[HAUL] część pierwsza – zakupy z Glittera i kosmetykizameryki.pl

Hej!
Dzisiaj nadszedł czas na pierwszą część Haulu, czyli dzisiaj pierwsze skrzypce będą grały kosmetyki i akcesoria do włosów. Te pierwsze pochodzą z internetowej drogerii kosmetykizameryki.pl a wspomniane wyżej gumki, opaski i wsuwki kupiłam w Glitterze, Jeśli jesteście ciekawi co wpadło do mojego koszyka, zapraszam do czytania :3
Oprócz rzeczy, które możecie wygrać w rozdaniu zamówiłam sobie tusz, gdyż mój  przestał już nadawać się do użytku i „przy okazji” wybrałam sobie 2 szminki – jedną, którą mogłabym nosić na codzień, nawe na uczlenię, a drugą mocniejszą, czyli takie jakie lubię przy wyjściach na misto, z przyjaciółmi, czy po prostu ze względu an mój gust 😀

Jedna z nich to pomadka od Maybelline 14Hr Lipstick Megawatt w kolorze 135 Flash of fuchsia. Jest to piękny kolor, jak sama nazwa wskazuje – fuksja, z odrobiną chłodnych, niebiesko-fioletowych drobinek, których niestety nie widać na swatchach :C Kosztowała niecałe 9 złotych, czyli naprawdę niewiele w porównaniu z ceną, za którą możemy je kupić w Rossmannie. 
Ta, którą widzicie po lewej to wytwór Makeup revolution, a raczej ich filli – I  ♥ makeup. Jest to lip geek – Ken will want me. Nie dość, że opakowanie bardzo przypomina te z kolekcji Barbie to jeszcze nazwa taka trafiona 😀 Ogólnie wydaje mi się, że kształt opakowania inspirowany jest firmą MAC. Cena szminki to 12 złotych, jest ona kremowa, łątwo sunie po ustach. Dobrze kryje. Kolor to piękny, zimny róż.

W Glitterze upolowałam powyższe gadżety za jeszcze niższą cenę niż -75% 😀 Jak Wam kiedyś wspominałam, w Bydgoszczy likwidują ten sklep i w połowie lutego obniżyli wszystkie ceny do max 15 zł 😀 Wszystkie rzeczy ze zdjęcia kosztowały po 5, więc naprawdę nie jest to duży wydatek. Oryginalne ceny to:
-25 zł za opaski
-9 zł za wsuwki na czarnym katoniku
-30 zł za wsuwki w plastkowym opakowaniu
-40 zł za zestaw z donoutem
Za oryginalne ceny w życiu bym tych rzeczy nie wzięła 😛 Wydają mi się właśnie o te 75% za wysokie, przecież nie ma tu nic o nadzwyczajnej jakości. Nie mniej jednak zaoszczędziłam, gdyż powinnam przy kasie zostawić 104 zł a wydałam 20 😀 84 zł zostały w kieszeni 😀

Lubicie robić zakupy? Co sądzicie o tych rzeczach? Zapłacilibyście tyle za akcesoria z Glittera?
Pozdrawiam :3
W Rossmannie znajdziecie nową gazetkę z promocjami [KLIK]

[RECENZJE] Ziaja – Oczyszczanie. Liście manuka – Żel myjący normalizujący na dzień/na noc

Jestem z powrotem, poprawka już za mną. Jak poszło, okarze się jutro, staram się być dobrej myśli, ale wiem, że super mi nie poszło :C Nie ma się jednak co załamywać, tym bardziej, że przecież jeszcze swojego wyniku nie znam :3 Jako, że jestem zmęczona i ostatnio niezbyt długo sypiałam, dzisiaj na blogu tylko krótka recenzja i zmykam spać. Mam nadzieję, że juro uda mi się napisać coś dużo ciekawszego, żeby zaspokoić Waszą ciekawość :3 Więc, przechodzę do rzeczy.
Każdy, kto posiada cerę mieszaną bądź tłustą, skłonną do niedoskonałości wie, jak ciężko jest o nią zadbać. Problemem jest utrzymanie równowagi w nawilżeniu skóry i odpowiednim jej oczyszczeniu. Ja jeszcze nie znalazłam żelu, który byłby w stanie w 100% spełnić moje oczekiwania. Testowałam już naprawdę wiele z nich, były lepsze, trafiały się gorsze, ale hitu nie było – nie nadszedł jego czas 😛 Dziś chciałam Wam opowiedzieć o moich odczuciach po stosowaniu Żelu myjąco – normalizującego na dzień/na noc od Ziaji. Sprawdził się, a może okazał się totaknym bublem? O tym w dalszej części posta.
Żel znajduje się w naprawdę estetycznym opakowaniu z pomką. Jest ono nie tylko ładne, ale i higieniczne – dzięki pompce nic nie dostaje się do środka, a wydobywanie produktu nie jest niczym trudnym. Pompka nie zacina się, do samego końca działa bardzo sprawnie. Naklejki na opakowaniu nie zdzierają się, są przejrzyste i łatwo wyczytać z nich informacje, ktorych szukamy. Żel jest wydajny, stosowałam go raz dzennie, rano i 1 buteleczka starczyła mi na około 2 miesiące. W opakowaniu mieści się 200 mililitrów żelu. Miałam okazję zużyć 2 całe pojemniczki. Żel ma przyjemną konsystencję, nie jest ani za rzadki ani za gęsty, nie pieni się bardzo mocno, ale mi to nie przeszkadzało. Dodatkowo produkt cudownie pachnie, mycie nim buzi dzięki temu plusowi to naprawdę czysta przyjemność.
Co obiecuje nam producent?
Oczyszczający, spłukiwalny żel myjący. Nie zawiera mydła. Przywraca skórze naturalną równowagę i świeżość.
Substancje czynne głęboko oczyszczające:
– ekstrakt z liści manuka o działaniu antybakteryjnym,
– ściągająco-normalizujący zinc coceth sulfate.
Substancje czynne nawilżająco – kojące:
– kwas laktobionowy, alantoina i prowitamina B5.
Czysta i świeża skóra
– zapewnia efekt dokładnie oczyszczonej skóry,
– łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia skóry,
– kwas laktobionowy ułatwia redukcję sebum,
– poprawia nawilżenie i miękkość naskórka,
– przygotowuje skórę do zabiegów pielęgnacyjnych. 

Nie jestem jednak z osób, które w 100% ufają napisom z etykietek. Na pewno mogę zgodzić się z faktem, że żel dobrze oczyszczał skórę. Nie piekł w oczy, chociaż starałam się nie stosować go na te wrażliwe okolice. Po użyciu pojawiało się u mnie delikatnie ściągnięcie, ale nie było to jakoś mocno niekomfortowe, gdyż zawsze po myciu twarzy stosuję krem nawilżajacy. Nie sprawił jednak, żeby moja skóra wydzielała mniej sebum. Nie podrażniał, ale również nie łagodził skóry i zaczerwienień. Nie powodował nasilenia objawów związanych z trądzikiem, na który choruję już od kilku lat.
Skład: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Zinc Coceth Sulfate, Glycerin, Panthenol, Allantoin, Lactobionic Acid, Propylene Glycol, Leptospermum Scoparium Leaf Extract, Cocamide DEA, Sodium Chloride, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Benzoate, )Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Citric Acid

Na drugim miejscu w składzie znaduje się siarczan, który bardzo wysusza skórę. Nie jest to składnik pożądany – wolałabym na jego miejsce jakiś łagodniejszy detergent. Cocamidopropyl Betainełagodna substancja myjąca zarówno dla skóry jak i błoń śluzowych. Coco Glucoside łagodzi działanie innych detergentów, więc tutaj bardzo dobre posunięcie ze strony producenta. Dalej mamy Zinc Coceth Sulfate to substancja wykazująca działanie antybakteryjne.  Glycerin, Panthenol, Allantoin są substancjami łagodzącymi, nawilżającymi, dobrze wpływają na naszą skórę. Wbrew powszechnej opinii gliceryna NIE JEST komadogenna, więc nie ma się co jej obawiać. Lactobionic Acid to kwas pomagający złuszczać martwy naskórek, poprawia nawilżenie skóry i wspomaga walkę z przebarwieniami. Dalej mamy jeszcze hydrofilowy ekstrakt z liści drzewa manuka – posiada właściwości  antybakteryjne, stosoway leczniczo na podrażnienia, oczyszcza również naszą skórę.
Jak dla mnie, żel może nie jest idealny, ale gdyby nie SLES miałby bardzo ciekawy skład. Polecam każdemu, kto boryka się z podobnymi problemami co ja, należy jednak uważać na przesuszenie skóry. Za niewielką cenę mamy kosmetyk, który może pomóc i ma naprawdę dobre właściwości oczyszczajace. Ja po 2 – miesięcznym stosowaniu całej serii zauważyłam poprawę w stanie mojej skóry.
Produkt dostępny jest w sklepach Ziaji, aptekach, drogeriach a także na wielu stronach online. Cena za 200 mililitrów waha się od około 7 do 9 złotych, więc jest to naprawdę niewiele.
Moja ocena:
7/10

Miałyście okazję stosować ten żel? Lubicie produkty Ziaji?

Pozdrawiam
PS PRZYPOMIANM O ROZDANIU, WYSTARCZY KLIKNĄĆ W BANNER NA PASKU BOCZNYM ŻEBY SIĘ DO NIEGO PRZENIEŚĆ
PS 2 Wolicie takie ciągłe recenzje, czy z wydzielonymi kategoriami jak robiłam to zawsze? Testuję nowe formy i jestem ciekawa, co Wam bardziej odpowiada :3

[PRZECZYTAĆ TYLE ILE MASZ WZROSTU] Trylogia Czarmego Maga – Gildia Magów, Nowicjuszka, Wielki Mistrz i Prequel – Uczennica Maga

Hej!
Czas pobytu w domu niestety mi się skończył i postanowiłam dzisiaj napisać Wam coś bardziej konkretnego 😀 Nie samymi kosmetykami człowiek żyje, a ja ostatnio dość intensywnie spożytkowałam swój czas przeznaczony na czytanie :3 Nie myślcie, że przeczytałam tylko te 4 książki w ciągu kilku ostatnich miesięcy 😛 Zebrało się ich troszkę więcej, ale o nich na pewno opowiem w kolejnych postach. Dziś na warsztat idą cztery z nich.

Chciałabym zacząć od Uczennicy Maga Trudi Canavan. Jest to prequel do całej trylogii. Była to moja pierwsza książka z całej tej serii. Wciągnęła mnie niesamowicie i czytałam ją już… 4 razy 😀 Mniej więcej raz, dwa razy do roku sięgam po nią, jest to jedna z moich ulubionych lektur. Opowiada o dziejach magów jeszcze sprzed powstania Gildii. Wydarzenia mają miejsce kilkaset lat wstecz w porównaniu do tych, o których dowiadujemy się w Trylogii Czarnego Maga. W książce znajdziemy wiele wątków, począwszy od magii po miłosne zawirowania głównych bohaterów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, poza tym, postacie są tak wielowymiarowe, że trudno znaleźć tą swoją ulubioną. Książka podzielona jest na części, narrator opowiada nam o losach kilku bohaterów z różnych perspektyw – spotkamy i  osoby z ludu Kyralian i ich opozycjonistów – groźnych ichanich z Sahaki. Poznamy również losy kobiet, które mają ograniczone prawa w kraju, który zostaje pokonany przez pierwszą nację. Język jest przejrzysty, zrozumiały, nowe pojęcia wypisane są w słowniczku na końcu. Opisy, zarówno walk, przyrody jak i te o bohaterach nie są nudne i łatwo przez nie przebrnąć. Na koniec chciałam wspomnieć, że niektórzy polecają, żeby przygodę z tą serią zacząć jednak od Trylogii a skończyć na Prequelu. Dlaczego? W tej książce wyjaśnionych jest wiele rzeczy i okazują się one później zbyt oczywiste. Mi to jednak nie przeszkadzało 🙂 Warto również wspomnieć, że Uczennica Maga została napisana jako ostatnia, już po ukończeniu całej serii.

