ORZEŹWIAJACY PŁYN MICELARNY LOREAL | Kolejny ulubieniec?

Hej!
Na blogu dawno nie pojawiła się żadna recenzja, postanowiłam więc nadrobić zaległości i pokazać Wam produkt, co do którego mam mieszane uczucia. Jak wiecie, różowa wersja płynu micelarnego Loreal – Ideal Soft, o której już pisałam posta, świetnie się u mnie sprawdzała. Makijaż schodził z twarzy ekspresowo – nawet tusze, które są podobno nie do zdarcia (tak mocno trzyma się np. So Couture :P). Dziś porozmawiamy sobie natomiast o zielonej wersji Wody micelarnej, czyli Orzeźwiającym płynie micelarnym. Zapraszam!

Kryształowo przejrzysty płyn micelarny – woda micelarna L’Oreal Paris
oczyszcza i zarazem usuwa wszelkie ślady makijażu z twarzy i oczu.
Intensywnie odświeża skórę. Formuła bez zapachu, bez alkoholu.
Hipoalergiczny. Idealnie odświeżona skóra. Odkryj skórę, która jest nie
tylko czysta, lecz także idealnie oczyszczona i intensywnie odświeżona,
bez pocierania, bez zmywania. Bez substancji zapachowych, bez alkoholu.
Woda micelarna – orzeźwiający płyn micelarny L`Oreal Paris jest
testowana na osobach o wrażliwej cerze, pod kontrolą dermatologiczną i
okulistyczną.

Pierwsza kategoria i od razu będą hejty 😛 To właśnie w kwestii wydajności produkt najbardziej mnie rozczarował. Różowa wersja starczyła mi na naprawdę dość długi czas, tutaj natomiast muszę wylać na waciki więcej produktu aby dokładnie zmyć z twarzy nałożony na nią makijaż. Płynu nie używam codziennie (ba, może raz, dwa razy w tygodniu), stoi na półce niecałe 2 miesiące i została mi może 1/3 zawartości :C Duży minus za wydajność. Nie pamiętam, żeby różowa wersja tak szybko się skończyła.

Aqua/Water (woda), Hexylene Glycol (glikol heksylenowy, ma podobne działanie do glikolu propylenowego – pośrednio nawilża), Poloxamer 184 (niejonowa substancja powierzchniowo czynna, oczyszcza skórę), Disodium Cocoamphodiacetate (bardzo łagodna dla skóry amfoteryczna substancja myjąca), Disodium EDTA (konserwant, zwiększa trwałość kosmetyku, zapobiega zmianom barwy), Polyaminopropyl Biguanide (niedrażniący konserwant).

Jak widzicie skład jak w poprzedniej wersji jest krótki i nie ma w nim zbyt wielu konserwantów czy szkodliwych substancji. Płyn zawiera delikatne związki myjące, które nie podrażniają, ani nie wysuszają skóry. Glikol heksylenowy ma działanie nawilżające, wiec to kolejny dobry składnik w tym produkcie. Z mojego punktu widzenia nie mam się do czego w składzie przyczepić. Nie ma w nim zbędnych polepszaczy, barwników czy zapachu, a to w produktach do twarzy cenię 🙂

Opakowania płynów micelarnych Loreal bardzo mi się podobają. Smukłe, prostokątne buteleczki o pojemności 200 mililitrów ładnie prezentują się na łazienkowej półce. Minimalistyczna szata graficzna z miętowymi dodatkami przyciąga uwagę w sklepie. Produkt wygląda przez to na bardziej luksusowy niż jest w rzeczywistości. Opakowanie zamykane jest na klik, otwór jest dość duży, ale można kontrolować ilość wylewanego płynu. Zamknięcie działa bez zarzutu, nic nie przecieka nawet w podróży, a do tego jest tak skonstruowane, że przy otwieraniu na pewno nie złamiemy sobie paznokcia 🙂
Wodę micelarną Loreal kupimy we wszystkich drogeriach – zarówno w Hebe, jak i Rossmannie czy Naturze. W Super Pharmie często bywa na promocjach i można go wtedy kupić za niewielkie pieniądze. W tej kwestii nie można narzekać, bo znajdziemy go też w większych supermarketach.   
Regularna cena tego kosmetyku to mniej więcej 17 złotych. Nie należy więc do najtańszych w swojej kategorii. Ja kupiłam go na promocji -40% w Rossmannie na pielęgnację i zapłaciłam nieco ponad 10 złotych. Jeśli taka byłaby jego normalna cena na pewno sięgałabym po niego częściej. Niestety ze względu na słabą wydajność 17 złotych to moim zdaniem za dużo.
Bardzo polubiłam się z różową wersją tego kosmetyku. Zmywała makijaż dużo lepiej niż płyn micelarny z Garniera. Postanowiłam więc wypróbować wersję do skóry normalnej i mieszanej – czyli takiej przeznaczonej dla mojego typu cery. Płyn z miętowej buteleczki słabiej zmywa makijaż, ale nadal jest w tym dobry – wystarczy przytrzymać wacik na oku i po kilku chwilach tusz sam schodzi z rzęs. Nie próbowałam zmywać nim makijażu wodoodpornego, ponieważ takiego u siebie nie stosuję. Buteleczki tych kosmetyków bardzo mi się podobają, są eleganckie, ale najważniejszym jest dla mnie fakt, że nie otwierają się w walizce. Plus mogę dać również za skład, który jest delikatny i przyjazny nawet dla wrażliwej skóry – nie pojawiło się u mnie żadne pieczenie czy podrażnienie. Nie pozostawia też mgiełki na oczach, której osobiście nie toleruję. Jedynym, a zarazem największym minusem tego kosmetyku jest wydajność. Maluję się naprawdę rzadko, a jego zużycie jest dość duże. Może tylko tak mi się wydaje, ale nie jestem jedyną osobą, która ma taką opinię.

Myślę, że nie. Wolę sprawdzoną wersję Ideal Soft do cery suchej i wrażliwej. Troszkę lepiej zmywała makijaż i do tego była wydajniejsza, a właśnie ego oczekuję po płynie micelarnym.
Miałyście ten płyn micelarny? Lubicie taki sposób zmywania makijażu? Jakie płyny micelarne są Waszymi ulubionymi?

