Wakacje – zaplanowane czy nie?

ŻRÓDŁO
Hej dziewczyny!
U mnie wakacje zaczęły się już pełną parą, jestem w domu i mogę sobie odpoczywać. Jak na razie na Mazurach pogoda piękna, słońce świeci, wszędzie jest zielono – nic tylko napawać się pięknymi widokami. Nie chcę jednak przeleżeć i żałować, że zmarnowałam kolejne miesiące swojego życia. Mam kilka planów, którymi postanowiłam się z Wami podzielić. Dzisiaj piszę więc Wam o tym, co zaplanowałam na te trzy miesiące leniuchowania :3

Są to już moje drugie, długie wakacje. 3 miesiące to naprawdę sporo czasu i moim zdaniem trzeba je dobrze wykorzystać. Dlatego starałam się stworzyć sobie luźny plan, który nie pozwoli tracić mi czasu na bzdury, a uwzględni nawet zachcianki, czy granie w gry komputerowe. Lipiec na pewno będzie miał napięty grafik, zaraz powiem Wam dlaczego 😀
Po pierwsze, zamierzam w końcu wziąć się na poważnie za ćwiczenia – mam ze sobą ksiażkę i inne potrzebne materiały, teraz wystarczy realizować plan. Jeśli uda mi się regularnie trenować przez wakacje to później nie będę miała problemów z utrzymaniem takiego stanu rzeczy. Jeśli jesteście ciekawe, co zamierzam ćwiczyć i jak to robić – chętnie przygotuję dla Was o tym oddzielny wpis.
Po drugie – muszę zająć się rekrutacją na drugie studia, o ile poprawiłam maturę. Wyniki będą opublikowane już we wtorek. Z jednej strony nie mogę się doczekać, z drugiej – boję się, że zobaczę za niski wynik i będę tym faktem zawiedziona. Jeśli jednak wszystko pójdzie zgodnie z moim planem będę miała troszkę z tym roboty.
Mówiąc stricte o wakacyjnych planach – na początku lipca wyjeżdżam za granicę nad Morze Bałtyckie.  Na pewno pojawi się tu jakaś relacja, żeby nie było nudno i kosmetykowo 😀 Później wybieram się na odpoczynek do Niemiec – ciocia przyjmuje mnie pod swój dach 😀 Wtedy może być trochę cicho na blogu, chyba że uda mi się zabrać ze sobą latopa.
W sierpniu będzie spokojniej, mam nadzieję, że znajdę pracę, żeby zarobić na swoje potrzeby. Wrzesień – jak to wrzesień – mogą mnie czekać poprawki, przprowadzka w inne miejsce – kto wie? 😛

Wakacje więc będą pewnie średnio intensywne, ale może ciekawe (i taką mam nadzieję). Pogoda też powinna dopisywać. Zamierzam się również „poleczyć” 😛 Mam do odwiedzenia milion lekarzy i teraz tylko trzymać kciuki, żeby nic się nie stało 🙂

A Wam jak będą mijać wakacje? Macie jakieś plany?
Pozdarwiam i życzę słonecznego poniedziałku :3

Włosowa aktualizacja czerwca – 6 miesiecy po keratynowym prostowaniu włosów

Hej wszytskim!
Jestem już po ostatnik egzaminie (który swoją drogą nie poszedł mi najlepiej) i mam wakacje! Będę mogła teraz więcej czasu poświęcić na bloga, choć przyznam, że w lipcu ten plan nie do końca może wypalić, ponieważ większość czasu spędzę poza domem 😛 O wakacyjnych planach jednak jeszcze post się pojawi, a ja chciałabym Wam teraz opowiedzieć i tym, co działo się z moimi włosami w minionym (prawie) miesiącu.  Rewolucji nie było, ale pewne problemy zostały rozwiązane. Jeśli jesteście ciekawi jakie, zapraszam do przeczytania dalszej części posta 🙂

Jakiś kłaczek mi się tu zaplątał 😛
Jeśli chodzi o ogólny stan moich włosów, to muszę przyznać, że jestem zadowolona. Wypadanie w połowie miesiąca się zmniejszyło. Powróciłam do Jantara, pojawiło się więc u mnie mnóstwo babyhair, szczególnie na karku i w okolicach czoła i skroni. Włosy nadal są proste, chociaż stały się bardziej podatne na wszelkie odkształcenia. Jeśli chodzi o plusy, o których wspomniałam wyżej – pozbyłam się w końcu suchości końcówek – regularnie olejowałam włosy i bardzo im się to spodobało. Końcówki są w dobrym stanie, jednak po powrocie do domu postanowiłam postawić sobie za cel odwiedzenie fryzjera i zamierzam skrócić moje kosmyki o około 5 centymetrów. Mam wrażenie, że dobrze im to zrobi, bo od 6 miesięcy nie ścinałam końcówek. Jeśli chodzi o odrosty – są już dosyć długie, ale nigdy nie miałam ani cierpliwości, ani chęci, żeby je mierzyć 😛 Farba nadal się wypłukuje i przez słońce moje włosy uzyskały kolory wypłowiałej brązowej rudości. Trzeba żyć, więc dalej utzrymuję się w swoim przekonaniu, żeby nie farbować włosów 😀 Dostaję komplementy, że mam na głowie fajnie zrobione ombre, więc nie jest źle xD
Chciałam też podsumować trochę akcję u Włosowych Inspiracji – moje włosy zmieniły swoją długość z 46 cm na 51,5 cm. Nie jest to mój rekord, ale jestem z tego powodu bardzo zadowolona! Urosły mniej więcej tyle, o ile chcę je podciąć 😀 Nie będę stratna! 😛

Produkty, których używałam w czerwcu to:

Szampony – różne warianty Alterry, Farmona Herbal Care Czarna Rzepa
Odżywki – Biovax Jedwab i Keratyna bez spłukiwania
Maski – Serical Crema Al Latte, Biovax Orchid, Kallos Keratin, Kallos Colour
Oleje – Alterra Papaja i migdał
Wcierki – Jantar
Silikonowe serum – Kuracja 7 efektów Marion z olejkiem arhanowym
Inne – Invisibooble, Tangle Teezer, szczotka z włosia Dzika

Co sądzicie o moich włosach? Jakie macie sposoby na piękne włosy latem?
Pozdrawiam :3
PS Proszę o wypełnienie mini ankiety i dziękuję za poświęcony mi czas! :3

Moje rzęsy po 3 miesiącach stosowania odżywki Long 4 Lashses.

Hej!
Niedawno minął 3 miesiąc odkąd stosuje odżywkę Long 4 Lashes i chciałam podzielić się z Wami kolejnymi faktami i opiniami o niej. W końcu zdjęcia moich oczu wyszły w miarę normale, nie mam tylko godnych przeciwników z poprzedniego miesiąca, z którymi mogłabym przeprowadzić konfrontację 😛 Pokażę Wam więc inny kolaż, który pokaże, że coś się jednak na powiece zadziało. Jeśli jeseście ciekawi moich przemyśleń – zapraszam do dalszej części posta :3

Jeśli chodzi o stosowanie nadal udało mi się utrzymać systematyczność smarowania lini rzęs tym serum. W przeciągu 3 miesięcy zapomniałam o tym tylko raz, więc uważam, że to naprawdę fajny wynik. Rzęsy znowu bardziej się zagęściły i delikatnie wydłużyły, jednak w porównaniu do poprzedniego miesiąca długość ta nie jest spektakularna. Włoski nadal są jasne na końcach, przez co wydają się być troszeczkę krótsze. Zauważyłam również, że szybciej rosną też moje dolne rzęsy – niektóre zaczynają dotykać okolicy pod oczami gdy je pomaluję. Warto również wspomnieć, że rzęsy są bardziej błyszczące i elastyczne oraz nie wypadają zbyt mocno. Delikatnie się też podkręcają, jest to szczególnie widoczne rano, przed umyciem buzi.
Skutków ubocznych nie zauważyłam. Zaczęła pojawiać się delikatnie ciemniejsza linia w okolicy, w której nakładam odżywkę. Oczy są czasem bardziej przekrwione, czasem mniej, ale jest to bardziej wynik noszenia soczewek i siedzenia w nich do późna niż samej odżywki. Kurację będę stosowała do momentu aż się nie skończy, później, żeby podtrzymać efekt przeniosę się na olejek rycynowy albo wypróbuję regenerum do rzęs, które podobno nie wydłuża i nie zagęszcza, ale za to ładnie peilęgnuje nasze włoski.
Lewa strona – przed rozpoczęciem kuracji
Prawa strona – zdjęcie z dzisiaj, po 3 miesiącach używania Long 4 Lashes
Co sądzicie o efektach? Widzicie jakąś różnicę?
Pozdrawiam :3
Proszę również o wypełnienie krótkiej ankiety na temat komentowania wpisów na moim blogu! Dziękuję!

[ZAPACHY] Wosk Yankee Candle – Red Raspberry

Hej wszystkim!
Strasznie się czuję, ale w przerwie między braniem tabletek i zmuszaniem się do jedzenia postanowiłam napisac dla Was krótkiego posta. Wybaczcie mi jakość zdjęć, ale pochodzą one z telefonu – nie miałam wtedy innej możliwości wykonania tych obrazków. Dawno nie było na blogu nic o woskach Yankee Candle, dlatego postanowiłam przedstawić Wam jeden z zapachów z walentynkowej kolekcji, który nosi nazwę Red Raspberry. Zamówiłam go już jakiś czas temu na stronie sklepu goodies.pl Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii na jego temat zapraszam do dalszej części posta 🙂

Zacznę może od tego, że przez zakupem przeczytałam na temat tego wosku wiele niepochlebnych opinii. Kilka osób zaznaczało, że zapach jest tak słodki, że nie da się go po prostu ot tak palić. Na początek przyjrzyjmy się temu co o tym wosku mówi nam producent.
Wosk z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. 
Wyczuwalne aromaty: dojrzałe maliny.

Jeśli chodzi o mnie to nie mogłam doczekać się momentu odpalenia tego wosku. Lubię owocowe zapachy, są u mnie na podium, czy to jeśli chodzi o świece, woski, czy nawet perfumy. Z ekscytacją wyciągnęłam więc ostatnio tą małą tartę i… Właśnie – moja opinia nie będzie odmienna od tych, o których wspomniałam Wam w akapicie wyżej. Jeśli chodzi o intensywność wydzielanego zapachu, mogę wrzucić ten wosk do kategorii tych mocno pachnących. Zapach jest uwalniany w ciągu 2 paleń (2 tealightów), czyli około 7-8 godzin. Jak dla mnie jest to długi okres. Muszę jednak zgodzić się z opiniami innych blogerek. Zapach ten jest tak słodki, że aż momentami mdły. Na pewno zyskuje podczas drugiego palenia, kiedy nie jest on już tak mocno wyczuwalny i kiedy aromat delikatnie osłabnie. Oczekiwałam tutaj słodyczy przełamanej kwaskowatością tych owoców, niestety zawiodłam się. Wosk wypaliłam cały, ale musiałam dzielić go na mniejsze porcje i robiłam to zawsze przy otwartym oknie.
Podsumowując – spodziewałam się efektu wow i niestety się zawiodłam. Myślałam, że tarteletka trafi na listę moich ulubionych zapachów, ale tak się nie stało. Wosk tradycyjnie kosztuje 7 złotych i możecie znaleźć go [TUTAJ]. Jeśli jesteście zainteresowani innymi produktami Yankee Candle, wpadajcie na stronę goodies.pl Często można tam znaleźć promocje (zapachy mięsiaca) czy kody na darmową przesyłkę 🙂
Miałyście okazję palić ten wosk? Też  Was tak bardzo rozczarował? :C

Pozdrawiam :3

Moja kolekcja kosmetyków kolorowych :D

Hej!
Żeby wynagrodzić Wam moją długą nieobecność postanowiłam przygotować posta obfitującego w zdjęcia i do tego o dość obszernej treści. Jak wynika to z mini nagłówka i tytułu – będę dzisiaj opowiadać o wszystkich kosmetykach kolorowych jakie posiadam. Czy jest ich mało, czy dużo – musicie ocenić sami 😀 Ostatnio wygrałam kilka dodatkowych rzeczy, troszkę kupiłam, wyrzuciłam niepotrzebne, niektóre znalazły innego właściciela. Kolekcja więc wydaje się być w miarę przemyślana 😛 Mam nadzieję, że ten temat Was zainteresuje 🙂 Jeśli tak – zapraszam dalej! 😀

Na zdjęciu wyżej widzicie prawie wszystkie kosmetyki kolorowe, które posiadam 😀  Nie jestem fanką posiadania zbyt wielu produktów, moją jedyną słabostką są tutaj mazidła do ust 😛 Jak sami możecie zauważyć to właśnie ich jest najwięcej, więc do nich przjedziemy na samym końcu 😛 Bez przedłużania przechodzimy do opisu poszczególnych kosmetyków – troszeczkę tego jest 😛

PODKŁADY

  • Bourjois, 123 Perfect w odcieniu 51 Light Vanilla
Jest to podkład, który mam od czasów promocji w Rossmannie 1+1. Jest już na wykończeniu i na blogu na pewno pojawi się jeszcze jego bardziej szczegółowa recenzja. Tutaj mogę jego wspomnieć, że jest to naprawdę fajny podkład, ale niestety kolor jest dla mnie za ciemny. Jestem już delikatnie opalona a odcień nadal wygląda na mnie troszeczkę jak pomarańczka 😛 Po dobrym rozblendowaniu daje jednak radę. Trzyma się cały dzień, wygodnie nosi się go na buzi. Nie ma tendencji do zapychania, krycie jest okej. Minusem jest na pewno fakt, że ciemnieje po aplikacji.
  • Rimmel, Wake me up w odcieniu 100 Ivory
Podkład ten dostałam w ramach konkursu pakiet inspiracji Rimmel Wake me up. To przez to mam teraz tak dużo podkładów 😛 W mojej kolekcji zawsze istniał tylko jedenkosmetyk tego typu, dokupowałam następny dopiero wtedy kiedy pierwszy się kończył. Tego podkładu jeszcze nie używałam, aplikowałam go na twarz tylko jeden raz, więc nie mogę napisać Wam o nim nic więcej. Moja twarz wraca do normy, więc krycie zadowala mnie w niezłym stopniu. Jeśli chodzi natomiast o kolor – strasznie ciemna na najjaśniejsza drogeryjna wersja 😛 Jeśli się sprawdzi to może zamówię go sobie prze internet. Na amerykańskim rynku dostępna jest jaśniejsza wersja.
  • Loreal, True Match w odcieniu N1 Ivory
Jest to już kolejne opakowanie tego podkładu. Chyba 5 w całej mojej karierze 😛 Mimo wad jest to jak na razie mój ulubieniec. Ma tendencje do podkreślania suchych skórek, ale gdy nie mam z nimi problemu sprawdza się super. Ma idealny odcień – ani za żółty, ani za różowy i idealnie jasny. Cena w internecie też przyzwoita, krycie oceniam na dobre. Maskuje zaczerwienienia, ma tylko problem z większymi niedoskonałościami. Posiada największy SPF z pokazanych tutaj przeze mnie podkładów – 17 (nie jest to dużo, ale ja i tak stosuję pod kremy dodatkowe filtry z SPF 50+). Pisałam już o nim posta, jeśli Was zainteresował więcej informacji znajdziecie [TUTAJ] 😀
  • Annabelle Minerals, testery podkładów kryjącego, matującego i rozświetlającego w odcieniu natural fairest
Zamówiłam próbki bardziej naturalnych podkładów, bo postanowiłam się przerzucić na bliższą naturze pielęgancję, a co za tym idzie i przyjaźniejszą dla skóry kolorówkę. Na początku totalnie się nie sprawdziły, ale to dlatego, że borykałam się z ogromnym problemem suchych skórek. Do tego strasznie mnie wysypało, czy to przez stres, czy to przez chorobę – sama nie wiem. Teraz, gdy moja skóra jest dużo lepiej nawilżona i jej stan się poprawił tstowałam je ponownie i dawały zadowalający mnie efekt. Najlepiej sprawdziły się u mnie kryjący i matujący. Może kiedyś się na nie skuszę, bo są naprawdę dobrej jakości. A do tego to polskie produkty 😀

Górny rząd od lewej – Annabelle Minerals – kryjący, matujący, rozświetlający
Dolny rząd od lewej – Loreal True Match N1, Rimmel Wake me up 100, Bourjois 123 Perfect 51

PUDRY

  • Rimmel, Stay Matte 003 Peach Glow
Jest to jeden z moich ulubionych prasowanych podkładów. Matuje naprawdę fajnie, kolory są dość jasne i dobrze stapiają się ze skórą. Nie zapycha, ładnie się u mnie prezentuje i nie zapycha mojej skóry. Minusem jest na pewno jego opakowanie, które niestety szybko się niszczy. Więcej informacji na jego temat znajdziecie [TUTAJ].
  • Paese, Puder bambusowy z jedwabiem
Mój ulubieniec w kategorii pudrów sypkich. Matuje na długi czas, nie zapycha, jest bardzo wydajny. Jakoś w stosunku do ceny jest świetna. Znowu minsem jest opakowanie, bo produkt łatwo się z niego wysypuje i marnuje. Na szczęście opakowanie zostało poprawione. Pisałam o nim we wczorajszym poście [TUTAJ].

PALETY

  • Sleek, Oh so special
Jets to paletka, którą mam w swojej kolekcji najdłużej. Bardzo podobają mi się kolory w tej palecie, dzięki którym możemy wyczarować zarówno dzienny, jak i wieczorowy makijaż. Przeważają tutaj róże, beże, znajdzie się ciemny brąz, szarość, a nawet fiolet. Cienie mają bardzo dobrą pigmentację, niesetty matowe mają tendencję do osypywania się. W kwestii makijażu oczu guru nie jestem i ta paleta bardzo mi pasuje 😀 Więcej na jej temat pisałam [TUTAJ].
  • Sleek, Del mar vol 1
Jest to moja druga paleta Sleeka, w tej przeważają soczyste maty. Idelna na lato, zawiera wszystkie potrzebne kolory do wykonania mnóstwa inspirowanych egzotykiem makijaży. Często sięgam po nią właśnie w ciepłej porze roku, bo zimą nie lubię takich szaleństw na swojej powiece. Znajdzie się tutaj i coś dla fanów niebieskiego i pomarańczowego 😀 Neonowy róż też jest w paczce 12 cieni 😛 Zastanawiałam się czy nie kupić wersji numer 2, która pojawiła się niedawno w sprzedaży, ale troszkę szkoda mi na nią pieniędzy – wiem, że i tak bym jej zbyt często nie używała :C
  • Makeup Revoltion, Iconic 3
Szał na te palety trwa już od dawna i w sumie wcale się temu nie dziwię. Za 20 złotych otrzymujemy 12 naprawdę dobrej jakości cieni. Inspirowanych paletami Naked od Urban Decay. Wybrałam wersję 3, czyli najbardziej delikatną i wpadającą w róż imitującą najnowszą paletę UD. Maty potrafią się osypywać, pigmentacja jest dobra, ale nie tak jak Sleeka, mimo to nie narzekam, bo nie stawiam wysokich wymagań tym cieniom. Dzienne makijaże można wykonać nią bez problemu. Z wieczorowym będzie gorzej, ale na te zazwyczaj chodzę do kogoś, kto wykonuje mi makijaż, więc nie ma co narzekać 😛
  • Inglot, paleta na 5 cieni – w środku 110 i 423
Cienie te, razem z paletką, kupił mi Mateusz. Są one wysokiej jakości, dobrze napigmentowane i nawet bez bazy utrzymuje się na mojej tłustej powiece całkiem nieźle. Cienie mają ciekawe wykończenia, moje sa akurat perłowo/satynowe bez drobinek – moim zdaniem otwierają oko i makijaż nimi wykonany wygląda świeżo.

ROZŚWIETLACZE

  • Lovely, Gold Highlighter
Jest to mój ulubiony rozświetlacz. Jak już Wam gdzieś wspominałam, jest to moje drugie opakowanie bo pierwsze zginęło śmiercią tragiczną. Produkt kosztuje grosze o daje na policzkach ciekawy efekt. Nałożony w rozsądnej ilości nawet na mojej neutralnej skórze prezentuje się dobrze. Używam go praktycznie codziennie i nie wyobrażam sobie bez niego makijażu 😀 Znowu mogę przyczepić się do opakowania, ale za taką cenę nawet nie ma o czym gadać 😛 Choć uważam, że Wibo bardziej się w tej kwestii postarało – mogłam się dokładnie przyjrzeć ich opakowaniu, gdyż moja mama ma właśnie Dimond Iliminator.  Pisałam o nim w ulubieńcach, dokładnie [TUTAJ]
  • Makeup Revolution, Vivid baked highlighter w odcieniu Peach Lights
O tych rozświetlaczach również było głośno w blogsferze. Zachęcona pozytywnymi opiniami postanowiłam sięgnąć po jeden z nich i wybrałam peach lights, który miał najbardziej odpowiadać odcieniowi mojej cery. Niestety okazał się być on bardzo różowy, przez co niechętnie nakładałam go powyżej swoich kości policzkowych. Teraz leży w kącie i się kurzy, może jeszcze kiedyś wróci do moich łask. Może się do niego przemogę i wyjdzie mi to na dobre 😛 Muszę popróbować 😀
Na górze: Lovely, Gold higlighter
Na dole: Makeup Revolution, Vivid baked highlighter w odcieniu Peach Lights



POJEDYNCZE CIENIE DO POWIEK

  • Maybelline, Color Tattoo w odcieniu 35 On and on bronze i 25 Everlasting navy
Kosmetyki te kupiłam na promocji 1+1 w Rossmannie. On and on bronze stal się hitem internetu i wiele osób zachwalało ten produkt. Byłam więc bardzo ciekawa i muszę to potwierdzić – produkt ten jest naprawdę dobry. Jednka niezbyt często maluję swoje oczy cieniami do powiek, więc poszedł onw  odstawkę. Odcień granatowy natomiast miał mi służyć jako eyeliner do kresek – problem w tym, że kreski również maluję bardzo rzadko 😛 Podsumowując – produkty bardzo dobre, ale nie niezbędne w mojej kosmetycze. Używam ich niezbyt często, mam wrażnienie, że się u mnie marnują :C
Na górze: 25 Everlasting navy
Na dole: 35 On and on bronze

KOREKTORY

  • Annabelle Minerals, korektory w odcieniach Light, Medium, Dark
Wzornik korektorów zamówiłam na próbę razem z testerami podkładów. Odcień idelany dla mnie to ten pomiędzy light i medium, więc często mieszam te odcienie. Fajnie sprawują się pod oczami, z pełnym zakryciem niedoskonałości czy blizn niestety sobie u mnie nie radzą – albo ja nie umiem z nich odpowiednio korzystać 😛 Podsumowując – korektory mi się podobają, ale podobnie jak podkłady podkreślają suche skórki. Może jak doprowadzę swoją skórę do względnego stanu używalności zamówię pełne wersje.
  • Catrice, Camouflage cream w odcieniu 010 Ivory
Jest to mój drugi słoiczek tego korektora. Bardzo go lubię, ponieważ świetnie radzi on sobie z zakryciem moich niedoskonałości. Jest tani i wydajny, wystarcza moim potrzebom. Kolor mógłby być delikatnie jaśniejszy, ale przy dokładnym rozblendowaniu granic nie ma mowy o odznaczaniu się na tle mojej jasnej karnacji. Kiedyś używałam go też pod oczy, ale uważam, że jest na tą okolicę odrobinę za ciężki. Więcej pisałam o nim w [TYM] poście.

  • Loreal, True Match w odcieniu 1 Ivory
Jest to mój nowy korektor po oczy, któy sprawdza się bardzo dobrze. Jest żółty, przez co maskuje moje cienie i sińce pod oczami. Potrafi trochę wysuszać, ale ja dobrze nawilżam okolice oczu. Jego krycie jest mniejsze od poprzednika, ale mi to nie przeszkadza. Przez to, że jest bardzo jasny ładnie rozśwetla spojrzenie. Delikatnie zbiera się w załamaniach, ale u mnie każdy korektor tak ma :C Bardzo go lubię, ale będę szukała dla niego jeszcze deliktaniejszego zamiennika.

Na górze: korektory Annabelle Minerals, od lewej – dark, medium, light
Na dole: od lewej – korektor Catrice 010 Ivory, korektor Loreal 1 Ivory

RÓŻE

  • Maybelline, Dream touch blush w odcieniu 05 Mauve
Jest to stosunkowo nowy róż, zresztą kolega obok również 😛 Kupiłam je na promocji -49% w Rossmannie. Ten, o którym teraz mowa ma kremową konsystencję i fajnie się dzięki temu z nim pracuje. Rumieniec jaki uzyskujemy jest naturalny. Róż nie tworzy plam i długo trzyma się na policzkach. Używałam go intensywnie w tym miesiącu, może trafi do moich ulubieńców 😀

  • Bourjois, Róż w odcieniu 34 Rose d’or/ Golden Rose
Moim zdaniem jest to róż nie do zużycia. W poprzednim miesiącu gościł na moich policzkach naprawdę wiele razy a w ogóle nie widać, żebym go kiedykolwiek dotykała 😛 Jest wypiekany, intensywnie pachnie. Opakowanie bardzo mi się podoba, lubię zamknięcia na magnes. W środu znajduje się lustereczko, za co wielki plus. W opakowaniu widać jak róż opalizuje na złoto, na policzkach efekt jest mniej widoczny, ale dzięki temu róż prezentuje się niezwkle świeżo. Więcej pisałam o nim w ulubieńcach maja, czyli [TUTAJ].
Po lewej: Bourjois 34 Rose d’or
Po prawej: Maybelline Dream touch blush w odcieniu 05 Mauve

PRODUKTY DO STYLIZACJI BRWI

  • Loreal, Brow Artist Plumper w odcieniu medium/dark
O tym produkcie nie mogę powiedzieć zbyt wiele. Jak na razie leży grzecznie w moich zapasach i jeszcze go nie używałam, bo nie chcę, żeby się zmarnował 😛 Jeśli chodzi o kolor, jest chłodny, brak w nim rudych tonów. Kupiłam go na promocji -49% w Rossmannie i czeka na swoją kolej. Czytałam o nim wiele pozytywnych opinii na innych blogach.
  • Wibo, Eyebrow stylist
Produkt za grosze a naprawdę dobrze się sprawuje. Jego cena promocyjna oscylowała w granicach 4 złotych. Nadaje włoskom delikatnego koloru i utrzymuje je w ryzach przez narawdę długi czas. Używam codziennie w duecie z Color Tattoo i jestem bardzo zadowolona. Ma w sobie delikatne złote drobinki, ale nie widać ich po nałożeniu na brwi.
  • Maybelline, Color Tatoo w odcieniu  40 Pernament taupe
Produkt, który jest ze mną już bardzo długo. Idealny odcień do podkreślania moich brwi, szczególnie teraz, gdy mam już tak duże odrosty swojego koloru włosów. Jego aplikacja jest naprawdę prosta, a sam produkt potrafi przetrwać tam, gdzie powinien być przez cały dzień. Jest to chłodny, szaro-brązowy odcień idealny dla dziewczyn o ciemnych włosach. Polecało go wiele osób i ja rówież należę do tego grona 😀

PRODUKTY DO OCZU

  • Max Factor, Kohl Pencil w odcieniu 090 Natural Glaze
Jest to moja nowa kredka na linię wodną. Sprawuje się świetnie, jest to kolor naturalny, beżowy, więc nie wygląda na oku karykaturalnie 😛 Jest miękka, przez co delikatnie sunie po dolnej powiece. Nie podrażnia moich oczu za co jestem jej wdzięczna. Cena regularna trochę odstrasza, ale ja kupiłam ją na promocji i mogę to jakoś przeżyć 😛
  • H&M, Chocolate eyeliner
Kredkę tą kupiłam w HM za poleceniem Agnieszki Grzelak. Kredka jest miękka, dobrze napigmentowana, a kolor nasycony. Ładnie wygląda na powiece, jednak u mnie nieestetycznie się odbija. Muszę popróbować makijaż kredką na zagruntowanej bazą powiece. Może to pomoże mi z moim problemem.
  • Wibo Eyeliner w kolorze czarnym
Jeden z moich ulubionych eyelinerów za niewielkie pieniądze. Ma króciutki pędzelek, przez co kreski maluje sę zdecydowanie łatwiej. Nie korzystam z niego zbyt często, bo nie lubię się bawić z makijazem oka. Na większe wyjścia, czy imprezę z przyjaciółmi jest jednak fajny i trzyma się na powiece naprawdę długo, a ja potrafię ją nawet pocierać 😛

Lewa strona: Wibo eyeliner
Środek: H&M, Chocolate eyeliner
Prawa strona: Max Factor, Kohl Pencil w kolorze 090 Natural Glaze

BAZY POD CIENIE

  • Paese, Eyeshadow base
Baza, którą bardzo lubiłam i słuzyła mi przez długi okres czasu. Niestety jest już na wykońzeniu i delikatnie zasycha, dlatego będę musiała się z nią pożegnać. Mocno podbijała kolory cieni. Dzięki niej na mojej tłustej powiece kolor utzymywał się cały dzień. Nie utrudniała blendowania cieni, zmniejszała ich osypywanie. Kosztowała niewiele i z czystym sercem mogę ją polecic.
  • Wibo, Eyeshadow base
Następczyni bazy od Paese. Delikatnie podbija kolor cieni i utrzymuje moją powiekę w ryzach. Kolory nie są już tak głębokie jak w przypadku poprzedniczki, ale nadal nie mam na co narzekać. Niweluje mocne osypywanie się cieni. Nie tak dobra jak ta baza, która się kończy, ale na pewno zużyję ją przy moim makijażu. Oczy maluję rzadko i nie jestem bardzo wymagająca w tej kwestii 😛

TUSZE DO RZĘS

  • Bebauty, Blue eye color & volume mascara
Jest to moja ulubiona wakacyjna mascara. Zastępuje mi cały makijaż oka i przyciąga uwagę. Potrafi troszkę sklejać rzęsy, ale ja pomagam sobie wtedy grzebyczkiem. Co do objętości – średnio jej nadaje, nie zauważyłam jakiejśc dużej różnicy. Ma silikonową, niezbyt dużą szczoteczkę. Nie osypuje się i nie brudzi powieki. Więcej możecie przeczytać [TUTAJ].
  • Rimmel, Tusz do rzęs Wake me up z ogórkiem
Nowa mascara, jeszcze jej nie używałam. Dostałąm ją razem z podkładem w paczce inspiracji od marki Rimmel. Otwierałam ją tylko, wąchałam i muszę przyznać, że naprawdę pachnie ogórkiem 😀 Mam nadzieję, że się sprawdzi, idzie w ruch już niedługo.
  • Loreal, Volume Million Lashes So couture
Jedna z moich ulubionych maskar. Ładnie wydłuża rzęsy, delikatnie je przy tym pogrubiając. Ma świetną szczoteczkę, silikonową, która nie drapie w oko. Tusz ma specyficzny, perfumowany zapach, który osobiście mi się podoba. Zużyłąm już jedno opakowanie i byłam bardzo zadwolona, postanowiłam więc do niej wrócić. Na razie czeka na swoją kolej 😀
  • Max Factor, Clump Defy
Jest to tusz do rzęs, którego używm obecnie i który już mi się kończy (a raczej zaczyna podsychać). Mam go już około  miesięcy, więc czas wymienić go na inny. Podobało mi się w nim to, jak unosił rzęsy, nadawał im objętości nie sklejając ich prz tym. Znacząco pogrubiał, moje rzęsy wyglądały prawie jak sztuczne – porównując je bez makijażu i z tuszem 😛 Ma silionową szczoteczkę z gęsto osadzonymi włoskami, które ułatwiają dobre wyczesanie tuszu. Na pewno jeszcze do niego wrócę.

KONTURÓWKI DO UST

  • Lovely, Perfect line o numerkach 1 i 2
Konturówki kupione za około 3,5 zł na promo w Rossmannie. Fajnie sprawdzają sie nawet solo, są miękkie, nie migrują poza kontur ust. Kolor 1 to zgaszony róż, nude, który będzie pasował do większości pomadek, bo ujednolica kolor ust i mozęmy dorysować nim braki w czerwieni wargowej. 2 to natomiast nasycona fuksja, którą wybrałam, bo pomadek w podobym odcieniu mam najwięcej. Obie testowałam, uważam, że jak za taką cenę sprawdzają się naprawdę fajnie.
Lewa strona: Lovely, perfect line 1
Prawa strona: Lovely, perfect line 2

PRODUKTY DO UST W BŁYSZCZYKU

  • La luxe, Super long lasting lip liquid tint w odcieniu 116 sweet candy
Produkt kupiony w Biedronce przez moja mamę, który okazał się być dla niej za mocno wyrazisty 😛 Jest to prawdziwy tint, który wżera się w usta i pozostawia na nich intensywny kolor. Ten tutaj jest mocno różowy, landrynkowy, taki, jaki właśnie wskazuje jego nazwa. Utrzymuje się najdłużej z widocznych tutaj błyszczyków, nie wysusza ust, ładnie się zjada. Lubię go stosować szczególnie w letnie, upalne dni.
  • Bourjois, Rouge edition velvet w odcieniu 10 Don’t pink of it
Jedna z moich perełek w kolecji. Matowy efekt, który urzymuje się na ustach naprawdę długo. Kolor jest piękny, dzienny, coś w stylu uelpszonego odcienia naszych ust. Nie powiedziałabym, że jest to pomadka nude, bo jednak jak sami możecie zauważyć kolor jest dość ciemny, nie rzuca się to jednak tak bardzo w oczy. Na ustach siedzi długo, jednak nie pozostawia na nich warstewki koloru. Suche posiłki wytrzymuje, przy piciu nie daje rady. Bardzo go lubię, często wybieram go gdy idę na zajęcia i nie chcę wykonywać mocnego makijażu.
  • Manhattan, Lip jelly w odcieniu 51J
Jest to jedyny przeźroczysty błyszczyk, któy posiadam. Kosztował gorsze, ale lubię go za efekt jaki daje. Jest mocno błyszczący, dość rzadki, ale nie wylewa się poza kontury ust. Nie klei się, za co go również cenię. Ma ładny zapach i dobrze smakuje. Nie wysusza ust i lubię go stosować na codzień.
  • Manhattan, Soft mat lipcream w odcieniu 95G
Na swatchach kolor ten wyglądał zupełnie inaczej. Jest niestety nietrafiony i nie lubię go używać. Jest dla mnie za brązowo pomarańczowy. Uwydatnia żółć zębów, wypłkuje mnie całkowicie z koloru. Miałam go an ustach może raz. Leży nieużywany, muszę z nim coś zrobić 😛
  • Manhattan, Soft mat lipcream w odcieniu 45H
Jest to bart/siostra produktu o którym mówiłam wyżej. Jedyny odcień czerwieni w mojej kosmetyczce. Jest dość chłodny, ładnie prezemyuje się u większości osób. Wysycha do pełnego matu, przez co może podkreślać suche skórki. Trzyma się bardzo długo i kolor schodzi równomiernie. Aplikator jest wygodny. Produkt ma przyjemny, waniliowy zapach.
  • Lovely, Extra lasting w odcieniu 2
Jedna z moich ulubionych matowych pomadek w kolekcji. Ciemna, nasycona fuksja. Wysycha do pełego matu, utrzymuje się na naszych ustach naprawdę długo. Niedroga, a trwała. Może podkreślać suche skórki i wysuszać usta, ale ja jestem zawsze na to przygotowana. Poza tym – nie używam codziennie takich produktów.

Górny rząd: La luxe 116, Bourjois 10, Manhattan 51J
Dolny rząd: Manhattan 95G, Manhattan 45H, Lovely 2

SZMINKI DO UST

  • Maybelline, Color senstational w odcieniu 103 Iridescent Rose diamonds
Delikatna szminka, idelana na codzień. Ma w sobie drobinki, które jednak nie przeszkadzają mi bardzo. Ma bardzo łądny zapach. Delikatnie rozjaśnia usta. Nie nawilża i jest dosyć „szorstka”. Daje efekt zmrożonych ust. Fajna do stosowania wiosną, jesienią i zimą.
  • Maybelline, Color sensational w ocieniu 904 Vivid Rose
Soczysty, różowo-czerwony kolor, który na zdjęciach wygląda na mocny róż. Odcień dość ciepły, niestety moje zęby wyglądają przy nim na żółte. Ma zdecydowanie bardziej nawilżającą formułę od siostry. Utrzymuje się dość długo, ma delikatnie waniliowy zapach.
  • Rimmel, Lasting finifh by Kate Moss w odcieniu 020
Jedna z moich pierwszych fuksjowych szminek. dobrze napigmentowana, matowa, średnio wysuszająca usta. Nawet po starciu na ustach widoczny jest jej kolor. Wygodnie mi się ją nosi, nie migruje poza kontur ust. Jednak z moich ulubionych pomadek. Ma przyjemny, świeży zapach.
  • Maybelline, Super stay 14 Hr lipstick megawatt w odcieniu 135 Flash of fuchsia
Moja ulubiona szminka. Fuksja z domieszką fioletowego pyłku, która na ustach wygląda neonowa. Szminka bardzo matowa, mocno wysusza i momentalnie podkreśla wszytskie suche skórki. Uwielbiam ją jednak za efekt jaki daje. Ma bardzo łądny, świeży, cukierkowy zapach.
  • Bebeaty, Tint lipstick w odcieniu 1
Liptint w szmince, za którym średnio przepadam. Wolę jednak ten z La luxe. Ciemnieje na ustach i wpija się w nie, ale nie tak mocno jak produkt z poprzedniej kategorii. Ma ładny zapach, niestety kolor nie do końca mi odpowiada – na początku jest ładny, ale potem staje się coraz cieplejszy. Używam głównie latem.
  • Essence, Come to town lipstick w odcieniu 02 Wrapped in pink
Szminka bardzo fajna, kremowa, jednak potrafi wybiegać za kontur ust. Ma też dziwny, babciny zapach. Kolor jest natomiast ładny, jesienny, zgaszony fiolet z domieszka różu. Używam jej głównie jesienią i zimą. 
  • Essence, Longlasting lipstick w odcieniu 12 Blush my lips
Ta pomadka Essence sprawdza się u mnie zdecydowanie lepiej. rzed wszystkim nie migruje poza kontur ust. Ma ładny, czerwono-różowy kolor idealny na lato. Zapach jest dość szyuczny, chemiczny, ale mocno mi to nie przeszkadza, Jest kremowa i lekko sunie po ustach. Utrzymuje się średnio, ale jestem skłonna do poprawek w ciągu dnia, jesli chodzi o usta oczywiście 😛
  • I heart Makeup, Lip geek w odcieniu Ken will want me
Bardziej „barbiowej” szminki nie miałam. Opakowanie tak słodkie, że aż mi czasem niedobrze z tej słodkości 😛 Szminkę natomiast barzo lubię, jest njabardziej kremowa ze wszystkich, które tu widzicie. Pielęgnuje usta, jest dobrze napigmentowana. Kolor jest chłodny, dlatego lepiej nosi mi się ją jesienią i zimą, ewentualnie w deszczowe dni. Odcień jak najbardziej dzienny. Na ustach trzyma się przyzwoicie, nie wychodzi tam, gdzie nie powinna. Nie ma zapachu ani smaku.
  • Kobo, Colour Trends w odcieniu 304 Dusky Rose
Piękny odcień, kremowy, pół mat, jeśli można go tak ocenić. Szminka ma delikatny zapach. Długo utrzymuje się na ustach. Kolor dobry zarówno na dzień, jak i na wieczór. Jest o jeden z moich ulubionych odcieni pomadek, bardzo dobrze i pewnie się w nim czuję. Nie migruje poza kontur, trzyma się dobrze, nie podkreśla suchych skórek.
  • Kobo, Colour Trends w odcieniu 305 Sensual Purple
Koło fioletu ten kolor na pewno nigdy nie leżał. Moim zdaniem jest to ciemna czerwień w kolorze wina. Bardzo ładny odzień, szczególnie na wieczór. Lubię go nosić, kiedy za oknem pochmurno i chłodno. Właściwości ma identyczne jak poprzedniczka. Bardzo ją lubię, noszę jednak rzadziej niż pozostałe.

Górny rząd: Maybelline Colorsenstional 103, Maybelline Colorsenstational 904, Rimmel by Kate Moss 20, Maybelline Super Stay 135, Bebeauty 1
Dolny rząd: Essence 02, Essence 12, I hear makeup, Kobo 304, Kobo 305
To by było na tyle. Myślałam, że ten post nigdy się nie skończy. Jak widzicie trochę się tego u mnie uzbierało, ale musicie wziać pod uwagę, że nie wszystko sama kupiłam 😛 Zazwyczaj mam u siebie tylko po jednym podkładzie, tuszu czy pudrze. Za to nie da się nie zauważyć, że jestem maniaczką szminek 😛 Mam nadzieję, że post Wam się spodobał 😀

Macie coś również w swojej kolekcji? Jakiego rodzaju kosmetyków macie najwięcej?
Pozdrawiam :3

[RECENZJE] Paese, Puder bambusowy z jedwabiem

Hej!
Znowu będę Was zanudzać i straszyć starymi zdjęciami, jednak ten produkt jest na tyle warty opisu i uwagi, że muszę poświęcić estetykę. Treść jest ważniejsza 😛 Mam już drugie opakowanie tego puru i na pewno nie będzie ono ostatnim 😀 Na mojej mieszanej cerze sprawdza się idealnie – strefa T jest długo utrzymana w ryzach. Wkradł się tutaj mały spoiler, bo zdradziłam Wam moją opinię na temat bambusowego pudru z jedwabiem od Paese, ale mam nadzieję, że nie zniechęci Was do do przejścia ku dalszej części posta! Zapraszam :3

Dedykowany do cery tłustej, mieszanej, z nadprodukcją sebum.
Puder bambusowy z jedwabiem stosowany jako naturalny puder sypki, zapewnia najwyższy stopień zmatowienia. Wygładza skórę i nadaje jej delikatnej poświaty, bez jednoczesnego efektu kryjącego. 
Puder bambusowy zawiera ponad 90% krzemionki, która silnie absorbuje sebum, działa antybakteryjnie, łagodząco, wspomaga gojenie i reguluje aktywność gruczołów łojowych. Krzemionka rozprasza światło, co prowadzi do optycznego zmniejszenia zmarszczek i drobnych defektów skóry oraz daje efekt soft focus, dlatego też jest często stosowana samodzielnie przez fotografików, charakteryzatorów i wizażystów.
Puder wzbogacony został luksusowym jedwabiem w proszku, który ma właściwości nawilżające oraz nadaje cerze delikatny blask, zmiękczając rysy skóry oraz zmniejszając widoczność zmarszczek. Bez talku i parabenów.

Opakowannie, które widzicie na tych zdjęciach jest jeszcze starej generacji. Można było na nie ponarzekać, bo gdy produktu było dużo wysypywała się go zbyt wielka ilość, co raczej nie jest pójściem nam na rękę. Mimo tego było dość solidne i mimo kilku upadków przeżyło – zawartość również. Teraz firma zmieniła opakowanie i jest ono na pewno łatwiejsze w użyciu, gdyż możemy łatwiej dozować ilość potrzebnego produktu. Nowy mechanizm przypomina mi ten z podkładów mineralnych Lily Lolo. Zmiana jak dla mnie na plus. Pojemność starego opakowania to 15g, natomiast nowego – 8 gramów (tak przynajmniej napisane jest na stronie producenta). 2 – krotnie mniej produktu za wyższą cenę? Tego osobiście nie pochwalam.

[EDIT] Na opakowaniu, które znalazłam pojemność określona jest na 8 g 😀 Jednak Paese nas nie ozukuje 😛

30 mililitrów tego produktu starczyło mi na ponad 6 miesięcy codziennego użytkowania. Uważam że jest to naprawdę długi okres czasu i w tej kwestii produkt mnie nie zawiódł.
Jeśli chodzi o trwałość. Puder matuje moją twarz na dłużej niż robią to drogeryjne podkłady prasowane, które miałam okazję testować. Policzki trzymają się suer cały dzień, natomiast ze strefą T mam trochę więcej problemów. Wystarczą jednak same bibułki matujące lub kawałek pepieru – nie potrzeba go przypudrowywać, przynajmniej ja nie mam takiej potrzeby 😀 

Skład bardzo prosty, znajduje się w nim tylko 5 półproduktów, jeżeli mogę je tak nazwać 😛 Na pierwszym miejscu mamy puder bambusowy, czyli to, co mówi nam nazwa kosmetyku. Dalej stearynian magnezu, czyli poplularny składnik zasypek dla dzieci, czy właśnie pudrów – jest to polepszacz przyczepności, co w kwestii takiego produktu jest naprawdę ważne. Kolejnym składnikiem jest tutaj puder jedwabny, czyli producent nie oszukał nas w kwestii zawartości tego dodatku. Na 4 i 5 miejscu mamy dwa konserwanty, oba dozwolone, z czego ostatni działa nawet lekko nawilżająco. Jak dla mnie skład fajny, prosty, nie ma tu zbędnych udziwnień, czy substancji, kótre mogłyby nas zapychać jak to jest w przypadku stosowania pudrów drogeryjnych marek.

Puder jest bardzo drobno zmielony, jest to delikatny, biały proszek. Nie bieli twarzy, nie jest bardzo widoczny, ale ma tendencje do delikatnego osadzania się na włoskach. Dobrze się z nim współpracuje, nie ma problemów z osadzaniem się na pędzlu. 
Stacjonarnie puder jest dość ciężko dostępny. Nie widziałam go w żadnej bydgoskiej drogerii. Za to w internecie można znaleźć go łatwo, czy to na stronie producenta, czy w innych sklepach z kosmetykami. Ja zawsze zamawiam go z innymi zakupami na kosmetykach z Ameryki.

Ja kupowałam go za około 20-25 złotych, zależy jak duży rabar został naiczony na moje zamówienie. Na stronie producenta jest za 45 złotych i polecam go szukać w innych miejscach, żeby po prostu nie przepłacać, bo po co? ;P
Jestem z tego pudru bardzo zadowolona. Jest to mój ulubieniec od dłuższego czasu. Wydajny, dobrze matuje skórę. Producent zapewnia nas, że skóra będzie wyglądała naturalnie i zgadzam sie z tym. Cenię go również za to, że mnie nie zapycha. Przedłuża trwałość każdego podkładu na jaki go nakładałam. NIe tworzy efektu maski. Przez kilka pierwszych minut mat może wydawać się płaski, a twarz na zmęczoną, ale mija to po chwili od aplikacji. Może odrobinę wysuszać przy długim stosowaniu, ale moja skóra za bardzo na tym nie ucierpiała. Mam w zapasach opakowanie ze starej wersji i ubolewam nad tym, że opakowanie jest trochę niewydodne w użytkowaniu, przynajmniej na począku. Właściwości tego kosmetyku jednak rekompensują mi wady pudełeczka. Polecam 😀
Jak tylko skończę opakowanie, które mam pozostawione w zapasach na pewno siegnę po następne. Chyba, że znajdę coś lepszego, ale w to na razie wątpię 😛 Zastanawiam się jeszcze nad wersją ryżową, może to właśnie ona będzie następna?

Lubicie takie produkty? Potrzebujecie zmatowienia na dłużej? Testowałyście?
Pozdrawiam, biegnę na spożywcze zakupy i siadam do nauki do ostatniego egzaminu 😀 Pa!

[PROJEKT DENKO] Wycisnięci do dna vol 2 :D

Hej!
Jest sobota, ja mogę w końcu troszkę wypocząć, więc postanowiłam napisać niezbyt wymaającego posta 😀 Takie pogadanki pisze mi się zdecydowanie łatwiej niż recenzję jednego, wybranego kosmetyku. Jako że mineły już 2 miesiące od ostatniego prezentowania przeze mnie zużytych kosmetyków przygotowałam kolejną edycję 😀 Jest tego dość dużo, a to dlatego, że mam naprawdę porządną liczbę otwartych kosmetykó, które należałoby w końcu pozużywać. Trzymam się więc swojego planu i więcej zużywam niż kupuję 😛 Jak zwyklę podzieliłam produkty na kategorie. Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o tcyh produktach to zapraszam do dalszej części posta :3

Pielęgnacja twarzy
  • Alterra, Emulsja do mycia twarzy z granatem 
Zużyłam 2 opakowania tej emulsji i byłam z niej bardzo zadowolona. Jest przeznaczony raczej do skóy normalnej  tłustej, ale olejki w niej zawarte wpływały dobrze na moją mieszaną (w stronę tłustej) skórę. Niwelowała zaczerwienienia, nie podrażniała, skóra po jej użyciu była gładka, dobrze nawilżona, suche skórki pojawiały się u mnie naprawdę rzadko. Tania, ale średnio wydajna. Miała bardzo ładny zapach, jak wszsytkie produkty z tej serii. Co ważne – nie zapychała i nie spowodowała nasilenie objawów trądziku. Kiedyś na pewno kupię ponownie.
  • Tołpa simply, Młoda skóra, Oczyszczający żel-peeling do mycia twarzy
Kosmetyk ten kupiłam w Biedronce i teraz nigdzie nie mogę go znaleźć. Żel ten używałam tylko wieczorem i naprawdę mi się podobał. Ma w składzie dużo naturalnych wyciągów roślinnych, nie ma SLS. Drobinki nie były na tyle duże, że powinno się ograniczyć jego stosowanie. Dobrze oczyszczał skórę, chociaż pod koniec potrafiał mnie delikatnie podrażniać na policzkach. Myślę, że było do spowodowane intensywniejszym stosowaniem kuracji antytrądzikowych. Kosmetyk mi się podobał i jeśli znajdę go to kupię ponownie, żeby stosować go jako mocniejszy peeling kilka razy w tygodniu.
  • Płyn do soczewek Solo Care Aqua
Jest to jeden z dwóch płynów, których używm od początku soczewkowej kariery. Nie podrażnia oka, świetnie pielęgnuje soczewki. Białkowe osady prawie w ogóle na moich szkłach kontaktowych nie występują, a dla mnie to bardzo ważne, bo mam dość tłusty i gęsty film łzowy. Soczewki przez cały dzień są dobrze nawilżone i nie powodują dyskomfortu podczas noszenia. Taka butla starcza mi na max 3 miesiące, ale jest to dobra wydajność w stosunku do jakości i ceny. Na pewno kupię ponownie.

Pielęgnacja włosów
  • Alterra, szampony Pszenica i morela oraz Papaja i bambus
Szampony z Alterry są moją ulubioną alternatywą dla tych z SLS. Są dość wydajne, dobrze się pienią, nie mają problemów z domywaniem zanieczyszczeń czy olei. Są tanie i pięknie pachną. Na pewno nie mogłabym doliczyć się ilości zużytych przeze mnie opakowań. Mam swoje ulubione wersje i zmieniam je, żeby moim włosom się nie nudziło 😛 Kupię ponownie.
  • Batiste, Suchy szampon do włosów o zapachu Tropical
Szampon ten kupiłam bardzo dawno temu, bo jeszcze wtedy, kiedy były one w Biedronce za 10 złotych. W końcu udało mi się go zużyć 😛 Suche szampony stosuję niezwykle rzadko, ale uważam, że są one niezbędnym gadżetem w mojej kosmetyczce. Czasem umyję włosy jednego dnia, a wstając drugiego mam na głowie armmagedon – czasem przez stres, czasem przez warunki pogodowe. Batiste ratuje mnie wtedy z opresji. Na pewno zabiorę go ze sobą na wakacje, bo może przydać się w awaryjnych sytuajach. Ta wersja zapachowa nie jest akurat moją ulubioną – jest słodka i trochę mdła. Wolę inne, ale nie ma co narzekać 😛 Szampon robił, to co miał robić. Kupię ponownie, ale inne wersje zapachowe.

Pielęgnacja ciała
  • Lirene, Krem do stóp stop rogowaceniu z 30% zawartością mocznika
Krem ten świetnie sprawdził się w sytuacji, gdy skóra na moich kostkach pękała, bolała i była bardzo sucha. Na początku używałam go codziennie, potem zmniejszyłam dawkę do kilku razy w tygodniu i w pozostałe dni stosowałam inne specyfiki. Pomógł mi pożegnać suche strupy i wiosną mogłam cieszyć się pięknymi stopami. Teraz problem znowu powrócił i testuję inny krem. Mam nadzieję, że sprawdzi się tak, jak ten z Lirene. Na pewno sięgnę po niego, gdy nic innego nie pomoże – kupię ponownie.
  • AA My intima, Odświeżający żel do higieny intymnej
Żel, który kupiłam przypadkiem. Potrzebowałam, wrzuciłam do kozyka nawet nie sprawdzając składu. Okazało się, że miał SLS i potrafiał mnie czasem podrażniać. Nie polecam. Więcej na jego temat nie mogę powiedzieć. Nie kupię ponownie’
  • Playboy Woman, Perfumy
Zapach ten miałam od bardzo dawna i postawiłam go w końcu zużyć. Nie przepadałam za nimi jakoś bardzo, wolę zdecydowanie świeższe perfumy. Opakowanie ładne, zapach utrzymuje się cały dzień, jednak ja nie kupię ich ponownie.
Gadżety
  • Carea, płatki kosmetyczne
Najlepsze i najtańsze płatki jakich miałam okazję używać. Zielona wersja jest lepsza, bo mniej się rozarstwia, ale ta też była okej. Co tu dużo mówić – kupię ponownie 😛
  • Bielenda Oczyszczająca maska peel – off
Maseczkę tą kupiłam na promocji w Rossmannie za około 2,6 zł. Jest fajna, nie wysusza i naprawdę ładnie schodzi z twarzy. Delikatnie oczyszcza, ale nie powiedziałabym, żeby był to jakiś spektakularny efekt. Ma bardzo ładny, ananasowy zapach. Myślę, że kupię ponownie.

Home decor

  • Bracka, świece o zapachu karmelu

W przeciwieństwie do trudkawkowych karmelków, o których opowiadałam Wam [TUTAJ] ta wersja pachniała zdecydowanie bardziej intensywnie. Zapach był słodki, ale nie mdły, przynajmniej mi się takie podobają 😛 Wypaliły się do samego dna, więc nie ma co narzekać, bo świece te byly naprawdę tanie (chyba około 6 złotych za zestaw, ja trafiłam wtedy na promocję -15%). Nie wiem czy kupię ponownie, bo mam jeszcze w zapasie kilka świec i wosków 😛

  • Yankee Candle, wosk Cotton Clean
Jeden z najłądniejszych zapachów od Yankee Candle jaki miałam. Pisałam o nim [TUTAJ]. Pachnie świeżo, czystym praniem, proszkiem i delikatnym płynem do płukania. Lubię takie zapachy, działają na mnie odprężająco. Zapach, który wydzielała ta mała tarteletka był średnio intensywny, ale mi to nie przeszkadzało. Nie wiem, czy kupię ponownie, bo mam naprawdę duże zapasy wosków i jeszcze tyle opcji to przetestowania 😛
Miałyście któryś z tych produktów? Wpadło Wam coś w oko? Lubicie projekty denko?
Pozdrawiam i miłego weekendu :3

[HAUL] Zakupy ostatnich tygodni + odpowiedź na pytanie co się stało z szablonem i dlaczego nie było mnie na blogu przez tak długi okres czasu

Hej!
Dawno mnie tu nie było i postawnowiłam opowiedzieć, przy okazji prezentowania tego, co kupiłam i dostałam, Wam o tym, co ostatnio się u mnie działo. A działo się dużo, bo i mnie, jak każdego studenta dopadła w końcu sesja. 3 egzaminy za mną, został jeszcze najgorszy – chemii, który odbędzie się w piątek za tydzień 😀 A potem – WA-KA-CJE, Bardzo mi ich brakuje, Ten tydzień mnie wykończył, żyłam w pernamentnym stresie o własny los. materiał mnie gonił, a choroba dopadła i jakoś w ogóle nie miałam ochoty się uczyć. Wyszło z tego, że do pisenego egzaminu uczyłam się 2 dni, do ustnego 3 godziny i 1 dzień do statystyki :p O dziwo wszystko poszło mi w miarę dobrze i nie mogę być na siebie bardzi zła.
Co do szablonu – chcieliśmy z Mateuszem zainstalować nowy, wszystko się popsuło, pokrzaczyło, kod wariował – trzeba było wrócić do podstaw, a nie mieliśmy czasu, żeby to wszystko naprawić. Mam nadzieję, że w weekend wszystko wróci do normy i będę mogła cieszyć się ładnymi widoczkami 😛
Nie przedłużam jednak i pokazuję, co ostatnio upolowałam. Nie ma tutaj ciuchów czy inncyh drobiazgów, bo ostatnio wymieniałam garderobę i jest tego po prostu za dużo. Może kiedyś uda mi sie przygotować jakiś OOTD :D. Jeśli jesteście ciekawi, co znowu złowiłam – zapraszam do czytania!

Na pierwszy ogień idą zakupy pochodzące ze Starej Mydlarni. Skończył mi się żel do wieczornego mycia buzi i postanowiłam tym razem sięgnąć po coś bardziej naturalnego. Wydaje mi się, że moja skóra może dobrze zareagować na taką zmianę, bo ostatnio stała się kapryśna i wymagająca. Mam pełno suchych skórek, wypruysków, zaskórników – stres, nieregularne sypianie i zbliżające się kobiece dni dały mi się porządnie we znaki. Poszperałam w internecie i znalazłam coś, co bardzo mnie zainteresowało, a od czego blogsfera huczy. Jest to mianowicie mydło Aleppo. Na początek wybrałam coś o niższym stężeniu, żeby sprawdzić jak będzie działało na moją skórę. Wybrałam więc mydło Aleppo z olejem z czarnuszki, który dodatkowo wspomaga w walkę z trądzkiem. Jego cena to 18 złotych. Muffinkę do kąpieli, którą widzicie na zdjęciu dostałam od Mateusza na prezent :3 Jest o zapachu szarlotki zakropionej rumem i posypanej cynamonem. Dół barwi wodę, góra peelinguje. Naprawdę fajny gadżet, raz na jakiś czas można po niego sięgnać 😀 

Niedawno zamawiałam również kilka produktów ze strony kosmetyki z Ameryki. Na zdjęciach powyżej widzicie szminkę Makeup Revolution #Liphug w odcieniu She’s up all night. Kolor niestety wyszedł przekłamany, na żywo nie jest ona aż tak neonowo-fuksjowa. Prezentuję się zdecydowanie delikatniej, jest kremowa, ma ładne opakowanie. Na ustach daje kremowy efekt, nie podkreśla suchych skórek. Wędruje do mojej mamy. Cena – 12 złotych.

Do koszyka wrzuciłam też mój ulubiony podkład Loreal True Match w odcieniu N1 Ivory. Pewnie zapytacie dlaczego nadal wybieram najjaśniejszy, przecież idzie lato 😛 Niestety stosuję maści z retinoidami i nie mogę się wystawiać na słońce – w innym wypadku nabawiłabym się przebarwień czy poparzeń słonecznych :C Zresztą, ja sie nie opalam, bladość jest fajna 😀 Świetny jest efekt, kiedyw chodzimy na plażę i jesteśmy tak biali, że promienie słoneczne się od nas odbijają xD Cena podkładu – 30 zł. Mogę dodać, że jest trochę jaśniejszy niż ten w polskich drogeriach stacjonarnych. Obok widzicie Rimmel Wake Me Up w odcieniu 100 Ivory. Dostałam się to klubu inspiratorem marki Rimmel i otrzymałam już swoją paczuszkę. Podkład jest niestety za ciemny, ale może spróbujęgo wymieszać z jaśniejszym i wtedy go zużyję. Ewentualnie oddam mamie, która jest ode mnie bardziej opalona 😛

Przy zamówieniu zdecydowałam się też na zakup maskary. Obecnie używam Clum Defy od Max Factora, wiec tym razem chciałam zmienić ją na jakąś inną. Wybór padł na sprawdzone Volume Million Lashes So Couture. Tusz do rzęs kosztował 30 złotych. Obok widzicie nową maskarę Rimmel Wake me up z ogórkiem 😀 Na razie miałam ją na oczach 2 razy, myślę, że będzie okej, jeśli trochę zgęstnieje – na razie jest zbyt rzadka i skleja rzęsy. Dostałam ją razem z podkładem w paczce inspiracji.

Postanowiłam również w końcu sięgnąć po olejki do pielęgnacji twarzy. Jak już wspomniałam na poczatku posta moja skóra jest teraz kapryśna, ciągle odwodniona i przesuszona, po nałożeniu podkładu niesamowicie szybko się przetłuszcza. Myślę, że oleje mogą pomóc mi w unormowaniu jej stanu, jeśli chodzi o działanie z zewnątrz. Oba olejki mają 50 mililitrów i pochodzą z firmy Nacomi. Jojoba kosztował 17 złotych, natomiast Tamanu 20 zł. W drogeriach widziałam je za około 10 zł więcej.

Zapytacie pewnie po co potrzebne mi 2 rozświetlacze. I to takie same. Niestety jeden spadł mi na ziemię – wypadło całe kółeczko, wsadziłam je do opakowania i wszytsko było okej, do momentu, w którym nie włożyłam go do kosmetyczki i nie chciałam przewieźć do domu. Wtedy rozkruszył się na drobny pyłek i nie było już mowy o ratowaniu go (duraline niestety nie posiadam, a roxświetlacz jest tańszy od tego produktu :P). Za niecałe 9 złotych kupiłam więc drugi Lovely Gold highlighter w Rossmannie.

Zdążyłam także zapisać się do klubu Pharmaceris i dostałam darmowe próbki kremów do cery trądzikowej. 10 saszetek – po 5 2 rodzajów kremów i 15 mililitrowa miniaturka kremu z 10% kwasem midałowym. To maleństwo wygląda naprawdę słodko 😀 Myślałam, że będzie to po prostu tubka, opakowanie jednak nie odbiega niczym od pełnowymiarowej wersji. No może oprócz wielkości 😛

Kolejnym prezentem, który dostalam od Mateusza są woski Yankee Candle. Mogłam wybrać 5 zapachów, zdecydowałam się więc na nowe kolekcje – letnią, w skład której wchodzą Tarte tatin, Pain au raisin i Cappucino truffle, oraz wakacyjną limitkę – Beach holiday i Wild sea grass. Każda tarteletka kosztowała 7 złotych. Woski zotały kupione stacjonarnie w Goodies.

Ostatnimi już kosmetykami są te kupione podczas szalonej środy w Super – Pharmie. Skusiłam się na kosmetyki do i po opalaniu, gdyż były one objete promocją -40%. Niedługo wyjeżdżam na wakacje i na pewno przydadzą się, żeby nie spłonąć w promieniach slońca, Wybrałam balsam z SPF 50+ z Bielendy bikini (ma zapach słodkich lodów, mniam :D), mleczko z filtrem 30 od Nivei oraz balsam SOS z pantenolem od firmy Soraya. Piłka plażowa była gratisem dołączonym do mleczka w sprayu. Za te 3 produkty zapłaciłam około 58 złotych. Miałam wrzucić do koszyka 300 mililitrowe tuby z La Roche Posay, ale 110 zlotych za wakacyjne kremy to troszkę za dużo jak na mój studencki budżet 😀 A rodziców naciągać nie lubię 😛
To by było na tyle. Mam nadzieję, że post Wam się podoba :3 Jestem dobrej myśli i jeśli mi się uda będę od dziś publikowała posty codziennie, max co 2 dni do końca czerwca. Trzymajcie kciuki za mnie i za wszystkich studentów piszących egzaminy w sesji letniej!
Znacie któreś z tych produktów? Polecacie jakieś zamienniki?
Pozdrawiam :3

[TAG] Selfie tag, czyli troszkę niewinnego egoizmu :P

Dawno nie pojawił się u nie żaden tag 😀 Postanowiłam to nadrobić, tym bardziej, że teraz pewnie więcej będzie takich postów o luźnych tematach, ponieważ sesja jest coraz bliżej, a mnie czekają dwa naprawdę trudne egzaminy. Czas więc się wziąć do nauki, jeśli cały semestr (ba, rok!) się leniuchowało 😛 Botaniki aż tak się nie boję, gorzej jest z chemią, bo katedra daje pytania dosłownie z kosmosu 😛 Ale nie ma co się przejmować na zapas – teraz czas popatrzeć na siebie, zastanowić się i odpowiedzieć na te ciekawe pytania 😀 Zapraszam!


