Uncategorized

[HAUL] IKEA i Rossmann :D

10 maja 2015
Hej!
Przyszedł czas na to, żeby pokazać Wam co kupiłam podczas ostatniego pobytu majówkowego w Warszawie i co wpadło do koszyka podczas promocji -49% w Rossmannie 😀 Post będzie dość obszerny, bo ja jak zwykle nakupowałam milion rzeczy mimo posiadania listy a potem miałam moralnego kaca. Nie rozumiem tego do końca, jak żyć z takim nałogiem 😛 A prawdę mówiąc – nadprogramowo kupiłam niewiele rzeczy, ale o tym się zaraz przekonacie 😀 Jeśli jesteście ciekawi, na co wydałam większość kieszonkowego zapraszam do czytania i oglądania 😛

W IKEI z Mateuszem nie mogliśmy znaleźć nic interesującego, więc nasze zakupy na pewno nie zasługują na miano bardzo ciekawych 😛 Wzięliśmy drobiazgi, które moglyby przydać się w mieszkaniu, a których nie kupiliśmy jeszcze na miejscu, bo IKEI w Bydgoszczy niestety nie ma, a my po sklepach meblowych czy z innego rodzaju wyposażeniem często się nie poruszamy 😛 Na zdjęciu powyżej widzicie słomki SOMMARFINT, które były w dwóch wersjach kolorystycznych i kosztowały 3,99 złotego. Zdecydowaliśmy się na wersję ze słomkami w kolorach: błękitnym, różowym, czerwonym i żółtym. Słomki mają dość dużą śednicę i nie mają miejsca do ich „łamania” czy zaginania. Na lato jak znalazł, idealne do zimnych napojów i koktajli 😀

Drugą rzeczą w podobnym, letnim klimacie są pojemniczki do zamrażania własnych lodów. Chciałam kupić podobne w Tesco, które pod względem wizualnym były 1000 razy ładniejsze, ale niestety i większe – mamy mały zamrażalnik i nie wygospodarowalibyśmy tyle miejsca żeby je tam postawić. Pojemniki równnież dostępne w dwóch wersjach kolorystycznych, my sięgnęliśmy po różowo- żółtą, bo ta druga była strasznie ponura. Cena tych foremek to 9,99, a nazwa CHOSIGT.

Kolejną rzeczą są miarki, które w mojej kuchni są przedmiotem niezbędnym. Lubię piec ciasta, robić różne desery, a jednak szczypta dla każdego oznacza co innego – w moim wypadku często zdarza mi się przesadzać i potem wychodzą jakieś zakalce, albo cynamoneczniki zamiast jabłecznika 😀 Miałam już takie, ale zostawiłam w domu, brat używa ich przy sporządzaniu „koktajli na masę” 😀 Łyżeczki kosztowały 2,99 zł, więc naprawdę niewiele, a są pomocne przy pichceniu różnego rodzaji potraw 😀

Może to cud, ale skusiłam się tylko na jedną świecę – nie było zbyt wielu nowych zapachów, a ja nie chciałam kupować trójpaków, bo i tak mam dużo wosków do odpalenia 😀 Żeby jednak nie wyjść z niczym i nie zapomnieć o radycji (zawsze jak jestemw  IKEI kupuję świece :P) wybrałam tą o zapachu letnich owoców 😀 Kosztowała 1,99 zł i nazywa się OMTALAD.

