesteście ciekawi, co działo się u mnie w ciągu ostatnich trzech miesięcy – zapraszam dalej. Ostrzegam, że tym razem nie będzie kolorowo, bo skóra mojej twarzy, jak i cały mój organizm nie był dla mnie łaskawy – niestety to normalna sprawa i czasem tak bywa. W dalszej części wpisu znajdziecie plan mojej pielęgnacji, to, jak oceniam aktualny stan mojej skóry i plany na najbliższą przyszłość 🙂 

Styczeń był świetnym miesiącem w pielęgnacji mojej skóry, tak samo jak i początek lutego. Mimo tego, że miałam wtedy sporo kolokwiów i sesję wcale się nie stresowałam, a mniejszy natłok zajęć spowodował, że lepiej się wysypiałam, odżywiałam i nawadniałam, a to z kolei pozytywnie odbiło się na stanie mojej cery. Dodatkowo zauważyłam, że „domowa” woda lepiej działa na moją skórę niż białostocka, to samo tyczy się powietrza. Kiedy przez 3 tygodnie siedziałam w domu każdy z wyprysków zagoił się, blizny zbledły, a o suchych skórkach po prostu zapomniałam. Worki i cienie pod oczami znikły, byłam naprawdę zadowolona z tego, jak wyglądam.

Na przełomie marca i lutego, po powrocie na uczelnię z moim ciałem zaczęło dziać się coś dziwnego. Hormony znów szalały (a ja nie byłam zdziwiona, bo co kilkanaście miesięcy ma to miejsce), a mój cykl menstruacyjny wydłużył się ze średnio 33 dni na 47. Cała ta sytuacja mnie stresowała, codziennie czułam się tak, jakbym to właśnie dziś miała dostać okresu – raz było lepiej, raz gorzej, ale PMS trwał te dwa wydłużone tygodnie. Kilka dni przed okresem mocno mnie wysypało w okolicach brody – pojawiły się podskórne wypryski z którymi znów walczyłam długimi tygodniami, ale na szczęście pod koniec marca udało się opanować sytuację.

Wiem, że w drugiej połowie marca trochę sobie zaszkodziłam. Podczas tej spóźnionej miesiączki pofolgowałam sobie z czekoladą, a niestety alergia pokarmowa w moim przypadku nie chce odpuścić. Po dwóch dniach na skórze pojawiły się małe, ropne krostki, co jest ewidentnym objawem nietolerancji. A mówiłam sobie – „Naczi… Uważaj na laktozę…” 😛

Dopadła mnie też ogólna suchość skóry i lekkie podrażnienie, co możecie zobaczyć na zdjęciu po prawej stronie. Mimo tego, że uważałam na to, żeby nie przesadzić ze złuszczaniem często miałam na skórze czerwone, zaognione place, szczególnie w ostatnim tygodniu ubiegłego miesiąca. Wydaje mi się, że było to spowodowane ciągłymi zmianami temperatury – moja skóra tego nie lubi, a w krótkim czasie była narażona na działanie słońca, wiatru, deszczu i chłodów.

Stan skóry na koniec marca oceniam jako średni – często się czerwieniła, w ciągu tych trzech miesięcy pojawiło się na niej sporo wyprysków, ale wszystko zmierza ku lepszemu – zazwyczaj pogorszenie jej stanu następuje tylko przed miesiączką (i to nie zawsze). Przebarwienia bledną, blizny są płytkie, ale widoczne pod światło. Udaje mi się nie wyciskać wyprysków, natomiast czasem zdarza mi się rozdrapać strupek po niedoskonałości. Mam nadzieję, że w maju i czerwcu będzie lepiej!

PLAN PIELĘGNACJI

RANO:

  • Oczyszczam twarz żelem La Roche Posay lipikar Surgras i szczoteczką soniczną Dermo Future. Wycieram ją małym ręczniczkiem z Ikei przeznaczonym tylko do twarzy.
  • Wklepuję pod oczy i na powieki krem nawilżająco – drenujący z Beauty Oil.
  • Spryskuję twarz nawilżającym tonikiem-mgiełką z Vianka (seria niebieska).
  • Nakładam na buzię krem La Roche Posay Effaclar Duo [+].
  • Opcjonalnie nakładam filtr La Roche Posay Anthelios XL żel-krem suchy w dotyku.
  • Usta smaruję nawilżającym masełkiem z Nacomi i zapachu Love Grenade.

WIECZOREM:

  • Rozpuszczam makijaż olejkiem do demakijażu Resibo.
  • Ścieram zanieczyszczenia i nadmiar olejku płynem micelarnym z Garniera do skóry wrażliwej (różowym).
  • Myję twarz żelem La Roche Posay Effaclar, nie jestem jednak z niego zadowolona, ale chcę go zużyć. Wycieram twarz tym samym ręczniczkiem co rano i wyrzucam go do prania.
  • Nakładam pod oczy i na powieki krem nawilżający z Nacomi z olejem arganowym i z pestek winogron.
  • Twarz spryskuję tym samym tonikiem co rano.
  • Nakładam retinoidy i punktowo maść z antybiotykiem (poniedziałek i wtorek) lub serum z kwasem migdałowym z Bielendy i krem nawilżający La Roche Posay Effaclar H/żel aloesowy z Gorvity (środa-niedziela).

OPCJONALNIE:

  • Minimum raz w tygodniu nakładam na twarz jakąkolwiek maseczkę.
  • W piątki wieczorem zamiast żelu stosuję peeling z korundem wygładzający z Nacomi.
Jak oceniacie stan mojej skóry? Wiem, że nie jest różowo, moim zdaniem wygląda gorzej niż w styczniu, ale mam nadzieję, że powoli dojdzie do siebie. Zdjęcie było robione w ostatnim tygodniu marca.
Pozdrawiam :*

#WIOSENNIK | NATURALNA WIOSNĄ | MOJE PODEJŚCIE DO NATURALNEJ PIELĘGNACJI | CZY SŁUŻY ONA CERZE TRĄDZIKOWEJ?

#Wiosennik naturalna pielęgnacja naturalna wiosną

 Cześć!
Jest niedziela, ja jestem na wyjeździe, ale zapraszam Was na kolejny wpis z serii #Wiosennik. Tym razem postanowiłyśmy z dziewczynami poruszyć temat naturalnego piękna, kosmetyków i pielęgnacji na nich opartej.
W dzisiejszych czasach jesteśmy otoczeni masą syntetycznych kosmetyków i składników, które niejednokrotnie szkodzą naszej cerze i sprawiają, że staje się ona nadwrażliwa, nadreaktywna i ciężko jest nad nią zapanować. Nadmierną produkcję sebum leczymy ciągłym wysuszaniem skóry, blizny traktujemy silnymi specyfikami na bazie kwasów czy pochodnych retinolu, co przyczynia się do jej ścieńczenia i zaburzenia zdolności regeneracyjnych. 
Czy na tym polega skuteczna pielęgnacja? Czy naturalne kosmetyki mogą zastąpić te syntetyczne? Czy pielęgnacja oparta tylko i wyłącznie na takich składnikach może sprawdzić się przy problematycznych typach skóry? Jeśli jesteście ciekawi, jakie mam zdanie na temat naturalnej pielęgnacji – koniecznie zostańcie ze mną.

naturalna pielęgnacja czy jest skuteczna

naturalny makijaż, naturalne smzinki Lily Lolo

NATURA JEST DELIKATNA…

Pamiętacie jak Wasi rodzice dbali o Waszą skórę, kiedy byliście mali? Sama najbardziej pamiętam rumiankowe kąpiele i stosowanie oliwki Hipp, która była bardzo delikatna dla mojej wrażliwej skóry. Moja mama starała się ograniczać ilość kosmetyków, które nakładała na ciało moje i mojego brata, dzięki czemu ominęły nas egzemy, wysypki i inne nieprzyjemności. Naturalne odpowiedniki syntetycznych składników są delikatniejsze dla skóry, a jeśli miała ona z nimi kontakt od dzieciństwa ryzyko uczuleń jest raczej niewielkie. 

Natura otwiera przed nami swoje podwoje i pozwala korzystać z dobroci, które nam daje – ogórek, tak chętnie dodawany do sałatek może zastąpić kolagenowe płatki pod oczy, cytrusy połączone z oliwą wzmacniają paznokcie lepiej, niż niejedna odżywka, a cukier i sól są idealną bazą peelingów – w połączeniu z olejami mogą zdziałać cuda. Czy potrzeba nam czegoś więcej?

natualna pielęgnacja skry wrażliwej ciała i twarzy

… ALE MOŻE PODRAŻNIAĆ.

Wbrew pozorom naturalne składniki, które są bardzo stężone mogą uczulać i spotyka się tę sytuację dość często.  Stosowane bez przemyślenia mogą przyczynić się do pogorszenia stany skóry i wywołania reakcji alergicznych. Często widzę błędy popełniane w stosowaniu, np. olejków eterycznych – nie powinno się ich w czystej postaci nakładać na skórę, bo mają bardzo skoncentrowane działanie – mogą narobić więcej szkód, niż pożytku.

