[WŁOSOWA AKTUALIZACJA] 4 miesiące po keratynowym prostowaniu włosów / Kwiecień '15

Hej!
Jest koniec miesiąca a więc nadszedł czas na kolejną włosową aktualizację. Wydaje mi się, że niewiele się u mnie zmieniło, no może poza tym, że włosy rosną w zastraszajacym tempie i mam na głowie milion nowych baby hair, z czego jestem niesamowicie zadowolona 😀 Włosy też mniej wypadają, co nie oznacza, że wypada ich mało :C Zauważyłam jednak poprawę, więc nie ma co narzekać 😀 Wlosy nie sprawiają mi problemów, chociaż ostatnio pojawił się na mojej głowie łupież, ale było to spowodowane zmianą wody – skóra łuszczy mi się wtedy z całego ciała ;__; Raz w miesiącu umyłam włosy szamponem z SLS. Końce są w dobrym stanie, aczkolwiek na pojedynczych włoskach można zauwazyć te rozdwojone. Włosy planuję ściąć już przed samymi wakacjami, czyli pod koniec czerwca, bo teraz nie mam jak – nie wracam na dłuższy okres czasu do domu :C W kwietniu zdażało mi się niestety częściej sięgać po suszarkę, a tak jak już wiecie, nie ma ona chłodnego nawiewu co spowodowało delikatne przsuszenie końców, z którym już się uporałam. W tym miesiacu olejowałam włosy zdecydowanie rzadziej i troche tego żałuję, ale nie miałam kiedy tego robić, bo po zajęciach wracałam późno i nie było kiedy trzymać kosmetyków na włosach. Mam nadzieję, że uda mi się to nadrobić :3

Bez flesza.

Niżej znajdziecie spis kosmetyków, których używałam.

Szampony – Alterra, różne rodzaje, Farmona Czarna rzepa do jednorazowego oczyszczenia włosów.

Odżwyki – Biovax Keratyna + Jedwab – odżywka bez spłukiwania

Maski – Suflet Dove Oxygen & Moisture, Biovax Orchid – białe trufle i orchidea, Serical Crema al Latte,  Kallos Color, Kallos Keratin (oczywiście na zmianę :P)

Oleje – Olej kokosowy i Alterra papaja i migdał

Wcierki – Jantar, Joanna rzepa


Inne – Tangle Teezer, szczotka z naturalnego włosia, gumki Invisibooble

Z fleszem.

Co sądzicie o stanie moich włosów? Ja nie mogę się już doczekać kiedy będę miała naturalny kolor na całej długości 😛
Pozdrawiam :3

PHARMACERIS A | LEKKI KREM GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCY – IDEALNY DO ODWODNIONEJ, MIESZANEJ SKÓRY?

PHARMACERIS A | LEKKI KREM GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCY recenzja
Hej!
Post miał być o 9.00, ale pojechałam rowerem do centrum i jakoś mi nie wyszło 😛 Kawałek do galerii mam, a już dzisiaj chciałam skreślić z mojej listy kilka komsmetyków z Rossmanna. Udało mi się kupić to co chciałam i nie zaszaleć – wyszłam tylko z tym, co zamierzałam i jest to prawdziwy cud 😀 Relacja będzie, ale dopiero na sam koniec, bo nie chcę robić 3 oddzielnych hauli 😀 
Dziś przygotowałam dla Was post o kremie, który kupiłam za poleceniem Panny Joanny i okazał się u mnie naprawdę jednym z ulubionych kosmetyków. Jesteście ciekawi co sądzę o lekkim kremie głęboko nawilżającym z Pharmaceris A? Zapraszam więc do czytania 😀

Obietnice producenta

 
Krem do codziennej pielęgnacji skóry nadwrażliwej, podatnej na alergię, z tendencją do odwodnienia i przesuszenia.
Krem długotrwale nawilża, wygładza oraz przywraca skórze miękkość i elastyczność. Wyselekcjonowane substancje nawilżająco-odżywcze (zielona alga, Glucam®, ekstrakt z trawy azjatyckiej, wosk z oliwek) wzmacniają płaszcz hydrolipidowy skóry. Skutecznie chronią przed odwodnieniem oraz przesuszeniem naskórka w wyniku działania niekorzystnych czynników zewnętrznych. Zawarte filtry UV chronią skórę przed fotostarzeniem. Zaawansowane naukowo, innowacyjne formuły Immuno – Prebiotic oraz Leukine – Barrier ukierunkowane są na regulację systemu immunologicznego skóry i łagodzenie podrażnień. Stymulują wzrost ochronnej, fizjologicznej mikroflory naskórka, zmniejszając nadwrażliwość skóry. Aktywnie zapobiegają podrażnieniom, zaczerwienieniom, świądowi oraz pieczeniu, wpływając na zdrowy wygląd i stan skóry.

Opakowanie

Krem zapakowany jest w estetyczny kartonik, na którym możemy znaleźć wszystkie interesujące nas informacje dotyczące tego produktu.  W środku natomiast mamy 50 mililitrowe opakowanie z pompką typu airless, co ja osobiście w kosmetykach tego typu uwielbiam – zużywamy go do końca, nic się nie marnuje, a dodatkowo nic nie dostaje się do środa – jest to więc higieniczne i ekonomiczne rozwiązanie. Etykietki są przejrzyste, wersja kolorystyczna mi się podoba 😀 Co do pompki – nie zacina się, można dzięki niej zaaplikować na dłoń tyle produktu, ile chcemy. Ciekawe w tym opakowaniu jest również to, że możemy zdjąć dolną pokrywkę z „tubki” i zobaczyć w którym miejscu znajduje się prawdziwe dno 😀 Pozwala to oszacować ile jeszcze kremu nam pozostało 😀

PHARMACERIS A | LEKKI KREM GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCY recenzja 1

Konsystencja

Konsystencja kremu jest lekka, ale przy tym odczuwalnie mocno nawilżąjąca. Nie wchłania się od do matu, zostawia tłustawą powłoczkę, która jednak nie przeszkadza przy aplikacji podkładu. Po twarzy sunie lekko, nie miałam problemów z nakładaniem go na buzię. Jest koloru białego i nie wyczuwam zapachu po posmarowaniu nim skóry.

