Browsing Category

Uncategorized

Uncategorized

OPENBOX LIFERIA | SIERPIEŃ | BON VOYAGE | WSZYSCY LUBIĄ POMARAŃCZE?

8 września 2017
openbox liferia sierpień 2017 bon voyage 1

Cześć!

Sierpień mamy już za sobą, a ja dopiero teraz przychodzę z postem z zawartością sierpniowego pudełka Liferia. Przyszło do mnie naprawdę późno, do tego z przygodami, ale najważniejsze, że środek nie ucierpiał. Czy tym razem różowe pudełko pozytywnie mnie zaskoczyło – tak, jak to miało miejsce ostatnio? Czy może jednak będę rozczarowana? Liferia swoimi pierwszymi boxami postawiła poprzeczkę naprawdę wysoko – udało się ją przeskoczyć, czy spadła z wielkim hukiem? Bez przedłużania – zapraszam!

FIGS & ROUGE | IDEAL EQUALIBRE CC CREAM | ANGLIA | 50 ML | 112 ZŁ

FIGS & ROUGE | IDEAL EQUALIBRE CC CREAM | ANGLIA | 50 ML | 112 ZŁ

Ten krem CC to najdroższy produkt znajdujący się w pudełku, który zdecydowanie zawyża jego wartość. Szkoda, że do pudełka trafił kolor 02 – wszystkie osoby, które opisywało to pudełko natknęły się na ten sam, więc podejrzewam, że innej wersji niestety nie było. Nosi on wdzięczną nazwę Ideal Peach i jest dokładnie taki, jak producent go opisał – POMARAŃCZOWY. Na mojej skórze wygląda wręcz jak samoopalacz – robiłam test na szyi, bo na całą twarz nie odważyłam się go zaaplikować. To jeden z większych zawodów… Ten krem wydaje się być ciekawy, ma przyjemną konsystencję, a krycie nie wygląda na zerowe. Szkoda jednak, że skład nie jest idealny. Na drugim miejscu znajduje się parafina, która niechybnie spowodowałaby zapychanie mojej skóry i kolejną katastrofę. W ogólnym rozrachunku jestem na nie.

FIGS & ROUGE | IDEAL EQUALIBRE CC CREAM | ANGLIA | 50 ML | 112 ZŁ 02 ideal peach

SANASE | MORELOWA MASECZKA DO TWARZY | HISZPANIA | 10 ML | 38 ZŁ

SANASE | MORELOWA MASECZKA DO TWARZY | HISZPANIA | 10 ML | 38 ZŁ

To dość dużych, wręcz pokaźnych rozmiarów saszetka, która kryje w środku morelową maseczkę do twarzy. Pojemność 10 mililitrów spokojnie pozwoli na zużycie jej na 2 czy 3 aplikacje – w moim przypadku raczej na dwie, gdyż nie lubię żałować sobie żadnego z nakładanych kosmetyków. Skład pozytywnie mnie zaskoczył, znajdziemy tu glinkę, kilka emolientów i sporo wyciągów roślinnych. Mam co do niej spore oczekiwania i na Instagramie na pewno dam Wam znać, jak się sprawdziła. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to cena – jak na maskę w saszetce jest naprawdę wysoka. Oby jej działanie wynagrodziło tę niedogodność.

FARMONA | JANTAR KURACJA DO WŁOSÓW NA GORĄCO | POLSKA | 7 ZŁ

FARMONA | JANTAR KURACJA DO WŁOSÓW NA GORĄCO | POLSKA | 7 ZŁ

Coś, co jedni pewnie pokochają, tak, jak wcierkę Jantar, a drudzy znienawidzą. Ja jestem bardzo ciekawa tej kuracji i na pewno dam jej szansę. Moje włosy lubią tę serię i zazwyczaj ładnie po niej wyglądają. Kuracji na gorąco jeszcze nie próbowałam, ale słyszałam na jej temat wiele pozytywnych opinii, nawet od osób, które włosomaniactwem zajmują się od lat. W skład zestawu wchodzi foliowy czepek, szampon, maska i balsam. Przeczuwam, że włosy będą po nich mocno wygładzone, lśniące i dociążone. To kolejny kosmetyk z tego pudełka, który zużyję z przyjemnością. Efektami postaram się podzielić na blogu lub na którymś z moich social mediów.

BEAUTY DROPLET | PROFESJONALNA GĄBKA DO MAKIJAŻU | HISZPANIA | 25 ZŁ

BEAUTY DROPLET | PROFESJONALNA GĄBKA DO MAKIJAŻU | HISZPANIA | 25 ZŁ

Gąbeczki to moje ulubione akcesorium do nakładania podkładu i korektora, a czasem nawet pudru. Gąbeczka, która znalazła się w sierpniowej Liferii jest inna, ponieważ ma płaski kształt. Można używać jej na dwa sposoby – a mokro, przy aplikacji kosmetyków płynnych czy kremowych lub na sucho – do nakładania produktów sypkich. Przyznam, że nie spotkałam się jeszcze z płaskim „jajkiem”, więc jestem ciekawa, czy ta gąbka zda egzamin. Zaciekawiła mnie sobą, ale podejrzewam, że lepiej sprawdzi się do wprasowywania w twarz pudru, niż nakładania podkładu. Kto jednak wie – może mnie czymś zaskoczy?

