[WŁOSY] Nowe włosy – keratynowe prostowanie – pierwsze wrażenie :3

Hejo
Dzisiaj wpadam tylko na chwilkę bo jadę zaraz z rodzicami oglądać Hobbita <3 Byłam dzisiaj rano na zabiegu keratynowego prostowania włosów i muszę Wam powiedzieć, że jestem zaskoczona jak włosy mogą zmienić się w 2 godziny. Na pierwszych zdjęciach możecie zobaczyć moje włosy mniej więcej z 10 grudnia a dalsze juz po zabiegu – jak dla mnie różnica jest ogromna. Włosy są miękkie, proste i pięknie lśnią a także są dużo zdrowsze. Dzisiaj mam dla Was tylko pierwsze wrażenie a co miesiąc postaram się publikować posta ze zmianami, jakie następują na mojej głowie. Mi pozostało już ylko ściąć te smętne i przerzedzone końce i mogę cieszyć się pięknymi włosami ^^

Pozdrawiam :3

[RECENZJE] Maska Eveline cosmetics Argan + Keratin, Arganowa maska 8 w 1

Hejo!
Jestem już na mazurach, w domu i nadal staram się wytrzymać w moim postanowieniu częstszego pisania postów. Mam nadzeję, że ten pomysł Wam się podoba, bo przygotowałam już sobie kilka postów a nawet ich zarys, więc pozostało to tylko przepisać do bloggera i ewentualnie poprawić lub rozszerzyć pewne części :3

Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o masce Argan + Keratin 8 w 1, która naprawdę dobrze sprawdziła mi się na włosach i z chęcią po nią sięgałam. Niestety dobiłam już do dna i pudełeczko wylądowało w śmietniku 😛 Także, skoro zużyłam cały produkt i wyrobiłam sobie o nim opinię, pozostało mi tylko napisać dla was posta z jego plusami i minusami.







Innowacyjna maska do włosów 8w1 skutecznie uzupełnia ubytki keratyny, intensywnie regeneruje i odbudowuje włosy farbowane, rozjaśnione oraz zniszczone. Formuła bogata w zaawansowane składniki aktywne, działające w synergii z olejkiem arganowym i płynną keratyną, chroni kolor oraz przywraca włosom elastyczność i piękny połysk. Głęboko odżywia i wzmacnia strukturę uszkodzonych i osłabionych włókien włosów. Natychmiast po zastosowaniu włosy stają się jedwabiście gładkie, lśniące i miękkie w dotyku. Łatwo się rozczesują i nie puszą się. Lekka formuła nie obciąża i nie zostawia żadnych osadów we włosach.

Działanie 8 w 1:

– odbudowa włókna włosa,


– nawilżenie i wygładzenie,

– odżywienie i wzmocnienie,
– intensywna regeneracja,
– połysk od nasady aż po same końce włosa,
– miękkie i elastyczne włosy,
– łatwe rozczesywanie i stylizacja,
– ochrona przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. 

Maska ta dostępna jest w kilku drogeriach, ja np. widziałam ją w Rossmannie i bodajże w Naturze lub Hebe. Ja swoją kupiłam chyba z pół roku temu na promocji oferowanej podczas trwania którejś urodowej akcji w Biedronce. W internecie też można ją znaleźć.

Maska ta ma naprawdę niezły skład. Znajdziemy tu różne emolienty, na 4 miejscu jest występujący w nazwie produktu olejek arganowy, a więc naprawdę wysoko. Dalej mamy np. ekstrakt z korzenia łopianu, który działa kojąco, przeciwłojotokowo, odżywiająco, ściągająco, tonizująco, ekstrakt z nagietka i jeszcze wiele innych ziołowych ekstarktów, za co wielki plus. Troszkę bliżej końca mamy hudrolizowaną keratynę, ale ja akurat byłam z tego faktu zadowolona, bo w tamtym okresie moje włosy źle reagowały na nadmair protein. 

Konsystencja maski jest budyniowa, gęsta, nie spływa z włosów i dłoni. Należy jednak uważać, aby do środka nie dostała się woda, bo wtedy maska staje się rzadsza i jeśli spadnie na wannę albo brodzik można wywinąć niezłego orła. Dodatkowo maska pięknie pachnie i zapach ten d
Ja kupiłam tą maseczkę w Biedronce, więc zapłaciłam za nią taniej – około 15-17 złotych, niestety nie pamiętam dokładnie. Z tego co wypatrzyłam w drogeriach kosztuje ona około 25 złotych, ale na promocjach można dorwać ją taniej. Moim zdaniem cena adekwatna do jakości i pojemności.

Maska jest wydajna, nie trzeba użyć jej zbyt wiele żeby pokryć włosy. Mi starczyła na bardzo długo, a były momenty, że naprawdę intensywnie jej używałam. 