Dostępność

Krem jest dość dobrze dostępny. Na pewno kupimy go w większości aptek, w Super Pharm, Hebe czy w wielu sklepach i aptekach internetowych. Nie ma więc problemu z jego kupnem.

PHARMACERIS A | LEKKI KREM GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCY recenzja 2

Cena

Regularna cena tego kremu to około 32-37 złotych,  ja natomiast kupiłam go na promocji za 26. Nie jest to więc bardzo dużo w porównaniu np. z kosmetykami LRP czy Biodermy. Moim zdaniem cena adekwatna do jakości i wydajności tego produktu.

PHARMACERIS A | LEKKI KREM GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCY recenzja 3

Wydajność

Tutaj ten produkt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Mam go już trzeci miesiąc i jeszcze troszkę go zostało – myślę że na 1,5 tygodnia spokojnie wystarczy 😀 Już dawno nie miałam tak wydajnego kremu. Wydaje mi się, że tą właściwość zawdzięcza on swojej konsystencji. W każdym bądź razie – duży plus za tę własność 😀

Skład

Aqua, Glycerin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, C12-15 Alkyl Benzoate, Ethylhexyl Triazone, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Dicaprylyl Ether, Di-C12-13 Alkyl Tartrate, Isopropyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Methyl Gluceth-20, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Cetyl Alcohol, 1,2-Hexanediol, Butylene Glycol, Imperata Cylindrica roqt Extract, Hydrogenated Olive Oil Decyl Esters, Sodium Polyacrylate, Acrylates/ C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Ethylhexylglycerin, Allantoin, Triethanolamine, Caprylic/Capric Triglyceride, PEG-8, Codium Tomentosum Extract, Carbomer, Inulin, Laminaria Ochroleuca Extract, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Phenoxyethanol.
Skupię się na kilku pierwszych składnikach, bo to one najbardziej działają w tym kremie oraz wspomnę o kilku ciekawszych ekstraktach. Na początku mamy glicerynę, która działa nawilżająco, ale słyszałam,  że u niektórych powoduje jednak lekki trądzik kosmetyczny (grudki), u mnie zaostrzenie trądziku nie nastąpiło. Dalej Ethylhexyl Methoxycinnamate, czyli filtr chroniący skórę przed promieniowaniem UV oraz sam kosmetyk i jego jakość po wystawieniu na słońce [Edit – nie podoba mi się, jest filtrem przenikającym]. Kolejny składnik to Alkyl Benzoate – natłuszcza i wygładza powierzchnię skóry, Ethylhexyl Triazone to kolejny filtr UV. Co do ciekawszych ekstraktów mamy tu botaniczny czynnik nawilżający, alantoinę, i ekstrakt z algi, która jest bogata w sole mineralne. Skład więc może i nie powala, ale na pewno nie jest zły. Plus za brak parafiny, którą obecnie producenci faszerują wiele kosmetyków.

PHARMACERIS A | LEKKI KREM GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCY recenzja 4

Moja opinia

Ja ten krem bardzo polubiłam. Używałam i używam z przyjemnością, dzięki niemu suche skórki pojawiają się zdecydowanie rzadziej. Moja skóra jest po nim gładka, nie powoduje wysypu czy zapychania i powstawania większej ilości zaskórników. Jest wydajny i niedrogi, ma świetne opakowanie i pomaga mi w walce z odwodnieniem skóry. Więcej chyba dodawać nie muszę 😀 Jak dla mnie krem bardzo dobry 😀


Czy kupię ponownie?

Mam jeszcze długą listę kosmetyków, które chciałabym przetestować, więc pewnie nieprędko ponownie do mnie trafi. Jednak w momentach, gdy będę potrzebowała czegoś sprawdzonego lub nie będę mogła się zdecydować, na pewno do niego wrócę. Nie jest idealny, ale u mnie się sprawdzał.
PHARMACERIS A | LEKKI KREM GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCY recenzja 5



Miałyście? Też macie taki problem ze znalezieniem dobrego kremu?

Pozdrawiam :3

[KUCHENNE NACZOLUCJE] Zdrowe i smaczne chipsy z jarmużu!

Hej!
Zapraszam Was dziś do mojej kuchni 😀 Mam nadzieję, że uda mi się takie posty pokazywać Wam częściej, bo bardzo lubię gotować i mam na to naprawdę dużo pomysłów 😀 Dziś przepis na coś zdrowego, ale smacznego, coś co pomoże Wam zrezygnować z tuczących przekąsek 😀 Jest to coś prostego do wykonania i niezbyt czasochłonnego, dlatego sprawdzi się nawet wtedy, kiedy pojawią się u nas niespodziewani goście 😀 Mowa oczywiście o chipsach z jarmużu. Jesli jesteście ciekawi jaki ja mam na nie pomysł zapraszam do czytnania i oglądania zdjęć!

Składniki:

  • Dowolona odmiana jarmużu w dowolnej ilości (Ja kupiłam wielką pakę za 5 złotych w Biedronce. Jest dostępny tam, gdzie pakowane mixy sałatek, szczypiorek czy pieczarki.)
  • Sól
  • Tłuszcz (Może to być np. olej kokosowy, ryżowy, albo łatwo dostępna oliwa z oliwek.)
  • Wybrane przez siebie przyprawy, aby nadać chipsom smaku (U mnie jest to papryka słodka, ostra i bazylia.)

Sposób przygotowania:

  1. Jarmuż myjemy i kroimi liście na wygodne do chrupania kawałki – pamiętamy o odcięciu twardej łodygi, a co do wielkości – możecie to robić według uznania. Ja na początku kroiłam jarmuż, ale długo mi z tym schodziło, więc deliktanie porwałam listki na mniejsze części.
  2. Liście delikatnie smarujemy wybranym olejem (u mnie oliwa z oliwek z czosnkiem) i posypujemy ulubionymi przyprawami. UWAGA! Nie dajcie ich zbyt dużo, bo ja przedobrzyłam i chipsy wyszło mocno ostre, wręcz gorzkie, na szczęście za drugim podejściem smak był idealny 😀
  3. Przygotowane liście rozkładamy na blaszcze przykrytej papierem i wstawiamy do piekarnika.
  4. Chipsy pieczemy około 4-7 minut w temperaturze 150 stopni, jeśli mamy termoobieg. Jeśli nie, temperaturę możemy podkręcić do 180 stopni.
  5. Należy pamiętać o tym i uważać, bo jarmuż szybko brązowieje i przypala się. Warto czasem zajrzeć do pieca – np. co 2 minuty.

