[RECENZJA] Oeparol Hydroesense Intensywnie nawilżający krem ochronny SPF 15

Hej!
   Niedawno napisała do mnie Pani z firmy OEPAROL i zaproponowała mi współpracę. Wymieniła kilka produktów, z których ja mogłam wybrać sobie dowolny produkt. Jak wiecie, stosuję kurację retinoidami i ciągle szukam idealnego kremu nawilżającego. Skusiłam się więc na  Oeparol Hydroesense Intensywnie nawilżający krem ochronny SPF 15. Jesteście ciekawe jak się sprawdził? Jeśli tak, zapraszam do czytania.
   Intensywnie nawilża i wzmacnia skórę. Tworzy nawilżający film ochronny na skórze, ogranicza transepidermalną utratę wody i zatrzymuje ją w naskórku. Doskonale nawilżona skóra staje się mniej podatna na podrażnienia i odzyskuje sprężystość i jędrność. Zawarte w kremie składniki regulują proces złuszczania naskórka, pozostawiając skórę gładką i elastyczną. Dzięki zawartości filtrów przeciwslonecznych, krem chroni przed szkodliwym promieniowaniem UVA i UVB
 Bardzo fajny, okrągły słoiczek. W środku wieczko – dzięki niemu wiemy, że nikt nie macał wcześniej tego produktu. Design bardzo prosty i przejrzysty, W tej kwestii wszystko gra.

    Gęsta, ale nie tępa, łatwo rozsmarowuje się na twarzy. Na początku nie mogłam się przyzwyczaić, ale później szło jak z płatka 😛

  Krem jest wydajny ze względu na jego konsystencję. Nie potrzeba go zbyt wiele aby pokryć całą twarz, szyję i dekolt. Jest to dla mnie ogromny plus, gdyż lubię wydajne produkty 😀

   Apteki, np. Dbam o Zdrowie, ale też różne sklepy internetowe czy drogerie. Jest dość dobrze dostępny, przynajmniej moim skromnym zdaniem 😛

    Waha się w granicach 20 – 26 złotych, więc krem nie należy do najtańszych, ale nie i do najdroższych. Moim zdaniem jego cena jest średnia, ale czy aby na pewno adekwatna do jakości? O tym linijkę niżej.
   Jak wspomniałam już na wstępie posta, nadal jestem w trakcie poszukiwań idealnego kremu nawilżającego. Moja skóra jest czasem przesuszona, a do tego przez leki się łuszczy. Dotychczas nie mogłam znaleźć kremu który zapewniłby mi komfort w kwestii nawodnienia mojej skóry twarzy. Czy ten krem nawilżał? owszem, moja skóra była po nim fajna i sprężysta. Więc dlaczego przestałam go używać? Może dlatego, że nieładnie pachnie – nie, zapach ma bardzo fajny, mi się podoba. A może dlatego, ze nie podoba mi się opakowanie? Nie, to też nie to, opakowanie jest według mnie ciekawe i ładnie się prezentuje. To dlaczego ten krem wyjechał do mojej babci, skoro wszystko mi w nim względnie odpowiadało? Zapychał mnie. Cholernie mnie zapychał. Niestety po tygodniu stosowania na całej twarzy miałam kaszkę, której się nie pozbyłam do tej pory, a dodatkowo wyskoczyło mi kilka podskórnych, bolących krost. Nie mogę stosować kremu który pogarsza stan mojej cery – nie po to kupuję leki, żeby później ich efekt niwelować kremem. Efekt jaki niesie ze sobą ten krem jest okej, jednak skutki uboczne mnie odrzucają. Na opakowaniu napisane jest, że krem nadaje się dla wszystkich typów skóry – według mnie nadaje się do skóry suchej i ewentualnie normalnej. Na mieszanej i tłustej może powodować wysyp wyprysków.

5/10

  Niestety nie kupię. Mimo fajnego działania nie chcę mieć ciągle twarzy w pryszczach :C To dla mnie zbyt wiele, nie lubię się tak poświęcać :C
Krem przetestowałam dzięki uprzejmości formy OEPAROL. Bardzo im za to dziękuję. To, że dostałam produkt za darmo nie wpłynęło na moją recenzję.
Testowałyście ten krem? Miałyście jakiś produkt firmy OEPAROL? Jak sprawowały się u Was?
Pozdrawiam :3

TAG 100 PYTAŃ, KTÓRYCH NIKT NIE ZADAJE

Hej!

Przechodzę dzisiaj straszny, sądny dzień. Spałam ledwie 2 godziny, nie ogarniam sytuacji i jestem ciągle śpiąca. Do tego jest tak przyjemnie, ale i nużąco gorąco. Nie da się wyjść na słońce, no chyba że ktoś lubi się topić pod jego żarem. Ja uwielbiam ciepło, ale bez przesady. Dzień zaczęłam świetnie – w pracy, idąc elegancko po schodach prawie walnęłam o nie nosem. Nie no, normalne, że się przewracam. Na szczęście nikogo nie było obok, bo chyba spłonęłabym ze wstydu. Wywijanie orła na schodach nie jest szczytem moich marzeń, a do tego nie świadczy zbyt dobrze o mojej gracji. W każdym bądź razie, podczas upadku boleśnie złamałam paznokieć  u nogi. Z hybrydowym pedicure….. Jak mogłam, tak bardzo mi się podobały… Nie wiem co teraz z nimi zrobię, bo kosmetyczki nie będzie w najbliższym czasie, ma urlop. Ech…

Stąd pomysł na tag, tagi są bardzo niezobowiązujące, a ja w takich chwilach bardzo to sobie cenię. Dzisiaj jestem mało rzeczowa. Bez zbędnych ceregieli, zapraszam do czytania.

Czytaj dalej TAG 100 PYTAŃ, KTÓRYCH NIKT NIE ZADAJE

[RECENZJA] Lakier Maybelline Forever Strong PRO 240 Lilac Charm

Hej!
   Jest lato i praktycznie cały czas mam pomalowane paznokcie. Nie oznacza to jednak, że o paznokcie nie dbam 😛 Nadal je olejuję a pod każdy lakier nakładam bazę w postaci odżywki. Tak zabezpieczone paznokcie nie łamią już się, chociaż nadal ich stan nie jest perfekcyjny 😀 Przez ostatnie tygodnie wybierałam lakiery o jasnych kolorach, które u opalonych osób mogłyby podkreślać piękną  opaleniznę ( u mnie jej niestety nie ma 😛 ). Jeśli szukacie czegoś podobnego zapraszam na recenzję lakieru do paznokci Maybelline Forever Strong PRO 240 Lilac Charm.

    Wzmacniający i długotrwały lakier do paznokci. Zawiera wapń, żelazo i silikon, które wzmacniają i utwardzają płytkę paznokcia, zapewniając jednocześnie kolor trwały nawet do tygodnia. Precyzyjna aplikacja. Nowy pędzelek! 

   Delikatnie spłaszczony, szklany słoiczek z estetycznymi naklejkami. Pędzelek dość cienki, ale wygodny, łatwo zaaplikować nim lakier na paznokieć i potem dobrze go rozprowadzić. Podoba mi się to, że każdy lakier ma inną nazwę, lubię takie praktyki stosowane przez producentów.

   10 mililitrów – moim zdaniem, nie za dużo, nie za mało. Essie które miały ponad 13 mililitrów mi zasychały, natomiast lakiery w małym słoiczku wydawały się być mało wydajne. Ten jak dla mnie jest w sam raz.

Lejąca. Na początku mnie to zaskoczyło i lakier kapnął mi na biurko. Teraz jednak dostrzegam plusy takiej konsystencji – lakier nie smuży, nie ciągnie się. Wygodnie jest mi nim operować na płytce paznokcia. Nie jest jednak zbyt lejący – nie zdarzyło mi się aby rozlał się na skórki.

   Już jedna warstwa dobrze kryje, ja jednak nakładam dwie dla uzyskania „pełnej mocy” koloru. 
   Drogerie internetowe oraz stacjonarne.

   W drogeriach stacjonarnych kosztuje około 20 złotych, ja upolowałam go w internecie za około 5-6 złotych, więc różnica jest znaczna. Najlepiej zamawiać go przy okazji innych zakupów w internecie – wtedy wychodzi najtaniej 😀
   Lakier schnie bardzo szybko. W jego przypadku nie miałam nigdy problemów z odgniotkami czy uszkodzeniami. Dla mnie to ogromny plus bo jestem niecierpliwą osobą 😛

  Na paznokciach ze zdjęć lakier ma już 6 dni 😀 U mnie utrzymuje się właśnie w granicach 5 czy 6 dni. Jego trwałość określam na bardzo dobrą.

   Jest to jedna z moich ulubionych serii lakierów. Niedroga (chodzi mi o internet), duży wybór kolorów, a jakość lakierów porównywalna do tych słynnych z Essie. Mam 2 lakiery tego typu, obydwa sprawdzają się tak samo dobrze. Ten tutaj, Lilac Charm to delikatny, fiołkowo lawendowy kolor, który jest idealny zarówno na lato jak i na zimę. Pięknie podkreśli opaleniznę. Nie odpryskuje, ładnie trzyma się na paznokciach. Ja bardzo polecam 😀

10/10

   Tak, na pewno skuszę się na inne kolory 😀 Jeszcze nie znalazłam tak dobrego lakieru za tak niską cenę. Lubię gdy jakość idzie z tym w parze 😀
Podoba się Wam pan storczyk? Macie któryś z tych lakierów? A może macie inne godne polecenia?
Pozdrawiam :3

[RECENZJA] Maska nawilżająca Alterra Granat i Aloes

Hej!
   Recenzję obiecałam już dawno, jak zwykle nie wychodzi mi napisanie posta :C Ostatnie trzy dni lecą mi tak szybko, ze zanim się obejrzę jest już wieczór. Do tego nie dosypiam i codziennie chodzę zmęczona, co za smutek :C Dziś chyba postawię na wcześniejsze pójście spać, bo naprawdę ciężko jest mi funkcjonować. Cieszę się tylko, że mój organizm przyzwyczaił się do rannych pobudek 😀 To jest akurat plus przed szkołą 😛
   Wracając do meritum posta chciałam Wam przedstawić maskę, która mi się niestety skończyła. Ubolewam nad tym faktem z jednego względu – moje włosy ją kochały. Jest to mój ulubieniec wszech czasów jeśli chodzi o pielęgnację włosów. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej i poznać szczegóły zapraszam do czytania posta i obejrzenia zdjęć zamieszczonych niżej 🙂

   Każde włosy zasługują na indywidualną pielęgnację. Do produkcji maski nawilżającej do włosów Alterra zastosowaliśmy specjalnie dobrane składniki najwyższej jakości:
wartościowa kompozycja pielęgnująca z wyciągami z aloesu*, granatu* i kwiatów akacji* dodatkowo pielęgnuje włosy, nawilża je i dostarcza włosom zniszczonym nowej energii.
*z kontrolowanej biologicznej uprawy.

   Dość miękka tuba, wygodna, przyjemna dla oka. Napisy się nie ścierały, nadruk przyciągał wzrok i uwagę, od razu widać, co jest atutem tej maski – na zdjęciu granat i aloes 😀 Wieczko otwierało się całkiem nieźle, nie było zamocowane ani za lekko ani za słabo. Mam w tej kwestii tylko jedno zastrzeżenie – pod koniec troszkę ciężko było wydobyć resztki maski. Ja chyba przetnę opakowanie, bo już po zdjęciach na bloga i nie musi teraz pięknie wyglądać 😛

   Standardowo 150 mililitrów – nie za dużo ani nie za mało. W trakcie użytkowania, dzięki takiej pojemności włosy nie przyzwyczajają do produktu. Mi to odpowiada, nie potrzebuję większego opakowania 😀
   Maska dość gęsta, nie spływa z włosów, łatwo ją odpowiednio nałożyć. Jej konsystencja nie przeszkadza w wydobywaniu jej z opakowania. Kolor maski – biały – tradycyjny, żadnych innowacji nie widać 😛

    Wyłącznie drogerie Rossmann, gdyż Alterra to marka rossmanowska. Nigdzie indziej tej maski nie znajdziemy, a szkoda. Chociaż patrząc z drugiej strony – Rossmann mamy praktycznie wszędzie 😀

   Regularna cena wynosi 9,99, natomiast maska jest często w promocji i kosztuje wtedy 5,99, więc cena nie jest kosmiczna. Jak dla mnie jest to kolejny plus tego produktu.

   Maska wydajna, nie potrzeba jej zbyt dużo aby pokryć włosy. Starczyła mi na kilka miesięcy, a używałam jej około raz na półtorej tygodnia, raz na tydzień.

Na zdjęciu oraz tutaj 😀
Aqua, Alcohol*, Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Glycine Soja Oil*, Sodium Lactate, Punica Granatum Seed Oil*, Butyrospermum Parkii Butter*, Carthamus Tinctorius Oil*, Ricinus Communis Oil*, Punica Granatum Extract*, Aloe Barbadensis Extract*, Acacia Farnesiana Extrakt*, Panthenol, Panthenyl Ethyl Ether, Lauroyl Sarcosine, Hydroxyethylcellulose, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronelloll**, Citral**
* składniki pochodzące z upraw ekologicznych
** naturalne olejki eteryczne
   Ta maska to ulubieniec moich włosów. Są po niej pięknie dociążone, nawilżone, lśniące. Nie znalazłam jeszcze jej godnego zastępcy. Nie ma specjalnego czasu, przez który należy ją trzymać – ja raz nakładałam ją na 10 minut, raz na pół godziny, wszystko zależało od mojego humoru. Mogę śmiało stwierdzić, że nawet po 10 minutach efekt był widoczny i zadowalający. Skład naprawdę niezły, byleby wszystkie maski taki miały :p Zapach bardzo przyjemny dla nosa, dość charakterystyczny, ale mi się podoba 😀 Utrzymuje się na włosach, ale niezbyt długo.
   Jeśli szukacie produktów nawilżających do włosów, to mogę tę maseczkę polecić. Zamierzam dokupić sobie jeszcze zatężony sok aloesowy i dodawać do niej kilka kropel – wspomogę wtedy działanie nawilżające, co latem, przy działaniu promieniowania UV jest konieczne.

10/10

Z racji, że ta mi się skończyła już czekam, kiedy będę mogła pojechać do Rossmanna i ją kupić. Moje włosy za nią tęsknią 😛 Obym znalazła więcej takich produktów w równie przystępnej cenie.

Testowałyście tą maskę? Jakie jest wasze zdanie na jej temat? Szukam produktów o podobnych właściwościach, możecie mi coś polecić?

Pozdrawiam :3

Trochę nowości + nowa fajna reklama Always :D

Hej!
   Znów miałam pracowity tydzień :C Jestem niewyspana, zmęczona i mam ogromne cienie pod oczami ;c Przygotowałam już dla was posta z recenzją, ale na początek chciałam dodać coś a’la pogadanka 😛 wiecie, ze lubię takie off topy, gaduła ze mnie 😀 Chciałam się podzielić wydarzeniami z tego tygodnia.
   Po pierwsze – nadal pracuję 😀 5 dni w tygodniu, po 8 godzin. Przyzwyczaiłam się już do rannego wstawania i jakoś łatwiej mi zaplanować dzień. Chyba się przyzwyczajam do takiego trybu życia 😀 Ciekawa jestem co mnie czeka na studiach, oby zajęcia były tak poukładane, żebym miała je najwcześniej na 8-9 😀 I nie chciałabym długich przerw pomiędzy kolejnymi „lekcjami” – jakoś nie lubię tracić czasu w ten sposób, ale chyba nie tylko ja tak mam 😀 Bardzo stresuję się pierwszymi zajęciami i już szukam znajomych z roku na forum biolog, może się ktoś znajdzie, nie będę się wtedy czuła tak dziwnie na rozpoczęciu 😛
   Po drugie, znalazłam mieszkanie w Bydgoszczy. Cena dość rozsądna a jakość naprawdę fajna. W październiku zobaczycie 😀 Jak na razie będę trzymać was w niepewności. Mogę tylko zapewnić, że standard naprawdę wysoki i będę miała kabinę z radiem i hydromasażem ( a pieniędzy na wodę brak xD). Do tego zmywarka, takie luksusy tylko w Bydgoszczy 😀 Zaczęłam już kupować rzeczy i mini wyposażenie (wieszaki, spinacze, tabletki do zmywarki, rozumiecie :P), żeby potem się nie okazało, że rachunek jakiś taki duży 😛
   Wczoraj „obstawiałam” imprezę – ludzie się tak na nas rzucili (mieliśmy jedzonko), że gdy wróciłam do domu myślałam, że zwymiotuję, tak mnie bolała głowa. W mojej miejscowości odbywało się 60 lecie klubu sportowego, który całkiem nieźle prosperuje (piłka nożna). Ja wielką fanką nie jestem, dostałam przymusowe wolne w piątek i musiałam przyjść, innego wyjścia niestety nie było :C
   Zakupów na razie nie robię, trzymam pieniądze na wyjazd do Warszawy, nad morze i na studia. To jest raczej jasne 😛 Przyczaiłam się tylko na biedronkowe okazje, szukając najciekszawszych rzeczy. Ostatecznie kupiłam tylko to, co potrzebne:
   *Maszynkę Venus w Biedronce. Kosztowała 18 złotych, w opakowaniu razem z mini pianką, idealną na wyjazdy. Wzięłam, bo takie rzeczy to zawsze są potrzebne 😀 
   *Ściereczki z mikrofibry, 4 w opakowaniu, zamierzam je zszyć po 2 i zrobić mini ręczniczki. Kosztowały 9 złotych, a wymiary nie sa wcale takie małe, bo 60 cm x 40 cm. Mam nadzieję, że się sprawdzą 😀
   Poza tym, kupiłam jeszcze 2 komplety silikonowych foremek na babeczki, które nie znalazły się na zdjęciach 😛 jakoś nie miały na to czasu 😛 Piec babeczki lubię, teraz będę mogła robić też z własnego przepisu a nie tylko z torebki 😛 Pewnie przytyję ;__;
   Na koniec, z innej beczki, chciałam Wam pokazać nową reklamę Always. Trafne uwagi padają, bardzo mi się spodobała. W końcu promuje się to, że kobieta jest silna, że powinna dążyć do celu, że jest czegoś warta i może coś osiągnąć swoją pracą. Dla mnie jest to bardzo ważne, nie mogę zrozumieć kobiet, które chowają się Do obejrzenia niżej:
Dzisiaj post nieskładny, totalny chaos, ale mam nadzieję, że coś zrozumiecie 😛 ( EDIT A tak naprawdę wcale nie 😛 Post został edytowany, doszło trochę treści, można czytać jeszcze raz jak jest się ciekawym 😛)
Podoba się wam ta reklama? Jak mijają wam wakacje?
Pozdrawiam

Kosmetyczni ulubieńcy czerwca

Hej! 
Znów mam szybki dzień, ostatnio nie wyrabiam się z niczym i jest to smutne :C Na bloga znajduję jednak odrobinę czasu, bo szkoda byłoby mi was zostawić samych sobie 😛 o nie, nie, tak szybko się mnie nie pozbędziecie 😛 Póki mam wakacje korzystam z okazji i możliwości do częstszego pisania postów. Mam nadzieję, ze Wam się to podoba. Dzisiaj pora na ulubieńców czerwca. Co prawda minęła już połowa lipca ale nie miałam jakoś okazji do napisania o tych produktach. Także, zapraszam do czytania spóźnionych ulubieńców czerwca.

W tym miesiącu chciałam ograniczyć liczbę produktów trafiających do grona moich ulubieńców 😀 Jakoś mi się to udało, mam nadzieję, że pokażę Wam coś, co was zaskoczy albo zainteresuje 😀 Jak widać na zdjęciu wyżej wybrałam TYLKO (albo aż) 5 produktów. Będzie krótko, zwięźle i na temat ;D
Pierwsza kategoria to produkty do rąk i paznokci. Na zdjęciu widać:
* Lakier Wibo candy Shop w kolorze o numerze 4. Pisałam o nim recenzję, możecie przeczytać ja TUTAJ. W skrócie – na moich paznokciach był w tym miesiącu około 2 tygodni, a malowałam je nim 3 razy 😀 Jak na moje paznokcie całkiem niezły wynik. Do tego dochodzi piękny, letni kolor i ciekawa faktura 😀 Serdecznie polecam :3
*Odtłuszczacz do paznokci firmy Sensique – jego recenzja niedługo na blogu. Świetny produkt za śmiesznie niską cenę – kosztował 8 złotych. Przedłuża trwałosć mojego lakieru z 1-2 dni do nawet 5-6. W końcu nie muszę codziennie malować paznokci. Ma za zadannie zebrać wszelkie zanieczyszczenia oraz pozostałości kremów, olejków itp. Sprawdza się w tej roli znakomicie.
Kategoria numer dwa, to twarz. Tutaj również znajdują się dwa produkty, tak, jak wyżej :3 Są to:
*Niebieski tusz do rzęs z Bebeauty, którego recenzja jest TUTAJ. Świetnie odświeża letni makijaż, nie potrzeba już cieni i innych mazideł. Bardzo podoba mi się efekt jaki daje. Więcej informacji znajdziecie w poście poświęconym temu produktowi.
*Płyn Micelarny 3w1 z Garniera. Był hitem blogsfery, długo go nie miałam. Potem kupiłam go na promocji w Rossmannie za 12 złotych i od tej pory jestem zachwycona. Świetnie zmywa makijaż, nie podrażnia, nie pozostawia tłustej warstwy czy efektu mgły na oczach. recenzja nie długo, a jak na razie ja nie zamierzam szukać innego ulubionego płynu micelarnego.
Ostatnia już kategoria to włosy. Tutaj umieściłam tylko jeden produkt, czyli:
*Suchy Szampon Batiste o zapachu wiśniowym. Produkt idealny zarówno na letnie podróże jak i zimowe wieczory. Ratuje w kryzysowych sytuacjach. recenzja niedługo, jak na razie nie mam dla niego godnego zastępcy 😛

Podobają się Wam moi ulubieńcy? Macie któryś z tych produktów?
Pozdrawiam :3

[RECENZJA] Niebieski tusz do rzęs Bebeauty

Hej!
Zapraszam Was dzisiaj na recenzję, o którą zostałam kilka razy poproszona. Jest to recenzja tuszu, który na pewno można znaleźć jeszcze w Biedronce – Colour & Volume Mascara z Bebeauty. Dzisiaj bez mocich charakterystycznych akapitów, ponieważ nie mam pomysłu na opisanie każdej rubruczki ;P Postawiłam więc na luźniejszą formę. Mam nadzieję, ze się kochane nie obrazicie 😀 Zmieniłam zdanie, jednak nagłóweczki będą 😛 Jak to mówią, kobieta zmienną jest 😀

Tylko i wyłącznie Biedronka i to okresowo – była gazetka, był tusz, później już go raczej nie będzie, chyba że za rok. Dostępność niby na minus, ale każdy ma blisko Biedronkę, więc jak był to mógł kupić – to już jest plus :p

8,99 złotego z tego co pamiętam. Naprawdę niezła cena w stosunku do jakości. Ale o jakości to już niżej 😀

Ciut za rzadka, ale nie na tyle, żeby strasznie zlepiać rzęsy. Moim zdaniem jak na początek użytkowania całkiem okej, potem pewnie troszkę zgęstnieje.
Przyjemne dla oka, łatwo je odszukać w kosmetyczce ze względu na kolor. Satynowe, ładnie się prezentuje. Małe i zgrabne, nie odkręca się samo. Szczoteczka sylikonowa z którkimi włoskami/wypustkami. Nie dziubie w oczy, łatwo się nią maluje.

W opakowaniu znajduje się 9 gramów produktu.
U mnie wytrzymuje cały dzień bez robienia efektu pandy, sinych oczu. Nie osypuje się. W nienagannym stanie prezentuje się calutki dzień.

Dla ciekawskich na zdjęciu niżej.
Jak dla mnie jest to bardzo fajny produkt za śmiesznie niską cenę. Nie osypuje się, fajnie podkreśla rzęsy i przyciąga uwagę. Idealny na lato – ja w tym okresie jestem minimalistką jeśli chodzi o makijaż i rzadko maluję oczy. Wtedy ten tusz sprawdza się idealnie jako uzupełnienie – nie musze się martwić tłustymi powiekami i zrolowanym cieniem. Jeśli miałabym go jeszcze raz kupić, to na pewno bym się zdecydowała na jego kupno. Jak dla mnie hit lata! 😀 Szczoteczka jest w porządku, mógłby być jedynie trochę gęstszy – łatwoej byłoby mi nim wtedy operować nakładając go na rzęsy.

 9/10
Pewnie nie, ale tylko z tego względu, że nie potrzebuję dwóch opakowań – tylko by się zmarnowało :C
Niżej dużo zdjęć, gdyż chciałam pokazać jak tusz prezentuje się na rzęsach.

Rzęsy bez tuszu.

Jedna warstwa tuszu.

Dwie warstwy tuszu.