Estetyczny słoiczek z dużą nakrętką. Otwór nie sprawia problemów i łatwo wydobyć przez niego produkt. Etykietki wglądają bardzo ładnie, jak w profesjonalnym produkcie, z tyłu opakowania umieszczonych jest wiele informacji, za co plus. Osobiście nie miałam problemów z odkręcaniem nawet mokrymi rękoma.

Pojemność dość duża, bo aż 500 mililitrów. Większość producentów drogeryjnych masek oferuje nam 250 mililitrów produktu, tutaj jest go aż dwa razy więcej. Minusem takiej pojemności może być tylko to, ze zajmuje więcej miejsca i nie każdy chce zabierać ze sobą taki duży pojemnik na kilkudniowy wyjazd.

Mam co do tej maski troszeczkę mieszane uczucia. Często działała świetnie, ale czasami puszyła moje włosy lub po prostu nic z nimi nie robiła. Na szczęście takie momenty zdarzały się naprawdę rzadko i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tą maseczkę polecam. Bardzo fajnie wygładzała włosy, dociążała je (chociaż te niskoporowate może obciążać a z bardzo wysokoporowatymi nie do końca radzić), nadawała wlosom piękny blask. Ułatwiała też rozczesywanie. Nie dość, że pięknie pachniała to ten zapach trzymał się na włosach cały dzień. Takie produkty lubię. Minusik za to, że czasem płatała figle 😛 Oceniam ją na:
7/10

Jeśli już przetestuję tryliard innych maseczek, których jeszcze nie miałam, albo nie będę miała pomysłu co kupić i będę chciała sięgnąć po coś sprawdzonego na pewno do niej wrócę.

Miałyście? Lubicie takie produkty? 
Pozdrawiam i lecę spać :3

[RECENZJE] Lakiery Wibo – Chic Matte nr 2 i Wow Granite Sand nr 2

Hejo!
Udało mi się cało i zdrowo dotrzeć z Mateuszem do Warszawy 😀 Podróż przebiegła bezproblemowo, niestety zmęczenie daje mi się we znaki, bo wczoraj do północy myślałam nad tym, czy wszystko spakowałam, a dzisiaj musiałam wstać o 5, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik i nie spóźnić się na autobus. Ważne, że daliśmy radę, nic nie zaginęło a ja jutro będę już w domu ^^
Dzisiaj zaplanowałam dla Was post z recenzją dwóch lakierów do paznokci, czyli Chic matte i Wow granite sand od Wibo, obydwa o numerze 2. Mam nadzieję, że jesteście zainteresowani i z przyjemnością zagłębicie się w tekst. Zapraszam!

Prostokątny, szklany słoiczek, ostatnio charakterystyczny dla marki Wibo – tak można opisać oba lakiery. Wygląda elegancko i solidnie, etykietki na zakrętkach nie schodzą i prezentuja się estetycznie. Opakowanie dla mnie na plus – i ładne i funkcjonalne – w pudełku zmiesci się więcej lakierów o kształcie prostopadłoscianiu niż kuli 😀

I w jednym i w drugim po 8,5 mililitra, czyli nie za dużo, nie za mało. Po wyglądzie opakowania można się spodziewać większej ilości specyfiku w butelce, ale wygląd bywa mylący 😀 W porównaniu do Sally Hansen czy Essie wypada średnia (tamte mają po 13 mililitrów), ale moim zdaniem jest to taka ilość, którą możemy zużyć zanim zaschnie.

Konsystencja lakieru Chic Matte jest kremowa, jak na matowy lakier przystało. Wow Granite Sand jest jak każdy piaskowy lakier nieregularny, wręcz ostry i zawiera w sobie częsteczki i ciasteczkowych kolorach – pomarańczowo – beżowo – niebieskie. Oba lakiery dobrze się rozprowadzają i dość szybko schną – ten o piasowej strukturze zdecydowanie szybciej.

Zarówno internet jak i sklepy stacjonarne. Ja swoje kupiłam w Rossmannie, na promocji 1+1, ale widziałam, że na stronie producenta, czyli Wibo mają  niższe ceny nawet od tych z drogerii stacjonarnych, więc jeśli planujecie większe zamówienie to warto z tego skorzystać.