Pozdrawiam :3

DDD | ECOSPA | MATRAS | MINTISHOP | Moje zakupy z 1 grudnia

Cześć!
Jak wiecie, 1 grudnia był dniem darmowej dostawy. Już wcześniej zanotowałam sobie, co chciałabym kupić, żeby znowu nie wydać fortuny na niepotrzebne rzeczy. Na początku nie planowałam zakupów w drogerii Mintishop, ale mój pędzel do pudru z Essence zaczął tracić włosie i niedługo będę musiała go pożegnać :C Stwierdziłam, że czas więc zainwestować w nowy egzemplarz. W Matrasie kupiłam też kilka ksiżżek, ale dzisiaj pokażę Wam tylko jedną, przeznaczoną dla mnie – nie chcę żeby osoby, które mają dostać resztę w formie prezentu dowiedziały się o tym przed czasem 😛 W Ecospa uzupełniłam zapas olejków i postanowiłam w końcu po raz pierwszy wypróbować glinkę i hydrolaty 🙂 Jeśli chcecie przeczytać kilka słów o każdym z produktów – zapraszam do dalszej części wpisu 🙂

Na początku na oku miałam Elementarz Stylu Kasi Tusk (za którą jakoś bardzo nie przepadam, ale podobno książka pięknie wydana :P) lub Love x Style X Life Garance Dore. Nie mogąc się zdecydować na konkretną z nich zapytałam mojej przyjaciółki co o tym sądzi. Stwierdziła, że dobre opinie ma Slow Fashion – Modowa rewolucja Joanny Glogazy i żebym to właśnie na ten tytuł się zdecydowała. Posłuchałam jej i mam nadzieję, że nie będę zawiedziona 😛 Na początku trochę się rozczarowałam, bo książka jest wydana na zwykłym, niezbyt estetycznie wyglądającym papierze. Mam nadzieję, że nadrobi zaległości treścią. Znajdziecie ją w księgarni Matras za niecałe 27 złotych.

Jak wspomniałam we wstępie posta, życie mojego pędzla do pudru z Essence chyba dobiega końca. Zaczęło z niego wypadać włosie i z każdym myciem jest coraz gorzej :C Postanowiłam się zabezpieczyć i tym razem zdecydowałam się na pędzel Hakuro H55. Dodatkowo po filmie Red Lipstick Monster do koszyka wpadł też mniejszy brat do makijażu oka, czyli Hakuro H79.

Hakuro H55 kosztował 41 złotych. Jest świetnie wykonany, żaden włosek nie wystaje poza delikatny łuk. Pędzel jest dość mocno zbity, przez co będzie można wprasować nim puder w twarz i dzięki temu mocniej utrwalić makijaż. Trzonek nie jest długi (ale z tego co wiem dłuższy od tych, które są w pędzlach Zoeva), dlatego pędzel dobrze leży w dłoni. Druga nowość to Hakuro H79, czyli naturalny maluszek do blendowania cieni. Mikołaj doniósł mi, że na święta przyjedzie do mnie nowa paleta, postanowiłam więc zaopatrzyć się w lepszy pędzel do nakładania i rozcierania cieni. Jest to pierwsza sztuka z koziego włosia, jaką mam w swojej kolekcji, mam więc nadzieję, że będę umiała się nią zaopiekować aby długo mi posłużyła.

Największe zamówienie zdecydowanie pochodzi ze strony Ecospa.pl. Od dawna kusiły mnie naturalne produkty, a że polubiłam się z olejkami i kończą mi się moje aktualne sztuki postanowiłam zamówić kolejne. Pierwszy raz zdecydowałam się między innymi hydrolaty. Niestety, wtedy kiedy składałam zamówienie nie  był dostępny hydrolat z czytska, który jest polecany do skóry trądzikowej. Poczytałam trochę na temat każdego z oferty i w końcu wybrałam dwa egzemplarze. Pierwszym z nich jest hydrolat z lipy ekologiczny. Pomaga on łagodzić stany zapalne i zaczerwienienia, które u mnie pojawiają się naprawdę często. 100 mililitrów kosztowało 12,60 zł. Drugim, chyba najdroższym hydrolatem z oferty jest ten neroli, czyli z kwiatu pomarańczy. Działa ściągająco i ma działanie antyseptyczne, przeciwzapalnie i przeciwgrzybicznie. Ma sprawiać, że skóra będzie wyglądała promiennie. Jestem bardzo ciekawa jego działania. Ta buteleczka kosztowała 14,60 zł za 100 mililitrów.

Zamówiłam też w końcu glinki, które dla mojej skłonnej do trądziku i przebarwień skóry mają być wybawieniem. Zdecydowałam się na glinkę żółtą, która jest delikatniejsza niż zielona. Ma najwyższą zawartość żelaza spośród znanych glinek. Ma właściwości remineralizujące, delikatnie oczyszczające i regulujące. Minimalizuje pory i matuje skórę, a ponadto ma działanie przeciwzapalne i detoksykujące. 100 gramów kosztowało 7,90 złotego. Ta, którą widzicie na górze, zapakowana w folijkę, to również 100 gramowa porcja glinki – była dodawana losowo jako gratis.Glinka zielona (moja wersja to Montmorillonite), jest chyba najbardziej znana wśród trądzikowców. Ma właściwości dezynfekujące, absorpcyjne i gojące oczyszczające, ściągające, antybakteryjne, ujędrniające, a także polepszające krążenie i detoksykujące. Pomaga w leczeniu trądziku i wyprysków. Za 100 gramowy słoiczek zapłaciłam 8,40 zł.

Teraz, gdy mam niewiele wyprysków, szczególną uwagę zwracam na regularne złuszczanie naskórka. To dzięki niemu pożegnałam wiele zaskórników na dobre. Powoli pozbywam się też przebarwień potrądzikowych, a różnego rodzaju peelingi mi w tym pomagają. Korund 125 mikronów zamówiłam właśnie w celu wzbogacania peelingów, czy nawet zwykłych żeli do mycia twarzy. 100 gramów kosztowało tylko 5 złotych, a taka ilość starczy mi na wieki. Ziarenka są bardzo drobne i potrafią być wszędzie (jak dobrze się przyjrzycie, znajdziecie je również na zdjęciach xD) , ale czuję, że będą nieźle ścierały martwy naskórek. Na pewno będę próbowała go również na całe ciało.