To samo tyczy się olejów. Ile razu usłyszałam, że zastąpią mi najlepszy krem nawilżający, a moja skóra mi wtedy podziękuje. Owszem, podziękowała – zaostrzeniem się trądziku, rozpulchnieniem i zapchanymi porami mimo tego, że oczyszczałam ją dokładnie. Nie u każdej osoby wyłącznie naturalna pielęgnacja jest najlepszym rozwiązaniem i przekonałam się o tym na swoim przykładzie.

lily lolo naturalne szminki naturalny makijaż

ROZREGULOWANE HORMONY? WINA SYNTETYKÓW! A MOŻE JEDNAK SOI?

Wiele mówi się o szkodliwości przenikających przez skórę filtrów, o teratogennym działaniu izotretynoiny na organizm płodu, SLS’ach powodujących nadwrażliwość skóry, a niewiele osób wie o tym, że naturalne składniki również mogą negatywnie wpływać na stan naszego organizmu. Zioła pite i spożywane w nadmiernej ilości, mimo dostarczania cennych składników wypłukują jednocześnie inne i powodują ich niedobory.

Alergie pokarmowe mogą wiązać się z alergiami skórnymi – jeśli jesteśmy uczulone na cytrusy krem z ekstraktem z tych owoców może powodować u nas wysypkę, podrażnienie czy stan zapalny. Osoby nietolerancją glutenu powinny uważać na ziarna i inne drobinki pochodzące ze zbóż, które mogą znaleźć się w kosmetykach. Naturalna pielęgnacja nie jest tak delikatna, jak mogłoby się to na początku wydawać i może mieć intensywne działanie na skórę.

mydło czarne nacomi naturalna pielęgnacja

MOJE PODEJŚCIE DO NATURALNEJ PIELĘGNACJI I MAKIJAŻU. CZY NATURALNA PIELĘGNACJA POMAGA SKÓRZE TRĄDZIKOWEJ? A MOŻE SZKODZI?

Z tego posta możecie wywnioskować, że jestem przeciwniczką naturalnych kosmetyków, a wcale tak nie jest. Owszem, przez pierwszych kilka miesięcy po nieudanej przygodzie nie chciałam mieć z nimi nic wspólnego, ale od kilkunastu miesięcy włączam takie produkty do swojej pielęgnacji i makijażu i jestem z nich bardzo zadowolona.

Najlepiej sprawdza się u mnie połączenie laboratoryjnych składników i tych pochodzenia naturalnego i szczególnie rygorystycznie pochodzę do tej kwestii w przypadku twarzy. Jeśli chodzi o ciało i włosy – tu mogę stosować je bez ograniczeń i nie dzieje się nic złego. To samo tyczy się mineralnego makijażu.
Po jakie kosmetyki naturalne lubię sięgać najczęściej? Peelingi, maseczki, masła do ust czy kremy, np. te pod oczy. Często wybieram też mieszanki olei, którymi mogę zmywać makijaż, nawilżać skórę ciała i olejować włosy. Jeśli chodzi o makijaż – bardzo często, niemalże codziennie, sięgam po mineralne róże i pomadki, a także pudry. 
Jak naturalna pielęgnacja wpłynęła na moją trądzikową skórę? Strasznie… Miałam wyprysk na wyprysku i ze skutkami tej nieprzemyślanej decyzji walczyłam miesiącami i walczę nadal. Moja skóra się rozpulchniła, pory rozszerzyły i nadal nie wróciły do normalnego stanu i szybciej się zanieczyszczają. Aktualnie wprowadzam do mojej pielęgnacji naturalne elementy, ale nie rezygnuję ze zdobyczy laboratoryjnych badań. Takie połączenie i harmonia pomiędzy kosmetykami powodują, że stan mojej skóry znacznie się poprawił i nadal pnie się ku lepszemu. 
Czy uważam, że natura jest zła? Nie! Należy jednak rozważnie korzystać z jej owoców i nie dać się zwieść nadrukom na opakowaniach. kosmetyk naturalny nie zawsze oznacza bezpieczniejszy i lepszy, ale nie oznacza to, że powinnyśmy całkowicie z nich rezygnować.
Zapraszam do pozostałych uczestniczek akcji #Wiosennik:

kosmetyki naturalne nacomi, naturalna pielęgnacja

Co sądzicie o kosmetykach naturalnych? Często z nich korzystacie? Jak wpływają na Waszą skórę?
Pozdrawiam :*

LILY LOLO | SYPKI RÓŻ MINERALNY | OOH LA LA | ROSEBUD | CHYBA SIĘ ZAKOCHAŁAM! :P

mineralny róż sypki Lily Lolo Rosebud Ooh La La

Hej!
Jeśli śledzicie mnie od jakiegoś czasu (dłuższego :P) wiecie, że jestem wielką fanką pomadek, ale też róży. Uważam, że potrafią one dodać życia nawet najbardziej nudnemu i nijakiemu makijażowi i sprawiają, że w jedną chwilkę wyglądam na młodsze, zdrowsze i bardziej wypoczęte.
Wiem, jak trudno osobom z trądzikiem czy przebarwieniami/bliznami potrądzikowymi, rumieniem i egzemą trudno jest przekonać się do róży. Sama podchodziłam do tego kosmetyku po macoszemu i teraz bardzo żałuję – nie używałam też wtedy bronzera i moja twarz była płaska, bez wyrazu. Po prostu byle jaka. 
Odkąd nauczyłam się dobierać odpowiednie odcienie tego kosmetyku pasujące do mojej urody stosuję go codziennie i nie ma w tym przesady. Kilka tygodni temu, razem z pomadkami, które opisywałam Wam kilkanaście dni temu w oddzielnym wpisie, dotarły do mnie róże Lily Lolo. Wybrałam dwa odcienie, na które normalnie pewnie bym się nie zdecydowała – Ooh la la i Rosebud. Jesteście ciekawi, czy się do nich przekonałam? Jak oceniam jakość róży sypkich Lily Lolo? Zapraszam!

róż lily lolo ooh la la rosebud

Obietnice producenta

Rosebud

Połyskujący ciemno-różowy róż dający efekt naturalnych rumieńców.
Rosebud to wymarzony odcień na wieczór. Jest on nieco ciemniejszy niż
większość naszych róży. Pomalowane nim policzki są lekko połyskujące i
tym samym przepięknie podkreślone. Rosebud zasługuje również na uwagę ze
względu na swoją wielofunkcyjność i to, że użyty w odpowiedniej ilości
doskonale pasuje do każdej cery.

Ooh la la

Zachwycający, różowy róż do policzków, dający satynowe
wykończenie. Nakładaj go na tzw. „jabłuszka” policzków, by uzyskać efekt
zdrowych, naturalnych rumieńców. Ten niezwykle dziewczęcy odcień różu
odejmie lat i doda uroku.
  • nie zawiera drażniących substancji chemicznych, nanocząsteczek,
    parabenów, tlenochlorku bizmutu, talku, sztucznych barwinków,
    syntetycznych substancji zapachowych i konserwantów
  • naturalny i delikatny
  • lekka i jedwabiście gładka konsystencja
  • daje subtelne wykończenie; bardziej intensywny efekt można uzyskać nakładając kilka warstw
  • 100% naturalny

Opakowanie

Opakowanie bardzo przypomina te od podkładu, jest jednak mniejsze i bardziej płaskie. W środku posiada zamykane sitko z możliwością regulowania ilości otwieranych oczek. Całość działa sprawnie, nie zacina się, jest estetycznie wykonana.
Samo opakowanie ma matowe, satynowe wykończenie, co nadaje mu zarówno uroku, jak i elegancji. Na spodzie owalnego pojemniczka znajduje się nazwa konkretnego odcienia różu, termin przydatności po otwarciu oraz waga kosmetyku. 
W opakowaniu znajduje się 3 gramy różu.

lily lolo ooh la la rosebud róż

Skład 

Rosebud

MICA (mika – minerał odbijający światło, który optycznie poprawia wygląd skóry), SILICA (krzemionka – wchłania sebum, chroni przed nadmiernym powstawaniem sebum i nieestetycznym błyszczeniem się skóry) [+/- CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE)] (naturalne barwniki – tlenek żelaza na różnych stopniach utlenienia i dwutlenek tytanu)

Ooh la la

MICA (mika – minerał odbijający światło, który optycznie wygładza skórę i poprawia jej wygląd) [+/- CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 75470 (CARMINE)] (barwniki – tlenek żelaza, dwutlenek tytanu, czerwień karminowa)
Jak widzicie składy są krótkie i naturalne. Występuje w nich tylko mika, krzemionka i barwniki pochodzenia naturalnego. Dzięki temu kosmetyk jest przyjazny dla skóry, nie zapycha i optycznie poprawia jej wygląd. Dodatek krzemionki sprawia, że róż utrzymuje się świetnie nawet na cerze tłustej i będzie utrzymywał się na niej przez wiele godzin. Dodatkowo, dzięki temu, że róże te oparte są wyłącznie na mineralnych składnikach praktycznie nie mogą się zepsuć – nie sugerowałabym się datą ważności – można używać ich zdecydowanie dłużej, jeśli przechowujecie je i korzystacie z nich w odpowiedni sposób.

