Browsing Tag

wibo

PODSUMOWANIE MIESIĄCA

PODSUMOWANIE KWIETNIA 2018 | NOURISH | WIBO | PIXIE COSMETICS | ECHO MORDERSTWA | MEET BEAUTY

19 maja 2018
ulubieńcy miesiąca kwiecień 2018 blog, kosetyczni i niekosmetyczni

Hej!

W ubiegłym miesiącu byłam tak zakręcona, że zapomniałam pokazać Wam moich ulubieńców! Tym razem tego nie przeoczę, bo mam Wam do pokazania naprawdę ciekawe kosmetyki i książkę, a także wspomnę o wydarzeniu, dzięki któremu miałam okazję spotkać się z blogerkami, z którymi na co dzień utrzymuję internetowe znajomości. Jeśli jesteście ciekawi, co sądzę na temat odżywczej emulsji oczyszczającej Nourish, bazie Unicorn Tears primer Wibo, pudrze Mega Matt Kapok Tree Powder oraz o książce Christi Daughtery „Echo morderstwa” i Meet Beauty, zapraszam na podsumowanie kwietnia!

Czytaj dalej

KOLORÓWKA KOSMETYKI

PROMOCJA -55% W ROSSMANNIE | TOP 10 KOSMETYKÓW

7 kwietnia 2018
PROMOCJA -55% ROSSMANN KWIECIEŃ 2018 | CO KUPIĆ? 1

Cześć!

Promocja w Rossmannie zbliża się wielkimi krokami. Rozpoczyna się już w poniedziałek, 9 kwietnia, i będzie trwać do 18 kwietnia. Tym razem skierowana jest tylko dla klubowiczów posiadających konto i wirtualną kartę w aplikacji tej drogerii. Pojawiła się także minimalna liczba produktów, przy których zakupie będziemy mogli skorzystać z promocji – musimy wybrać minimum 3 sztuki. Promocja dotyczyć będzie kosmetyków kolorowych, takich jak podkłady, pudry, bazy pod makijaż czy wszelkiego rodzaju produkty do makijażu oczu i ust. Często jednak promocja obejmowała także odżywki do rzęs oraz balsamy pielęgnacyjne do ust. W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam TOP 10 kosmetyków, które mogę polecić oraz powiem, jak zrobić zakupy na tej promocji, by wyjść z tego obronną ręką 🙂 Zapraszam!

Czytaj dalej

Uncategorized

PODSUMOWANIE LIPCA | ULUBIEŃCY | ALTERRA | HOLIKA HOLIKA | WIBO | SERIAL | WYDARZENIE

14 sierpnia 2017
ALTERRA, MASKA DO WŁOSÓW GRANAT I ALOES HOLIKA HOLIKA,  99 % ALOE VERA SOOTHING GEL ŻEL ALOESOWY WIBO, EYEBROW POMADE, POMADA DO BRWI W ODCIENIU 2
Hej!
Jeśli miałabym w tym półroczu wskazać miesiąc, który minął mi najszybciej byłby to zdecydowanie lipiec. Zaczęłam go sesją, rozwinęłam tygodniem wolnego, a zakończyłam praktykami w szpitalu. Tak jak wspominałam w którymś z poprzednich wpisów miałam sporo problemów z cerą, ale też z włosami. Po kilkunastu dniach żmudnej walki udało mi się załagodzić sprawę i dziś pokażę Wam między innymi te kosmetyki, które pomogły mi zniwelować nieprzyjemne dolegliwości.
Jesteście ciekawi, jakich kosmetycznych i niekosmetycznych ulubieńców przygotowałam tym razem? Będzie trochę o produktach Alterry, Holika Holika, Wibo, a także o serialu, który zawładnął moimi poniedziałkowymi wieczorami i wydarzeniu, które sprawiło, że zaczęłam wakacje z dobrym humorem! Zapraszam!

ALTERRA, MASKA DO WŁOSÓW GRANAT I ALOES

ALTERRA, MASKA DO WŁOSÓW GRANAT I ALOES

Dawno nie stosowałam kosmetyków Alterry, ponieważ moja skóra głowy źle zaczęła reagować na ich szampony. Odżywek i masek miałam w zapasie naprawdę sporo, ale większość z nich dostałam, więc niekoniecznie były dostosowane do typu i potrzeb moich włosów. Kiedy pojawił się u mnie okropny przesusz po zmianie wody przypomniałam sobie, jak maska z granatem i aloesem świetnie nawilżała i wygładzała moje kosmyki. I tym razem mnie nie zawiodła. Po tak długiej przerwie uświadomiłam sobie, dlaczego lubię po nią sięgać. Jest przede wszystkim tania i łatwo dostępna, a poza tym świetnie nawilża, ale jednocześnie dociąża włosy i ich nie puszy. Sprawia, że pięknie błyszczą, są miękkie, lejące i łatwo się rozczesują. Bez wątpienia to jedna z moich ulubionych masek. Jej skład jest całkiem naturalny i dobry. Szczerze polecam!

HOLIKA HOLIKA,  99 % ALOE VERA SOOTHING GEL ŻEL ALOESOWY

HOLIKA HOLIKA,  99 % ALOE VERA SOOTHING GEL ŻEL ALOESOWY

Po żele aloesowe sięgam regularnie od dłuższego już czasu. W ostatniej aktualizacji trądzikowej wspomniałam, że każdy krem nawilżający, jaki nakładałam na twarz przyczynił się do powstawania nowych wyprysków i zaskórników oraz kaszki. Najprościej mówiąc zaczęły mnie zapychać. Żel aloesowy pomógł mi ukoić podrażnioną skórę i nawilżyć ją bez ryzyka powstania kolejnych niespodzianek. Dodatkowo przyspieszał proces gojenia tych, które już się na powierzchni pojawiły. To mój drugi żel alosowy i bez wahania stwierdzam, że Holika Holika spisuje się u mnie znacznie lepiej, niż wcześniej używany aloes Gorvita.
  • LIPCOWĄ AKTUALIZACJĘ TRĄDZIKOWĄ ZNAJDZIECIE tutaj.

WIBO, EYEBROW POMADE, POMADA DO BRWI W ODCIENIU 2

WIBO, EYEBROW POMADE, POMADA DO BRWI W ODCIENIU 2 

To już ostatni kosmetyczny ulubieniec. Jak zawsze staram się mieszać pielęgnację z kolorówką, dlatego nie mogło zabraknąć w tym wpisie drugiego elementu układanki. Pomadę tę kupiłam na promocji w Rossmannie i zapłaciłam za nią mniej więcej 13 złotych. Pomada jest miękka i bardzo dobrze napigmentowana, dlatego trzeba uważać, by nie przesadzić z ilością i nie skończyć z instagramowymi brwiami. Ma neutralny, może lekko chłodny kolor, który zależnie od tego, jaki mamy kolor naturalnych brwi będzie wyglądał jaśniej lub ciemniej.  U mnie wypada dość ciemno, ale na szczęście daleko mu do czarnego, który w moim przypadku wyglądałby nienaturalnie. Musiałam na początku nauczyć się pracować z tym kosmetykiem, ale po czasie stwierdzam, że to naprawdę godny wypróbowania produkt.

WIBO, EYEBROW POMADE, POMADA DO BRWI W ODCIENIU 2 swatch jak wygląda na skórze
 ZDJĘCIE BEZ FILTRA, POMADA W SŁOŃCU I W CIENIU
gra o tron

SERIAL – GRA O TRON

W te wakacje możemy cieszyć się pojawieniem kolejnego sezonu tego popularnego serialu. Z niecierpliwością czekam na każdy kolejny odcinek, ponieważ im dalej jesteśmy, tym robi się coraz ciekawiej. Myślę, że większości z Was Gra o Tron jest znana, a jeśli nie – proponuję obejrzeć kilka pierwszych odcinków – albo stwierdzicie, że to nie dla Was, albo wciągniecie się tak samo, jak ja 😀 Jeśli krótko miałabym opisać fabułę – władza, intrygi, seks (a nie miłość! :P), ciekawe postacie, a to wszystko dodatkowo okraszone nutą fantazji – miłośnicy smoków też znajdą tu coś dla siebie 🙂

WYDARZENIE – ZALICZENIE ROKU!