Ostatnią już porcją kosmetyków naturalnych są oleje i żel aloesowy. Olej konopny polecało mi wiele osób w ramach walki z trądzikiem. Podobno ma nieprzyjemny zapach, ale szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Kosztował 6,90 zł za standardowe 30 mililitrów. Drugim olejkiem jest ten z pestek arbuza. Ma silne działanie nawilżające, ale jest jednym z najlżejszych olei, prze co polecany jest do skóry tłustej, odwodnionej. 30 mililitrowa buteleczka kosztowała 8 złotych. 10 mililitrowy maluszek na końcu to olej z nasion malin. Działa nawilżająco, przeciwalergicznie, przeciwzapalnie, pobudza
regenerację skóry, wspomaga gojenie się ran, działa
przeciwzaskórnikowo
. Jest o wiele droższy od poprzedników, bo kosztuje 7,90 za mniejszą pojemność. Wszystkie oleje mają niską zawartość komedogennych olei, więc powinny się u mnie sprawdzić. 
Ostatnim już produktem jest żel aloesowy, który ma wspomóc mnie w walce z przebarwieniami. Ma on działanie nawilżające, wspomaga odbudowę naskórka, działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie a także pobudza produkcję kolagenu. Mam zamiar mieszać go z olejkami. Kosztował 8,90 zł za 30 mililitrów.



To już całe zakupy. Wpadło Wam coś w oko? Zamówiłyście coś podczas dnia darmowej dostawy? Lubicie naturalne kosmetyki?
Pozdrawiam :3

WINTER TAG | Odświeżamy post sprzed roku!

Hej!
Zdajecie sobie sprawę z tego, że święta są już za dwa tygodnie? Mój zegar chyba mocno przyspieszył, dni mijają mi w mgnieniu oka. Niedawno był pierwszy, dzisiaj już połowa drugiego tygodnia grudnia. Powoli biorę się za generalne porządki i nadrabiam maturalne zaległości. W tym tygodniu również chciałam Wam pokazać moje odpowiedzi, tym razem na Winter Tag. Pisałam o nim także w 2014 roku, jeśli macie więc ochotę porównać wpisy zapraszam do posta z poprzedniego roku. Jeśli chcecie poznać pytania i jak z nich wybrnęłam – zapraszam dalej 🙂

1 – Ulubiony lakier zimowy?

Mój ulubiony lakier zimowy to
pastelowy błękit. Uwielbiam łączyć go z lakierami podobnego koloru, ale o innej
teksturze – brokatowymi, piaskowymi, matowymi. Czasem sięgam też po granaty, a
na święta funduję sobie na paznokciach czerwień.

2 – Ulubiony zimowy produkt do
ust?

Zimą nadal maluję usta
ciemnymi albo intensywnymi kolorami pomadek. Muszę jednak częściej je nawilżać,
bo sięgam zazwyczaj po szminki matowe, a one prezentują się najlepiej na
wypielęgnowanych wargach. Jeśli chodzi o szminkę w tym roku polubiłam Bourjois
Rouge Edition Velvet – Don’t pink of it i Pink pong
🙂 Ulubionymi produktami do
nawilżania ust są u mnie Carmex w słoiczku i kostki lodu z Perfecty.

3 –  Jakie ubrania
najchętniej nosisz zimą?

Bardzo lubię swetry – często
sięgam po te z grubego włókna, albo mocno puchate – bo te są najcieplejsze.
Zimą ciągle marznę, nawet w domu, dlatego na co dzień się z nimi nie rozstaję.

4 – Ulubione zimowe akcesoria?

Moimi ulubionymi, zimowymi
akcesoriami są na pewno długi, gruby szalik i ciepła czapka z pomponem.
Rękawiczki noszę rzadziej, ale to błąd, po zimą często mam suchą i popękaną
skórę na dłoniach. W tym roku staram się zawsze mieć je w swojej torebce.

5 – Ulubiony zimowy zapach?

Karmel, pomarańcze lub
mandarynki, pierniczki i czekolada
. Takie zapachy najczęściej towarzyszą mi w
okresie świątecznym. Dodałabym jeszcze do tej gromadki zapach choinki, ale
niestety u mnie w domu nie ma warunków na postawienie żywego drzewka.

6 – Ulubiony zimowy napój?

Herbata albo kawa o smaku
karmelu
– cud, miód i orzeszki 😀 Wieczorem zazwyczaj potrzebuję pomocy w
ogrzaniu swojego wiecznie zmarzniętego ciała i posiłkuję się tymi gorącymi
napojami. Czasem sięgam też po gorącą czekoladę – najbardziej lubię tą
słodko-gorzką i dość gęstą 🙂

7 – Ulubione świąteczne danie?

Jak na prawdziwą polkę
przystało powiem, że jak święta, to muszą być też pierogi z kapustą i grzybami
😀 Uwielbiam ich smak i z utęsknieniem czekam to moment, kiedy moja babcia je
zrobi. Bardzo lubię też pierniki i inne słodkości. W pierwszy i drugi dzień
świąt zazwyczaj zajadam się sałatką z „krabów” (czytaj: surimi :P) i
odgrzewanymi pierogami 😛

8 – Ulubiony film ze
świętami/zimą w tle?


Ostatnio polubiłam oglądanie
filmu Grinch Świąt nie będzie. Lubię też wszystkie disneyowskie bajki, które
zazwyczaj pojawiają się w telewizji w świąteczne poranki i wieczory. Nie
przepadam jednak za Kevinem – wyznaję w tej kwestii zasadę – co za dużo, to nie
zdrowo 😛

9 – Jak zimą dekorujesz dom?

Na karniszu lądują lampki
choinkowe
a na biurku i parapecie stawiam niewielkie, świąteczne ozdoby. Choinka
stoi w pokoju rodziców, a ja nie chcę mieć oddzielnej, bo zajmuje zbyt dużo
miejsca 😛 Lubię również palić świąteczne woski, które wprawiają mnie w cudowny
klimat.

10 – Wymarzony prezent?

Chyba nie mam wymarzonego
prezentu. Cieszę się ze wszystkiego, co dostanę 🙂 Na mojej chciejliście jest
jednak stałoogniskowy obiektyw do mojej lustrzanki, wycieczka za granicę i
zabiegi niwelujące przebarwienia i blizny potrądzikowe. Ostatecznie cała
rodzina zadowoli się nowym komputerem 😀 Nareszcie będę mogła grać a full
detalach 😛

11 – Jak spędzam święta?

