Browsing Category

Uncategorized

Uncategorized

ULUBIEŃCY SIERPNIA + PODSUMOWANIE | M.A.C. | LA ROCHE POSAY | BIELENDA | KSIĄŻKI DASHNERA I BLOGOWA REGULARNOŚĆ

2 września 2017
 LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO [+] SPF 30, KREM DO SKÓRY Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI, BIELENDA, MULTIESSENCE 4W1, MULTIWITAMINOWA ESENCJA DO CERY MIESZANEJ, M.A.C., CANDY YUM YUM, MATOWA POMADKA DO UST

Hej!

Wrzesień przywitał nas iście jesienną aurą. Jeszcze ostatniego dnia sierpnia cieszyłam się piękną pogodą i łapałam letnie słońce w ogrodzie. Kilkanaście godzin później obudziłam się, a za oknem dostrzegłam tylko mgłę i deszcz – gdzie nasza polska, złota jesień?
Żeby wrócić pamięcią do wakacyjnych upałów zapraszam dziś na wpis z podsumowaniem sierpnia oraz ulubieńcami – w kilku zdaniach opowiem o kremie La Roche Posay Effaclar Duo [+] z SPF 30, esencji z Bielendy MultiEssence do cery mieszanej oraz o pomadce w neonowo-różowym kolorze – M.A.C. Candy Yum Yum. Oprócz tego poruszę kwestię blogowej regularności i książek Jamesa Dashnera, które udało mi się przeczytać 🙂 Chodźcie dalej!

 

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO [+] SPF 30, KREM DO SKÓRY Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO [+] SPF 30, KREM DO SKÓRY Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI

Kremu Effaclar używam od dawna, robię sobie od niego przerwy, ale zawsze wracam z podkulonym ogonem – jeszcze nie znalazłam przeciwtrądzikowego kremu, który na moją skórę działałby równie dobrze. W lipcu zaopatrzyłam się w jego nową wersję, z filtrem, i zaczęłam używać jej kilka tygodni temu. Jest tak samo skuteczna jak starsza, a dodatkowo chroni przed promieniowaniem UV. Czuję, że będzie moim zimowym ulubieńcem – nie zawsze mam wtedy ochotę sięgać po filtr, a ochrona jest jednak potrzebna. Jego konsystencja jest trochę gęstsza i bogatsza. Ma nieco większe tendencje do przesuszania skóry, więc nie u wszystkich się sprawdzi. Ja bardzo go polubiłam.
BIELENDA, MULTIESSENCE 4W1, MULTIWITAMINOWA ESENCJA DO CERY MIESZANEJ

BIELENDA, MULTIESSENCE 4W1, MULTIWITAMINOWA ESENCJA DO CERY MIESZANEJ 

Tonik to nieodłączny towarzysz mojej pielęgnacji – zarówno porannej, jak i wieczornej. Zazwyczaj wybieram toniki nawilżające lub takie skierowane do cery z problemami. Na temat tych esencji nasłuchałam się naprawdę wiele dobrego i przyznam, że pozytywnie mnie zaskoczyła. Łagodzi skórę, nawilża ją i wyrównuje koloryt. Nie zauważyłam, by działała na wypryski, ale jeszcze zbyt krótko po nią sięgam. Czuję, że spodoba mi się na tyle, że sięgnę po kolejne opakowanie. Ma przyjemny, nieco męski zapach, jest lekka i nie pozostawia lepkiej warstwy. Cenię ją też za przyjazny skład – fermenty rzeczywiście w niej występują i to wysoko – nie jest to chwyt marketingowy! Myślę, że doczeka się pełnej recenzji na blogu 😀
M.A.C., CANDY YUM YUM, MATOWA POMADKA DO UST

M.A.C., CANDY YUM YUM, MATOWA POMADKA DO UST

Pomadki MAC są już czymś w rodzaju kosmetyku kultowego. Wiele osób o nich mówi i pisze, a jeszcze więcej chce posiadać je w swojej kolekcji.  Do niedawna i ja byłam wśród nieszczęśliwców z drugiej grupu – te szminki od dawna figurowały na mojej wishliście, ale nie miałam okazji ich kupić. W końcu, po kilku latach czekania dostałam od razu 3 sztuki, a wszystko za sprawką mojego chłopaka. Sierpniowym ulubieńcem jest zdecydowanie najbardziej żarówiasta szminka z tych, które dostałam (a może i  z tych, które znam :P) – Candy Yum Yum. To prawdziwie ostry, jasny róż, który będzie pasował zarówno blondynkom, jak i brunetkom. Nie zażółca zębów. Na ustach utrzymuje się długie godziny, przez cały ten czas nosi się komfortowo i nie wysusza. Maty z MACa są naprawdę kremowe i łatwo się rozprowadzają. Teraz, kiedy mam je u siebie wiem, że zachwyty nad nimi nie były przesadzone. Czuję, że te 3 pierwsze nie będą ostatnimi 😛

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO [+] SPF 30, KREM DO SKÓRY Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI, BIELENDA, MULTIESSENCE 4W1, MULTIWITAMINOWA ESENCJA DO CERY MIESZANEJ, M.A.C., CANDY YUM YUM, MATOWA POMADKA DO UST 2

