Uncategorized

AKTUALIZACJA TRĄDZIK | CO POTRAFI ZDZIAŁAĆ KILKA MIESIĘCY ŚWIADOMEJ PIELĘGNACJI?

29 stycznia 2017

Hej!
Uważam, że trądzik to pospolita, ale przysparzająca wielu problemów choroba. O ile dość łatwo jest ją zdiagnozować, tak przygotowanie odpowiedniego planu pielęgnacji i sposobu leczenia do najłatwiejszych nie należy. 
Nie wiem, od jak dawna mnie śledzicie, więc przypomnę, że wcześniej nie miałam wielkich problemów ze skórą. Walczyłam głównie z zaskórnikami i pojedynczymi wypryskami, które pojawiały się u mnie przed miesiączką. To, czego skutki widzicie dzisiaj rozpoczęło się w ostatnim kwartale 2015 roku. Jeśli jesteście ciekawi, jak doszłam do obecnego stanu i co zmieniłam w swoim postępowaniu – przejdźcie dalej. Chętnie odpowiem też na Wasze pytania (oczywiście jeśli jakiekolwiek do mnie macie :P).

Mimo tego, że problemy zaczęły się w 2015 roku nie miałam pomysłu jak walczyć z wypryskami. Za układanie podstawowego planu pielęgnacji zabrałam się mniej więcej rok temu (myślę, że mógł to być luty/marzec). Testowałam różne opcje, które bardziej lub mniej pozytywnie wpływały na stan mojej skóry.
Jak widzicie, na dzień dzisiejszy prezentuje się całkiem nieźle i jestem z siebie zadowolona. Może dla kogoś ta roczna zmiana jest znikoma, ja natomiast uważam, że wiele przebarwień zniknęło, a blizny powoli się spłycają. Zaznaczę, że nie wykonywałam żadnych zabiegów z zakresu dermatologii estetycznej – ani przeciwtrądzikowych, ani działających na zmiany pozostające po wypryskach. 
Niestety, jak to przy przeprowadzce bywa, w październiku ubiegłego roku stan mojej cery znacznie się pogorszył, ale udało mi się to dość szybko opanować. Niestety, po podskórnych naciekach często pozostają czerwone place i tak też było w tym przypadku. W grudniu i styczniu w związku z dość dużymi problemami ze zdrowiem moja skóra odmówiła posłuszeństwa i efekty tego widzicie na zdjęciach.
Zaczęło się od poważnego przeziębienia, które dwukrotnie kończyło się masywnym krwotokiem z nosa. Możecie wyobrazić sobie, jak mocno byłam osłabiona. Na domiar złego, jak to przed świętami bywa – miałam na głowie sporo kolokwiów i nie mogłam pozwolić sobie na leżenie w łóżku. Kiedy udało mi się zwalczyć infekcję moja skóra była odwodniona w ekstremalnym stopniu. Żadne kremy nie pomagały, a ja bałam się ryzykować z używaniem olei. Mniej więcej po 3 tygodniach udało mi się dojść do stanu, jaki widzicie na zdjęciu – skóra łuszczy się już tylko w okolicach nosa, na szczęście coraz mniej.
Jak aktualnie pielęgnuję skórę twarzy?
RANO:
  • Myję twarz delikatnym żelem La Roshe Posay Surgras. Kilka razy w tygodniu sięgam po szczoteczkę soniczną z Dermo Future.
  • Twarz wycieram codziennie wymienianym ręczniczkiem z Ikei.
  • Spryskuję skórę wodą różaną z Make Me Bio i lekko ją wklepuję. Pozwalam się jej w 80% wchłonąć.
  • Na lekko wilgotną twarz aplikuję krem La Roche Posay Effaclar K [+].
  • Kiedy jestem w domu punktowo na wypryski aplikuję mieszankę olei bazujących na olejku eterycznym z drzewa herbacianego. Kiedy wychodzę na uczelnię po prostu nakładam makijaż.
WIECZOREM:
  • Lekko moczę buzię w wodzie. Pierwszym etapem demakijażu jest krótki masaż olejkiem Resibo.
  • Olejek zmywam płatkami nasączonymi płynem micelarnym Garnier (różowym, nie ma alkoholu w składzie, jest najbardziej delikatny z całej trójki).
  • Twarz myję tym samym żelem, co rano, czyli Surgrasem z LRP.
  • Podobnie jak rano korzystam z dobroci wody różanej z MMB.
  • Na twarz nakładam serum z kwasem migdałowym z Bielendy. 
  • Czasem, kiedy widzę, że moja skóra potrzebuje czegoś silniej działającego nakładam retnoid w żelu – Izotziaję. Nie używam jej jednak częściej niż 2 razy w tygodniu, ostatnio ograniczam ją jeszcze bardziej.
  • Kiedy serum się wchłonie w skórę wsmarowuję krem La Roche Posay Effaclar H lub żel aloesowy, kiedy potrzebuję lżejszego nawilżenia.
  • Punktowo na wypryski nakładam maść cynkową, olejek z drzewa herbacianego lub maść z antybiotykiem Klindacin T.
OKAZJONALNIE:
  • Staram się przynajmniej raz w tygodniu nałożyć na twarz maskę oczyszczającą, a kiedy potrzebuję silnego nawilżenia – nawilżającą (często w płachcie).
  • Raz w tygodniu wykonuję peeling mechaniczny peelingiem z korundem od Nacomi.
  • Kiedy moja skóra jest podrażniona spryskuję ją wodą termalną Uriage.
  • Czasem wracam do prostego sposobu – bezkremowej nocy. Kończę wtedy moją pielęgnację na toniku (używam go tylko po to, by skóra szybciej wróciła do fizjologicznego pH). Moja skóra ma wtedy chwilę żeby odpocząć i zregenerować się, nie jest niczym obciążona i ładniej wygląda o poranku. 
Co dała mi taka schematyczna, dość minimalistyczna pielęgnacja? To,
że widzę, na co moja skóra reaguje dobrze, a na co źle. Łatwo jest mi
więc wyeliminować kosmetyk, który powoduje pogorszenie jej stanu. Staram
się patrzeć na potrzeby mojej skóry, nie obciążać jej, nie wysuszać
preparatami anty-trądzikowymi, ale też nie nawilżam, ani nie natłuszczam
jej zbyt mocno – szczególnie wtedy, kiedy widzę, że tego nie
potrzebuje. 
Jakie mam plany na przyszłość? Chcę
poszukać w Białymstoku dobrego ginekologa i dermatologa, wykonać
dokładne badania hormonalne, a kiedy uda mi się unormować skórę –
skorzystać z dobroci kwasów (w wyższych stężeniach) lub innych zabiegów,
które pomogą mi walczyć z pozostałościami po wypryskach. Warto też
zaznaczyć, że nie przeszłam żadnej terapii hormonalnej!

Macie dla mnie jakieś rady? A może pytania? Sądzicie, że moja walka z trądzikiem wygląd na udaną, czy bliżej mi ku porażce?
Pozdrawiam :*

Spodoba Ci się także: