JAK ZMIENIŁA SIĘ MOJA TWARZ W CIĄGU 4 MIESIĘCY + WIZYTA U DERMATOLOGA

Hej!
Jak wiecie, borykam się z problemem trądziku. Jest on moim największym kompleksem – może wychodzenie do ludzi bez makijażu nigdy nie było dla mnie problemem, ale dyskomfort podczas takich sytuacji pozostał do dziś. Jest to choroba przewlekła, nawracająca, która dotyka wiele osób w wieku nastoletnim lub późniejszym.
Jeśli chodzi o mój przypadek – do czerwca moja skóra wyglądała cudownie – pozbywałam się tylko bladych przebarwień, które mogłam policzyć na palcach jednej ręki. W sierpniu zaczęło się coś psuć i postanowiłam bliżej przyjrzeć się mojej pielęgnacji – jeśli jesteście ciekawi, co działo się ze skórą mojej twarzy w ciągu ostatnich 4 miesięcy, jak się zmieniał jej stan oraz pielęgnacja – zapraszam dalej 😉

Czytaj dalej JAK ZMIENIŁA SIĘ MOJA TWARZ W CIĄGU 4 MIESIĘCY + WIZYTA U DERMATOLOGA

YANKEE CANDLE | COSY BY THE FIRE – koszmarek z zimowej kolekcji

Hej!
Dziś opowiem Wam o ostatnim już wosku z zimowej kolekcji Yankee Candle, chociaż wiem, że w tym tygodniu było już tego rodzaju postów dużo – po prostu tak wypadło 😛 Zostawiłam go sobie na koniec, ale nie dlatego, że uważałam go za wisienkę na torcie – wręcz przeciwnie – bałam się, że dla mojego nosa może okazać się śmierdziuszkiem 😛 Nie przepadam za zapachem przypraw korzennych samych w sobie, a po powąchaniu go na sucho takie właśnie miałam skojarzenia. Czy Cosy by the fire przypadł mi do gustu? Przekonacie się w następnej części posta 😉

Wosk ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o
zapachu ciepłej mieszanki imbiru, goździka i pomarańczy zharmonizowana z
nutami drzewnymi.
Jak wspomniałam we wstępie tego posta nie przepadam za zapachami kojarzącymi się z przyprawami korzennymi. Po przeczytaniu opisu, który wkleiłam wyżej niestety jest to pierwsze skojarzenie, jakie nam się nasuwa. Cosy by the fire to zapach mocny, w moim przypadku zapachowy killer. Wyczuwam w nim nuty goździka, imbiru i to one grają w tym wypadku główne skrzypce. W tle można wyczuć bardzo delikatny zapach cytrusów czy herbaty. Czy wyczuwamw nim drzewne nuty? Może odrobinę – po dłuższym czasie palenia. Nie jest to jednak zbyt mocno wyczuwalna nuta i ciężko uchwycić ją wśród innych, intensywniejszych aromatów.
Aromat kojarzy mi się też z grzanym winem, które wielu osobom służy do rozgrzania i rozluźnienia ciała po całodziennym przebywaniu w śniegu. Niestety nie jest to zapach dla mnie – w moim wypadku powoduje mdłości i ból głowy – czasem trafiają mi się właśnie takie tarteletki. Na pewno do niego nie wrócę – niestety nie są to moje ulubione nuty zapachowe.
Z całej zimowej kolekcji Cosy by the fire odpowiada mi najmniej i to on plasuje się na ostatnim miejscu w rankingu Q4. Polecam go osobom, które lubią bardzo mocne zapachy i są fanami korzenno-drzewnych aromatów.
Kupicie go między innymi na goodies.pl za 7 złotych.

POZOSTAŁE ZAPACHY Z KOLEKCJI Q4 2015:

INNE ZIMOWE ZAPACHY:

Odpowiadają Wam korzenne zapachy, czy wolicie coś bardziej rześkiego? Który zapach z zimowej kolekcji najbardziej Wam się spodobał?
Pozdrawiam :3

YANKEE CANDLE | CHRISTMAS EVE + życzenia świąteczne :3

Hej!
Wyszło jak wyszło, blogmas się zakończył. Przez ostatnie dwa dni miałam dużo pracy, umówioną wizytę u dermatologa i przygotowania do świąt. Nie trzeba jednak rozpatrywać tego, co złe i smutne, a cieszyć się pięknymi chwilami, które mieliśmy okazję przeżyć w mijającym roku. Zanim jednak przejdę do życzeń, chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć o wosku Yankee Candle, który idealnie wpisuje się w wigilijny klimat, bo właśnie tak brzmi jego nazwa – Christmas Eve. Chodźcie dalej 😉

 Wosk z okolicznościowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: słodkie śliwki, owoce kandyzowane.

Ten wosk przygotowałam specjalnie na 24 grudnia. Christmas eve według mnie nie jest zapachem typowo świątecznym. Są inne, które bardziej oddają klimat Bożego Narodzenia. Dla mojego nosa nie jest niczym charakterystycznym – nie potrafię określić go, ani porównać z niczym konkretnym. Według producenta powinien być to zapach słodkich śliwek i owoców kandyzowanych. Spodziewałam się właśnie takiej kombinacji, ale niestety się rozczarowałam.

Na sucho wosk pachniał ładnie, słodko, wielowymiarowo, po rozpaleniu natomiast stracił w moich oczach – stał się płaski i bez wyrazu. Czuję w nim bezkształtną , słodką masę, która nijak nie kojarzy mi się z Wigilią. Jest ciepły i otulający, ale też intensywny. Jego czerwony kolor idealnie pasuje do świątecznych dekoracji.
Po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii na jego temat myślałam, że będzie to wosk idealny na świąteczne dni. Albo jest coś nie tak, z moim nosem, albo po prostu nie jest to aromat dla mnie.
Pewnie więcej po niego nie sięgnę – niestety nie jest to zapach dla mnie :C Odrobinę się rozczarowałam, ale zostało mi go jeszcze odrobina – poczekam trochę i dam mu drugą szansę. Może wtedy zmienię zdanie na jego temat? Znajdziecie go na goodies.pl w cenie 7 złotych. 
Na sam koniec chciałam Wam życzyć pięknych i cudownych Świąt
spędzonych w rodzinnej, ciepłej atomosferze.
Spełnienia wszystkich marzeń, nawet tych najskrytszych.
Dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności, bo to w naszym życiu jest najważniejsze.
 Energii i motywacji do działania w Nowym Roku, aby wszystkie cele, jakie sobie postawicie
były  możliwe do zdobycia.
 Wszystkiego, czego sobie zamarzycie w tym roku życzy Wam
 

YANKEE CANDLE | WINTER GLOW | Iskrzące śnieżynki?

 Hu hu ha – hu hu ha – nasza zima zła! A tak naprawdę to powitanie nie pasuje, bo śniegu u mnie brak 😛
Niedzielną już tradycją na tym blogu stało się moje opisywanie wosków. Cieszę się, bo zmobilizowało mnie to do ich zużywania, a nie gromadzenia. Często zapominałam je palić, dokupowałam nowe i moja kolekcja nieźle się rozrosła. Teraz staram się to pozużywać, żeby mieć miejsce na nowe zapachy – już nie mogę doczekać się wiosennej kolekcji. Dziś chciałam pokazać Wam trzeci już zapach z kolekcji Yankee Candle Q4 – It’s fun outside and cosy inside, czyli Winter Glow. Czy ten zapach będzie przypominał mi iskierki padającego śniegu? Przekonacie się w dalszej części posta 🙂

Wosk ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o
„chrupiącym” zapachu zamarzniętych gałęzi drzew i świerkowych igieł,
rozświetlonych bursztynowymi promieniami zimowego słońca.
Po ostatnim paleniu Bundle up obawiałam się, że będzie to bardzo podobny wosk – zapach świeży, czysty. Okazało się jednak, że mimo początkowych podobieństw są one zupełnie różne i doskonale uzupełniają zimową kolekcję. Winter glow jest subtelny, świeży, czysty. Ma w sobie delikatnie perfumeryjną nutę, ale według mnie mniej wyczuwalną niż w zielonym poprzedniku. Cudownie odświeża mieszkanie i nadaje mu eleganckiego wyrazu. 
Czy są w nim wyczuwalne bursztynowe promienie słońca? Przyznam szczerze, że jest w tym zapachu odrobina ciepła, ale nie można mylić jego ze słodyczą. Według mnie te nuty nadają mu trochę mniej surowego charakteru, co w tym wypadku jest plusem. Dzięki temu zapach wydaje się być bardziej przyjemnym i otulającym.
Jeśli chodzi o nuty drzewne – zapach zamarzniętych gałęzi i igliwia – Jest on wyczuwalny, ale nie są to w żadnym wypadku „łazienkowe kliamty” 😛 Wosk ten idealnie nadaje się do palenia teraz, podczas świątecznych porządków – jest to zapach czystości, dość ostry, ale nadal przyjemny dla nosa.
Znajdziecie go na goodies.pl w cenie 7 złotych. Niestety w tym momencie jest on niedostępny :C

Który wosk z zimowej kolekcji najbardziej przypadł Wam do gustu? Lubicie woski o zapachach czystości, świeżości?
Pozdrawiam :3

BIELENDA | SUPER POWER MEZO SEUM Z 10% KWASEM MIGAŁOWYM | Znów mam 10 lat? :D

Hej!
Ostatnio czuję się naprawdę fatalnie – niskie ciśnienie często powoduje u mnie ból głowy, kawę i energetyki odstawiłam, bo lepiej się bez nich czuję (piję od czasu do czasu, dla samego smaku :P). Chcę jednak dociągnąć ten blogmas do końca i pisać tak, jak obiecałam, czyli codziennie. Nie odpowiadam więc na razie na Wasze komentarze i nie piszę ich u Was :C Musicie mi wybaczyć i przeczekać ten świąteczny okres, w którym każdy z nas jest zapracowany.
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kosmetyku od Bielendy, czyli Super Power Mezo Serum z 10% kwasem migdałowym  do cery z niedoskonałościami. Zapraszam!

Profesjonalny kosmetyk korygujący
skutecznie podnosi jakość skóry z niedoskonałościami – mieszanej,
tłustej, błyszczącej, szarej, z rozszerzonymi porami, z przebarwieniami,
z widocznymi zmianami trądzikowymi. Delikatnie eksfoliuje, skutecznie
redukuje błyszczenie skóry oraz zwęża pory, rozjaśnia przebarwienia,
dodaje skórze blasku. Redukuje zmarszczki i niedoskonałości, doskonale
wygładza, poprawia nawilżenie i jędrność skóry. Skóra wygląda na
młodszą, jest gładka, jędrna, matowa, aksamitna w dotyku.
Zawiera wysoką dawkę silnie działających składników aktywnych:
– KWAS MIGDAŁOWY – delikatnie złuszcza naskórek, działa antybakteryjnie,
zwęża pory, redukuje nadmierne wydzielanie sebum, zapobiega zatykaniu
porów, rozjaśnia przebarwienia.
– KWAS LAKTOBIONOWY – złuszcza naskórek stymulując mechanizmy naprawcze
skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków, wygładza i ujednolica koloryt
cery, intensywnie nawilża.
– WITAMINA B3 – wzmacnia, odnawia i matuje skórę, podnosi jej odporność
na uszkodzenia. Zwalcza problemy skórne – trądzik, zaczerwienienia i
szorstkość. Rozjaśnia naskórek, redukuje plamy pigmentacyjne posłoneczne
i starcze.
W zależności od stopnia wrażliwości cery serum można stosować codziennie
lub 2-3 razy w tygodniu samodzielnie lub jako bazę pod Aktywny krem
korygujący. Preparat można pozostawić na skórze do wchłonięcia lub zmyć
go po 10 minutach letnią wodą. Omijać okolice oczu i ust.
Testy in vivo przeprowadzone na grupie 25 kobiet przez okres 6 tygodni
wykazały, że stosowanie serum w połączeniu z kremem z tej samej linii
powoduje cofnięcie biologicznego wieku skóry o 10 lat! Niedoskonałości
znacznie zredukowane w 91%, wyraźnie młodszy wygląd skóry w 85%.
WOW, takiego długiego opisu jeszcze w tej kategorii nie miałam 😛
Żeby dokładnie pokryć całą twarz serum wystarcza już 4-5 kropelek. Pipeta umożliwia takie dokładne dawkowanie, przez co kosmetyk jest jeszcze bardziej wydajny – nic się nie marnuje, bo całość zużywamy na skórę twarzy.  

Serum zapakowane jest w ładny kartonik wykonany z dość grubej tekturki. Minimalistyczne grafiki przyciągają. Produkt wyróżnia się przez to na tle innych drogeryjnych kosmetyków. Na papierowym opakowaniu umieszczonych jest wiele przydatnych informacji – po ich przeczytaniu dokładnie wiemy po jaki kosmetyk sięgamy. Samo serum umieszczone jest w 30 mililitrowej buteleczce wykonanej z grubego szkła. Jest ona dość wysoka, a etykiety utrzymane są w podobnym klimacie do tych z opakowania. Zakończona jest pipetą, którą możemy precyzyjnie dozować ilość stosowanego kosmetyku. Mi się podoba 😉

Aqua (Water), Mandelic Acid (kwas migdałowy),
Lactobionic Acid (kwas laktobionowy), Niacinamide (witamina B3), Sodium Hyaluronate (sól kwasy hialuronowego i sodu), Allantoin (alantoina),
Hydroxyethylocellulose, Polysorbate 20, Ethylhexylglycerin,
Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional,
Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool
Jak widzicie, skład jest całkiem ciekawy. Krótki. Do tego na pierwszych miejscach znajdują się składniki wspomniane jako aktywne na opakowaniu – producent nie kantuje i mówi prawdę.  Są tu substancje, które mogą potencjalnie uczulać, ale znajdują się one w wielu innych kosmetykach.
Serum dostępne jest w wielu drogeriach – zarówno w Rossmannie, Hebe jak i Super Pharmie. Nie przyglądałam się temu, czy jest w Naturze, ale wydaje mi się, że tak. Podsumowując, jego dostępność jest naprawdę dobra – każdy z nas łatwo je znajdzie 🙂

 Serum ma rzadką, wodnistą konsystencję. Jest lejące i delikatnie lepkie, ale nadal bardziej przypomina mi w tej kwestii wodę, niż olej. Łatwo aplikuje się je na twarz i dość szybko się w nią wchłania, pozostawiając ją delikatnie lepiącą, ale matową. Swobodnie da się na nim rozsmarować olej czy krem.
Serum, jak na kosmetyk drogeryjny, ma wyższą cenę. Moim zdaniem nie jest jednak drogie, bo kosztuje mniej więcej 27-29 złotych za 30 mililitrów. Moim zdaniem nie jest to zbyt wygórowana propozycja ze strony producenta – tym bardziej, że na promocji produkt będzie jeszcze tańszy 😉