JAMES DASHNER, WIĘZIEŃ LABIRYNTU TOM 0.5 – ROZKAZ ZAGŁADY I TOM 0.6 – KOD GORĄCZKI

Fantasy to zdecydowanie mój ulubiony gatunek książek. Lubię czytać o alternatywnych rzeczywistościach – niekoniecznie tych, w których życie jest sielanką – postapokaliptyczną wizją również nie gardzę. Trylogię „Więzień labiryntu” miałam już dawno za sobą, a w sierpniu postanowiłam przeczytać kolejne dwa tomy, które opisują wydarzenia sprzed cyklu. Przyznam, że fabuła wciągnęła mnie bardziej, niż poprzednio i książki te przeczytałam jednym tchem – nie dłużyły się, nie nudziły, nie wszystko dało się przewidzieć. W tomie 0.5 bohaterami są nowe, nieznane nam wcześniej osoby i jest to wprowadzenie do uniwersum – jak doszło do unicestwienia milionów ludzi, skąd wzięła się Pożoga i jak rozprzestrzeniła się na świecie. Tom 0.6 wita nas znajomymi twarzami – młodymi Tomem, Teresą i pozostałymi bohaterami obecnymi w trylogii. Ta książka wyjaśnia z kolei powstanie labiryntu, ośrodka, planów na wylezienie leku. Mam świadomość, że są to książki skierowane głównie dla młodzieży, ale czasem potrzebuję czegoś lekkiego na ciężkie wieczory. Te propozycje wpisały się moje potrzeby i szczerze je polecam – tym bardziej, jeśli jesteście fanami gatunku.

BLOGOWA REGULARNOŚĆ

Jestem dumna, że w lipcu i sierpniu udało mi się prawie regularnie publikować wpisy – nawet wtedy, kiedy byłam za granicą. Owszem, mam nadal problem z nadrobieniem komentarzy, ale myślałam, że będzie dużo gorzej. Zrozumiałam, że w moim przypadku regularność musi iść w parze z planowaniem – w innym przypadku nie mam pomysłu na posty i kończy się to brakiem weny na pisanie i zdjęcia. Mam nadzieję, że uda mi się wyrobić nawyk pisania postów do przodu na kolejny tydzień w weekendy – w ciągu roku akademickiego nie będę miała tyle wolnego czasu i muszę to lepiej organizować. Jestem dobrej myśli – mam nadzieję, że będziecie trzymać za mnie kciuki! Napiszcie też proszę, jakie tematy chcielibyście, bym poruszyła na blogu – mam kilak wolnych miejsc na wrzesień i chętnie coś przygotuję 🙂
Jak minął Wam sierpień? Jakie są Wasze ulubione produkty? Znacie któryś z przedstawionych tutaj?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

DR IRENA ERIS | PROVOKE | 3 PRODUKTY DO UST | MAT CZY BŁYSK?

30 sierpnia 2017
Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,1

Hej!
Regulaność pisania sierpniowych wpisów właśnie legła w gruzach 😛 Nadal nie mogę do siebie dojść po podróży, więc odpuściłam poniedziałkowe przygotowania i zapraszam Was na kolejny post właśnie dziś!
Pomadki kocham całym sercem i gdybym miała do wyboru malować przez całe życie tylko usta lub tylko oczy – zdecydowanie wybrałabym te pierwsze. Dziś chciałabym zaprezentować Wam trzy kosmetyki z tej kategorii od Dr Ireny Eris. Wszystkie pochodzą z serii Provoke i są to – pomadka matująca Real Matt Lipstick – Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint – Vanguard Red N°706 i błyszczyk do ust – Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink. Jesteście ciekawi, jaka jest moja opinia na ich temat? Przejdźcie dalej. 
Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,2

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,3

Opakowania jak zawsze wykonane są z dbałością o każdy szczegół. Minimalistyczne, utrzymane w srebrnym, lustrzanym kolorze wyglądają niezwykle elegancko i klasycznie i na pewno będą ozdobą niejednej toaletki, czy miejsca, przy którym się malujemy. 
Błyszczyk ma zdecydowanie najwyższe i najcieńsze opakowanie, tradycyjne, jego aplikator jest dość długi i wąski, ale pozwala na precyzyjne nałożenie produktu. Klasyczna pomadka zamykana jest na magnes, słychać wtedy charakterystyczny odgłos kliknięcia, który upewnia nas, że produkt nie otworzy się w kosmetyczce czy torebce. Opakowanie matowej, ale płynnej pomadki jest już Wam znane, bo recenzowałam je kilkakrotnie na blogu. Jest kwadratowe, na spodzie ujawnia się skawek koloru. Aplikator bardzo przypomina ten, który znajduje się przy błyszczyku, ale jest nieco krótszy. Każdy z tych kosmetyków przychodzi do nas zapakowany w lustrzany kartonik. W środku znajduje się karteczka z kodem, który możemy wykorzystać na stronie Klubu Dr Ireny Eris Holistic Club, a zdobyte punkty wymieniać na nagrody w postaci firmowych gadżetów czy kosmetyków. 

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,4

Zacznę może od pomadki, z której siostrami miałam już kontakt i stały się one moimi ulubieńcami 🙂 Mowa tu o matowej, płynnej pomadce. W zasadzie ma ona konsystencję przyjemnego musu, który gładko rozprowadza się na ustach i nie zastyga. Mimo tego pomadka dobrze utrzymuje się na ustach, bo nawet do 5-6 godzin. Formuły zastygające często tworzą u mnie skorupkę, nawet wtedy, kiedy nałożone są w minimalnej ilości. Ta nie migruje poza kontur i nie wysusza ust. Do tego przez swoją ciekawą konsystencję nie podkreśla niedoskonałości, a suche skórki nie wybijają się na pierwsz plan. Daje przyjemne uczucie na ustach, nie klei się i samoistnie nie znika. Ma przyjemny, owocowy zapach.
Kolor Vanguard Red N°706 to klasyczna, krwista czerwień, którą zaliczyłabym do neutralnego grona lekko w stronę tych chłodniejszych odcieni. Nie zażółca zębów, ożywia makijaż i przyciąga wzrok. Idealnie wygląda zarówno przy wieczorowej kreacji, jak i jeansach, białym T-shircie i trampkach 😀
  • Moją opinię na temat pomadek Liquid Matt Lipstick od Dr Ireny Provoke w odcieniach 702,703 i 705 znajdziecie tutaj i tutaj
Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,5

Druga pomadka to również matowa propozycja. Pink Nuance N°607 to opcja bardziej kremowa i mniej wysuszająca od tej, którą opisywałam wyżej. Ma nieco bardziej masełkowatą konsystencję, na ustach przypomina wosk, który zabezpiecza je przed nadmierną utratą wody. Dzięki tym właściwościom pomadka nie wpływa negatywnie na nawilżenie ust. Utrzymuje się na nich krócej, bo około 4 godzin, ale jest to dla mnie satysfakcjonujący czas. Tak jak poprzedniczka nie wychodzi poza kontur ust. Pigmentacja jest naprawdę świetna, mam intensywnie zabarwioną czerwień wargową, ale dla tej pomadki nie jest to przeszkodą Kolor to neutralny, różowy nude określany przez niektórych jako mauve. Raz jest bardziej różowy, raz fioletowy z domieszką brązu – ewoluuje i w różnych makijażach i przy różnym oświetleniu wygląda inaczej. Uwielbiam takie kolory na co dzień i na pewno będę chętnie po nią sięgać, kiedy wrócę na zajecia. Ma kremowy, nienachalny,  kosmetyczny zapach. 

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,6
Błyszczyk dostałam w ramach prezentu zamiast cienia, którego niestety nie było na stanie. Odcień, jaki dostałam był wybrany losowo – mi trafił się N°11 Candy Pink, czyli o prostu cukierkowy róż. W opakowaniu jego kolor jest naprawdę intensywny, natomiast na swatchu i na ustach nie rzuca sie już tak mocno w oczy, chociaż barwi je, a kolor jest widoczny. Ma średnio gęstą konsystencję – znajduje się gdzieś pomiędzy wodnistymi, a tymi klejącymi  wargi błyszczykami. Nie lepi się, a kiedy już zapląta się w niego jakiś włos nie jest ciężko go usunąć. Daje wrażenie nawilżonych ust, nie wysusza ich i dobrze zabezpiecza przed niekorzystnymi warunkami środkowiskowymi. Myślę, że utrzymuje się około 2-2,5 godziny i w tym czasie nie wymaga poprawek. Nie jestem fanką błyszczyków, więc po testach trafił do mojej mamy, która jest z niego bardzo zadowolona. 

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink swatche, na żywo, jak wyglądają

Matowa pomadka w płynie i błyszczyk kosztują 55 złotych, a kremowo-matowa szminka – 65 złotych. Można znaleźć je w sklepach internetowych, np. firmowym Dr Ireny Eris lub stacjonarnie – między innymi w Rossmannie. Polecam polować na nie na promocji -49% – ich jakość jest wysoka, a kolory ciekawe i bardzo twarzowe, więc każdy znajdzie dla siebie coś odpowiedniego. Niżej znajdziecie zdjęcia, na których prezentuję wszystkie te produkty na ustach. Kolory są trochę cieplejsze, niż w rzeczywistości, bo zdjęcia robiłam przy świetle zachodzącego słońca. Swatche lepiej oddają ich faktyczne odcienie. 

błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink jak wygląda na ustach
Błyszczyk do ust – Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607 na ustach
Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick – Pink Nuance N°607

matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706 na ustach
Matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint – Vanguard Red N°706
Który z tych trzech kosmetyków najbardzieju przypadł Wam do gustu? Po jakie formuły sięgacie najczęściej?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 | NATURA GÓRĄ?

26 sierpnia 2017
BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 1

Hej!
W jednej z ostatnicyh włosowych aktualizacji pisałam Wam, że miewam problemy ze skórą głowy. Łupież został zażegnany (mam nadzieję, że na dobre), ale nadmierne przetłuszczanie towarzyszy mi nadal. Zauważyłam, że w mojej pielęgnacji brakuje elementu złuszczajacego – martwe komórki mogą kumulować się na skórze mojej głowy, a szampony czy wcierki nie do końca dobrze z nimi sobie radzą. Szukałam czegoś, co pozwoliłoby mi pozbyć się martwycyh komórek oraz wyregulowałoby pracę gruczołów łojowych. Czy serum oczyszczające do skóry głowy z Bionigree uporało się z wszystkimi moimi problemami? Czy okazało się być panaceum, na włosowe troski? Zapraszam na recenzję tego produktu.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 2

Obietnice producenta

Serum oczyszczające do skóry głowy BIONIGREE BASIC_01 to naturalny kosmetyk trychologiczny (specjalistyczny kosmetyk do pielęgnacji skóry głowy) o polskim pochodzeniu, o działaniu złuszczającym, przeciwłupieżowym i antybakteryjnym. Preparat przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry.