Gildia Magów opowiada o pewnej dziewczynie ze Slumsów – Sonei, której udaje się samoistnie rozwinąć swoją magiczną moc. Cała fabuła skupia się wokół jej ucieczek przed magami, ukrywaniu wśród przyjaciół z półświatka i sposobach magów na jak najszybsze jej złapanie. Nie wie ona jednak, że grozi jej śmiertelne niebiezpieczeństwo – niekontrolowana moc może ją w każdej chwili zabić. Nie będę dalej sypać spoilerami, wspomnę tylko, że styl pisania jest podobny jak w poprzedniej części. Czyta się łatwo, rozdziały ułożone są tak, żeby ciągle stanowiły niedosyt dla czytelnika – mamy ochotę czytać i czytać i czytać bo znów nie wiadomo co się zaraz stanie. Akcja jest dynamiczna i jej rozwój jest zdecydowanie szybszy niż w Uczennicy Maga. Ma na to wpływ również rozmiar książki – jest ona krótsza niż ta, o której wspominałam w poprzednim akapicie. Tutaj również znajdziemy wykaz nowych słów i pojęć, który może być dla nas naprawdę przydatny jeśli chcemy mieć dokładny obraz świata, o którym czytamy.

Druga część trylogii – Nowicjuszka była dla mnie chyba „najnudniejszą” częścią. Nie dlatego, że była gorzej napisana – co to to nie 😀 Dowiadujemy się tutaj po prostu więcej o samych magach, gildii, jest to bardziej opis miejsca, w którym obraca się nasza głowna bohaterka. Nie mniej jednak Trudi postanowiła i w tej części wpleść kilka nieoczekiwanych zwrotów akcji i gdy Sonea zaakceptowała magów i swój pobyt w nowym miejscu pojawiają się kolejni antagoniści, którzy przyprawiają jej wiele kłopotów. Poznajemy rodzaje magii – oczywiście, idąc trochę schematycznym tropem pojawia się również ta zła. Według mnie pisarka właśnie w tej części ujawiniła swoje prawdziwe „ja” i jej talent pisarski osiągnął punkt kulminacyjny. Nie ma tu już nieścisłości, które mogłyby pojawić się w poprzedniczce. Pod względem literackim ta książka stawia innym z podobnego gatunku naprawdę wysoką poprzeczkę. Nie bez powodu Trudi została okrzyknięta najlepszą pisarką fantasy ostatniego dziesięciolecia :3

Ta część – ostatnia – Wielki Mistrz jest moim zdaniem najlepsza. Nie mogłam się od niej oderwać, dzieliłam sobie jednak tą cegiełkę na porcje, bo nie chciałam, żeby tak szybko się skonczyła. Głównymi postaciami są Akkarin – wspomniany w tytule Wielki Mistrz i Sonea – bohaterka pojawiająca się i w poprzednich książkach. Ta powieść jest zarówno fascyjnująca, wzruszająca i po prostu cudowna. Zakończenie zostaje w pamięci, każdy czytelnik pewnie chciałby, żeby było ono inne, ale jest tak nieoczekiwane, że po skończeniu patrzyłam w puste już strony przez kilka dobrych minut. W tej książce możemy znaleźć to, jak wielkim cudem jest miłość czy przyjaźń, a także jaki ból sprawiają bohaterom decyzje innych. Po przeczytaniu epilogu ewidentnie spodziewamy się kolejnej trylogii spokrewnionej z tą tutaj. Ta część utwierdziła mnie w przekonaniu, że trafiłam na jedną z najlepszych serii XXI wieku ( a przynajmniej jego początku ). Po przeczytaniu czułam jednak niedosyt, a może było to coś innego… Wiem, po prostu chciałam WIĘCEJ i żałowałam, że chwile spędzone nad tą częścią prozy po prostu się skończyły :C

Podsumowując – polecam przeczytać tą serię każdemu fanowi fantasy. Kocham Tolkiena, ale Trudi czytało mi się zdecydowanie lepiej. Z senstymentem wracam do tych książek i co nieraz przypominam sobie wydarzenia o których tak bardzo lubię czytać. Każdy znajdzie w tej trylogii coś dla siebie – dużo magii, odrobinę przyjaźni i opowieść o skomplikowanym życiu młodej dziewczyny. Jest wiele momentów, w których ogarnia nas złość, czy wzruszenie. Łatwo jest podążać z losem bohaterów, utożsamiać się z nimi. Spokojnie mogę przydzielić tym tytułom ogólną notę:

  10/10

I doliczyć sobie kolejne 20 centymetrów w moim wyzwaniu 😀 Łącznie osiągnęłam poziom 32 centymetrów, jeszcze prawie 140 przede mną :3 Niedługo opowiem wam o kolejnych książkach i mam nadzieję, ze polecę Wam coś naprawdę ciekawego!
Lubicie fantasy? Spotkaliście się już z Tessią, Jayanem, Soneą i Akkarinem?
Pozdrawiam :3

[ZAPACHY] Wosk Yankee Candle – Black coconut

Hej!
Wróciłam do stałego blogowania! Przynajmniej na razie 😛 Dzisiaj będzie o zapachu, który skradł serce naprawdę wielu osobom. Producent pisze o nim:
Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: dojrzały kokos, egzotyczne kwiaty oraz drzewo cedrowe

Jeśli jesteście ciekawi, czy ja również oniemiałam z zachwytu podczas palenia w kominku wosku BLACK COCONUT– znajdziecie to w dalszej części posta 😀 Więc – zapraszam!

Black coconut to tak jak wyżej napisałam wosk z klasycznej lini zapachowej. Zapach mnie nie drażni, jest harmonijny i wszystkie obecne w nim tony idealnie do siebie pasują. Czuć w nim coś więcej niż tylko kokos, chociaż do końca nie jestem pewna czy to na pewno kwiaty i drzewo cedrowe. Niektórzy widzą w nim męskie nuty, mi, chociaż nie jest on do końca słodki – faceta nie przypomina 😀 Za to pięknie wygląda w kominku i pachnie dość długo, bo nawet przez półtorej tealighta. Potrafi wyciszyć, jest nienachalny a mój nos czasem potrafi go niewyczuwać ( a Mateusz twiedzi wtedy, że wosk mocno pachnie ). Nie zostanie moim ulubieńcem, bo wolę bardziej ożeźwiające zapachy, ale na pewno do niego wrócę, ze względu na ten intrygujący, tajemniczy pierwiastek. Jeśli ktoś lubi kokosa – może się odrobinę zawieść, bo nie jest to jego czysty zapach. Ktoś kogo zapach kokosu nudzi – może znaleźć tu ciekawą odskocznię od pierwotnego teamtu. YANKEE CANDLE się postarało 😀
Z czystym sercem daję mu:
7/10

Miałyście ten zapach? Lubicie takie niecodzienne połączenia?
Pozdrawiam :3

[INSTAGRAM] Podsumowanie stycznia 2015

Hej!
Obiecałam Wam dzisiaj drugiego posta i oto jest i on 😀 Co z tego, że jest już prawie koniec lutego, ja dopiero podsumowuję styczeń 😀 Moja czasporzestrzeń trochę zawirowała, powodem wszystkiego jest sesja. Mam nadzieję, że moje „stopklatki” Wam się spodobają i zobaczycie w tych ujęciach coś ciekawego :3
Pierwszy raz jadłam liczi 😀 Jak dla mnie dobre – trochę winogrono, trochę gruszka, sama nie wiem jak określić ten smak. W każdym bądź razie owoc jest soczysty, ma dużą pestkę (uwaga gorzkie :P)  i śmieszną skorupkę.

Zaczęłąm po raz kolejny czytać „Władcę Pierścieni”. Nie udało mi się jednak go skończyć bo sesja :C W ramach rekompentasty przeczytałam prawie 3 inne ksiażki 😀

Moje kochane świeczniki z Biedronki. Naprawdę wyglądają zjawiskowo, szczególnie wieczorem.

Drożdżówka z Sowy i soczek – śniadanie mistrzów 😀 Między zajęciami – idealny posiłek 😀

Tym razem inne śniadanie – 2 kanapki, kiwi, ciacha i herbata 😀 Sama się dziwę, ile ja potrafię zjeść ;D I tyłek rośnie 😛

Essie Under Where? – nie ma co więcej mówić, piękny jest. 