Chic matte kosztował w Rossmannie około 6,50 złotego (chyba 6,19, ale nie jestem pewna), a Wow granite sand 6,99. Jak na lakier o takiej pojemności nie jest to zbyt dużo i myślę, że można wyłożyć na niego tyle pieniędzy 😀

Oba lakiery bardzo lubię i maluję nimi paznokcie kiedy chodzę do szkoły ze względu na ich neutralne kolory. Za taką cenę naprawdę otrzymujemy dobrą jakość. Lakiery utrzymują się na moich paznokciach 3-4 dni, nie jest to za dużo, ale na moich pazurach nawet Essie się tyle trzymał :C Efekt matu schodzi mniej więcej po 3 dniach, ale można to naprawić stosujac matowy top coat. Ogólnie nie są to moi ulubieńcy i najukochańsze lakiery z kolekcji, ale bardzo lubię po nie sięgać. Oceniam je na:

7/10

Wibo w kwestii lakierów jak na razie mocno mnie nie zawiodło, więc na pewno skuszę się na jakieś inne kolory albo serie. Za dość niską cenę otrzymujemy dobrą jakość a ja takie połączenia bardzo lubię 😀
Uciekam spać i do zobaczenia jutro! Jutro albo recenzja, albo jakaś dłuższa pogadanka, zbaczymy jeszcze jak jutro będę się czuła i ile będę miała czasu 😛
Miałyście któryś z tych lakierów? Podobają się Wam? Lubicie lakiery o nietypowych wykończeniach?
Pozdrowionka od 

[ZAPACHY] Wosk Yankee Candle Clean Cotton

Hejo!
Jest już prawie 23 a mi w końcu udało się spakować i spradzić, czy wszytsko to, co potrzebne mam już w swojej walizce 🙂 Jutro o 7.15 wyjeżdżam z Bydgoszczy i trafiam do Warszawy a w niedzielę odbierają mnie z niej rodzice i tak po 3 miesiącach wracam do domu jak syn marnotrawny 😛
Jestem już zmęczona, ale skoro czekam, aż zmywarka skończy pracować (taaak, zostawiamy po sobie porządek w mieszkaniu :P) napiszę dla was szybkiego, ale myślę, że pzyjemnego posta :3 Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o dzisiejszym zapachu zapraszam Was do czytania :3

Opakowanie

Tradycyjna tarteletka, jak każda z Yankee Candle. Ta jest w kolorze białym, który świetnie pasuje do nazwy i etykietki. Na zdjęciu widoczny jest biały płotek w ogródku i pranie na sznurze – przyjemny, przynajmiej dla mnie widok 😀 Idealnie odwzorowuje nazwę, czyli Clean Cotton – czysta bawełna/pranie.
Zapach
Zapach cudowny, świeży, ale nienachalny. Nie pachnie jakoś bardzo mocno, ale jest wyczuwalny w pokoju. Odświeża, wręcz „tonizuje” wnętrze i odprężą zmysły. Nie będzie drażnił nawet wrażliwych nosków, a za to wielki plus.  Wyczuwalna jest tu nuta świeżego prania, delikatnych, letnich kwiatów a nawet kwaskowatej cytryny. Moim zdaniem połączenie bardzo udane.
Cena
Tak jak inne woski Yankee Candle i ten kosztuje w granicach 6-8 złotych. Ja swój kupiłam w Internecie za 7 złotych.
Wydajność
Ja swój wosk zawsze dzielę na 5,6 kawałeczków co daje mi nawet 6-krotnie dłuższy czas palenia. Dodatkowo pachnie nawet przy drugim odpaleniu co przedłuża jego trwałość.
Czas palenia
Jeden fragmencik pali się około 8 godzin. Przez cały ten czas zapach pięknie unosi się po mieszkaniu.

Dostępność
Dostępny zarówno stacjonarnie (Organique, saloniki Yankee Candle) oraz w sklepach internetowych, np. Goodies – zamawiam u nich, bo mają fajne promoocje na zapachy miesiąca i zawsze na bierząco dodają nowości 😀 Chociaż czasem, gdy zamawiam kosmetyki np. na Minti Shop też wrzucę jakiś wosk do koszyka 😀

Podsumowując – jak dla mnie wosk bardzo dobry, ale nie najlepszy. Niestety, mimo tego, że uwielbiam jego zapach muszę mu dać minusika za mniejszą intensywność. Według mnie zasługuje on na:

8/10

Lubicie Yankee Candle? Co myślicie o zapachu świeżego prania? Też jesteście takimi maniaczkami czystości jak ja? 😛
Pozdrawiam :3

[INSTAGRAM] Podsumowanie listopada :)

Hej!
Tak, wiem, że jest już połowa grudnia i przyznaję się bez bicia, że w natłoku wrażeń i zajęć zapomniałam podsumować Wam mojego miesiąca na instagramie. Jednak nie tracicie zbyt dużo, jak zwykle u mnie się tam nic nie dzieje, bo zazwyczaj nie chce mi się robić zdjeć, albo po prostu o tym zapominam 😛 Jeśli ktoś śledzi mojego facebooka lub właśnie instagrama może oglądać te zdjecia na bierząco i nie znajdzie juz wtedy w takim poście nic ciekawego 😛 
Odbiegając troszkę od tematu – w kńcu mam wolne! Jak na razie pozaliczałam wszystkie możliwe przedmioty, po świętach zostały mi do napisania 2 kolokwia – z chemii i parazytologii i można się uczyć do sesji 😛 Ogólnie nie jest źle, myślałam nawet nad tym, zeby napisać Wam posta o tym jak wygląd studiowanie farmacji i może w święta uda mi się ten pomysł zrealizować.
Bez zbędnego owijania w bawełnę zapraszam do czytania podpisów i oglądania zdjeć :3 
Mam wielkie czoło i nic tego nie zmieni 😀 Chciałabym, żeby moja cera była taka idealna jak na tym zdjęciu *.*