Przedostatnią już rzeczą jest wazon, bo brakowało mi w mieszkaniu czegoś, do czego mogłabtm wstawiać świeże kwiaty. Wybrałam taki o prostym kształcie, bo ten najbardziej pasował do wystroju mieszkania. Nie był drogi, bo kosztował 9,99, a wykonany jest z dość grubego szkła, więc mam nadzieję, ze trochę mi posłuży. Jego nazwa to REKTANGEL 😀

Ostatni przedmiot, to raczej gadżet niż planowany zakup 😀 Po wizycie w IKEI planowaliśmy jeszcze pojechać do Warszawy, a gdzieś zakupy zapakować było trzeba 😀 Zwykła torebka, która leżala przy kasie, z kartą IKEA Family kosztowała 4,99 i przyda się na codzienne zakupy w spożywczaku 😀 
Jeśli chodzi o rzeczy do domu to by było na tyle 😀 Przejdziemy teraz do rzeczy z Rossmanna, a tych jest duuużo więcej. Mam nadzieję, że nie uznacie mnie za osobę niezrównoważoną psychicznie 😛 Ostatnio prawie w ogóle nie kupiłam kosmetyków, moje zapasy są bliskie 0 i jestem z siebie dumna 😀 Z promocji skorzystać musiałam, uzupełniłam braki, kupiłam trochę zachcianek, a i tak w mojej kosmetyczce zaszła czystka i pozbyłam się trochę kolorówki – część poszła do mamy, część oddam komuś innemu bo i tak z wszytskich rzeczy nie korzystam – mam kilka nietrafionych komsetyków a nie chcę żeby się zmarnowały. Bez przedłużania jednak przejdę do przedstawienia na co zdecydowałam się podczas trwania promocji.

Jak sami wiecie promocja byłą podzielona na 3 części – najpierw objętę były nią produkty do makijaży twarzy, potem oczu a na końcu kosmetyki do ust i paznokci. Ja przed całym wydarzeniem miałam przygotowaną listę z potencjalnymi zakupami, ale sama do końca nie wiedziałam na co powinnam się zdecydować. Dlatego wyszło jak wyszło, wszystko przez Oliwię, bo nadprogramowo wyciągała mnie do Rossmanna a ja z pustą reką wyjść nie mogłam, skoro na półkach tyle ładnych rzeczy 😛

Jeśli chodzi o produkty do twarzy, to tutaj naprawdę skromnie 😀 Dla mamy kupiłam podkład Max Factor Ageless Elixir w  kolorze Beige 55, kosztował 35,18 zł i puder sypki Bourjois za 31,1 zł. Wybrałam ten w odcieniu peach, czyli delikatnie żółtym. Dla siebie natomiast kupiłam 2 róże, bo paleta z Makeup Revolution leci do mamy – ja z niej nie korzystam i szkoda, żeby się zmarnowała. Wypiekany róż z Bourjois to must have, zdecydowałam się na odciń 34 Rose D’or i zapłaciłam za niego 26,01 zł. Drugi, również polecany na wielu blogach to Dream Touch Blush z Maybelline w bardzo naturalnym odcieniu 05. Ostanio miałam ochotę wypróbować kremowyc kosmetyków i ten od pierwszego użycia przypadł mi do gustu.

Jeśli chodzi o drugą część promocji to tutaj zdecydowałam się na więcej produktów, aczkolwiek w niższej cenie. Tym razem dla mamy wybrałam lubiany przed nas tusz Loreal Volume Milion Lashes w podstawowej wersji. Jego cena to 31,11 zł, więc taniej niż zamawiamy go przez internet. Odżywka Long 4 Lashes również była objęta promocją i ze względu na to, że sprawdza sie u mnie postanowiłam ją sprezentować i mamie. Na promocji kosztowała 40,79 zł, więc naprawdę taniej niż w wielu dostępnych mi sklepach. Sobie wybrałam bazę pod cienie Wibo za 5,09 zl, bo moja z Paese już dogorywa 😛 Nie szukałam niczego drogiego, bo cienie u mnie naprawdę rzadko wchodzą w rachubę. Do koszyka wrzuciłam też 2 tusze do brwi, bo mam dlugie włoski i takie produkty mnie ciekawiły 😀 Pierwsza po lewej to maskara od Wibo – eyebrow stylist, zdecydowanie tańsza, bo za jedyne 4,83 zł. Na razie mogę o niej powiedzieć tylko tyle, że dobrze utrzymuje włoski w ryzach i ma świetny, popielaty kolor bez rudych tonów. Druga natomoast pochodzi z szafy Loreal i jest to Brow Artist Plumper w kolorze medium/dark. Na początku miałam wziąć transparentną, ale się rozmyśliłam. Jak na razie będzie leżeć nieużywana, bo najpierw chcę wykończyć tą z Wibo. Ta była droższa i kosztowała 18,35 zł. Kolejnym produktem do oczy jest cielista kredka od Max Faxtora na linię wodną w odcieniu 090 natural glaze. Nie mogłam znaleźć takiej, której kolor nie przypominałby korektora, biała natomiast wygląda u mnie nienaturalnie. Zapłaciłam za nią 15,3 zł. Ostatnim kosmetykiem z te kategorii jest eyeliner Wibo, który już miałam i bardzo go lubiłam. W promocji dorwałam go za zawrotną cenę 3,77 zl 😛

