HAUL UBRANIOWY | Zakupy z Niemiec | PRIMARK | BERSHKA

Hej!
Jak wiecie, miałam okazję w te wakacje być przez dwa tygodnie w Niemczech. Zaplanowałam sobie zakupy w Primarku, bo często można tam znaleźć fajne rzeczy za niską cenę. Dzisiaj pokażę Wam, co udało mi się upolować i powiem Wam, co sądzę o jakości ubrań dostępnych w tym sklepie.
Na pierwszym zdjęciu widzicie bokserkę upolowaną na wyprzedaży. Kosztowała 3 EUR, jest dość długa i ma urocze frędzle. Na całej długości ma aplikacje w postaci kwiatków złożonych z kryształów. Jest wygodna, ale szybko się gniecie. Nie rozciąga się. Niestety frędzelki często się zadzierają i plączą, więc co nie raz muszę je przycinać. Rozmiar – 36.  Jak na taką cenę – całkiem OK!

Ombre bluza pochodzi z Bershki i również upolowałam ją na wyprzedaży i to naprawdę dużej. Pierwotna cena to 25 EUR, na metce widniało 9,90 EUR,a  finalnie, przy kasie zapłaciłam za nią 7 EUR. Jest mięciutka i wygodna, niestety trochę krótka (nie mierzyłam jej, bo były ogromne kolejki :P). Mimo to, na pewno będę ją często nosić. Rozmiar M. Materiał świetny.

Niebieski crop top również kupiłam na wyprzedaży Kosztował 3 EUR. Materiał jest okej, ale mam wrażenie, że może mieć tendencje do niewielkiego rozciągania się. Ozdobna kieszonka na piersi dodaje mu uroku. Jakość wykonania nie jest zła, ale na pewno nie jest to wysoko półkowy standard. Ma troszkę niestandardową długość i kończy mi się na wysokości, w której wyglądają spodnie, przez co dziwnie to wygląda. Rozmiar 36.

Jasne spodnie z wysokim stanem i dziurami na kolanach. Moje pierwsze „zniszczone” jeansy 😀 Są bardzo wygodne, gdyż mają w sobie domieszkę stretchu, co sprawia, że są rozciagliwe i nie krępują ruchów. Są bardzo dobrze wykonane i pewnie długo mi posłużą. W końcu nogawka sięga mi do kostki. Jest to rozmiar 38. Kosztowały 13 EUR.

Kolejne jeansy, tym razem w kolorze ciemnego granatu. Ich materiał podobny jest do tych, o których mówiłam wyżej, z tą jednak różnicą, że te są jeszcze bardziej rozciągliwe. Również mają wysoki stan. Nogawki są trochę krótsze, ale nie tak, jak to ma się w Polsce 😛 Ich cena to również 13 EUR, rozmiar taki sam jak poprzednio, czyli 38.

Skusiłam się również na kolejny sportowy stanik. Poprzedni jest czarny, tym razem wybrałam wakacyjny, błękitny kolor. Ma fajną, delikatną aplikację z przodu. Dobrze chroni piersi podczas treningu i bez problemu chłonie pot. Szybko schnie. Cena tego topu to 4 EUR, a rozmiar 36-38.

Zakupy te nie mogły obyć się bez kilku zwykłych t-shirtów. Wzięłam 3 – ciemnoszary, czarny i biały, który niestety został w Bydgoszczy. 2 pierwsze są w rozmiarze 34, biały – 36. Cena każdego z nich to 3,30 EUR. Są dobrej jakości, nie rozciągają się w praniu, ładnie leżą. Również zawierają domieszkę stretchu. Jest to bardzo ważne – te bawełniane czasem po praniu nie nadają się do ponownego założenia ;/

Piękny strój kąpielowy, który widzicie na zdjęciu wyżej kosztował 10 EUR. Kupiła mi go ciocia i byłby idealny, ale… jest za KRÓTKI. Kończy mi się przed piersiami ;C Jest to rozmiar 36 i pewnie będę musiała go albo sprzedać, albo oddać którejś z Was w rozdaniu. Pasuje i na S i na M (te mniejsze), natomiast na nie się nie nadaje, bo za duża urosłam 😛 Dla osoby o wzrośnie 160-167 pewnie sprawdzi się super :C Mierzyłam go na bieliznę i w żaden sposób nie dało się go wyżej naciągnąć xD

Sweter nietoperz pochodzi z wyprzedaży, a jego cena to 5 EUR. Jak powiedziała moja ciocia – szkoda nie wziąć xD Jest wygodny, prałam go i nic się z nim nie stało. Jest dość długi i zakrywa pupę. Przyda się na cieplejsze dni, bo ma rękawy 3/4. Rozmiar – XS.

Kolejny sweter jest z ciężkiego, lejącego się materiału. Wybrałam kolor oliwkowy, bo fajnie pasuje do mojej karnacji. Ma długie rękawy, jest bardzo wygodny i przyjemny w dotyku. Kosztował 12 EUR, a rozmiar, w jakim go kupiłam to 36.

Jeśli ktoś jest fanem skarpetek w Primarku będzie w prawdziwym raju 😀 Było tam tyle wzorów i kolorów, że nie potrafiłam się zdecydować, które mam wziąć. Chciałam coś jaskrawego, ale po zastanowieniu stwierdziłam, że nie będą mi do wszystkiego pasować. Kupiłam więc takie w neutralnych, jesiennych kolorach. 7 Par kosztowało 3 EUR, w paczce są gładkie i delikatnie wytłaczane (tak jak ta pierwsza na zdjęciu).

Z biżuteria i dodatkami w tym roku skromnie. Skusiłam się tylko na potrójny  naszyjnik, który kosztował 2 euro oraz na kolorowe pierścionki za 1 EUR. Do włosów wzięłam jedynie 2 spinki, które kosztowały 2 EUR. Miałam trochę za mało czasu, żeby buszować w tym dziale 😛 Na pewno wzięłabym coś jeszcze. Polowałam na zegarki, ale w Primarku, do którego miałam dostęp ich nie było :C

Jeśli chodzi o akcesoria, skusiłam się jeszcze na turban do włosów z mikrofibry. Kosztował tylko 1 EUR i mam nadzieję, że się sprawdzi. Były różne wzory, jednak większość opakowań była pootwierana i musiałam wziąć jednolity w kolorze różowym (za którym nie za bardzo przepadam :C).