To by było na tyle – przepis łatwy, prosty i przyjemny w wykonaniu 😀 Jeśli miałabym dać Wam na koniec dobrą radę – postarjcie się, aby fragmenciki liści były mniej więcej jednakowej wielkości, bo w innym wypakdu będą nierówno się spiekać i po wyciągnięciu z piekarnika jedne będą przypalone a drugie niezbyt chrupkie. Mam nadzieję, że przepis Wam się spodoba a cała seria dobrze się przyjmie na blogu 😀 Koniecznie dajcie znać, czy próbowałyście wykombinować coś podobnego!

Podoba się Wam ta seria? Chcecie żebym ją kontynuowała? Lubicie zdrowe przekąski? Próbowałyście?

Pozrdrawiam :3

Miesiąc po rozpoczęciu kuracji Long 4 Lashes.

Hej!
Dziś post krótki, bo ja jutro mam kolokwium a do tego dzisiaj wybieram się do ogrodu roślin leczniczych i kosmetycznych na 3 godziny, bo razem z grupą musimy wypracować to jako dodatkowe zajęcia z botaniki. Spotkania będą 3, więc wypada jedno na miesiąc, co nie jest takim złym wynikiem. Jakby tego było mało wieczorem muszę iść na spotkanie nowych czlonków Młodej Farmacji, chociaż ja w tym roku zapisałam się tam raczej – aby być, bo przecież na farmacji nie chciałabym zostać. A post niezbyt długi również dlatego, że nie muszę się tutaj zbytnio rozpisywać, aby przekazać najważniejsze informacje 😀 Jeśli jesteście ciekawi, jak zmieniły się moje rzęsy po miesiącu stoswania serum Long 4 Lashes to zapraszam do czytania :3

Przychodzę dziś do Was z moimi odczuciami po miesiącu stosowania serum od Oceanic, czyli Long 4 Lashes. Jak tak patrzę na te zdjęcia to efekt może wydawać się marny, ale przy codziennym makijażu zauważyłam pewną różnicę. Rzęsy są dłuższe, wyrosło mi kilka nowych. Największy „postęp” widać zarówno w wewnętrznym, jak i zwenętrznym kąciku. Rzęsy pociemniały, rano są nawet podkręcone bardziej niż zwykle.
Spostrzegawczy zobaczą soczewkę 😀
Nie wystarszcie się tym, jak te zdjęcia wyglądają, bo ja po prostu swoich rzęs sfotografować nie potrafię 😛 Zatrudniałam już i Mateusza jako pomocnika, ale niewiele nam to dało, bo kiepska ze mnie modelka. Mam nadzieję jednak, że efekt jest dla Was widoczny tak samo, jak dla mnie na żywo. W górnej połowie macie zdjęcia z marca, a na dolnej te z kwietnia.
Co do samej odżywki – aplikacja jest prosta i nie sprawiała mi problemów. Dwa razy dostała mi się do oka i piekło to niemiłosiernie. Jak dla mnie to w sumie plus, bo możemy wtedy natychmiastowo działać i usunąć drażniący nasze oko czynnik, więc mamy pewność, że nic nam się nie stanie. Konsystencja preparatu też nie sprawiała problemów, bo jest wodnisto-żelowa, więc łatwo sunie po powiece jednocześnie nie spływając do oka. Ja się nie załamuję i czekam na dalsze efekty, bo to dopiero pierwszy, z 6 miesięcy kuracji. Mam nadzieję, ze będzie coraz lepiej i na wakacje będę mogła się pochwalić wachlarzem złożonym z rzęs 😀
Widzicie jakieś efekty? Ktoś stosuje tą odżywkę?

Pozdrawiam :3

PS Podoba Wam się nowa czcionka w postach? Jest czytelna? Zostawić, czy wrócić do ariala?
Zapomniałabym Wam powiedzieć o promocji, którą przygotowała dla nas Natura. Tak jak wspomniałam niedługo w Rossmannie -49%, a w Naturze czeka na nas -40% 😀 

Szczotkowanie ciała na sucho – zabieg, który uzależnia, walczy z celulitem i pomaga w detoksykacji!

Hej dziewczyny!
Jest dzisiaj piękna pogoda a ja od rana hasam po mieszkaniu i wykonuję zadania ze swojej listy 😀 Mój humor poprawia się wprost proporcjonalnie z poprawą pogody (wprost proporcjonalnie = fizyka taka fajna :D). Mam coraz więcej energii, zaczęłam regularnie ćwiczyć i zdrowiej się odżywiać :3 Planuję też powolne przejście na bardziej naturalne kosmetyki i mam nadzieję, że mi się to uda (najpierw i tak muszę pozużywać zapasy :P) Obiecałam Wam też napisanie post o rytuale, który ostatnio powtrzam każdego wieczora, więc zgodnie z tym, co napisałam, zapraszam was dziś na post o szczotkowaniu ciała na sucho, czyli zabiegu, który uzależnia, walczy z celulitem i pomaga w detoksykacji. Mam nadzieję, że się Wam spodoba, ale od razu zaznaczam, że specjalistką nie jestem i jeśli znajdziecie jakieś błędy proszę i pisanie w komentarzach 🙂 Na pewno je poprawię, bo nie chcę nikomu zaszkodzić, a takim banalnym zabiegiem też można zrobić sobie krzywdę, jeśli nie wykonuje się go poprawnie. Po długim wstępie przechodzę do meritum :3

ŻRÓDŁO

Post podzieliłam na kilka części, aby lepiej usystematyzować to, co chciałam Wam przekazać. Jest to dość rozgległy temat i postaram się to napisać tak, żeby było tu jak najwięcej informacji, ale przekazanych w dość prosty i ciekawy sposób. Zaczynajmy więc od początku 🙂


1. Czym w ogóle jest szczotkowanie ciała na sucho?


Jest to masaż ciała wykonywany szczotką z naturalnego włosia na sucho (czyli mamy suche ciało i szczotkę, bez dodatkowych produktów, czyli balsamów, kremów, olejków). Zabieg taki ma pobudzić zarówno układ krążenia jak i limfatyczny, co prowadzi do zwiększonego usuwania toksyn z organizmu, a także pomaga w walce z celulitem, utratą jędrności skóry, czy podobnymi porblemami. Masaż taki jest dobry także dla osób uprawiających sport, gdyż rozluźnia mięśnie, zmniejsza napięcie i stres. Pozwala się wyciszyć i skupić na swoim ciele. Jak widać, rezultaty nie obejmują tylko naszego wyglądu ale i zdrowie.


2. Korzyści płynące z wykonywania zabiegu szczotkowania.

  • zwiększenie jędrności skóry
  • pomoc w walce z cellulitem
  • masaż wspomaga detoksykację organizmu
  • pobudzenie układu krwionośnego i limfatycznego
  • redukcja stresu
  • zmniejszenie napięcia mięśni
  • pomaga w pozbyciu się zrogowaciałego, martwego naskórka (masaż działa jak peeling)
  • kosmetyki stosowane po takim zabiegu lepiej się wchłaniają 
  • działanie produktów stosowanych po masażu jest wzmocnione
3. Jaka szczotka nadaje się do zabiegu?
Przy kupowaniu szczotki należy kierować się kilkoma zasadami. Po pierwsze taka szczotka powinna być wykonana z naturalnego włosia, może być dłuższe, może być krótsze, ale najważniejszy jest fakt, żeby nie była ona za twarda, bo może uszkadzać naszą skórę. Narzędzie to musi być też wygodne, nie wypadać z dłoni, gdyż to na pewno nie zachęci nas do ponownego wykonania masażu. Można kupić jeszcze szczotkę z długą rączką do masażu pleców, ale mi taka nie potrzeba 😀 Umiem się wyginać 😛 Ja mam tą z For Your Beauty z Rossmanna.
4. Jak wykonać prawidłowo masaż ciała?
  1. Skóra nie może być posmarowana żadnym balsamem, kremem, mleczkiem czy olejem.
  2. Zaczynamy od stóp a kończymy na dekolcie i rękach.
  3. Wykonujemy delikatne, posuwiste ruchy. Brzuch możemy masować okrężnymi ruchami, ale np. dla mnie jest to mniej wygodne.
  4. Szczególnie deliktanie traktujemy dekolt i piersi – tam skóra jest najbardziej wrażliwa i cienka, więc nie chcemy jej uszkodzić.
  5. Szczotkowanie nie powinno trwać dłużej niż 5 minut.
  6. Stosujemy zasadę ruchu do serca – troszkę inaczej traktujemy plecy niż jest to pokazane na grafice wyżej – odcinek lędźwiowy kręgosłupa masujemy do góry a nie w dół.
  7. Masaż najlepiej wykonywać wieczorem przed prysznicem.
  8. Po prysznicu dobrze jest wmasować w skórę ulubiony preparat nawilżajacy czy ujędrniający
  9. Na początku zabieg ten może być bolesny, ale ciało powoli się do niego przyzwyczai.
  10. Zabieg wykonujemy praktycznie codziennie lub tyle, ile jesteśmy w stanie go wykonać.
  11. Szczotkę myjemy według uznania delikatnym szamponem tak, żeby nie uszkodzić włosia.
Na koniec mam jeszcze dla Was filmik, z którego ja uczyłam się masować ciało na sucho. Mi bardzo pomógł wypracować odpowiednią metodę i mam nadzieję, że Wam także się przyda 😀

Próbowałyście takiej metody? Podoba Wam się taki zabieg?

Pozdrawiam :3

[RECENZJE] Dwufazowa odżywka bez spłukiwana Gliss Kur Hair Repair – Million Gloss

Hejooo!
Wygrzebuję jakieś stare zdjęcia, żeby później Was już nimi nie katować 😀 Mam naprawdę bardzo dużo zdjęć produktów, a nie chcę ciągle męczyć i siebie i moich czytelników recenzjami (nie na tym przecież polega idea przyświecająca mi przy tworzeniu tego bloga :D). Posty mam zaplanowane do końca kwietnia i będzie dużo nowości i nowych informacji. Do tego organizuję z moimi koleżankami akcję dla Młodej Farmacji i info o tym również będzie pojawiać się na blogu 😀 Mówiąc w skrócie – będzie ciekawie! 
Dziś będzie jednak o dwufazowej odżywce bez spłukiwania Gliss Kur Hair Repair – Million Gloss,.Jesteście ciekawi czy się sprawdziła? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w dalszej części posta :3

Million Gloss to pierwsza linia do pielęgnacji Gliss Kur zapewniająca olśniewający połysk do 10 dni. Formuła ekspresowej odżywki regeneracyjnej dla włosów matowych, bez połysku ze skoncentrowanym eliksirem Gloss – Elixir i kompleksem płynnej keratyny zapewnia długotrwały blask oraz miliony świetlistych refleksów we włosach dzięki innowacyjnej technologii zatrzymywania blasku. Ekspresowa odżywka regeneracyjna natychmiast ułatwia rozczesywanie i układanie włosów. 

Opakowanie kosmetyku jest charakterystyczne dla całej tej serii Gliss Kura. Długa, wąska tubka o pojemności 200 mililitrów opatrzona jest piękną, mieniącą się etykietką. Dodatkowo w moim ulubionym kolorze. Z tego względu wyróżnia się na tle koleżanek i to właśnie dzięki temu atutowi to ona trafiła do mojego koszyka a nie inna wersja. Atomizer działa bez zarzutu, rozpyla na włosy delikatną mgiełkę, nie psika strumieniem, jak niektóre mają w zwyczaju. Zakrętka nie odpada, nic się z nią nie dzieje. Naklejki pozostają w nienaruszonym stanie do końca użytkowania.
Tutaj muszę pochwalić wszystkie odżywki dwufazowe tej firmy. Ta nie jest wyjątkiem i również jest bardzo wydajna. Ciężko jest ją wykończyć i z czasem się po prostu nudzi. Ja miałam ją kilka miesięcy i nie kupowałam w tym czasie innej, bo chciałam ją jak najszybciej wykorzystać. Myślę, że dobre pół roku spędziła na mojej szafce, a używałam jej praktycznie codziennie :O

Jak widzicie na zdjęciu wyżej skład nie jest zły, ale nie powiedziałabym też o nim, że jest górnych lotów 😛 Na drugim miejscu po wodzie mamy silikon lotny, który odparowuje z naszych włosów, następnie kolejny silikon, tym razem taki, który spłukamy za pomoca delikatnego detergentu. Dalej mamy bardziej naturalny składnik, czyli olej z pestek moreli, który jest emolientem tłustym. W składzie mamy jeszcze hydrolizowaną keratynę, nawilżający pantenol czy np. kwas mlekowy. Jak widać, nie jest z tym źle, ale mogłoby być lepiej.

