Wybrany tag

zdjęcia

Uncategorized

STYCZEŃ W ZDJECIACH | SESJA, SESJĄ, W KOŃCU WOLNE! :P

17 lutego 2017
 
Cześć!
Styczeń był ciężki, ale bardziej przeraża mnie fakt, ze po feriach będzie już tylko gorzej 😛 Letni semestr na mojej uczelni oznacza większą harówkę pod względem opanowania materiału, ale też dochodzi mi sporo przedmiotów i większość swojego dnia będę pewnie spędzać na uczelni. Ale dobra, kończę marudzić i przechodzę do tematu dzisiejszego posta – podsumuję Wam ubiegły miesiąc w zdjęciach 🙂 Jesteście ciekawi, co się się u mnie działo? W takim razie zapraszam do dalszej lektury! 😀 

Od Sylwestra do dnia pierwszych zajęć praktycznie nie odrywałam się od ebooków 😛  Jeśli pamiętacie mój post z planami na ten rok, obiecałam sobie, że będę więcej czytać i ostro wzięłam się za realizację tego punktu. W tym miesiącu udało mi się przeczytać 4 pozycje – ani to mało, ani dużo, jak na tak zabiegany miesiąc, jaki miałam, uważam, że nie jest to zły wynik. Teraz, w ferie, nadrabiam braki i wyrabiam normę na następnych kilka miesięcy 😛 Mam nadzieję, że osiągnę to, co sobie postanowiłam 🙂
W styczniu pierwszy raz miałam okazję jeść pitaję, czyli smoczy owoc. Przyznam szczerze, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego i trochę mnie przez to te owoc rozczarował. Słysząc jego opis – truskawkowa gruszka, wyobrażałam sobie owoc o wyrazistym smaku, a zastałam nijakie coś o konsystencji kiwi. Więcej się chyba na nie nie skuszę, choć to bardzo zdrowy owoc. Po prostu nie lubię się zmuszać do jedzenia czegoś, co mi nie smakuje :C
Na początku tego roku postanowiłam też zamówić sobie kilka nowych wosków. Ostatnie zamówienie składałam w lipcu tamtego roku, minęło więc od niego sporo czasu. Zdecydowałam się na nowości Yankee Candle i kilka wosków Wood Wicka, bo do tej pory firmę tę znałam jedynie od strony świec. Jak na razie, dwa były w użyciu – Smoke Wood i Sea Salt Caramel. Ich recenzje możecie przeczytać na blogu! 🙂

Myślałam, że zima opuściła nas na dobre i już nie wróci. niestety były to tylko płonne nadzieje – powróciła, i to ze zdwojona siłą 😛 Raz w styczniu, drugi raz zaraz po rozpoczęciu moich ferii. Owszem, za oknem jest pięknie, często sama zachwycam się urodą drzew oprószonych śniegiem czy symetrycznych, wręcz doskonałych płatków. No ale ludzie, zamarzam w temperaturze -5, a na termometrze nierzadko jest powyżej -10 😀 Nie powinnam wychodzić z domu 😛
Styczeń kojarzy mi się też z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Wiem, że akcja ma wielu zwolenników, ale też przeciwników, ja na pewno będę popierać tę inicjatywę dotąd, dokąd będzie istniała. Gdyby nie sprzęt opatrzony czerwonym serduszkiem wiele dzieci nie miałoby w Polsce szans na odpowiednią diagnozę, leczenie, czy nawet na… życie. Niech i Owsiak zarabia na tym 1 milion, 5, 10… Ale 50 nadal idzie dla szpitali – czy to źle?
Na blogu mogliście też przeczytać wpis o gagatku z ostatniego zdjęcia z tej trójki. Pędzel Lily Lolo świetnie sprawdza się u mnie przy aplikacji pudru – jest miękki i puszysty, przez co wykończenie kosmetyku nie jest aż tak bardzo matowe. Nakłada się też jego mniejsza ilość, przez co efekt jest bardziej subtelny. Pełną recenzję możecie przeczytać pod [tym linkiem].

W zeszłym miesiącu postanowiłam spróbować swoich sił i wysłałam zgłoszenie do BaByliss. Miałam szansę zostać ambasadorką ich słynnych lokówek, ale chyba się nie udało, bo mail żaden do mnie nie dotarł 😛 Z drugiej strony, ja już to przemyślałam – Nie używam lokówek, więc chyba nie jest mi potrzebna 😛 
Szczęśliwa Skóra to książka, którą mam zamiar przeczytać w najbliższej przyszłości. Ostatnio jakoś ciężko jest mi się zabrać za książki urodowe, więcej siedzę jednak w klimatach fantsy. Najważniejsze jest jednak to, że realizuję swój cel – w styczniu przeczytałam 4 obszerne książki i jestem z siebie dumna! 😀 Na dzień dzisiejszy mam ich na liście 7, jest luty, a ja za dolną granicę obrałam 30. Chyba się uda 🙂
Każdy student wie, że styczeń to miesiąc kolokwiów i sesji, mi też upłynął po takim znakiem, ale na szczęście wszystko udało mi się zaliczyć w pierwszym terminie. Uff – kiedy szukałam siebie na liście z wynikami i zobaczyłam pozytywną notę – byłam zadowolona i spełniona. Nie po to tak czekałam na 3 tygodniowe ferie w domu, żeby non sto siedzieć przy książkach i nadrabiać braki do poprawek 😛 Na zdjęciu – mięśnie szyi, jedna z prostszych rzeczy na ostatnim kolokwium z anatomii 😛

Kolejny wpis o studiach, tym razem z cyklu jak chodzę ubrana na kolokiwa 😛 Zazwyczaj zakładam sukienki, najczęściej decyduję się na czerń i coś eleganckiego, a jak mam gorszy humor albo źle się czuję (czyt. babskie dni :P) zakładam to, w czym mi najwygodniej. Tu Elf Naczi jako czarna wdowa xD Na szczęście z kolokwium wyszłam z dość pozytywnym nastawieniem, mam nadzieję, że punkty, które zobaczę po feriach też wprawią mnie w tak pozytywny nastrój 😀

Pytałam na IG, zapytam ponownie – kto,tak jak ja, lubi kwiaty? Moim zdaniem nadają nawet najbardziej surowemu wnętrzu łagodniejszego klimatu. Zazwyczaj decyduję się na róże i goździki, choć tulipanami czy żonkilami też nie pogardzę (chociaż te ostatnie najbardziej lubię w sezonie wiosennym, z drugiej strony, raczej wtedy są „dostępne” :P). Niektórzy twierdzą że to strata pieniędzy, ale u mnie kwiaty stoją ponad tydzień, więc nie jest z tym tak źle 😛 Nie palę, nie piję, to chociaż na kwiaty te 10 złotych wydam xD

Zbliżając się już ku końcowi chciałam przypomnieć Wam akcję, w której też postanowiłam wziąć udział. Mowa tu o Pink Lips Project. Styczeń jest miesiącem walki z chorobą, która dotyka wiele, nawet bardzo młodych kobiet. Walki z chorobą, która zbiera wielki żniwo. Dlaczego? Bo jest bardzo późno diagnozowana, wtedy, kiedy nie ma już ratunku, wtedy, kiedy nawet najnowocześniejsza aparatura i metody zawodzą. Rak szyjki macicy to podstępny zabójca, dlatego warto się badać, od najmłodszych lat. Niestety to, że dopiero skończyłaś 20-stkę nie oznacza, że nie zachorujesz. Postępujmy rozważnie, życie mamy tylko jedno…
I na koniec – bardziej optymistyczny akcent, czyli artystyczne zdjęcie zatytułowane „Ja, mój kocyk i moja kawa”. To trójkąt idealny, chociaż brakuje w nim jednej składowej – kota. Kawę staram się ograniczać, jak mogę, bo wypłukuje magnez, a przez niedomykalność zastawki mam na ten pierwiastek większe zapotrzebowanie. Moi znajomi fundują sobie 3-4 kawy dziennie, a ja 5 w tygodniu 😛 Na szczęście udaje mi się bez niej funkcjonować, a piję ją nie dla dodatkowej dawki energii, a raczej dla smaku. Poza tym kawa w małych ilościach jest dla nas zdrowa! 😀

Co ciekawego działo się u Was w styczniu? Które z tych zdjęć najbardziej przypadło Wam do gustu?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

GRUDZIEŃ W ZDJĘCIACH | NADCHODZI CZAS BIAŁEGO ZIMNA?

2 stycznia 2017
Hej!
Jednym z moich celów na 2017 rok był powrót na bloga. Brakuje mi pisania do Was i nie chciałabym opuszczać tej strony – a niestety w listopadzie i grudniu statystyki były naprawdę niskie. Zanim zabiorę się za podsumowanie – i te kosmetyczne i lifstylowe – postanowiłam napisać, co działo się u mnie w grudniu. Jeśli jesteście ciekawi, czy ten miesiąc był szalony, czy udało mi się zdążyć z nauką i czy odpoczęłam – zapraszam dalej 🙂

Pierwsza połowa grudnia upłynęła mi pod znakiem nauki na temat ośrodkowego układu nerwowego. To dopiero drugi dział, a wiele osób mówiło nam, że to jeden z tych dwóch trudniejszych. Kolokwium udało mi się zaliczyć na tyle punktów, na ile bym chciała (chociaż większą ich liczbą bym nie pogardziła :P), więc ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolona. Zasmucił mnie tylko jeden fakt – tym razem przerobiłam wszystkie pytania, jakie miałam w posiadaniu, zrobiłam 11 stron notatek w wordzie i co – żadne się nie powtórzyło xD W tamtym roku weszło 80% giełdy – jak żyć? 😛 Teraz przeszliśmy do GiSu – Głowy i Szyi i, choć materiału jest o wiele więcej, a szpilki dużo trudniejsze (momentami), to uczy mi się tego zdecydowanie łatwiej. Pocieszam się faktem, że potem ma być już z górki 😛
W ubiegłym miesiącu osiągnęłam też pułap 1000 obserwacji na Instagramie. Nigdy nie spodziewałam się, że dojdę tak daleko – nawet nie myślałam o tym, że moje zdjęcia chciałoby oglądać tyle osób :O Jestem z siebie dumna i widzę, że nawet wtedy, kiedy nie mam bardzo dużo czasu na blogu, mogę publikować fotografie z krótkim opisem, a Wy pozostajecie ze mną w stałym kontakcie. Mam też nadzieję, że w styczniu uda mi się prowadzić mój profil bardziej systematycznie – kto wie, może uda się pociągnąć tę ideę przez cały rok? 😀

W przerwach od nauki i leniuchowania przed komputerem starałam się wychodzić z Mateuszem na dłuższe, bądź krótsze spacery. Jestem z natury domatorem i nigdy nie chce mi się ruszać z miejsca, a sama wiem, ze ruch i świeże powietrze dobrze mi robią. W Mikołajki podziwiliśmy pięknie przystrojony rynek i wielkie choinki. W tle możecie nawet zobaczyć uśmiechnięty Ratusz 😀
Przechodząc płynnie do tematu wyżej wspomnianych Mikołajek pokazałam Wam mój piękny prezent – w bucie znalazłam nowy kalendarz na 2017 rok – pochodzi z empiku i jest to limitowana edycja – wiem, że już niedostępna. Kalendarz idealnie do mnie pasuje. Jest gruby, solidnie wykonany i ma tak dobrane rubryczki, że świetnie sprawdzi się u wszystkich maniaków planowania i bazgrania. Mnie zapisane sentencje czy zadania motywują do pracy, dlatego nie zamierzam rezygnować z papierowych kalendarzy na rzecz tych elektronicznych. Jak podoba Wam się jego okładka?
Grudzień jest miesiącem podsumowań i chyba każda blogerka korzysta z programu/strony/aplikacji (jak zwał, tak zwał :P) Best Nine 2016. Na moim Instagramie najbardziej spodobał się Wam mój post z wynikam matury. Sama lubię na niego patrzeć, bo wiem, że dzięki temu papierkowi miałam szansę dostać się na wymarzone studia. Mam nadzieję, że to koniec przeciwności losu i że od teraz wszystko będzie szło już po mojej myśli. Może są to marzenia ściętej głowy, ale, na szczęście, całkiem realne, a więc możliwe do osiągnięcia 😀

Naturalne kosmetyki, które widzicie na pierwszym zdjęciu to paczka od Olgi z apieceofally.plW
wąskim gronie pobawiłyśmy się w Mikołaja, ja również nim byłam – tyle
tylko, że wcieliłam się w rolę Elfa albo Śnieżynki 😛 Z przyjemnością
będę używać tych kosmetyków, a na temat części z nich na pewno napiszę
Wam moją opinię. Który z nich ciekawi Was najbardziej?

Paczka, jaką widzicie na drugim obrazku to kolejny etap współpracy z Costasy i Lily Lolo.
Tym razem wybrałam zestaw idealny na sylwestrową imprezę – ich nową
paletkę Pedal to the Metal, limitowaną wersję pędzla Super Kabuki i
puder matujący. Każdego z nich już używałam, ale ostateczną opinię wydam
pod koniec stycznia lub na początku lutego. Jak myślicie – będą to kolejne hity, czy tym razem będę miała im coś do zarzucenia?
Kolejne dobroci pochodzą z Beauty Oil i jest to wygrana w konkursie u Kasi z bloga minimalniee.pl. Jeszcze
nie używałam tych kosmetyków, ale niedługo w ruch pójdzie krem pod
oczy. Słyszałam wiele pozytywnych opinii na ich temat i mam nadzieję, że
sprawdzą się także w moim przypadku. Największe nadzieje pokładam w
tym, o którym pisałam wyżej i kremie na noc.

Na sam koniec – kilka zdjęć z okresu świątecznego. Żałuję, że te ferie tak szybko mi minęły – niby nie robiłam nic konkretnego, a ani się nie nauczyłam, ani nie odpoczęłam (chyba jak każdy :D) 😛 Mam jednak nadzieję, że szybko wrócę do „normalności”, a te kilka dni wolnego pozwolą na restart i powrót do nauki ze zdwojona siłą. Jeśli uda mi się zaliczyć kolokwia w pierwszym terminie + jeden egzamin w sesji – na przełomie stycznia i lutego będą czekały mnie 3 tygodnie wolnego! 😀 To dobrze, bo letni semestr zapowiada się o wiele ciężej… 😛 Ale – kto da radę, jak nie ja? :p
Będziecie robić podsumowania ubiegłego roku? Które zdjęcie najbardziej zapadło Wam w pamięć? 

Trzymajcie kciuki – mam nadzieję, że dam radę pisać do Was częściej! 😀
Pozdrawiam :*
Uncategorized

LISTOPAD W ZDJĘCIACH | SŁODKO-SŁONY MIESIĄC

13 grudnia 2016

Hej!
Uff, najgorsze jest już za mną, kolokwia napisane, przed świętami zostało mi już tylko jedno 😀 znów zapadła tu cisza, a to wszystko dlatego, że ostatnio mam w mieszkaniu tak słabe dzienne światło, że nawet gdybym o 8 czatowała na parapecie z aparatem – nic by z tego nie wyszło :C Ostatnio jest więcej słońca i mam nadzieję, że już tak pozostanie 😀
Co do samego listopada – minął mi naprawdę szybko i nie zauważyłam nawet kiedy. Odkąd wróciłam na zajęcia znów żyję z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień,co nie za bardzo mi się podoba. Do tego wszyscy czują już święta i nic nam się nie chce, a przecież uczyć się trzeba 😛 Jeśli jesteście ciekawi, co ciekawego miałam Wam do pokazania w listopadzie – zapraszam do dalszej części wpisu 🙂

Na pierwszym zdjęciu widać na paznokciach efekt kuracji serum z mirrą z Indigo. Nadal jestem pod wrażeniem, bo ostatni nic tak fajnie nie działało na moje paznokcie. Serum ma przyjemny skład pełen naturalnych składników, a mirra rzeczywiście się w nim pojawia. Efekty widać naprawdę szybko – 2 tygodnie pozwolą nam na poprawę stanu paznokci i skórek – moje wzmocniły się kilkukrotnie i nie pękały już tak szybko. Chcielibyście przeczytać o nim coś więcej na blogu? 🙂
Babeczki, babeczki, babeczki… Kto też jest takim łasuchem jak ja? Uwielbiam wszystko co słodkie, niestety te babeczki nie były dla mnie, bo mleko w kremie mnie od nich odpędzało 😛 Muszę jednak przyznać, że wyglądały bardzo fajnie i, co najważniejsze, szybko znikały z patery! Teraz będę czarowała jakieś inne – na grupową Wigilię 🙂 Macie jakiś przepis godny polecenia?
Co do trzeciego zdjęcia – czy Wy też tak macie, że kiedy świeci słońce jest Wam 3 razy łatwiej podnieść się z łózka i nic nie jest w stanie zepsuć Wam humoru (no, prawie nic :P)? Na pogodę nie mogłam narzekać, wielkich mrozów nie było, a śnieg trzymał się zaledwie kilka dni. Nie lubię zimy – marzną mi wtedy ręce, stopy i twarz, potem muszę w domu odtajać, a doba się przecież nie wydłuża 😛

Do niedawna nie używałam peelingów – ciągle o nich zapominałam i nawet postawienie jednego pod prysznicem nie pomaga ;/ Ostatnio zmobilizowałam się jednak i zużywam otwarty z Wellnes & Beauty z Rossmanna, a potem wezmę się za ten ze zdjęcia. To kokosowy peeling kawowy z Nacomi. Nie dość, że to polska firma z kosmetykami z super składami, to jeszcze cena jest o wiele bardziej kusząca niż tego z Body Boom. Na promocji w Hebe zapłaciłam za niego niecałe 25 złotych – aż szkoda była nie wziąć, nieprawdaż? 😛
Długie jesienne wieczory są dla mnie momentem, w którym mogę „odpocząć” przy dobrej książce (czytaj – jakiś podręcznik, ale nie Bochenek :P). Przypomniałam sobie o paleniu świec i wosków – miałam od nich krótki odpoczynek, ale w końcu zatęskniłam i teraz wrzucam kawałki do kominka z czystą przyjemnością. Niestety stan rzeczy ma się inaczej, jeśli chodzi o moje storczyki – nigdy mnie to nie spotkało, a teraz zadziało się u wszystkich na raz. Mimo dobrego nawadniania i odżywiania schną – nawet pączki, mimo tego, że liście są mięsiste i zielone :CCCC Komuś przydarzyło się coś podobnego?
Jedzenie to ważna część mojego życia ♥ 😛 Na włosowym spotkaniu, organizowanym przez Agnieszkę z bloga wwwlosy.pl konsumowałyśmy pitcę. Wybrałyśmy się do Czarnej Owcy w Białymstoku. Pizzę bardzo lubię, natomiast, jak wiecie, muszę ograniczać ser. Zamówiłam więc propozycje bez sera i… nie polecam. Sos był słodki, salami ostro-słone, a ciasto bardzo cienkie, mączne i dodatkowo mocno obsypane mąką. Jadłam wiele lepszych, a jej cena wcale nie należała do najniższych :C Szkoda, bo sam lokal i atmosfera tam panująca wydawały się być naprawdę fajne. Może wrócę, ale spróbuję czegoś innego.

Pozostając w temacie spotkania – odkryłyśmy z dziewczynami (i chłopakiem :D) magiczne miejsce – gastropub Oskocznia. Wnętrze nas zauroczyło ceny są jak najbardziej na plus, a napoje i desery smaczne. Herbata, nie dość, że świetnie smakowała, to jeszcze była pięknie podana. Do tego siedzenie w wannie, bycie otoczonym retro sprzętami i miła obsługa działają na plus i ma się ochotę do tego miejsca wracać – ja na pewno się tam jeszcze pojawię 😀 
Po dłuższej przerwie wróciłam też do hybryd – tym razem postanowiłam na ciemny, kałamarzowy granat z domieszką turkusu. Zależnie od światła ten kolor wygląda inaczej i przez to jest taki ciekawy. To Bonjur, Bonne Nuit. Niestety minęły już dwa tygodnie i muszę je zdjąć – odrosty nie dają mi żyć 😛 
Na sam koniec – przy okazji maszyny do pisania (o której zawsze marzyłam :P) – chciałam wspomnieć krótko o studiach. Jest naprawdę fajnie, ale dość ciężko jest mi się przestawić – o ile nauka z anatomii jest dla mnie raczej przyjemnością, tak z innych przedmiotów wszystko zależy od asystenta. Nauki jest całkiem sporo, ale mam też czas na obejrzenie filmu, dodatkowe zajęcia i znajduję jeszcze przy tym czas na normalny sen 😛 Obawiam się trochę histologii – pierwszego kolokwium nie zaliczyłam, drugie poszło mi lepiej, ale nasza prowadząca ocenia tak surowo, że sama nie wiem, czy je zdam… Poprzednie zaliczyło u mnie w grupie 5 osób z 16, w innej, która pisała takie samo 14 z 17… Czyżby coś było nie tak? 😛 Czy może wymyślam? 😛
A jak Wam minął listopad? Szybko i bezboleśnie? A może zaliczyliście jakieś wzloty (o upadki pytać nie będę :P)?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

PAŹDZIERNIK W ZDJĘCIACH | CICHO NA INSTA – INTENSYWNIE W RZECZYWISTOŚCI :P

25 listopada 2016

Hej!
Wiem, że październik już dawno za nami, ale na blogu nie pojawiło się jeszcze jego instagramowe podsumowanie. Ostatnio wstawiam niewiele zdjęć, ale nie oznacza to, że nic ciekawego się w moim życiu nie działo – wręcz przeciwnie – czasem mam tyle zajęć, że zapominam o tym, żeby się czasem gdzieś uaktywnić 😛  Jeśli jesteście ciekawi, co ciekawego mam Wam do opowiedzenia – zapraszam do dalszej części wpisu 🙂

Na początek – czarne zdjęcie = czarny protest. Samej idei protestu do końca nie popierałam, natomiast nie zgadzałam się na zmianę obowiązującego prawa. Moim zdaniem przyszła matka powinna mieć możliwość wyboru – szczególnie w trzech przypadkach, w których ma wybór dzisiaj, tj. kiedy występują duże wady rozwojowe płodu, kiedy zagrożone jest jej życie lub kiedy została zgwałcona. To od jej sumienia i etyki zależy to, jaką podejmie decyzję. Większość pewnie i tak nie dokona aborcji, ale powinny mieć wybór – ja, czy nienarodzone dziecko. Oba życia mają prawa do obrony – nie tylko to, które zostało poczęte. Mam kontakt z medycyną już od kilku lat i wiem, że są wady rozwojowe, które nie pozwalają dziecku przeżyć dnia, tygodnia, roku. Ono wtedy cierpi i czuje. Czy ktoś bierze pod uwagę to, co ono i jego rodzina wtedy przechodzą? Chyba nie, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie…
Przechodząc do bardziej optymistycznych akcentów – pokazuję moje jedyne hybrydy, które wykonałam w pierwszej połowie października i już do nich nie wróciłam 😛 Ostatnio nie mogę zmotywować się do zrobienia paznokci raz a dobrze, często mam zajęte weekendy, a w tygodniu w ogóle nie myślę o pazurach 😛 Te tutaj to zestaw od Indigo – Metal Manix Ping Gold i winna czerwień – Devils Wears Read 🙂
Na ostatnim zdjęciu widzicie też moje przygotowania do zajęć z anatomii. „Kostki” mam już za sobą, w porównaniu z OUN-em to prawdziwy pikuś – nie wiem, czego tak bałam się na samym początku. Anatomia da się lubić i jest to jeden z tych przedmiotów, do których siadam z niewymuszoną przyjemnością. Nauka do anatomii to kurs systematyczności – bez tego chyba nie da się osiągnąć dostatecznego poziomu wiedzy. Wiem, że za 3 lata zapomnę połowę z omawianych struktur, ale jak to mówią nasi prowadzący – trzeba się skupić na swojej specce 😛

W październiku oficjalnie zostałam studentką Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Na początku biłam się z myślami, dużo czasu rozważałam fakt, czy dobrze zrobiłam, że nie wróciłam do Bydgoszcz. Po dwóch miesiącach powiem – NIE ŻAŁUJĘ! 😀 Mam świetną, zgraną grupę, o jakiej na farmacji mogłam tylko marzyć, starsze roczniki są pomocne, z zakłady raczej skłaniają się ku pomocy studentom, a nie rzucaniu im kłód pod nogi. Przy uczelni działa wiele kół naukowych, na które zamierzam się w kolejnych latach studiów zapisać. Chodzę też na chór – już dawno nie byłam tak aktywną towarzysko i naukowo osobą 😛
Pisałam Wam też o tym, że bardzo lubię marynarki o męskim kroju. Tą ze zdjęcia upolowałam na promocji w Sinsay (niestety w tamtym roku) za niecałe 40 zł :O Pasuje i do zwykłej, bawełnianej bluzki, ale też do koszuli z wiskozy, a zależnie od tego, z czym ją skomponujemy – wygląda albo bardziej elegancko, albo sportowo i codziennie. Od kilku miesięcy reorganizuję swoją szafę i kupuję z głową – odbiło się to na jakości moich ubrań i jestem  tego zadowolona 😀
Na koniec – jedna z moich ulubionych szminek – nowa sztuka Golden Rose Velvet Matte Lipstick w kolorze 39. To jasny, lekko przybrudzony róż, który idealnie wpisuje się w pojęcie dziennych pomadek według Naczi. Jeśli na moich ustach nie ma suchych skórek – często po niego sięgam. Jeśli widać na nich niedoskonałości – stawiam raczej na coś bardziej kremowego, bo ten ma tendencje do podkreślania takich zmian :C Nie mniej jednak bardzo ją polubiłam i zastanawiam się nad kolejnymi kolorami 😀

Powspominałam też trochę wakacje 😀 Zdjęcie figur szachowych pochodzi z mojej dwutygodniowej wycieczki do Niemiec, a koło widokowe to nie Londyn, a Gdańsk 😀 O ile w Niemczech nie mogłam narzekać na pogodę w pierwszym tygodniu, tak w drugim tygodniu i podczas pobytu w Trójmieście – było pochmurno, zimno i często padało 😛 Jeśli planujecie urlop – raczej nie wyjeżdżajcie wtedy, kiedy robię to ja, bo możecie się rozczarować warunkami atmosferycznymi 😛 Niestety… 😛
W październiku pokazywałam Wam jeszcze moje kościste długopisy, które idealnie wpasowują się w klimat moich studiów 😛 Znajomym bardzo się spodobały, Wa zresztą też, i od razu pytaliście, gdzie je kupiłam. Znalazłam je oczywiście na Aliexpress, czyli chińskim allegro 😛 5 sztuk kosztowało niecałe 3$, szkoda tylko, że nie można wymieniać w nich wkładów, ale z drugiej strony nie są na tyle drogie, żebym miała jakoś specjalnie na to narzekać 😛 Moje są super wykonane, plastik jest gruby i dobrej jakości, piszą też całkiem przyjemnie 🙂 Polecam 🙂
Na sam koniec – pozdrowienia ode mnie i Saurona z Władcy Pierścieni. To mój kumpel, z którym widzę się codziennie – mieszka na parapecie razem z 4 innymi kolegami 😀 Zbieranie zapoczątkował mój chłopak, kolekcja stale się rozszerza, a ja nie mam serca powiedzieć tym figurkom „dość” 😛 Czyż nie są słodkie?

Co tam u Was? Obywa się bez jesiennej chandry, czy i Was ona dopadła? Ja na szczęście już tę zołzę pokonałam 😛
Pozdrawiam :*
Uncategorized

WRZESIEŃ W ZDJĘCIACH | TAK INTENSYWNEGO MIESIACA JUŻ DAWNO NIE BYŁO

11 października 2016

Cześć dziewczyny!
Wrzesień był dla mnie pięknym, łaskawym i pełnym pracy i niespodzianek miesiącem! Już dawno nie czułam się taka szczęśliwa, a to chyba dlatego, że był to moment przygotować na moje wymarzone studia, a także czas, w którym obchodzę swoje urodziny. Mam Wam do pokazania kilka ciekawych momentów, które chciałabym opisać zdecydowanie szerzej, niż na Instagramie. Jeśli jeszcze mnie nie śledzicie – serdecznie zapraszam, a teraz, bez zbędnego przedłużania, zapraszam na nowy post!
Jak już wspominałam, sierpień był dla mnie miesiącem bez hybryd. Po tak długiej rozłące postanowiłam do nich wrócić, bo moje paznokcie wcale nie były w złym stanie. Niestety nie wyszły one idealnie – chyba moje ręce odzwyczaiły się od tak precyzyjnej pracy – na szczęście za drugim razem było o wiele lepiej 😀  Na trzech pierwszych palcach widzicie Chic Nude, a na serdecznym i małym – złoty metal manix. Niestety metal manix nie jest dla mnie – dry top zaczął mnie uczulać i pojawiła się u mnie onyholiza. Dam mu drugą szansę – jeśli coś będzie nie tak, pozostanie mi używanie go jako złotego brokatu, co też wygląda całkiem efektownie 🙂
Pierwsze dni miesiące spędzałam na urlopie u Mateusza – to ostatnie chwile, jakie spędzaliśmy w jego rodzinnym domu – przeprowadził się wcześniej ode mnie, bo już na początku ubiegłego miesiąca. Na szczęście były to naprawdę ciepłe dni i mogliśmy korzystać z tej pogody do woli. Efekty tego leniuchowania możecie zobaczyć na dwóch kolejnych fotografiach 🙂

Jako dziecko uwielbiałam patrzeć w niebo – szczególnie wtedy, kiedy pojawiają się na nim chmurki, a za nimi świeci słońce. Zawsze wymyślałam kształty, jakie według mnie reprezentowały. Były smoki, księżniczki, zamki i złe czarownice. Lubicie czasem wrócić do dawnych lat i siedząc na zielonej trawie puścić wodze fantazji? Ja tak! 
We wrześniu zgłosiłam się do konkursu Glov. Można było zostać promotorem ich rękawiczek do zmywania makijażu. Niestety nikt się do mnie nie odezwał – mam za mało folołersow, smuteg 😛
7 września był pamiętny dzień – moje 21 urodziny. Z tej okazji przygotowałam dla Was niezwykle prywatny post, który był jakby pamiętnikiem, a przecież od pamiętników zaczynałam pisać tego blogu. Autoportret pozwolił mi pozbyć się negatywnych myśli i zaakceptować stan rzeczy takim, jaki jest. Cieszę się, że ten wpis został tak cieple przyjęty – dziękuję Wam za wszystkie pozytywne komentarze, życzenia i słowa zrozumienia ♥ Jeśli jeszcze go nie widzieliście – koniecznie nadróbcie straty!

Wracając do tematu urodzin – mój tort był bardzo tematyczny – stetoskop, maseczka, strzykawki i te sprawy – nie powiem, moja mama jest bardzo pomysłową osobą. Niestety cukiernia się pomyliła i zamiast wersja toffi przyjechała do mnie czekoladowa – na szczęście nie mogę narzekać, bo był naprawdę przepyszny i szybko zniknął ze wszystkich talerzy.
We wrześniu przygotowywałam się też do konkursu ze strony zblogowani.pl organizowanym wspólnie z Annabelle Minerals. Sesja była świetna, a ja jestem bardzo zadowolona z wyników współpracy mojej i Mateusza.  Niestety przy ogłaszaniu wyników mocno się rozczarowałam – nie mówię, że powinnam ten konkurs wygrać, ale wszystkie logi, które typowałam do miejsca na podium na tym podium się nie znalazły. Konsultowałam moje spostrzeżenia z innymi blogerkami i im też działania firmy wydały się bardzo podejrzanie. Moim zdaniem nie wszystko było zorganizowane zgodnie z regulaminem, a moje argumenty w ogóle nie zostały wzięte pod uwagę. Zraziłam się do tego typu konkursów – mam wrażenie, że liczy się tylko ilość obserwatorów a nie przekaz. Obietnice producenta umie wypisać każdy – gorzej, jeśli trzeba zaczerpnąć ze źródeł swojej kreatywności. 
Przechodząc do bardziej przyjemnych tematów – w galerii niedaleko mojej rodzinnej miejscowości odbywał się mini zlot fanów Star Wars. Mnie i Mateusza nie mogło tam zabraknąć, a że gdzieś w głębi duszy zawsze interesowała mnie ciemna strona mocy – nie mogłam odpuścić zrobienia sobie zdjęcia z samym Darth Vaderem!

Bukiet, który otrzymałam od mojego chłopaka i brata na urodziny trzymał się naprawdę długo, a ja nie mogłam przepuścić okazji, żeby go nie uwiecznić. Kocham kwiaty, chyba jak każda kobieta, a taki ze strony chłopaków bardzo mi się spodobał i nawet ujął za serce. Mam nadzieję, że wszystkie życzenia się spełnią, a ja będę najszczęśliwszą osobą pod słońcem! Trzymam za to kciuki!  
Elf to moje drugie imię, nie mogło więc zabraknąć zdjęcia z wiankiem. Uwielbiam takie klimaty – baśnie, fantastyka, legendy – to chyba mój konik, a to, że się nimi interesuję zawdzięczam mojemu tacie. To on zaszczepił we mnie żyłkę, dzięki której z zamiłowaniem sięgam po książki o tej tematyce, a Władca Pierścieni stoi na półce moich książkowych ideałów. Cóż mogę rzec – dziękuję tato!
Wrzesień również był dla mnie dobrym miesiącem ze względu na to, że znów udało mi się coś wygrać. Tym razem był to box pełen azjatyckich kosmetyków wygrany u Land of Vanity. Serdecznie zapraszam Was na jej bloga 🙂 Pisałam o Tybecie, ulubionych książkach i o tym, że bum na Azję mnie ominął, bo byłam nią zafascynowana dużo wcześniej 🙂 Magda to doceniła, za co bardzo jej dziękuję 🙂

Pod koniec miesiąca pisałam Wam, że bardzo lubię swoje włosy. Może i mają one swoje gorsze dni, ale nie ma nic, co byłoby idealne, a ja im te słabsze momenty po prostu wybaczam. Ostatnio nie mogę narzekać na ich stan, mam w planach jeszcze bardziej o nie zadbać – niestety jesienne wypadanie zaczęło dopadać i mnie, a chcę temu jak najszybciej zapobiegać. Stosuję kilka produktów o których pewnie jeszcze napiszę na blogu – chcielibyście przeczytać coś na temat włosów? Dajcie znać w komentarzach 🙂 
Rzadko odwiedzam kościoły, ale ten w Świętej Lipce naprawdę mnie zauroczył. Uwielbiam stare malowidła, rzeźby, organy. Ktoś, kto o to dba musi się nieźle napracować, ale naprawdę widać tego efekty. Mam nadzieję, że takie zabytki nigdy nie zostaną zapomniane – byłaby wielka szkoda gdyby stały tak pozostawione same sobie – skazane na degradację i zapomnienie. Jeśli szukacie ciekawego miejsca na Mazurach czy Warmii, a architektura sakralna nie jest Wam straszna – serdecznie zapraszam! Pokaz gry na pięknych organach wygląda niesamowicie! Do tego jest to miejsce objawień, a ja w takim otoczeniu wyczuwam dziwną aurę – może rzeczywiście coś w tym jest?

Praktycznie na koniec miesiąca pojawił się u mnie mój wymarzony atlas anatomiczny, prezent od dziadków i rodziców – Prometeusz! Jest bardzo ciężki i duży, ale mimo tego z chęcią noszę go na zajęcia i nie wyobrażam sobie nauki anatomii bez niego – ryciny są tak przejrzyste, że nie mam później większych problemów ze znalezieniem struktur na preparatach. Jeśli jesteście ciekawi jak wygląda – chętnie mogę pokazać Wam wszystkie trzy tomy na Snapchcie. A jeśli jesteście zainteresowani jego kupnem – serdecznie Wam go polecam ♥
W moje ręce wpadła też maść polecana mi przez Ewę z bloga Mademoiselle Eve – Skinoren. Jeszcze nie zaczęłam jej stosować, więc nie mogę Wam opowiedzieć o wynikach kuracji. Ma ona minimalizować wypryski i działać na przebarwienia potrądzikowe – oczekuję poprawy głównie w tej drugiej kwestii, bo z wypryskami nie mam już aż tak dużych problemów. Niestety wiele z Was pisało mi, że ten krem zapycha – mam nadzieję, że u mnie obędzie się bez tego – jeśli nie, będę szukać dla niego równie ciekawego odpowiednika 🙂


Lily Lolo, a raczej Costasy postanowiło kontynuować współpracę z moim blogiem, mogłam więc wybrać kolejne trzy kosmetyki, które dla Was przetestuję. Wybór padł na bazę pod cienie, cień sypki Smoky Brow i mgiełkę do utrwalania i scalania makijażu. Testy trwają, a na początku listopada postaram się napisać Wam recenzję każdego z tych produktów. Mogę tylko powiedzieć, że jestem oczarowana cieniem – tak wielowymiarowego odcienia już dawno nie widziałam ♥ 
Niedawno przekroczyłam też liczbę 666 obserwatorów. Napiszę krótko – kocham Was, wszystkie moje diabełki i nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będzie Was tu tak dużo! Dziękuję! :*
Na sam koniec pokazałam moje zdjęcie niepełnej kolekcji lakierów i pyłków Indigo 😀 Jestem w tej marce zakochana, bo lubię wspierać to, co Polskie. Ich hybrydy świetnie współpracują z moją płytką, a o żadnym uczuleniu nie ma nawet mowy – chociaż robię sobie regularne przerwy od hybryd i bardzo dbam o stan moich paznokci. Jesteście ciekawi, jakie odcienie znajdują się w moich zbiorach? Chcielibyście zobaczyć na blogu jakąś propozycję jesiennego manicure? Odpowiedzi zamieszczajcie w komentarzach 🙂
Śledzicie mnie na Instagramie? Co ciekawego porabialiście we wrześniu? Które ze zdjęć spodobało Wam się najbardziej?
Pozdrawiam!