To by było na tyle. Jeśli mam podsumować moje zakupy – w Primarku trzeba polować na dobre rzeczy. Niektóre są dobre jakościowo, inne słabsze, ale nie znaczy to, że sklep jest zły. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Jest tam też wiele ciekawych gadżetów, które są modne w danym sezonie 😀 Dział domowy zawiera inspirujące dodatki, ale ja nie miałabym jak tego przywieźć ;/ Ceny są niższe niż w Polsce, a jakość wykonania czasami lepsza, czasem taka sama, ale zdarza się też, że gorsza. Atmosfera jaka panuje w środku – jeden wielki harmider – trzeba umieć się tam poruszać, bo ludzi potrafi być naprawdę mnóstwo i każdy przekłada wszystko na inne miejsce. Mi jednak sklep się podoba i odwiedzam go zawsze, gdy mam ku temu okazję.
Któraś z rzeczy Wam się spodobała? Miałyście okazję być w Primarku?
Pozdrawiam :3

FARMONA JANTAR | Wysyp baby hair i pomoc w zmniejszeniu wypadania włosów

Heejoo!
Zaczęłam się w końcu uczyć intensywniej do poprawki, bo bardzo boję się, że powinie mi się noga i zostanę na pierwszym roku :O Na szczęście nie jestem sama – oblało około 60-65% osób :O Ze stresu moje włosy lecą jak szalone, mam też mniej ochoty na dodatkowe zajęcia. Cóż – trzeba się przemęczyć do początku września, poczekać na wyniki i oby było dobrze!
W związku ze zwiększonym wypadaniem, o którym napisałam Wam w akapicie wyżej, postanowiłam dziś przybliżyć Wam moją opinię co do wcierki od Famrony, która nosi wdzięczną nazwę Jantar. Jeśli jesteście ciekawi, czy mi pomogła – zapraszam do dalszej części posta 🙂

Zawiera biologicznie czynne substancje
stymulujące porost włosów, aktywny wyciąg z bursztynu, d`panthenol oraz
witaminy A, E, F, H. Systematycznie stosowana poprawia metabolizm i
dotlenienie cebulek włosów, regeneruje i łagodzi podrażnienia. Włosy
stają się wyraźnie grubsze, lśniące i odporne na uszkodzenia. Odżywka
zapobiega rozdwajaniu włosów i chroni przed szkodliwym wpływem
środowiska i słońca.
 
Odżywka ma płynną konsystencję, lecz jest nieco bardziej oleista i lepka niż woda. Dobrze rozprowadza się na dłoni i włosach. Jest przeźroczysta, ma lekko żółtawy odcień. Pachnie bardzo męsko. Wielu dziewczynom, tak jak i mi, przypomina to zapach wody kolońskiej/płynu po goleniu. Dla mnie przyjemny aromat 🙂

Kiedy pierwszy raz spotkałam się w internecie z opinią na temat tej odżywki z jej dostępnością było dużo ciężej, niż teraz. Nie mogłam jej nigdzie znaleźć, a szukałam jej we wszystkich dostępnych dla mnie wtedy drogeriach. Udało mi się upolować ją w małym, osiedlowym sklepie. Teraz dostaniecie ją i w Super Pharmie i Rossmannie, a nawet Hebe. 
Cena tej wcierki jest stosunkowo niska. Cena opakowania waha się w granicach 9-13 złotych. Odżywka jest wydajna, przez co jedna buteleczka starcza nam na około 2 kuracje, co równa się 2 miesiącom stosowanie (3 tygodnie wcierania, 1 tydzień przerwy – 2 cykle). Z moich obliczeń wynika więc, że miesiąc stosowanie kosztuje nas średnio 5,5 złotego! 😀

Aqua, Propylene Glycol, Glucose (glukoza, odżywia skalp i włosy; jest ważna w procesie wzrostu włosów ponieważ minerały i składniki odżywcze docierają do nich jako do jednych z ostatnich „narządów”),
Calendula Officinalis Extract (ekstrakt z  nagietka lekarskiego, działa łagodząco, przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie, zmniejsza suchość skóry i podrażnienia), Chamomilla Recutita Extract (ekstrakt z rumianku pospolitego, jego działanie jest podobne do nagietka – działa przeciwzapalnie i łagodząco), Rosmarinus
Officinalis Extract
(ekstrakt z rozmarynu lekarskiego, ma działanie odkażające, pobudzające (np. krążenie krwi)), Salvia Officinalis Extract (wyciąg z szałwii lekarskiej, ma działanie bakteriobójcze), Pinus Sylvestris
Extract, Arnica Montana Extract, Arctium Majus Extract, Citrus Medica
Limonum Extract, Hedera Helix Extract (ekstrakt z bluszczu pospolitego, pobudza krążenie krwi i uszczelnia naczynka), Tropaeolum Majus Extract,
Nasturtium Officinale Extract, Amber Extract (jest źródłem wielu mikroelementów, wzmacia skórę, zmniejsza jej skłonność do podrażnień), Disodium Cystinyl
Disuccinate, Panax Ginseng, Arginine, Acetyl Tyrosine, Hydrolyzed Soy
Protein, Polyquaternium-11, Peg-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate,
Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine Hci, Citrulline, Glucosamine HCI,
Biotin, Panthenol, Polysorbate 20, Retinyl Palmitate, Tocopherol,
Linoleic Acid, PABA, Triethanolamine, Carbomer, Parfum,
2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Methyldibomo Glutaronitrile,
Dipropylene Glycol, Limonene, Linalool

Buteleczka zapakowana jest w ładny, dość twardy kartonik z „efektem lustrzanego blasku” 😛 Sama buteleczka jest wykonana z grubego szkła. Jest zakręcana. Ma pojemność 100 mililitrów. Nie jest, niestety, zaopatrzona w atomizer, przez to traci u wielu osób. Ja przyzwyczaiłam się do formy aplikacji, którą zaproponował producent. Wylewam sobie odrobinę wcierki na rękę i wsmarowuję w skalp. Opcja z pryskaniem jakoś się nie sprawdziła ;/

W ciągu dwóch lat zużyłam dwie buteleczki Jantaru i obecnie kończę trzecią. Jest to, jak na razie, najlepsza tania wcierka, jaką miałam okazję używać. Nie hamuje wypadania do końca, ale dość mocno je ogranicza. Największym jej plusem jest niemal natychmiastowy wysyp baby hair. Najwięcej pojawia się ich u mnie w okolicy czoła i karku. Jestem z tego powodu zadowolona, bo właśnie na odrastaniu włosów najbardziej mi zależy. Jantar przyśpiesza też delikatnie porost włosów. Nigdy mnie nie podrażnił ani nie uczulił. Nie przyczynił się też do zwiększenia wydzielania sebum, a co za tym idzie – nie przyspieszył przetłuszczania się włosów. Do opakowania się przyzwyczaiłam i już mi nie przeszkadza 😛 Zapach również mi odpowiada.
Wspomnę jeszcze o tym, że czasami nie stosuję jej tak, jak zaleca producent. Wsmarowuję ją po prostu co kilka dni w skórę głowy (kiedy mi się przypomni) i wtedy również sprawuje się dobrze.