Produkt dostępny jest we wszystkich drogeriach (np. Hebe, Rossmann, Natura), jego dostępność jest więc bardzo dobra. Inną wersję możemy też kupić w Biedronce i to troszeczkę taniej niż w wyżej wymienionych sklepach.
W Biedronce widziałam ją za około 13-13 złotych, natomiat w drogeriach cena waha się od 15 do 19 zlotych, przy czym kosmetyk ten często objęty jest jakąś promocją i możemy go kupić taniej 😀
Mam co do tego kosmetyku mieszane uczucia. Niby wszytsko było okej, ułatwiał rozczesywać włosy, pachniał bardzo ładnie, jakby perfumami, ale czegoś mu jednak brakowało. Może nie nabłyszczał włosów tak, jak ja bym tego oczekiwała? Wydaje mi się, że to właśnie jest clue. Jak dla mnie ta odżywka działała słabiej niż jej siostry i jej działanie praktycznie ograniczało się do ułatwiania rozczesywania kosmyków. Niektórzy piszą na forach, że ten produkt wysuszał ich włosy, sklejał je i plątał, ale u mnie nic podobnego się nie działo. Osobiście jestem zawiedziona, bo te kosmetyki bez spłukiwania są dla mnie najlepsze, ze wszystkich dostępnych w drogeriach.

Kupię, ale na pewno sięgnę po inną wersję. Jak na razie, na pierwszym miejscu plasuje się u mnie ta czarno-złota (a może biało – niebieska, nawiązując do ostatniej sukienki, krążącej w Internetach :p)

Lubicie te odżywki? Używacie tego typu produtków?
Pozdrawiam :3

[TAG] Perfekcyjna Pani Domu :D

Hej!
Dawno nie było u mnie żadnego tagu i postanowiłam jeden dla Was przygotować. Spodobał mi się ten pod tytułem „Tag domowy/perfekcyjna pani domu” 😀 Stwierdziłam, że jest to na czasie, przynajmniej ja robię wioenne porządki (nie mam tego zbyt dużo, bo sprzątam regularnie, ale zawsze coś się znajdzie) i mam nadzieję, że umilę Wam dzień 😀 Ja siedzę na zajęciach i nie jest mi z tym przyjemnie :C Na studia jednak chodzić trzeba, nie chcę być bez wykształcenia 😀 Nie przedłużając zbytnio zapraszam Was na przyjemny post 😀 Miłego czytania!
1. Dwa obowiązki domowe, które lubisz robić w domu.
-wstawianie prania i jego rozwieszanie – lubię gdy w mieszkaniu pachnie ulubionym Lenorem. Składanie prania do dla mnie przyjemność 😛 Lubię układać wszystko w równą kosteczkę i zanosić do szafek, nie wiem czemu tak mam 😀
-gotowanie – lubię gotować, ale są pewne dni w miesiącu, kiedy nawet zupy nie umiem dobrze posolić (tak, kobiety, to o to chodzi :P). Szczególną radość przynosi mi robienie przekąsek, pieczenie ciast i babeczek 😀 Może jakieś moje przepisy pojawią się niedługo na blogu 🙂
2. Dwa obowiązki domowe, których nie lubisz robić w domu.
-zmywanie naczyń – straszne są dla mnie te resztki jedzenia nawet wtedy, kiedy mam rękawiczki (a zakładam je zawsze :P). Cieszę się, że mam w mieszkaniu zmywarkę, bo u mnie w domu niestety nie mieliśmy jak jej zainstalować ze względów technicznych (coś nie tak z podłączeniem odpływu) :C
-wyrzucanie śmieci – niestety mam wrażliwy nos, a resztki organiczne brzydko pachną nawet wtedy, kiedy wynosi się je z kosza codziennie i kupuje się pachnące worki.
3. Czy lubisz gotować? Jeśli tak to jaka jest Twoja popisowa potrawa?
Lubię gotować i piec, zresztą wspomniałam o tym wyżej. Moje popisowe danie – oczywiście, że blok czekoladowy 😀 Jestem łasuchem, więc nie mogłoby się obyć bez deseru 😛
4. Podziel się dwoma trikami a’la Perfekcyjna Pani Domu.
-ocet działa świetnie na zacieki na szklanej kabinie prysznicowej czy kranach, sprawdza się też w kwestii usuwania kamienia
-żeby szybko usunać wosk ze świecznika czy szklanki warto wrzucić ubrudzony przedmiot do zamrażarki, np. na noc, rano połamać wosk i umyć obiekt zwykłym płynem do naczyń – sprawdzona metoda, działa 😀
5. Wymień dwóch ulubieńców domu.
-RTV – laptopy, tablety, telefony, XBOX – nie mogłabym się bez tego obejść 😀 Używam tych przedmiotów praktycznie codziennie 😀
-Łóżko – bardzo lubię spać na dość twardym materacu, niestety to mieszkanie, w którym mieszkam teraz ma fatalne łóżko :C Śpimy z Mateuszem z nogami w górze a głową w dole ;__;
DODATKOWO – Lodówka pełna jedzenia ♥
6. Mieszkanie czy dom?
Zdecydowanie dom i to na wsi. Tutaj w mieście może i mam wszytsko pod nosem, ale brakuje mi tego klimatu, który miałam mieszkając 10 kroków od lasu :C Kiedyś chciałabym mieszkać w domku gdzieś nad morzem, achh, jak pięknie 😀
7. Kto prowadzi budżet domowy?
Głównie ja, ale Mateusz mi w tym pomaga. I tak wydajemy więcej niż byśmy chcieli 😛
8. Pedantka czy bałaganiara?
Pedantka, która bałagani wieczorem 😛 Zawsze mam wszystko poukładane, ale wieczorem nie chce mi się np. zabierać ubrań z krzesła. Ogólnie bardzo lubię mieć porządek, nieład przeszkadza mi w skupieniu się na tym, co robię.
9. Jak wyglądałby Twój wymarzony dom?