Pierwsze zakupy z Rossmannowej promocji. Pierwszego, czyli granatowego używam do kresek, brązowego jako bazy pod cienie lub cień do powiek :3 

Wszyscy mi mówią, że mam małe oczy a to nieprawda :C

Prezent od Mateusza <3 On wie, co lubią kobiety ^^

Ręce, które leczą,  wtemacie nic więcej 😛 A tak naprawdę lubię swoje długo-chude paluchy 😀 Na paznokciach Sally Hansen – Cherry, cherry, bang, bang

Przed nocą zakupów z Oliwią <3 Mam twarz białą jak sweter 😀

Mam i ja 😀 Dla włosomaniaczek napradę przydatna książka, będzie recenzja :3
To by było na tyle, jak zwykle zbyt wiele tego nie ma, ale mam nadzieję, że się to Wam spodoba 😀 Jutro jakiś konkretniejszy post, bo nie wiem czy się coś na blogu przez weekend pojawi -wyjeżdżam do domu i dotrę tam dopiero w poniedziałek.

Lubicie robić zdjęcia i się nimi dzielić? :3
Pozdrowionka

[RECENZJE] Bourjois Healthy Mix 51 Vanilla Clair

Hej!
Wpadłam w wir przedświątecznego rozgardiaszu i „przedkońcosemestralnego” zaliczania wszystkich przedmiotów 😛 Kolokwia już za mną, została mi tylko do wykonania jedna analiza soli na chemii i prezentacja do przygotowania na parzytologię 😀 Nie jest źle, jakoś się wyrabiam, ale czuję już wszędzie magię świąt i nie mam ochoty na naukę (jak pewnie większość studentów i uczniów :D)
W ramach rekompenstaty za moją niezbyt częstą obecność na blogu i frekwencję w pisaniu postów mam dla Was krótką recenzję podkładu, który się u mnie niestety nie sprawdził Mowa tu o dość sławnym już w blog- i vlogsferze podkładzie, czyli Bourjois Healthy Mix w odcieniu 51 Vanilla Clair. Jeśli jesteście ciekawi dlaczgo mówię mu nie, zapraszam do czytania 😀

Wygodna, szklana buteleczka, któea postawiona na półce prezentuje się naprawdę bardzo estetycznie. Jest dość ciężka, więc pewnie makijażystkom nie przypadłaby do gustu. Opakowanie zwieńczone jest czrwoną pompką, która jak na rzie działała bez zarzutu, nie zacinała się, można było nią zaaplikować tyle produktu, ile chcemy. Szkoda, że nie pozostali przy pompce airless bo pozwoliłoby to wykorzystać produkt do maksimum. Dodam jeszcze że buteleczka z podkładem raz upadła mi na panele i nic się z nią nie stało.

W porównaniu z moim dotychczasowym ulubieńcem – Loreal True Match ten podkład jest gęstszy, ale nadal potrafi delikatnie spływać z dłoni. Nie jest tępy, rozprowadza się dość gładko i łatwo, choć na mojej twarzy potrafi tworzyć jakieś smugi :C Ogólnie nie jest źle, da się z tym żyć 😛
Dostępny jest w niektórych Rossmannach, Hebe, wszędzie tam, gdzie znajdziemy szafę Bourjois. Jest szeroko dostępny, bo poza sklepami stacjonarnymi znajdziemy go jeszcze w wielu internetowych drogeriach. Tutaj daję mu plusa, bo fajnie jest móc zobaczyć kolor na żywo ( o ile znajdziemy tester, a ja go nie znalazłam ;_;)

Widać go na jednym ze zdjeć wyżej. Nie zachwyca mnie jakoś bardzo: na drugim miejscu w składzie silikon, prawdopodobnie niekomadogenny, ale może zadziałać z innymi składnikami i nas zapchyać :c Później znów silikon, lotny, nekomadogenny, ale jednak silikon. Niedaleko po tym duecie PEG :C Ekstrakty, o których opowiada producent, niestety są daleko, prawie na szarym końcu.