Na pewno sięgnę po kolejne buteleczki, oczywiście po kilkumiesięcznej przerwie, jak mam to w zwyczaju robić. Jest to jedna z najlepszych wcierek jaką miałam. Nie zawiera alkoholu przez co nie podrażnia mojego wrażliwego skalpu. Polecam!

Macie ochotę poznać działanie każdego ze składników tej wcierki? Stosowałyście ją? Co sądzicie o tego typu produktach?
Pozdrawiam :3

PROJEKT DENKO #3 | Latem pochłaniam kosmetyki 2 razy szybciej :P

Hej dziewczyny!
Niskie ciśnienie, pochmurne niebo i duszne powietrze – czy u Was też jest podobna pogoda? Jak dla mnie to najgorsze co może być – lepiej czuję się kiedy pada deszcz, niż kiedy się na niego kilka dni zbiera. Poleniuszkowałam sobie trochę, odpoczęłam, zaczęłam uczyć się do wrześniowego egzaminu. Musiałam też zabrać się za porządki w domu, bo musiałam znaleźć trochę miejsca na nowe rzeczy 😛 Wieczorami nie miałam przez to ochoty na pisanie postów, a ja nie lubię się do tego zmuszać. 
Aby nie gromadzić pustych opakowań w pokoju postanowiłam przygotować post o zdenkowanych kosmetykach. Trochę ponarzekam, ale opowiem też o moich ulubionych kosmetykach. Starałam się wykończyć wszystkie resztki, żeby nic zbędnego nie zalegało mi  na półkach, a dodatkowo – chcę już zacząć testować nowości, a obiecałam sobie, że nie otworzę ich, dopóki nie wykorzystam tego co zaczęłam 😛 Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o kilku produktach do pielęgnacji czy makijażu – zapraszam do dalszej części posta 🙂

CIAŁO

  •  DOVE, Caring protection
Nigdy nie przepadałam za żelami z Dove. Po pierwsze były zawsze w wysokiej cenie, po drugie zawierały SLS, przez co w pielęgnacji mojej skóry nie różniły się niczym od tanich myjadeł z Isany, które kiedyś bardzo lubiłam. Kiedy zmienili skład postanowiłam spróbować i zakochałam się. Moja skóra jest dzięki nim zdecydowanie bardziej nawilżona. Służy jej odstawienie silnych detergentów. Do tego dużą butlę można upolować nawet za 10-12 złotych, co przy ich wydajności jest małym wydatkiem. Wersja, którą widzicie na zdjęciu ma konsystencję jak balsam – gęstą, zbitą, przez co troszkę ciężko wycisnąć ją z opakowania, gdy jest już w nim niewiele produktu. Pięknie pachnie, świetnie się pieni – POLECAM. Na pewno kiedyś do niego wrócę 🙂
  • JONHSON’S BABY, Softwash extracare
Żel pod prysznic i do mycia włosów. Jest przeznaczony dla delikatnej i wrażliwej skóry dziecka. W składzie nie ma silnych detergentów za co wielki plus. Myje niestety gorzej niż Dove, prawie w ogóle się nie pieni. Ma lejącą konsystencję, przez co nie jest zbyt wydajny. Zapach jest neutralny, pachnie jak większość kosmetyków dla maluszków. Kosztował około 13 złotych i więcej go nie kupię.
  •  NIVEA, Odżywczy balsam do ciała pod prysznic
To opakowanie kupiłam już dawno temu – w czasach, gdy balsamy pod prysznic wchodziły na rynek i były dla wszystkich nowością. Zawiodłam się już na początku – w sklepie nie spojrzałam na skład, a szczerze – nie porywa. Parafina wysoko w składzie, na jednej z pierwszych pozycji. Jest niewydajny, ma lekką konsystencję przez co trzeba go użyć dość dużo,a by pokryć całe ciało. Po spłukaniu nie dawał nawet minimalnej dawki nawilżenia – moja skóra jak była sucha, taka i pozostała. Pachniał charakterystycznie – jak niebieski krem nivea. Nie polecam, zapłaciłam za niego około 15 złotych i za tą cenę można kupić zdecydowanie lepsze preparaty nawilżające czy natłuszczające.
  • EVELINE, Balsam + peeling pod prysznic Argan & Vanilla
Produkt podobny do tego, o którym opowiadałam akapit wyżej. Martwego naskórka  nie ścierał, natomiast jako balsam działał zdecydowanie lepiej. Pachniał bardzo ładnie, a zapach dość długo utrzymywał się na skórze. Taka mała tubka starczyła mi na 3 aplikacje. Sprawdzał się nieźle, ale moja skóra potrzebowała mocniejszej dawki nawilżenia. Nie jestem fanką tego typu kosmetyków (nawet latem) i do niego nie wrócę. Był dołączony do pełnowymiarowego serum antycellulitowego Eveline.

  •  FARMONA, Tutti frutti, masło do ciała Liczi & Rambutan i Malina & Jeżyna
Zarówno ja, jak i moja mama bardzo polubiłyśmy te masełka. Nie kosztują nawet 15 złotych, a są wydajne, dobrze nawilżają i cudownie pachną. Na drugim miejscu w składzie zawierają masło shea, za co ogromny plus. Dalej jest parafina, ale na szczęście nie wpłynęła ona na stan mojej skóry. Pierwszy raz kupiłam z ciekawości, ale spodobały mi się i zostałam na dłużej. Mamy jeszcze 2 opakowania, więc je wykorzystamy, a potem poszukamy czegoś innego – żeby nie było nudy w pielęgnacji ciała 😉

  • FA, Sport Double Power Spring fresh
 Nie przepadam za antyperspirantami Fa, bo słabo działają na mojej skórze i tak się stało również tym razem. Mama kupiła z ciekawości, ale obie byłyśmy średnio zadowolone. Sprawdzał się nieźle, ani dobrze, ani źle. Nie zapadł nam w pamięć i więcej po niego nie sięgniemy.
  • GARNIER MINERAL, Invisible

Jeden z moich ulubionych antyperspirantów, dobrze chroni przed nadmierną potliwością, ładnie pachnie. Nie uczula i nie brudzi ubrań.  Taka duża butla do złapania w Rossmannie, na promocji kosztuje wtedy około 11-12 złotych. Jest wydajny i na pewno będę do niego wracać 🙂