Pigmentacja

Pigmentacja to jeden z ważniejszych czynników przy wyborze dobrego różu. Miałam już kontakt z mineralnymi odpowiednikami tych kosmetyków i wiem, jak mocno są napigmentowane. Należy obchodzić się z nimi delikatnie, strzepywać nadmiar i nie nabierać zbyt wiele produktu na pędzel, ponieważ mogą stworzyć plamy o intensywnej barwie. Ja najczęściej aplikuję je pędzlem z włosia naturalnego, który odbiera im nieco krycia i w razie potrzeby dokładam kolejne warstwy. Swatche wykonywałam korzystając z niewielkiej ilości kosmetyku i przeciągając palcem po skórze tylko raz! Spójrzcie na te intensywne barwy!

rosebud ooh la la róż lily lolo

Trwałość

Od różu, jak i od całego mojego makijażu wymagam nienagannej trwałości. Nie zależy mi na tym, aby był on w nieskazitelnym stanie przez 24 godziny, ale 8 godzin to dla mnie minimum – na zajęciach potrafię ich spędzać i 12 i nie chciałabym straszyć kolegów spływającym podkładem (myślę, że koleżanki by się nie bały, bo wiedziałyby o co chodzi) xD 
Róże trzymają się na skórze od momentu nałożenia, do zmycia make-upu. Raczej nie mają tendencji do blednięcia, chociaż czasem, kiedy pocieram w ciągu dnia policzki, potrafią się nieco zetrzeć, co jest sytuacją zupełnie normalną. Ich trwałość mi odpowiada.

Dostępność

Róże, jak i inne kosmetyki Lily Lolo znajdziecie stacjonarnie w showroomie marki na ulicy Ciołka. Dostępne są także w sklepie internetowym oficjalnego polskiego dystrybutora – costasy.pl, a także w wielu internetowych drogeriach i sklepach oferujących naturalne kosmetyki.

lily lolo ooh la la rosebud róż

Cena

Każdy z róży kosztuje w cenie regularnej 51.20 zł. To dobra cena, mając na względzie wydajność tego kosmetyku i jakość jego wykonania. W podobnej cenie kupowałam jeden z moich ulubionych róży Bourjois, dlatego nie uważam, że jest ona zbyt wysoka.

lily lolo róż rosebud ooh la la swatch swatche

Moja opinia

Jak wspominałam we wstępie tego posta po róże sięgam regularnie i, jak na razie, nie wyobrażam sobie bez nich makijażu. Nie jest to mój pierwszy kontakt z tymi od Lily Lolo – dawno temu recenzowałam Wam In the Pink, czyli wersję prasowaną, która niemal codziennie gościła na moich zaróżowionych polikach.
Wybrałam dwa odcienie, które miały pomóc mi wyjść ze strefy komfortu – jeśli bym w niej została wybrałabym satynowy i połyskujący róż 😛 Zdecydowałam się jednak na kolory, w których do niedawna nie pokazałabym się poza domem.
Ooh la la to kolor niesamowicie dziewczęcy – koralowo – brzoskwiniowy z niewielką dozą różu. Jest satynowy i pięknie ociepla skórę nie podkreślając blizn i przebarwień, a także popękanych naczynek, za co jestem mu wręcz wdzięczna. Jest mocno napigmentowany, ale nakładany lekką ręka daje niezwykle delikatny efekt, co możecie podejrzeć na zdjęciach niżej. Myślałam, że będzie to typowa pomarańczka, której nigdy nie użyję, natomiast jest to niekwestionowany ulubieniec kwietnia! Widziałam go na blogach i wiem, że wiele dziewczyn ma co do niego podobne zdanie – wcale się temu nie dziwię 🙂

Rosebud to natomiast odcień ciekawy i niespotykany – nie widziałam jeszcze takiego w gamie innych marek. Ma malinowo – buraczaną podstawę, raczej o chłodnym zabarwieniu, ale wtopione są w nią złote, malutkie drobinki, które ostatecznie ocieplają skórę. Jest to kolor wielowymiarowy, który zmienia się w zależności od padającego światła. Raz jest ceglasty, raz malinowy, ciemniejszy, jaśniejszy. Jego tonacja również ulega zmianie i tak z zimnego może zmieniać się w neutralny, a nawet ciepły. Niestety żadne ze zdjęć nie oddaje jego charakteru – to prawdziwy kameleon i musicie uwierzyć mi na słowo. 

Od strony technicznej nie mam tym różom nic do zarzucenia – są świetnie napigmentowane, dobrze się utrzymują i rozcierają. Nie powodują powstawanie zaskórników i wyprysków – nie działają aknegennie i komedogennie. Są przyjazne dla skóry, maja naturalny, prosty skład, dzięki któremu są  w stanie przetrwać długie lata w nienaruszonym stanie. Ich opakowania są funkcjonalne i sprawdzą się nawet w podróży. Na policzku rozkładają się równomiernie, a efekt, jaki chcemy dzięki nim osiągnąć można potęgować. Jestem nimi pozytywnie zaskoczona i na pewno będą mi towarzyszyć jeszcze przez długi czas.
swatche swatch róż lily lolo ooh la la rosebud flushed surfer girl doll face candy girl
W rzeczywistości odcienie te są nieco chłodniejsze, ciężko było mi dostosować temperaturę i balans bieli ;/ Zdjęcie bez filtra.

róże lily lolo rosebud róż ooh la la

Czy kupię ponownie?

Mam ochotę sięgnąć po więcej odcieni, szczególnie po te, które wyżej zeswatchowałam 😀 Jestem oczarowana tymi różami, ich plastycznością, ciekawymi odcieniami i trwałością. Coś czuję, że na tych dwóch moja przygoda się nie zakończy.

lily lolo costasy róże róż ooh la la rosebud

Niżej możecie zerknąć na to, jak róże wyglądają na policzkach. Zdjęcia nie posiadają nałożonego filtra.

ooh la la róż lily lolo swatch jak wygląda na policzkach

ooh la la róż lily lolo jak wygląda na policzkach swatch

rosebud lily lolo róż swatch jak wygląda na policzkach

jak wygląda na policzkach róż lily lolo rosebud

Wiem, że na ostatnich zdjęciach wyglądam jak czopek, ale nie umiem robić sobie zdjęć, a do tego popsuł mi się autofocus 😛 
Jak podobają Wam się te róże? Jest to niezbędny element Waszego makijażu, czy może zazwyczaj go odpuszczacie?
Pozdrawiam, miłego weekendu, do niedzieli!

LIFERIA MARZEC | SO PRETTY | MOJE PIERWSZE W ŻYCIU KOSMETYCZNE PUDEŁKO + NIESPODZIANKA DLA WAS!

liferia pudełko marzec 2017 so pretty

Hej!
Tak jak już opowiadałam Wam w dzisiejszych Instastory – Naczi, zagorzały wróg pudełek w końcu zdecydowała się zrecenzować pierwsze. Kiedy nadarzyła się okazja współpracy z Liferią – nie zawahałam się i postanowiłam spróbować. Dlaczego?
Mimo tego, że mam prawie 22 lata i raczej racjonalne podejście do życia lubię dostawać prezenty i niespodzianki. Nie tylko ich otrzymywanie, ale też dawanie sprawia mi wiele radości. Kosmetyczne pudełka przypominają właśnie takie niezapowiedziane prezenty, których wypatrujemy z niecierpliwością. Zagadki i podpowiedzi na Facebooku, a potem samo oczekiwanie na listonosza i otwieranie paczki to spora dawka frajdy.
Czemu wcześniej nie decydowałam się na te pudełka? Najbardziej popularne, które miałam okazję widywać na blogach po prostu mnie zawodziły. Albo pojawiały się w nich ciągle te same kategorie produktów, albo wrzucano do nich coś, co każda z nas może kupić w najbliższej drogerii. Moim zdaniem w tym momencie zamawianie pudełek straciło sens, ponieważ ich głównym zamierzeniem było testowanie kosmetyków droższych, a nawet luksusowych, które zaserwowane w mniejszej, miniaturowej wersji miały pomóc w decyzji – warto kupić, czy nie?
Z drugiej strony bałam się, że przeznaczę kilkadziesiąt złotych na kosmetyki, które w ogóle mi się nie sprawdzą, a w to miejsce mogłabym przecież kupić produkt odpowiadający moim potrzebom. Jeden, ale wart zużycia – w myśl modnego minimalizmy. Czy Liferia to puełko, które przekona mnie do kosmetycznych boxów? Czy zadowoli me wybredne zmysły? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w dalszej części wpisu 🙂