Jeśli chodzi o lakiery początkowo zdecydowałam się jedynie na 2 z Wibo, ale przy kolejnej wizycie w Rossmannie nie mogłam się oprzeć kolejnym 3 😛 Takie życie kobiety sroki 😀 Nie chcę jednak dalej się dobijać i duszę w sobie resztki kaca moralnego. Błękit to Wibo granite summer nr 5 i jest to coś w rodzaju lakieru piaskowego, kosztował 3,87. Kolejny z Wibo pochodzi z kolekcji Hello summer i ma przepiękny, różowy – brzoskwionowy kolor. Jego numer to 2, a cena 3,05 zł. Różowy ze środka jest z Rimmela i jest to nr 262 Ring a ring o’roses. Był tańszy niże jego bracia, a jego cena wynosiła 5,61 zł. Jak najbardziej letni kolor 😀 Kolejne 2 może letnie nie są, ale brakowało mi ciemniejszych odcieni.  Ten jaśniejszy to 411 Nacy seal, a grafitowy – 711 Punk rock. Słyszałam na ich temat wiele pozytywnych opinii i mam nadzieję, że u mnie sprawdzą się równie dobrze 😀 Oba kosztowały 9,17 zł.

Ostatnia już kategoria, a zarazem moja ulubiona. Mimo to szału nie ma, sama jestem w szoku 😀 Mateusz namawia mnie na jeszcze 2 pomadki Rouge edition velvet, ale ja dzielnie się opieram 😛 Do koszyka wpadła właśnie wspomniana pomadka Bourjois rouge edition velvet w kolorze 10 – Don’t pink of it. Mam deficyt nudziakowych kolorów, więc ta musiała być moja. Jestem z niej bardzo zadowolona, na pewno pojawi się na blogu recenzja. Jej cena to 26,01 zł, więc naprawdę niemało. Kolejny matowy błyszczyk ze zdjęcia pochodzi z Lovely – extra lasting w nr 2. Kosztował 4,48 zł, więc w porównaniu do poprzednika naprawdę grosze 😛 Zdecydowałam się też na 2 konturówki z Lovely – perfect line, jedną w kolorze fuksji (nr 2), druga to zgaszony róż (nr 1). Są miękkie i fajnie się z nimi pracuje. Ich cena to 3,05 zł. Ostatnią już rzeczą jest pomadka ochronna z Perfecty, której mialam miętową wersję zapachową i którą zabrała mi mama (tak jej się spodobała :P). Z racji tego, że mam miętowe balmi wybrałam tą o zapachu granata i borówki 😀 Również była objęta promocją i kosztowała 7,64 zł.
Jak widzicie, zakupów jest naprawdę sporo. Znowu mam zakaz na kupowanie kosmetyków, dokupię tylko coś do mycia twarzy, bo emulsja z Rossmanna jest na wykończeniu. Rodzice pewnie sobie myślą – syn jest tańszy 😛 Sama twierdzę, że trochę przesadziłam, ale czasu nie da się cofnąć :c
Wy też zaszalałyście? Coś przyciągnęło Waszą uwagę?
Pozdrawiam :3

Spodoba Ci się także: