Wybrany tag

recenzje

Uncategorized

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 | NATURA GÓRĄ?

26 sierpnia 2017
BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 1

Hej!
W jednej z ostatnicyh włosowych aktualizacji pisałam Wam, że miewam problemy ze skórą głowy. Łupież został zażegnany (mam nadzieję, że na dobre), ale nadmierne przetłuszczanie towarzyszy mi nadal. Zauważyłam, że w mojej pielęgnacji brakuje elementu złuszczajacego – martwe komórki mogą kumulować się na skórze mojej głowy, a szampony czy wcierki nie do końca dobrze z nimi sobie radzą. Szukałam czegoś, co pozwoliłoby mi pozbyć się martwycyh komórek oraz wyregulowałoby pracę gruczołów łojowych. Czy serum oczyszczające do skóry głowy z Bionigree uporało się z wszystkimi moimi problemami? Czy okazało się być panaceum, na włosowe troski? Zapraszam na recenzję tego produktu.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 2

Obietnice producenta

Serum oczyszczające do skóry głowy BIONIGREE BASIC_01 to naturalny kosmetyk trychologiczny (specjalistyczny kosmetyk do pielęgnacji skóry głowy) o polskim pochodzeniu, o działaniu złuszczającym, przeciwłupieżowym i antybakteryjnym. Preparat przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry.

Dzięki zawartości mydła kastylijskiego, kwasów AHA i estrów oleju z czarnej porzeczki, wiesiołka, ogórecznika i lnu serum skutecznie:

  •     usuwa nadmiar zrogowaciałego naskórka,
  •     rozpuszcza łój zalegający w mieszkach włosowych,
  •     reguluje pracę gruczołów łojowych i
  •     łagodzi podrażnienia skóry.

Po wykonaniu peelingu skóry głowy, skóra intensywnie wchłania substancje odżywcze, a włosy unoszą się u nasady, zwiększając swoją objętość i dając niepowtarzalne uczucie odświeżenia.

Serum oczyszczające do skóry głowy BIONIGREE BASIC_01 dostępne jest w poręcznej, eleganckiej szklanej 50 ml i 100 ml buteleczce z pipetą ułatwiającą aplikację kosmetyku.

Opakowanie

Kosmetyk zapakowany jest w papierowy, dość giętki kartonik, na którym znajdują się podstawowe informacje, takie jak skład kosmetyku, opisane wyżej obietnice producenta, PAO, data ważności i sposób użycia. 
Wewnątrz znajdziemy szklaną butelekę z pipetką w klasycznym kształcie. Szkło jest dobrej jakości, dość grube, przez co całość wygląda schludnie i estetycznie. Pipeta pracuje sprawnie, nie wypada z gumowej zatyczki, nie wypuszcza kosmetyku, przez co jego stosowanie jest higieniczne i raczej bezproblemowe. Jedynym jej minusem jest to, że ciężko jest ją napełnić w całości – w moim przypadku najłatwiej osiągnąć jest mniej więcej 1/3 jej objętności, później zaczynają się schody, ale nie przeszkadza mi to. 
Etykiety są przejrzyste, utrzymane w naturalnych klimatach, przeważa na nich zieleń, biel i granat.
Serum sprzedawane jest w dwóch pojemnościach – 50 i 100 mililitrów. Butelka, którą widzicie na zdjęciu to ta większa opcja.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 3

Skład

aqua (woda), potassium oleate (oleinian potasu), potassium cocoate (sól potasowa kwasów tłuszczowych pozyskiwanych z orzecha kokosowego), glycerin (gliceryna), potassium citrate (cytrynian potasu), citric acid (kwas cytrynowy), ethyl linolenate (kwas linolenowy), ethyl linoleate (kwas linolowy), ethyl oleate (kwas oleinowy), ethyl palmitate (kwas palmitynowy, ethyl stearate (kwas stearynowy), ethyl alcohol (alkohol etylowy), menthol (mentol), bilberry fruit extract (ekstrakt z owoców czarnej porzeczki), sugar cane extract (ekstrakt z trzciny cukrowej), orange fruit extract (ekstrakt z owocu pomarańczy), lemon fruit extract (ekstrakt z owocu cytryny), sugar maple extract (ekstrakt z klonu cukrowego), rosmarinus officinalis oil (olejek z rozmarynu lekarskiego), parfum (kompozycja zapachowa)
Jak widzicie skład jest przyjazny dla skóry i rzeczywiście naturalny. Oprócz estrów kwasów tłuszczowych, które są emolientami i natłuszczają skórę znajduje się tu także sól potasowa, która łagodnie oczyszcza skórę głowy. W połowie składu znajdziemy alkohol etylowy, który w obecności tylu tłuszczy nie będzie wysuszał, a jedynie sprawi, że ekstrakty, które znajduja się za nim będą mogły lepiej penetrować w głąb skóry. Mentol odświeża, detoksykuje i tonizuje, ekstakt z trzciny cukrowej odżywia skórę, a ten z czarnej porzeczki zawiera garbniki, antocyjany, kwasy organiczne oraz witaminę C oraz z grupy B. Rozmaryn słynie ze swych silnie przeciwutleniających właściwości. Może być też stosowany jako naturalny konserwant, ponieważ wykazuje działanie antybakteryjne. Poprawia mikrokrążenie krwi w skórze, przez co przyczynia się do zwiększonej wydajności procesu usuwania toksyn.

Skład jest świetny, jak na naturalny produkt przystało. Cieszę się, że oprócz emolientów w serum znalazło się też kilka ciekawych ekstraktów, które pozytywnie wpływają na skórę głowy. Kwasy oraz alkohol, które są w nim zawarte nie wysuszają, więc nawet osoby mające problemy z nawilżeniem tego obszaru nie powinny widzieć przeciwskazań przed jego zastosowaniem.

Wydajność

Ilość, jaką widzicie na zdjęciach zużyłam w ciągu dwóch tygodni stosowania serum przed każdym myciem, czyli średnio co 2 dni. Producent zaleca stosowanie od 1 do 2 pipet na jedną aplikację, co równa się 5-10 mililitrom. Według moich obliczeń mieściłam się gdzieś pomiędzy 6 a 8 militrami. Uważam, że serum jest kosmetykiem wydajnym – spokojnie starczy na kilka miesięcy częstego używania.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 4

Dostępność

Jak dotąd serum widziałam tylko na stronie producenta, czyli bionigree.pl. Jest to stosunkowo nowa marka, podejrzewam więc, że ich sieć jeszcze się w internecie rozrośnie. Można znaleźć u nich informacje, że są otwarci na współpracę z profesjonalnymi sklepami, fryzjerami oraz trychologami.

Cena

Dla większości zwykłych śmiertleników będzie dość wysoka i ciężka do zaakceptowania. Sama nie wiem, czy w ciemno kupiłabym tak drogi kosmetyk do skóry głowy, na szczęście producent wyszedł na przeciw moim oczekiwaniom i wypuścił 10 mililitrowe próbki, których cena jest 10 krotnie niższa od serum w standardowej wielkości (plus za to, to korzystny na klienta przelicznik). Próbka kosztuje 9,60 zł, 50 mililtrowa butelka 59,00 zł, a za 100 mililitrów zapłacimy 96,00 zł. Rozumiem, że cena podyktowana jest wysoką jakością wykorzystanych składników i wydajnością, ale mogłaby być choć trochę niższa.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 5

Moja opinia

Serum przyjechało do mnie w ramach współpracy w ostatnim tygodniu lipca – dokładnie wtedy, kiedy podzieliłam się z Wami jego zdjęciem na Instagramie. Miałam co do niego wielkie oczekiwania – tak jak napisałam we wstępie szukałąm czegoś, co pomoże mi znormalizować skórę głowy.
Zaczynając od początku muszę przyznać, że wygodnie korzystało mi się z tego opakowania z pipetką. Nawet po kilku zastosowaniach nie jest ono brudne czy tłuste, nic nie rozlewa się wokół i mogę precyzjnie nanieść nie je na skórę głowy. Pipeta jest jednocześnie miarką – ma objętność 5 mililitrów, łatwo jest więc określić, czy nakładamy na skalp taką ilość produktu, jaką powinniśmy byli nałożyć.
Serum stosowałam początkowo przez kilkadziesiąt minut przed myciem, kiedy nie zauważyłam negatywnej reakcji ze strony skóry zdecydowałam się wydłużyć ten czas do kilku godzin. Dlaczego nie nakładałam go na całą noc? Serum ma bardzo ciekawą konsystencję – początkowo wydaje się być ona wodnista, lekka, ale na włosach zamiennia się w niezbyt tłusty i lepki olejek. Moja skóra nie lubi całonocnego olejowania, a ja nie chciałam ryzykować wzmożonym wypadaniem. 
Serum ma przyjemny, ziołowy, ale świeży i nieprzytłaczający zapach. Jego aplikacja jest prosta i przebiega w szybki sposób. Serum dobrze zmywa się z włosów i nie obciąża ich u nasady – nawet szampon na bazie łagodnych detergentów radzi sobie z jego zmyciem naprawdę dobrze.
Co do działania samego serum – producent twierdzi, że można je stosować zarówno w celu profilaktycznym, jak i jako wspomagacz leczenia chorób takich jak łupież, egzema, AZS, ŁZS, łuszczyca, świąd i grzybica skóy głowy. 
Jak sprawdzilo się u mnie? Stosowałam je raczej w celach profilkatycznych, regulujących i ewentualnie zwalczenie lekkiego łupieżu. Tuż po jego aplikacji skóra jest ukojona – na pierwszy plan wybija się mentol, który chłodzi i uspokaja – uwielbiam to uczucie, szczególnie wtedy, kiedy za oknem grzeje mocne słońce. Nie czułam świądu, pieczenia czy bólu, ani niczego innego, co mogłoby mnie zaniepokoić. Serum trzymałam na włosach od 3 do 5 godzin. Po umyciu włosy były przyjemnie odbite od nasady, miały zdecydowanie większą objętość. Nie zauważyłam, by zaległa skóra uległa złuszczeniu. Jedynym, co mogę odkreślić z listy jest to, że serum wpływa na świeżość mojej skóry głowy – czasem zdarzało mi się, że w połowie drugiego dnia są już niezbyt świeże, a przy regularnym stosowaniu tego produktu dobrze wyglądały nawet wieczorem.

Czy kupię ponownie?

Raczej nie. Spodziewałam się bardziej widocznych rezultatów, widocznie moja skóra głowy potrzebuje czegoś, co zadziała mocniej i intensywniej. Jest to dobry kosmetyk, a stosowany szczeególnie w celach profilaktycznych budzi sympatię, ale mi czegoś w nim zabrakło. Z przyjemnością zużyję całe opakowanie (o ile uda mi się przed terminem) i będę szukać czegoś innego.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 6
Spodobałoby Wam się to serum? Co sądzicie o tych zdjęciach – są trochę inne niż zwykle i nie wiem, czy Wam się podobają 🙂
PS Trzymajcie kciuki, bo jestem właśnie w trakcie ponad 20 godzinnej podróży do domu ;__;
Pozdrawiam!
WPIS POWSTAŁ W RAMACH WSPÓŁPRACY, ALE NIE WPŁYNĘŁO TO NA MOJĄ OPINIĘ
Uncategorized

LA ROCHE POSAY | LIPIKAR SURGRAS | DELIKATNY, APTECZNY ŻEL

17 sierpnia 2017
la roche posay lipikar surgras żel do mycia twarzy i ciała skóra trądzikowa recenzja 1

Cześć!

Jako posiadaczka cery trądzikowej, ze skłonnością do zapychania, wiem, jak ważne jest jej codzienne oczyszczanie. Powinno być ono wykonywane w sposób dokładny, ale delikatny – by nie irytować skóry i nie dawać jej powodu do jeszcze większej produkcji sebum.
Z żelem Lipikar Surgras pierwszy raz zetknęłam się na blogu Ewy mademoiselleevebloguje.blogspot.com. Od razu wpadł mi w oko, tym bardziej, że LRP to jedna z moich ulubionych firm dostępnych w aptece. Czy ten żel, jak większość ich produktów dobrze się u mnie sprawdził? Zapraszam na jego szczegółową recenzję 🙂 

la roche posay lipikar surgras żel do mycia twarzy i ciała skóra trądzikowa recenzja 2

Obietnice producenta

Kompleks składników przeciwdziałający wysuszaniu skóry. Natychmiastowy
komfort bez uczucia ściągnięcia. Miękka i przyjemna w dotyku skóra o
optymalnym poziomie nawilżenia. Idealny dla dzieci i dorosłych.



Krem
pod prysznic Lipikar Surgras La Roche-Posay działa od pierwszego
zastosowania. Delikatnie kremowy preparat pod prysznic nawilża skórę i
eliminuje uczucie dyskomfortu. Przynosi natychmiastową ulgę,
zapobiegając przesuszeniu skóry.

Wysoka skuteczność to zasługa
starannie dobranych składników. Formuła bez parabenów i mydła zapewnia
głębokie oczyszczenie bez efektu szorstkości i suchości. Skład został
wzbogacony o:

• skoncentrowane lipidy, by przywrócić barierę ochronną skóry,
• niacynę, by poprawić kondycję skóry, zapobiec przesuszeniu oraz wygładzić.
Delikatne
działanie sprawia, że krem pod prysznic Lipikar Surgras może być
stosowany do każdego typu skóry z tendencją do przesuszania – także do
skóry wrażliwej.  

Opakowanie

Minimalistyczne, charakterystyczne dla marki – białe z niewielkimi, niebieskimi akcentami. Znajduje się na nim skład, sposób użycia oraz opis producenta, a także data ważności i czas, w jakim powinniśmy zużyć żel po jego otwarciu.
Butelka ma pojemność aż 400 mililitrów i jest opatrzona pompką. To wygodne rozwiązanie i cieszę się, że zostało w tym przypadku zastosowane.

la roche posay lipikar surgras żel do mycia twarzy i ciała skóra trądzikowa recenzja 3

 Skład

AQUA /
WATER, PEG-7 GLYCERYL COCOATE, DISODIUM COCOAMPHODIACETATE, COCO-BETAINE,
SODIUM LAURETH SULFATE, PEG-60 HYDROGENATED CASTOR OIL, SODIUM CHLORIDE, PEG-200
HYDROGENATED GLYCERYL PALMATE,
GLYCOL DISTEARATE, SODIUM
GLYCOLATE, CETEARETH-60,
MYRISTYL GLYCOL, CITRIC
ACID, GLYCERIN, NIACINAMIDE, PARFUM / FRAGRANCE, PEG-55 PROPYLENE GLYCOL
OLEATE, PEG-75 SHEA
BUTTER GLYCERIDES, POLYQUATERNIUM-7, PPG-5-CETETH-20, PROPYLENE GLYCOL, SODIUM BENZOATE, SODIUM HYDROXIDE
Jak widzicie skład żelu jest dość długi, ale nie obfituje w wiele szkodliwych składników, jak często ma to miejsce w przypadku niezbyt naturalnych produktów. Bazuje na delikatnych detergentach, SLES zawiera nieco dalej. Nie występuje tu połączenie SLES i Cocamidopropyl Beatine – przy takiej kombinacji ten drugi, w zamyśle łagodny składnik wykazuje wysoki potencjał alergizujący. Brakuje w nim też związków uwalniających formaldehyd. Kremowy żel zawiera nawilżającą glicerynę oraz natłuszczające glicerydy. PEG-i znajdują się już po kompozycji zapachowej, więc ich stężenie jest niebywale niskie. Moim zdaniem skład jest średni, dużo lepszy od popularnego żelu Effaclar. Daleko mu do naturalności, ale nie zawiera też toksycznych związków.

Wydajność

400 mililitrowa tuba wystarczyła mi aż na rok codziennego używania – czasem tylko rano, czasem po przebudzeniu i wieczorem. Uważam, że to bardzo wydajny kosmetyk – ma średnio gęstą konsystencję, ale dobrze się pieni, przez co wystarczy jego niewielka ilość i twarz jest dokładnie oczyszczona. Dostaje ode mnie wielkiego plusa.

la roche posay lipikar surgras żel do mycia twarzy i ciała skóra trądzikowa recenzja 4

Dostępność

Kosmetyki La Roche Posay dostępne są w aptekach oraz w drogeriach z częścią apteczną i dermokosmetykami.  Z doświadczenia wiem, że ich cena w Super Pharm i Hebe jest wyższa, niż przykładowo w aptece Gemini, dlatego jeśli chcecie go tam kupić – warto czekać na promocje. Produkt jest łatwo dostępny.

Cena

Waha się w granicach od 40 do 60 złotych. Swoją sztukę kupiłam na promocji w Hebe za 46 złotych. Uważam, że cena w stosunku do jakości i wydajności kosmetyku jest śmiesznie niska. Nawet przy 60 złotych koszt miesięczny to tylko 5 złotych. 

la roche posay lipikar surgras żel do mycia twarzy i ciała skóra trądzikowa recenzja 5

Moja opinia

Tak jak wspomniałam na początku, oczyszczanie skóry twarzy (jak i ciała) jest dla mnie bardzo ważnym elementem pielęgnacji, o ile nie priorytetem. Uważam, że w przypadku skóry trądzikowej, która na co dzień jest atakowana wieloma mniej, lub bardziej inwazyjnymi substancjami powinno być ono delikatne, ale dokładne – by pozostały na skórze brud i nadmiar sebum nie przyczyniały się do powstawania nowych zmian zapalnych.

Żele, jakie najbardziej lubię bazują na łagodnych detergentach. I tak używam jeszcze oleju i płynu micelarnego – żel ma właściwie pozbyć się tłustej warstwy wraz z resztkami niezmytych wcześniej zanieczyszczeń.

Lipikar Surgras to żel przeznaczony do skóry ciała i twarzy – skłonnej do odwodnienia i podrażnienia. Ma pomagać w utrzymaniu ciągłości bariery hydrolipidowej, czyli po prostu jej nie naruszać i lekko odbudowywać.

Mimo zawartości SLES dalej w składzie żel jest bardzo delikatny dla skóry. W jego składzie znajdziemy glicerynę, która jest substancją natłuszczajacą, oraz glicerydy i uwodornione oleje, któe natłuszczają naskórek. Dobrze się pieni i pozostawia uczucie czystości bez ściągnięcia i nadmiernej sterylności. Używałam go ponad rok – najczęściej raz dziennie, rano, ale zdarzało się i tak, że pomagał mi w wieczornym demakijażu.

Dobrze się pienił, był wydajny i tani. Pachnał delikatnie, nieco pudrowo, kojarzył mi się z zapachem kosmetyków dla dzieci. Nie wysuszał i nie podrażniał skóry – nawet zaczerwienionej i łuszczącej się po kilkudniowym zastosowaniu retinoidów. To mój hit!

Czy kupię ponownie?

  
Tak! Dawno nie miałam tak przyjmnego żelu, który dobrze sprawdzał się zarówno w porannej, jak i wieczornej pielęgnacji. Do tego ma dużą pojemność i można stosować go do ciała. Na jego korzyść przemawia też przyjemne dla oka opakowanie z pompką, które zwiększa wydajność produktu.
Znacie ten żel? Lubicie kosmetyki La Roche Posay?
Pozdrawiam!
Uncategorized

PROJEKT DENKO | LIPIEC 2017

7 sierpnia 2017
projekt denko lipiec 2017 elfnaczi

Cześć!
Wakacje to czas, w którym dni mijają mi tak szybko, że ciężko mi stwierdzić, który mamy dzisiaj 😛 Lipiec przeleciał mi przez palce – końcówka sesji, chwila oddechu i praktyki – było intensywnie, ale jakże produktywnie – nauczyłam się wielu nowych rzeczy, poznałam inspirujących ludzi – cenię takie momenty i staram się stwarzać ku nim jak najwięcej okazji.
Dziś na blogu poopowiadam Wam o kilku zużytych w lipcu kosmetykach. Nie było tego dużo, ale znalazło się tu kilka perełek, a także kosmetyków, do których lubię wracać. Jesteście ciekawi, co dobiło dna? Czy warto zaopatrzyć się w jakiś kosmetyk z tej listy? Zapraszam!

ISANA, OLEJEK POD PRYSZNIC Z NATURALNYMI OLEJAMI I WITAMINĄ E GARNIER, ANTYPERSPIRANT NEO FRESH BLOSSOM ALVERDE, RELAX PFLEGEOL WILDROSE SANDDORN | RELAKSUJĄCY OLEJEK Z DZIKIEJ RÓŻY I ROKITNIKA  NIVEA, ŻEL POD PRYSZNIC CARE & STARFRUIT O ZAPACHU KARAMBOLI
  • CIAŁO

ISANA, OLEJEK POD PRYSZNIC Z NATURALNYMI OLEJAMI I WITAMINĄ E

Kiedyś używałam tego olejku tak, jak zaleca producent, czyli pod prysznic, ale wolę jednak rozwiązania, które raczę mnie pięknymi zapachami – nawet kosztem tego, że muszę po nich nabalsamować ciało. Po produkt ten sięgam jednak regularnie – służy mi od dłuższego czasu jako produkt do mycia pędzli. Szybko i dokładnie usuwa wszelkie zanieczyszczania w postaci podkładu, pudru, szminek czy cieni do powiek. Domywa pędzle zarówno z włosia syntetycznego, jak i naturalnego. Brud na gąbeczkach typu Beauty Blender też nie jest mu straszny 😀 Nie powoduje, że włosie robi się sztywne, czy zaczyna się kruszyć, a to dla mnie ważny aspekt. Jest tani i na pewno jeszcze do niego wrócę ♥ To mój ulubiony kosmetyk do czyszczenia przyrządów do makijażu.

GARNIER, ANTYPERSPIRANT NEO FRESH BLOSSOM

Jeden z moich ulubionych antyperspirantów. Co nie raz do nich wracam – lubię ten aplikator i intensywne, owocowe zapachy, które długo się utrzymują, ale nie wchodzą w kooperację z perfumami, które aktualnie noszę. Minusem dla niektórych z Was będzie to, że zawiera sól aluminium. Niewątpliwą zaletą jest fakt, że wysoko w składzie występuje olej kokosowy, który działa antybakteryjnie i neutralizuje podrażnienia. Nie pocę się mocno, a są dni, kiedy ten antyperspirant niestety nie daje rady. Wydaje mi się, że wersja w kremie ma lepsze działanie i jest po prostu skuteczniejsza. Zużyłam dwa czy trzy opakowania i nie wiem, czy jeszcze po niego sięgnę.

ALVERDE, RELAX PFLEGEOL WILDROSE SANDDORN | RELAKSUJĄCY OLEJEK Z DZIKIEJ RÓŻY I ROKITNIKA

Alverde to marka często porównywana do Alterry, która jest dostępna w polskich Rossmannach. Olejek stał u mnie już półtorej roku i w końcu postanowiłam wziąć się za jego zużywanie. Jest to produkt odpowiedni dla wegan, ma przyjazny dla skory skład. Używałam go na kilka sposobów – służył mi do rozpuszczania makijażu jako pierwszy etap wieczornego oczyszczania twarzy, stosowałam go do ciała i olejowania włosów. W każdym z tych trzech sposobów dobrze się sprawdził i nie mogłam na niego narzekać. 100 mililitrową buteleczkę zużyłam z przyjemnością, teraz testuję inną wersję, której nazwy teraz nie pamiętam 😛 Podoba mi się opakowanie z pompką, która może nie działa idealnie (wylewa się wokół niej trochę oleju), ale pozwala zaoszczędzić sporą ilość produktu. Zapach był dość mocny, ale szybko się ulatniał, w ogóle nie przypominał mi róży. Dobrze się wchłaniał, nie zapychał i nie powodował szybszego przetłuszczania się włosów. Do tego nie był drogi. Polecam. Niżej wstawiam skład 🙂
Helianthus Annuus Seed Oil*, Glycine Soja Oil*, Vitis Vinifera Seed Oil,
Olea Europaea Fruit Oil*, Parfum**, Prunus Amygdalus Dulcis Oil,
Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Rosa Canina Fruit Oil*, Hippophae
Rhamnoides Oil*, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Geraniol**,
Citronellol**, Limonene**, Linalool**, Citral**.

NIVEA, ŻEL POD PRYSZNIC CARE & STARFRUIT O ZAPACHU KARAMBOLI

Jeśli chodzi o drogeryjne żele pod prysznic to jestem fanką tych z Isany, Alterry oraz Dove. Reszta ma całkiem ładne zapachy, ale wysuszają mnie tak samo, jak najtańsze z Isany, więc rzadko po nie sięgam. Temu nie mogłam się jednak oprzeć – uwielbiam zapach karamboli w kosmetykach. Ten żel był bardziej kremowy od standardowych, nazwałabym go bardziej mleczkiem, niż żelem. Pięknie pachniał – orzeźwiająco, owocowo, to aromat idealny na lato – pobudzający zmysły. Żel pod koniec stosowania trochę mnie wysuszał, głównie przez fakt, iż zawierał SLS. To jedyna wersja zapachowa z Nivei, do której lubię wracać. Może nie jest to ideał, ale żele mają przede wszystkim myć i ładnie pachnieć – ten oba założenia spełnia 😛 Pewnie wrócę ponownie.

NATURALIS, WIESIOŁKOWY TONIK DO TWARZY SELFIE PROJECT, PŁYN MICELARNY DO SKÓRY MŁODEJ Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI BIELENDA, MASKA DO TWARZY BLUE DETOX DETOX & NAWILŻANIE  NACOMI, ARGANOWY KREM POD OCZY Z OLEJEM Z PESTEK WINOGRON

  • TWARZ

NATURALIS, WIESIOŁKOWY TONIK DO TWARZY

To tonik, który znalazłam kilka miesięcy temu w pudełku Liferia. Sceptycznie do niego podeszłam – szata graficzna nie zachęca, więc moje pierwsze wrażenie było takie sobie. Ostatecznie okazało się, że to dobry kosmetyk, który nie podrażnia skóry twarzy i rzeczywiście dobrze ją tonizuje. Po użyciu moja twarz zawsze była ukojona i mniej reaktywna, a także ściągnięta, a głównie na tym zależy mi kiedy sięgam po tonik. Miał przyjemny zapach, skład również należał do tych lepszych, ale nadal nie można nazwać go naturalnym hitem. To średniak, miło mi się go używało, ale raczej do niego nie wrócę. Lubię testować nowe toniki i rzadko w mojej kosmetyczce ląduje po raz drugi taka sama sztuka.

SELFIE PROJECT, PŁYN MICELARNY DO SKÓRY MŁODEJ Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI

W kwestii demakijażu mam już kilka ulubionych produktów, ale lubię szukać nowych hitów, dlatego nie zamykam się na nowości, które do mnie trafiają. Płyn z Selfie Project dostałam na spotkaniu blogerek, które odbyło się w lutym. Miał dłużej poczekać na swoją kolej, ale niestety upuściłam go i pękła plastikowa zatyczka – nie chciałam zostawiać kosmetyku, który ma kontakt z powietrzem w zapasach, więc postanowiłam jak najszybciej go zużyć. To, co jest niewątpliwym jego plusem to fakt, że zawiera sok z aloesu oraz cynk, które pozytywnie wpływają na skórę trądzikową. Podsuszają zmiany, przyspieszają ich gojenie i normalizują wydzielanie sebum. Płyn miał miły, świeży zapach, który dobrze mi się kojarzył. Ze zmywaniem makijażu twarzy radził sobie dobrze, natomiast oczy były dla niego problemem. Niestety potrafił mnie podrażnić o podszczypywać, dlatego już do niego nie wrócę. Może dla osób z mniej wrażliwą skórą, szczególnie powiek, się sprawdzi. A może po prostu jestem na niego za stara? 😛

BIELENDA, MASKA DO TWARZY BLUE DETOX DETOX & NAWILŻANIE

Maskę tę opisywałam Wam pokrótce na Instagramie. U mnie ta seria metaliczna jak na razie średnio się sprawdza. Owszem, maska wygląda super, ale samo działanie jest średnie i nie zaskakuje niczym pozytywnym. Mam skórę mieszaną i odwodnioną, więc od masek wymagam dobrego nawilżania bez zapychania skóry. Ta maska niestety nie nawilżała w znaczącym stopniu, choć było ono lekko widoczne. Po jej zmyciu skóra była ściągnięta  i lekko zaczerwieniona, co niestety często mi się zdarza. Znam lepsze maski i do tej raczej nie wrócę. Mam jeszcze dwie w zapasie – złotą i srebrną i najpewniej na tym moja przygoda z tą serią się skończy.

NACOMI, ARGANOWY KREM POD OCZY Z OLEJEM Z PESTEK WINOGRON

Ten krem to mój ulubieniec na noc. Ma treściwą, dość tłustą konsystencję, a nałożony grubszą warstwą sprawia, że skóra w tej delikatnej i wrażliwej okolicy jest nawilżona i ukojona. Nie podrażnia i nie powoduje łzawienia, jest praktycznie bezzapachowy. Skład określiłabym mianem bardzo naturalnego i przyjaznego dla skóry, co w stosunku do ceny tego produktu jest świetnym osiągnięciem.  Dość dobrze się wchłania. Nie zauważyłam spektakularnego działania na cienie pod oczami. Może słoiczek nie jest najbardziej higieniczną i wygodną formą opakowania dla kremu pod oczy, ale ja się  już do niego przyzwyczaiłam. Szukam dla niego godnego zamiennika. Kiedyś na pewno wrócę.

  • RECENZJĘ ARGANOWEGO KREMU POD OCZY ZNAJDZIECIE tutaj.

ECO LABORATORIE, SZAMPON NORMALIZUJĄCY DO WŁOSÓW PRZETŁUSZCZAJĄCYCH SIĘ

  • WŁOSY

ECO LABORATORIE, SZAMPON NORMALIZUJĄCY DO WŁOSÓW PRZETŁUSZCZAJĄCYCH SIĘ

To jeden z moich pierwszych szamponów bez SLS/SLES i ich pochodnych. Na początku sceptycznie do niego podeszłam, myślałam, że delikatny szampon nie poradzi sobie z moimi przetłuszczającymi się włosami. Ostatecznie bardzo go polubiłam. Dobrze się pienił, świetnie oczyszczał, mogłam myć włosy co dwa dni, czyli tak jak normalnie i nie były one nieświeże. Nie wysuszał kosmyków ani skóry głowy, domywał oleje. Przy dłuższym, regularnym stosowaniu rzeczywiście wykazywał lekkie działanie regulujące. Zawiera w składzie oleje i ekstrakty m.in z pigwy, oczaru wirginijskiego i imbiru, które normalizują przetłuszczanie się i podnoszą witalność włosa na długości. Szampon nie był drogi, do tego jest w ponad 97% złożony z substancji pochodzenia naturalnego, dlatego na pewno jeszcze do niego wrócę.
Wpadło Wam coś w oko? Używałyście któregoś z tych kosmetyków?
Pozdrawiam!
Uncategorized

PŁYN MICELARNY BALNEOKOSMETYKI | LOVE – HATE RELATIONSHIP

5 sierpnia 2017
balneokosmetyki malinowy zdrój płyn micelarny do skóry normalnej i wrażliwej 1

Hej!

Nigdy nie przepadałam za mleczkami, a mycie twarzy samym żelem było okej, kiedy się nie malowałam – gorzej sprawa miała się wtedy, kiedy regularnie zaczęłam sięgać po makijaż. Kiedy na rynku pojawiły się płyny micelarne byłam wdzięczna producentom, że poszli krok dalej i spełnili moje oczekiwania.
Ten typ kosmetyku jest moim ulubionym, jeśli chodzi o pozbywanie się z twarzy resztek make upu i innych zanieczyszczeń. Płyny micelarne są lekkie, mają wodnistą konsystencję i zazwyczaj nie pozostawiają na skórze tłustej warstwy, za którą nie przepadam. Czy płyn Balneokosmetyki z wyciągiem z kaktusa, oczaru i d-pantenolem do skóry wrażliwej i normalnej stał się moim ulubieńcem? Czy mogę powiedzieć, że się sprawdził? Zapraszam na szczegółową recenzję na jego temat 🙂

balneokosmetyki malinowy zdrój płyn micelarny do skóry normalnej i wrażliwej 2

Obietnice producenta

Balneokosmetyk na bazie naturalnych składników aktywnych, m.in. wyciągu z kaktusa, d-pantenolu i wody oczarowej polecany dla cery wrażliwej i normalnej.

Działanie produktu:      

  • skutecznie oczyszcza i tonizuje skórę     
  • usuwa makijaż i zanieczyszczenia     
  • odświeża i rozświetla cerę     
  • wygładza i głęboko nawilża     
  • łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia
Płyn dzięki zastosowanym, delikatnym składnikom idealnie nadaje się do codziennego oczyszczania i pielęgnacji skóry twarzy. Zawarty w nim wyciąg z kaktusa daje uczucie świeżości. Doskonale sprawdza się dla skóry wrażliwej, odwodnionej i skłonnej do alergii.  Produkt przyjazny dla skóry. Testowany na skórze wrażliwej ze skłonnościami do podrażnień.  Sposób użycia: Nanieść płyn na bawełniany wacik. Zmyć makijaż. Stosować rano i wieczorem.

Opakowanie


Opakowanie tego płynu jest tradycyjne, minimalistyczne i proste. Wysoka buteleczka wykonana jest z dość twardego, mlecznobiałego, półprzeźroczystego plastiku. Korek zamykany jest na klik, a otwór ma niewielkie rozmiary – pomaga to dozować odpowiednią ilość płynu na wacik. Na opakowaniu znajdują się obietnice producenta, skład, PAO i data ważności oraz sposób użycia. 
Buteleczka zawiera w sobie 250 mililitrów kosmetyku.

balneokosmetyki malinowy zdrój płyn micelarny do skóry normalnej i wrażliwej 3

Skład

Aqua, Propylene Glycol, Glycerin, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water, Sodium Cocoamphoacetate, Poloxamer 184, Diazolidinyl Urea, Panthenol, Lactic Acid, Allantoin, Opuntia Ficus-Indica Extract, Iodopropynyl Butylcarbamate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Disodium EDTA, Parfum, BHT. 
Jak widzicie skład jest dość krótki, ale treściwy. Na początku znajduje się kilka ciekawych ekstraktów, ale mam wrażenie, że im dalej w las, tym ciemniej (czyli gorzej). Dość wysoko znajduje się donor formaldehydu (tu akurat pochodna mocznika – diazolidinyl urea), później kontrowersyjne Disodium EDTA, które mi akurat nie szkodzi, ale lepiej nie stosować zbyt wielu kosmetyków z tym składnikiem. Disodium EDTA wiąże metale, więc jeśli korzystacie np. z srebra koloidalnego i nakładacie je bezpośrednio na ten micel – nie zadziała, albo będzie to działanie niezbyt widoczne. BHT również budzi niechęć fanów naturalnych kosmetyków. Jest to konserwant silnie alergizujący, może powodować duszności, wysypki, świąd, podrażnienie. Negatywnie wpływa też na nerki.

Z pozytywnych aspektów mamy tu hydrolat oczarowy, który normalizuje pracę gruczołów łojowych i ściąga skórę oraz ekstrakt z opuncji, która jest rodzajem kaktusa. Najprawdopodobniej to składnik bogaty w antyoksydanty, wykazujący działanie anti-aging.

Skład początkowo wydawał mi się fajny, ale kiedy dokładnie mu się przyjrzałam pozostawia wiele do życzenia. Na pewno nie jest to kosmetyk naturalny, dla wrażliwej skóry też bym go raczej nie polecała.

  • DOKŁADNY OPIS SKŁADNIKÓW ZAWARTYCH W TYM PŁYNIE ZNAJDZIECIE tutaj.

balneokosmetyki malinowy zdrój płyn micelarny do skóry normalnej i wrażliwej 4

Wydajność

Kosmetyk określam mianem naprawdę wydajnego. Nie trzeba używać go zbyt wiele, ponieważ dobrze przyciąga zanieczyszczenia – zarówno tłuste, jak i na bazie wody. Używam go mniej więcej miesiąc, a jeszcze dobra połowa przede mną. 

Dostępność

Produkt Balneokosmetyki znajdziecie w wielu sklepach i aptekach internetowych. Stacjonarnie jeszcze go nie widziałam, ale raczej nie zwracałam uwagi na te kosmetyki, więc nie wiem, czy przypadkiem czegoś nie przeoczyłam. W każdym razie nie jest to marka drogeryjna.

Cena

Za buteleczkę o pojemności 250 mililitrów zapłacimy w tym przypadku około 30 złotych. Patrząc na wydajność to całkiem rozsądna cena, ale znam tańsze a lepsze płyny micelarne, które mają też bardziej przyjazny skórze skład. Cena to kwestia sporna, jak dla mnie, patrząc na całokształt, trochę za wysoka.

balneokosmetyki malinowy zdrój płyn micelarny do skóry normalnej i wrażliwej 5

Moja opinia

Jeśli chodzi o płyny micelarne – mam już swojego ulubieńca, ale lubię testować nowości. Do najważniejszych właściwości takiego kosmetyku należy według mnie jego skuteczność oraz fakt, czy podrażnia skórę i oczy, czy też nie. Następnie zwracam uwagę na inne aspekty, takie jak skład, wydajność w stosunku do ceny czy zapach.
Płyn Balneokosmetyki znalazłam w jednym z pudełek Liferia. Na początku bardzo się ucieszyłam – słyszałam kiedyś kilka opinii na temat tej marki i były raczej dobre, więc nie spodziewałam się, że mogę trafić na taki koszmarek. 
Zacznę od składu, bo to on jest największym minusem tego kosmetyku. O ile Disodium EDTA przeżyłabym i nawet nie komentowałabym tego składnika, tak BHT jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych konserwantów. Nie dość, że jest niebezpieczny dla środowiska, to udowodniono jego kancerogenne działanie u zwierząt. Może podrażniać, powodować świąd i pieczenie skóry, przyczyniać się do alergii kontaktowej. Wdychany u niektórych osób powoduje duszności. Przez ten składnik kosmetyk jest u mnie skreślony.
Co do działania – jest w porządku. Micel jak magnes przyciąga wszystkie zanieczyszczenia, na pewno działa lepiej niż Selfie Project, który miałam okazję niedawno testować. Nie wiem, czy nie jest skuteczniejszy od mojego faworyta – różowego Garniera. Nawet So Couture, która uchodzi za trudną do usunięcia maskarę nie jest mu straszna. Nie pozostawia na oczach „mgły”, a na skórze lepkiej warstwy, której po aplikacji płynów micelarnych nie toleruję. Plusem jest również fakt, że nie ma tendencji do pienienia się. Ładnie i delikatnie pachnie – za każdym razem nieco inaczej ten aromat odbieram, ale ogólnie jest przyjemny.
Czy jest stworzony dla wrażliwców? NIE! Nie mam nadwrażliwej skóry twarzy, a potrafił mnie podrażnić i to dość często. Moje oczy reagowały na niego silnym pieczeniem, nie zawsze, ale przy większości demakijaży. To dyskwalifikuje u mnie ten kosmetyk – zużyję go do końca, ale nawet nie pomyśle o ponownym zakupie.

balneokosmetyki malinowy zdrój płyn micelarny do skóry normalnej i wrażliwej 6

Czy kupię ponownie?

Nie. Buble rzadko trafiają do mojej kolekcji, sama ich raczej nie kupuję, bo dokładnie sprawdzam większość rzeczy, które wrzucam do koszyka. Płyn ten znalazłam w pudełku subskrypcyjnym i mimo początkowego zachwytu nie przypadł mi do gustu. Nie podoba mi się jego skład oraz to, że nie mocno mnie podrażnia. Na pewno nie sięgnę po drugą butelkę.
Co sądzicie o tym kosmetyku? Używałybyście, czy nie? Jaki jest Wasz ulubiony micel?
Pozdrawiam!
Uncategorized

CHARLOTTE CHO | SEKRETY URODY KOREANEK | WARTO CZYTAĆ, CZY NIE?

1 sierpnia 2017
charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia 1

Cześć!
Jeśli czytacie mnie od dłuższego czasu wiecie, że kiedyś recenzowałam, czy może raczej opisywałam na blogu książki. Jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia było, że kupię jakiś poradnik w wersji papierowej – czytywałam sporo różnej literatury, ale ograniczałam się do prozy – najczęściej z gatunku fantasy czy horroru, a wcześniej również tej skierowanej dla młodzieży.
Kiedy zaczęłam bardziej interesować się tematami związanymi z urodą naturalną koleją rzeczy było sięgnięcie po książki o takiej tematyce. Dziś chciałabym opisać Wam jedną z pierwszych, jakie wpadła w moje ręce, czyli propozycję od Charlotte Cho – Sekrety Urody Koreanek. Jesteście ciekawe mojej opinii na jej temat? Zapraszam ♥

charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia 2

Na początek wspomnę Wam kilka słów o książce, jako całości, a później przejdziemy do krótkiego omówienia poszczególnych rozdziałów.
Książka utrzymana jest w różowej tonacji, a papier jest raczej średniej jakości – dość gruby, ale chropowaty i lekko żółty. Na szczęście głównym atutem tej pozycji ma być treść, a nie ilustracje i zdjęcia, więc nie przeszkadza to zbytnio w pozytywnym odbiorze.
Na samym początku znajduje się spis treści z tytułami rozdziałów, które są dość szczegółe i dzięki którym możemy jasno określić z czym będziemy mieli do czynienia (przynajmniej przez kilka najbliższych stron).
Każdy z rozdziałów opatrzony jest ciekawą infografiką utrzymaną w słodkim, azjatyckim styku, mi kojarzy się to z maluszkami nazywanymi „chibi”. Na końcu każdego z nich mamy natomiast mini porady czy sytuacje z życia opisane przez znane, koreańskie postaci.
Czcionka jest czytelna, a najważniejsze informacje oznaczone tak, że łatwo je znaleźć i w każdym momencie do nich wrócić. 
Pod względem wizualnym nie mogę zarzucić tej książce nic – akurat w moje gusta trafia i naprawdę kojarzy mi się z Azją – wiele rzeczy jest tak przerysowanych, zbyt kolorowych i dziecinnych, ale w tamtejszej kulturze nie zwraca się na to uwagi.
Przejdźmy do omówienia tematyki konkretnych rozdziałów:
charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia 3

charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia  4

1. O MNIE. KOREAŃSKA BUZIA, KALIFORNIJSKIE PODEJŚCIE.

Autorka w tym pierwszym początkowym rozdziale opowiada, jak zachowywała się podczas pobytu w Stanach, czyli w momencie, kiedy dorastała i dojrzewała. Przypomina o tym, że nie znała żadnych koreańskich rytuałów pielęgnacyjnych, malowała się w zachodnim stylu i opalała swoje ciało na złoty kolor. Wspomina o błędach w diecie i nieznajomości dalekowschodniej kultury oraz o tym, jak jej poglądy zmieniły się pod wpływem pewnych wydarzeń. Ten rozdział to swego rodzaju zapoznanie autora z czytelnikiem i uświadomienie nam, że każdy gdzieś kiedyś zaczynał i wcale nie oznacza to, że nie może się zmienić.

charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia 5

2. PODSTAWY KOREAŃSKIEGO PIĘKNA: MENTALNOŚĆ KULTURY WIELBIĄCEJ PIĘKNĄ SKÓRĘ.

W tym rozdziale możemy przeczytać szereg informacji na temat tego, jak odmienna jest mentalność nasza i ludzi mieszkających i żyjących w Korei. Nasze cywilizacje znacznie się od siebie różnią, a według Charlotte większość Koreańczyków dba o urodę – niezależnie od wieku, płci, czy stanu majątkowego. To ciekawe doświadczenie – wiemy, jak ciężko jest nam przestawić swoje myślenie, a co w przypadku, gdy zderzenie dwóch kultur jest tak silne, a one same w sobie tak odmienne? Na pewno nie jest wtedy łatwo, ale i w tym przypadku panna Cho znalazła wyjście z sytuacji 😉
 
charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia 6

3. DWUETAPOWE OCZYSZCZANIE: CERA CZYSTA JAK ŁZA, GDY MYJESZ JĄ DWA RAZY.

Akurat ten krok jest mi znany i od dawna stosuję go w pielęgnacji, dla laików jest to jednak ciekawy rozdział. Nie każdy z nas rozumie stosowność oczyszczania skóry zarówno tłustym produktem, jak i tym na bazie wody – o ile większość wie, że odpowiednia higiena przyczynia się do dobrego stanu skóry, tak wieloetapowe oczyszczanie dopiero zyskuje na popularności.  W tym rozdziale dowiecie się wszystkiego, na temat dokładnego demakijażu i porannego oczyszczania twarzy.

charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia 7

4.  MAGIA ZŁUSZCZANIA (I JAK BYĆ SPECJALISTKĄ OD K-SPA).

O tym, jak ważne jest złuszczanie martwego naskórka wie każda z nas. To szczególnie my, kobiety, staramy się regularnie peelingować nasze ciała i twarze, faceci często nie widzą zasadności takich zabiegów. W tym rozdziale oprócz kilku słów na temat złuszczania możemy przeczytać o tym, jak wygląda koreańskie SPA i może zdziwić nas fakt, jak bardzo różni się od tych zachodnich. Dla przeciętnego Europejczyka zabieg peelingowania może być tam bolesny, ale czego nie robi się dla urody? 😛

charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia 8

5. CHOK CHOK. NAWILŻANIE, CZYLI SZTUKA LŚNIĄCEJ CERY.

Na własnym przykładzie wiem, jak bardzo staramy się wysuszyć i zmatowić naszą skórę. Azjatki działają odwrotnie – intensywnie ją nawilżają i ich celem jest lśniąca (nie mylić z nieestetycznie świecącą) skóra. W tym rozdziale dowiemy się, jak można nawilżać skórę i jak odmienne są preparaty, które nam tę właściwość zapewniają. Znajdzie się tu kilka wskazówek dla każdego rodzaju cery, a zaproponowane przez autorkę kosmetyki wyglądają naprawdę ciekawie.

charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia 9

6. FILTR PRZECIWSŁONECZNY. NAJWAŻNIEJSZE SŁOWA W PIELĘGNACJI CERY.


To jeden z moich ulubionych działów. Zasadność stosowania kremów z filtrem została tu dokładnie wyjaśniona i choć ja nie podchodzę do tego tematu tak rygorystycznie, jak Koreanki, też znalazłam dla siebie coś interesującego. Najważniejszy jest dla mnie fragment o okularach – nie każdy jest świadom tego, że okulary z bazarku przynoszą więcej szkód, niż pożytku. Moim zdaniem w tej kwestii też powinno się edukować całe społeczeństwo.

charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia 10

7. TAJEMNY KOREAŃSKI RYTUAŁ PIELĘGNACYJNY W DZIESIĘCIU KROKACH – BEZ TAJEMNIC!

Kiedy zaczynałam moją przygodę z azjatycka pielęgnacją zupełnie inaczej wyobrażałam sobie dziesięć kroków ich pielęgnacji. Tutaj rzeczywiście jest to wytłumaczone prosto i zwięźle. Opisane jest tu wykonanie każdego z kroków, kosmetyki, których używamy, ich formuły, cechy, oraz ogólne zasady postępowania przy tak złożonej pielęgnacji.  Ten rozdział rozjaśnił mi kilka kwestii i był jednym z ciekawszych w tej książce.

charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia 11

8. ABC ZAKUPÓW KOSMETYCZNYCH, CZYLI JAK ZNALEŹĆ NAJLEPSZY DLA SIEBIE PRODUKT.

Rozdział przygotowujący nas do praktycznego działania. Wystarczy rozpoznać swój typ skóry i wybrać kosmetyki o konkretnych właściwościach, co wcale nie jest łatwym zadaniem. Ten rozdział ma nam pomóc w odkryciu posiadanego przez nas typu skóry i wybrania odpowiednich formuł. Takie wskazówki mogą okazać się przydatne nawet podczas rutynowych zakupów zachodnich kosmetyków, więc ten rozdział również przypadł mi do gustu 🙂

charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia 12


9. TWOJE NAJLEPSZE OBLICZE: MODA I NIEWIDOCZNY MAKIJAŻ.


Wracamy stricte do azjatyckich tematów – tutaj autorka wypowiada się na temat koreańskiego makijażu oraz stylu mieszkanek tego państwa. Azjatycki makijaż znacznie różni się od tego promowanego w Europie i Stanach Zjednocznoych. Uważam, że zależy to przede wszystkim od urody mieszkańców, chociaż pewne kwestie można stosować z powodzeniem i u nas. Da się zauważyć, że coraz większą kwestię przywiązuje się do pozostawiania cery zdrowej i promiennej, a nie maksymalnie zmatowionej.

charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia 13

10. KOREAŃSKIE PIĘKNO WEWNĄTRZ I NA ZEWNĄTRZ: JAK TWÓJ TRYB ŻYCIA WPŁYWA NA SKÓRĘ.


W tym rozdziale znajdziemy raczej ogólne zasady, z których większość jest nam znana. Mam jednak wrażenie, a przynajmniej takie odnoszę po przeczytaniu tej książki, że na dalekim wschodzie świadomość w zakresie zdrowego trybu życia, jak i profilaktyki jest o wiele wyższa, niż u nas. Nie chodzi mi nawet o same badania, a prewencję, czyli zapobieganiu wszelkim dolegliwościom. Na szczęście i do nas przychodzi „trend” dbania o siebie – mam nadzieję, że nadal będziemy pędzić w dobrym kierunku.

charlotte cho, sekrety urody koreanek, recenzja opinia 14

11. MOJE SERCE JEST W SEULU, CZYLI GDZIE JEŚĆ, PIĆ, KUPOWAĆ I ROBIĆ SIĘ NA BÓSTWO.

Obok śmiesznej mapki, mamy w tym rozdziale opisane kilka miejsc w Seulu które, według Charlotte Cho, są warte odwiedzenia. Z tego co pamiętam, autorka nie ograniczyła się do samego przedstawienia tych zakątków, ale podała nawet przystanki, na których powinniśmy wysiąść, by znaleźć się jak najbliżej zwiedzanych obiektów, co potrafi znacznie ułatwić podróżowanie, ale na pewno nie zastąpi nam przewodnika.
Jak oceniam tę książkę? Jest to jedna z moich pierwszych książek urodowych, szczególnie tych o tematyce azjatyckiej i ze spokojem mogę wystawić jej wysoką notę. Większość informacji w niej zawarta jest zgodna z moimi przekonaniami i wiedzą, raczej nie znajdziemy w niej nic kontrowersyjnego, co mogłoby nam bardzo zaszkodzić lub było na bakier ze zdrowym rozsądkiem. Książka jest napisana bardzo łatwym językiem, dlatego można pochłonąć ją jednym tchem, a wywiady ze znanymi koreańskimi postaciami urozmaicają tekst. Myślę, że za jakiś czas wrócę do tej pozycji, by odświeżyć zdobytą dzięki niej wiedzę. Podoba mi się też fakt, że autorka, podając możliwe do kupienia kosmetyki kieruje się tym, co u niej się sprawdziło, poleca produkty różnych firm z różnych półek cenowych, oraz takie, które są i mniej i bardziej naturalne. Taka różnorodność sprawia, że jest duża szansa, że znajdziecie tu coś, co Was zainteresuje.

Czytałyście tę książkę? Podobaj Wam się poradniki i tematyce urodowej?

Pozdrawiam i PROSZĘ O WYPEŁNIENIE KRÓTKIEJ ANKIETY!