Co jak co, ale w taki zestawieniu czy podsumowaniu nie mogło zabraknąć tego, że bez większych przeszkód udało mi się zaliczyć pierwszy rok lekarskiego. Myślałam, że będzie dużo gorzej i gdyby trochę więcej szczęścia, to i anatomia byłaby zaliczona w pierwszym terminie. Najważniejsze jednak, że ominęła mnie kampania wrześniowa, której tak nie lubię – całe wakacje myśli się o poprawkach, przez co się ani nie odpoczywa, ani nie uczy 😛 Przerabiałam to raz i mam nadzieję, że często nie będzie mnie to spotykać 😛
  • O PODSUMOWANIU PIERWSZEGO ROKU NA MEDYCYNIE PRZECZYTACIE tutaj.
Znacie moich ulubieńców? Co ciekawego Wy możecie mi polecić? Jak podsumowalibyście swój lipiec?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

PROJEKT DENKO | KWIECIEŃ 2017 | SKROMNIE, ALE Z KLASĄ

16 maja 2017
blog projekt denko kwiecień 2017

Hej!
 
Ciężką pracę w tym tygodniu mam już za sobą – tak jak informowałam Was na Instagramie i Facebooku – jako jedna z nielicznych zaliczyłam kolokwium z biochemii i to na 5! Jestem z siebie dumna, ale miałam też trochę szczęścia – większość pytań dotyczyła tego, z czego chciałabym napisać tę pracę 😀 
Jeśli chodzi zaś o dzisiejszy wpis – zapraszam Was na projekt denko – skromny, ale pokażę tu kilka kosmetyków, które naprawdę polubiłam. Jeśli jesteście ciekawi, co udało mi się zużyć w zeszłym miesiącu i przeczytać krótkie opinie na temat tych kosmetyków – serdecznie Was zapraszam!

żel pod prysznic balea mango, demsa topic żel do skóry atopowej

CIAŁO:

  • KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC BALEA O ZAPACHU MANGO

Mój zapas żeli z Balei na szczęście się kończy. Bardzo je lubię – szczególnie wersje kremowe, ale przyznam, że czasem mocno wysuszają moją skórę, a ja nie zawsze mam ochotę na smarowanie się balsamami. Te kremowe nie działają aż tak destrukcyjnie na naskórek, ale zwykłe rodzaje (te przeźroczyste galaretki) mają bardziej oczyszczające działanie, przez co mogą podrażniać delikatne ciało. Ten gagatek tutaj pachniał przepięknie, miał mleczną konsystencję i intensywnie pomarańczowy kolor – wręcz neonowy. Zużyłam go z przyjemnością, dobrze się pienił i dokładnie oczyszczał skórę. Był średnio wydajny, żele z Balei używać 3-4 tygodnie – więcej nie jestem w stanie z nich wyciągnąć. Pewnie kiedyś do nich wrócę, zużywam ostatni i robię sobie dłuższą przerwę. 
  • PREPARAT DO MYCIA DEMSA TOPIC

Kosmetyki Demsy wygrałam dawno temu w konkursie. Z racji tego, że zużywam kosmetyki od najstarszych, od najnowszych  sięgnęłam po tę serię. Niestety muszę Was zasmucić – nie polecam tych produktów. Producent dedykuje je dla osób z atopowym zapaleniem skóry i maluszków od 6 miesiąca życia. Szkoda, że zawierają one silen detergenty pokroju SLES, które dodatkowo podrażniają skórę, wysuszają ją i naruszają i tak wątłą barierę ochronną. Wysuszał mnie tak samo, jak standardowe żele z drogerii, miał bardzo gęstą konsystencję, przez co ciężko było wydobyć go z opakowania. Ostatecznie Mateusz zużył go do mycia głowy, ale niestety w tej kwestii też niezbyt dobrze się sprawdzał – czasem potrafił podrażnić skalp. Strzeżcie się przed tym kosmetykiem, myślałam, że będzie to coś ciekawego, a praktycznie cała seria okazała się być jedym wielkim niewypałem.
SZAMPON DO WŁOSÓW OSŁABIONYCH I WYPADAJĄCYCH ALTERRA, BIOTYNA I KOFEINA SZAMPON DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH INSIGHT, LOSS CONTROL

WŁOSY:

  • SZAMPON DO WŁOSÓW OSŁABIONYCH I WYPADAJĄCYCH ALTERRA, BIOTYNA I KOFEINA

Szampony z Alterry używam od początków mojego włosomaniactwa, miałam w zapasie 3 i na razie chcę od nich odpocząć. Przestały służyć moim włosom i nie oczyszczają skóry głowy tak, jak bym tego chciała. Sprawdzają się u mnie tylko dwie wersje, reszta zaczęła bardziej szkodzić, niż przynosić jakiekolwiek korzyści. Wersja z biotyną i kofeiną znalazła się niestety w tej gorszej grupie. Włosy ładnie po niej wyglądały, ale niestety pobudzała moją skórę głowy do nadmiernej produkcji sebum, co powodowało szybsze przetłuszczanie. Przyzwyczajona do mycia włosów co drugi dzień nie mogłam znieść tego, że dzień po myciu były już przetłuszczone. Do tej konkretnej wersji już nie wrócę – znalazłam lepsze szampony z delikatniejszym składem, które nie przyspieszają przetłuszczania.  
  • SZAMPON DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH INSIGHT, LOSS CONTROL

Jest to mój pierwszy szampon tej marki i na pewno nie ostatni. Odkryłam je stosunkowo niedawno, czytając na ich temat pozytywne opinie na grupach włosomaniaczek i blogach dziewczyn, które opisują pielęgnację włosów.  Szampon InSight dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy nie podrażniając ich. Nie należy do najdelikatniejszych, ponieważ bazuje na SCS, czyli roślinnym odpowiedniku SLS, który ma podobną moc, ale zdecydowanie niższe jest ryzyko podrażnienia. Czy wpłynął znacząco na wypadanie? Współdziając z innymi kosmetykami przeciwdziałającymi temu problemowi – tak. Moich włosów w odpływie pojawiało się znacznie mniej. Mogłam je myć co 2, 3 dni i nadal wyglądało świeżo. Skóra głowy nie była przesuszona ani podrażniona. 500 mililitrowa butla starczyła mi na prawie 5 miesięcy używania. Podoba mi się też pomysł z pompką – to duża oszczędność. Na pewno do niego wrócę, teraz używam wersji do włosów przetłuszczających się.
To już druga buteleczka tego serum. Robię nim sobie kurację raz do roku – wydaje mi się, że to optymalny odstęp czasu, zważywszy na to, że to serum starcza mi na 3-4 miesiące używania. Podczas jego stosowania na mojej skórze pojawia się mniej zaskórników, a wypryski szybciej się goją. Nie wysusza mnie ani nie podrażnia, można stosować je pod krem. Mimo tego, że kwas migałowy raczej nie uwrażliwia na słońce przy stosowaniu tego serum producent zaleca nakładanie na skórę kremów z filtrem – ja korzystam z nich praktycznie przez cały rok. Serum najbardziej wpływa na przebarwienia – zmusza je do szybszego blednięcia i znikania. Co do blizn – poprawa może i jest, ale ich usuwanie to proces powolny, wymagający wielu miesięcy albo nawet lat. Na pewno wrócę do tego serum zimą, lub wczesną wiosną w przyszłym roku. Jego recenzję możecie przecztać klikając w nagłówek tego akapitu. 


  • POMADKA OCHRONNA BALEA, LOVELY MINT

Pomadki ochronne to coś, co znajduje się w każdej mojej torebce, łazience, a także na biurku – podobnie jak krem do rąk. Ta z Balei była naprawdę fajna, nie bazowała na taniej parafinie. Dobrze nawilżała usta, ale nie była jak odżywczy balsam – wymagała kilkukrotnej aplikacji w ciągu dnia. Miło ją wspominam przez jej lekko słodki smak i cudowny zapach – kto lubi miętowe tic taci na pewno byłby z niej zadowolony. Mam jeszcze arbuzową – ją miałam okazję używać w tamtym roku i też dobrze mi się sprawdzała – niedługo przyjdzie na nią kolej. Te pomadki są bardzo tanie (ok. 0,70 EUR), a ich działanie jest dobre, więc jeśli macie okazję po nie sięgnąć – może warto dać im szansę i spróbować 🙂 

  • KREM POD OCZY MAKE ME BIO Z WITAMINĄ E I EKSTRAKTEM Z OGÓRKA

To jeden z najlepszych kremów na dzień, jakich miałam okazję używać. Był bardzo lekki, szybko się wchłaniał, ale przy tyjm intensywnie nawilżał. Może znacząco nie wpływał na cienie pod oczami (ale w moim przypadku żaden krem nie usunie ich do końca), mi jednak najbardziej zależy na odżywieniu tej delikatnej okolicy. Krem lekko napinał skórę, przez co drobne zmarszczki czy kurze łapki nie były tak mocno widoczne. Makijaż – w moim przypadku korektor i puder – dobrze się na nim trzymały. Skóra powiek była mięciutka i dobrze wypielęgnowana. Krem pozostawiał miłe uczucie – trzmany w lodówce na pewno zadziałałby jeszcze lepiej. Myślę, że do niego wrócę. 

ŻEL UTWALAJĄCY DO BRWI WIBO, EYEBROW STYLIST DWUSTRONNA KREDKA + CIEŃ DO BRWI MAYBELLINE BROW SATIN, DARK BROWN

MAKIJAŻ:

  • ŻEL UTWALAJĄCY DO BRWI WIBO, EYEBROW STYLIST

Żel do brwi to, zaraz po cieniu, kredce lub pomadzie, kosmetyk niezbędny jeśli chodzi o mój makijaż brwi. Moje włoski są długie i niestety mają tendencję do rozbiegania się we wszystkie możliwe strony, dlatego ich utrwalenie jest czymś, czego nie mogę sobie odpuścić. Ten z wibo był moim pierwszym, kupiłam go kiedyś na promocji w Rossmannie zachęcona pozytywnymi opiniami. Na początek nie chciałam wybierać nic drogiego, dlatego ostatecznie wpadł do koszyka. Nie jestem z niego zadowolona. Niewątpliwym plusem było to, że włoski po jego użyciu nie były sztywne, ale nistety oznaczało to, że po kilku godzinach zaczną się wywijać. Duża szczoteczka powodowała, że nie raz ubrudziłam sobie skórę wokół. Dodatkowo kolor – baza sama w sobie nie była zła – brązowa, w neutralnym odcieniu. Byłoby naprawdę dobrze, gdyby nie złote drobinki… Na moich brwiach były mocno widoczne i rzucały się w oczy – wyglądało to dziwnie. Nie sięgnę po niego ponownie. 
  • DWUSTRONNA KREDKA + CIEŃ DO BRWI MAYBELLINE BROW SATIN, DARK BROWN

To moja pierwsza kredka do brwi – wcześniej używałam znanego wszystkim Pernament Taupe, czyli kremowego cienia. Przejście na nieco cieplejszy kosmetyk było dla mnie szokiem, ale cieszę się, że zdecydowałam się na tę kredkę. Wypełnianie nią brwi zajmowało chwilę i można było nią precyzyjnie wyrysowac łuk. Była dość miękka, dlatego wysunięcie większego fragmentu kończyło się niestety jej złamaniem. Cień po drugiej stronie świetnie sprawdzał się zarówno do brwi jak i do namalowania przydymionej kreski przy linii rzęs. Bardzo lubiłam tę kredkę za efekt, jaki dawała oraz za szybkość makijażu. Miała jeden minus – niestety nie należy do grona kosmetyków wydajnych. Być może do niej wrócę.

Co w tym projekcie denko przyciągnęło Waszą uwagę? Znacie te kosmetyki?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

ZAKOCHAJ SIĘ W JESIENI: POSTAW NA KOLORY! ♥

30 października 2016
Hej!
Ostatnio ciężko jest z moją regularnością w dodawaniu wpisów. Powiem szczerze, że zbliża się termin pierwszych kolokwiów, a do tego i mnie dopadła choroba – przez to nie wyrabiam się z odpisywaniem na komentarze i publikowaniem nowych postów :C Czuję się z tym źle, ale wiem, że mi też należy się chwila odpoczynku – mam nadzieję, że przez najbliższe tygodnie uda mi się w końcu doprowadzić to do ładu – jeśli jestem w blogowych sprawach na bieżąco – znacznie łatwiej jest mi to później wszystko „ogarnąć”.
Dziś chciałabym zaprosić Was na kolejny wpis z cyklu Zakochaj się w jesieni. Tym razem opowiem Wam o kilku kosmetykach, które towarzyszą mi w codziennym makijażu. Z góry zaznaczam, że nie będzie ich wiele – odkąd wróciłam na studia nie mam już tyle czasu, żeby o porankach eksperymentować z moim make-upem. Dodatkowo wprowadzam do swojej pielęgnacji i makijażu minimalizm – kroczę utartymi ścieżkami i tylko czasem zmieniam jakiś element 🙂 Jeśli jesteście ciekawi, co wpadło do mojego worka zatytułowanego „Make up essentials” – zapraszam na dalszą część wpisu 🙂

Tym razem zacznę z innej strony – od paznokci. Ostatnio rzadko sięgam po hybrydy – chyba zniechęca mnie fakt ich późniejszego ściągania 😛 Mam zamiar do nich wrócić w listopadzie, a taka kilkutygodniowa przerwa dobrze zrobiła moim pazurkom. Jesienią zazwyczaj sięgam po klasyczne odcienie, do których dorzucam jeszcze wszystkie ciemne kolory. Dziś mam Wam do pokazania dwa kolory lakierów od Essie – Watermelon i Fiji 🙂 Watermelon to nasycona, malinowa czerwień, która na paznokciach wygląda albo niezwykle elegancko, albo zadziornie – a wszystko zależy od tego, jaką stylizację mamy na sobie. Fiji jest jasnym, różowym lakierem nude, które jest nieco bardziej problematyczny w  nakładaniu – czasem ma tendencje do smużenia, ale jestem mu to w stanie wybaczyć. Często na paznokciach lądują u mnie jeszcze szarości, granaty i ponadczasowa czerń. Przygotujcie się – postaram się wstawiać tu jakieś paznokciowe stylizacje, ponieważ zawsze dostaję wiele miłych komentarzy pod zdjęciami na Instagramie – poczytałybyście takie mini wpisy tu, lub na Facebooku?
Po paznokciach przyszedł czas na twarz i zacznę od tego, z czym mam największy problem – oczy. Dzięki produktowi, o którym Wam ostatnio pisałam, polubiłam makijaż tej części mojego ciała 🙂 Mowa tu o cieniu duochrome Lily Lolo, czyli Smoky Brown. Dla takiego laika jak ja to super sposób na szybki makijaż oka – ten cień nałożony na powiekę samodzielnie potrafi „zrobić” cały makijaż. Lekko ciepła baza w połączeniu z chłodnym błyskiem drobinek wyglądanie niesamowicie  – niejednokrotnie podczas jego noszenia dostawałam pytania, czym pomalowałam powieki 🙂
Jesienią sięgam też częściej po eyelinery i moim numerem jeden w tej kategorii jest ten z Loreal, a dokładniej Super Liner Perfect Slim. Nigdy nie umiałam poradzić sobie z rysowaniem kresek, a dzięki jego cienkiej i niezwykle precyzyjnej końcówce w końcu, chociaż w podstawowym stopniu, udało mi się opanować tę sztukę. Jest trwały, jego odcień jest głęboki, ale ma jedną wadę – trzeba trzymać go do góry nogami, w innym wypadku, w najcieńszym miejscu końcówki może zabraknąć nam tuszu ;c

Jesienią rzadziej sięgam po rozświetlacze, a jeśli już je wybieram – zazwyczaj mam ochotę na coś, co daje bardziej subtelny efekt. W tym sezonie w mojej kosmetyczce króluje rozświetlacz w szampańskim odcieniu od Lily Lolo Champagne. Jest to rozświetlacz prasowany, dający delikatny, aczkolwiek zauważalny efekt. Jest idealny na co dzień, a przy nałożeniu kilku cienkich warstw nada się też na większe wyjścia. Lubię go za uniwersalny kolor, ponieważ dzięki temu pasuje do większości róży, które zazwyczaj stosuję. Świetnie nadaje się na podróże, ponieważ ma cieniutkie opakowanie i nie zajmuje wiele miejsca w kosmetyczce.

Róże, to jeden z moich ulubionych elementów w makijażu. Lubię eksperymentować z ich odcieniami, chociaż moje ulubione krążą gdzieś w granicach róży – i chłodniejszych, i cieplejszych. Dzisiaj chciałam pokazać Wam coś, co było już w moich ulubieńcach, oraz miało 5 minut na blogu, czyli róż z Lily Lolo, a konkretnie odcień In the Pink. W opakowaniu wygląda na matowy, na skórze staje się jednak satynowy, przez co delikatnie odbija światło, a nasza twarz wygląda na rozpromienioną i zdrowszą. To bardzo neutralny odcień, dlatego tak często po niego sięgam. Dalej chciałam wspomnieć jeszcze o dwóch nowościach z Wibo, które udało mi się upolować na promocji w Rossmannie 🙂 Mowa tu o różach Ecstasy, a tak naprawdę o kolorach 1 i 2. Jedynka to podobno zamiennika Narsa Orgasm – to brzoskwiniowo – różowa propozycja, która mieni się na złoto i ożywia każdy, nawet najcięższy makijaż. Dwójka to natomiast truskawkowy odcień, który na swatchu wygląda bardziej ceglasto niż później na policzkach. Również ma w sobie małe drobinki, o których istnieniu przed zakupem niestety nie wiedziałam. Oba są bardzo mocno napigmentowane i za pierwszym razem zrobiłam sobie wielką krzywdę – miałam policzki jak ruska baba 😛 Nałożone w niewielkiej ilości wyglądają super, ale trzeba pamiętać, że samo otrzepanie pędzla niestety nie wystarcza 😛

Przechodzimy już do ostatniej, najbardziej interesującej dla mnie części tego wpisu 😀 Uwielbiam pomadki i mam ich zdecydowanie najwięcej, jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe. Najpierw chciałam pokazać dwie konturówki, z których jedna jest tą, po którą sięgam niemal codziennie 🙂 Mowa tu o dwóch egzemplarzach Lovely Perfect Line, w odcieniach 1 i 2. Jedynka to nudziak, który w moim przypadku pasuje do wszystkich jasnych pomadek. To już moja druga sztuka i przyznam szczerze, że na pewno nie ostatnia. Dwójka to natomiast ciepły, intensywny róż, który, co prawda, nie pasuje do wszystkich fuksjowych pomadek, ale znalazłam dla niego kilka „do pary”. Konturówki są miękkie i miło się z nimi pracuje. Nie są najtrwalszymi konturówkami na świecie, ale nie podkreślają za to suchych skórek. Tak jak już wspomniałam – do jedynki będę wracać, to tak piękny odcień, że będzie pasował każdej z Was 🙂

Na deser zostawiłam cztery pomadki, po które ostatnimi czasy sięgam najczęściej. Pierwsza i ostatnia to Golden Rose. Obie matowe, z tym, że jedna jest płynna.  Obie są koloru lekko przybrudzonego różu, natomiast Velvet Matte 39 jest zdecydowanie jaśniejsza. Często używam jej w tygodniu, kiedy idę na zajęcia – nie rzuca się w oczy, a dzięki niej i konturówce moje usta wydają się być o wiele pełniejsze, niż są w rzeczywistości. Pomadka z drugiej serii, czyli Longstay Liquid Matte Lipstick 03 to odcień chłodniejszy, w pełni matowy, który zastyga na ustach i ma tendencje do lekkiego ich wysuszania. Kiedy pijemy i jemy lekkie rzeczy – jest nie do zdarcia. Z ust rusza się dopiero wtedy, kiedy sięgniemy po coś tłustego. To ciekawy, różowo-fioletowy odcień z różowym pyłkiem – dzięki temu pyłkowi pomadka zmienia swój kolor w zależności od tego, jakie światło na nią pada – to najbardziej mnie w niej ujęło. Kolejna propozycja to p2 i kremowa, miękka pomadka 080 Tell me a Tale. Ma błyszczące wykończenie, ale mi, miłośniczce matowych wersji mocno przypadło do gustu. Nie podkreśla suchych skórek, ale jednocześnie nie utrzymuje się na ustach przed długie godziny. Ma różowo-pomarańczowy kolor, który na swatchu wyszedł zdecydowanie bardziej rudy, niż ma się to w rzeczywistości. Można ją kupić w Polsce – między innymi w Hebe. Niestety tu jej cena jest zdecydowanie wyższa :C Ostatnia, mocniejsza sztuka to pomadka Rimmel Moisture Renew i kolor 360 As You Want Victoria. To fuksja w dosłownym tego słowa znaczeniu – na ustach wygląda niezwykle seksownie – to mój zamiennik klasycznej czerwieni. Mimo tego, że jest kremowa na ustach utrzymuje się całkiem długo, tym bardziej, że pigment mocno wpija się w usta i nie chce z nich później zejść.

Niżej możecie zobaczyć swatche kosmetyków, o których tu wspomniałam. Wiem, że nie ma ich wiele, może nie pokazałam też nic odkrywczego, ale wiem też, że większość z nas nie sięga po odważne propozycje na co dzień. Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś ciekawego, o czym jeszcze nie czytaliście na innych blogach 🙂

Zapraszam Was też na posty dziewczyn, czyli:

Na co jesienią zwracacie większą uwagę podczas codziennego makijażu? Wolicie podkreślać oczy, czy usta? Czy któryś z tych kosmetyków był dla Was nowością?
Pozdrawiam :*