so pretty liferia pudełko marzec 2017

so pretty liferia pudełko marzec 2017 zawartość

Pudełeczko Liferia leciało do mnie listem ekonomicznym. Spowodowało to, że nie mogłam śledzić drogi, jaką przebyło, a to przełożyło się na to, że nie mogłam odebrać go przed świętami. Czas oczekiwania jest moim zdaniem długi, ale zespół tłumaczy ten fakt tym, że kosmetyki sprowadzane są z za granicy i z tym muszę się zgodzić – większość z nich pochodzi spoza naszego kraju. 
Marcowa edycja nosi nazwę So Pretty, a kosmetyki, które się w niej znalazły mają odświeżać, rozświetlać i upiększać naszą skórę tak, jak robi to nadchodząca nieśmiałym krokiem wiosna. Znajduje się w nim pięć produktów, w tym trzy pełnowymiarowe.
Co spodobało mi się na starcie? Na karcie z opisem kosmetyków znajdujących się w pudełku znalazły się wskazówki dotyczące kolejnych etapów pielęgnacji z ich użyciem. Osobom niedoświadczonym pomaga to opracować skuteczny plan działania, a ja, jako osoba interesująca się z tym tematem zgadzam się z twierdzeniami zwartymi na tym świstku – nie wiem, czy znalazło się to w jakimś innym pudełku, ale nie przypominam sobie,żeby ktoś kiedykolwiek o tym wspominał. Niżej znajdziecie krótkie opisy poszczególnych kosmetyków z moimi pierwszymi spostrzeżeniami na ich temat.

liferia so pretty marzec 2017

balneo kosmetyki płyn micelarny

BALNEO KOSMETYKI | PŁYN MICELARNY | POLSKA | 250 ML | 29 ZŁ

Płyny micelarne to jedne z moich ulubionych kosmetyków do oczyszczania twarzy. Zawsze staram się wybierać te delikatne i ten na taki wygląda. Wysoko w składzie zawiera ekstrakt z oczaru wirginijskiego, który na moją skórę działa niezwykle normalizująco – miałam już kontakt z hydrolatem i byłam z niego zadowolona. Oprócz tego znajdziemy tu jeszcze wyciąg z kaktusa i d-pantenol. Tak dobrane składniki mają tonizować, odświeżać i rozświetlać skórę. Mam co do niego wielkie oczekiwania i mam nadzieję, że się u mnie sprawdzi.

the vintage shop pęseta różowa

THE VINTAGE SHOP | PĘSETA | ANGLIA | OK. 40 ZŁ

Każda z nas wie, że pęseta to ważne narzędzie. Jestem z grona tych dziewcząt, które same regulują swoje brwi – nie ufam kosmetyczkom, bo zazwyczaj mocno przerzedzają moje gęste, grube brwi, a ja źle czuję się w cienkich kreskach nad oczami. Pęsety miałam już okazji używać i przyznam, że jest bardzo wygodna – giętka i precyzyjna, więc łatwo jest nią wyrywać włoski. Była dostępna w dwóch kolorach, rose gold i różowym, do mnie trafiła druga 🙂

NATURALIS | KOJĄCY DO TWARZY TONIK | POLSKA | 200 ML | 15 ZŁ 

To kolejny pełnowymiarowy kosmetyk. Jestem ciekawa czy się u mnie sprawdzi. Ma naturalny skład, ale na jego drugim miejscu znajduje się uwodorniony olej rycynowy – obawiam się, że może jeszcze bardziej wysuszać moją odwodnioną skórę. Mimo tego dam mu szansę – nawet alkoholowe toniki całkiem fajnie w moim przypadku działały, a ten jest od nich delikatniejszy. Alantoina, sok z aloesu czy witamina E na pewno pozytywnie wpływają na kondycję skóry, jestem więc ciekawa, czy da takie efekty, jakich po nim oczekuję. Ma bardzo ładny zapach!

apple & bears żel pod prysznic grejpfrut i wodorosty grapefruit & seaweed

APPLE & BEARS | LUKSUSOWY ŻEL POD PRYSZNIC | ANGLIA | 50 ML | OK. 21 ZŁ

Miniaturka, ale przyznam, że to jeden z ciekawszych kosmetyków w tym pudełku. Do mnie trafiła wersja grapefruit & seaweed (grejpfrut i wodorosty), a dostępne były jeszcze bergamotka & zielona herbata, granat & aloes i miód & konopie. Jest to produkt droższy, ale na pewno zużyję go z przyjemnością – ma lepszy skład niż niejeden kosmetyk do twarzy. Brak w nim silnych detergentów jak SLS czy parabenów. Bazuje na soku z aloesu, więc będzie niezwykle delikatny nawet dla wrażliwej skóry. Jestem ciekawa jak moje wysuszone ciało na niego zareaguje. Pierwsze testy w weekend – ten format jest idealny na podróż, więc jedzie ze mną do stolicy. Wyczuwam hit 😀

 AHAVA | NAWILŻAJĄCY KREM NA DZIEŃ | IZRAEL | 15 ML | OK. 40 ZŁ

Kolejna miniaturka, jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie kosmetyków. Podobnie jak wyżej wspomniany żel jest to kosmetyk droższy, ale taka 15 mililitrowa tubka starcza na dość długo i nada się nawet na dłuższe wojaże. Ma ciekawy skład i myślę, że może się sprawdzić na mojej odwodnionej, acz mieszanej skórze. Ma beztłuszczową konsystencję i lekką formułę, dlatego pokładam w nim wielkie nadzieje. Myślę, że w niedługiej przyszłości również trafi do testów.

liferia kod zniżkowy promocja
Na koniec – obiecana niespodzianka. Zamawiając marcowe pudełko Liferia możecie otrzymać dodatkowy kosmetyk – pomadkę Pierre Rene Professional lub mgiełkę nawilżająco-odżwyczą do włosów Beaver Professional. Produkty będą losowo dodawane do boxa i będą funkcjonowały jako szósty kosmetyk.
Jeśli miałabym podsumować to pudełko – spodobało mi się. Produkty są zróżnicowane, sama raczej bym po nie nie sięgnęła i nie są mi znane z polskich, najbliższych mi drogerii. Gadżet w postaci pęsety jest ciekawym rozwiązaniem – zbyt rzadko pojawiają się one w takich boxach. Jeśli miałabym w nim coś zmienić dodałabym tu jakiś kosmetyk kolorowy – np. zamiast toniku. W ogólnym rozrachunku oceniam to pudełko na plus. Liferia oferuje jedne z ciekawszych pudełek – ostatnie też wpadło mi w oko.
Jak oceniacie zawartość marcowej Liferii? Zamawiacie boxy kosmetyczne? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat?
Pozdrawiam 🙂

#WIOSENNIK | POWIEW WIOSNY, CZYLI 3 ULUBIONE, LEKKIE ZAPACHY

#wiosennik powiew wiosny bi-es versace perfumy bright crystal zielone i różowe jabłuszko

Hej!
Wiosna, to pora roku, która cechuje się ogromną różnorodnością zapachów. Zaczynają wtedy kwitnąć kwiaty, krzewy i drzewa, powietrze ma specyficzny zapach, szczególnie po burzach i deszczach, które akurat w Polsce lubią nas często nawiedzać.
Wiosną, tak jak garderobę, zmieniam też i zapachy którymi się otaczam – począwszy na odświeżaczach powietrza, idąc przez woski i świece, na perfumach kończąc. Dziś opowiem Wam o ostatniej kategorii. Wybrałam trzy ulubione wiosenne zapachy, które być może znacie, bo są bardzo popularne! Jeśli jesteście ciekawi, dlaczego je lubię i co zdecydowało o tym, że znalazły się na mojej liście – zapraszam 🙂 

bi-es love forever white zamiennik dkny be delicious

BI-ES LOVE FOREVER WHITE

Delikatna i przyjemna kompozycja, jak pierwsze letnie powiewy wiatru.
Zapach romantyczny i świeży. W nucie głowy odnajdziemy soczyste jabłko i
czarną porzeczkę. W nucie serca akordy róży przeplatają się z wonią
arbuza. W nucie podstawy piżmo podkreśla zapach powodując niezapomniane
wrażenie. Polecany dla wszystkich kobiet na każdą porę dnia.



Nuty zapachowe:
nuta głowy: jabłko, czarna porzeczka
nuta serca: róża, arbuz
nuta bazy: piżmo

Na te perfumy wpadłam przypadkiem, tak samo jak na zielone. Podczas wizyty w Hebe zapuściłam się w alejkę z tańszymi zapachami i te łudząco przypominały mi moje ulubione jabłuszka z DKNY. Były one na wykończeniu, dlatego postanowiłam dać szansę tym  i się nie zawiodłam. Są podobne do oryginałów nie tylko ze względu na sam zapach, ale też kartonowe opakowania.