Produkt jest dość wydajny, jednak pompka wystarcza aby pokryć twarz palcami, półtorej, gdy używamy pędzla. Niestety przez opakowanie nie pozwala zużyć produktu w 100%, bo część zostaje po prostu na ściankach.
Tradycyjnie 30 mililitrów, czyli w sam raz, aby taki produkt przetestować, żeby się nie znudził, a twarz przez niego nie zbuntowała 😛

W Rossmannie kosztuje 60 złotych, ja jednak kupiłam go razem z innym podkładem w promocji 1+1 więc jego cena wyszła mniej więcej 30-35 złotych. I za taką kwotę znajdziemy go na stronach internetowych drogierii. Uważam, że cena nie jest jakoś mocno wygórowana (ta w sklepach internetowych) i można sobie na niego pozwolić. Za 60 złotych bym go nie kupiła.

Podkład u mnie się nie sprawdził i jak dla mnie ma wiele wad, które są da mnie nie do przyjęcia. Po pierwsze kolor – mimo tego, ze wybrałam najjaśniejszy z całej gamy kolorystycznej okazał się zbyt ciemny,a  do tego wpada w brzydką pomarańczkę, tak to przynajmniejw ygląda na mojej skórze. Krycie jest minimalne, nie kryje moich przebarwień potrądzikowych, które nie są aż tak mocno widoczne. Podkreśla suche skórki, tworzy dziwne plamy, prześwity, nie ujednolica nawet mojego kolorytu skóry i nie kryje równo zaczerwienień, które czasem się na niej pojawiają. Jak dla mnie plusem jest tylko rozświetlająca formuła, ładny, owocowy zapach i solidne opakowanie. Podład wędruje do mojej mamy, u której na pewno sprawdzi się zdecydowanie lepiej :3
Oceniam go na :
3/10
Nie, nie i jeszcze raz nie. Kolor nietrafiony, przebarwień potrądzikowych nie kryje, a dodatkowo miał mieć nawilżającą formułę, a podkreśla moje suche skórki ;C Podkład mojej skórze nie pasuje :C
Niżej możecie zobaczyć zdjęcia bez podkładu i z podkładem, naprzemiennie. Skóra była pokryta kremem, który zdążył się wchłonąć. podkładu nie pudrowałam ani nie używałam korektora, żeby pokazać wam rzeczywisty efekt, jaki daje na skórze.

Moj ulubiony image, twarz ciemniejsza od szyi xD

To by było na tyle. Do podkadu nie wrócę, mam nadzieję, że niektórych przestrzegę przed kupnem 😛


Miałyście Healthy Mix, stosowałyscie go? Sprawdził się czy nie?
Pozdrawiam :3

[ZAPACHY] Yankee Candle Pink Dragon Fruit – wosk

Hej!
W końcu zdobyłam kominek i znów mogę palić w nim woski. Uwielbiam, gdy w całym domu unosi się piękny zapach. Mam wrażliwy nochal i lubię wąchać wszystko o przyjemnej woni :3 Jeśli jesteście zapachomaniaczkami tak jak ja, zapraszam was do przeczytania tego posta :3 Dzisiaj na warsztat idzie wosk od Yankee Candle o zapachu Pink Dragon Fruit

Mogę się Wam jeszcze pochwalić, że jak na razie zaliczyłam wszystkie przedmioty na bieżąco :3 Kolokwium z chemii nawet na 28,7/32 punkty, czyli bardzo dobrze 😀 Została mi już tylko anatomia i łacina w poniedziałek i mogę już prawie świętować 😀 W sobotę wracam do domu i jestem z tego powodu bardzo zadowolona <3 Bez przedłużania, zapraszam do czytania 😀

Opakowanie
Wosk zapakowany jest w zwykłą folijkę na której widnieje naklejka ze zdjęciem i nazwą wosku oraz firmy, która go wyprodukowała. Moim zdaniem wygląda to bardzo estetycznie i przejrzyście. Z tyłu mamy naklejkę z instrukcją, informacją o czasie palenia i gramaturą. Wosk sam w sobie jest w formie tarteletki koloru różowego o masie 22 gramów.


Zapach
Wosk ten nosi nazwę Pink Dragon Fruit, czyli jest o zapachu różowego smoczego owocu. Niestety nie wiem jak pachnie taki owoc, mogę jednak wam powiedzieć, że zapach unoszący się z kominka jest piękny. Bardzo mi się podoba. Jest świeży, rześki, słodki, ale nie mdły i kwaśny. Uwielbiam stosować go w pochmurne dni, bo wtedy poprawia mi humor. Zapach ten należy do serii owocowej i polecam go miłośnikom takich właśnie aromatów.