TERMISSA | WYSZCZUPLAJĄCY BALSAM ANTYCELLULITOWY | 250 ML | 38 ZŁ

TERMISSA | WYSZCZUPLAJĄCY BALSAM ANTYCELLULITOWY | 250 ML | 38 ZŁ 

Kolejny interesujący kosmetyk – tym razem ostatni z całej paczki. Na szczęście nie oznacza to, że jest najgorszy. Widząc go w pudełku pomyślałam, że pewnie ma słaby skład, ale miło się zaskoczyłam. Jest on naprawdę dobry, może oprócz DMDM Hydantoin, który jest donorem formaldehydu. Jak dla mnie nie jest to przez to kosmetyk do stosowania na co dzień, ale nakładany naprzemiennie z innym balsamem czy olejkiem ma prawo zdać egzamin. Zawiera zarówno humektanty, emolienty, jak i wyciągi z kilku roślin + kofeinę. Masaż takim balsamem, odpowiednia dieta i ćwiczenia rzeczywiście przynoszą efekty w walce z cellulitem. Na razie ląduje w koszu z zapasami, ale jeszcze się kiedyś zobaczymy 😛
openbox liferia sierpień 2017 bon voyage 2
Jeśli miałabym w kilku słowach podsumować to pudełko – po ostatnim jestem troszkę rozczarowana. W czerwcu Liferia zaskoczyła nas wszystkich i umieściła w pudełku same hity – tutaj sprawa ma się nieco gorzej. Największym bublem i zapychaczem tego pudełka, podnoszącym jednocześnie jego wartość jest krem CC. Oprócz koloru dyskwalifikuje go w moim przypadku jeszcze skład. Reszta kosmetyków na szczęście jest okej i myślę, że większość z nich zużyję lub podzielę się z nimi razem z bliskimi. Na plus zasługuje fakt, iż każdy produkt, który trafił do sierpniowej Liferii jest pełnowymiarowy. Łączna wartość tego boxa to 220 zł.
Jeśli chodzi o porady znajdujące się na jednej z karteczek – tym razem dotyczącą pielęgnacji ciała. Za cel obieramy sobie jego ujędrnienie i pozbycie się cellulitu.

Zerknijcie na pozostałe openboxy:

Jak oceniacie tę edycję Liferii? Poczułybyście się odrobinę zawiedzione – jak ja?
Pozdrawiam! 
Uncategorized

MAKEUP REVOLUTION | PRZEGLĄD KOSMETYKÓW KOLOROWYCH

4 września 2017
Makeup Revolution Pressed Powder Porcelain Soft Pink, Strobe Highlighter Rejuvenate 1

Cześć!
Choćbym nie wiem, jak się starała, zawsze będą mnie interesowały kosmetyczne nowości. Kiedyś wystarczyła mi ich garstka, teraz samo testowanie potrafi sprawić mi ogromną przyjemność. Jeśli chodzi o kolorówkę – pozwalam sobie czasem zaszaleć – nowa szminka czy cienie dają okazję do kolejnych eksperymentów i rozwijania umiejętności. Niejednokrotnie bywa tak, że dzięki zabawie znajduję kosmetyk, który jest perełką – zawsze żałuję wtedy, że wcześniej na niego nie wpadłam. Dziś chciałabym pokazać Wam zawartość paczki od Makeup Revolution – będzie kolorowo i błyszcząco – musicie uwierzyć mi na słowo! Zapraszam!

Makeup Revolution Pressed Powder Porcelain, Soft Pink Strobe Highlighter Rejuvenate 1

Makeup Revolution Pressed Powder Porcelain Soft Pink, Strobe Highlighter Rejuvenate 1

MAT CZY BŁYSK? A MOŻE OBA?

Długo nie mogłam przekonać się do subtelnego błysku. Wybierałam pełny mat, bo wydawało mi się, że moja skłonna do przetłuszczania się skór potrzebuje właśnie tego. Dziś, co niejednokrotnie Wam powtarzam, skłaniam się ku rozświetlaniu strategicznych miejsc na naszej twarzy – szczyty kości jarzmowych, łuk kupidyna czy nos muśnięte mgiełką roziskrzonych drobinek sprawiają, że wyglądamy zdrowiej i promienniej. Na zdjęciu możecie zobaczyć dwa kosmetyki MUR. Pierwszym z nich jest puder prasowany Pressed Powder Porcelain Soft Pink, który utrwali nałożony podkład i korektor. Ma jasny kolor utrzymany w lekko różowe tonacji. Opakowanie zostało świetnie zaprojektowane – na spodzie znajduje się lusterko oraz skrytka na gąbeczkę. Dzięki temu puder sprawdzi się jako ten trzymany w torebce – będzie idealny do lekkich poprawek w ciągu dnia.  Ciemniejszy produkt, który tu pokazałam to puder rozświetlający Strobe Highlighter w odcieniu Rejuvenate. Zaskoczyło mnie to, jak pięknie błyszczy na skórze – daje taflę koloru, bez brokatowych drobinek. Pięknie odbija światło i żałuję, że do paczki nie trafił jaśniejszy kolor, który mógłby zastąpić mój ulubiony rozświetlacz.

Makeup Revolution Pressed Powder Porcelain Soft Pink, Strobe Highlighter Rejuvenate 2

 

Makeup Revolution Iconic Pro Lipstick Somewhere Out There, Rose Gold Girls Best Friend

„WYRZUĆ WSZYSTKO Z TOREBKI, TE SZMINKI I MASKARY, KOLORY”

Mimo tego, że lato biegnie ku końcowi nie oznacza to, że powinniśmy zrezygnować z intensywnych odcieni i zamienić je na przybrudzone fiolety i róże. MUR wyszło na przeciw stereotypom i rzuca wyzwanie deszczowej jesieni. Szminka w czarnym opakowaniu pochodzi z serii Iconic Pro Lipstick. Jest to seria niesamowicie napigmentowanych pomadek w szalonych, soczystych odcieniach. Mnie trafiła się rażąca, pomarańczowa czerwień – Somewhere Out There. Pomadka ta ma kremowo-satynowe wykończenie i nie wysusza warg. Opakowanie w kolorze Rose Gold (taką też nazwę ma seria tych pomadek) skrywa szminkę o wdzięcznym odcieniu Girls Best Friend. Fuksje i intensywne róże to właśnie moi nieodłączni towarzysze – podkreślają biel zębów, jasną karnację i niebieskie oczy. Również jest to szminka o kremowym, lekko błyszczącym wykończeniu, którą komfortowo się nosi. Odcień jest na tyle uniwersalny, że będzie pasował wielu osobom. Samo opakowanie również przyciąga wzrok.

Makeup Revolution Iconic Pro Lipstick Somewhere Out There, Rose Gold Girls Best Friend2

Makeup Revolution Ultra Pro HD Cream Contour Light Medium

KONTUROWANIE A’LA KIM KARDASHIAN

Nigdy nie byłam fanką bronzerów – mam wrażenie, że nie umiem ich odpowiednio aplikować, przez co mój makijaż wcale nie wygląda lepiej – powiedziałabym nawet, że gorzej. Próbowałam już tych na mokro, tradycyjnych, wypiekanych, ciepłych, chłodniejszych – chyba mam do tego dwie lewe ręce. Jeśli jednak nie jesteście wśród tego niewielkiego odsetka osób, które nie umieją konturować twarzy może spodobać Wam się paleta kremowych bronzerów i korektorów w różnych odcieniach. Ultra Pro HD Cream Contour Light Medium, bo tak nazywa się paleta, to 8 kremowych produktów przeznaczonych do modelowania twarzy. Dedykowana jest osobom o jasnej i średniej karnacji. Znajdują się wśród nich trzy jaśniejsze kamuflaże, które mogą posłużyć do rozjaśniania okolicy pod oczami czy ukrywania niedoskonałości oraz 4 ciemniejsze produkty do ocieplania i konturowania twarzy i jeden żółty korektor do maskowania cieni pod oczami. Oprócz jednego ciepłego odcienia wszystkie utrzymane są w neutralnej lub chłodniejszej tonacji, co pożądane jest przez większość z nas. Paleta ma sporą gramaturę – produkty ważą łącznie 20 g, co daje 2,5 grama na odcień. Przyznam, że mnie sobą zainteresowała.

Makeup Revolution Ultra Pro HD Cream Contour Light Medium 2

Makeup Revolution Flawless plaetka 32 cieni

FLAWLESS…

Na koniec zostawiłam coś, co jest z tej gromadki wisienką na torcie. Paletka Flawless kryje w środku 32 cienie – matowe, błyszczące i z brokatem. Znajdują się tu zarówno odcienie neutralne, chłodne, jak i ciepłe. Moje oko od razu przyciągnęło jej centrum, czyli cienie mocno połyskujące – nie tylko w opakowaniu, ale też na powiece. Oprócz standardowych beży, brązów i czerni znajdują się tu ciekawe różowe, miedziane czy bordowe odcienie. Dawno nie eksperymentowałam z makijażem oka, a ta paletka mi na to pozwoli. Cienie błyszczące są lepiej napigmentowane od cieni matowych, co jest raczej standardem i nie było dla mnie zaskoczeniem. Mają one przyjemną, dość miękką konsystencję, która pozwala na ich lekkie rozprowadzanie. Nie mają dużych tendencji do pylenia i osypywania się. Kolory są tak dobrane, że pozwalają na stworzenie zarówno dziennego, jak i wieczorowego makijażu. Są też na tyle uniwersalne, że każdy znajdzie wśród nich coś dla siebie. Myślę, że będzie na moim blogu o tej palecie głośno – jeśli dobrze się sprawdzi na pewno pojawi się osobny wpis na jej temat – może nastąpi to niedługo – w ciągu najbliższych kilku tygodni 🙂

Makeup Revolution Flawless plaetka 32 cieni 2

Z czym kojarzy mi się marka Makeup Revolution? Z dobrymi kosmetykami, podążającymi za najnowszymi trendami w przystępnych cenach. Pamiętam, jak zaczynałam moje pierwsze bardziej skomplikowane makijaże z ich paletami Iconic, które swego czasu były bardzo popularne. Mam ochotę na przetestowanie większej ich ilości – im marka dłużej jest na rynku, tym bardziej zaskakuje mnie jakością! Was serdecznie zapraszam na mojego Instagrama (tutaj), w którym do wygrania będą dwa zestawy ich kosmetyków 🙂
Co wpadło Wam w oko? Jak podobają Wam się moje nieco inne zdjęcia? Z którego z tych kosmetyków skorzystałybyście w swoim codziennym makijażu?
Pozdrawiam ♥
KOSMETYKI OTRZYMAŁAM OD MARKI MAKEUP REVOLUTION, ALE NIE WPŁYNĘŁO TO NA MOJE PIERWSZE WRAŻENIE.
Uncategorized

ULUBIEŃCY SIERPNIA + PODSUMOWANIE | M.A.C. | LA ROCHE POSAY | BIELENDA | KSIĄŻKI DASHNERA I BLOGOWA REGULARNOŚĆ

2 września 2017
 LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO [+] SPF 30, KREM DO SKÓRY Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI, BIELENDA, MULTIESSENCE 4W1, MULTIWITAMINOWA ESENCJA DO CERY MIESZANEJ, M.A.C., CANDY YUM YUM, MATOWA POMADKA DO UST

Hej!

Wrzesień przywitał nas iście jesienną aurą. Jeszcze ostatniego dnia sierpnia cieszyłam się piękną pogodą i łapałam letnie słońce w ogrodzie. Kilkanaście godzin później obudziłam się, a za oknem dostrzegłam tylko mgłę i deszcz – gdzie nasza polska, złota jesień?
Żeby wrócić pamięcią do wakacyjnych upałów zapraszam dziś na wpis z podsumowaniem sierpnia oraz ulubieńcami – w kilku zdaniach opowiem o kremie La Roche Posay Effaclar Duo [+] z SPF 30, esencji z Bielendy MultiEssence do cery mieszanej oraz o pomadce w neonowo-różowym kolorze – M.A.C. Candy Yum Yum. Oprócz tego poruszę kwestię blogowej regularności i książek Jamesa Dashnera, które udało mi się przeczytać 🙂 Chodźcie dalej!

 

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO [+] SPF 30, KREM DO SKÓRY Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO [+] SPF 30, KREM DO SKÓRY Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI

Kremu Effaclar używam od dawna, robię sobie od niego przerwy, ale zawsze wracam z podkulonym ogonem – jeszcze nie znalazłam przeciwtrądzikowego kremu, który na moją skórę działałby równie dobrze. W lipcu zaopatrzyłam się w jego nową wersję, z filtrem, i zaczęłam używać jej kilka tygodni temu. Jest tak samo skuteczna jak starsza, a dodatkowo chroni przed promieniowaniem UV. Czuję, że będzie moim zimowym ulubieńcem – nie zawsze mam wtedy ochotę sięgać po filtr, a ochrona jest jednak potrzebna. Jego konsystencja jest trochę gęstsza i bogatsza. Ma nieco większe tendencje do przesuszania skóry, więc nie u wszystkich się sprawdzi. Ja bardzo go polubiłam.
BIELENDA, MULTIESSENCE 4W1, MULTIWITAMINOWA ESENCJA DO CERY MIESZANEJ

BIELENDA, MULTIESSENCE 4W1, MULTIWITAMINOWA ESENCJA DO CERY MIESZANEJ 

Tonik to nieodłączny towarzysz mojej pielęgnacji – zarówno porannej, jak i wieczornej. Zazwyczaj wybieram toniki nawilżające lub takie skierowane do cery z problemami. Na temat tych esencji nasłuchałam się naprawdę wiele dobrego i przyznam, że pozytywnie mnie zaskoczyła. Łagodzi skórę, nawilża ją i wyrównuje koloryt. Nie zauważyłam, by działała na wypryski, ale jeszcze zbyt krótko po nią sięgam. Czuję, że spodoba mi się na tyle, że sięgnę po kolejne opakowanie. Ma przyjemny, nieco męski zapach, jest lekka i nie pozostawia lepkiej warstwy. Cenię ją też za przyjazny skład – fermenty rzeczywiście w niej występują i to wysoko – nie jest to chwyt marketingowy! Myślę, że doczeka się pełnej recenzji na blogu 😀
M.A.C., CANDY YUM YUM, MATOWA POMADKA DO UST

M.A.C., CANDY YUM YUM, MATOWA POMADKA DO UST

Pomadki MAC są już czymś w rodzaju kosmetyku kultowego. Wiele osób o nich mówi i pisze, a jeszcze więcej chce posiadać je w swojej kolekcji.  Do niedawna i ja byłam wśród nieszczęśliwców z drugiej grupu – te szminki od dawna figurowały na mojej wishliście, ale nie miałam okazji ich kupić. W końcu, po kilku latach czekania dostałam od razu 3 sztuki, a wszystko za sprawką mojego chłopaka. Sierpniowym ulubieńcem jest zdecydowanie najbardziej żarówiasta szminka z tych, które dostałam (a może i  z tych, które znam :P) – Candy Yum Yum. To prawdziwie ostry, jasny róż, który będzie pasował zarówno blondynkom, jak i brunetkom. Nie zażółca zębów. Na ustach utrzymuje się długie godziny, przez cały ten czas nosi się komfortowo i nie wysusza. Maty z MACa są naprawdę kremowe i łatwo się rozprowadzają. Teraz, kiedy mam je u siebie wiem, że zachwyty nad nimi nie były przesadzone. Czuję, że te 3 pierwsze nie będą ostatnimi 😛

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO [+] SPF 30, KREM DO SKÓRY Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI, BIELENDA, MULTIESSENCE 4W1, MULTIWITAMINOWA ESENCJA DO CERY MIESZANEJ, M.A.C., CANDY YUM YUM, MATOWA POMADKA DO UST 2

JAMES DASHNER, WIĘZIEŃ LABIRYNTU TOM 0.5 – ROZKAZ ZAGŁADY I TOM 0.6 – KOD GORĄCZKI

Fantasy to zdecydowanie mój ulubiony gatunek książek. Lubię czytać o alternatywnych rzeczywistościach – niekoniecznie tych, w których życie jest sielanką – postapokaliptyczną wizją również nie gardzę. Trylogię „Więzień labiryntu” miałam już dawno za sobą, a w sierpniu postanowiłam przeczytać kolejne dwa tomy, które opisują wydarzenia sprzed cyklu. Przyznam, że fabuła wciągnęła mnie bardziej, niż poprzednio i książki te przeczytałam jednym tchem – nie dłużyły się, nie nudziły, nie wszystko dało się przewidzieć. W tomie 0.5 bohaterami są nowe, nieznane nam wcześniej osoby i jest to wprowadzenie do uniwersum – jak doszło do unicestwienia milionów ludzi, skąd wzięła się Pożoga i jak rozprzestrzeniła się na świecie. Tom 0.6 wita nas znajomymi twarzami – młodymi Tomem, Teresą i pozostałymi bohaterami obecnymi w trylogii. Ta książka wyjaśnia z kolei powstanie labiryntu, ośrodka, planów na wylezienie leku. Mam świadomość, że są to książki skierowane głównie dla młodzieży, ale czasem potrzebuję czegoś lekkiego na ciężkie wieczory. Te propozycje wpisały się moje potrzeby i szczerze je polecam – tym bardziej, jeśli jesteście fanami gatunku.

BLOGOWA REGULARNOŚĆ

Jestem dumna, że w lipcu i sierpniu udało mi się prawie regularnie publikować wpisy – nawet wtedy, kiedy byłam za granicą. Owszem, mam nadal problem z nadrobieniem komentarzy, ale myślałam, że będzie dużo gorzej. Zrozumiałam, że w moim przypadku regularność musi iść w parze z planowaniem – w innym przypadku nie mam pomysłu na posty i kończy się to brakiem weny na pisanie i zdjęcia. Mam nadzieję, że uda mi się wyrobić nawyk pisania postów do przodu na kolejny tydzień w weekendy – w ciągu roku akademickiego nie będę miała tyle wolnego czasu i muszę to lepiej organizować. Jestem dobrej myśli – mam nadzieję, że będziecie trzymać za mnie kciuki! Napiszcie też proszę, jakie tematy chcielibyście, bym poruszyła na blogu – mam kilak wolnych miejsc na wrzesień i chętnie coś przygotuję 🙂
Jak minął Wam sierpień? Jakie są Wasze ulubione produkty? Znacie któryś z przedstawionych tutaj?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

DR IRENA ERIS | PROVOKE | 3 PRODUKTY DO UST | MAT CZY BŁYSK?

30 sierpnia 2017
Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,1

Hej!
Regulaność pisania sierpniowych wpisów właśnie legła w gruzach 😛 Nadal nie mogę do siebie dojść po podróży, więc odpuściłam poniedziałkowe przygotowania i zapraszam Was na kolejny post właśnie dziś!
Pomadki kocham całym sercem i gdybym miała do wyboru malować przez całe życie tylko usta lub tylko oczy – zdecydowanie wybrałabym te pierwsze. Dziś chciałabym zaprezentować Wam trzy kosmetyki z tej kategorii od Dr Ireny Eris. Wszystkie pochodzą z serii Provoke i są to – pomadka matująca Real Matt Lipstick – Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint – Vanguard Red N°706 i błyszczyk do ust – Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink. Jesteście ciekawi, jaka jest moja opinia na ich temat? Przejdźcie dalej. 
Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,2

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,3

Opakowania jak zawsze wykonane są z dbałością o każdy szczegół. Minimalistyczne, utrzymane w srebrnym, lustrzanym kolorze wyglądają niezwykle elegancko i klasycznie i na pewno będą ozdobą niejednej toaletki, czy miejsca, przy którym się malujemy. 
Błyszczyk ma zdecydowanie najwyższe i najcieńsze opakowanie, tradycyjne, jego aplikator jest dość długi i wąski, ale pozwala na precyzyjne nałożenie produktu. Klasyczna pomadka zamykana jest na magnes, słychać wtedy charakterystyczny odgłos kliknięcia, który upewnia nas, że produkt nie otworzy się w kosmetyczce czy torebce. Opakowanie matowej, ale płynnej pomadki jest już Wam znane, bo recenzowałam je kilkakrotnie na blogu. Jest kwadratowe, na spodzie ujawnia się skawek koloru. Aplikator bardzo przypomina ten, który znajduje się przy błyszczyku, ale jest nieco krótszy. Każdy z tych kosmetyków przychodzi do nas zapakowany w lustrzany kartonik. W środku znajduje się karteczka z kodem, który możemy wykorzystać na stronie Klubu Dr Ireny Eris Holistic Club, a zdobyte punkty wymieniać na nagrody w postaci firmowych gadżetów czy kosmetyków. 

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,4

Zacznę może od pomadki, z której siostrami miałam już kontakt i stały się one moimi ulubieńcami 🙂 Mowa tu o matowej, płynnej pomadce. W zasadzie ma ona konsystencję przyjemnego musu, który gładko rozprowadza się na ustach i nie zastyga. Mimo tego pomadka dobrze utrzymuje się na ustach, bo nawet do 5-6 godzin. Formuły zastygające często tworzą u mnie skorupkę, nawet wtedy, kiedy nałożone są w minimalnej ilości. Ta nie migruje poza kontur i nie wysusza ust. Do tego przez swoją ciekawą konsystencję nie podkreśla niedoskonałości, a suche skórki nie wybijają się na pierwsz plan. Daje przyjemne uczucie na ustach, nie klei się i samoistnie nie znika. Ma przyjemny, owocowy zapach.
Kolor Vanguard Red N°706 to klasyczna, krwista czerwień, którą zaliczyłabym do neutralnego grona lekko w stronę tych chłodniejszych odcieni. Nie zażółca zębów, ożywia makijaż i przyciąga wzrok. Idealnie wygląda zarówno przy wieczorowej kreacji, jak i jeansach, białym T-shircie i trampkach 😀
  • Moją opinię na temat pomadek Liquid Matt Lipstick od Dr Ireny Provoke w odcieniach 702,703 i 705 znajdziecie tutaj i tutaj
Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,5

Druga pomadka to również matowa propozycja. Pink Nuance N°607 to opcja bardziej kremowa i mniej wysuszająca od tej, którą opisywałam wyżej. Ma nieco bardziej masełkowatą konsystencję, na ustach przypomina wosk, który zabezpiecza je przed nadmierną utratą wody. Dzięki tym właściwościom pomadka nie wpływa negatywnie na nawilżenie ust. Utrzymuje się na nich krócej, bo około 4 godzin, ale jest to dla mnie satysfakcjonujący czas. Tak jak poprzedniczka nie wychodzi poza kontur ust. Pigmentacja jest naprawdę świetna, mam intensywnie zabarwioną czerwień wargową, ale dla tej pomadki nie jest to przeszkodą Kolor to neutralny, różowy nude określany przez niektórych jako mauve. Raz jest bardziej różowy, raz fioletowy z domieszką brązu – ewoluuje i w różnych makijażach i przy różnym oświetleniu wygląda inaczej. Uwielbiam takie kolory na co dzień i na pewno będę chętnie po nią sięgać, kiedy wrócę na zajecia. Ma kremowy, nienachalny,  kosmetyczny zapach. 

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink,6
Błyszczyk dostałam w ramach prezentu zamiast cienia, którego niestety nie było na stanie. Odcień, jaki dostałam był wybrany losowo – mi trafił się N°11 Candy Pink, czyli o prostu cukierkowy róż. W opakowaniu jego kolor jest naprawdę intensywny, natomiast na swatchu i na ustach nie rzuca sie już tak mocno w oczy, chociaż barwi je, a kolor jest widoczny. Ma średnio gęstą konsystencję – znajduje się gdzieś pomiędzy wodnistymi, a tymi klejącymi  wargi błyszczykami. Nie lepi się, a kiedy już zapląta się w niego jakiś włos nie jest ciężko go usunąć. Daje wrażenie nawilżonych ust, nie wysusza ich i dobrze zabezpiecza przed niekorzystnymi warunkami środkowiskowymi. Myślę, że utrzymuje się około 2-2,5 godziny i w tym czasie nie wymaga poprawek. Nie jestem fanką błyszczyków, więc po testach trafił do mojej mamy, która jest z niego bardzo zadowolona. 

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607, matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706, błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink swatche, na żywo, jak wyglądają

Matowa pomadka w płynie i błyszczyk kosztują 55 złotych, a kremowo-matowa szminka – 65 złotych. Można znaleźć je w sklepach internetowych, np. firmowym Dr Ireny Eris lub stacjonarnie – między innymi w Rossmannie. Polecam polować na nie na promocji -49% – ich jakość jest wysoka, a kolory ciekawe i bardzo twarzowe, więc każdy znajdzie dla siebie coś odpowiedniego. Niżej znajdziecie zdjęcia, na których prezentuję wszystkie te produkty na ustach. Kolory są trochę cieplejsze, niż w rzeczywistości, bo zdjęcia robiłam przy świetle zachodzącego słońca. Swatche lepiej oddają ich faktyczne odcienie. 

błyszczyk do ust - Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink jak wygląda na ustach
Błyszczyk do ust – Shiny Lip Gloss N°11 Candy Pink

Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick - Pink Nuance N°607 na ustach
Dr Irena Eris pomadka matująca Real Matt Lipstick – Pink Nuance N°607

matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint - Vanguard Red N°706 na ustach
Matowa pomadka w płynie Liquid Matt Lip Tint – Vanguard Red N°706
Który z tych trzech kosmetyków najbardzieju przypadł Wam do gustu? Po jakie formuły sięgacie najczęściej?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 | NATURA GÓRĄ?

26 sierpnia 2017
BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 1

Hej!
W jednej z ostatnicyh włosowych aktualizacji pisałam Wam, że miewam problemy ze skórą głowy. Łupież został zażegnany (mam nadzieję, że na dobre), ale nadmierne przetłuszczanie towarzyszy mi nadal. Zauważyłam, że w mojej pielęgnacji brakuje elementu złuszczajacego – martwe komórki mogą kumulować się na skórze mojej głowy, a szampony czy wcierki nie do końca dobrze z nimi sobie radzą. Szukałam czegoś, co pozwoliłoby mi pozbyć się martwycyh komórek oraz wyregulowałoby pracę gruczołów łojowych. Czy serum oczyszczające do skóry głowy z Bionigree uporało się z wszystkimi moimi problemami? Czy okazało się być panaceum, na włosowe troski? Zapraszam na recenzję tego produktu.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 2

Obietnice producenta

Serum oczyszczające do skóry głowy BIONIGREE BASIC_01 to naturalny kosmetyk trychologiczny (specjalistyczny kosmetyk do pielęgnacji skóry głowy) o polskim pochodzeniu, o działaniu złuszczającym, przeciwłupieżowym i antybakteryjnym. Preparat przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry.

Dzięki zawartości mydła kastylijskiego, kwasów AHA i estrów oleju z czarnej porzeczki, wiesiołka, ogórecznika i lnu serum skutecznie:

  •     usuwa nadmiar zrogowaciałego naskórka,
  •     rozpuszcza łój zalegający w mieszkach włosowych,
  •     reguluje pracę gruczołów łojowych i
  •     łagodzi podrażnienia skóry.

Po wykonaniu peelingu skóry głowy, skóra intensywnie wchłania substancje odżywcze, a włosy unoszą się u nasady, zwiększając swoją objętość i dając niepowtarzalne uczucie odświeżenia.

Serum oczyszczające do skóry głowy BIONIGREE BASIC_01 dostępne jest w poręcznej, eleganckiej szklanej 50 ml i 100 ml buteleczce z pipetą ułatwiającą aplikację kosmetyku.

Opakowanie

Kosmetyk zapakowany jest w papierowy, dość giętki kartonik, na którym znajdują się podstawowe informacje, takie jak skład kosmetyku, opisane wyżej obietnice producenta, PAO, data ważności i sposób użycia. 
Wewnątrz znajdziemy szklaną butelekę z pipetką w klasycznym kształcie. Szkło jest dobrej jakości, dość grube, przez co całość wygląda schludnie i estetycznie. Pipeta pracuje sprawnie, nie wypada z gumowej zatyczki, nie wypuszcza kosmetyku, przez co jego stosowanie jest higieniczne i raczej bezproblemowe. Jedynym jej minusem jest to, że ciężko jest ją napełnić w całości – w moim przypadku najłatwiej osiągnąć jest mniej więcej 1/3 jej objętności, później zaczynają się schody, ale nie przeszkadza mi to. 
Etykiety są przejrzyste, utrzymane w naturalnych klimatach, przeważa na nich zieleń, biel i granat.
Serum sprzedawane jest w dwóch pojemnościach – 50 i 100 mililitrów. Butelka, którą widzicie na zdjęciu to ta większa opcja.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 3

Skład

aqua (woda), potassium oleate (oleinian potasu), potassium cocoate (sól potasowa kwasów tłuszczowych pozyskiwanych z orzecha kokosowego), glycerin (gliceryna), potassium citrate (cytrynian potasu), citric acid (kwas cytrynowy), ethyl linolenate (kwas linolenowy), ethyl linoleate (kwas linolowy), ethyl oleate (kwas oleinowy), ethyl palmitate (kwas palmitynowy, ethyl stearate (kwas stearynowy), ethyl alcohol (alkohol etylowy), menthol (mentol), bilberry fruit extract (ekstrakt z owoców czarnej porzeczki), sugar cane extract (ekstrakt z trzciny cukrowej), orange fruit extract (ekstrakt z owocu pomarańczy), lemon fruit extract (ekstrakt z owocu cytryny), sugar maple extract (ekstrakt z klonu cukrowego), rosmarinus officinalis oil (olejek z rozmarynu lekarskiego), parfum (kompozycja zapachowa)
Jak widzicie skład jest przyjazny dla skóry i rzeczywiście naturalny. Oprócz estrów kwasów tłuszczowych, które są emolientami i natłuszczają skórę znajduje się tu także sól potasowa, która łagodnie oczyszcza skórę głowy. W połowie składu znajdziemy alkohol etylowy, który w obecności tylu tłuszczy nie będzie wysuszał, a jedynie sprawi, że ekstrakty, które znajduja się za nim będą mogły lepiej penetrować w głąb skóry. Mentol odświeża, detoksykuje i tonizuje, ekstakt z trzciny cukrowej odżywia skórę, a ten z czarnej porzeczki zawiera garbniki, antocyjany, kwasy organiczne oraz witaminę C oraz z grupy B. Rozmaryn słynie ze swych silnie przeciwutleniających właściwości. Może być też stosowany jako naturalny konserwant, ponieważ wykazuje działanie antybakteryjne. Poprawia mikrokrążenie krwi w skórze, przez co przyczynia się do zwiększonej wydajności procesu usuwania toksyn.

Skład jest świetny, jak na naturalny produkt przystało. Cieszę się, że oprócz emolientów w serum znalazło się też kilka ciekawych ekstraktów, które pozytywnie wpływają na skórę głowy. Kwasy oraz alkohol, które są w nim zawarte nie wysuszają, więc nawet osoby mające problemy z nawilżeniem tego obszaru nie powinny widzieć przeciwskazań przed jego zastosowaniem.