Dzięki zawartości mydła kastylijskiego, kwasów AHA i estrów oleju z czarnej porzeczki, wiesiołka, ogórecznika i lnu serum skutecznie:

  •     usuwa nadmiar zrogowaciałego naskórka,
  •     rozpuszcza łój zalegający w mieszkach włosowych,
  •     reguluje pracę gruczołów łojowych i
  •     łagodzi podrażnienia skóry.

Po wykonaniu peelingu skóry głowy, skóra intensywnie wchłania substancje odżywcze, a włosy unoszą się u nasady, zwiększając swoją objętość i dając niepowtarzalne uczucie odświeżenia.

Serum oczyszczające do skóry głowy BIONIGREE BASIC_01 dostępne jest w poręcznej, eleganckiej szklanej 50 ml i 100 ml buteleczce z pipetą ułatwiającą aplikację kosmetyku.

Opakowanie

Kosmetyk zapakowany jest w papierowy, dość giętki kartonik, na którym znajdują się podstawowe informacje, takie jak skład kosmetyku, opisane wyżej obietnice producenta, PAO, data ważności i sposób użycia. 
Wewnątrz znajdziemy szklaną butelekę z pipetką w klasycznym kształcie. Szkło jest dobrej jakości, dość grube, przez co całość wygląda schludnie i estetycznie. Pipeta pracuje sprawnie, nie wypada z gumowej zatyczki, nie wypuszcza kosmetyku, przez co jego stosowanie jest higieniczne i raczej bezproblemowe. Jedynym jej minusem jest to, że ciężko jest ją napełnić w całości – w moim przypadku najłatwiej osiągnąć jest mniej więcej 1/3 jej objętności, później zaczynają się schody, ale nie przeszkadza mi to. 
Etykiety są przejrzyste, utrzymane w naturalnych klimatach, przeważa na nich zieleń, biel i granat.
Serum sprzedawane jest w dwóch pojemnościach – 50 i 100 mililitrów. Butelka, którą widzicie na zdjęciu to ta większa opcja.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 3

Skład

aqua (woda), potassium oleate (oleinian potasu), potassium cocoate (sól potasowa kwasów tłuszczowych pozyskiwanych z orzecha kokosowego), glycerin (gliceryna), potassium citrate (cytrynian potasu), citric acid (kwas cytrynowy), ethyl linolenate (kwas linolenowy), ethyl linoleate (kwas linolowy), ethyl oleate (kwas oleinowy), ethyl palmitate (kwas palmitynowy, ethyl stearate (kwas stearynowy), ethyl alcohol (alkohol etylowy), menthol (mentol), bilberry fruit extract (ekstrakt z owoców czarnej porzeczki), sugar cane extract (ekstrakt z trzciny cukrowej), orange fruit extract (ekstrakt z owocu pomarańczy), lemon fruit extract (ekstrakt z owocu cytryny), sugar maple extract (ekstrakt z klonu cukrowego), rosmarinus officinalis oil (olejek z rozmarynu lekarskiego), parfum (kompozycja zapachowa)
Jak widzicie skład jest przyjazny dla skóry i rzeczywiście naturalny. Oprócz estrów kwasów tłuszczowych, które są emolientami i natłuszczają skórę znajduje się tu także sól potasowa, która łagodnie oczyszcza skórę głowy. W połowie składu znajdziemy alkohol etylowy, który w obecności tylu tłuszczy nie będzie wysuszał, a jedynie sprawi, że ekstrakty, które znajduja się za nim będą mogły lepiej penetrować w głąb skóry. Mentol odświeża, detoksykuje i tonizuje, ekstakt z trzciny cukrowej odżywia skórę, a ten z czarnej porzeczki zawiera garbniki, antocyjany, kwasy organiczne oraz witaminę C oraz z grupy B. Rozmaryn słynie ze swych silnie przeciwutleniających właściwości. Może być też stosowany jako naturalny konserwant, ponieważ wykazuje działanie antybakteryjne. Poprawia mikrokrążenie krwi w skórze, przez co przyczynia się do zwiększonej wydajności procesu usuwania toksyn.

Skład jest świetny, jak na naturalny produkt przystało. Cieszę się, że oprócz emolientów w serum znalazło się też kilka ciekawych ekstraktów, które pozytywnie wpływają na skórę głowy. Kwasy oraz alkohol, które są w nim zawarte nie wysuszają, więc nawet osoby mające problemy z nawilżeniem tego obszaru nie powinny widzieć przeciwskazań przed jego zastosowaniem.

Wydajność

Ilość, jaką widzicie na zdjęciach zużyłam w ciągu dwóch tygodni stosowania serum przed każdym myciem, czyli średnio co 2 dni. Producent zaleca stosowanie od 1 do 2 pipet na jedną aplikację, co równa się 5-10 mililitrom. Według moich obliczeń mieściłam się gdzieś pomiędzy 6 a 8 militrami. Uważam, że serum jest kosmetykiem wydajnym – spokojnie starczy na kilka miesięcy częstego używania.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 4

Dostępność

Jak dotąd serum widziałam tylko na stronie producenta, czyli bionigree.pl. Jest to stosunkowo nowa marka, podejrzewam więc, że ich sieć jeszcze się w internecie rozrośnie. Można znaleźć u nich informacje, że są otwarci na współpracę z profesjonalnymi sklepami, fryzjerami oraz trychologami.

Cena

Dla większości zwykłych śmiertleników będzie dość wysoka i ciężka do zaakceptowania. Sama nie wiem, czy w ciemno kupiłabym tak drogi kosmetyk do skóry głowy, na szczęście producent wyszedł na przeciw moim oczekiwaniom i wypuścił 10 mililitrowe próbki, których cena jest 10 krotnie niższa od serum w standardowej wielkości (plus za to, to korzystny na klienta przelicznik). Próbka kosztuje 9,60 zł, 50 mililtrowa butelka 59,00 zł, a za 100 mililitrów zapłacimy 96,00 zł. Rozumiem, że cena podyktowana jest wysoką jakością wykorzystanych składników i wydajnością, ale mogłaby być choć trochę niższa.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 5

Moja opinia

Serum przyjechało do mnie w ramach współpracy w ostatnim tygodniu lipca – dokładnie wtedy, kiedy podzieliłam się z Wami jego zdjęciem na Instagramie. Miałam co do niego wielkie oczekiwania – tak jak napisałam we wstępie szukałąm czegoś, co pomoże mi znormalizować skórę głowy.
Zaczynając od początku muszę przyznać, że wygodnie korzystało mi się z tego opakowania z pipetką. Nawet po kilku zastosowaniach nie jest ono brudne czy tłuste, nic nie rozlewa się wokół i mogę precyzjnie nanieść nie je na skórę głowy. Pipeta jest jednocześnie miarką – ma objętność 5 mililitrów, łatwo jest więc określić, czy nakładamy na skalp taką ilość produktu, jaką powinniśmy byli nałożyć.
Serum stosowałam początkowo przez kilkadziesiąt minut przed myciem, kiedy nie zauważyłam negatywnej reakcji ze strony skóry zdecydowałam się wydłużyć ten czas do kilku godzin. Dlaczego nie nakładałam go na całą noc? Serum ma bardzo ciekawą konsystencję – początkowo wydaje się być ona wodnista, lekka, ale na włosach zamiennia się w niezbyt tłusty i lepki olejek. Moja skóra nie lubi całonocnego olejowania, a ja nie chciałam ryzykować wzmożonym wypadaniem. 
Serum ma przyjemny, ziołowy, ale świeży i nieprzytłaczający zapach. Jego aplikacja jest prosta i przebiega w szybki sposób. Serum dobrze zmywa się z włosów i nie obciąża ich u nasady – nawet szampon na bazie łagodnych detergentów radzi sobie z jego zmyciem naprawdę dobrze.
Co do działania samego serum – producent twierdzi, że można je stosować zarówno w celu profilaktycznym, jak i jako wspomagacz leczenia chorób takich jak łupież, egzema, AZS, ŁZS, łuszczyca, świąd i grzybica skóy głowy. 
Jak sprawdzilo się u mnie? Stosowałam je raczej w celach profilkatycznych, regulujących i ewentualnie zwalczenie lekkiego łupieżu. Tuż po jego aplikacji skóra jest ukojona – na pierwszy plan wybija się mentol, który chłodzi i uspokaja – uwielbiam to uczucie, szczególnie wtedy, kiedy za oknem grzeje mocne słońce. Nie czułam świądu, pieczenia czy bólu, ani niczego innego, co mogłoby mnie zaniepokoić. Serum trzymałam na włosach od 3 do 5 godzin. Po umyciu włosy były przyjemnie odbite od nasady, miały zdecydowanie większą objętość. Nie zauważyłam, by zaległa skóra uległa złuszczeniu. Jedynym, co mogę odkreślić z listy jest to, że serum wpływa na świeżość mojej skóry głowy – czasem zdarzało mi się, że w połowie drugiego dnia są już niezbyt świeże, a przy regularnym stosowaniu tego produktu dobrze wyglądały nawet wieczorem.

Czy kupię ponownie?

Raczej nie. Spodziewałam się bardziej widocznych rezultatów, widocznie moja skóra głowy potrzebuje czegoś, co zadziała mocniej i intensywniej. Jest to dobry kosmetyk, a stosowany szczeególnie w celach profilaktycznych budzi sympatię, ale mi czegoś w nim zabrakło. Z przyjemnością zużyję całe opakowanie (o ile uda mi się przed terminem) i będę szukać czegoś innego.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 6
Spodobałoby Wam się to serum? Co sądzicie o tych zdjęciach – są trochę inne niż zwykle i nie wiem, czy Wam się podobają 🙂
PS Trzymajcie kciuki, bo jestem właśnie w trakcie ponad 20 godzinnej podróży do domu ;__;
Pozdrawiam!
WPIS POWSTAŁ W RAMACH WSPÓŁPRACY, ALE NIE WPŁYNĘŁO TO NA MOJĄ OPINIĘ
Uncategorized

MEDYCZNIE… | PRAKTYKI PIELĘGNIARSKIE | GDZIE, JAK, CZEGO SIĘ NAUCZYŁAM?

23 sierpnia 2017
praktyki pielęgniarskie po I roku lekarskiego, studia medyczne, medycyna

Cześć!
Przeglądając odpowiedzi w ostatniej ankiecie uświadomiliście mi, że bardzo lubicie czytać u mnie pogadankowe wpisy o medycznej tematyce. Już na początku tego miesiąca wspominałam, że chętnie opowiem o moich pierwszych praktykach – tym razem były to praktyki pielęgniarskie. Opowiem gdzie je robiłam, czego powinnam się nauczyć i jakie cele osiągnęłam. Poruszę też kwestię tego, czy rzeczywiście są one potrzebne oraz tego, czy musimy na nie coś organizować.  Serdecznie zapraszam dalej!

praktyki pielęgniarskie po I roku lekarskiego, studia medyczne, medycyna 2

CZYM SĄ PRAKTYKI PIELĘGNIARSKIE?

Praktyki pielęgniarskie to obowiązkowe praktyki po I roku studiów medycznych. Należy je odbyć, aby zdobyć wpis do indeksu/usosa i móc zaliczyć pierwszy rok na uczelni. Jest to 120 godzin akademickich darmowej „pracy”, które mają nas nauczyć podstawowych umiejętności i pozwolić na obycie się z widokiem pacjentów i szpitala. Pozwalają na kontakt z personelem, obserwację zabiegów i po prostu… praktykę. 

CZY PRAKTYKI MOŻNA ODBYĆ W CIĄGU ROKU AKADEMICKIEGO?

Niektórzy z moich znajomych taką praktykę „odbębnili” nie w wakacje, a w ferie zimowe, kiedy mieliśmy naprawdę sporo wolnego. Ja, jak większość, postanowiłam odłożyć je na wakacje. Powszechnie wiadomo, że nikt nie spędza w szpitalu pełnych 4 tygodni, ale mi zależało na tym, by się czegoś nauczyć. Mimo tego, że zakończyłam już praktyki i mam zebrane wszystkie dokumenty umówiłam się z oddziałową, że we wrześniu jeszcze do nich wpadnę – to jedyna szansa, żeby ogarnąć podstawy – później może nie być na to czasu (albo możliwości).

GDZIE MOŻNA ODBYĆ PRAKTYKI?

Praktyki można odbyć i w Szpitalu Klinicznym (tym przy Uniwersytecie) i w każdym innym, o ile władze wyrażą zgodę. Ja zdecydowałam się na ich odbycie w Szpitalu Rejonowym, a ściślej na prywatnym oddziale. Oddział, jaki wybierzecie też jest dowolny, ale najlepiej iść na takie, na którym znajdzie się choć niewielka część zabiegowa. Osobiście postawiłam na kardiologię – miałam dzięki temu kontakt i z pacjentami, i z personelem, także w trakcie zabiegów. Pozwoliło mi to obejrzeć wiele ciekawych rzeczy, których nie miałabym okazji poznać np. na alergologii.
praktyki pielęgniarskie po I roku lekarskiego, studia medyczne, medycyna 3

WYMAGANE DOKUMENTY, STRÓJ I AKCESORIA.

Jak pewnie wiecie, na praktyki potrzebne są aktualne badania. Szpital najczęściej wymaga tzw. książeczki sanepidowskiej zawierającej badania do celów sanitarno-epidemiologicznych. Dodatkowo najczęstszym wymaganym badaniem jest RTG klatki piersiowej oraz to, czy byliśmy szczepieni przeciwko WZW typu B. Jeśli nasza próbka będzie reaktywna przed praktykami należy się doszczepić. W moim przypadku do dokumentów musiałam dołączyć także wyniki badania przesiewowego MRSA, czyli takie, które dawało pewność, że nie jestem zarażona gronkowcem złocistym i innymi, często niebezpiecznymi dla zdrowia osłabionych pacjentów, drobnoustrojami. Nie jest ono inwazyjne, wymaz pobierany jest ze śluzówki nosa. Oprócz tego ważne jest zdobycie porozumienia pomiędzy szpitalem/oddziałem a uczelnią w dwóch egzemplarzach. W czasie praktyki uzupełniamy też kartę przebiegu praktyk, w której uwzględniamy wykonywane przez nas czynności.
Do niezbędnych akcesoriów na pewno należy zmienne obuwie oraz fartuch lub uniform – zależnie od tego, jakie zasady panują na oddziale. Ja nie musiałam dokupować mundurku. Stetoskopy, czepki itd. na tak wczesnym etapie naszej nauki nie są niezbędne, ja ich nie potrzebowałam. Jeśli wchodziłam na zabieg korzystałam z ochronnej odzieży personelu i ewentualnie jałowych fartuchów znajdujących się na sali.

CZEGO POWINNAM NAUCZYĆ SIĘ NA PRAKTYKACH PO I ROKU STUDIÓW LEKARSKICH?

Każdy z nas musiał wydrukować ze strony uczelni plan praktyk po pierwszym roku, w którym wypisane były czynności oraz umiejętności, któe na praktykach każde z nas powinno nabyć. Aby nie skłamać niżej prezentuję fragment tego dokumentu. który jasno określa, co jest celem wakacyjnej nauki:

Na
praktyce realizowane są następujące efekty kształcenia:

W zakresie
umiejętności:

