Browsing Tag

Avene

TRĄDZIK

AKTUALIZACJA TRĄDZIK | LUTY 2018

8 lutego 2018

Hej!

Obiecałam sobie regularnie wstawiać na bloga wpisy dotyczące mojego trądziku. Tak najłatwiej jest mi porównywać efekty mojej pielęgnacji i leczenia i sprawdzać, czy nie powinnam czegoś zmienić. Zastanawiałam się też nad tym, co ostatnio zaproponowałam we wpisie – czy powinnam zmienić formę tego podsumowania? Tym razem przygotowałam dla Was inny opis aktualnej pielęgnacji. Dajcie mi znać, czy to, jak teraz wygląda ten wpis Wam odpowiada, a jeśli nie – co powinnam dodać, lub zmienić 🙂 Będę wdzięczna! Zapraszam 🙂

KOSMETYKI PIELĘGNACJA

AVENE CLEANACE I ŻEL OCZYSZCZAJĄCY DO TWARZY

19 stycznia 2018
Hejo!
Udało mi się przeżyć jeden z tych dwóch strasznych, przedferiowych tygodni i zaliczyłam jedno z pięciu zaliczeń, obejmujące największą część materiału – to dla mnie dobra wiadomość, bo wolne coraz bliżej, a nauki coraz mniej.
Nie miałam niestety kiedy zrobić zdjęć, ale na szczczęście znalazłam na komputerze takie z wakacji. Już dawno miałam Wam napisać kilka słów na temat tego, czym ostatnio oczyszczam twarz i zreceznować przy okazji kosmetyk od Avene – żel Cleanance. Czy jest delikatny? Jaki ma skład? Czy dobrze oczyszcza skórę twarzy, nie wysusza jej i nie powoduje ściągnięcia? Zapraszam na kolejną recenzję i analizę składu!

Czytaj dalej

TRĄDZIK

AKTUALIZACJA TRĄDZIK | LISTOPAD 2017 | NOWE KROKI W LECZENIU!

18 listopada 2017
Hej!
Dawno nie podsumowywałam Wam aktualnej pielęgnacji mojej twarzy. Jeśli chodzi o trądzik zaszło u mnie ostatnio sporo zmian i mam o czym opowiadać. Będzie to ostatni wpis z tej serii w takiej formule – za 2, 3 miesiące chciałabym coś zmodernizować, dodać, rozwinąć, bo wydaje mi się zbyt surowy i mało przystępny – co o tym myślicie? Zapraszam do czytania!

Czytaj dalej

Uncategorized

PROJEKT DENKO PAŹDZIERNIK I LISTOPAD ’16 | MAM TĘ MOC? :P

28 grudnia 2016

Cześć!

Grudzień chyli się ku końcowi, a ja nie miałam jeszcze okazji pokazać Wam zdenkowanych kosmetyków z października i listopada. Nie raz pisałam już, że zużywanie zimą i jesienią idzie mi opornie, a pustych opakowań w ogóle nie chce przybywać. Jednak fakt, że nie kupuję zbędnych kosmetyków już od kilku miesięcy pomaga mi w zmniejszaniu zapasów – które i tak nie są już duże 😀 
Jeśli jesteście ciekawi, czego się ostatnio pozbyłam i czy znajdują się w tej gromadce jakieś hity godne polecenia – zapraszam Was dalej! 😀

WŁOSY:
Szampony Batiste bardzo lubię i zawsze choć jeden znajduje się na mojej kosmetycznej półce. Rzeczywiście dobrze absorbują sebum, a dodatkowo są na tyle drobno zmielone, że nawet na moich bardzo ciemnych włosach nie zostawiają białej mgiełki. Moje włosy są po nim świeże od rana, aż do wieczora, choć ta świeżość to nie to samo, co po umyciu włosów. Staram się używać go rzadko, tylko w awaryjnych sytuacjach, bo przez obecność alkoholu izopropylowego potrafią podrażnić skórę głowy i spowodować pojawienie się łupieżu. Jeśli chcecie przeczytać coś więcej na ich temat – kliknijcie w nagłówek – tam znajdziecie odnośnik do oddzielnego wpisu na temat Batiste.

