[RECENZJA] Lakier do paznokci Sally Hansen Salon Manicure 414 Cherry, Cherry, Bang, Bang

Hej!
Dawno nie było żadnej recenzji, a moje opinie o lakierach lądują tu naprawdę rzadko, dlatego rehabilituję się i pokazuję Wam co ostatnio nosiłam na swoich paznokciach. Mam nadzieję, że post Wam się spodoba, więc nie przedłużam i przechodzę do sedna sprawy 😛 Zapraszam do czytania :3

Lakier zamknięty jest w estetycznym, dość dużym szklanym flakoniku. Jego design bardzo mi się podoba, bo wyróżnia go to na tele innych lakierów do paznokci. Wygląda eksluzywnie, uroku dodaje mu metalowa zakrętka. Mi bardzo się podoba, wszystko wygląda spójnie i estetycznie.
Lakier nie jest ani za rzadki ani za gęsty. Łatwo pokryć nim płytkę paznokcia, nie rozlewa się na skórki ani nie zastyga zbyt szybko. Nie ciągnie się jak guma, łatwo jest nim manipulować malując paznokcie z nałożoną już bazą jak i te „gołe”.

Lakiery Sally Hansen dostępne są stacjonarnie i na wielu stronach internetowch. Stacjonarnie można je kupić i zobaczyć w Rossmannie, SuperPharmie a nawet Douglasie i Sephorze. Jest więc dość szeroko dostępny – nie ma co narzekać. W internecie mamy często jednak do wyboru więcej odcieni, znajdziemy tam nawet te, które nie są dostępne w sklepach w Polsce.

Pojemność tego opakowania z lakierem to aż 14,7 mililitra. To więcej nawet niż u Essie (13 mililitrów), a ich opakowania są naprawdę dość duże. Można się dzielić z koleżankami, można malować paznokcie mamy, siostry, brata, taty a nawet kota 😛 

W skleach stacjonarnych cena jest dosyć wysoka, bo buteleczka lakieru kosztuje aż 29 złotych. W drogeriach internetowych cena jest już decydowanie milsza dla oka ( i portfela oraz oszczędności 😛 ), bo wynosi około 10-12 złotych. Jak dla mnie cena, np. z Rossmanna jest za wysoka, ale ta w Internecie jest w granicch normy i mogłabym za niż kupić kolejne sztuki.
Lakier Sally Hansen Salon Manicure 414 Cherry, Cherry, Bang, Bang jst moim zdaniem piękny. Kolor idealny zarówno na lato jak i zimę czy jesień ze względu na swoją wielowymiarowość – raz wygląda na fiolet, raz na magnetę, potem fuksję a czasem nawet śliwkę. Pełne krycie uzyskałam po 2 warstwach. Na zdjęciach lakier na moich paznokciach miał już 4 dni i spokojnie wytrzyma nawet do tygodnia, a to już jest jak dla mnie bardzo długo. Łatwo się nim maluje ze względu na duży pędzelek. Jak dla mnie jest to hit i sprawdził się na moich paznokciach zdecydowanie lepiej niż Essie, a tamte lakiery są jeszcze droższe. Podsumowując – gorąco polecam.
10/10

Ten kolor wędruje do mojej mamy jako prezent, więc ja będę musiała uzupełnić zapasy i kupić sobie jakiś inny. Naprawdę jak dla mnie ten lakier był najlepszy z całej mojej kolekcji.

Miałyście któryś z tych lakierów? Podoba Wam się ten kolor?
Pozdrawiam

[TAG] Sleeping beauty :3





1. Jaki jest twój ulubiony sposób zmywania makijażu wieczorem? Chusteczki do demakijażu czy mycie twarzy?

    Wieczorem, najpierw zmywam makijaż płynem micelarnym a potem myję twarz żelem lub delikatnym peelingiem. Raz w tygodniu stosuję też maseczkę/mocniejszy peeling. Gdy już umyję się, przemywam buzię jeszcze raz tonikiem ( w tej chwilii zwężającym pory z kwasem migdałowym ). Chusteczki do demakijażu są dla mnie wyjściem awaryjnym i często używam ich np. w podróży lub gdy mam ograniczone miejsce na pakowanie bagażu 😛 Jednak zajmą one mniej miejsce niż płyn micelarn, płatki i żel 😛

2. Jaki jest twój ulubiony płyn do demakijażu i/lub chusteczki?
Jak na razie moim ulubieńcem jest płyn micelarny od Garniera. Nie dość, że jest tani, to jeszcze wydajny i nie podrażnia. Kiedyś używałam BeBeauty z Biedronki i też był całkiem dobry 😀 C do chusteczek nie mam konkretnego ulubionego opakowania, mogę tylko dodać, że zazwyczaj wybieram te od firmy Cleanic bo nie podrażniają skóry twarzy.