ŹRÓDŁO
W środku prosto, nowocześnie, bez zbędnych udziwnień. Jedynym bajkowym miejscem byłaby sypialnia. Nie mówię, że ten dom ma wyglądać tak jak ze zdjecia, ale myślę, że coś w podobnym stylu sprawdziłoby się u mnie super – lubię wielkie okna :3
10. Tradycja wyniesiona z domu, którą praktykujesz do dziś?
Wspólne posiłki, generalne sprzatanie w soboty, sprzątanie praktycznie codziennie, nie rozcieńczam koncentratów do płukania bo potem nie czuć zapachu 😛
Mam nadzieję, że tag Wam się podoba i nie obrazicie się, że ostatnio posty są luźniejsze 😛 Piszę dziś wieczorem kolokwium z botaniki, więc trzymajcie kciuki, bo będą same pytania otwarte (nie lubię takiej formy sprawdzania wiedzy :C). Bawcie się dobrze a mi pozostało spędzić cały dzień (7-21) na zajęciach 😛

Macie podobne zwyczaje? Powiecie o jakichś trikach, które ułatwiają życie w domu?

Pozdrawiam :3

[RECENZJE] Mydełka Carex moisture plus & sensitive

Hejo!
Ja zamierzam uczyć się do kolokwium z botaniki i spędzać kolejny aktywny dzień na dworze a Wam pokazuję co ostatnio przejeło królestwo mydeł w mojej łazience 😀 Myślę, że większość z Was zna ten produkt i nie będzie zaskoczona, że nadszedł czas na to, żebym i ja wydała swoją opinię na ich temat 😀 Mowa tutaj o produkcie ze zdjęcia, czyli mydełkach Carex, które na pewno nie raz gościły w Waszych kosmetycznych zbiorach. Jeśli jesteście ciekawi co ja sądzę na temat maziełek – Carex Moisture Plus i Carex Sensitive zapraszam Was do przeczytania tego posta :3
Mydła w płynie Carex nie tylko skutecznie usuwają bakterie, ale również pielęgnują skórę dłoni. Wybierz produkt najlepszy dla Ciebie i przekonaj się o tym na własnej skórze. 
Konsystencja jak dla mnie bardzo przyjemna. Delikatnie żelowa, nie spływa ze skóry przez to, że nie jest ani za rzadka ani za gęsta. Wystarcza niewielka ilość aby umyć dłonie, 1 pomka to moim zdaniem maksimum, nawet wtedy, kiedy mamy mocno zabrudzone ręce. Przy konsystencji warto również wspomnieć, że zapach obu wersji jest przyjemy, ale niezbyt intensywny. 

Kiedyś z dostępnością tego produktu było ciężko, ale na dzień dzisiejszy sytuacja ta uległa zmianie. Teraz mydełka Carex możemy dostać w praktycznie każdej drogerii i różnych sklepach, zarówno supermarketach jak i tych mniejszych. W tej kwestii nie możemy narzekać, bo łatwo go zdobyć i to w kilku wariantach zapachowych 😀

Opakowania są malutkie, bo mieści się w nich jedynie 250 mililitrów produktu. Przez to jest jednak zgrabne i nie zajmuje zbyt dużo miejsca na umywalce czy półce. Łatwo też wrzucić je do torby gdy jedziemy na jakiś wyjazd, bo z powodzeniem posłuży nam jako, np. żel pod prysznic czy coś, czym będziemy mogli oczyścić włosy czy pędzle. Jak dla mnie taka mała pojemność nie oznacza wady produktu.
Tutaj niestety troszeczkę się zawiodłam. Jak wiecie, staram się unikać SLS, gdyż bardzo wysusza moją skórę – zarówno twarzy, ciała jak i dłoni. W kwestii mydeł jest to niestety ciężkie do obejścia i jakoś staram się złogodzić neatywne działanie tego składnika kremami, które  używam po każdym myciu rąk. Dalej w składzie mamy jeszcze glicerynę, czyli substancję nawilżającą. Moja skóra nie schodzi po częstym używaniu tego kosmetyku, ale niestety na pewno nie jest odpowiednio nawilżona. Jednak coś za coś – tak silny detergent naprawdę usuwa bakterie i nasze dłonie „lśnią” wtedy czytością 😛

Wydajność tego produktu jest moim zdaniem dobra. Może nie jest doskonała, gdyż pojemność jest dość niska, ale plusem jest na pewno to, że nie trzeba użyć zbyt dużo kosmetyku aby dokładnie umyć dłonie. Konsystencja pozwala na oszczędność, gdyż mamy pewność, że nic nie skapnie nam na umywalkę czy spłynie z rąk jeszcze przed ich umyciem.

Cena jak na mydełko jest dość wysoka, bo wynosi około 5-7 złotych. Wkłady wychodzą znacznie taniej i to właśnie po nie warto jest sięgać.  Myślę, że w stosunku do wydajności i jakości można na tą kwestię przymknąć oko, ale powiem szczerze, że mi zapachy mydeł szybko się nudzą i Carex ma dla mnie za mało wersji żebym mogła ciągle używać tylko go 😛 Zdrady się zdarzają i to dość często 😛
Bardzo lubię te mydełka ze względu na ich antybakteryjne właściwości i super opakowania. Odpowiada mi również fakt, że mogę sobie wybrać kilka wersji zapachowych, gdyż jeśli chodzi o mydła czesto lubię je zmieniać. Żałuję troszkę, że mydło ma w składzie SLS, bo niestety narusza on moją naturaną lipidową powłoczkę dłoni i przez to są one podatne na wysuszenie. Co do ceny jest ona średnia, na pewno ten produkt nie plasuje się na 1 miejscu pod względem ekonomicznego zakupu aczkolwiek ja raz na jakiś czas (szczególnie na promocji) jestem w stanie wrzucić go do koszyka. Dlaczego? – straciłam głowę dla tych o zapachu truskawki i gumy balonowej 😀