  • student wykonuje
    podstawowe procedury i zabiegi lekarskie, w tym:

pomiar temperatury ciała, pomiar tętna, nieinwazyjny pomiar
ciśnienia tętniczego,

monitorowanie parametrów życiowych przy pomocy kardiomonitora,
pulsoksymetrię,

badanie spirometryczne, leczenie tlenem, wentylację wspomaganą i
zastępczą,

wstrzyknięcia dożylne, domięśniowe i podskórne, kaniulację żył
obwodowych, pobieranie obwodowej krwi żylnej, pobieranie posiewów
krwi, pobieranie krwi tętniczej, pobieranie arterializowanej krwi
włośniczkowej,

pobieranie wymazów z nosa, gardła i skóry, nakłucie jamy
opłucnowej
  • student pobiera
    materiał do badań wykorzystywanych w diagnostyce laboratoryjnej.
W zakresie
kompetencji społecznych:
  • student
    przestrzega tajemnicy lekarskiej i prawa pacjenta,
  • student
    potrafi nawiązać i utrzymać głęboki i pełen szacunku kontakt z
    chorym,
  • student
    kieruje się dobrem chorego, stawiając je na pierwszym miejscu,
  • student
    posiada świadomość własnych ograniczeń i umiejętność stałego
    dokształcania się.
Na pierwszy rzut oka widać, ze w tym spisie znajdują się czynności, których żaden student pierwszego roku nie będzie w stanie wykonać i raczej żaden lekarz nie podejmie ryzyka, z którym przekazanie pałeczki uczniowi by się wiązało. Chodzi mi tu głównie o nakłuwanie jamy opłucnowej oraz pobieranie krwi tętniczej. Fizycznie niemożliwe jest też to, by na każdym z oddziałów wykonać wszystkie te zadania, jednak samo zapoznanie teoretyczne jest przepustką do zaliczenia praktyk.

CO WYNIOSŁAM Z PRAKTYK PIELĘGNIARSKICH? CZY SĄ ONE NIEZBĘDNE W TOKU KSZTAŁCENIA MŁODYCH LEKARZY?

Po opisaniu wszystkich formalnych spraw opowiem Wam, jak wyglądały praktyki z mojej perspektywy. Pamiętam, jak pierwszego dnia się stresowałam, nie wiedziałam, gdzie mam włożyć ręce i bałam się, że będę popełniać błąd za błędem. Na szczęście pierwszy stres szybko minął, pracowałam z tak przyjaznym personelem, że nie odczuwałam spięcia – nawet wśród lekarzy. Na pewno nie byłam tak wygadana, jak na co dzień, ale z dnia na dzień czułam się w ich obecności jak najlepiej.
Już pierwszego dnia miałam okazję zobaczyć zabieg ablacji, który polega na leczeniu zaburzeń rytmu serca – ośrodki, które wysyłają niezgodne impulsy są po prostu „wyłączane”. Wyłączeniem nazywamy po prostu zniszczenie anatomicznego obszaru, który przyczynia się do powstania częstoskurczu. Lekarze wyjaśnili na czym dokładnie polega zabieg – może z zewnątrz nie wygląda zbyt ciekawie, ale sam w sobie jest bardzo interesujący.

Próbowałam wtedy pierwszy raz zakaniulować żyłę, pobrać krew i wykonać EKG. Przyznam, że nawet najprostsze czynności sprawiały mi trudność i wydawały się być czymś niemożliwym do ogarnięcia w tak krótkim czasie. Bałam się kontaktu z pacjentem, myślałam, że mogą negatywnie podchodzić do osoby, która jest niedoświadczona, „ćwiczy” na nim i ciągle mu się przygląda.

Po kilku dniach zaczęłam dawać sobie bez problemu radę, a zakuwanie żył okazało nie być się tak straszną i trudną rzeczą, jak niektórzy nam wmawiali. Przy dobrym nauczycielu można pojąć to w mig, tak samo rzecz tyczy się EKG, toalety chorego, jego karmienia i zapewniania jak najwyższego komfortu psychicznego i fizycznego.

Podczas moich praktyk wielokrotnie miałam okazję przyglądać się, a nawet uczestniczyć w zabiegach koronarografi i wszczepiania stymulatora. To fascynujące móc zobaczyć tak precyzyjną robotę, pooglądać pracę serca i zmiany jego rytmu przed i po wszczepieniu urządzenia stymulującego. Mimo tego, że większość tych zabiegów była planowana, a ja raczej nie trafiałam na nagłe przypadki (zdarzył mi się jeden) i tak było to dla mnie ciekawym przeżyciem.

Jeśli chodzi o moje zachowanie – do każdego członka personelu, niezależnie od jego pozycji, oraz do pacjentów podchodziłam z uśmiechem, z każdym starałam się zamienić choć zdanie, dodać otuchy albo uspokoić, czy wytłumaczyć na czym polega procedura, której będzie poddany. Praktyki pielęgniarskie mają nauczyć nas szacunku i zrozumienia dla drugiej istoty. Powinniśmy obdarzać nimi nie tylko lekarzy i pielęgniarki, ale też salowe, sekretarki, czy panie pracujące w kuchni (o pacjentach nie wspominając). Możecie mi wierzyć, lub nie, ale studenci lekarskiego często lekceważą wszystkich, oprócz doktorów, naprawdę. Albo udają, że nikogo innego nie widzą, albo są chamscy i niemili. Brakuje im pokory, myślą, że wszystko im wolno i nie ma żadnej bariery, której nie mogliby przebić. Praktyki te mają sprowadzić takich gagatków na ziemię, ale myślę, ze to kwestia charakteru i kultury, a w ciągu 120 godzin nie da się zmienić żadnego człowieka.