Święta zawsze spędzam z
rodziną, bo to ona jest w moich życiu najważniejsza
. Zawsze odwiedzamy babcię i
dziadka, dzielimy się opłatkiem z wujkami i ciociami – przekazując sobie
mnóstwo pozytywnej energii.
Z czym Wam kojarzy się zima?
Macie już listę wymarzonych prezentów? Choinka ubrana, czy tak jak ja czekacie
jeszcze z dekorowaniem domów?


Pozdrawiam :3

10 POMYSŁÓW NA PREZENT DLA NIEGO | Koszulka? Powerbank? A może perfumy?

Hej!
Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście 😛 Moje oko odmówiło mi posłuszeństwa i miałam dwa dni wolnego od komputera. Od soczewek też :C Na szczęście problem został rozwiązany i mogę wrócić do regularnego blogowania. Jak wiecie – do świąt zostało już naprawdę niewiele czasu. Chciałam Wam dziś pokazać moje pomysł na prezenty dla ważnych w naszym życiu mężczyzn – ojców, braci, chłopaków/narzeczonych/mężów 😛 Może nie będzie to nic odkrywczego, ale którejś z Was przypadnie do gustu. Jeśli jesteście ciekawe co chciałam Wam pokazać – zapraszam dalej 🙂

Bluza H&M -130 zł, Bokserki Reserved – 40 zł, Koszulka Ememe.pl – 45 zł

UBRANIA

Jak nie wiemy co kupić, to decydujemy się albo na ubrania, albo na kosmetyki. Pierwszą grupą będą więc ciuchy, które przypadły mi do gustu. Zimą każdemu potrzebna jest ciepła bluza. Nie lubię jednak tych z zamkami (z metalowymi są ok, ale plastiki odpadają :P) albo przesadnie kolorowymi i krzykliwymi nadrukami. Zwykłe są najbardziej odpowiednie, bo będą pasowały na wiele okazji i stylizacji. Ta, którą widzicie na zdjęciu pochodzi z H&M i kosztuje 130 złotych. Z kuponem z newslettera będzie 25% tańsza, więc cena jest naprawdę niezła. Dla śmiechu często kupuję Mateuszowi bieliznę z nadrukami z postaciami z kreskówek. Bokserki, które widzicie są z Garfieldem i znajdziecie je w Reserved w cenie 40 zł. Koszulka z ostatniego zdjęcia jest do kupienia w internetowym sklepie Ememe.pl. Mają tam wiele ciekawych nadruków z gier, książek, seriali 😀 Na pewno wielu mężczyznom przypadną do gustu – napisy często poprawiają humor tym, którzy są dobrze zorientowani w sytuacji. Ceny koszulek wahają się między 40-60 złotych. Każdy wzór można umieścić na kilku kolorach koszulek. Miałam T-shirt stamtąd i mogę go polecić, patrzcie jednak dokładnie na rozmiary – potrafią być trochę niższe niższe niż te z sieciówek – na mnie M-ka była za krótka 😛 Dodatkowa, płatna możliwość to zapakowanie koszulki do puszki – moim zdaniem to świetny pomysł na prezent.

Perfumy ck in2u – 100 zł, Zestaw kosmetyków Loreal – 45 zł, Zestaw do golenia Gilette Spectre – 80 zł

KOSMETYKI
 

Z chłopakami jest już tak, że kiedy my nie kupimy im kosmetyków to nie używają nic poza antyperspirantem, żelem pod prysznic, szamponem i akcesoriami do golenia 😛 Perfumy Calvina Kleina in2u są bardzo znane i ja również mogę je polecić. Mam damską wersję i długo utrzymuje się na moich ubraniach, oczywiście jak na drogeryjne perfumy (są to wody toaletowe, a nie perfumowane). Jej cena oscyluje w granicach 70 do nawet 150 zł, dlatego trzeba sprawdzać, gdzie się je kupuje. Znalazłam je w Empiku za niecałe 100 zł za 150 mililitrów. W zestawie kosmetyków Loreal, który również jest dostępny w Empiku, znajduje się świetny żel oczyszczający do twarzy. Miał go mój chłopak, sama podkradałam mu go kilka razy i możecie brać w ciemno – jest dość mocny, ale nie powodował uczucia ściągnięcia. Krem i antyperspirant również mogę polecić, są to produkty naprawdę niezłej jakości. Cały zestaw kosztuje około 45 złotych i jest dostępny również w Hebe i Rossmannie. Ostatnim już prezentem, który chciałam Wam pokazać jest zestaw do golenia Gillette inspirowany filmem Spectre. W pudełku znajduje się najnowsza maszynka tej marki, 2 wkłady i żel do golenia. Cena takiego zestawu na promocji w Rossmannie to 80 złotych.

Dmitry Glukhovsky – Uniersum Metro – każda z książek około 30 zł, Obudowa drewniana Bewood – 100 zł, Gra Wiedźmin 3  Dziki Gon – 100-130 zł, Powerbank – 100 zł