Cena
Jedna tarteletka kosztuje naprawdę niezbyt dużo – jej cena waha się w granicach 6-8 złotych, często jednak można ją znaleźć za 6,90 – 7 złotych i za taką właśnie cenę ja kupiłam swoją. Porównując cenę do jakości moim zdaniem jest to bardzo dobry stosunek. Na stronie goodies.pl, na której go zakupiłam kosztuje 7 złotych 🙂


Wydajność
Ja jedną tartę dzielę na około 5 – 6 równych części, czyli dość dużo. Do kominka wrzucam jedną taką część, która pali się naprawdę długo. Do tego nawet po zgaszeniu zapach jest bardzo intensywny i wypełnia całe moje mieszkanie. Wydajność jak dla mnie na  + 😀
Czas palenia
Na opakowaniu zaznaczone jest, że wosk pali się 8 godzin. Muszę się z tym zgodzić. Na jedną porcję często zużywam dwa tealighty i nawet przy drugim odpaleniu (tealight pali się 3,5-4 godziny) już po zstygnięciu wosku, np. na drugi dzień zapach jest tak samo intensywny. Daje nam to 5*8 , czyli 40 godzin palenia. Jest to taki czas, w jakim wypala się średniej wielkości świeczka.
Dostępność
Woski te dostępne są zarówno stacjonarnie, jak i w sklepach internetowych. Stacjonarnie można je znaleźć w sklepach Organique i salonikach firmowych Yankee Candle. Dostępność jest naprawdę szeroka i nie możemy narzekać. Ja swoje woski zamawiałam przez internet, ale jesli ktoś nie lubi kupować zapachów w ciemno to zawsze można je powąchać i zobaczyć na żywo 😀
Warto wspomnieć też, że woski te nie parują. Mnie takie pary duszą i nie mogę odpalać takich wosków, bo boję się o swoje zdrowie. Po tych nie mam żadnego dziwnego uczucia ciężkości, a powietrze w pomieszczeniu nadal jest świeże i lekkie.
Jeśli lubicie takie wynalazki to ja ten zapach polecam z całego serca 😀 Jest to jeden z moich ulubionych, który będę uzupełniała dość często 😀
Moja ocena

10/10

Lubie woski Yankee Candle? Miałyście okazję spróbować tego zapachu?

[ULUBIEŃCY] Ulubieńcy listopada :3

Hejo!
Mimo, że listopad już troszkę za nami chciałam was zaprosić na ulubieńców listopada. Nie ma zbyt wiele tych produktów, ale jakichś szczególnych odkryć kosmetycznych w tym miesiącu nie miałam 😀 Zaraz uciekam na zajęcia, więc nie będę przedłużać, bo raczej nie chcę się spóźnić na biologię – jeszcze bym przypadkiem egzaminu w styczni nie zdała xD Jeśli jesteście ciekawi co ostatnio gościło w mojej kosmetyczce najczęściej – zapraszam do czytania :3

Pierwszym kosmetykiem, którego najczęściej używałam jest paleta od Makeup Revolution – Iconic 3. Znajdziemy w niej bardzo neutralne kolory – i na dzień i na wieczór. Ja na zajęcia nie maluję oczu, ale często gdy gdzieś wychodzę dołączam ten krok do swojego makijażu. Tą palekę cenię sobie za jakoś wykonania i łatwość pracy z nią – cienie łatwo się blendują, nie znikają, na bazie (niestety mam tłustą i opadającą powiekę :C) trzymają się cały dzień. Cena też jest zaskakująco fajna, bo paletka kosztuje tylko 20 złotych, a w promocjach, które organizują internetowe drogerie można ją zgarnąć nawet za 15 złotych. Jej jedynym minusem może być opakowanie, które dość szybko się rysuje. Ne jest to jednak jakiś tandetny plastik – przwoziłam ją z domu, raz mi upadła a z cieniami nadal nic złego się nie dzieje.

Kolejnym ulubieńcem jest mascara Volume Milion Lashes So Couture. Ma fajną sulikonową i dość małą szczoteczkę, która idealnie rozczesuje nawet najmniejsze rzęsy. Dzieki temu tuszowi moje oczy nie łzawią – nie uczula mnie jak niektóre. Szczoteczka na szczęście nie jest twarda i nie powoduje u mnie bolesnego jęczmienia na powiekach. Tusz wolno zasycha, nie pozostawia grudek i nie skleja rzęs. Dodatkowo ładnie, pudrowo pachnie.

Ostatnimi kosmetykami o których chciałam wspomnieć są dwa produkty do ust – jeden to Masełko do ust jagoda od Nivea, a drugi to szminka Maybelline ColorSenstational o numerze 103 – Iridiscent Rose Diamonds. Pierwszy produkt lubię ze względu na jego pielęgnujące właściwości i świetny zapach. Jak na razie są to moje ulubione produkty w kwestii dbania o piękny uśmiech. Szminkę wybierałam najczęściej ze wzlędu na jej nautralny odcień i naturalny wygląd – idealny na uczelnię czy codzienne zajęcia.

Mam nadzieję, że post Wam się podobał i że Wy również znalazłyście swoich listopadowych ulubieńców. Ja uciekam na autobus a Wam życzę miłego popołudnia i do zobaczenia jutro :3
Jest w tym gronie któryś z Waszych ulubieńców? Miałyście okazję testować któryś z tych produktów?
Pozdawiam :3

[TAG] Interesting Tag, czyli znów coś o mnie :D

Źródło
   Dzisiaj szybo i na temat :3 Wy czytajcie a ja lecę spać, bo jutro czeka mnie matematyyyka, pochodne, całki i inne zło tego świata 😛

PISZĘ… Z przyjaciółmi, koleżankami i kolegami, z naprawdę różnymi i interesującymi ludźmi. W innym ujęciu – piszę też posty, co dla niektórych pewnie byłoby nie lada wyzwaniem (nie każdemu się chce tak regularnie coś pisać :P)
GOTUJĘ… Raz częściej, raz rzadziej, ale gotuję. Czy jestem w tym dobra, to nie mnie to oceniać 😛 Według mnie powinnno tu być piekę, bo to wolę robić zdecydowanie częściej 😀 Ciasteczka, ciasta i desery to mój żywioł 😀
CZYTAM…  Aktualnie sięgnęłam po „Władcę Pierścieni”, ale jakoś nie mogę się skupić i czytać dalej :C Niestety nauki mam dużo i czasu troszkę brak. Kiedyś za to ksiązki pochłaniałam, bo czytać uwielbiam :3
CHCĘ… Zostać lekrzem :3 To jak na razie mój największy priorytet 😛 A jak nie lekarzem, to farmaceutą, ale to już tylko plan b 😛
PATRZĘ… Na to co robię i chcę żeby to było perfekcyjne i odzwierciedlało mnie w 100%. Nie chcę też, żeby coś, czemu poświęcam czas było wbrew mnie.
GRAM… Gram w kilka gier i bardzo to lubię 😀 Jak dla mnie dziewczyna z joystickiem, albo grająca na komputerze to nic strasznego i całkiem normalna rzecz 😀 Jeśli gra ktoś w League of Legends to proszę się zgłaszać 😀
MARZĘ… O medycynie i podróży dookoła świata :3
CIESZĘ SIĘ… Że mogę stale się rozwijać i doskonalić siebie. Jest to dla mnie bardzo ważne, bo myślę, że szczęście po części zależy od samorozwoju 🙂
CZEKAM… Na spełnienie marzeń, bo człowiek bez marzeń nie istnieje :3
LUBIĘ… Porządek, ciszę, koty i piękne zapachy 😀
ZASTANAWIAM SIĘ… Co powinnam w sobie zmienić i staram się z tym walczyć. Nie zawsze się udaje, ale często widzę progres 🙂 Małymi kroczkami wszystko da się osiągnąć :3
KOCHAM… Moich bliskich, bo to dzięki nim mam nadzieję na lepsze jutro, to oni pomagają mi w ciężkich chwilach i nie dają się poddać :3
MAM NADZIEJĘ… Że poprawię maturkę i w wakacje przyjedzie do mnie kotałke brytyjki. Muszę go mieć <3
ZDUMIEWA MNIE… Jak fałszywi potrafią być niektórzy ludzie. Dawno się z taką obłudą nie spotkałam, myślę, że jak byłam dzieciem to było trochę inaczej 🙂
POWINNAM… Uczyć się do matury, ale trochę mi się nie chce :C
CZUJĘ… Zmęczenie – idę zaraz spać i regenerować siły na jutrzejszy dzień 😛 Trzeba mieć siły na naukę, bo to absorbuje naprawdę dużo energii 😀
PODĄŻAM… W stronę celów, które sobie sama postawiłam 😀 Uważam, że taka droga jest słuszna i prowadzi do naprawdę fajnej i ciekawej mety :3
DOCENIAM… To, że niektórzy wytrzymują ze mną przebywanie przez naprawdę długi czas 😀 Z takim umysłem ciężko jest wysiedzieć dłużej 😛 Może tego tak bardzo nie widać, ale ja im naprawdę współczuję i ich doceniam 😀
WIEM… , że mam jeszcze przed sobą wiele rzeczy to zrobienia, ale grunt to dobre nastawienie 😛
MYŚLĘ… , że wiele osób nie potrafi mnie do końca zrozumieć i zachowują się głupio przez co mnie denerwują 😛
PLANUJĘ… Mam zaplanowane pół życia (no trochę mniej xD) i mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem 😀
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za to, że mnie odwiedzacie :3 Byliście tu już ponad 100 000 razy a to wiele dla mnie znaczy 😀
Mam nadzieję, że będzie Was tu jeszcze więcej <3
Podoba Wam się tag? Też lubicie czasem pomyśleć o takich rzeczach?
Gorąco całuję :3

[TAG] Winter is comming, czyli Winter tag :D

Źródło
Hejooo!
 Jestem już bardzo zmęczona i nie mam na nic siły :C Dopada mnie coś w rodzaju zimowej depresji – jest za ciemno i zdecydowanie za zimno. Wstaję rano – ciemno, wracam z zajęć – noc, a odżywczego słońca brak :C Przede mną ostatni tydzień pracy, mam ostatnie kolokwia i od przyszłego poniedziałku już wolne i laba 😀 Dodatkowo 20 wracam do domu i już nie mogę się doczekać – nie byłam tam od początku studiów, czyli od końca września, a jak dla mnie to naprawdę długo.