Wydajność

Ilość, jaką widzicie na zdjęciach zużyłam w ciągu dwóch tygodni stosowania serum przed każdym myciem, czyli średnio co 2 dni. Producent zaleca stosowanie od 1 do 2 pipet na jedną aplikację, co równa się 5-10 mililitrom. Według moich obliczeń mieściłam się gdzieś pomiędzy 6 a 8 militrami. Uważam, że serum jest kosmetykiem wydajnym – spokojnie starczy na kilka miesięcy częstego używania.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 4

Dostępność

Jak dotąd serum widziałam tylko na stronie producenta, czyli bionigree.pl. Jest to stosunkowo nowa marka, podejrzewam więc, że ich sieć jeszcze się w internecie rozrośnie. Można znaleźć u nich informacje, że są otwarci na współpracę z profesjonalnymi sklepami, fryzjerami oraz trychologami.

Cena

Dla większości zwykłych śmiertleników będzie dość wysoka i ciężka do zaakceptowania. Sama nie wiem, czy w ciemno kupiłabym tak drogi kosmetyk do skóry głowy, na szczęście producent wyszedł na przeciw moim oczekiwaniom i wypuścił 10 mililitrowe próbki, których cena jest 10 krotnie niższa od serum w standardowej wielkości (plus za to, to korzystny na klienta przelicznik). Próbka kosztuje 9,60 zł, 50 mililtrowa butelka 59,00 zł, a za 100 mililitrów zapłacimy 96,00 zł. Rozumiem, że cena podyktowana jest wysoką jakością wykorzystanych składników i wydajnością, ale mogłaby być choć trochę niższa.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 5

Moja opinia

Serum przyjechało do mnie w ramach współpracy w ostatnim tygodniu lipca – dokładnie wtedy, kiedy podzieliłam się z Wami jego zdjęciem na Instagramie. Miałam co do niego wielkie oczekiwania – tak jak napisałam we wstępie szukałąm czegoś, co pomoże mi znormalizować skórę głowy.
Zaczynając od początku muszę przyznać, że wygodnie korzystało mi się z tego opakowania z pipetką. Nawet po kilku zastosowaniach nie jest ono brudne czy tłuste, nic nie rozlewa się wokół i mogę precyzjnie nanieść nie je na skórę głowy. Pipeta jest jednocześnie miarką – ma objętność 5 mililitrów, łatwo jest więc określić, czy nakładamy na skalp taką ilość produktu, jaką powinniśmy byli nałożyć.
Serum stosowałam początkowo przez kilkadziesiąt minut przed myciem, kiedy nie zauważyłam negatywnej reakcji ze strony skóry zdecydowałam się wydłużyć ten czas do kilku godzin. Dlaczego nie nakładałam go na całą noc? Serum ma bardzo ciekawą konsystencję – początkowo wydaje się być ona wodnista, lekka, ale na włosach zamiennia się w niezbyt tłusty i lepki olejek. Moja skóra nie lubi całonocnego olejowania, a ja nie chciałam ryzykować wzmożonym wypadaniem. 
Serum ma przyjemny, ziołowy, ale świeży i nieprzytłaczający zapach. Jego aplikacja jest prosta i przebiega w szybki sposób. Serum dobrze zmywa się z włosów i nie obciąża ich u nasady – nawet szampon na bazie łagodnych detergentów radzi sobie z jego zmyciem naprawdę dobrze.
Co do działania samego serum – producent twierdzi, że można je stosować zarówno w celu profilaktycznym, jak i jako wspomagacz leczenia chorób takich jak łupież, egzema, AZS, ŁZS, łuszczyca, świąd i grzybica skóy głowy. 
Jak sprawdzilo się u mnie? Stosowałam je raczej w celach profilkatycznych, regulujących i ewentualnie zwalczenie lekkiego łupieżu. Tuż po jego aplikacji skóra jest ukojona – na pierwszy plan wybija się mentol, który chłodzi i uspokaja – uwielbiam to uczucie, szczególnie wtedy, kiedy za oknem grzeje mocne słońce. Nie czułam świądu, pieczenia czy bólu, ani niczego innego, co mogłoby mnie zaniepokoić. Serum trzymałam na włosach od 3 do 5 godzin. Po umyciu włosy były przyjemnie odbite od nasady, miały zdecydowanie większą objętość. Nie zauważyłam, by zaległa skóra uległa złuszczeniu. Jedynym, co mogę odkreślić z listy jest to, że serum wpływa na świeżość mojej skóry głowy – czasem zdarzało mi się, że w połowie drugiego dnia są już niezbyt świeże, a przy regularnym stosowaniu tego produktu dobrze wyglądały nawet wieczorem.

Czy kupię ponownie?

Raczej nie. Spodziewałam się bardziej widocznych rezultatów, widocznie moja skóra głowy potrzebuje czegoś, co zadziała mocniej i intensywniej. Jest to dobry kosmetyk, a stosowany szczeególnie w celach profilaktycznych budzi sympatię, ale mi czegoś w nim zabrakło. Z przyjemnością zużyję całe opakowanie (o ile uda mi się przed terminem) i będę szukać czegoś innego.

BIONIGREE | SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY BASIC_01 6
Spodobałoby Wam się to serum? Co sądzicie o tych zdjęciach – są trochę inne niż zwykle i nie wiem, czy Wam się podobają 🙂
PS Trzymajcie kciuki, bo jestem właśnie w trakcie ponad 20 godzinnej podróży do domu ;__;
Pozdrawiam!
WPIS POWSTAŁ W RAMACH WSPÓŁPRACY, ALE NIE WPŁYNĘŁO TO NA MOJĄ OPINIĘ