GADŻETY

Większość facetów do gadżetomaniacy.  Mój prezent dla Mateusza będzie składał się właśnie z kilku przedmiotów z tej kategorii. Na początek chciałabym Wam powiedzieć o kilku książkach, które mogę polecić z własnego doświadczenia. Dla miłośników fantasy obowiązkową pozycją są pozycje Tolkiena. Nowością jest Beowulf, który kusi nawet mnie. Tradycyjnie mogę też polecić Władcę pierścieni i związane z nim – Niedokończone Opowieści, Silmarillion, Hobbit. Drugą serią, polską, będzie Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego. W skład całej serii wchodzi aż 8 książek, ale są warte zakupu. Na zdjęciu widzicie natomiast Trylogię Metro rosyjskiego pisarza Dmitra Glukhovskego. Postapokaliptyczna wizja świata pojawiła się też w jego książce Future, którą recenzowałam na blogu i z czystym sumieniem polecam. Książki kupuję w księgarni internetowej Matras, bo są o wiele tańsze niż w Empiku czy stacjonarnie. Świetnym prezentem będzie też obudowa na telefon. Ta, którą widzicie jest niebanalna – wykonana z drewna prezentuje się na telefonie po prostu świetnie. Do wyboru jest wiele wzór, mi najbardziej spodobał się jednak aztecki kalendarz. Więcej znajdziecie na stronie Bewood.pl. Świetnym pomysłem będzie również gra roku, czyli Wiedźmin 3: Dziki Gon. Musicie jednak upewnić się, czy komputery waszych mężczyzn udźwigną ciężar i pozwolą na płynne granie. Wymagania nie są niskie, jednak jeśli pokombinuje się trochę w pliku z ustawieniami gra odpali się nawet na laptopie 😀 Cena pudełkowej wersji to 130 zł, ale obecnie gra jest dostępna w Biedronce i kosztuje tylko 100. Ostatnią już propozycją z mojej strony jest powerbank, czyli przenoścna ładowarka do urządzeń mobilnych – laptopa, aparatu, komputera. Działa na zasadzie kabla USB, czyli będzie pasowała do większości sprzętów. Ta, którą pokazałam wystarcza na pełne naładowanie kilku urządzeń, jest więc idealnym pomysłem dla osoby lubiącej podróże. Cena tego egzemplarza to 100 złotych i znajdziecie go na stronie komputronik.pl 
Znalazłyście w tym zbiorze coś, co szczególnie Was zainteresowało? Macie już skompletowane prezenty, czy jeszcze szukacie tych idealnych?
Pozdrawiam :3

YANKEE CANDLE | BERRY TRIFLE | Deser z owoców leśnych

Cześć 😀
Wczoraj przez przypadek usunęłam wszystkie grafiki do posta, który miał się pojawić dzisiaj. Siedziałam na tym ponad dwie godziny i stwierdziłam, że nie dam rady zrobić tego jeszcze raz 😛 Dziś więc post awaryjny, który tradycyjnie miał pojawić się w niedzielę. Opowiem Wam o wosku Yankee Candle Berry Trifle, który mnie zauroczył. Z kolekcji zimowej to ten ciekawił mnie najbardziej, więc postanowiłam, że spróbuję zapalić go w pierwszej kolejności. Jesteście ciekawi, co najbardziej mi się w nim spodobało? Zapraszam dalej 🙂

Wosk ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o
orzeźwiającym zapachu owoców jagodowych zatopionych w delikatnym kremie
waniliowym.
Wosk Berry Trifle ma piękny, żywy, ciemno czerwony kolor. Taki, który kojarzy nam się właśnie z okresem Świąt Bożego Narodzenia. Na naklejce widnieją maliny (albo poziomki – mutanty :P) zanurzone w kremie. Całość prezentuje się apetycznie i kusi, aby to właśnie ten wosk wpadł pierwszy w nasze łapki.
Zapach jest owocowy, słodko-kwaśny, soczysty. Nie jest mdły, za co ogromny plus z mojej strony, ponieważ uwielbiam takie zapachy. Wyczuwam w nim nuty owoców leśnych – wydaje mi się, ze są to poziomki, maliny i jeżyny. Słodka nuta kremu waniliowego również jest obecna, choć nie wysuwa się na pierwszy plan. Nie odnajduję w tym zapachu aromatu korzennych przypraw, więc dla osób, które ich nie lubią ten wosk będzie fajną alternatywą.
Moc wosku oceniam na bardzo dobrą – zapach szybko się rozprzestrzenia i długo utrzymuje się w pomieszczeniu. 
Berry Trifle trafia do moich ulubieńców i mam nadzieję, że będę miała go jeszcze okazję zamówić 🙂  Znajdziecie go na goodies.pl w cenie 7 złotych.
Kto z Was, tak jak ja, jest fanem owocowych zapachów? Miałyście okazję wąchać? Podoba Wam się ten wosk?
Pozdrawiam i mam nadzieję, że tym razem nie usunę przygotowanych grafik 😛

ULUBIEŃCY LISTOPADA | BOURJOIS | MAYBELLINE | EBELIN

Hej dziewczyny!
Jak wspominałam w którymś z poprzednich postów listopad minął mi ekspresowo. Nie zdążyłam się obejrzeć, a tu już grudzień – zaraz Święta, Sylwester, Nowy Rok i matura za sześć miesięcy. Ta wizja coraz bardziej mnie przeraża i utrzymuje w przekonaniu, że czas najwyższy zacząć jeszcze bardziej intensywną naukę. W listopadzie nie malowałam się zbyt często (jak siedzę w domu to nie nakładam nic na twarz oprócz kremu – po co ją tylko obciążać), ale ulubieńcy to sama kolorówka – nie zmieniłam nic w swojej pielęgnacji, nie mogę Wam więc zaprezentować nowych odkryć 😛 Może za miesiąc mi się uda! Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o gąbeczce do makijażu Ebelin, pomadce Boujois Rouge Edition Velvet w odcieniu 06 Pink Pong i kredce do brwi Maybelline Brow Satin w kolorze Dark Brown – zapraszam dalej 🙂

POMADKA BOURJOIS, ROUGE EDITION VELVET, 06 PINK PONG
Jest to szminka, którą kupiłam na promocji w Rossmannie. Jeśli jesteście ze mną długo to wiecie, że uwielbiam wszelkiego rodzaju fuksje i intensywne róże na ustach. Ta pomadka idealnie wpasuje się w kanon moich ulubionych – jest świetnie napigmentowana, ma cudowny kolor a do tego długo się utrzymuje. Mimo tego, że jej wykończenie jest matowe nie mogę narzekać na to, że wysusza usta. Wiem, że wiele osób jest z tej wersji zadowolona – ja też dołączam do tego grona i mogę Wam ją polecić 🙂 

MAYBELLINE, BROW SATIN, DARK BROWN
Kredki do brwi nie miałam już od dawna – pierwszą i ostatnią była ta, którą miałam na początku przygody z makijażem brwi. Często podróżuję, więc potrzebowałam czegoś bardziej kompaktowego niż cień/pomada, do których musiałabym zabierać też oddzielny pędzelek. W drogeriach szukałam dobrej kredki, a że nie mam dostępu do Natury z ciekawym zaopatrzeniem, te z Catrice odpadały. W ostatniej chwili zdecydowałam się na pisak Maybelline i teraz cieszę się, że wrzuciłam go do koszyka. Na początku kolor wydawał mi się za ciemny, ale po wyczesaniu nie rzuca się już tak bardzo w oczy. Kredka jest precyzyjna, automatyczna. Na drugim końcu znajduje się ciekawa gąbeczka i cień w nieco jaśniejszym kolorze niż właściwy przyrząd do wypełniania ubytków brwi. Oba końce świetnie się u mnie sprawdzają i, choć kosmetyk nie wydaje się być najbardziej wydajnym w swojej kategorii, będę zastanawiać się nad tym, czy nie wrócić do niego ponownie po zużyciu tego opakowania.