Same zapachy nie są tak złożone jak oryginały, ale również mi się podobają. Różowa wersja jest delikatniejsza, ale utrzymuje się kilka godzin i ciągle czuć ją na ciele – na ubraniach jeszcze dłużej. Zdecydowanie dominują w niej kwiatowe nuty, jabłko w tym wypadku schodzi na dalszy plan. Mimo tego, że nutą serca jest róża perfumy mi się podobają – na tyle dobrze komponuje się ona z pozostałymi składnikami, że nie wyczuwam jej jako oddzielnej ścieżki zapachowej.

Są to raczej płaskie perfumy, nie rozwijają się zbyt mocno, ale mi to nie przeszkadza. Jest to kwiatowo-owocowy zapach idealny dla młodych dziewczyn i kobiet, które lubią nienachalne, delikatne zapachy.

bi-es love forever green zamiennik dkny be delicious

BI-ES LOVE FOREVER GREEN

Seksowny, namiętny i uwodzicielski zapach dla kobiet. Nowoczesny, świeży aromat zamknięty w soczysto zielonym flakoniku.

Nuty zapachowe: amerykańskie jabłko, ogórek, magnolia, grejpfrut, tuberoza, drzewo sandałowe, ambra.

Zapach ten, podobnie jak poprzedni kupiłam w Hebe. Oba kosztowały mniej więcej 20-25 złotych – groszowa sprawa. Również mogę nazwać je zamiennikiem DKNY be delicious w wersji zielonej. Niestety są one jeszcze bardziej płaskie niż poprzednie, o których pisałam wyżej. Dominującymi nutami są tu jabłko i ogórek, dlatego wybieram je tylko w te dni, w których zależy mi na maksymalnej świeżości. Nie jest to zapach nachalny, ale mocniej wyczuwalny od wersji białej.
Darzę je wielką sympatią, ale chyba zaczynam wyrastać z tak prostych zapachów – nadal mi się podobają, ale muszę mieć na nie dzień – nie zawsze takie oczywiste rozwiązania mi odpowiadają. W tym przypadku widzę większą różnicę między oryginałem a odpowiednikiem z Bi-esu. Przemawiają one na korzyść droższej wersji i kiedy zużyję tę, zastanowię się nad ponownym zakupem oryginału 🙂

versace bright crystal perfumy
Nowość znanej marki Versace. Są różowe. Mają przepiękny, prosty flakon,
lecz zakrętka przypomina duży kryształ. Zapach jest kwiatowy i lekki ze
słodką nutą, idealny na każdą okazję. Zapach ten polubią zarówno panie,
które wolą zdecydowane i mocne zapachy, jak i te, które lubią delikatne i
świeże. Utrzymuje się przez cały dzień. To dobre rozwiązanie dla osób
szukających perfum zarówno na dzień jak i na wieczór.

Nuty zapachowe

Głowa

nuta lodu, yuzu, owoc granatu

Serce

lotos, magnolia, piwonia

Podstawa

piżmo, drzewo, ambra

Na koniec zostawiłam sobie najlepszy smaczek – moje ulubione perfumy, które towarzyszą mi już od kilkunastu miesięcy – możecie zauważyć zużycie 😀 Bright crystal to zapach niezwykle dziewczęcy, lekki, słodki, z pewną nutą kwaskowatości, którą nadaje mu prawdopodobnie owoc granatu i piwonia. Rozwija się i ewoluuje na skórze – z czasem traci swój zadziorny charakter i zmienia się w coś bardziej kobiecego.
Ma rzeszę fanek i wcale się temu nie dziwię – jest to połączenie dość klasyczne, tak mi się przynajmniej wydaje. Flakon, oceniany według niektórych jako tandetny, mi bardzo się podoba i od samego początku przyciągał moją uwagę – pewnie to wina mojego sroczego charakteru. 

Perfumy długo utrzymują się na mojej skórze, czuję je wieczorem nawet po intensywnie spędzonym dniu. Na ubraniach są wyczuwalne nawet przez kilka dni, chociaż woń nie jest już tak intensywna jak na początku. Jeśli jeszcze nie miałyście okazji się z nim zapoznać – koniecznie nadróbcie zaległości – jestem prawie pewna, że Was oczaruje tak samo, jak mnie 🙂

Zapraszam do pozostałych uczestniczek akcji #Wiosennik :):

Znacie te zapachy, czy któryś jest dla Was nowością? Czy Wy też zmieniacie perfumy na bardziej wiosenne lub letnie, czy stosujecie takie same zapachy nie zważając na roztaczającą się aurę?
Pozdrawiam i życzę Wam Wesołego Alleluja 🙂 :*

GADŻETY KOBIETY | AMAZON KINDLE | DERMOFUTURE | IPHONE | SUDIO SWEDEN

gadżety kobiety
Cześć!
Mimo wolnego mam niewiele czasu
na bloga – mam w domu remont, niedługo święta, więc pomagam mamie znosić
wszystkie rzeczy i sprzątać to, czego fachowcy nie zdążą ogarnąć 😝
W sumie we czwórkę z bratem i tata staramy się wprowadzić do niedzieli jak
najwięcej porządku i zmian, mam nadzieję, że uda nam się to wszystko dopiąć na
ostatni guzik i że poradzimy sobie ze zrobieniem świątecznego śniadania bez
mebli 😝
Nie przedłużając jednak zapraszam
Was na post dotyczący gadżetów, bez których nie wyobrażam sobie normalnego
funkcjonowania i których brak najbardziej dałby mi się we znaki.
Jeśli
jesteście ciekawi, co podciągnęłam pod tę kategorię – zapraszam do dalszej
części wpisu 😊

gadżety idealne dla kobiet

iphone 6s złoty gold apple

APPLE, IPHONE 6S

Zawsze myślałam, że iPhony do telefony, które kosztują tak dużo tylko i wyłącznie dlatego, że mają z tyłu obudowy jabłuszko. Byłam do nich sceptycznie nastawiona, twierdziłam, że nie jest mi potrzebny tak drogi telefon, dodatkowo z inny systemem, który czasem utrudnia połączenie z innymi sprzętami. Mateusz namówił mnie jednak na zakup (a raczej moich rodziców :P) i tak, praktycznie od roku, jestem szczęśliwą posiadaczką tego modelu.
iPhone to telefon, który nigdy mnie nie zawodzi. Mimo zainstalowania sporej liczby aplikacji, wielu procesów działających w tle i ogólnym trudnym warunkom jeszcze nigdy się nie zaciął, co często miało miejsce w przypadku telefonów bazujących na androidzie. Robi piękne zdjęcia, jest świetnie wykonany, czuć, że ma się w ręku luksusowy sprzęt. Ma jedną wadę – ściąga wszelkie zło 😛 
Nigdy nie zepsułam ani nie pobiłam żadnego telefonu, nigdy żaden z nich mi nie spadł. Ten też… Tylko że to ja upadłam, a telefon przy tym ucierpiał i uszczerbał się na jednym z rogów. Na szczęście nie ma to wpływu na jego działanie, po prostu nie wygląda już tak estetycznie jak kiedyś.

amazon kindle paperwhite czytnik ebooków

AMAZON KINDLE PAPERWHITE

Jestem fanką książek w wersji papierowej. Nigdy nie lubiłam
czytać PDF-ów na tablecie – moje oczy szybciej się wtedy męczyły, a ja nie
mogłam przyzwyczaić się do tych elektronicznych stronnic. Na święta Bożego
Narodzenia dostałam od Mateusza Kindle Paperwhite i myślałam, że do niego też
się nie przyzwyczają, a umówmy się – nie jest to tani gadżet. Okazało się, że
czytanie na czytniku, a czytanie na tablecie to dwie różne sprawy.
Czytnik jest
przyjazny dla oczu, do tego czcionka i „e-tusz” łudząco przypominają drukowaną,
bardziej tradycyjną wersję.
Lubię mój czytnik ze względu na to, że jest mały, poręczny i
nie zajmuje zbyt wiele miejsca.
Mogę wgrać na niego setki książek i nadal
wszystko zmieści mi się do torebki. Polubiłam go za podświetlany ekran i bardzo
długi czas pracy na baterii – kilkudniowe podróże nie są mu straszne.
W niektórych wypadkach nadal sięgam po tradycyjne, papierowe
wydania książek, ale Kindle bardzo lubię i na pewno będzie mi towarzyszył przez
kilka najbliższych lat.
To jeden z najlepszych zakupów ostatniego czasu, cieszę
się, że mój chłopak tak dobrze zna moje gusta i preferencje – trafił w mój
słaby punkt – czytanie 😃

szczoteczka soniczna dermofuture do twarzy zamiennik foreo luna

DERMOFUTIRE, SONICZNA SZCZOTECZKA DO OCZYSZCZANIA TWARZY

Przed jej zakupem dużo myślałam o Foreo Lunie, ale jej cena mocno mnie odstraszała. Nie wiedziałam, czy te szczotki się u mnie sprawdzą, a wydanie 700 złotych na coś, co miałoby leżeć w kącie nie jest w moim stylu. Kiedy znalazłam odpowiednik drogiego egzemplarza, do tego oferowany przez polską firmę nie mogłam się mu oprzeć. Do tego 150 zł to kilkakrotnie mniejsza suma i serce nie bolało mnie tak mocno przy wrzucaniu tego gadżetu do koszyka.
Dzięki tej szczotce pozbyłam się z twarzy wielu zanieczyszczeń. Pojawia się na niej o wiele mniej zaskórników, zarówno otwartych i zamkniętych, a moje problemy z suchymi skórkami nie są już tak mocno nasilone. Kiedyś używałam jej dwa razy dziennie, teraz sięgam po czyścik tylko raz, rano. Pobudza ona przepływ limfy, przez co skóra wygląda zdrowiej, a kosmetyki lepiej się w nią wchłaniają. Kiedy ją odstawiam moja twarz wygląda o wiele gorzej. Nie zamienię jej na żadną inną.

słodki power bank dla siostry, dziewczyny, koleżanki, przyjaciółki

POWERBANK O DUŻEJ POJEMNOŚCI

Smartfony są super, ale ich minusem jest to, że szybko się rozładowują i to w najmniej odpowiednim momencie. Na co dzień raczej nie mam z tym problemów, bo nie siedzę na okrągło w telefonie (na zajęciach trzeba się jednak skupiać :P), inna sytuacja ma miejsce, kiedy jestem w podróży. Wiecie jak to jest w dzisiejszych czasach – jak to mówią – „bez telefonu jak bez ręki”.
Mój powerbank pochodzi z Media Marktu, ale nie jest to chyba żadna znana firma, a przynajmniej nie na tyle, żebym o niej słyszała, dlatego też tak trudno jest mi przypomnieć sobie jej nazwą. Ma pojemność 10 000 mAh, co daje mi możliwość kilkakrotnego naładowania telefonu w pełni. Świetnie sprawdza się na wyjazdach, mogą z niego korzystać jednocześnie dwie osoby, ponieważ dostępne są dwa porty USB – jeden szybszy, drugi nieco wolniejszy. Na pewno zabiorę go na Meet Beauty – zobaczcie jak się cieszy z tego powodu 😛

sudio sweden vasa bla słuchawki bezprzewodowe białe

VASA BLA – SŁUCHAWKI BEZPRZEOWODOWE SUDIO SWEDEN

Kolejny gadżet, bez którego nie wyruszam ostatnio w
pozadomowe eskapady.
Najczęściej towarzyszą mi podczas powrotów z uczelni do
domu, ale korzystam z nich też podczas pobytu w mieszkaniu – szczególnie
przydają się wtedy, kiedy zabieram się za sprzątanie.  Nie myślałam, że bezprzewodowe słuchawki to
taka wygoda – jak większość z nas uważałam je za zbędny gadżet, a teraz wiem,
co traciłam – swobodę!
Teraz nie muszę mieć telefonu pod ręką żeby porozmawiać z
mamą, zrelaksować się przy ulubionej muzyce czy nawet posłuchać jakiejś audycji
albo wystąpienia, w które nie musi być zaangażowany zmysł wzroku.
Są też modnym dodatkiem, który świetnie prezentuje się
szczególnie wtedy, kiedy mam na sobie sportowe ciuchy. Biały kolor w połączeniu
z elementami rose gold przyciąga uwagę i wygląda niezwykle stylowo. No i…
pasuje do białego fartucha, który z roku na rok będzie mi towarzyszył coraz
częściej 😝
Pamiętajcie, że mam dla Was niespodziankę w postaci kodu
rabatowego. Słuchawki Sudio Sweden (przewodowe i bez-) możecie kupić aż 15% taniej, wystarczy tylko, że
przy zamówieniu wpiszecie elfnaczi 15.

A Wy bez czego nie wyobrażacie sobie codziennego funkcjonowania? Macie gadżety, z których ciężko byłoby Wam zrezygnować?
Pozdrawiam :*

LILY LOLO | SZMINKI | NUDE ALLURE & ROMANTIC ROSE

lily lolo szminka romantic rose nude allure

Hejka!
Uff, ostatnio znów mam jakieś zawroty i zawirowania w życiu uczelnianym, więc rzadko tu bywam, ale nie przejmujcie się – czytam Was, obserwuję na Insta i na pewno nie zaginęłam 😀

Dla zainteresowanych – na IG pisałam Wam, że w poniedziałek (poprzedni) pisałam kolokwium z histologii – najtrudniejsze w tym roku – zaliczyłam je! 😀 Niestety tylko na 3,5, ale do 4 zabrakło mi niecałe 2 punkty – smuteczek :C

Dziś porozmawiamy sobie na temat kosmetyków, bez których nie wyobrażam sobie codziennego, nawet delikatnego makijażu – SZMINEK 😀 Kilka tygodni temu w moich zbiorach zagościły dwie nowe sztuki od Lily Lolo – świeżynka Nude Allure i coś, co podbiło serca wielu dziewczyn – Romantic Rose 🙂 Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii na ich temat? – zapraszam dalej 🙂 

nude allure romantic rose szminka lily lolo

Obietnice producenta

Romantic Rose w odcieniu intensywnego różu sprawi, że usta staną
się ponętne i zmysłowe. Kolor szczególnie polecany wielbicielkom
intensywnych odcieni szminek.

Naturalny, lekko brzoskwiniowy beż. Spokojny, neutralny odcień.

Wyjątkowa, naturalna formuła kremowych
szminek Lily Lolo gwarantuje głęboki kolor oraz fantastyczne
nawilżenie. Każdy odcień daje piękny, naturalny połysk. Ponadto, dzięki
zawartości witaminy E oraz ekstraktu z rozmarynu, pomadki Lily Lolo
odpowiednio odżywią Twoje usta.

  • Zawiera odżywczą witaminę E, woski oraz organiczny olejek jojoba
  • Witamina E oraz ekstrakt z rozmarynu to naturalne antyoksydanty
  • Jedwabiście kremowa konsystencja gwarantująca łatwą aplikację
  • Bez dodatku substancji zapachowych
  • 4g

Opakowanie

Wcześniej miałam już szminkę Lily Lolo, więc wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Pomadki przychodzą do nas zapakowane w kartoniki, na których znajduje się gramatura, skład i nazwa koloru, a także to, przez jaki czas po otwarciu kosmetyk nadaje się do użytku.
Samo opakowanie szminki jest dość ciężkie, solidnie wykonane, zamyka się z charakterystycznym kliknięciem, dlatego niełatwo jest to przeoczyć. Zatrzask ten działa na tyle dobrze, że raczej nie ma możliwości, by któraś z tych pomadek samoistnie otworzyła się, np. w torebce. 
Całość utrzymana jest w minimalistycznej, biało-czarnej tonacji, co wygląda elegancko i bardzo mi się podoba.

Lily Lolo nude allure romantic rose szminka

Skład

Romantic Rose 

RICINUS COMMUNIS SEED OIL (olej rycynowy), SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL (olej jojoba),
CANDELILLA CERA (wosk z młodych liści wilczomleczu), LANOLIN (lanolina), ISOAMYL LAURATE (organiczny emolient pozyskiwany z nasion pszenicy i oleju kokosowego), CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE (emolient tłusty, trójgliceryd),
CERA ALBA (wosk pszczeli), COPERNICIA CERIFERA CERA (naturalny wosk roślinny pozyskiwany z palmy – kopernicji), MICA (mika, naturalny minerał mający właściwości rozpraszające światło), MALTODEXTRIN, (maltodekstryna) TOCOPHEROL (tokoferol – witamina E),
HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL
(olej słonecznikowy), ASCORBYL PALMITATE (palmitynian askorbylu, pochodna witaminy A, która ma najlepsze właściwości, jeśli chodzi o wchłanianie), ROSMARINUS OFFICINALIS
LEAF EXTRACT
(ekstrakt z liści rozmarynu), TIN OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 75470
(CARMINE), CI 77742 (MANGANESE VIOLET), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492
(IRON OXIDE)]
(barwniki)

Nude Allure 

RICINUS COMMUNIS SEED OIL (olej rycynowy), SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL (olej jojoba), CANDELILLA
CERA
(wosk z młodych liści wilczomleczu), LANOLIN (lanolina), ISOAMYL LAURATE (organiczny emolient pozyskiwany z nasion pszenicy i oleju kokosowego), CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE (emolient tłusty, trójgliceryd), CERA ALBA (wosk pszczeli),
COPERNICIA CERIFERA CERA (naturalny wosk roślinny pozyskiwany z palmy – kopernicji), SILICA (krzemionka), TOCOPHEROL (tokoferol – witamina E), MALTODEXTRIN (maltodekstryna), HELIANTHUS
ANNUUS SEED OIL
(olej słonecznikowy), ASCORBYL PALMITATE (palmitynian askorbylu, pochodna witaminy A), ROSMARINUS OFFICINALIS LEAF EXTRACT (ekstrakt z liści rozmarynu)
[+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77007 (ULTRAMARINES), CI 77492
(IRON OXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 75470 (CARMINE), CI 77499 (IRON
OXIDE)]
(barwniki)

Jak widzicie składy obu szminek są bardzo podobne, niemalże identyczne. Tak jak pisałam w przypadku pomadki Temptation bardzo mi się podobają – zawierają wiele emolientów, które natłuszczają usta, a witamina A i E pozwalają odbudować wierzchnią warstwę naskórka, a raczej sprawić, by wyglądała ona lepiej. Lanolina może uczulać, natomiast rzadko spotyka się ten rodzaj alergii. U zdrowych, nienadwrażliwych osób mocno nawilża usta, sprawia że są miększe i gładsze.