KOLORÓWKA I INNE

  •  BOURJOIS, Healthy Mix w odcieniu 51 Light Vanilla
U mnie ten podkład totalnie się nie sprawdził, więc oddałam go mamie. Też była średnio zadowolona, według niej stara wersja sprawdzała się o wiele lepiej. Nie kupimy go ponownie. Złowiony na promocji w Rossmannie za około 30 złotych. Regularna cena jest mniej więcej 2 razy wyższa.
  • LOREAL, Infallible puder
Również kosmetyk mojej mamy. Była z niego zadowolona. Dobrze się nakładał, przedłużał trwałość makijażu. Matowił, ale nie dawał przy tym efektu maski. Pewnie jeszcze kiedyś go kupi, choć znalazła drugiego ulubieńca 🙂 
  • MERZ SPECIAL, Dragges suplement diety
Zużyłam już ponad 1,5 opakowania i jak na razie widzę efekty. Zmiany są dość delikatne, ale dam mu szansę i poczekam do końca kuracji. O wrażeniach po 1,5 miesiąca stosowanie pisałam TUTAJ.

WŁOSY
  • ALTERRA,  Szampon dodający objętości papaja i migdał
W miesiącach wakacyjnych myję włosy zdecydowanie rzadziej, przez co zużywam mniej kosmetyków do włosów. W moich zbiorach znalazł się więc tylko jeden szampon Alterry. Stosuję je zamiennie i chyba wszystkie sprawdzają się tak samo dobrze. Zawsze robię sobie ich zapas na promocji, kosztuję wtedy niecałe 6 złotych. Są wydajne, dobrze się pienią, nie zawierają silnych detergentów i domywają oleje. Żyć nie umierać 😀 O innych wersjach pisałam TU i TU.

TWARZ

  • BIELENDA, Esencja Młodości, Nawilżajacy płyn micelarny do mycia i demakijażu 3 w 1
Płyn micelarny mojej mamy, którego i ja miałam okazję używać. Bardzo fajnie zmywa makijaż oka i twarzy.  Czasem jednak powodował podrażnienie moich wrażliwych oczu. Wolę delikatniejsze kosmetyki, gdyż płynami micelarnymi wykonuję tylko wstępny demakijaż. Możecie go kupić we wszystkich drogeriach za około 12 złotych.
  • DERMEDIC, Normacne Preventi, Tonik antybakteryjny do skóry mieszanej i tłustej

Dość fajny kosmetyk, który kupiłam na promocji w Super Pharm. Zapłaciłam za niego niecałe 12 złotych. Nie podrażniał mojej skóry, nie powodował wysypu niedoskonałości. Szybko niwelował uczucie ściągnięcia skóry twarzy po myciu mydełkiem Aleppo. Nie zauważyłam, żeby wpływał na ilość zaskórników, ale na pewno nie powodował zwiększenia ich liczby. Kiedyś do niego wrócę. 

  • LA ROCHE POSAY, Effaclar Duo [+]

Mój ulubiony krem, a tutaj widzicie 3 tubkę. Teraz zrobiłam sobie od niego około 3 miesięczną  przerwę, aby moja skóra za bardzo nie przyzwyczaiła się do jego działania. Dzięki niemu moje zaskórniki są mniej widoczne, świetnie współgra z lekami przepisanymi przez dermatologa. Więcej o nim znajdziecie TUTAJ.

  • AA OCEANIC, Long 4 Lashes

Moim zdaniem świetna odżywka do rzęs za niską cenę. Nie wystąpiły u mnie żadne skutki uboczne związane z jej stosowaniem, ale obchodziłam się z nią bardzo uważnie.  Efekty możecie podejrzeć tutaj: rozpoczęcie, pierwszy miesiąc, drugi i trzeci. Obecny stan moich rzęs możecie znaleźć TUTAJ.

  • BALMI

Na początku się nim zachwycałam, a potem mój entuzjazm powoli gasł.  Opakowanie wyrobiło się (tak jak wspomniała któraś z Was) i otworzyło się w torebce brudząc wszystko, co znalazło się w zasięgu. Brrr. Chyba jednak warto zainwestować w balsamy EOS, tym bardziej, że ich cena jest podobna. Pisałam o nim TU.

  • TOŁPA, Botanic Amarantus, nawilżający krem rozjaśniający pod oczy

Super produkt. Wydajny, z wygodnym i higienicznym opakowaniem. Świetnie nawilżał skórę pod oczami i na powiekach i faktycznie delikatnie rozjaśniał cienie, za co wielki plus dla niego. Na blogu na pewno pojawi się jego pełna recenzja, nie wiem tylko kiedy, bo się z nimi nie wyrabiam 😛

  • BE BEAUTY, Delikatny żel-krem łagodzący

 Również został mi z ostatniego pobytu w domu. Jest naprawdę delikatny i nie podrażnia skóry – wręcz przeciwnie, łagodzi wszelkie podrażnienia. Nie wysusza skóry, nie powoduje u mnie uczucia ściągnięcia. Zużyłam kilka opakowań i nadal dobrze mi służy. Do tego jego cena jest śmiesznie niska – kosztuje 5 złotych.


Znalazłyście tu coś, co same stosowałyście? A może coś, co chciałybyście wypróbować?
Pozdrawiam 🙂

ZAPACHY | Yankee Candle Beach Holiday

Hej!
Jak wiecie, uwielbiam palić woski Yankee Candle i nigdy nie mogę się zdecydować, który mam teraz wybrać. Ostatnio paliłam same słodkie zapachy i zatęskniłam za czymś świeżym, wakacyjnym, lekkim.  Poszperałam chwilę w swoich uszczuplonych zbiorach (mam ze sobą tylko kilka tarteletek, reszta została w mieszkaniu :C) i tym razem padło na wosk Beach Holiday. Skusił mnie jego piękny kolor i naklejka. Jesteście ciekawi, czy zapach jest wart uwagi? Jeśli tak, zapraszam dalej 😉

Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Aromat czystego i świeżego powiewu morskiej bryzy.
W 100% zgadzam się ze słowami producenta. Zapach jest orzeźwiający, odrobinę mydlany. Wyczuwam w nim morską bryzę i delikatny zapach traw porastających nadmorskie wydmy.  Jest intensywny, już niewielka część rozpuszczona w kominku daje mocny aromat, który utrzymuje się nawet kilka godzin po zgaszeniu tealighta. Paliłam go dwa dni pod rząd, nie dokładając ani nie wymieniając wosku i zapach nadal był bardzo wyczuwalny, więc jego wydajność to nawet ponad 8 godzin. Jak na razie jest to rekord wśród wosków, które miałam. Polecam wszystkim miłośniczkom świeżych zapachów.
Wosk kupiłam na stronie goodies.pl. Kosztował 7 złotych. Nie żałuję, bo stał się jednym z moich ulubionych zapachów. Szkoda tylko, że jest to limitowana kolekcja i jest już tak słabo dostępny :C
Lubicie takie rześkie zapachy? Macie jakiś godny polecenia?
Pozdrawiam 🙂

HAUL KOSMEYCZNY | Balea, Alverde, Ebelin, Kiko, La Roche Posay, Loreal, Marion, Uriage, Bielenda, Bi-es, Eveline, Wellnes & Beauty

 Hej!
Znowu staram się zmienić coś na blogu, Mateusz kombinuje, a ja raz jestem zadowolona, a raz nie. Chcieliśmy popracować nad dokładniejszym szablonem z większymi możliwościami rozwoju, ale niestety trzeba by było bloga przenieść na prywatny serwer, a na razie nie chcę aż tyle inwestować w bloga, bo mam jeszcze kilka rzeczy do kupienia (zdjęcia aż proszą o wykorzystanie lampy pierścieniowej, której nadal nie mam :P). Zdecydowaliśmy się też na wprowadzenie Disqusa, bo wyniki ankiety były wyrównane. Niestety wiąże się to z utratą starych komentarzy. Zaryzykowaliśmy, bo stary system komentarzy łatwo jest przywrócić, a na przyszłość łatwiej będzie importować komentarze łącząc nowy blog z moim profilem na tym serwisie. Co do zgłoszeń do rozdania – wszystko mamy zapisane 😀 Postanowiłam dziś pokazać Wam zakupy, które zrobiłam w Niemczech i w Polsce w ciągu ostatnich kilku tygodni. Mam nadzieję, że taki post Wam się spodoba i przejdziecie do jego dalszej części 🙂

Na samym początku chciałam pokazać coś, czego nie kupiłam, ale dostałam. Jest to piękna paczka od Loreala z nowymi podkładami do przetestowania. Pierwszy odcień wędruje do mnie, drugi oddaję mamie, a 3 przeznaczę na rozdanie 🙂 Jest zbyt ciemny, więc i tak go nie zużyję, a po co tak dobry produkt ma się marnować? Ja jeszcze nowej wersji ie testowałam, ale czytałam opinie o zdecydowanie lepszych właściwościach, więc jestem ich bardzo ciekawa.

W dzisiejszym wpisie zobaczycie również wiele produktów marki Balea. Nigdy nie miałam z nimi kontaktu a opakowaniami i ceną kusiły zdecydowanie bardziej niż Alverde. Postanowiłam więc, że to je najpierw przetestuję, a przy okazji kolejnej wizyty przyjrzę się kosmetykom drugiej firmy. Zdjęcie wyżej przedstawia dwie odżywki do włosów – czarna – zawiera olejki, które mają regenerować włosy, różowo turkusowa natomiast ma dodawać włosom blasku i objętości. Każda kosztowała 1,35 EUR.
Nie mogłam się też oprzeć grafikom prezentowanym na tubkach balsamów do ciała. Są one idealne na ciepłe wieczory, bo mają lekką konsystencję i szybko się wchłaniają. Wybrałam zapachy z limitowanej, letniej kolekcji. Cena tych balsamów to 1,25 EUR, więc w przeliczeniu na złotówki naprawdę niewiele.

Nie mogłam zapomnieć o słynnych już na blogach i youtube olejkach Alverde. Przypominają mi one te z Aletrry, które są dostępne u nas, mają jednak nieco inne składy. Cena jednego olejku to 3,85 EUR.

Jako fanka kremów to rąk (tylko fanka, bo lubię je kupować, gorzej z systematycznym używaniem) chciałam wypróbować coś nowego i padło na krem z koenzymem Q10 i mniejszy – pachnący egzotycznymi owocami krem nawilżający. Cena większej tubki to 1,15 EUR, natomiast drobniejszej koleżanki – 0,85 EUR.

Latem lubię używać owocowych żeli pod prysznic, więc do koszyka wrzuciłam kremowy żel o zapachu arbuza – już używałam, zero w nim sztuczności i mimo tego, że ja za jedzeniem arbuza nie przepadam to ten zapach pokochałam 😀 Cena tego cuda to 0,55 EUR, więc grosze. Żele z Balei również są lubianymi kosmetykami, więc wybrałam jeden o zapachu mango. Niestety nie było wersji, której poszukiwałam – pachnącej kokosem :C Cena tego kosmetyku to 1,15 EUR.

Ostatnimi już produktami od Balei są sztyfty to ust. Ten po lewej, o zapachu arbuza pochodzi z limitowanej kolekcji i kosztował 0,85 EUR. Drugi, zakręcony, o zapachu banana i truskawki był już droższy, bo jego to 1,25 EUR. Obie czekają na swoją kolej, po produktów do ust, podobnie jak kremów do rąk, mam całe mnóstwo.

Nie miałam okazji jeszcze testować kosmetyków KIKO, bo marka ta w Polsce jest dostępna od niedawna (z tego co mi wiadomo). W Niemczech były duże przeceny na prawie cały asortyment, niestety przyciągnęło to też wiele niezdecydowanych (tak jak ja) osób. Przełożyło się to na to, że nie mogłam nic wybrać, bo ciągle ktoś mnie popychał i wyszłam tylko z dwoma lakierami. Pierwszy to delikatny róż ze srebrnymi drobinkami, a drugi kolor to mieszanka niebieskiego i fioletu, która świetnie utrzymuje się na paznokciach. Cena lakierów w promocji to 1,90 EUR każdy.

Na początku wakacji udało mi się wygrać w konkursie i zostałam testerką firmy Marion. Przesłali mi kilka kosmetyków o których miałam napisać kilka słów. Spodobały mi się bandaże antycellulitowe i moja mama kupiła jeszcze dwie paczki 😀 Cena jednej waha się w granicach 6-7 złotych.

Musiałam uzupełnić braki kosmetyków pielęgnacyjnych – pokończyły mi się kremy i tym razem, zamiast dwóch Effaclarów Duo [+] kupiłam coś nowego – Effaclar K. Słyszałam, że jest to długodystansowiec, ale skutecznie pomaga w walce z trądzikiem. Cena Duo [+] to 43,49 zł, a Effaclaru K (poodbno +, tak jest na rachunku) to 42,74. Oba kremy kupiłam na promocji w Super Pharmie.

Polubiłam też wodę termalną  Uriage i kupiłam dodatkową buteleczkę. Świetnie łagodzi podrażnienia, niweluje świąd spierzchniętej skóry i przyśpiesza jej regenerację. Dodatkowo odświeża. Kupiłam ją w Super Pharm za 12,99 zł. Obok widzicie słynne w blogsferze serum z Bielendy do cery z niedoskonałościami. Jego cena to 27,99 zł, kupiłam je w Rossmanie.
Szukałam w Hebe mgiełek na lato i razem z mamą wybrałyśmy tą o zapachu owoców leśnych. Aromat utrzymuje się dość długo, jak na mgiełkę. Cena to około 20 złotych. Obok zauważyłam zieloną buteleczkę i zaintrygowana postanowiłam ją powąchać. Okazało się, że znalazłam tani odpowiednik mojego ukochanego jabłuszka od DKNY Be delicous. Woda perfumowana kosztowała około 25 zł i wiem, że są jeszcze inne wersje odpowiadające innym perfumom DKNY. Na pewno się na nie skuszę.

Ostatnimi już produktami są balsam antycellulitowy (serum) od Eveline. Lubię takie chłodzące produkty do masażu ud, brzucha i pupy, więc sięgnęłam po kolejną tubę. Kosztowała niecałe 14 złotych. Skończył mi się też peeling do ciała i wybrałam inną wersję zapachową lubianego przeze mnie peelingu Wellnes & Beauty. Jest wydajny, ładnie pachnie, dobrze ściera martwy naskórek i pozostawia skórę przyjemnie natłuszczoną. Jego cena to 12,99 zł.

O jajeczku Ebelin również dowiedziałam się z kilku blogów urodowych. Miało naprawdę świetne opinie i postanowiłam najpierw kupić jedno, a kiedy mi się spodoba ewentualnie wrócić po zapas. W różowej gąbeczce się zakochałam, natomiast zapasu zrobić nie mogłam, z prostego powodu – nie znalazłam zbyt wielu fabrycznie zamkniętych! :C Ostatecznie udało mi się kupić tylko jedno, co w finalnym rozrachunku daje dwa. Cena tego jajeczka to 2,45 EUR.
Spodobało się Wam coś z moich letnich zakupów? Czy do Waszych kosmetyczek też wpadło coś ciekawego? Podoba Wam się nowe tło do zdjęć?
Pozdrawiam :3

TRĄDZIK | MIESIĄC BEZ RETINOIDÓW | Jak wygląda moja skóra twarzy?

Hej wszystkim!
Dziś na łamach bloga postanowiłam poruszyć dla mnie temat trudny, aczkolwiek istotny. Jak wiecie, od dawna borykam się z problem trądziku, który zakończyłam, a który wrócił do mnie ponownie po oczyszczaniu u kosmetyczki. Kiedyś niedoskonałości pojawiały się tylko na czole i brodzie, teraz przeniosło się to na całą okolicę żuchwy, z czołem mam na szczęście spokój. Od kilku lat jestem pod stałą opieką dermatologa i z moją cerą było już naprawdę dobrze, niestety zaszkodziły mi wakacyjne wojaże. Jeśli nie boicie się moich zdjęć bez makijażu i interesuje Was jak moja cera zachowała się po odstawieniu leków od dermatologa – zapraszam do dalszej części posta.

Obecnie stosuję dwa preparaty mające mi pomóc w walce z trądzikiem. Pierwszym z nich jest płyn Aknemycin Plus do stosowania miejscowo na zmiany, drugi to Izotziaja prowadząca do złuszczania naskórka. Od końca czerwca przestałam stosować te preparaty z (prawie) prostych względów. Izotziaji nie zabrałam do domu, bo wiedziałam, że na wakacjach będę wystawiać się na słońce i mimo stosowania kremów z wysokim filtrem wolałam nie ryzykować. Zabrałam tylko buteleczkę Aknemycinu, żeby stosować go w razie pojawienia się niechcianego gościa. Jak to ja, czasem niezdara, upuściłam butelkę z płynem będąc już w domu. Z racji tego, że był to piątek, a ja w poniedziałek wyjeżdżałam do Niemiec, nie zdążyłam wypisać i wykupić recept – pech i tyle. 

Przez wyjazdy nie stosowałam też regularnie peelingów, co doprowadziło do nagromadzenia martwego naskórka i zapchania porów. To, co widzicie na zdjęciu to stan, określiłabym, panowania nad wszystkim. Niespodzianki cały czas pojawiają się, głównie przez to, że na policzkach i brodzie mam dużo zaskórników zamkniętych, co wcześniej prawie w ogóle nie miało miejsca. Na szczęście niedoskonałości szybko się goją, a blizny nie są tak  intensywnie czerwone jak potrafią być. Znów wróciłam do standardowej pielęgnacji i mojej cerze to służy.

Jaki z tego morał? Klimat i woda bardzo wpływa na jakość i stan mojej cery. Chciałam Was ostrzec, bo wiem, że przynajmniej część z was, ma czasem chwile wahania i postanawia odstawić leki, bo w sumie i tak słabo działają. Z doświadczenia wiem, że takie pomysły raczej nie kończą się dobrze. Mimo że ja swojej przygody tak nie zaplanowałam to żałuję, że wróciłam do stanu wyjściowego. Jeszcze w czerwcu moim utrapieniem było maksymalnie kilka wyprysków. Teraz, jak sami widzicie – mam tego sporo i penwie jeszcze długo będzie mnie taka ilość prześladować.

Macie jakieś problemy skórne? Jak sobie z nimi radzicie?
Pozdrawiam :3

HAUL UBRANIOWY | Zakupy z Polski

 Hej dziewczyny!
Zmiana sezonu nie zawsze równa się i mnie ze zmianą garderoby, ale w tym roku musiałam kupić sobie sporo ciuchów. Znowu podrosłam i troszkę przytyłam (smutne :C), więc niektóre rzeczy okazały się po prostu za małe. Z zakupami na lato nie szalałam, bo wiem, że za rok znowu spodoba mi się coś innego i to kupię 😛 Dzisiaj chciałam Wam pokazać kilka ‚nowości’, które towarzyszyły mi w ciepłych dniach. Jeśli jesteście ciekawi co kupiłam – zapraszam do dalszej części posta!

Na pierwszy rzut idą stroje kąpielowe. W tamtym roku nie inwestowałam w żaden, w tym więc postanowiłam kupić 2 😀 Bo nie mogłam się zdecydować na jeden, bo oba bardzo mi się podobały. Ten  tropikalne wzory, na zdjęciu wyżej, pochodzi ze sklepu Sinsay i kupiłam go za 30 złotych.