Jak skończą mi się zapasy i trafię na promocję to na pewno sięgnę ponownie po te mydełka. W mojej łazience się sprawdzają i do tego pięknie pachną 😀 Wybaczam mu to delikatne wysuszenie, gdyż i tak każde mydło mnie wysusza, na to już nic nie poradzę 😛
Na koniec chciałam poruszyć jeszcze jedną kwestię, którą jest mycie pędzli. Nie raz używałam tych mydełek do ich prania/mycia i jestem z tego produktu pod tym względem zadowolona. Oczywiście nie używałam go przy każdym myciu aby nie wysuszyć włosia, ale co 2-3 mycia na pewno pomoże nam w kwestii dbania o pędzelki.  Niżej umieszczam Wam infografikę, którą przygotował Carex i z którą ja zgadzam się w 99%, gdyż sama tak postępuję 😛 Dlaczego w 99%? – W 3 punkcie owszem, mój pędzel leży na ręczniku ale układam go tak aby włosie nie dotykało żadnej powierzchni i nie odkształcało się podczas suszenia 😀 Mam nadzieję, że pomoże to Wam zapanować nad porządkiem, jeśli chodzi o kosmetyczne akcesoria. Tak jak jest to napisane w ostatnim punkcie – czyste pędzle=mniej bakteri=mniej zanieczyszczeń i niespodzianek na twarzy! 😀
Miałyście kiedyś to mydełko? Co o nim sądzicie? Jak dbacie o swoje akcesoria do makijażu?
Pozdrawiam :3
Produkt miałam okazję przetestować dzięki uprzejmości firmy Carex, nie wpłynęło to jednak na prawdziwość mojej opinii.
Na koniec chciałam dodać, że w Biedronce będziecie mogli znaleźć osłonki jak w IKEI 😀 [KLIK]

A w Lidlu ciekawe, sportowe, letnie ciuchy 😀 [KLIK]

Kosmetyczni ulubieńcy miesiąca – marzec '15

Hej!
W końcu w powietrzu naprawdę czuć wiosnę i do tego pogoda jest przepiękna. Ja już zaliczyłam krótki spacer, ale niewykluczone, że jeszcze mnie ktoś w Bydgoszczy na mieście zobaczy 😀 Postanowiłam ostatecznie podsumować poprzedni miesiąc i napisać dzisiaj o produktach, których namiętnie używałam w marcu, a z niektórymi romans trwa już znacznie dłużej 😀 Więc – bez przedłużania przechodzę do meritum i pozwalam, zarówno sobie jak i Wam, cieszyć się tą piękną pogodą :3 Zapraszam!

W tym miesiącu zdecydowałam się wybrać 6 produktów, mimo że moim zamysłem było comiesięczne wybieranie 5 najlepszych perełek. Tym razem nie wyszło, ale nie martwię się tym, bo mogę dzięki temu podzielić te kosmetyki na pewne sekcje 😀 Dzisiaj przedstawię Wam więc po 2 ulubieńców z kolorówki, pielęgnacji i akcesoriów do paznokci. Kolejność będzie taka, jaką właśnie przedstawiłam 😀

1. Puder prasowany Rimmel Stay Matte 003 Peach Glow
Miałam już ten puder kilka lat temu i zużyłam chyba ze 2 opakowania. Ten kupiłam na promocji w Rossmannie i grzecznie czekał na swoją kolej, która nadeszła dobre 2 miesiące temu. Chciałam wybrać najjaśniejszy odcień i ten wydawał się taki na drogeryjnej półce, potem żałowałam, że nie sięgnęłam po ten transparentny, ale ten ma zdecydowanie ładniejszy kolor. Jest jasny, matuje twarz na kilka godzin i co najważniejsze nie tworzy efektu mąki, czy kluski na naszej buzi. Nie lubię, gdy mat jest płaski, bo moja twarz wygląda wtedy niekorzystnie (podkreślone zostają wszystkie suche skórki, nierówności, drobne niedoskonałości). Nie jest to na pewno najlepszy puder, jaki kiedykolwiek miałam, ale wśród tych prasowanych plasuje się na naprawdę wysokim miejscu. 
2. Rozświetlacz Lovely Gold Highlighter 
Miałam dylemat, czy wybrać ten, czy może jednak sięgnąć po Wibo, ale po obejrzeniu filmiku RedLipsticMonster o zamiennikach klasyki, czyli Mary Lou od TheBalm ten wygrał pojedynek o miejsce w koszyku. Pięknie wygląda na skórze, nie ma drobinek, odbija światło jak lustrzana tafla. Przyciąga uwagę. Twarz po jego zastosowaniu wyglada na wypoczątą, promienną, zdrową. Teraz żałuję, że nie sięgnęłam po ten kosmetyk wcześniej, bo moja twarz po jego zastosowaniu wygląda zdecydowanie lepiej.

3. Emulsja do mycia twarzy Alterra Bio-granat
Jest to już moje drugie opakowanie i jestem naprawdę bardzo zadowolona z tego kosmetyku. Stosuję go każdego ranka, gdyż nie chcę niszczyć naturalnej, lipidowej osłonki, którą moja skóra wytworzyła podczas nocnego wypoczynku. Emulsja ta jest bardzo kremowa, pachnie delikatnie, ale przyjemnie, podobnie jak inne produkty z tej serii. Zostawia na twarzy satynowy film, ale nie wpływa on na błyszczenie się twarzy czy późniejsze utrzymywanie makijażu. Nie zapycha, nie podrażnia, ja stosuję go nawet na okolice oczu i nie wystąpiło żadne zaczerwienienie czy pieczenie. Obawiałam się, że może źle działać moją tradzikową cerę, bo ma w składzie olej, ale nic takiego nie miało miejsca, z czego bardzo się cieszę. Gdy go wykończę kupię coś innego, ale na pewno bedę do niego wracać.
4. Szczotka do ciała For Your Beauty
Masaż tą szczotką wykonuję od końca lutego, ale niestety przerwałam go na okres świąteczny (nie zapakowałam jej do walizki :P). Po miesiącu stosowania zauważyłam efekty. Moja skóra stała się bardziej napięta, jędrna, mięsista. Cellulit delikatnie się zmniejszył, ale nie oczekiwałam spektakularnych zmian zaledwie po miesiącu. O szczotkowaniu ciała będzie oddzielny post, więc na razie nie będę Wam zdradzać więcej szczegółów, ale mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że warto się tą praktyką zainteresować. Co do samej szczotki to jest solidnie wykonana, nie wypada z niej włosie, wygodnie się jej używa i jest naprawdę tania.