Miałam być oryginalna, a mam to samo co wszyscy 😀 Jestem dużym dzieckiem i podobają mi się takie książki – pobudzają wyobraźnię i rozwiają kreatywność.

Wzięłam się w końcu za Trylogię Zdrajcy Trudni Canavan. Tak mnie wciągnęła, że w ciąfu dwóch tygodni pochłonęłam prawie 1500 stron :O

Takie rzeczy tylko w Bydgoszczy – naprawdę ciekawy pomysł, podoba mi się to! :3

Wianek z Glittera. Cena przed 60 złotych, cena po – 5 😀 No jak tu nie brać! Oliwia wzięła taki sam, tylko w różowym odcieniu 😀 Będziemy szaleć na juwenaliach :3

Nowe woski Yankee Candle już u mnie. Naprawdę piękne są – szczególnie Oud Oasis.


Spodobało się Wam coś? Macie jakieś szczgólne wspomnienia ze stycznia?
Pozdrawiam :3
Niedługo haul z gazetki z BIEDRONKI [KLIK]
W ROSSMANNIE [KLIK] też ciekawe promocje 😀

[RECENZJE] Ziaja Krem pod oczy i na powieki rozjaśniający cienie z bławatkiem

Hej!
Zdaję sobie sprawę, jak dawno mnie tu nie było, ale jak sami rozumiecie – sesja nie wybacza 😛 Wy jednak jesteście inni i mam nadzieję, że nie obrazicie się za tą dwutygodniową ciszę. teraz jestem już w domu i mam dla Was więcej czasu. 
Co do egzaminów – jeszcze nie wszystko wiem, więc na razie nie będę zapeszać 😀 Wiem jedno – do niedzieli leniuchuję w domu i jest mi z tym faktem bardzo dobrze 😀
Z racji tego – dzisiaj jedna recenzja + jeden luźniejszy post 😀 Tak w nagrodę. Poza tym, postaram się niedługo zorganizować rozdanie – dawno czegoś takiego u mnie nie było 😛
Bez dalszego przedłużania – zapraszam na recenzje kremu pod oczy i na powieki rozjaśniający cienie z bławatkiem od Ziaji.

Przeznaczony do codziennej pielęgnacji delikatnej skóry wokół oczu w każdym wieku.

Działanie: rozjaśnia cienie pod oczami oraz wyraźnie zmniejsza ich widoczność. Nawilża, tonizuje i lekko napina naskórek. Aktywnie odżywia oraz doskonale uelastycznia skórę. Skutecznie wygładza drobne zmarszczki. 

Krem jest bardzo tabi, bo kosztuje tylko 6 złotych. Mi jednak udało się kupić go jeszcze taniej, gdyż podczas nocy zakupów w Ziaji każdy produkt był taniej o 15 %. Dzięki temu ja wydałam na niego tylko 5 złotych 😀 Jak dla mnie jest to więc krem, na który każdy może sobie pozwolić :3

Krem jest szeroko dostępny, zarówno w wielu sklepach internetowych jak i w aptekach oraz w drogeriach. Można go również spotkać na wyspach czy w salonikach Ziaji. Produkt jest więc szeroko dostępny i łatwo go gdziekolwiek znaleźć. 

Krem jest lekki i dość szybko się wchłania. Nie jest mocno tłusty ani lejący. Z tubki wydobywa się tyle produktu ile powinno. Nie wpływa na stan makijażu ani produktów nakładanych na niego.

Krem mieści się w małej, poręcznej tubce. Tubka jest zakręcana, nie wydobywa się z niej zbyt dużo produktu. Jest dość miękka. Naklejki i etykietki są estetyczne, spójne, nic się nie ściera ani nie odrywa. 

Pojemność to standardowe 15 mililitrów. Jak dla mnie – ani za dużo, ani za mało. Mam go już 2,5 miesiąca u nadal w tubce jest jeszcze sporo kremiku.  Myślę, że taka ilość sprawia, że krem jeszcze działa i skóra się do niego nie przyzwyczai podczas stosowania jednego opakowania. 

Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Hydrogenated Coco-Glycerides, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Octyldodecanol, Glycerin, Panthenol, Ceteareth-20, Propylene Glycol, Centaurea Cyanus Flower Extract, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Sodium Polyacrylate, Methylparaben, Ethylparaben, DMDM Hydantoin.
Postanowiłam rozpatrzeć pierwszych pięć pozycji w składzie, gdyż to ich jest najwięcej w tym kremie. Oprócz wody, znajduje się tu Caprylic/Capric Triglyceride – emolient tłusty, kóry w stanie czystym może być komadogenny i powodować zapyachanie i powstawanie zaskórników. Stosowany jednak w preparatach pielęgnacyjnych tworzy na skórze warstwę okluzyjną, która zapobiega odparowywaniu wody. Cetearyl Glucoside – łagodzi podrażniające działanie innych składników. Jest hydrofilowy. Cetearyl Alcoholkolejny emolient tłusty, który zmiększcza skórę i tworzy film okluzyjny, który zapobiega traceniu przez skórę wody. Hydrogenated Coco – Glycerides to mieszanina monoglicerydów oleju kokosowego( kwasy  laurynowy, mirystynowy, kaprylowy, oleinowy, kaprynowy, linolowy). Kolejny emolient tłusty. Elaeis Guineensis (Palm) Oilolej otrzymywany z miąższu, nierafinowany o naturalnie czerwonym kolorze. Obfituje w prowitaminę A jest doskonałym masłem kosmetycznym do produkcji kremów odżywczych, przeciwstarzeniowych, łagodzących podrażnienia skóry.
Wspomniany ekstrakt z bławatka znajduje się dopiero na 12 miejscu. W składzie widoczne są również parabeny, co na pewno nie oznacza kolejnego plusu kosmetyku. 

Krem jest wydajny, wystarczy niewielka ilość pod oczy i na powieki, aby były one całe pokryte kremem. Ja mam go już od 2,5 miesiąca, a w tubce znajduje się go naprawdę sporo – wydaje mi się, że około 1/3 pierwotnej pojemności. Jak dla mnie – wydajność na plus.

Moja skóra pod oczami nie narzeka na brak nawilżenia, jest jednak czasami nieco ściągnięta i podrażniona przez stosowanie kosmetyków mocno kryjących na ten obszar. Zmagam się również z problemem cieni pod oczami – nawet gdy jestem wyspana i wypoczeta pojawiają się u mnie sińce :C Niestety – taka moja uroda. Krem jednak pomógł mi zniwelować niekomfortowe uczucie niedostatecznego nawilżenia skóry a nawet deikatnie rozjaśnił cienie. Czy mogę go polecić? Tak, ale myślę, że bardziej nada się on dla takich dziewczyn jak ja – których skóra jest młoda i nie wymaga treściwej konsystencji. Dla bardziej wymagających osób niestety jego działanie będzie zbyt nikłe.
Oceniam go na:
7/10
Wypróbuję jeszcze inne kremy, ale myślę, że czasem będę do niego wracać. Przynajmniej do momentu, gdy moja skóra pod oczami i na powiekach nie zażyczy sobie bogatszej formuły 😛
Miałyście? Polcecacie jakieś inne kremy pod oczy w rozsądnej cenie?
Pozdrawiam :3

[TAG] Moja makijażowa historia

Hej!
Z racji tego, że zrobiłąm sobie dzisiaj wolne – tylko uporządkowałam notatki i zostało mi jeszcze trochę wolnego czasu postanowiłam napisać dla Was posta – dawno nie było tagu, a cieszą się one dość dużą popularnością, więc  z chęcią je dla Was przygotowuję 😀 Mój blog w jakimś stopniu jest związany  z makijażem, dlatego chciałabym opowiedzieć Wam o mojej makijażowej historii. Jeśli jesteście ciekawi zapraszam do czytania! :3

1. W jakim byłaś wieku gdy zaczęłaś się malować?
Byłam jakoś w trzeciej klasie gimnazjum, ale wtedy stosowałam tylko tusz do rzęs i delikatny puder. Na „poważnie” sięgnęłam po makijaż w klasie I Liceum, czyli miałam około 16-17 lat. I tak używałam niewiele kosmetyków, zresztą dziś jest podobnie 😀