GĄBECZKA DO MAKIJAŻU EBELIN
Gąbeczka, którą widzicie na zdjęciu jest już orobinę sfatygowana. Nie daję jej jednak forów i szoruję po każdym użyciu od sierpnia. Ma cztery miesiące i jej stan nie jest już taki, jaki był na początku. Nadal dobrze nakłada podkład i korektor. Dzięki niej moja twarz wygląda na wygładzoną, jest promienna. Nie pochłania aż tyle podkładu, na ile mogłoby się wydawać. Jest tania, bo w przeliczeniu na złotówki jej cena to około 12 złotych. Mam w zapasie jeszcze jedną, ale mam nadzieję, że ciocia, która mieszka w Niemczech wyśle mi kolejne egzemplarze 😀 Szkoda mi pieniędzy na oryginalny Beauty Blender, a u mnie gąbeczka Ebelin jest jego godnym zamiennikiem (choć oryginału nie miałam xD chodzi raczej o to, że świetnie się sprawuje :P).
Znacie któregoś z moich ulubieńców? Może Wy napisałyście już post o swoich i macie coś godnego polecenia?
Pozdrawiam :3
 

BLOGMAS 2015 | Świąteczny tag

Hej!
Nie chciałam mówić o tym głośno, bo zazwyczaj jak coś powiem to kończy się to fiaskiem, ale w tym roku zdecydowałam się na blogmas, czyli codzienną dawkę grudniowych postów! Nie wiem, czy się cieszycie, czy nie, ale myślę, że mi sprawi to ogromną frajdę, a do tego nauczy większej systematyczności. Nie wiem, czy wytrwam cały grudzień, ale postaram się pisać każdego dnia przynajmniej do Wigiliiświęta wolałabym jednak spędzić z rodziną, a nie przy komputerze.

Dziś przygotowałam odpowiedzi na pytania do Świątecznego tagu, bo takiego rodzaju postów dawno już u mnie nie było, a sama uwielbiam je czytać na Waszych blogach. Więc – do dzieła!


1. Kiedy zaczynasz przygotowania do Świąt Bożego
Narodzenia?
Jeśli chodzi o sprzątanie, to zajmuję się tym mniej
więcej tydzień przed Wigilią. Nie ma zbyt wiele do roboty, ale tak się
przyjęło, że jak są święta to cała rodzina krząta się, a w domu panuje moda na
„generalne sprzątanie” 😛 Choinkę ubieramy zazwyczaj 2-3 dni przed
Wigilią, choć zdarza się też, że przyozdabianie drzewka zostawiamy właśnie na
24 grudnia. Wszystko zależy od tego, czy rodzice są w domu, czy nie.Gotujemy i
pieczemy ciasta maksymalnie dzień przed
, żeby wszystko było świeże i smaczne.
Co do prezentów, staram się je kupować na początku grudnia, bo nie lubię
biegania po sklepach i szukania czegoś na ostatnią chwilę – zazwyczaj takie
prezenty są potem nietrafione.
2. Posiadasz kalendarz adwentowy?
Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam kalendarz adwentowy.
Te z kosmetykami nie bardzo mnie ciekawią, bo boję się, że trafię na coś
zupełnie niedopasowanego do moich potrzeb, czy gustu, a ich cena zazwyczaj
niska nie jest. Te z czekolady też nie są dla mnie – jako dziecko wyjadałam
czekoladki tego samego dnia, w którym dostałam kalendarz 😛 Zero frajdy i
trzymania w napięciu 😛
 3. Jakie są Twoje ulubione filmy świąteczne?
Chyba nie mam ulubionego, świątecznego filmu. Kevin
przejadł mi się z 10 lat temu, a nadal co roku wisi na antenach. Listów do M
nie oglądałam, ale podobno warto, więc postaram się tego roku nadrobić
zaległości. Może jestem dziwna, może to wewnętrzna wredota się we mnie odzywa,
ale ze świętami najbardziej kojarzą mi się Gremliny i Grich – świąt nie będzie
😛
4. Czy masz jakieś wesołe wspomnienia świąteczne?
Chyba  nie mam takich wspomnień, a przynajmniej nie
pamiętam nic ciekawego. Koty w choince to u mnie norma, zbite bombki (bo tak
ładnie świecą :P) też są na porządku dziennym – takie życie z tymi psotnikami
😛 Mogę Wam tylko powiedzieć o tradycji, która przez długi czas była popularna
na małych wsiach.
Zawsze w kopercie z opłatkami jeden był koloru różowego –
przeznaczony dla zwierząt. Tata zawsze dawał kawałeczek kotom i psu – podobno
dzięki temu pupile o północy miały mówić ludzkim głosem. Nigdy nie słyszałam,
bo zawsze o tej porze leżałam już w łóżku 😛

5. Co najbardziej lubisz w Świętach Bożego Narodzenia?

Atmosferę. Spokój (jak już się wszystko posprząta i ugotuje :P), jakim emanują
wszyscy wokół. Ozdobione gwiazdkami, choinkami, mikołajami i reniferami
wnętrza. Rodzinne spotkania. Domowe wypieki. Wędliny, które przygotowuje mój
tata samodzielnie. Zapach pierników, wanilii, mandarynek.

6. Czy masz jakieś tradycje świąteczne?

Czekamy na pierwszą gwiazdkę przed siadaniem do stołu. Przed kolacją czytamy
Pismo Święte. Pod obrus kładziemy sianko, a na nie pieniądze, które mają się
rozmnożyć. Śpiewamy kolędy i zawsze jedziemy do dziadków.