5. Odtłuszczacz do paznokci Sensique

Produkt ten kupiłam kilka miesięcy temu, ale często zapominałam go używać. Teraz bardziej przykładam się do manicure i stosuję go przed każdym pomalowaniem paznokci. Przedłuża on trwalość lakieru i jest to widoczne. U mnie lakiery trzymały się 2-3 dni, a teraz mogę nie zmywać ich nawet przez 6 dni. Jest to więc dwukrotnie dłuższy okres czasu, a to już sukces. Należy jednak uważać, aby nie smarować nim zbyt często skórek, bo może je po prostu wysuszać. Dostępny jest w Naturze i kosztuje niecałe 7 albo 8 złotych. Jest bardzo wydajny i nie śmierdzi alkoholem, co również jest zaletą tego produktu.
6. Top coat Golden Rose Gel Look
Mój lakier nawierzchiowy od Wibo wyzionął ducha, więc postanowiłam zainwestować w coś równie dobrego i taniego. W internecie znalazłam wiele pozytywnych opinii na temat tego produktu i nie zawiodłam się. Widocznie przedłuża trwałość lakieru, nie odpryskuje, szybko schnie i nadaje paznokciom piękny połysk. Za taką cenę czego chcieć więcej? 😛 Dodam jeszcze, że ma bardzo wygodny, szeroki pędzelek, który ułatwia mi malowanie 😀
Miałyście któregoś z moich ulubieńców? U Was też taka piękna pogoda?
Pozdrawiam :3

[RECENZJE] Rozświetlające perełki Essence Cookies & Cream

Hej 😀
Przyszedł czas na recenzje, więc dzisiaj wracam z jedną z nich. Kiedy byłam młodsza chciałam jak najbardziej zmatowić moją skórę. Teraz, gdy jestem bardziej świadoma swojego wyglądu chętnie sięgam po rozświetlacz, szczególnie że wygląda on pięknie w pełnym słońcu, którego mamy teraz coraz więcej :3 Ten ze zdjęcia wyżej, to mój pierwszy i dziś chciałam Wam napisać o tym, czy się sprawdził. Jeśli jesteście ciekawi, co sądzę o rozświetlających perełkach z Essence zapraszam Was do dalszej części posta.

Perełki zapakowane są w ładny, solidny słoiczek. Utrzymany jest w różowej kolorystyce. Jest wykonany z grubego plastiku, przez co nie musimy się martwić, że od razu zniszczy się, gdy upadnie. Pod zakrętką znajduje się gąbeczka, która chroni kuleczki przed uszkodzeniem. Minusem jest fakt, że na opakowaniu nie możemy znaleźć składu – nie możemy sprawdzić czy jakiś składnik nam szkodzi :C

Wydajność kosmetyku jest średnia. Trzeba ich nałożyć naprawdę dość sporą ilość, aby efekt był widoczny. Do tego kosmetyk delikatnie pyli, przez co część perełek nam się marnuje. Co do trwałości – z nią również nie ma szału. Efekt „glow” dość szybko znika – u mnie na pewno nie utrzymuje się cały dzień. Wydaje mi się, że daje radę przez około 5, max 6 godzin. Weźcie pod uwagę, że ja mam mieszaną cerę i tendencję do częstego dotykania twarzy, a to na pewno nie poprawia trwałości :p

Produkt jest dość słabo napigmentowany. Z jednej strony jest to zaleta, bo początkujący  nie zrobią sobie nim krzywdy. Z drugiej jednak trzeba się sporo namęczyć, aby go równomiernie nałożyć. Do tego wolałabym jednak pracować od początku z dobrymi produktami, żeby się do tego rodzaju kosmetyków po prostu nie zrazić.  

Tutaj niestety jest problem ze znalezieniem tego produktu. Jest to edycja limitowana Essence i nie jest już stacjonarnie dostępna. Widziałam go jeszcze w niektórych drogeriach internetowych, ale na pewno nie jest to jakaś duża ilość.  Jeśli ktoś miałby na niego ochotę, radzę się pośpieszyć 😛

Cena waha się w granicach 12 – 14 złotych, więc nie jest to jakiś duży wydatek. Myślę, że w porównaniu do dostępnych teraz rozświetlaczy (np. od Wibo czy Lovely) jest to cena troszkę za wysoka. Z drugiej strony nie jest to jednak wydatek rzędu kilkuset złotych, więc nie ma co zbytnio marudzić.
Perełki te były pierwszym rozświetlaczem jaki ja kupiłam. W internecie przeczytałam niezłe opinie na ich temat i postanowiłam się skusić. Są niedrogie, dość wydajne i nie mają w sobie zbyt wielu brokatowych drobinek, a to na pewno są plusy. Gorzej z ich dostępnością – ta jest naprawdę niewielka i nie wiem czy w ogóle będą kiedyś dostępne skoro jest to edycja limitowana. Ich zaletą jest również fakt, że nie można sobie zrobić nimi krzywdy a do tego ładnie, słodko pachną. Opakowanie jest solidne, podoba mi się. Szkoda jednak, że dają dość słaby efekt. Na cały policzek ich nie nałożymy, bo za dużo blasku a na samym szczycie kości jarzmowej nie dają upragnionego efektu. Moje poleciały do mamy, która nie korzysta często z rozświetlacza. Mam nadzieję, że będzie z nich zadowolona.

Nie kupię. Wolę zainwestować w produkt, który będzie spełniał moje oczekiwania. Nie mogę powiedzieć, że jest to bubel, ale spokojnie mogę go zakwalifikować do sterty produktów, które mojego serca nie podbiły. Sami musicie ocenić, czy efekt jaki on daje Wam się podoba.

Jak oceniacie ten produkt? Macie jakichś ulubieńców z tej limitowanej kolekcji Essence?
Pozdrawiam :3