CIAŁO:
  • PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ FACELLE INTIM, ALOE VERA
  Nie ukrywam, że Facelle to jeden z moich ulubionych żeli do higieny intymnej. Ma dobry skład (nie zawiera SLS/SLES i ma odpowiednie pH), nie podrażnia, nie wysusza, dobrze oczyszcza, a do tego jest naprawdę tani. Stosuję go zamiennie z Lactacytem w wersji bez silnych detergentów i z obu jestem zadowolona. Niektórzy myją nim włosy lub twarz, ale mi to nie odpowiada – przeszkadza mi jego zapach, a włosom nie do końca odpowiada kwaśne pH – przynajmniej w szamponie. Nie mniej jednak polecam – testowałam już różne wersje i każda sprawdziła się u mnie dobrze.
  • PIANKA POD PRYSZNIC BALEA, HAWAIAN DREAM 
Od dawna chciałam wypróbować pianki pod prysznic Rituals, ale nie mam dostępu do tego sklepu stacjonarnie, a nie chciałam zamawiać ich kosmetyków w ciemno, przed spojrzeniem na to, jaki to zapach. Będąc w Niemczech zajrzałam do DM i tam znazłam tańsze odpowiedniki tych produktów. Kupiłam dwie takie pianki, tę i jeszcze inną – cytrusową, ale na pierwszy ogień wybrałam wakacyjną, hawajską wersję 😀 Pianka jest bardzo gęsta i niewielką porcją można umyć całe ciało. Pachnie delikatnie, ale zapach utrzymuje się później na skórze – co najmniej przez kilkadziesiąt minut. Hawajski sen to połączenie kwiatu lotosu, orchidei i kokosa – słodki, ale nienachalny, owiany kwiatową nutą. Pianka przypadła mi o gustu – z tego co pamiętam kosztowała niecałe 2,5 EUR, więc do najdroższych nie należała. Zaraz po SLES znajduje się gliceryna, która łagodzi jego działanie – mojej skóry te pianki nie podrażniały. Polecam! To mój kąpielowy hit! 😀



TWARZ:
  • KREM NAWILŻAJĄCY POD OCZY Z WINOGRONEM, ALTERRA
Krem ten kupiłam w pośpiechu, kiedy niespodziewanie skończyła mi się tubka Sylveco. Był akurat na promocji, pamiętam, że zapłaciłam za niego mniej więcej 7 złotych. Przyznam, że całkiem fajnie nawilżał, był lekki i dobrze sprawdzał się pod makijażem. Nie jest to mój hit, bo czasem potrafił podrażnić moje oczy, przez co lekko łzawiły, ale na pewno nie mogę nazwać go bublem. Raczej do niego nie wrócę, bo niestety mnie nie zachwycił, ale jako kosmetyk awaryjny, wtedy, kiedy nie mamy nic innego może się całkiem dobrze sprawdzić 🙂 
  • ŻEL DO MYCIA TWARZY AVENE, CLEANANCE 
Na wstępie powiem, że jest to jeden z najbardziej wydajnych żeli, jakich miałam okazję używać. Stał na mojej kosmetycznej półce od sierpnia, do listopada, a używałam go dwa razy dziennie – rano i wieczorem. Był bardzo wydajny, dobrze się pienił i oczyszczał skórę z zanieczyszczeń nie podrażniając jej przy tym i, co najważniejsze, nie wysuszając. Nie zauważyłam, żeby drastycznie wpłynął na stan mojej skóry, ale na pewno nie powodował wysypu niedoskonałości czy pojawienia się większej ilości zaskórników. Miał przyjemny, lekko mydlany zapach i kolor, który urzekł mnie – miłośniczkę wszelkich odcieni niebieskiego 😀  Na pewno jeszcze do niego wrócę, jest to jeden z najlepszych, aptecznych żeli do oczyszczania skóry mieszanej, ale wrażliwej i skłonnej do wyprysków.
  • HYDROLAT EKOLOGICZNY NEROLI, ECOSPA
Z hydrolatami znam się od niedawna – zaczęłam z nimi eksperymentować wtedy, kiedy potrzeby mojej skóry się zwiększyły, a ja szukałam czegoś, co pozwoli mi odpowiednio o nią zadbać.  Nie mogąc znaleźć dla siebie idealnego toniku rozpoczęłam poszukiwania wśród hydrolatów i tak trafił do mnie ten z pomarańczy. Jest to rzadki płyn, który szybko się wchłania pozostawiając skórę matową. Ma ziołowy, „liściasty” zapach – charakterystyczny – coś podobnego do tego, kiedy rozciera się liście w dłoniach. Sam hydrolat dobrze sprawdzał się u mnie jako substytut toniku – zwężał pory, napinał skórę i sprawiał, że optycznie wyglądała o wiele lepiej. Na równi z hydrolatem oczarowym jest moim ulubieńcem, do którego jeszcze wrócę 🙂
  • IZOTZIAJA
Maść, a raczej żel, który pojawia się w co którymś denku. Od dawna zminimalizowałam częstość jego stosowania i teraz sięgam po niego tylko dwa razy w tygodniu. Moja skóra delikatnie się po tym zabiegu łuszczy. Izotziaja pomaga mi w walce z bliznami i przebarwieniami, ale także z wypryskami i zaskórnikami. Na początku mam zamiar znów wybrać się do dermatologa – tym razem innego i zmienić w końcu ten lek – nie chcę, żeby moja skóra przyzwyczaiła się do ciągłego stosowania retinoidów. Jeśli macie problemy podobne do moich – zapytajcie o ten lek swojego dermatologa 🙂
  • FILTR PRZECIWSŁONECZNY LA ROCHE POSAY, ANTHELIOS XL ŻEL – KREM SUCHY W DOTYKU
Wspominałam Wam o tym kosmetyku w letnich ulubieńcach i nadal pozostał w tym gronie – nawet w zimie. To filtr, który mnie nie zapycha, nie podrażnia i co najważniejsze – nie wpływa negatywnie na trwałość mojego makijażu. Po kilku minutach od wsmarowania delikatnie zastyga zmniejszając świecenie się skóry, nie powodując jednak wieczornej nadprodukcji sebum. Teraz zmieniło się jego opakowanie, a ja nadal przy nim trwam – i chyba długo tak jeszcze pozostanie – na razie nic nie zainteresowało mnie na tyle, żeby miało go zdetronizować 😛

Znaleźliście coś ciekawego wśród tych „pustaków”? Jak idzie Wam denkowanie?
Mam nadzieję, że zauważyłyście moją ostatnią aktywność an Waszych blogach – moja klawiatura płonie 😛
Pozdrawiam ♥
Uncategorized

WARSZAWSKIE ZAKUPY | Teraz mam szlaban – naprawdę :D

22 marca 2016
To nie brudne paznokcie, to zniszczenia po Semilacach :C Jednak hybrydy NeoNail lepiej się u mnie sprawdzają :C

Hej!
Tak tak, wiem… Obiecywałam sobie, że nie kupię już nic na zapas 😛 Jadąc do Bydgoszczy i Warszawy miałam w planach tylko zakup lakierów hybrydowych i akcesoriów to tego manicure, ale wiecie jak to jest – promocje kuszą 😀 Jeśli jesteście ciekawi, co ciekawego udało mi się kupić – zapraszam do czytania!
Na początek zakupy paznokciowe. W Rossmannie znalazłam sondę do ozdabiania paznokci za niecałe 9 złotych. Ostatnia sztuka leżała sama w szafie Wibo i szkoda było jej nie wziąć 😛 Jeszcze nie miałam okazji jej testować, ale myślę, że może fajnie sprawdzić się przy wykonywaniu kropeczek albo niezbyt skomplikowanych zdobień na pazurach.
W prawym górnym rogu możecie zobaczyć 2 efekty syrenki – kupione na stoisku NeoNail. Wybrałam zielony i niebiesko-fioletowy. Jak na razie używałam tylko drugiego rodzaju, ale na paznokciach prezentuje się naprawdę fajnie 😀 Mamie tak się spodobało, że pewnie na dwóch rodzajach się nie skończy. Pyłek kosztował 7 zł za sztukę. Na środku widać (a właściwie nie za bardzo) wzornik.

Klipsy do ściągania hybryd dorwałam w Hebe za 11 złotych – to nawet taniej niż w internecie – tu za 10 sztuk płacimy 22 zł, a cena regularna w drogeriach internetowych krąży w granicach 30 zł.

Najdroższymi z tej paczki okazały się oczywiście lakiery 😀 Po Semilacu (którego użyłam raz :C) zaczęły mi pękać i łamać się paznokcie, więc stwierdziłam, że nie będę inwestować w ich hybrydy. Na moich paznokciach zdecydowanie lepiej trzymają się te z NeoNail. Nie powodują zniszczeń, nie odpryskują, dobrze się trzymają. Miałam kupić dwa kolory, ale ostatecznie wybrałam jeszcze trzeci.
W mojej kolekcji brakowało koloru nude – Natural Beauty – wzięłam więc bardzo jasny, różowo-beżowy kolor, który jest w pełni kryjący. Drugim, również klasycznym lakierem jest krwista czerwień – Sexy Red. Trzeci lakier to podobno hit – jest to odcień odpowiadający kolorowi roku zaproponowanemu przez Pantone. Acapulco, bo o nim mowa to przepiękny, mleczny błękit z domieszką liliowego koloru. Lubię niebieskie paznokcie, więc nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Każdy z lakierów kosztował 27,90 zł, a ich pojemność to 6 mililitrów. 

Na Facebooku wspominałam Wam, że niestety dzień kobiet musiałam świętować sama – Mateusz pracował, a ja nie miałam jak do niego pojechać. Muszę jednak przyznać, że chociaż wiedziałam, co dostanę, to byłam w szoku 😀 Co prawda dołożyłam się trochę do tego upominku, bo Dzień Kobiet to nie urodziny, ale jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona. Mogę skreślić  z mojej whislisty jedną pozycję 😀
Standardowo mogłam wybrać sobie zestaw próbek, zdecydowałam się więc na róż z Sephory i perfumy – Liu Jo i Happy Moments od Tous. Wszystko było zapakowane w opakowanie prezentowe a w środku czekał na mnie zabawny liścik.

Główną sprawczynią całego zamieszania jest paletka Too Faced Chocolate Bon Bons. Odkąd zobaczyłam jej zdjęcie w zapowiedziach wiedziałam, że może być między nami miłość 😀 Zastanawiałam się nad tradycyjną, pierwszą wersją, ale wiele osób odradzało mi ją ze względu na gorszą formułę cieni. Już jej używałam i rzeczywiście jest fantastyczna! 😀 Może nawet uda mi się wykonać dla Was jakiś makijaż – najpierw muszę jednak się podszkolić, bo uważam, że mój level jest zbyt niski na publiczne pokazywanie efektów pracy 😛

Do Tigera poszłam tylko po mini pianki do kawy (8 zł), ale na półce znalazłam też gąbkę konjac. Słyszałam o nich wiele dobrego i postanowiłam wziąć jedną sztukę na próbę 😀 Nie była zbyt droga – kosztowała 10 złotych.

W Super Pharm zdecydowałam się na różany tonik do twarzy z Evree, o którym wiele już czytałam i mam nadzieję, że się u mnie sprawdzi. O żelu z Avene – Cleanace też krąży wiele pozytywnych opinii, więc wzięłam mniejszą, 200 mililitrową wersję. Oba kosmetyki udało mi się kupić na promocji -35%. Za tonik zapłaciłam około 13 złotych, a za żel 22.

Podczas dni Lifestyle w Super Pharmie Mateusz poświęcił się i pojechał kupić mi mój ulubiony krem Effaclar Duo [+] (w końcu udało mi się namówić go też na egzemplarz dla niego) i filtr przeciwsłoneczny Anthelios XL Żel – krem suchy w dotyku. Niestety wersja, którą mam obecnie, czyli w formie fluidu nie była dostępna, więc zdecydowałam się na ten. Za duet Mateusz zapłacił 62 złotych.

Ostatnim już zakupem był zestaw próbek kremów BB od Skin79. Firma znów uraczyła nas promocją, gdzie trzy7 mililitrowe opakowania zostały przecenione z 90 na 35 złotych. Przesyłka kosztowała 10 złotych. Dodatkowo dostałam kilka gratisów, które na pewno przetestuję 🙂


Któraś z rzeczy Wam się spodobała? Też macie tak, ze nie planujecie zakupów a potem „jakoś to samo tak wychodzi”? 😛
Pozdrawiam :3