Żeby już nie przemęczać mojego i tak wypranego umysłu dzisiaj na warsztat biorę kolejny tag 😀 Jest to edycja zimowa, bo ta pora roku niechybnie zbliża się do nas. W mojej rodzinnej miejscowości śnieg już spadł, w Bydgoszczy jeszcze nie, ale pewnie niedługo się to stanie 😛

Pytania wzięłam z bloga Dominiki i nie są one moją własnością 🙂 Jeśli więc zaciekawiłam Was tym tematem zapraszam do czytania :3

1 – Ulubiony lakier zimowy?

Nie mam jednego ulubionego zimowego lakieru. Mam raczej ulubione kolory, którym są wszystkie nudziaki, ciemne czerwienie, granaty, ale także baby blue, który kojarzy mi się z bezchmurnym, zimowym niebem i świeżym śniegiem. Mam też jeden piasek, który wygląda jak niebieski śnieg i to własnie po niego lubię sięgać w tym okresie.

2 – Ulubiony zimowy produkt do ust?

Zimą nie rezygnuję z mocno nasyconych, kolorowych pomadek, ale mocniej przy tym dbam o nawilżenie ust. Moim ulubionym produktem tego typu jest masełko do ust od Nivei. Mam w swojej kolekcji te jagodowe, kokosowe i karmelowe :3

3 –  Jakie ubrania najchętniej nosisz zimą?

Zdecydowanie swetry. I to te grube i cieplutkie, bo jestem zmarźluchem. Bluza też może być, ale to jednak sweterki są na pierwszym miejscu 😀


4 – Ulubione zimowe akcesoria?

Długi, druby szalik, ciepła czapka i rękawiczki to zdecydowanie mój must have zimą. Bez nich zamarzłabym i już nie pisałabym dla was postów 😛 A to raczej nie byłoby ciekawe, przynajmniej z mojej perspektywy 😛

5 – Ulubiony zimowy zapach?

Karmel, pierniczki, pomarańcze, świerk i goździki. To chyba wszystko co kojarzy mi się z zimą, a przynajmniej ze świętami. Myślę, że wiele z Was wybrałoby podobny zestaw :3


6 – Ulubiony zimowy napój?

Gorąca czekolada <3 Za kakao nie przepadam, bo składa się z mleka, a ja pijąca coś z mlekiem to nieciekawe połączenie. Za to czekoladę można robić z wodą, jest słodka i świetnie rozgrzewa <3 Lubię też herbatę z cytryną albo sokiem malinowym 😀


7 – Ulubione świąteczne danie?

Chyba pierogi z kapustą i grzybami, albo ryba (ale nie karp) a na deser ciatooo i ciasteczkaaa <3 Pierogów do niedawna nie lubiłam, ale jak spróbowałam, to nprawdę bardzo mi posmakowały 😀

8 – Ulubiony film ze świętami/zimą w tle?

Ojej, to jest naprawdę ciężkie pytanie. Nie mam pomysłu na swoj ulubiony film. Na pewno nie jest to Kevin. Mogę tylko powiedzieć, że często zdarza mi się w święta oglądać Władcę Pierścieni, a trochę zimy tam jest, szczególnie podczas podróży do Morii 😛

9 – Jak zimą dekorujesz dom?

Zawieszam lampki, wieszam świąteczne ozdoby, często palę świece w jakichś zimowych zapachach, żeby nadać trochę świątecznego klimatu.

10 – Wymarzony prezent?

Kot, koteł brytyjski. To jest mój wymarzony prezent, ale na pewno go teraz nie dostanę. Planuję jego przygarnięcie dopiero w wakacje, albo nawet później, bo jeszcze nie wiem, gdzie na pewno będę mieszkać 😛


11 – Jak spędzam święta?

Zawsze w domu. Święta, Wigilia kojarzą mi się z rodzinnym ciepłem i nie wyobrażam sobie żebym spędzała je inaczej. Poza tym moja mama ma w Wigilię urodziny, dlatego staram się z nią być :3

Mam nadzieję, że tag Wam się podobał i że jutro będę w stanie sklecić coś fajniejszego i ciekawszego 😀

A jakie wy macie wymarzone prezenty? Z czym kojarzą Wam się święta i zima?
Pozdrawiam :3