3. Twój ulubiony sposób na zmywanie makijażu wodoodpornego? 

Tradycyjnie – najpierw zmywam to co się da płynem micelarnym, a później resztki domywam żelem do mycia twarzy. KIedy makijaż jest naprawdę odporny na wszelkie próby zmycia go z twarzy zazwyczaj używam olejku i wtedy wszystko schodzi raz dwa 😛
4. Robisz peeling wieczorem? Jeśli tak to czego używasz – np. szmatki, szczoteczki typu clarisonic? 

Nie robię peelingów codziennie, często jest to raz, dwa razy w tygodniu. Używam wtedy specjalnego, peelingującego produktu (aktualnie Ziaja Liście manuka – pasta oczyszczajaca), albo szczoteczki podobnej do clarisonic z nałożonym na nią zwykłym żelem.
5. W pielęgnacji wieczorowej wolisz kremy czy olejki/oliwki? Które? 

To wszystko zależy od dnia 😛 Do twarzy zawsze używam kremów, ale do ciała bywa z tym różnie. Gdy moja skóra jest mniej przesuszona używam balsamów/masełek, a gdy widzę, że skóra jest odwodniona, napięta i szorstka sięgam po olejki. 
6. Ulubiony przeciwzmarszczkowy krem pod oczy? 
Nie używam jeszcze kremów przeciwzmarszczkowych, bo jak na razie nie mam takiej potrzeby 😛 Co do kremów pod oczy w ogólnym ujęciu nie mam jeszcze swojego ulubionego. Dotychczas żaden mnie nie zachwycił 😛
7. Zdarza ci się nie zmyć makijażu przed snem? 

Nie, nie zdarza mi się. Zawsze zmywam makijaż przed snem, bo wiem, że moja skóra zareagowałaby wysypem po takiej akcji. Kiedyś jednak, gdy byłam jeszcze młoda i głupia zdarzyło mi się to kilka razy 😛 Takie tam, grzechy młodości 😛
8. Zasypiasz – czy:
a) kładziesz głowę na poduszkę i już śpisz
b) nie możesz zasnąć
c) zajmuje ci to kilka minut
Zazwyczaj zajmuje mi to kilka minut, chociaż są noce, podczas któych mimo najszczerszych chęci i zmęczenia nie mogę zasnąć. 
9. Mówi się że powinniśmy sypiać 8 godzin. Jak to przeciętnie wygląda u ciebie? 
U mnie zawsze jest to około 8 godzin. Stram się spać nie mniej niż 7, bo wtedy wyglądałabym jak Zombie :C Niestety czasem mi to nie wychodzi, szczególnie wtedy gdy mam więcej nauki, albo coś ważnego do zrobienia. Faktem jest jednak, ze nigdy nie ma mniej niż 7, no, może nie nigdy ale jest to rzadkość 😛
10. Twój sekret na dobrze przespaną noc?

Dobrze wywietrzony pokój, wygodna poduszka, moja podusia z dzieciństwa (taaak, śmiejcie się, mam 19 lat i śpię z podusią xD ) i zero zapachów wokół 😛

Mam nadzieję, że tag wam się podobał i dowiecie się czegoś ciekawego. Możecie korzystać z pytań, tagi na tym polegają, żeby przekazywać je dalej 😛

Któryś z punktów przypadł wam do gustu? Widzicie podobieństwa między moją a swoją pielęgnacją wieczorem?
Pozdrawiam :3

Szaleństwo Nocy Zakupów z Oliwią :DDD

 Hejo! 😀
   Jak już obiecałam dzisiaj będzie ostatni haul 😛 Nie zamierzam już nic kupować, czekam jeszcze na rzecz zamówioną z allegro i koniec 😀 Oszczędzam pieniądze, święta za miesiąc a prezenty kupić trzeba 😀 
   Jeśli jesteście z Bydgoszczy lub okolic na pewno słyszałyście że w galerii Focus Park (lub Focus Mall, nie wiem skąd te 2 nazwy, za krótko tu mieszkam, żeby odkryć tę zagadkę :P) w piątek odbyła się noc zakupów (to wydarzenie powinno się nazywać wieczór zakupów bo trwało od 18 do 22 xd). Można wtedy było skorzystać ze zniżek nawet do 70% (ale jak każdy wie – wszędzie było 20% , 30%, czasem więcej a 70% rabatu oferował tylko jeden sklep :P). Stwierdziłyśmy, że warto wybrać się na taki babski wieczór/zakupy 😀 Co tam spotkałyśmy? Dużo ludz, kilometrowe kolejki i nic rzucającego się w oczy :c

   Dużych zakupów nie planowałam, ale myślałam chociaż że uda mi się znaleźć jakiś fajny szalik, czapkę i rękawiczki, bo do Bydgoszczy też przychodzi już zima. Czy mi się udało? Jeśli jesteście ciekawi zapraszam do dalszej części posta.

   Pierwszą rzeczą którą zdecydowałam się kupić był szalik. Jest on bardzo długi i szeroki, idalny na mroźne dni dla zmarźluchów takich jak ja 😀 Pochodzi on z C&A i kosztował 40 zł – 20% ( czyli 32 złotych). Jak za taki szalik to naprawdę niezła cena. Wypatrzyła go Oliwia i jestem z tego faktu zadowolona, bo wisiał taki samotny, jedyny w swoim rodzaju, drugigo takiego już nie było 😛

  W C&A spodobały mi się też pierścionki. Kosztowały po przecenie 16 złotych. Fajnie prezentują się na palcach, są na mnie odrobinę za duże, niestety na takie chude paluchy ciężko cokolwiek znaleźć :C

   Ostatnie dwie rzezcy pochodzą ze stpiska Ziaja dla Ciebie. Jest to żel pod prysznic o obłędnym zapachu coca coli – kosztował niecałe 6 złotych. Lubię takie pachnace mazidła pod prysznic bo wtedy kąpiel jest pobudzająca i naprawdę przyjemna 😀

   Drugim produktem jest krem pod oczy i na powieki z bławatkiem mający rozjaśniać cienie pod oczami. Kosztował około 6 złotych. Mam nadzieję, że chociaż odrobinę się sprawdzi, bo mam cienie pod czami jakbym była wampirem 😛
   To by było na tyle. Jutro na blogu pojawi się nowy tag, który mi się spodobał – będze odskocznią od tematu kosmetyków i konsumpcjonizmu 😛
Jak Wam minął weekend? Lubicie takie „Noce zakupów”?

Pozdrawiam :3

[HAUL] Promocja 1+1 w Rossmannie

Hej kochane!
    Tak jak już Wam wspomniałam będę Was męczyć kolejnym haulem, a potem jeszcze jednym 😛 W sumie jestem z tego faktu zadowolona, bo takie posty pisze mi sie zdecydowanie najłatwiej i najszybciej 😀 Gadać lubię dużo i tutaj właśnie to widać – gadulstwo się ujawnia 😀 Wiem też, że haule bardzo lubicie dlatego cieszę się, że mogę się wstrzelić w wasze gusta 😀
   Bez zbędnego owijania w bawełnę przejdę do sedna tematu. Większość z Was wie (o ile nie każda) że niedawno odbyła się w Rossmannnie promocja 1+1. Szkoda by było nie skorzystać  – tak mi podpoiwadał mój wewnętrzny ekspert do spraw zakupów 😀 Na początku miałam kupić tylko 2 produkty i więcej już do Rossmanna nie zaglądać, ale jakoś tak wyszło, że do koszyka wpadło w ciągu tych kilku dni promocji aż 10! :C Miałam oszczędzać, ale mi nie wyszło 😛 W pierwotym założeniu miałam kupić tylko 2 cienie Color Tatoo i potem 2 nudziakowe lakiery. I tak było 😀 W prezencie dostałam te dwie piękne szminki więc się nie liczy 😛 Ostatecznie, w poniedziałek miałam zamawiać podkład i puder bo moje są już na wykończeniu. I tutaj doznałam szoku :C Patrzyłam, szukałam i to nawet w kilku drogeriach internetowych i nigdzie nie mogłam znaleźć produktów o najjaśniejszym odcieniu. Po porozumieniu z mamą wybrałam się do Rossmanna i dokupiłam jeszcez 2 podkłady i puder, a na prezent dla mamuś lakier (tylko cicho sza, lepiej, żeby się  tym nie dowiedziała :P).
  Jeśli jesteście ciekawi jak prezentuje się cała kolekcja zapraszam do oglądania i czytania :3

   Po pierwsze zdecydowałam się na dwa cienie do powiek od Maybelline Color Tattoo. Jest to kolor 35 – On and on bronze i 25 – Everlating Navy. Pierwszy to piękny brąz idealnie pasujący zarówno do makijażu dziennego i wieczorowego. Cień po prawej to granat opalizujący na niebiesko i ten kolor wybrałam jako zamiennik zywkłego czarnego eyelinera. Na oku, w formie kreski prwzentuje się świetnie i mi się ten efekt podoba 😀

   Każdy z nich kosztował 24złotych, więc zapłaciłam tyle za oba. Cena jednego wyniosła około 12 złotych.