Pigmentacja

Pigmentację tych szminek oceniam na bardzo dobrą – wystarczy jedna warstwa aby dokładnie pokryć usta kolorem. Nie smużą, nie tworzą plam, całość rozkłada się równomiernie i tak samo schodzi z ust. Kolory, nawet na mojej intensywnie zabarwionej czerwieni wargowej prezentują się tak, jak na swatchach.

lily lolo szminka nude allure romantic rose swatch swatche

Trwałość

Są to pomadki kremowe, więc z założenia mają pielęgnować i nawilżać usta, a nie trzymać się na nich przez długie godziny. Mam tendencję do częstego dociskania warg, dużo mówię, rozmawiam, jem i piję, więc siłą rzeczy nie mogę napisać, że pomadka trzyma się u mnie 5 czy 6 godzin. Zarówno Romantic Rose jak i Nude Allure chociaż w połowie znikają podczas posiłków, natomiast są w stanie przeżyć picie czy gadkę. Czas, podczas którego prezentują się tak, jak po nałożeniu wynosi około 3-3,5 godziny, czasem dłużej – wszystko zależy od tego, jaki mam dzień.

Dostępność

Kosmetyki Lily Lolo dostępne są w sieci oraz stacjonarnie. Można znaleźć je w kilku drogeriach internetowych, a także na stronie oficjalnego polskiego dystrybutora – Costasy.pl. Jeśli mieszkacie w Warszawie warto jest odwiedzić showroom marki, który znajduje się na ulicy Ciołka – to nowa lokalizacja. Znajdziecie tam fachową pomoc w doborze kolorów i odpowiednich dla siebie kosmetyków. 
szminka nude allure lily lolo na ustach
Pomadka Nude Allure

Cena

Każda ze szminek kosztuje 54,90 złotego, co jest sumą dość wysoką. Jest to jednak naturalny kosmetyk z dobrym składem, do produkcji którego zostały wykorzystane najlepszej jakości substraty. Są to produkty naturalne i ekologiczne, produkowane z myślą nie tylko o naszym zdrowiu, ale też w trosce o kondycję środowiska. [EDIT – OBECNIE MOŻECIE KUPIĆ JE NA PROMOCJI ZA 46 ZŁ]

Moja opinia

Jeszcze kilka miesięcy temu byłam fanką matowych pomadek – błysk czy kremowe wykończenie było dla mnie pase. Jednak z biegiem czasu moje podejście do makijażu zmienia się i ewoluuje – przykładem tego jest fakt, że po kremowe szminki sięgam teraz regularnie, a rozświetlanie pewnych partii mojej mieszanej skóry jest czymś przyjemnym. Ba, uważam, że wyglądam w tym naprawdę dobrze.
Od niedawna zaczęłam sięgać po kremowe szminki głównie przez to, że zimą miałam trochę problemów z przesuszeniem ust. Dodatkowo, kiedy spędzam na uczelni kilka godzin nie mam czasu na poprawianie makijażu, a wolałabym wyglądać jak człowiek – uważam, że pomadki kremowe znikają z ust ładniej, niż te matowe, łatwiej jest je poprawić i często, jeśli mają delikatniejsze kolory nie wymagają od nas wielkiej precyzji i lusterka. 
Długo głowiłam się nad wybraniem odpowiednich kolorów – nie chciałam, żeby były one bardzo ciepłe i ciemne – szukałam czegoś do lekkich, dziennych makijaży odpowiednich na uczelnię. Ostatecznie mój wybór padł na brzoskwiniowo-beżową Nude Allure i Romantic Rose w kolorze różanym. 
Szczególnie na temat tej pierwszej nie znalazłam zbyt wielu informacji – jest to jeden z najnowszych odcieni, dlatego w Internecie nie krąży zbyt wiele swatchy pokazujących jego kolor w dziennym świetle. Romantic Rose jest natomiast kolorem – kameleonem – na każdych ustach wygląda inaczej, dlatego nie spodziewałam się,  jaki efekt na ustach będę mogła dzięki niej osiągnąć.
Po otworzeniu paczki nie byłam do końca przekonana do żadnego z nich – oba te odcienie wydawały się przeczyć moim szminkowym gustom, dałam im jednak szansę i szczególnie do jednego z nich pałam wielką sympatią – nie zgadniecie do którego! 😛
Zaczniemy od Nude Allure – tak jak pisze producent jest to brzoskwiniowy, beżowy kolor, który na ustach wygląda niezwykle delikatnie. Obawiałam się, że będzie mocno zażółcał zęby, ale tego nie robi, ponieważ nie należy do bardzo ciepłych odcieni. Powiedziałabym, że jest neutralny i będzie pasował do wielu makijaży. Nie wygląda trupio, nawet na tak bladej osobie jak ja, która naturalnie ma ciemne usta wygląda zdrowo i korzystnie.
Romantic Rose to odcień różany, w moim przypadku (a raczej na moich ustach :P) wygląda bardziej na czerwony, niż różowy. Ma delikatny shimmer w kolorze złotym, nie jest więc tak oczywisty, na jaki wygląda. Przez to, że znajdują się w nim mikroskopijne drobinki ma inną konsystencję niż brat, o którym pisałam wyżej – jest ona mniej kremowa, ale za to dłużej trzyma się na ustach. Jest to kolor widoczny, ale nadal nie rzucający się mocno w oczy, idealny na co dzień. Utrzymany jest raczej w ciepłej tonacji, więc nie wybiela optycznie zębów, niestety. 
Obie pomadki są warte uwagi i mają niespotykane kolory, które ciężko jest znaleźć, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy w modzie są trupie lub bardzo ciemne kolory, które niestety nie każdemu pasują lub odpowiadają. Szminki są kremowe, pielęgnują usta, nie podkreślają suchych skórek i nie przyczyniają się do ich powstawania. Usta po ich użyciu wyglądają na pełne i zdrowe. Mają kremowe wykończenie. Kolor nie wgryza się w usta – nie zachowują się jak tinty. Mają przyzwoitą trwałość. Plus za opakowania – są minimalistyczne i dobrze wykonane, odpowiednio chronią kosmetyk. Moim zdaniem są to kosmetyki, na które warto jest zwrócić uwagę.

romantic rose szminka lily lolo na ustach
Szminka Romantic Rose

Czy kupię ponownie?

Mam trzy sztuki tych pomadek – Nude Allure, Romantic Rose i Temptation i z każdej jestem zadowolona 😀 Kuszą mnie ciemniejsze odcienie, może latem zdecyduję się na jakąś fuksję! 😀

szminka Lily Lolo romantic rose nude allure
Podobają się Wam te odcienie? Który z nich bardziej mi pasuje?
Pozdrawiam 😀

#WIOSENNIK | OBUDŹ WIOSNĘ CZYLI RUTYNA SOBOTNIEGO PORANKA

#wiosennik obudź wiosnę

Cześć!
Wiosna kojarzy mi się z pięknymi, słonecznymi porankami, ćwierkaniem ptaków, ciepłą kawą i porządkami. To czas, kiedy wszystko budzi się do życia – łącznie ze mną 😉 Zimą jestem ociężała i ospała, a wiosna to czas mobilizacji mojego organizmu. 
Aby pomóc Wam wejść z dobrą energią w tę zieloną porę roku postanowiłyśmy z dziewczynami zorganizować akcję #wiosennik – nowe posty w każdą niedzielę. Będzie łączył nas wspólny temat, ale jestem pewna, że każda z nas inaczej go rozwinie.