Mam nadzieję, ze post Wam się podobał, mimo że zdjęcia nie są najpiękniejsze :C
Lubicie takie ekstrawaganckie kosmetyki czy stawiacie na klasykę? Macie podobny gadżet w swojej kosmetyczce?
Pozdrawiam

[RECENZJA] Lakier Wibo Candy Shop nr 4

Powiedziałam Wam przedwczoraj, że pora z mojej strony na coś bardziej konstruktywnego. Miałam to zrobić wczoraj, ale niestety się nie wyrobiłam – dlaczego? – odpowiedź na to pytanie w kolejnym dzisiejszym poście. Postanowiłam Wam napisać recenzję lakieru do paznokci, który dostałam od Mateusza :3 Od razu przypadł do gustu i mi, i mojej mamie 😀 Już kilka razy malowałyśmy nim paznokcie. Opinię zdążyłam sobie wyrobić 😀 Jeśli jesteście ciekawi jego recenzji zapraszam do czytania :3

 Opakowanie estetyczne, schludne, podoba mi się. Od razu możemy zobaczyć, że jest to lakier piaskowy, gdyż informuje nas o tym napis na zakrętnce – za to duży plus, bo kiedyś wrzuciłam do koszyka „zwykły” lakier, jednak pod koniec zakupów okazało się, że to piasek 😛 Ogólnie mi się podoba – nie jest udziwnione, proste, łatwe w użyciu 😛 Taki tam prostokatny słoiczek 😀 Pędzelek dość cienki, ale nie bardzo cienki. Wygodnie się nim maluje. Jest bardzo równo ścięty, co pozwala na lepsze rozprowadzenie lakieru. Nie lubię, kiedy malując paznokcie jakiś włosek „majta” mi się po całej płytce.
Lakier umieszczony jest w słoiczku o pojemności 8,5 mililitrów, czyli ani za dużo, ani za mało. Myślę, że dzięki takiej pojemności jesteśmy w stanie go zużyć zanim straci swoje właściwości, np. zgęstnieje.

Już jedna warstwa daje przyzwoite krycie, ja jednak nakładam 2, gdyż taki efekt bardziej mi się podoba.

Nie za rzadka, nie za gęsta, fajnie się go nakłada. Plus za to, że nie rozlewa się na skórki i nie skapuje od razu z pędzelka.

 Schnie bardzo szybko, aż się zdziwiłam. Wiadomo, że im więcej warstw i im te warstwy grubsze zajmuje to dłuższy okres czasu. 2 warstwy o standardowej grubości schną spokojnie mniej niż 10 minut.
Raz lakier trzyma mi się 2 dni, raz 3, raz 4. To chyba zależy od jego humoru, jednak średni czas z jakim utrzymuje się to 3 dni. Jak dla mnie całkiem sporo, bo do niedawna każdy lakier odpryskiwał mi na następny dzień po malowaniu.

 Wszędzie tam, gdzie dostępne są szafy Wibo. Spokojnie można go dostać w Rossmannie  i tam właśnie kupił go Mateusz.
Przyzwoita – regularna wynosi 6,99 złotego, ja w promocji widziałam go za 4 zł 😀

 Osobiście z lakieru jestem bardzo zadowolona. To mój pierwszy lakier piaskowy bez brokatowych drobinek. Idealnie nadaje się na lato i zimę, do pracy i na codzień. Cena adekwatna do jakości, jest łatwo dostępny i co najważniejsze szybko schnie. Na paznociach wygląda estetycznie, przyciąga uwagę, jest odskocznią od codzienności i rutyny w kwestii malowania paznokci 😀
 9/10
Być może skuszę się na inne kolory, ale jak na razie nie mam kiedy wybrać się do Rossmanna 😛

Macie któryś z piaskowych lakierów Wibo? Jak sprawdzają się u was? Planujecie zakup podobnych do tego z kolekcji Candy Shop?