2. Jak to się stało, że zainteresowałaś się makijażem?
Zaczęłam oglądać różne youtuberki i zawsze podziwiałam je za to, jak fajnie mogą się umalować. Do tego zaczęłam mieć problemy z cerą, pojawiały się niedoksonałości i szukałam sposobu aby to zatuszować i czuś się po prostu pewniej.
3. Jakie są niektóre z Twoich ulubionych marek?
Jeśli chodzi o podkłady i tusze to Loreal, pędzle – Hakuro, cienie i inne drobnostki – Makeup Revolution. Ogólnie lubię naprawdę dużo marek i nie skończyłabym tego posta jakbym zabrała się za ich zapisywanie 😛 Do włosów np. lubię Biovaxa i Kallosa. Naprawdę – tych marek jest mnóstwo.

4. Co znaczy dla Ciebie makijaż?
Makijaż dla mnie to podwyższanie swojej samooceny i możliwość zabawy, tuszowania swoich mankamentów i podkreślania zalet.

5. Jeśli mogłabyś nałożyć na twarz tylko i wyłącznie 4 produkty, to jakie by to były?
Po pierwsze krem, potem podkład, puder i tusz do rzęs. Bez reszty bym się obyła 😛 
6. Co najbardziej lubisz w makijażu?
W makijażu najbardziej lubię fakt, że można tworzyć milion kombinacji, działać nieszablonowo i robić to, an co ma się ochotę. Lubię też w nim to, że pozwala poczuć się pewniej 😀
7. Co myślisz o tanich i drogich kosmetykach?
Myślę, że wśród tanich kosmetykó możemy znaleźć perełki, a w kręgu drogich – buble. Uważam, że przy wyborze kosmetyków nie powinniśmy się kierować tylko ceną, a także właściwościami i tym, jak dany kosmetyk na nas działa.

8. Jaką radę dałabyś początkującym?
Podstawowa jak dla mnie zasada – mniej znaczy więcej. Nie warto nakładać milion wastw tuszu, czy podkładu, 30 odcieni na powieki, jeszcze innego na policzki a usta to już w ogóle 😛 Ja stawiam na minimalizm i myślę, że dobrze na tym wychodzę. Skóra nie jest przemęczona, wyglądam naturalnie ( przynajmniej tak myślę 😛 ) i jak przytulam Mateusza to nie zostawiam mu drugiej twarzy na koszulce 😀

9. Jakiego makijażowego trendu nigdy nie rozumiałaś?
Wyskubywania i malowania sobie nowych brwi 😀 Ja jestem w szoku, wolę mieć krzaki niż cieniutkie kreski. Jeszcze lepsze jest tak ktoś sobie takie linijeczki wykona makijażem pernamentnym 😛
10. Co myślisz o makijażowej społeczności na YT? 
Niektórych lubię, innych trochę mniej. Jak dla mnie każdy ma inny gust i nie będę potępiać kogoś za to, jak myśli. Nie przepadam tylko za osobami, które mają się za guru i wszystkowiedzące boginie – nikt nie jest alfą i omegą, nawet po milionie wyświetleń 😀
Mam nadzieję, że tag i moje odpowiedzi Wam się spodobały. Ja lecę pod prysznic i kłądę się spać, bo od jutra czeka mnie nauka na egzamin z biofizyki i matematyki. Sesja nadal trwa, nawet jak się wie, że jednego egzaminu się nie zaliczyło 😛
Chciałam Wam jeszcze pokazać co ostatnio upolowałam w Biedronce – plastikowy organizer, w którym będę trzymać woski :3 Przy okazji mozecie zobaczyć jakich wosków jeszcze nie odpalałam 😀

Tutaj możecie zobaczyć, jakie jeszcze inne wzory znajdziecie na biedronkowych półkach 😀 [KLIK]

Dodatkowo – dobra wiadomość. Niedługo w Biedronce na stałe pojawi się więcej kosmetyków. Teraz będzie można nawet kupić coś z Tołpy i ja bardzo się z tego cieszę 😀 Szczególnie, ze ceny też wydają się być atrakcyjne [KLIK]

Lubie tagi? Będziecie odpowiadać na ten?
Pozdrawiam :3