7. Jakie są Twoje ulubione piosenki świąteczne?

Polskie kolędy, które nadają świętom cudownego klimatu oraz Jingle Bells i Let
it snow
😀

8. Jaką będziesz mieć choinkę
w tym roku?
Sztuczną, prawdopodobnie dwukolorową
choinkę. Zawsze decydujemy się na srebrny lub złoty kolor i dobieramy do niego
jakiś poboczny. W tym roku może to będzie fiolet, albo czerwień. Ewentualnie
niebieski 🙂

9. Jaki jest Twój ulubiony zapach świąteczny?

Wanilia, pierniczki i zapach igliwia. To te kojarzą mi się najbardziej z
sezonem świątecznym i nie wyobrażam sobie bez nich świąt.

10. Jakie kolor lampek choinkowych lubisz najbardziej?

Najbardziej podobają mi się białe lampki choinkowe, ale dla ożywienia choinki
dodajemy też komplet kolorowych.

11. Odliczasz dni do Świąt?

Raczej nie. Przez takie odliczanie czas tylko by mi się dłużył lub wręcz
przeciwnie – biegłby za szybko, a to nie jest mi na rękę 😛

12. Ulubiony zimowy lakier do paznokci?

Odcienie nude, czerwienie, powoli przekonuję się też do białego lakieru. Bardzo
lubię też śliwkowe i granatowe odcienie.

13. Ulubiony zimowy napój?

Ciepła herbata lub kawa o smaku karmelowym. Zapach roznosi się wtedy po całym
domu, a ich smak jest doskonały.

14. Jak wygląda Twój pokój w czasie okresu świątecznego?

Na pewno pojawiają się w nim ciekawe ozdoby świąteczne – lampki, zawieszki.
Palę też woski o zapachach charakterystycznych dla tego okresu.
Podoba Wam się pomysł codziennego pisania? Czy odpowiedziałyście podobnie na któreś z pytań? Może macie ochotę opublikować ten tag u siebie? Zapraszam 🙂

Pozdrawiam :3


LISTOPADOWE NOWOŚCI | Ubrania | Gry | Kosmetyki

 Hej!
Zapraszam Was dzisiaj na post, w którym pokażę nowości kupione pod koniec listopada. Starałam się nie szaleć, ale wiecie jak to bywa, kiedy już człowiek znajdzie się w sklepie. Jeśli chodzi o nieplanowane przedmioty to będą nimi na pewno kosmetyki z Kobo – mogłam się bez nich obejść, ale skorzystałam z promocji i kupiłam tylko to, czego nie mam w swojej kosmetyczce – zakupu więc nie żałuję 🙂 W tym mini haulu znajdą się też mikołajowe, przedwczesne prezenty. Jeden dostałam od rodziców, drugi od Mateusza – z obu jestem zadowolona 🙂 Jeśli temat Was zaciekawił – zapraszam dalej 🙂

Na pierwszy ogień idzie gra, na którą polowałam już od kilku dłuższych tygodni. W moim Empiku nie mogłam jej znaleźć, a zamawianie przez internet w ogóle mi się nie opłaciło. Cyfrowa wersja, mimo tego, że o połowę tańsza, w ogóle mnie nie ciekawiła – chciałam kupić grę z kartami do gwinta – karcianki, która bardzo mnie wciągnęła i mi się spodobała. Mowa tu oczywiście o dodatku do Wiedźmina 3 – Serca z Kamienia. Pakiet kosztował 80 złotych. Karty są świetnej jakości i na pewno będą mi długo służyć. Grafiki odwzorowane idealnie – nic, tylko szukać partnera i grać 😀
 

Nadprogramowym zakupem, o którym wspomniałam we wstępie do tego posta są kosmetyki Kobo. W Naturze obowiązywała promocja -40% na tę markę przy zakupie minimum dwóch produktów. Wybrałam więc pomadkę z najnowszej kolekcji – fioletową (takiej w swojej kolekcji jeszcze nie mam :P) o nazwie Monaco i numerku 404. Bronzer to słynny już 380 Sahara Sand. Szminka kosztowała około 9 złotych a kosmetyk przeznaczony do konturowania – 11.

W IKEI starałam się trzymać fantazję i portfel na wodzy 😛 Nie potrzebowałam zbyt wielu rzeczy i nie chciałam kupować ich na zapas. Tradycyjnie wrzuciłam do koszyka świeczki. Tym razem zdecydowałam się na waniliową Sinnlig (4 złote), ciasteczkową Lugga (8 złotych) i zimową o zapachu mrożonych owoców (6 złotych).

Kupiłam również dwa okrągłe, tekturowe pojemniczki w celu przechowywania w nich biżuterii. Mam do niej specjalne drzewko, ale wtedy szybko na wszystkich przedmiotach zbiera się kurz, a nie jest to pożądane zjawisko – nie chcę przed każdym założeniem czyścić pierścionków czy kolczyków. Zestaw pudełeczek kosztował 15 złotych. Podkładkę, którą widzicie pod nimi również kupiłam w IKEI, a jej cena to 4 złote.

Wspominałam Wam też o prezencie mikołajkowym – oto jeden z nich. Trzy srebrne, delikatne pierścionki z cyrkoniami. Każdą z obrączek można nosić oddzielnie, ale ładnie prezentują się też razem. Są wygodne i nie zaczepiają się o ubrania. Mimo że są naprawdę malutkie (rozmiar 11) to nadal są luźne i odrobinę się zsuwają. Mogę je nosić tylko na środkowym palcu (na wskazującym pierścionków nie lubię :P), na serdeczny przydałby się rozmiar 9, a taki to już chyba tylko razem z gumą do żucia 😛

Jeśli chodzi o ubrania to też nie zaszalałam – nie było w sklepach nic, co porwałoby mnie na tyle, żeby to kupić. Zdecydowałam się jednak na koszulkę, której cena to 35 złotych. Będzie fajnie pasowała do świątecznych stylizacji i zdjęć na bloga. Poza tym jest wygodna i wygląda naprawdę dobrze,a  pluszowy nosek dodaje jej uroku. Wybrałam rozmiar M, bo S-ka była zdecydowanie za krótka.  
 