1. Jaka jest twoja najlepsza cecha fizyczna?
Chyba nie potrafię wybrać jednej, ale nie dlatego, że jestem próżna (widzę w swoim wyglądzie więcej wad, niż zalet, no no :C). Bardzo podobają mi się moje dłonie, bo mam długie i chude palce – w dzieciństwie często mi mówiono, że zostanę pianistką 😛 Drugą częścią ciała, którą lubię są ust – nie za duże, nie za małe, za to o ładnym kształcie 😀 Nie bez powodu wolę podkreślać je zamiast oczu 🙂
2. Gdybyś mógł odwiedzić jakiekolwiek miejsce na ziemi to gdzie byś pojechał i dlaczego tam?
Moim marzeniem jest zdecydowanie Japonia 😀 Bardzo podoba mi się ta kultura, jest tak odmienna od naszej, że czasem nam, Europejczykom, się to w głowie nie mieści. Już widzę te spacery w parku pod kwitnącymi „Sakura trees”. W końcu Japonia nazywana jest krajem kwitnącej wiśni, nie mogłoby zabraknąć tego w planie. Naturalna pielęgnacja, cosplay, nowinki techniczne, wulkan Fuji, kimona, historie o gejszach Długo by tak wymieniać 😀
3. Co potrzebujesz żeby poczuć się lepiej gdy jesteś chory?
Ciepła herbatka z cytryną albo sokiem malinowym, duuużo słodyczy, ciepłego łóżka, koca i dobrej ksiażki. Do tego pakietu należy doliczyć jeszcze ciepłe skarpetki i częste przytulanie 😀 Zawsze jestem marudna, ale jeśli połączyć to z chorobą to wychodzi mieszanka wybuchowa 😀 Zazwyczaj nie rozstawiam nikogo po kątach, a chorując – udaję, że nic mi nie jest. Musi mnie dopaść coś naprawdę strasznego, żebym położyła się ot tak 😛
4. Jaką jedną poradę dałbyś młodzieży i dlaczego?
Myślę, że „starym prykiem” jeszcze nie jestem i sama zaliczam się do grona młodzieży. Co mogę powiedzieć – nie spieszcie się tak! Ja mam prawie 20 lat na karku a nadal czuję się dzieckiem, bardzo tęsknię za rodzicami, czasem płaczę jak czegoś nie dostanę 😛 Nie jest mi śpieszno do skończenia studiów, macierzyństwa, pójścia do łóżka (SIC! – ?) czy ślubu. Nie jestem jeszcze na tyle dojrzała, żeby pójść w 100% na swoje. Wy też dajcie sobie trochę luzu – w gimnazjum myślcie i spotkaniach z koleżankami, czy piątkowej klasówce a nie „jak to by było gdybym miała chłopaka – no przecież wszystkie moje koleżanki mają!” – i na to przyjdzie czas 😀
Wyszło teraz z tego coś dziwnego, bez ładu i składu, ale mam nadzieję, że przekaż zostanie zrozumiany 😛
5. Jak myślisz jakim zwierzęciem byłeś/mógłbyś być w swoim poprzednim wcieleniu ?
Zdecydowanie kot! Maruda, introwertyk, troszeczkę egoista i do tego chodzi własnymi ścieżkami, czasem z przerostem ego i ambicji – zgadza się prawie w 100% 😀 Dodać czyścioch, głodomor i chętny do drapania za uszkiem – cała ja 😀
6. Gdybyś mógł cofnąć się w czasie co byś zmienił?
Chyba nie chciałabym nic zmieniać, bo przez to moje życie mogłoby potoczyć się inaczej. Może tylko wbiłabym sobie do mózgu w 3 klasie ogólniaka, żeby się uczyć 😛 Wtedy nie musiałabym poprawiać matury. Ogólnie rzecz biorąc jestem zdania, że nie powinno się chcieć zmieniać przeszłości, ciągle rozpamiętywać. Powinniśmy patrzeć na to, co jest tu i teraz, oraz na to, co czeka nas w niedalekiej przyszłości.
7. Co robisz dla rozrywki w weekendy?
Czytam książki, gram w gry, oglądam mnóstwo filmów na YT. Często decyduję się też na pójście na spacer czy do sklepów. W weekendy przeważnie robię też sobie małe SPA – robię porządem z paznokciami, nakładam maseczkę i staram się zrelaksować 😀
8. Co denerwuje Cię w miejscu gdzie pracujesz?
Na razie nie pracuję, ale studiuję. Co mnie denerwuje?  Najbardziej chyba fakt, że mimo świadomości, że niezależnie od noty na dyplomie i tak znajdziemy pracę, ludzie są tak zawistni, że nie potrafią się podzielić z innymi, pomóc sobie wzajemnie. Co gorsze – kiedy TY im nie pomożesz potrafią szybko rzucić się do gardła. Nie lubię też pewnego podziału na „biednych” i „bogatych”. Niestety da się to czasem zauważyć :C
9. Nie mogę żyć bez _______.
Bardzo ciężkie pytanie, bo jak na mój gust – zbyt ogólne. Nie potrafię wymienić jednej rzeczy bez której nie mogłabym żyć. Ale na najwyższym miejscu stoi chyba u mnie rodzina. Nie potrfiłabym żyć w próżni, bez bliskich mi osób. Mateusza też traktuję już jako rodzinę. To oni dają mi siłę do działania, motywują mnie, pokazują jak bardzo we mnie wierzą. Dzięki nim myślę, że mogę osiągnąć każdy szczyt, każdy cel jaki sobie postawię.
10. Jakbyś mógł mieć jedną super moc w swoim życiu to jaka by to była super moc?
A tutaj zagnę pomysłodawcę pytania, dżinów i złote rybki 😀 Chciałabym mieć moc posiadania wszystkich wymarzonych mocy! 😀 Zawsze jak oglądałam bajki w dzieciństwie to denerwowałam się, że przy wypowiadaniu życzeń nikt nie pomyśli, żeby poprosić o nieskończoną ich ilość 😀 Nie wiem czy to dozwolone, ale raz się żyje. Jeśli jednak miałabym wymienić moce, które najbardziej mnie ciekawią, to np. możliwość teleportacji, uzdrawiania, posiadania w jednej chwili wiedzy na dany temat 😀 Nie wiem czy coś jeszcze 😀 Może jeszcze fakt, że nie musiałabym spać 😛
To by było na tyle, mam nadzieję, że udało mi się kreatywnie podejść do tematu i spodobają się Wam moje odpowiedzi. Jutro szykuję dla Was niespodziankę, mam nadzieję, że będziecie zadowoleni!



Podoba Wam się ten tag? Która odpowiedź najbardziej Was zaciekawiła?

[RECENZJE] Korektor Catrice Camouflage Cream

Hej!
Przez wyjazd do domu moja regularość w pisaniu postów troszeczkę kuleje. Staram się jednak zrehabilitować i planowo, w niedzielę, piszę dla Was co u mnie nowego 😀 [EDIT – w niedzielę abrali prąd, wczoraj wracałam do Bydgoszczy i jakoś tak wyszło :P] Dziś porozmawiamy sobie o korektorze z Catrice, który stał się moim ulubieńcem w kwestii maskowania przebarwień i wyprysków, które u mnie pojawiają się ostatnio nazbyt często. Zdradziłam Wam już jednak rąbka tajemnicy o mojej opinii o nim, więc bez przedłużania zapraszam na moją recenzję korektora Catrice Camouflage Cream.

Kamuflaż: kremowa i matowa konsystencja korektora gwarantuje wysokie krycie maskując wszystkie niedoskonałości cery, cienie pod oczami oraz przebarwienia. 
Cena moim zdaniem odpowiednia do jakości. Za słoiczek zapłacimy około 13 złotych, czyli cenę sugerowaną przez producenta. Można go również znaleźć na promocji i wtedy oferta będzie jeszcze korzystniejsza. Ja kupiłam go w regularnej cenie i nie żałuję, bo moim zdaniem jest ona i tak dość niska.
Konsystencja tego korektora jest bardzo kremowa. Produkt wygląda i zachowuje się jak masełko – po rozgrzaniu w palcach jest bardziej „plastyczny” i łatwiej z nim wtedy pracować. Dzięki takiej konsystencji kosmetyk ten ma tak dobre kryciem. Delikatną skorę może wysuszać, ale na pewno nie wystapi to u każdego.
Gdy ten korektor wychodził na rynek ciągle mogliśmy zauważyć jego deficyt. Teraz nie ma co narzekać, dostępny jest tam, gdzie są szady Catrice ( Natura, Hebe), a także w wielu internetowych sklepach. Najciężej dostać jest najjaśniejszy odcień, czyli ten, który posiadam ja. Kupowałam go już 2 razy i jeszcze nie spotkałam się z sytuacją, żeby go brakowało, może mam szczęście 😛
Najpierw zajmiemy się kwestią wydajności. Kosmetyk ten chyba nigdy mi się nie skończy 😛 Wystarcy go naprawdę niewiele, żeby przykryć niedoskonałości czy przebarwienia. Na zdjęciu wyżej widzicie około 4 miesięczne zużycie – nie udało mi się „wyskubać” nawet połowy tego małego opakowania.
Co do trwałości – również nie mam jej nic do zarzucenia. Korektor utrzymuje się u mnie cały dzień, czasem ma z tym problemy w newralgicznych miejscach, takich jak np. broda, gdyż ja często podpieram się czy dotykam twarzy w tym obszarze. Na policzkach trzyma się od rana do wieczora.
Jest to, jak dla mnie, jeden z najmocniej napigmentowanych korektorów, czy kamuflaży, jakie miałam lokazję testować. Przykrywa blizny, przebarwienia, różne niedoskonałości bez większych problemów. Niekiedy mam tylko problem z „wylkanami”, ale wtedy to nic nie pomaga 😛
Mały, czarny słoiczek, który mieści w sobie 3 gramy produktu. Jest odkręcany, spadł mi już kilka razy i na szczęście nic się z nim nie stało. Słoiczek ma dość dużą średnicę, więc wydobywanie z niego produktu będzie łatwe nawet dla osób z dłuższymi paznokciami.
Zamaskowałam pieprzyk na ręce. Widzicie coś? 😛
Jak na razie jest to jeden z najlepszych korektorów, jakie w swojej kolekcji miałam. Kryje niedoskonałości, czy nawet cienie pod oczami nie wysuszając ich przy tym zbytnio. Wiadomo – podkreśla suche skórki, gdyż ma ciężką konsystencję, ale stosuję go zazwyczaj tam, gdzie ten problem nie występuje. Kiedyś stosowałam go pod oczy, dobrze przyktywał sińce, które towarzyszą mi od dawna, nie podrażniając delikatnej skóry. Nie roluje się, nie zapycha, dobrze współpracuje z większością podkładów. Jego pigmentacja jest naprawdę dobra, jest tani i wydajny – czego chcieć więcej? 😛 Dostępny jest w 3 odcieniach, ja mam ten najjaśniejszy i mimo tego, że jestem blada jak ściana, stapia się z kolore mojej skóry. Brakuje w nim różowych tonów, z czego bardzo się cieszę, bo nie podkreśla dodatkowo zaczerwienień.
Na pewno kupię ponownie, chyba że jakaś firma wypuści coś lepszego. Poprzedni słoiczek zużyłam na połowę z mamą, ten jest drugi i dokąd będę miała problem z trądzikiem na pewno znajdzie sobie miejsce w moich zbiorach.
Testowałyście ten kosmetyk? Lubicie? Potrzebujecie takich mocnych korektorów?
Pozdrawiam i obiecuję powrót do systematyczności 😛