Pozdrawiam :3

Mini haul z ostatnich tygodni

Ostatnio nie szalałam z zakupami, bo chciałam zaoszczędzić troszkę pieniędzy, poza tym zbieram pewną sumę na prezent dla Pana Mateusza – w końcu trzeba się wysilić, bo jutro mija 2 lata bycia z nim w związku 😛 Kupiłam tylko to, co było mi koniecznie potrzebne, albo mocno mnie zainteresowało, zapasów nie czyniłam i czynić nie będę, bo nie lubię jak coś zalega mi na półkach. Niektóre z niżej przedstawionych produktów są prezentami :3 Nie zanudzam i przechodzę do rzeczy 😀
Zapraszam do czytania ^^
Tutaj widać wszystkie kosmetyki, jakie kupiłam w ostatnim czasie. Skorzystałam z promocji zamieszczonych w nowym folderze Lato w kosmetyczce cz1 z Biedronki i upolowałam kilka niezłych fantów 😀
Od lewej widzicie:
* Niebieski tusz do rzęs Bebauty. Kosztował niecałe 9 złotych, a daje na rzesach naprawdę fajny efekt. Wszyscy mówili, że mi pasuje 😀 Nie osypuje się, nie robi krzywdy, świetnie wygląda w minimalistycznym, letnim makijażu oka. Jak dla mnie bomba. Bardziej szczegółowa recenzja niedługo 😛 
*Lip Tint Bebauty w kolorze 01. Pięknie pachnie, nie wysusza, a kolor jest świeży, landrynkowo różowy – idealny na lato. Do tego pięknie pachnie 😀 Zjadam go w zastraszającym tępie xD Kosztował 8 złotych i był to prezent od pana Mateusza.
*Soniczna szczoteczka. Urzekła mnie swoim opakowaniem. Działanie całkiem niezłe – to taka zwykła szczotka + wibracje. Kosztowała 15 złotych.
*Suchy szampon Batiste o zapachu Tropical – całkiem kultowy kosmetyk. Mam wersje Cherry, wszyscy zachwalają Tropical więc wrzuciłam do koszyka. Zapach nie do końca mi odpowiada i teraz załuję, że nie wzięłam tego o zapachu Wild. Kosztował 11 złotych, więc taniej niż w Hebe.
*Żel pod prysznic Jonhsons’s Baby – chciałam w końcu przetestować coś do mycia bez SLS. Moja skóra jest notorycznnie mocno przesuszona i bardzo mi to pomaga. Już dawno nie bylam w Rossmannie, więc skorzystałam z biedronkowej oferty. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma 😛 Żel kosztował 9,50 złotego 😀
Niżej zbliżenia na tusz i liptint. Zdjęcie na ręce jest od razu po nałożeniu – efekt po zobaczycie już w szczegółowej recenzji produktu 😛 Zamieściłam to po to, by podsycić waszą ciekawość 😀 😛

Z ciuchów i dodatków mam tylko 3 rzeczy. Na promocji w Housie kupiłam koszulkę z czaszką, rozmiar S, troszkę oversize 😛 Kosztowała 30 złotych, czyli nie tak tanio, ale bardzo spodobał mi się motyw i musiałam ja mieć 😀

Kupiłam też 2 pary butów. Te niżej to niebieskie, gumowe klapki z CCC, kosztowały 40 złotych. Lubię takie buty, są wygodne i łatwo utrzymać je w czystości.
Druga para to meliski z Biedronki. Sa tak słodkie, więc nie mogłam przejść obok nich obojętnie 😛 Kosztowały 15 złotych i są fajne na lato ^^
To wszystko co kupiłam w ciągu ostatnich tygodni. Szaleństw nie ma, ale ja jestem zadowolona 😀
Kupiłyście coś ostatnio? Czy was tez kusiły kosmetyki z nowej gazetki Biedronki?
Pozdrawiam

[INSTAGRAM] Podsumowanie czerwca

Hej!
Kolejny spóźniony post 😛 Ale jak obiecałam nadrabiam zaległości – staram się pisać posty codziennie, dzisiaj jak załaduję akumulator do mojej lustrzanki dodam również post z ostatnich zakupów 😀 Małych, ale zakupów z ostatnich kilku tygodni. Tradycyjnie opisy znajdują się na zdjęciach, po najechaniu na kropeczki. 
Tak na wstępie chciałam wam też opowiedzieć co się u mnie dzieje – dzisiaj mam pracowity dzień – sprzątam w szafkach, umyłam samochód, do 15 w pracy, teraz trochę relaksu na blogu i znów do roboty. Działam póki mi się chce, bo niedługo może mi się całkowicie odechcieć cokolwiek robić – od jutra wywieszane są listy rankingowe na uniwersytetach na które składałam papiery. Teraz czeka mnie niepewność do września, może medycyna mnie czeka, może nie.
Zapraszam do oglądania :3

Jak zwykle nie obfituję w zdjęcia, ale ja po prostu zapominam wszystko sfotografować 😛 W tym miesiącu miałam się poprawić, a dotychczasowo zrobiłam tylko jedno zdjęcie 😀
Lubicie podsumowania miesiąca z instagrama? Prowadzicie swoje profile na tej stronie?

Pozdrawiam