Serum kupiłam po wakacjach, bo jak wiecie – mocno mnie wtedy wysypało. Kiedy już uporałam się mniej więcej z problemem chciałam sięgnąć po coś, co wspomoże mnie w walce z trądzikiem (a aczej czegoś, co pomoże maściom od dermatologa), ale będzie przy tym delikatniejsze – tak, żeby moja skóra miała kiedy się regenerować i była w dobrej kondycji. Serum pomogło mi w walce z problemem suchych skórek. Dzięki niemu i regularnemu olejowaniu skóry praktycznie nie mam z tym teraz problemów. Dodatkowo wspomagał walkę z  przebarwieniami – wtedy, kiedy nie mogłam stosować mocno złuszczającej maści stosowałam to serum i naprawdę dawało radę. Czy odmłodziło mnie o 10 lat? Nie wiem 😛 Widzę jednak, że moja skóra jest bardziej napięta, jędrna i rozjaśniona. Jestem zadowolona z tego produktu i mogę go polecić.
Na pewno! Kiedy mi się skończy i moja skóra od niego odpocznie na pewno sięgnę po nie ponownie – mam nadzieję, że uda mi się upolować nową wersję przeznaczoną specjalnie do walki z przebarwieniami, ale jeszcze nigdzie jej nie widziałam.
Lubicie sera?  Miałyście okazję testować to z Bielendy? Możecie polecić mi coś ciekawego?
Pozdrawiam :3
PS Jak zmieniła się moja skóra w ciągu ostatnich niespełna dwóch miesięcy – dowód niżej. Moim zdaniem różnicę widać, może małą, może nie, ale przebarwienia nie znikają tak szybko :C

INSTADRUK | Czy jestem zadowolona z zamówienia?

Nie wiem czy wiecie, ale lubię robić zdjęcia na Instagrama. Do niedawna nie miałam zbyt dobrego aparatu w telefonie i to mnie smuciło, jednak nie stawało na przeszkodzie w tworzeniu dla Was (i dla mnie – na pamiątkę) klatek i z ważnych dla mnie okazji i codziennego życia. Ostatnio na Facebooku pojawił mi się post z promocją -50% na Instadruk.pl. Postanowiłam pierwszy raz wywołać kilka swoich zdjęć z Insta. Dzisiaj opowiem Wam kilka słów o tym zamówieniu, a na koniec odpowiem na pytanie, czy było warto 😉 Jeśli jesteście ciekawi – zapraszam dalej. Post nie będzie długi, bo niestety słabo się czuję :C

Mogłam zdecydować się na duże lub małe kwadraty. Wybrałam te pierwsze, ponieważ nie lubię miniaturowych zdjęć – wolę dokładniej widzieć, co jest na nim uchwycone, a w malutkim formacie czasem jest to utrudnione. Regularna cena pakietu, to 50 złotych za 24 (lub 48 jeśli wybierzemy mniejszy rozmiar) kwadracików ze zdjęciami. 
Z racji promocji zapłaciłam 25 zł, czyli w przeliczeniu na jedno zdjęcie – nieco ponad złotówkę. Czy to dużo? Wydaje mi się, że tak. Fotograf weźmie złotówkę za wywołanie dość dużego zdjęcia. O oryginalnej cenie nie mówię, bo jest dla mnie stanowczo za wysoka. 
Co do jakości samych zdjęć – wszystkie są równo wykadrowane i wycięte. Rozmiar jednej kostki to 10×10 centymetrów. Papier, na jakim wydrukowana jest fotografia jest śliski, ale nie błyszczący. Nie jest też zbyt twardy – powiedziałabym, że jego gramatura jest dużo niższa od standardowych klatek od fotografa. Sama jakość wydruku niestety u mnie na minus. Rozumiem, że instagramowe filtry psują zdjęcia, na niektórych pojawia się ziarno, na innych coś się rozmarze, zatrze, ale po zdjęciach za taką kasę oczekiwałam lepszego wykonania. Kolory są średnio odwzorowane i część zdjęć straciła przez to pewien klimat, magię.
Podsumowując – z zamówienia jestem średnio zadowolona. Zdjęcia mi się podobają, ale jak to mówią szału nie ma – nic mi nie urwało 😛 Drugi raz nie kupię :C Razem z przesyłką 24 fotografie kosztowały 35 złotych, czas realizacji zamówienia był dosyć szybki – drukowanie zdjęć trwało 2-3 dni. Znalazłam stronę, na której za 35 złotych (+10 przesyłka) kupimy pakiet aż 80 zdjęć! To ponad 3-krotnie więcej! Następnym razem spróbuję tam – mam nadzieję, że jakość będzie lepsza…

Lubicie robić zdjęcia na Instagrama? Korzystaliście kiedyś z możliwości ich wydrukowania? Co sądzicie o tej jakości?
Pozdrawiam :3

PREZENTY DLA 5 TYPÓW DZIEWCZYN | Część druga – sportsmenka i trendsetterka

Hej ho!
U mnie w niedzielę spadł pierwszy śnieg i jego resztki trzymają się do dzisiaj. Nie przepadam za tym, ale na święta ten biały pyłek się przyda – bo co to by było za Boże Narodzenie bez mrozu 😛 Za oknem świeci słońce, a mój harmonogram dnia przypomina coraz bardziej ten dawny i uznawany przeze mnie za prawidłowy 😀 Dzisiaj się wyspałam, mam dobry humor i przychodzę pokazać Wam moje propozycje na prezenty dla 5 typów dziewczyn w drugiej odsłonie. Dzisiaj przygotowałam coś dla fanek sportu i mody. Jeśli poprzedni post tego typu Wam się spodobał, to koniecznie chodźcie dalej, bo ten utrzymany jest w podobnej stylistyce 😉 Zapraszam!

1 – Stanik sportowy – Gym Hero – 120 zł || 2 – Legginsy Gym Hero – 150 zł || 3 – Torba Nike – 140 zł || 4 – Kubek Gym Hero – 33 zł || 5 – Książka – Natalia Gacka – Zostań fit – 34 zł || 6 – DVD – Natalia Gacka – Fit for fun – 23 zł

Sama sportsmenką nie jestem, więc ciężko było mi coś w tej kategorii wybrać. Kiedy jednak naładuję akumulatory planuję powrócić do regularnych ćwiczeń i spacerów na świeżym powietrzu – o wiele lepiej się wtedy czułam. Zacznę od czegoś, co nie znalazło się na obrazku wyżej. Mowa tutaj o karnecie na ulubioną siłownię, basen, czy zajęcia sportowe – zumba, aerobik itp. To świetny prezent i dla osoby zaawansowanej, jak i dla początkującej – w wakacje, kiedy byłam u cioci i miałam opłacone zajęcia moja motywacja wzrosła o tysiąc procent 😀 Jeśli już zamierzamy wybrać się na siłownię fajnie jest ćwiczyć w dobrze wyglądającym, ale też przede wszystkim wygodnym stroju. Osobiście bardzo podobają mi się te Gym Hero, które pięknie prezentują się na wysportowanych modelkach *.* Jak będę miała takie ciało, to sama sobie zafunduję taki zestaw – w nagrodę 😀 Do wyboru jest wiele wzorów i kolorów, myślę, że każdemu przypadnie tam coś d gustu. Dobrym pomysłem na prezent jest też torba sportowa, która nie będzie ani zbyt duża, ani za mała. To już kwestia gustu – ja wrzuciłam tu niebieską z Nike, komuś może podobać się czarna Reeboka 😀 Warto więc najpierw wybadać gust i dobrać prezent idealnie dopasowany do obdarowywanej  osoby. Jedynym gadżetem, który znalazł się w tym zestawieniu jest kubek, kolejny produkt od Gym Hero. Nie wiem jak Was, ale mnie ujmuje ta jego przesadzona słodycz – uwielbiam takie bibeloty 😀 Są dostępne również wersje z motywacyjnymi napisami w wielu ciekawych kolorach – od białego, po miętowe. Na sam koniec chciałam polecić coś dla osób, które wolą trenować w domu. Od początku nie byłam fanką Ewy Chodakowskiej – po jej ćwiczeniach bardzo bolały mnie kolana, mimo tego, że ćwiczenia wykonywałam poprawnie… Mam problem akurat z tymi stawami i powinnam obciążać je z głową. Szukałam alternatywy i znalazłam moją imienniczkę – Natalię Gacką, której zestawy ćwiczeń są bardzo ciekawe i zróżnicowane – na pewno nie będziemy się nudzić. Jak na razie posiadam tylko książkę Zostań Fit, która ma rozłożony plan treningowy aż na 6 miesięcy z uwzględnieniem każdego dnia. Bardzo mi się to podoba i właśnie do tego mam zamiar wrócić niedługo. Niedawno wyszła też jej płyta z ćwiczeniami, Fit for fun, którą również zamierzam nabyć.

1 – Książka – Joanna Glogaza – Slow fashion, modowa rewolucja – 27 zł || 2 – Stanik Magic Box – Amelia – 69 zł || 3 – Tkaninowy szalik – 80 zł || 4 – Książka – Garance Dore – Love x Style x Love – 40 zł || 5 – Mała czarna – 150 zł || 6 – Yes – Srebrna zawieszka – 330 zł || 7 – Książka – Katarzyna Tusk – Elementarz Stylu – 35 zł
Ostatnim typem kobiety, dla której chciałam zaproponować prezenty jest trendsetterka. Wie wszystko o modzie i nie zawaha się tych informacji użyć 😛 Zdecydowanie do tej grupy nie należę, bo na modzie się nie znam, ale lubię czasem kupić sobie coś ładnego, albo przeczytać ciekawą książkę na ten temat. Od książek zaczniemy, bo mam dla Was kilka propozycji, które ostatnimi czasy stały się bestsellerami w kilku największych księgarniach. Pierwszą z nich będzie propozycja od Joanny Glogazy, którą mogliście zobaczyć w ostatnim Haulu. Slow Fashion, czyli modowa rewolucja traktuje o robieniu porządków w szafie, uczy nas doboru rzeczy, aby z niewielu, tych dobrej jakości, stworzyć niezliczoną ilość różnych stylizacji. Kolejne książki mają już mniej walorów edukacyjnych, za to są pięknie wydane i opatrzone w kolorowe fotografie. Mowa tu o Elementarzu Stylu Katarzyny Tusk i Love x Style X Life Garance Dore. Na obie mam chrapkę i pewnie w najbliższym czasie je zamówię 😉 Mała czarna również będzie fajnym prezentem, ale lepiej upewnić się, czy w razie czego będzie ją można wymienić – rozmiar rozmiarowi nie równy i nie do końca może wszystkim pasować. Szalik będzie natomiast propozycją dla tych, którzy się są pewni wymiarów osoby, do której ma powędrować prezent. Obie rzeczy znalazłam w H&M. Srebrna lub złota biżuteria są mile widzianym prezentem. Obecnie dostępnych jest wiele wzorów – od tych subtelnych po wielkie i ciężkie łańcuchy. Ja wybrałam coś delikatnego, bo takie naszyjniki są dla mnie najbardziej wygodne, poza tym pasują do wszystkiego. Ostatnim już, bardziej intymnym prezentem, są staniki Magic Box. Mam jeden, właśnie ten pokazany na zdjęciu w rozmiarze A i wygląda cudownie. Mój rozmiar to 65D. Na święta zamówiłam sobie komplet 3, ale jeszcze się szyją 😛 Jakość jest świetna, często mają promocje, nawet do -60%, przez co stanik można kupić za mniej więcej 30 złotych. W porównaniu do innych marek – czasem oznacza to nawet 3 czy 4 razy tańszą zdobycz. Koronka jest delikatna, nie prześwituje zbyt mocno, a stanik nosi się wygodnie nawet na co dzień. Gumki są rozciągliwe, ale lepiej dokładnie się zmierzmy i wybierajmy rozmiar dopasowany do wymiarów ze strony 🙂

To by było na tyle. Czy tym razem wpadło Wam w oko coś ciekawego? Kupiliście już prezenty świąteczne dla każdej osoby, którą chcecie obdarować? Poszło szybko i sprawnie, czy musieliście długo szukać wymarzonych podarunków?
Pozdrawiam :3

PRZYPOMNIENIE | OSTATNIE DNI ROZDANIA | Wygraj zestaw 5 kosmetyków kolorowych ;)

Hej!
Za dwa dni mija termin oddawania zgłoszeń do mojego konkursu 😀 Mam nadzieję, że już się cieszycie, bo do końca tygodnia wyłonię zwycięzcę. Aby się zgłosić kliknijcie w banner na pasku bocznym lub w ten [LINK]. Do wygrania jest:
  • Podkład Loreal True Match w kolorze 3R/3C – Beige Rose
  • Puder sypki Kobo Proffesional Translucent Loose Powder 
  • Tusz do rzęs Kobo Proffessional Ideal Volume Mascara z limitowanej edycji
  • Lakier do paznokci Golden Rose Carnival – numerek 16
  • Szminka Freedom Makeup Pro Lipstick Pro Red w kolorze 109  Red Wine
Jeszcze raz zapraszam i powodzenia! Komuś z Was na pewno sprawię radość tym prezentem i to się najbardziej dla mnie liczy :3
Pozdrawiam :3
 

POMYSŁ NA PREZENT DLA 5 TYPÓW DZIEWCZYN | Część pierwsza – gadżeciara, kosmetyczne guru i perfekcyjna pani domu

Hej dziewczyny i chłopaki!
Były pomysły na prezenty dla mężczyzn, przyszedł więc czas na moje propozycje upominków dla kobiet. Nie wiem czemu, ale tutaj zdecydowanie łatwiej było mi wybrać przedmioty – nie musiałam ich szukać jak igły w stogu siana – od razu same przychodziły mi na myśl. Prezenty dla nas podzieliłam na kilka kategorii i myślę, że dzięki temu post będzie dla Was zdecydowanie bardziej czytelny! Zapraszam 😉

1 – Powerbank Samsung || 2 – Pióro wieczne Waterman || 3 – Lampa led (tutaj akurat Neo Nail, ale jak dla mnie wszystkie są takie same xD) || 4 – Pędzle Zoeva Rose Gold || 5 – Czytnik Kindle
Gadżeciara, to kobieta, która uwielbia wszelkiego rodzaju bibeloty – czy to elektroniczne, czy kosmetyczne, czy po prostu przedmioty di wystroju domu. W każdym sklepie znajdziemy masę prezentów, która mogłaby jej odpowiadać – od świeczników, przez laptopy po papier toaletowy w kucyki Ponny 😛 Ja chciałam Wam pokazać kilka nowinek, które są, moim zdaniem, warte uwagi. Pierwszym z nich jest powerbank Samsung. Tu akurat macie wersję z pandą, ale są dostępne jeszcze z innymi zwierzątkami z zagrożonych gatunków. Dla osób, które dużo piszą ręcznie, albo po prostu uwielbiają tą czynność (jak ja :D) polecam pióro wieczne Waterman – do wyboru są różne wersje kolorystyczne, wszystkie idealne dla kobiet i dziewczyn. Takie pióro to prezent na lata – jest świetnej jakości i nie ma mowy o tym, żeby szybko się zniszczyło. Dla dziewczyn lubiących dbać o paznokcie świetnym prezentem będzie lampa LED potrzebna do wykonania manicure hybrydowego. Pamiętajcie jednak, żeby wybierać te LED – ich żarówki są trwalsze i szybciej utwardzają lakiery 😉 Do pędzli Zoeva wzdycha chyba każda dziewczyna związana z makijażem. Ich ceny są dużo wyższe niż zwykłych modeli, ale podobno przekłada się to na jakość wykonania i łatwość pracy z nimi. Ostatnim już gadżetem, tym razem dla książko-maniaczek jest czytnik Kindle. Ich ceny wahają się od 300 do 700 złotych, ale dzięki nim można zaoszczędzić i pieniądze wydawane na papierowe egzemplarze (ebooki są zdecydowanie tańsze) i miejsce w pokoju 😉 Sama mam na niego chrapkę od dłuższego czasu, ale nie potrafię porzucić papierowych odpowiedników :C
1 – Olejek do demakijażu Resibo || 2 – Szminka Mac Ruby Woo || 3 – Perfumy Versace Bright Crystal || 4 – Paleta Too Faced Chocolate Bar || 5 – Książka Tajniki Makijażu Red Lipstick Monster || 6 – Szminka Mac Girl About Town || 7 – Paleta Urban Decay Naked 3 || 8 – Paleta The Balm Nude Dude

Drugim typem dziewczyny, którym jest większość z nas, jest według mnie kosmetyczne guru. Blogerki siedzą z nosem w kosmetykach naprawdę częto, a zresztą każda kobieta lubi o siebie dbać i dopieszczać swoje zmysły. Dla takich również mam propozyjce prezentów i mam nadzieję, że Wam się spodobają. Produktem pielęgnacyjnym, który ostatnio robi wokół siebie dużo szumu jest olejek do demakijażu Resibo. Polecany jest dla każdego typu skóry. Jestem nim zainteresowana, bo podobno wspomaga walkę z trądzikiem. Dodatkowo w moim przypadku oleje zmniejszają widoczność przebarwień, a to dla mnie ważne. Kultowe szminki Mac również kuszą wiele z nas, ciężko jednak ot tak przeznaczyć 90 złotych na produkt do ust. Jest to więc idealny prezent na święta – wybrałam dwa najbardziej inetresujace mnie odcienie – klasyczną czerwień, czyli Ruby Woo i ukochaną fuksję – Girl About Town. Perfumy są ważne w kreowaniu wizerunku, ale dobrym prezentem będą tylko wtedy, kiedy jesteśmy w 100% pewni, że dana osoba lubi takie zapachy. Miłośniczki lekkich, kwiatowych zapachów raczej nie będą skakać z radości po otrzymaniu ciężkich perfum, w których czuć piżmo 😛 Od siebie mogę polecić moją ulubioną wodę od Versace – Bright Crystal. Jest słodka, kwaskowata, bardzo dziewczęca. Nie mdła – wręcz rześka. Wiem, że wiele z Was też ją lubi, więc może to jest dobry typ 😉 U mnie utrzymuje się długo i nawet po kilku dniach czuć ją na ubraniach. Zapach pięknie się rozwija i każda z nut mi się podoba. Dla osób chcących podnieść swoje makijażowe zdolności, lub dla tych, którzy przygodę z makeupem dopiero zaczynają idealnym upominkiem będzie książka Red Lipstick Monster – Tajniki makijażu, która od dawna robi furorę w sieci. Sama jeszcze jej nie mam, ale czekam do Wigilii – może Mikołaj wrzuci mi ją pod choinkę 😛 Dla każdej kobiety świetnym prezentem będą też neutralne palety do makijażu oczu – sama wybrałam chyba 3 najbarziej znane (a raczej te, które najbardziej mi się podobają :P), czyli Nude Dude The Balm, Urban Decay – Naked 3 i Chocolate Bar od Too Faced. Przed zakupem powinniśmy przyjrzeć się jednak bliżej kosmetyczce osoby, która ma być takim prezentem obdarowana – może ona woli szarości niż beże i brązy? 😛

1 – Książka Magia Sprzątania || 2 – Koktajler Mix & Go || 3 – Organizer na kosmetyki IKEA || 4 – Świeca Yankee Candle Pink Sands || 5 – Świeca Woodwick Trilogy Wild Berry Smoothie || 5 – Toaletka IKEA
Ostatnią już kategorią przygotowaną na dzisiaj, są prezenty dla Perfekcyjnej Pani Domu. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię mieć porządek i wszystko poukładane jak należy. Przyjemność sprawia mi układanie rzeczy w równą kosteczkę i szminek od najjaśniejszego, do najciemniejszego koloru 😛 Kobietom podobnym w tej kwestii do mnie może spodobać się książka Magia Sprzątania, która jedym się spodobała, innym nie. Myślę jednak, że jest to ciekawa lektura, bo wcześniej nie miałam podobnych w dłoni. Blender Mix & Go również jest świetnym rozwiązaniem – mam go kilka miesięcy i kiedy mam ochotę przygotować sobie smoothie jst wybawieniem – nie trzeba dużo potem sprzątać – wystarczy umyć ostrza i pojemniczek, wszystko wytrzeć, schować do szafki i gotowe 😀 Organizer z Ikei kupiłam niedawno, może 3-4 miesiące temu, ale do tej pory idealnie się u mnie sprawdza. Nie mam zbyt wielu kosmetyków kolorowych i wszystko idealnie mi się w nim mieści – ma fajnie zaplanowane przegródki, do których zmieszczą się i szminki i pudry, a nawet większe palety czy pędzle. Jest wykonany z dobrej jakości akrylu i ławo utrzymać go w czystości. Trzymam go jednak w szafce, bo postawiony na zewnątrz trochę by się kurzył. To chyba jedyny jego minus. Jeśli macie natomiast wiecej dobroci, ale też i więcej miejsca w mieszkaniu świetnym pomysłem będzie toaletka, przy której możemy wykonywać makijaż, trzymać kosmetyki i czuć się przy tym jak księżniczki. Toaletka ze zdjęcia pochodzi z Ikei. Ostatnimi już propozycjami na dziś są świece. Sama polecam te Woodwicka – kiedy palą się, drewniany knot trzaska jak drewno w kominku i stwarza to cudowny, klimatyczny nastrój. Zapach jest intensywny i unosi się praktycznie w całym domu. Dla miłośniczek owocowych aromatów idealne będzie trio o nazwie Wild Berry Smoothie. Drogą propozycją jest świeca Yankee Candle Pink Sands, która pachnie rześko, kwiatowo – owocowo i wprowadza pozytywny nastórój w domu.

Jutro lub pojutrze opublikuję następną cześć pomysłów na prezentów. Podoba Wam sie taki podział na kategorie? Znalazłyście coś ciekawgo? Może macie coś do dodania od siebie?
Pozdrawiam :3

YANKEE CANDLE BUNDLE UP | Kwintesencja zimy według Naczi!

Cześć!
Patrzę za okno i co widzę? Słońce, zieloną trawę i biegające zwierzaki. Gdybym nie wychodziła na zewnątrz i nie sprawdzała temperatury nie powiedziałabym, że jest grudzień. Na mazurach śnieg po kolana potrafił spaść już na początku listopada, jestem więc zadowolona, ponieważ mogę nadal cieszyć się piękną pogodą. W tytule widzicie, że miałam dziś mówić o kwintesencji zimy według mojej osoby. Nazwa tego wosku miała to symbolizować. Bundle up oznacza bowiem ‚opatulić się’. Pamiętam, że kiedy dojeżdżałam do liceum i musiałam czekać 20-30 minut na autobus w 20 czy 30 stopniowym mrozie miałam na sobie ogromny szalik, czapkę, rękawiczki i grubą kurtkę. Tak właśnie wygląda zima z mojej perspektywy. Czy ten wosk Yankee Candle mi to przypomniał? Zapraszam dalej 🙂

Wosk ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o
czystym, zimowym zapachu przywołującym wspomnienie mroźnych dni.
Czytając opis wosku Bundle up przy składaniu zamówienia od razu przyszedł mi na myśl inny, o nazwie Clean Cotton. Tam była świeżość, ale wiosenna, tutaj natomiast miała pojawić się w świątecznym wydaniu.  Pierwsze co przyszło mi na myśl po zapaleniu tego wosku to po prostu szalik pachnący świeżym płynem do płukania. Po kilkudziesięciu minutach zapach się jednak rozwinął i przestał być tak oczywisty. Zaczęłam wtedy wyczuwać w nim nutę czegoś perfumowanego, może delikatnie mydlanego – aromaty, które naprawdę ciężko mi jest opisać. 
Moim zdaniem nie jest to zapach ani typowo świąteczny, ani zimowy. Powinien spodobać się wielu osobom, ponieważ jest dość uniwersalny i nie drażni nosa. Moc oceniam jako średnią – czułam go w swoim pokoju i pomieszczeniu obok, ale nie bolała mnie wtedy głowa. Jest otulający i uprzyjemnia mi w tym momencie chłodne wieczory przy maturalnych zadaniach 🙂 Bardzo mi się spodobał 🙂
Czy wyczuwam w nim czyste, mroźne dni? Rześkie tak, ale na pewno nie ze śniegiem po kolana 😛 Wosk w ogóle nie jest ostry, w przeciwieństwie do białego puszku skrzypiącego pod stopami.
Znajdziecie go na goodies.pl w cenie 7 złotych.
Podobają Wam się „czyste” zapachy? Z czym kojarzy Wam się zapach mroźnego, zimowego dnia?
Pozdrawiam :3