Trójkolorowy – różowo, szaro, czarny kupiłam w Croppie, również na promocji i zapłaciłam za niego około 40 złotych. Przyznam szczerze że jeszcze go nie  miałam na sobie, ale na Mazurach lato w pełni i może mi się to uda 😀

Kolejną rzeczą jest piżamka z Sinsay’a. Nie jestem bardzo zadowolona z jej jakości, ale ten sezon jakoś przetrzyma. Bluzka trochę się rozciągnęła, a spodenki skurczyły 😀 Jak żyć 😛 Kosztowała 40 zł, nie polecam brać tych ze spodenkami ze sztywnego materiału.

Szorty z House’a. Udało mi się kupić je za 20 złotych, jaką drugą parę na promocji. Jestem zadowolona, bo są bardzo wygodne i pasują do większości jednolitych bluzek. Można z nimi wyczarować nawet bardziej elegancką stylizację, więc na upały są jak znalazł.

Te tutaj, jeansowe i poprzecierane pochodzą z C&A. Są wygodne, elastyczne i mają wysoki stan. Kosztowały 52 złotych i jestem z nich najbardziej zadowolona! Wygodnie się noszą 😀

Kolejna para z House’a, również moja ulubiona!  Są bardzo wygodne i elastyczne, mimo, że na takie nie wyglądają. Mają wyższy stan. Pasują do zwiewnych bluzeczek. Koronka na dole dodaje im uroku 🙂 Kosztowały 60 zł.

Ostatnia para, z której jestem najmniej zadowolona. Niby są wygodne i wszystko z nimi ok, a jakoś nie przepadam za ich zakładaniem. Kosztowały 30 albo 40 zł. Kupione w House.

Brakowało mi koszulki, którą mogłabym nosić na co dzień . Ta pochodzi z Sinsay’a i kosztowała 20 złotych. Ma duży dekolt i opada na jedno ramię co nie do końca mi odpowiada, ale wygląda fajnie 😀

Na koniec 2 sukienki – jedna bardziej elegancka, druga natomiast sportowa. Biała, w delikatne, azteckie wzory, którą widzicie na zdjęciu wyżej została kupiona w House za około 40-50 złotych. Jest wygodna i ma ładny dekolt podkreślający ramiona. Jest w niej dość ciepło, bo ma grubą podszewkę, ale na letnie wieczory nadaje się znakomicie.

Sportowa, w szary melanż i z nadrukiem – lubię takie sukienki na zwykłe dni, kiedy nie muszę nigdzie wychodzić (oprócz zakupów w Biedronce :P). Ta jest wygodna i przewiewna, a materiał z jakiego została wykonana jest naprawdę dobrej jakości. Pochodzi z Sinsay’a, a jej cena to 40 zł.
Lubicie robić ubraniowe zakupy? Któraś rzecz wpadła Wam w oko?
Pozdrawiam 🙂
 

PRZECZYTAĆ TYLE, ILE MAM WZORSTU | Trylogia Niezgodna

Hej wszystkim!
Dawno już nie pisałam na blogu o żadnej książce, mimo, że ostatnimi czasy przeczytałam ich już kilka. Jak wiecie postanowiłam przeczytać tyle, ile mam wzrostu i powoli jestem coraz bliżej upragnionego wyniku 171 cm 😀 W ciągu roku akademickiego nie było to takie proste, bo w tygodniu nie chciało mi się siadać do książek po zajęciach, a w weekendy zazwyczaj odreagowywałam wychodząc na spacery, sprzątałam i zajmowałam się robieniem większych zakupów. Teraz wiem, jak to jest, gdy moi rodzice mówią, że nie mają czasu na czytanie. Pod koniec maja stwierdziłam jednak, że czas to zmienić i zaczęłam czytać około 30 minut przed snem – ta metoda sprawdza se super, wycisza, przygotowuje do snu. Dzisiaj więc chciałam Wam opowiedzieć o trylogii Niezgodna, którą kupiłam po obejrzeniu pierwszej części filmu. Jeśli jesteście ciekawi, czy powieść ta jest godna polecenia – zapraszam do dalszej części posta 🙂

Jeśli chodzi o fabułę, książki opowiadają o młodej dziewczynie, która żyje w świecie podzielonym na frakcje. Problem w tym, że ona do żadnej nie pasuje, a takie osoby są ze społeczeństwa usuwane, gdyż mogą zagrażać systemowi. Ma przyjaciół, rodzinę, którzy pomagają jej przeżyć w trudnych chwilach. Triss, bo tak ma na imię główna bohaterka, poznaje również chłopaka, który znaczy dla niej coś więcej. Mają wiele przygód, jedne kończą się lepiej, drugie gorzej. Żyją w ciągłym niebezpieczeństwie przez to, że są inni.

Książki naprawdę szybko się czytało, jednak to pierwszą część oceniam jako tą najlepszą. Są to typowe powieści dla młodzieży, w których przewija się dużo miłości, bólu, przyjaźni. Trylogia traktuje o naprawdę ważnych wartościach, a jedną z nich, którą możemy zauważyć, to fakt, że od początku piętnowane jest klasyfikowanie społeczeństwa, narzucanie ludziom przynależności do odpowiedniej grupy o pewnych cechach. 
Jeśli miałabym komuś polecić tą książkę, to na pewno młodzieży. Zamiast zabierać się za czytanie 50 twarzy Greya (kiedy byłam w liceum, było to modne wśród gimnazjalistek :P) powinny sięgnąć po lekturę, która będzie ciekawa, ale też nauczy czegoś pozytywnego. Zakończenie mnie zawiodło, jednak nie żałuję czasu poświęconego na czytaniu tej serii. Na pewno dokupię jeszcze oddzielna część zatytuowaną Cztery, która opowiada o wydarzeniach sprzed Niezgodnej. 
Podsumowując – lekka i przyjemna seria, ale moim zdaniem nie została do końca dopracowana. Nie spodobało mi się zakończenie, ale nie będę pisać dlaczego – kto chce, sam się przekona, nie zamierzam psuć zabawy. Do mojego wyniku – 55 centymetrów, dodaję 7,5, co daje 62,5 centymetra! 😀 Coraz mniej zostało 😀
Lubicie czytać książki? Jaki jest Wasz ulubiony gatunek?
Pozdrawiam 🙂

BATISTE | Moje ulubione suche szampony

 Cześć dziewczyny!
Kiedy jest ciepło, niejedna z nas ma problem z szybko przetłuszczającymi się włosami, którym brak jest odpowiedniej objętości. Moje pukle zimą potrzebują mycia co dwa dni. Latem natomiast częściej zdarzają mi się sytuacje, gdy już następnego dnia rano włosy są przyklapnięte i nie prezentują się zbyt dobrze. Czasem nie mam nawet chwili, żeby je umyć i właśnie w takich awaryjnych sytuacjach sięgam po suche szampony. Dzisiaj chciałam przedstawić Wam moje ulubione – te od Batiste. Jeśli jesteście ciekawi, jak sprawdzają się u mnie – przeczytacie o tym niżej 🙂

Producent obiecuje nam natychmiastowe odświeżenie fryzury i dodanie lekkiej objętości. Cały proces ma nie szkodzić włosom i sprawiać, że będą wyglądały na zdrowe.