Dziś przedstawię Wam rutynę mojego sobotniego poranka – to czas, kiedy po całym tygodniu na uczelni ładuję akumulatory, odpoczywam, ale też nadrabiam zaległości! 😀 Jeśli jesteście ciekawi, co robię po otwarciu oczu – zapraszam dalej 😛

okulary oprawki Guess

Jak wspomniałam wyżej, weekend jest dla mnie momentem uzupełniania braków energii, dlatego jeśli nie muszę, nie ustawiam budzika na 7 rano. Jestem sową, lubię siedzieć do późna w nocy, dlatego w tygodniu raczej się nie wysypiam – to standardowe 6 godzin to dla mnie stanowczo za mało 😛 W sobotę budzę się około 9 – nie za późno, nie za wcześnie. Pierwszą rzeczą, o jakiej myślę po wyłączeniu denerwującego alarmu są… OKULARY.

Guess okulary oprawki

Poranki to ten okres w ciągu dnia, kiedy odkładam soczewki na bok i dają moim oczom trochę odpocząć. Jeśli nigdzie nie wychodzę zostawiam ja na nosie cały dzień, jeśli czeka mnie podróż do miasta stawiam jednak na soczewki – są o wiele bardziej wygodne, a dodatkowo wyraźniej w nich widzę.

Właśnie… Kiedy wyłączam budzik mam telefon prawie przy nosie – w innym wypadku naciskałabym chyba wszystko inne, tylko nie ten guzik, który powinnam 😛 Przez te 20 lat życia nauczyłam się żyć z moją wadą i jestem w stanie sobie z nią poradzić, ale denerwuje mnie to, że od mrużenia oczu mam już kurze łapki :O Prawdziwa ze mnie babcia 😛

iphone 6s złoty gold

Kiedy już poprzecieram trochę oczy włączam internety i buszuję na Facebooku i Instagramie. Oglądam Wasze instastories, komentuję zdjęcia, odpisuję dziewczynom, czytam wiadomości. Zajmuje mi to zazwyczaj kilkanaście minut, choć czasem wciąga mnie to na dłużej i mam wyrzuty sumienia, bo mogłabym w tym czasie zrobić coś bardziej pożytecznego (każdy tak ma? :p). Kiedy moja (pod)świadomość nie do końca chce wstawać wybieram właśnie obrazki, zdjęcia – to coś, na czym nie muszę się tak mocno skupiać. Oglądam też wtedy filmy na YT, chociaż w weekendowe poranki nie pojawia się ich tam za dużo.

Adina Grigore Szczęśliwa Skóra

Staram się też sięgać po książki. O ile ich czytanie w styczniu i lutym szło mi świetnie, tak ostatnio czytałam więcej notatek i podręczników potrzebnych na uczelnię niż pozycji wybranych specjalnie po to, żeby się zrelaksować. Zrobiłam sobie przerwę od typowej literatury (po skończeniu drugiej części Więźnia Labiryntu, chciałam sięgnąć po coś innego przed trzecią :P) i trzeci raz podchodzę do Szczęśliwej Skóry Adiny Grigore. Tym razem udało mi się przebrnąć przez najtrudniejszą dla mnie część i idzie mi to o wiele łatwiej i przyjemniej. Nie zgadzam się do końca z postawą autorki, ale uważam że wiele jej twierdzeń ma rację bytu, tylko przez nasze przyzwyczajenia ciężko jest nam to zaakceptować. Chcielibyście przeczytać pełną recenzję tej książki? Mogłabym spróbować opisać ją po skończeniu czytania – dawno nie pojawił się tu żaden książkowy wpis, a przecież ich czytanie to moje noworoczne postanowienie 😀

kosmetyki pielęgnacyjne vichy la roche posay vianek nacomi dermofuture beautyoil

Kiedy już się polenię (co ma miejsce zazwyczaj do 10, w ekstremalnych przypadkach do 11 :D) wstaję i po pościeleniu łóżka idę do łazienki doprowadzić swoje lico do porządku. Rano moja twarz, co jest dziwne, wygląda lepiej niż po południu czy wieczorem. U wielu osób jest ona opuchnięta i zaczerwieniona, u mnie jest zupełnie odwrotnie – jest miękka, ma ładny koloryt a wypryski są mniej widoczne. 
Zazwyczaj sięgam codziennie po ten sam zestaw kosmetyków, jedynym zmiennym elementem jest tylko filtr – od kilku miesięcy nie stosuję go codziennie i nie zauważyłam przez to negatywnych skutków w wyglądzie mojej skóry.

kosmetyki do pielęgnacji dermofuture cichy la roche posay nacomi vianek beautyoil

Najpierw myję twarz delikatnym żelem La Roche Posay Lipikar Surgras. Korzystam wtedy z sonicznej szczoteczki Dermo Future – pobudza przepływ limfy i oczyszcza skórę z nocnych zanieczyszczeń. Odkąd jej używam zauważyłam, że mam zdecydowanie mniej zaskórników i suchych skórek a to bezpośrednio przyczynia się do poprawy stanu i wyglądu mojej skóry. Odstawiam ją tylko wtedy, kiedy mam jakieś podrażnienia. Pod oczy nakładam krem Beauty Oil, który jest delikatny i idealnie nadaje się pod makijaż. Twarz spryskuję nawilżającą mgiełką Vianek, ale nie jestem z niej zbytnio zadowolona. Ma mdły, bardzo słodki zapach, który z dnia na dzień coraz bardziej mi przeszkadza. Delikatnie nawilża, ale efekty po kilku tygodniach jej stosowania nie są spektakularne – wolę kosmetyki, których działanie jest widoczne gołym okiem. Kiedy za oknem świeci słońce na mojej buzi ląduje też filtr 50+ – La Roche Posay – Krem – żel suchy w dotyku. Na usta nakładam bogate masło o zapachu granatu z Nacomi. Antyperspirant, który widzicie na zdjęciu to słynna kulka z Vichy, ale ja nie jestem z niej zadowolona, ponieważ nie chroni bardziej, niż ten zwykły z drogerii, a kosztuje o wiele więcej.

moja toaletka blog na parapecie
Przedostatnim punktem mojego poranka jest jakieś pyszne śniadanie. Zazwyczaj przygotowuje mi je Mateusz, bo to on lepiej czuje się w kuchni. Kiedy mamy wolne stawiamy na jakieś pożywne kanapki, coś ciepłego, albo jajecznicę. Wiosną na talerzu królują raczej lekkie posiłki ze sporą ilością warzyw.

Później, kiedy zjemy i obejrzymy przy tym odcinek aktualnie oglądanego serialu zabieramy się za sprzątanie. Lubię to robić, sprzątanie mnie odpręża i relaksuje, a dodatkowo kocham poczucie czystości i piękny zapach w mieszkaniu. Zazwyczaj porządkuję też wtedy swoja „toaletkę”, segreguję kosmetyki, myję pędzle i czyszczę lustra.

Uważam, że to, w jakim miejscu trzymamy kosmetyki jest bardzo ważne – jak coś, co ma brudne opakowanie czy jest przykryte warstwą kurzu ma nam dobrze służyć? Na wierzchy trzymam tylko te kosmetyki, z których aktualnie najczęściej korzystam, resztę chowam w szafce, pod przykryciem.

Pędzle myję minimum raz w tygodniu, mam ich na tyle dużo, że codziennie mogę sięgać po nowe – przynajmniej te do twarzy, a oczy maluję stosunkowo rzadko. Moje kosmetyki stoją na oknie, ale słońce bezpośrednio na nie nie świeci – mam tak usytuowane mieszkanie, że promienie rzadko do niego wpadają. 

Na tym kończy się moja poranna rutyna. Później oglądamy filmy, przygotowujemy obiad, jeśli mam coś do nauki staram się za to zabrać, chociaż nie zawsze mi to wychodzi 😛
Jak Wy spędzacie wiosenne poranki? Leniuchujecie, jak ja, czy od wczesnych godzin macie ułożone ambitne plany?
Pozdrawiam :*

ULUBIEŃCY | MARZEC 2017 | IONIKA PADDLE BRUSH | TOO FACED | LA ROCHE POSAY

Hej!
Parząc na kalendarz nadal nie mogę zdać sobie sprawy z tego, że marzec już minął, a kilka dni temu powitaliśmy kwiecień. Przez ogrom pracy, jaką miałam w ubiegłym miesiącu, ciągłe bieganie, zajęcia do późna, kolokwia straciłam rachubę czasu, na szczęście już się odnalazłam.
Zapraszam Was na post o ulubieńcach – tym razem oprócz kosmetyków znalazł się wśród nich jeszcze jeden gadżet. Będę mówić o szczotce Ionika Paddle Brush, palecie Too Faced Bon Bons i kremie do twarzy La Roche Posay Effaclar H. Jesteście ciekawi jaka jest moja opinia na temat tych produktów – koniecznie przejdźcie dalej 😀

Czytaj dalej ULUBIEŃCY | MARZEC 2017 | IONIKA PADDLE BRUSH | TOO FACED | LA ROCHE POSAY