Czy takie praktyki mają sens? Owszem. W ciągu roku, przynajmniej na początkowym etapie naszej edukacji nie mamy jak kontaktować się z pacjentami oraz lekarzami. Nie mamy też możliwości ćwiczyć pewnym zachowań i umiejętności, ponieważ nie wchodzimy na oddziały ani nie mamy zajęć w szpitalu. Dzięki praktykom mogę od strony personelu zobaczyć, jak wygląda praca w szpitalu czy laboratorium, zdobyć wymagane umiejętności i sprawdzić, jaka specjalizacja podoba mi się, lub też nie. Po swoim przykładzie mogę stwierdzić, że to właśnie na praktykach czuje się, czy w przyszłości będzie się robić, to, co się lubi, czy studia medyczne są trafnym wyborem. Ja nie żałuję, bo na oddział przychodziłam z przyjemnością i czułam, że to właśnie moje miejsce i chciałabym kiedyś tak pracować i ciągle się rozwijać. Zmotywowało mnie to do dalszej nauki i działania i wiem, że jestem w stanie dotrwać do samego końca!

praktyki pielęgniarskie po I roku lekarskiego, studia medyczne, medycyna 4

Czy na Waszych studiach praktyki były wymagane? Jak wyobrażaliście sobie praktyki na studiach lekarskich? Jak oceniacie trudność zdobycia umiejętności, o których pisze program?
Pozdrawiam!
Uncategorized

BLOGI, KTÓRE CZYTAM #4

21 sierpnia 2017
blogi które czytam #4 elfnaczi.pl

Hej!
Niejedokrotnie wspominałam Wam, jak ważna jest w blogosferze promocja – jeśli zauważycie u kogoś coś interesującego – udostępniajcie to bez wahania, wyjdzie Wam to na dobre. Ja, matka rodzicielka serii blogi, które czytam (oczywiście mówię o serii na tym blogu, nie ja pierwsza wpadłam na taki pomysł :P), zawaliłam po całości – miałam regularnie wyszukiwać perełki, a dałam klapy – od stycznia nie pojawił się tu podobny post.
Przyznaję się do błędu i szybko rehabilituję – zaprezentuję Wam dziś trzy kolejne blogi, na które uwielbiam zaglądać. Zapraszam!

mademoiselle eve bloguje, mademoiselleevebloguje.blogspot.com, blogi które czytam

Mademoiselle Eve/ewaszalkowska

Stronę Ewy znalazłam kilka lat temu, kiedy zaczął mnie męczyć trądzik. Szukałam jakichś informacji z poradami odnośnie pielęgnacji kapryśnej skóry i tak wpadłam na ten blog, który dla osób z problematyczną skórą jest prawdziwą skarbnicą wiedzy. Posty są zazwyczaj bardzo obszerne i zawierają dużo tekstu – nie kazdemu to pasuje, ale ja taką notkę dzielę sobie na kilka mniejszych i czytam je wtedy, kiedy mam czas. Są one okraszone pięknymi fotografiami w moim klimacie – las, zachody słońca, wianki ♥ Teskty Ewy są perełką pod względem merytorycznym, a sama autorka ma naprawdę wielką wiedzę na temat zmian skórnych. Miałam okazję pisać z Ewą i uważam, że to mądra, pewna siebie dziewczyna, która wiele osiągnie i jeszcze pewnie o niej usłyszymy. Studiuje pielęgniarstwo, współtworzy serwis o kosmetykach mineralnych, a do tego udziela prywatnych konsultacji i porad. Koniecznie do niej zajrzyjcie!

kherblog, kherblog.com, blogi które czytam

Kher blog

Z Dominiką utrzymuję kontakt od dawna i to moja ekspert w zakresie azjatyckich kosmetyków. Doceniają ją nawet zagraniczne strony, jej blog znalazł się niedawno w jednym z rankingów i to na całkiem wysokim miejscu. Kher blog to miejsce, gdzie znajdziecie dokładny opis wielu koreańskich, ale nie tylko, kosmetyków. Dominika wie o nich naprawdę sporo, dlatego jeśli nie chcecie się na czymś zawieźć – zapraszam do niej. Zawsze podobają mi się jej zdjęcia – są takie jednorodne, pasują do siebie, nie to co u mnie – każde z innej parafii 😛 Kher blog to miejsce przyjazne obcokrajowcom – jest pisane dwóch językach – polskim i angielskim. Zerknijcie też na jej wpisy z opisem poszczególnych składników – nie dość, że opisała ich działanie, to jeszcze podała przykłady produktów, w których można je znaleźć. Zostawcie tam jakiś komentarz! 😀

nienałtowska blog, nienaltowskablog.pl, blogi które czytam

Nienałtowska Blog

Asia to białostocka blogerka, z którą widuję się ostatnio najczęściej. Nie dość, że jest autorką pięknego bloga, to jeszcze organizuje nam blogowe spotkania, na których możemy poplotkować i zjeść przy okazji coś dobrego. Styl pisania Asi bardzo przypadł mi do gustu – w przeciwieństwie do mnie pisze krótsze wpisy, które można przeczytać jednym tchem i sporo z nich zapamiętać. Jej zdjęcia są zawsze jasne i maksymalnie dopracowane – na tyle, że niektórzy zaczęli się na niej wzorować, ale nie wychodzi im to tak dobrze 😛 Jest szczera, a jej wpisy są rzetelne – kiedy coś nie przypadnie jej do gustu na pewno o tym wspomni. Cała strona jest przyjemna dla oka, lubię tam często wpadać.
Znacie blogi, o których dziś wspomniałam? Zaglądacie na nie? Będzie mi miło, kiedy zostawicie Ewie, Asi i Dominice choć jeden komentarz 😀
Pozdrawiam!