Cena regularna tego kosmetyku to  14.99 złotego za dużą butelkę.  W promocji można ją kupić za około 11-12 złotych, kiedyś w Biedronce szampony te były jeszcze tańsze. Zakup mniejszej pojemności to wydatek w graniach 7-8 zł. Jest to dobra cena jak na tego typu produkty.

Kiedyś szampony te nie były dostępne stacjonarnie, natomiast teraz możemy kupić je zarówno w internecie, jak i w drogeriach. Widziałam je w Rossmannie i Hebe, czasem występują w Biedronce. Dostępność na tę chwilę jest naprawdę dobra.

 
Opakowania szamponów Batiste przyciągają uwagę. Są kolorowe i pięknie wyglądają na półce. Każda szata graficzna jest konkretnie dopasowana do danego zapachu i dobrze go odzwierciedla. Butelka jest smukła i wysoka, nie ma problemu ze zdejmowaniem półtransparentnego korka. Atomizer działa bez zarzutu przez cały czas stosowania. Mi bardzo przypadły do gustu i są ozdobą moich łazienkowych półek.

Substancją aktywną, która absorbuje sebum z włosów jest tu skrobia ryżowa, która dobrze spełnia swoje zadanie. Skład jest krótki, występuje tu jednak alkohol, który na dłuższą metę może przesuszać skórę głowy. Składnikami są również potencjalne alergeny, które odpowiadają za zapach, ale stosowane są w wielu produktach i ja jeszcze nie spotkałam się z przypadkami uczulenia na ten składnik.

Mi jednak tuba starcza na naprawdę długi okres czasu. Szamponu używam sporadycznie, więc spokojnie mam ją w swojej kosmetyczce przez około 10-12 miesięcy. Przekłada się to mniej więcej na kilkanaście użyć. Moim zdaniem jest to całkiem niezły efekt i przyznam, ze uważam te suche szampony za wydajne.
Musiałam hodować takie tłuste włosy… Buuu :p Widzicie jak się poświęcam?
Uwielbiam szampony od Batiste i jak na razie nie spotkałam na naszym rynku ich godnych zamienników. Miałam szampon z Syossa, ale w ogóle nie spełniał on funkcji, do której został przeznaczony, do tego w żaden sposób nie mogłam go wyczesać. Szampony Batiste działają już w kilka minut i faktycznie absorbują sebum i łój, który nagromadził się na naszych włosach. Nie powodują u mnie łupieżu ani reakcji alergicznych. Pięknie pachną i łatwo usunąć je z włosów. Po zastosowaniu moje kosmyki są świeże przez cały dzień. Zawsze po użyciu suchego szamponu tego samego dnia myję włosy aby oczyścić skórę głowy i nie dopuścić do blokowania dostępu powietrza do mieszków włosowych, bo mogłoby to doprowadzić do wypadania włosów. Moimi ulubionymi zapachami są Cherry, Eden i Oriental.
 

Chętnie przetestuję jeszcze inne zapachy, jak na razie są u mnie 3 – Cherry, Eden i Oriental, oraz zużyty już Tropical. Moim zdaniem jest to must have w kryzysowych sytuacjach.


Miałyście suche szapony od Batiste? Polecacie jakieś zamienniki?
Pozdrawiam 🙂
Zachęcam do wzięcia udziału w wakacyjnym rozdaniu! Więcej informacji po kliknięciu w obrazek 🙂
http://elfnaczi.blogspot.com/2015/08/wakacyjne-rozdanie-wygraj-paczke.html#more

MERZ SPECIAL | Połowa kuracji za mną

Hej dziewczyny!
Ostatnio wspominałam Wam, że nie jestem zadowolona ze stanu swojej cery. Miało to związek z częstą zmianą wody i klimatu, teraz na szczęście wszystko wraca do normy 🙂 Nie wspomniałam jednak o stanie moich paznokci. O włosach też nic nie mówiłam, w tym miesiącu nie przygotowałam nawet włosowej aktualizacji. Jeśli więc jesteście ciekawi jak sprawdza się u mnie suplement diety Merz Special Dragges – zapraszam do dalszej części posta.


Pełna kuracja suplementem trwa 3 miesiące. Ja jestem już na półmetku i mogę Wam co nieco opowiedzieć o efektach, jakie udało mi się zauważyć. Podzieliłam cały tekst na 3 kategorie, aby każda z Was mogła szybko znaleźć to, czego szuka.

PAZNOKCIE

Tutaj suplement zadziałał najlepiej. Paznokcie nie rozdwajają się aż tak mocno, dość szybko rosną i są o wiele twardsze niż przed stosowaniem. Rosną jasne, bez przebarwień, koniec paznokcia też jest ładnie wybielony. Paznokcie mniej się kruszą i łamią, chociaż nie są jeszcze w idealnej kondycji. Warto dodać, że nie mam większych problemów ze skórkami.

WŁOSY

Włosy są gładkie i miękkie a końcówki nie rozdwojone. Niestety wypadają tak samo jak przed rozpoczęciem kuracji, a to właśnie na zmniejszeniu tego problemu najbardziej mi zależało. Może efekty zobaczę dopiero za miesiąc lub po zakończeniu suplementacji.

CERA

Moja cera była w złym stanie, głównie przez zmianę wody i klimatu. W domu sytuacja momentalnie się poprawiła i teraz leczę tylko to, co zdążyło wyjść na wierzch. Przebarwienia są mniejsze, a te nowo powstające zdecydowanie jaśniejsze. Zauważyłam też ujednolicenie kolorytu mojej skóry.

Ogólnie oceniam działanie suplementu na dobre. Jestem zadowolona z tego, jak zadziałał na moje paznokcie i skórę. Mam nadzieję, że pomoże mi również z problemem wypadania włosów.

Stosowałyście? Jak oceniacie jego działanie?
Pozdrawiam 🙂