   Drugą parą są dwa lakiery z Wibo. Ich koszt to niecałe 7 złotcyh, myślę, że w granicach 6,50. Oba to nudziaki, takich mi w mojej kolekcji brakowało. Pierwszy z nich to chłodny beż, ktory na paznokciach na szczęście nie wygląda trupio. Jest matowy i świetnie prezentuje się i na codzień i na większe wyjścia. Drugi lakier to nowość, pochodzi z kolekcji BB i jest podobno oddychający. Czy tak naprawdę jest nie mogę Wam powiedzieć, jednak sam kolor na paznokciach wygląda idealnie! Jest piękny 😀 Mogę go polecić każdej dziewczynie, ja jestem z niego bardzo zadowolona.

   Para numer 3 to dwie szminki od Maybelline Color Sensational. Dostałam je w prezencie od Pana Mateusza 😀 Wiedziałam, ze mi je kupi, bo poszłam i pół godziny wybierałam kolory (nie dlatego, że byłam tak niezdecydowana, ale dlatego, że nie mogłam dopchnąć się do szafy z produktami :C). Po ewej widzimy żywy rożowo czerwony kolor o wdzięcznej nazwie Vivid Rose – 504. Jest to piękny, mocny i soczysty kolor. 103 – Iridescent Rose Diamond to z kolei propozycja na codzień dająca lekki kolor ale za to piękny blask. Każda ze szminek kosztowała 28 złotych a ja zgarnęłam za tę cenę 2 😀

   W ostatnim dniu promocji do mojego koszyka wpadł puder Stay Matte w odcieniu 003 Peach Glow. Miałam go już kiedyś i dość dobrze mi się sprawdzał. Wzięłam odcień 003 bo był jednym z dwóch najjaśniejszych odcieni. 001 wpadał niestety w mocno żółte tony a podkłady na które się zdecydowałam też miały żółty pigment, dlatego chciałam to zbalansować. Na twarzy wcale nie wygląda różowo, raz go używałam i wfekt naprawdę fajny. Kosztował 25 złotych. Drugim poduktem, troszkę droższym byl lakier od Sally Hansen w odcieniu 414 – Cherry, Cherry, Bang, Bang. Jest to piękny, jesienny odcień, coś pomiędzy śliwką a a fuksją. Wygląda super przy nieopalonej, bladej skórze 😀 Kosztował 29, 99 złotego, więc koszt tej pary to 30 złotych – nie jest źle.

   Ostatnimi już produktami są dwa podkłady, które od dawna chciałam przestestować. Są to 123 Perfect i Healthy Mix od Bourjois. Pierwszy kosztował 50 złotych, drugi 60, więc cena każdego z nich wyszła 30 złotych. W internecie ceny również oscylują w podobnych warościach, więc jestem zadowolona. Od dawna używam Loreal True Match w odcieniu Ivory, te tutaj to odcień najjaśniejszy – 51 Vanilla Clair ale i tak jest trochę ciemniejszy :C Mam nadzieję, że mi się sprawdzą, jak nie to któryś powędruje do mojej mamy. 
   My, bladolice dziewczyny powinnyśmy zbojkotować produkcję podkłądów i wymagać jeszcze jaśniejszych odcieni. Ja nie mogę znaleźć sobie idealnego :C Wszystkie drogeryjne podkłady są zbyt ciemne :CC
   Mam nadzieję, że haul Wam się podobał. Osobiście uważam, że promocja w Rossmannie byłą bardzo fajna, ale ja niesttey zbyt dużo kupiłam i z siebie nie jestem zadowolona :C Pocieszam się tylko faktem, że wszystkie produkty mi się przydadzą i nic nie będzie zalegać na dnie półki z kosmetykami.
A Wy upolowałyście coś ciekawego? Podobają Wam sie zrobione przeze mnie zdjęcia, cy wolicie te na białym tle?

Pozdrawiam :3

[HAUL] czyli wszystko co kupiłam w ciągu ostatnich kilku miesięcy :P

Hejo! 😀
   Najgorsze i najstraszniejsze kolokwia już za mną i teraz będę mogła trochę więcej czasu poświęcić na naukę do matury i pisanie postów na blogu 😀 Mam nadzieję, że się cieszycie, bo ja jestem zadowolona – lubię się tak odprężać pisząc dla Was (teraz przeważnie tylko w weekendy :C)

  Z nowości mogę Wam jeszcze wspomnieć o tym, że kolokwium, którefo się bałam zaliczyłam na 3+, a to już wyczyn, bo wyższej oceny nie miał nikt 😀 Kolokwium z chemii poszło mi też całkiem nieźle, ale wyniki poznam dopiero za tydzień. Nie jest źle, nie będę się już tak stresować faktem, że może przyjdzie mi pisać „zbója” z całego roku – tego bym chyba nie przeżyła :C

  Nie wnosząc już więcej prywaty przejdę płynnie do tematu posta, czyli moich trzymiesięcznych zakupów. Żeb to nie było – to nie wszystko 😛 Wczoraj upolowałam jeszcze 4 rzeczy na nocy zakupów – będzie kolejny post i jeszcze jeden o zakupach z Rossmanna (miały byc 2 produkty, wyszło 8 + 2 prezenty, ale mam argument, którym mogłabym się zrehabilitować i na pewno go usłyszycie :D) Więc, jeśli jesteście ciekawi zpraszam do czytania :3

   Te dwie szminki z KOBO kupiłam w promocji w Naturze. Przeglądałam ich zdjęcia na blogsferze i byłam zachwycona tymi jesiennymi kolorami. Zdecydowałam się a dwa kolory – 305 Sensual Purple (który w rzeczywitości jest ciemną czerwienią) i 304 Dusky Rose – brudny, ciemny róż. Za obie szminki zapłaciłam 16 złotych, czyli tak, jakbym jedną dostała gratis.

Na górze Sensual Purple – 305, niżej Dusky Rose – 304
  Jesienią moja skóra potrzebuje dodatkowej pielęgnacji, dlatego kupiłam sobie kilka maseczek i łagodnych peelingów marki AA. Każdy z nich normalnie kosztuje 2,19 złotego, ale ja przypadkiem trafiłam na promocję 1+1, czyli zapłaciłam tylko za 2. Nie ma to jak interes życia 😛
   W Biedronce do koszyka wpadł przeceniony balsam, który moja mama miałam w domu i bardzo go lubiłam. Tamten jednk nie miał złotcyh drobinek, ten tutaj je ma. Nie przeszkadzają mi jednak jakoś bardzo, bo po nocy po prostu ich nie widać. Do tego na jakieś wyjścia może przydać mi się taki delikatny glow. Balsam z La Luxe – Arganowy jedwab do ciała kosztował  9 złotych.

W Super Pharm polowałam natomiast na promocje kremu od La Roche Posay, czyli Effaclar Duo [+]. Zapłaciłam za niego 49,59 zł i dostałam zestaw mini produktów. Teraz znalazłam go jeszcze taniej, bo w aptece Gemini kosztuje 45 złotych 😛 Jeśli skuszę się na kolejne opakowanie na pewno wybiorę najtańszą opcję.
   Również w Super Pharm w promocji sięgnęłam po zestaw podróżny do kosmetyków. Nie dość, że świetnie sprawdzi się w podróży to można w nim fajnie przygotowywać półprodukty. Kosztował 9,99 zł i znajduje się w nim buteleczka z atomizerem, 2 buteleczki z korkiem na klik, lejek i 2 słoiczki średniej wielkości.

   Ostatnim produktem z tego sklepu jest wcierka do włosów Joanna Rzepa  – kuracja wzmacniajaca. Muszę wspomagać mój skalp w walce z nadmiernym wypadaniem, Jantar już miałam i teraz przyszła pora na drugą z najbardziej znanych wcierek. Niedługo pewnie pojawi się na blogu jej recenzja, nie wiem tylko, czy w tygodniu znajdę na to czas :C

   Wracając do zakupów z Rossmanna mam tu jeszcze trzy produkty do kąpieli. Peeling limokowy Isana kosztował 3,99 zł i będzie mi służył jako zwykły żel, bo jest bardz delikatny. Półlitrowe żele z Original Source i Luksji pięknie pachną, są wydajne i kosztowały tylko 8 złotych. Za taką pojemność to naprawdę rozsądna cena. Luksją myję się do dzisiaj – ma boski zapach, muszę napisać Wam o niej chociaż krótką notkę 😀

   Ostatnie dwie rzeczy pochodzą z Empiku i jestem w nich zakochana! Do tego to pół prezenty 😀 Pół zapłaciłam ja, pół Mateusz 😀 Kubek z ubrankiem kosztował 33 złoych  podgrzewacz bodajże 12.90. Idealnie sprawdzają się na jesiennie wieczory. Pochodzą z jesienniej kolekcji empiku i szczerze powiem, ze w Bydgoszczy już ich nie widziałam – może już zostały wykupione :C

   To by było na tyle. Jutro i w poniedziałek post będzie raczej an 100%, dalej nie wiem :C Ten tydzień mm luźniejszy, ale później znów zaczynają się kolokwia – w sumie zaraz grudzień i święta, więc muszą nas pomęczyć 😛
Korzytsałyście z jakichś promocji? Podoba Wam się coś z moich zakupów?

[RECENZJE] Zapachowa świeca SINNLIG IKEA – Lody waniliowe

Hejo!
   Przechodzę właśnie przez burzliwy okres kolokwiów i dzisiaj miałam jedno z genetyki – nauki było dużo, informacji ogrom a czasu mało :C Muszę mieć 60% żeby zaliczyć, może 40% jestem pewna, może nawet mniej, reszta to zwykła strzelanka :C Niestety test był dość trudny i wymagał jeszcze bardziej szczegółowej wiedzy niż ta, którą mnie było dane posiąść 😛
   Koniec zanudzana i marudzenia, co ma być to będzie. Dzisiaj wpadajcie na post o świeczce, która skradła moje serce i zmysł powonienia, czyli o świeczce z IKEI SINNLIG o zapachu słodkich lodów waniliowych. Zapraszam!

   Świeczka jest biała, zamknięta w szklanym opakowaniu, całość moim zdaniem prezentuje się bardzo estetycznie. Na wieczku widoczna jest grafika na której widnieją mleczne lody i laski wanilii co od razu sugeruje nam, że w takich klimatach powinniśmy szukać zapachu tej ślicznotki 😀  Świeca jest średniej wielkości jeśli mam wypowiadać się w kwestii tych pochodzących z IKEI.

   Zainwestowałam w nią 8 złotych i wcale nie żałuję. Moim zdaniem świece zapachowe z IKEI wyróżniają się na tle podobnych produktów (miałam np. świece z Biedronki czy innych supermarketów) intensywnoscią zapachu. Nie dość, że pachną bardzo ładnie bez odpalenia, to po zapaleniu aromat unosi się w całym pomieszczeniu i jest intensywny i bardzo wyczuwalny. W mojej 32 metrowej kawalerce można go poczuć od kuchni po najdalszy kąt pokoju dziennego 😀 Poza tym zrobił się na niej śmieszny wzorek, który możecie zobaczyć na zdjeciu wyżej – coś pięknego, prawie jak płatki śniegu i raczej nie był to zamierzony efekt – przy zakupie nic takiego nie miało miejsca 😛

   Na opakowaniu widnieje również teoretyczny/sugerowany czas palenia – tutaj producent zapewnia nas, że ten egzemplarz powinien palić się około 25 godzin. Moje świece (a miałam ich już kilka) paliły się właśnie w tych granicach, czasem nawet dłużej – przy umiejętnym rozplanowaniu palenia 😀
   Na koniec warto też wspomnieć o tym jak sama świeca się pali. Moim zdaniem całkiem równomiernie, ale ja dla pewności owijam ją jedną warstwą folii aluminiowej aby świeca dopalała się do samych brzegów i żeby wyglądała estetycznie. Aromat długo unosi się w mieszkaniu, a po takim „zabezpieczeniu” mamy pewność, że całkowicie wykorzystamy potencjał małej latarenki.

   Podsumowując – polecam tą świecę każdemu kto lubi słodkie zapachy, bo ta świeczka zdecydowanie pachnie lodami waniliowymi i mój wrażliwy nochal nie wyczuwa tutaj żadnego przekłamania 😀 Poza tym, za taką cenę warto spróbować, bo moim zdaniem idzie ona w parze z jakością 😀 Kolejnym plusem jest to, że świecznik można umyć i wykorzysać na tealighty – wygląda to bardzo fajnie i efektownie 😀
Miałyście  świecie z IKEI? Która jest waszą ulubioną? A może nie miałyście okazji a chciałybyście je wypróbować?
Pozdrawiam :3

[RECENZJE] Garnier Ultra Doux – Odżywka – olejek z awokado i masło karite

Hej!
   Troszkę mnie tu nie było, ale sami wiecie dlaczego 😛 Dodatkowo w ostatnie dwa weekendy miałam gości i głupie z mojej strony byłoby poświęcanie czasu komputerowi a nie im 😛 Wydaje mi się, że to objaw braku wychowania a ja taka nie jestem 😛 Bez zbędnych ceregieli przechodzę więc do dzisiejszego tematu – na warsztat biorę odżywkę Garnier Ultra Doux – olejek z awokado i masło karite. Zapraszam do czytania 🙂

   Odżywka do włosów bardzo suchych i zniszczonych z nowej linii Garniera `Naturalna Pielęgnacja` wzbogacona ekstraktami z olejku z awokado i masłem karité. Producent obiecuje że włosy po użyciu odżywki będą łatwiejsze w rozczesywaniu, odzywione, niewiarygodnie miękkie i błyszczące. Odżywka ma gładką i kremową konsystencję, która nie obciąża włosów. 
   Niska, bo około 7-9 złotych we wszystkich drogeriach. W stosunku do wydajności i pojemności moim zdaniem jest jak najbardziej okej. Cena porównywalna do innych odżywek o podobnym działaniu.
   Widziałam ją we wszystkich sieciowych drogeriach, np. w Rossmannie czy w Naturze albo Hebe. Często można ją też kupić w większych supermarketach, takich jak Carrefour, Kaufland albo Tesco w równie niskiej cenie (czasami nawet taniej niż w drogerii :P)

   Jak na odżywkę dość gęsta i zwarta, trzeba się „namęczyć”, żeby ją wycisnąć z tubki – nie bierzcie tego dosłownie, po prostu sama z opakowania nam nie wypłynie 😛 Jest to żółta, dość gęsta masa o przyjemnym zapachu, który długo pozostaje na włosach.

    Opakowanie estetyczne, wykonane z dość mocnego plastiku. Podczas używania nic mi się nie odłamało, nic nie odpadało więc jest okej. Design też całkiem ładny. Tuba cały czas stoi dnem do dołu (tam mamy zatyczkę), więc nie ma problemu ze zbieraniem się produktu na ściankach. Jedynum minusem może być fakt, że końcówkę odżywki ciężko jest wycisnąć ze względu na mało giętki plastik opakowania. Można sobie jednak poradzić z tym inaczej i np. rozciąć je w celu wydobycia resztek produktu.

    Standardowa – 200 mililitrów. Ani za dużo, ani za mało – włosy nie zdążają się przyzwyczaić, a można w tym czasie poznać, czy działą ona na nie dobrze, czy też nie.

Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Elaeis Guineensis Oil/Palm Oil, Behentrimonium Chloride, Cl 15985/Yellow 6, Cl 19140/Yellow 5, Stearamidopropyl Dimethylamine, Chlorhexidine Dihydrochloride, Persea Gratissima Oil/ Avocado Oil, Citric Acid, Butyrospermum Parkii Butter/Shea Butter, Hexyl Cinnamal, Glycerin, Parfum/Fragrance

     Dość wysoko w składzie widzimy olej palmowy,  trochę niżej olej z awokado i masło shea. Skład nie jest zły, bo wszystkie te składniki znajdują się przed zapachem 😀 Znaczy się, że ich ilość jest odczuwalna na włosach i ma prawo na nie działać. Dodatkowy plus dla włosomaniaczek, które wykluczają sylikony ze swojej pielęgnacji – nie znajdą ich w tej odżywce.

   Odżywka jest moim zdaniem wydajna. Ja stosowałam ją naprzemiennie z innymi maskami do włosów i tylko na długości – na włosach mniej więcej od ucha/ żuchwy do samych końców. Starczyła ma około 7-10 użyć, ciężko to teraz stwierdzić, w każdym bądź razie była w mojej kosmetycznej szafie kilka miesięcy.
   Odżywka spełniała moje oczekiwania – dociążała włosy bez ich obciążania, nadawała im połysk a nawet nabłyszczała. Myślę, że każdy powinien wypróbować ją ze względu na cenę, ale również na jej działanie. Ja byłam z niej bardzo zadowolona – niejedna maska nie działa tak, jak ona 😀 A to jest już ogromny plus. Podobało mi się opakowanie – tubka która stoi zatyczką do dołu zawsze jest dobra, bo pozwala na maksymalne wykorzystanie produktu. Polecam szczególnie początkującym włosomaniaczkom, które nie wiedzą do końca, czego potrzebują ich włosy. Tym zniszczonym na pewno pomoże ze względu na obecność emolientów.

   Kiedy już skończę swoje dotychczasowe zapasy i nie będę miała pomysłu na nową odżywkę, którą mogłabym kupić na pewno się na nią skuszę 😀

Testowałyście tą odżywkę? Sprawdziła się u Was czy nie? Jeśli jeszcze jej nie miałyście, macie ochotę ją wypróbować?
Pozdrawiam :3

[INSTAGRAM] Podsumowanie października

Hej!
   Dzisiaj nauki ciąg dalszy, tym razem zmieniam jednak przedmiot bo będzie to anatomia, a mówiąc bardziej szczegółowo – układ krążenia. Niby proste, niby nic aż tak trudnego, ale boję się jutrzejszego testu :C
   Planujemy po południu wybrać się z Panem Mateuszem do kina, ale nie wiemy jeszcze dokładnie na jaki film. Jak już wybierzemy to na pewno damy znać 😛
   Przechodząc jednak do meritum posta chciałam Wam dziś pokazać zbió zdjęć zrobionych w październiku, które trafiły na mojego instagrama. Jak zwykle nie ma tu nic wielkiego a do tego zdjęć jest niewiele 😛 Ale już mnie znacie i wiecie, że nie chodzę wszędzie z telefonem i nie mam potrzeby fotografowania zwykłych rzeczy i wszystkiego co robię 😀
   Jeśli jesteście ciekawi co się działo u mnie ciekawego zapraszm do czytania podpisów i ogląania fotografii :3
Była 22.00 ja jadłam kisielek i uczyłam się z chemii do matury. Żyć nie umierać 😛 Akurat wtedy mi się chciało, więc korzystałam z okazji 😛

Kubeczek – prezent od Mateusza. Pochodzi z Empiku i jest bardzo słodki 😀 A ja lubię i prezenty i sowy 😀

Anatomia – nauka rozpoczęta 😀 Za pierwszym razem nie zaliczyłam, bo nie kazali się uczyć (miała być wiedza z ogólniaka) a okazało się, że prowadzący się nie dogadali i zrobili istną masakrę. Poszłam na poprawkę do innej grupy, mieli duuużo dużo łatwiejsze i napisałam na 4+ <3 

Nie mam za bardzo czasu na zajmowanie się paznokciami, ale udało mi się je w październiku kilka razy pomalować 😛

Wolny weekend, więc się malujemy 😀 Makijaż na zakupy idealny 😀

Rurki z kremem z Sowy są baardzo dobre 😀 Polecam każdemu spróbować tego smakołyku :p
Macie swoje instagramy? Lubicie robić dużo zdjęć? 😀
Pozdrawiam

Mini haul i relacja z przyjazdu rodziców

Hej Miśki!
   Dzisiaj przychodzę do Was z dość krótkim postem. Mam naprawdę dużo nauki, bo w pierwszej połowie listopada czekają mnie 4 kolokwia a może i więcej :C Materiału jest dużo, jak to na studiach, a ja muszę to połączyć jeszcze z nauką do matury i odpoczynkiem. Nie jest aż tak strasznie, ale czasu jest naprawdę mało. Jeśli jesteście ciekawi co wydarzyło się u mnie w ciągu ostatnich kilku dni zapraszam do lektury.
   Przedwczoraj po południu przyjechali do mnie rodzice, babcia i brat. Bardzo cieszyłam się z tego faktu, bo poza domem jestem już ponad miesiąc i od tego czasu ich nie widziałam. Jak wiadomo – tęsknię, tym bardziej, że nie wyjeżdżałam nigdy z domu na zbyt długo. W czwartek porozmawialiśmy, wypiliśmy kawę i położyliśmy się spać. Piątek był natomiast bardziej intensywnym dniem. Rano pojechalismy na zakupy do Focus Parku, bo chronicznie narzekałam na brak swetrów i zimowych butów 😀 Ostatecznie butów na teraz nie kupiłam, bo nie było moich rozmiarów :C 37 takie porządane :C 

   Przechodząc więc płynnie do kwestii zakupów kupiłam sobie zimowe botki a’la emu. Kosztowały 130 złotych, pochodzą z CCC i są wykonane ze skórki. W środku dużo pluszu – są napradę ciepłe. Może te kryształki to nie do końca moja bajka, ale bardzo fajnie orzeźwiają stroje. Drugie buty miały być czarne i w dość mocno rockowym stylu więc te niech będą nieco bardziej słodkie 😀 Wtedy równowaga będzie zachowana 😀

   Drugie zakupy wykonałam w Croopie. W końcu znalazłam gdzieś dość elastyczne i wygodne jeansy High Weist. Nie przepadam za biodrówkami, ale w dzisiejszych czasach jest ich więcej niż tych z wysokim stanem. Spodnie są bardzo klasyczne, fajnie przylegają do ciała. Mają tylko jeden mankament, albo to ja jestem jakaś niewymiarowa :C Na początku chciałam kupić rozmiar 36, czyli S, ale po zmierzeniu okazało się, iż mimo że są dobre w pasie to nogawki sięgają mi do kostki :O Ostatecznie więc do koszyka wpadł rozmiar 38 – są delikatnie za luźne, ale nie spadają, a przynajmniej nogawka odpowiada długości moich nóg 😀
   Do jutra w Croopie jest ciekawa promocja  z której ja skorzystałam. Z okazji Halloween możecie zgarnąć rabat 40% na wszystko. Wystarczy tylko powiedzieć przy kasie – Halloween i rabat doliczony. Moje spodnie kosztowały początkowo 90 złotych a po wymówieniu zaklęcia już tylko 54 😀 Interes życia 😀

   Dwie ostatnie rzeczy pochodzą ze sklepu C&A. Pierwszy, niebieski sweter kosztował tylko 28 złotych, co mnie zdziwiło, bo jest świetnie wykonany a materiał naprawdę mięciutki i delikatny. Fajnie leży i nie szczypie a to dla mnie bardzo ważne 😀 Niektórym osobom może  przeszkadzać mały dekolt, ale jak dla mnie to naprawdę obojętne :p

   I tutaj rzecz, która mnie urzekła. Nie dość, że materiał jest cudowny, bo jeszcze miększy niż w sweterku wyżej to do tego krój jest przepiękny! 😀 Troszkę taki Boho style 😀 Sweterek jest krótszy, ale nie na tyle krótki, żeby odkrywać brzuch. Świetnie się prezentuje i wygodnie się go nosi. Kosztował 60 złotych, więc jak na taką rzecz to naprawdę niewiele 😀



Podoba Wam się któraś z tych rzeczy? Wy zbieracie już zimową garderobę?