Kupiłam też pierwsze w swojej kolekcji dresy. Wybrałam takie, które nie wyglądały jak piżamy, ale były przy tym równie wygodne 😀 Zdecydowałam się na te z podobną aplikacją jak ta na bluzce. Mają powijane nogawki, kieszenie z przodu i z tyłu oraz można je ścisnąć białym sznurkiem. Moje są w rozmiarze M, ale i tak są delikatnie za krótkie. Kosztowały 80 albo 90 złotych i są wykonane z grubszego materiału. Zarówno bluzka jak i dresy pochodzą z House’a.

Przedostatnią już rzeczą jest coś, co urzekło mnie swoim wyglądem. Jak wiecie jestem zmarźluchem i zimą bez szlafroka czy ciepłych piżam się nie obędzie. W Croppie znalazłam onesie naśladujące żyrafę. Jest wykonane z miękkiego polaru, zapinane na suwak z przodu. Ma kieszenie i kaptur (z morką, uszkami i mini rogami). Jest wygodne, luźne, ale ma krótkie nogawki 😛 Moje jest w rozmiarze M i kosztowało 100 złotych. Korzystam z niego jak ze szlafroka.

Ostatnimi już rzeczami są te od Mateusza. Skarpetki wybierałam ja – lubię te długie, bo jest w nich zdecydowanie cieplej, niż w stopkach. 3 pary z liskiem kosztowały 20 złotych za komplet, a z kotkiem 10 złotych za jedną parę. Wyglądają na dobrze wykonane, ale nie wiem co stanie się z nimi po praniu. Mam nadzieję, że przetrwają wirowanie i suszenie.
Zaciekawiła Was któraś z tych rzeczy? Kupiłyście coś w listopadzie?
Pozdrawiam :3

PODSUMOWANIE INSTAGRAMA | Leniwy listopad

Zakupy z pierwszej części promocji w Rossmannie – 2 x Softlips od Perfecty – o smaku truskawki oraz mango i brzoskwini, Bourjois Rouge Edition Velvet 06 Pink Pong i lakier Rimmel 60 seconds – 701 White Hot Love.

Hej!
Listopad minął mi niespodziewanie szybko. Nie pamiętam nawet co konkretnego w tym miesiącu robiłam 😛 Na pewno zaliczyłam kilka wizyt w Rossmannie z okazji promocji -49%, z której haul pojawił się już na blogu. Byłam też w Warszawie, u Mateusza – poszukiwaliśmy razem idealnej palety dla mnie, ale nie znaleźliśmy żadnej 😛 Wiem też, że niestety byłam na korepetycjach tylko 2 razy, ponieważ raz w dojeździe przeszkodził mi wypadek, a później matury próbne młodszych roczników. Jeśli jesteście ciekawi, co udało mi się uwiecznić na zdjęciach – zapraszam do oglądania 🙂

Mały Pepe i jego przygotowanie do ataku – uczy się od mamusi 😀

Instagram vs rzeczywistość. Nic więcej dodawać nie muszę 😛

Nie ma to jak gra w Wiedźmina – zabijanie potworów i rozwiązywanie zagadek relaksuje i uspokaja 😀

Chyba najlepszy wpis w tym miesiącu. Coś, z czego jestem bardzo zadowolona.

Informacja o ulubieńcach miesiąca – macie te produkty?

Zakupy z drugiego tygodnia w Rossmannie – kredka Maybelline Brow Satin, Color Tattoo w odcieniach Creme de Rose i Pernament taupe, tusze Loreal Volume Million Lashes Feline i Max Factor Clump Defy.

Wieżę jaskółki męczę od miesiąca. Chyba za ciężko mi się rozstać z tą serią.

Ja i moje brwiowe problemy… Na szczęście zaczęły odrastać, teraz wyglądam jak dziewczyna szamana xD

Absolutny hit i ulubieniec roku – Essie Under Where.

Zakupy z trzeciego tygodnia promocji – korektory Maybelline Affinitone, Astor Perfect Stay, puder Rimmel Lasting Finish i trio Wibo 3 Steps to Perfect Face.

Gwiazdki Milky Way Magic Stars to słodycze mojego dzieciństwa. Bardzo je lubię, ale ciężko mi porównać je do starszej wersji – nie do końca pamiętam jak smakowały gdy byłam mała 😛

Bardzo lubię pomadkę Bourjois Rouge Edition Velvet 10 – Don’t pink of it. Dzięki niej moje usta wydają się być jeszcze pełniejsze.

Zamówienie z Cocolity również mogliście zobaczyć na blogu. Zawartość paczki bardzo mi się podobała.

Jesień do sezon palenia świec, wosków i tealightów. Moim zdaniem przepięknie to wygląda *.*

Biały lakier na paznokciach to nie do końca moja bajka, ale może kiedyś się do niego przekonam 🙂

Mama zafundowała mi baby storczyka  – jest trochę śmieszny, ale bardziej ładny 😛

Byłam na filmie Kosogłos część 2. Mi się podobało, a Wam?

Manicure japoński to ratunek dla moich paznokci. Szkoda tylko, że znów się połamały podczas sprzątania :C

Nie do końca jestem przekonana do golfów i spódnic, ale ten zestaw naprawdę mi się podoba 🙂 A co wy o nim myślicie?

Jestę kierowcę i jadę do Warszawy 😀 Kto tak jak ja lubi zachody słońca? *.*

Nowych kredek brak a chęć do kolorowania jest 😛 Kombinowałam z Bambino i wyszło jak wyszło 😛

Gingerbread Latte oceniam na plus. Mateusz pił kawę o smaku orzechowo – karmelowym – też bardzo dobra 😀

W końcu mam Serca z Kamienia i mogę grać w gwinta ♥

Nie wiem jak wy, ale ja Boba lubię najbardziej. Kto jeszcze nie widział Minionków – polecam! 😀

Znalazłam w Biedronce takie cudo – kąpałam sie z tyranozaurem 😛 Zabawka byle jaka, ale kula sprawiła, że woda była delikatnie tłusta i przez to nawilżyła ciało. Zapach też bardzo mi się podobał – coś na pograniczu kwiatów i truskawki – kwaskowaty i słodki.

Tulony i drapany kot, to szczęśliwy kot. Pepe padł po oglądaniu The Walking Dead, ale najważniejsze, że zasnął uśmiechnięty 😀
Znalazłyście coś ciekawego w tym pokaźnym zbiorze zdjęć? Co u Was wydarzyło się ciekawego w pochmurnym listopadzie?
Pozdrawiam :3