PODSUMOWANIE MIESIĄCA

PODSUMOWANIE KWIETNIA 2018 | NOURISH | WIBO | PIXIE COSMETICS | ECHO MORDERSTWA | MEET BEAUTY

19 maja 2018
ulubieńcy miesiąca kwiecień 2018 blog, kosetyczni i niekosmetyczni

Hej!

W ubiegłym miesiącu byłam tak zakręcona, że zapomniałam pokazać Wam moich ulubieńców! Tym razem tego nie przeoczę, bo mam Wam do pokazania naprawdę ciekawe kosmetyki i książkę, a także wspomnę o wydarzeniu, dzięki któremu miałam okazję spotkać się z blogerkami, z którymi na co dzień utrzymuję internetowe znajomości. Jeśli jesteście ciekawi, co sądzę na temat odżywczej emulsji oczyszczającej Nourish, bazie Unicorn Tears primer Wibo, pudrze Mega Matt Kapok Tree Powder oraz o książce Christi Daughtery „Echo morderstwa” i Meet Beauty, zapraszam na podsumowanie kwietnia!

nourish odżywcza emulsja z jarmużem blog

Kosmetyki – baza, puder i oczyszczająca emulsja, które podbiły moje serce!

Odżywcza emulsja oczyszczająca Nourish

Pisałam Wam o niej osobny wpis z analizą składu, więc serdecznie zapraszam Was do zapoznania się z jego treścią, szczególnie, jeśli ten kosmetyk Was zaciekawi. To bardzo delikatna emulsja, która skutecznie usuwa zanieczyszczenia i resztki makijażu, które nie znikły przy poprzednich etapach demakijażu. Używam jej jako ostatniego kroku podczas wieczornego oczyszczania skóry. To, co najbardziej mi się w niej spodobało to fakt, że moja skóra jest po niej idealnie czysta – nadmiar sebum jest usunięty, ale nie czuję przy tym nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Czasem nie mam nawet potrzeby używania po jej zastosowaniu kremu, a wieczorna pielęgnacja zamyka się wtedy na etapie toniku.

Tak jak pisałam we wpisie, działa jak magnes na zanieczyszczenia znajdujące się w porach, przez co, przy regularnym stosowaniu, stają się one mniej widoczne i nie mają tak dużych tendencji do zapychania się.

Cena jest wysoka, ale to produkt z najwyższej półki. Naprawdę ją polubiłam i używam jej codziennie od dwóch miesięcy – mam nadzieję, że starczy mi jeszcze na drugie tyle – nie zdziwiłabym się, bo jest kosmetykiem wydajnym.

Plus za magiczną zmianę koloru z jasnego, perłowego, na zielony. Zawsze chętniej sięgam po takie produkty, ponieważ  to, że się wyróżniają sprawia, że mam większą przyjemność z ich stosowania.

wibo unicorn tears primer blog

Baza pod pokład Unicorn Tears  Wibo

Przed zakupem tej bazy straciłam już nadzieję, że gdziekolwiek ją znajdę. Udało mi się to jednak zrobić i to w całkiem dobrej cenie – załapałam się na promocję -55% w Rossmannie.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że tradycyjne, silikonowe bazy się u mnie  nie sprawdzają. Często mnie zapychają, działają aknegennie i po jednym czy dwóch użyciach potrafią zaostrzyć trądzik, z którym mam od pewnego czasu względny  spokój.

Baza z Wibo ma imitować tę z Farsali lub po prostu jest nią inspirowana. Ma cukierkowy, różowy kolor i bardzo słodki zapach, który na początku niezwykle mnie denerwował. Skład, jak na cenę 10 zł jest super, dłużej zatrzymam się nad nim przy pełnej recenzji.

Jakie jest natomiast jej działanie? Po pierwsze, przyjemnie nawilża moją skórę. Lekko się lepi, więc to, co na nią nakładam ma do niej lepszą przyczepność. Większość podkładów lepiej się na niej utrzymuje, dodatkowo opóźnia świecenie się skóry. Łączy ze sobą właściwości korygujące i upiększające, to połączenie pielęgnacji i makijażu. Nie podejrzewałam, że stanie się takim hitem.

Moim zdaniem powinna trafić do regularnej sprzedaży, ponieważ jest to jeden z bardziej udanych kosmetyków tej marki.

Puder Mega Matt Kapok Tree Powder blog

Puder Mega Matt Kapok Tree Powder

Przed zakupem tego pudru nasłuchałam się na jego temat wiele dobrego. Od dawna używam naturalnych produktów do wykończenia makijażu – najczęściej bazowałam na pudrach ryżowych czy bambusowych, ale chciałam w końcu wypróbować coś nowego.

Puder z Pixie składa się w 100% z celulozy. Składniki pochodzą z otoczek owoców drzewa kapokowego, którego nazwa wzięła się od kamizelek ratunkowych – kapoków, których środki wypełniano tym lekkim, nietonącym puszkiem.

Znajduje się on w wygodnym opakowaniu z sitkiem, które można zamykać. Potrzeba niewielką jego ilość, by dokładnie utrwalić makijaż i zmatowić skórę. To, co najbardziej mi się w nim podoba to fakt, że optycznie wygładza skórę, sprawia jedwabiste wrażenie i zmniejsza widoczność porów. Nie bieli, nie zapycha i nie wysusza jak pudry bambusowe czy ryżowe.

Jego trwałość jest nieco niższa – zależnie od dnia mogę świecić się już po 6-8, a czasem po 12 godzinach. Współpracuje z wieloma podkładami, również mineralnymi. Jeśli chodzi o minerały, dobrze sprawdza się również jako baza. Nie ma zapachu, jest lekki, niewyczuwany i bardzo wydajny. Używam go od kilku miesięcy, a nie zużyłam nawet 1/3 opakowania. Czuję, że może stać się mim „ulubieńcem wszech czasów”.

Nie samymi kosmetykami człowiek żyje…

echo morderstwa christi daugherty

„Echo morderstwa” Christi Daugherty

Książkę dostałam tydzień temu od wydawnictwa Czarna Owca. Początkowo podejrzewałam, że czytanie jej może mi zająć chwilę, tym bardziej, że ostatnio jest więcej roboty na uczelni. Koniec końców przeczytałam ją w 3 wieczory i nie żałuję – bardzo mi się spodobała i wciągnęła od pierwszych stron.

Opowiada o kasztanowłosej reporterce kryminalnej Harper McClain. Jej matka została przez nią znaleziona 15 lat temu – naga, martwa, w kałuży krwi. Teraz, kiedy na horyzoncie pojawia się wieść o podobnie popełnionej zbrodni Harper nie może dać za wygraną – szuka sprawcy, który mógłby okazać się również mordercą jej matki. Uruchamia kontakty, łamie prawo i robi wszystko, by poznać szczegóły zbrodni.

To połączenie thrillera i kryminału z niecodzienną narracją – główną bohaterkę jest przecież dziennikarka, a nie, jak to się często zdarza, policjantka czy detektyw. Akcja przez to nie toczy się tak szybko i momentami zwalnia, ale z tyłu głowy mamy świadomość, że McClain nie dysponuje takimi środkami, jakimi mogłaby dysponować, gdyby należała do wyżej wymienionych służ.

Język jest bardzo przyjemny w odbiorze, dialogi na tyle rozbudowane, że nie zanudzają prostotą.

Zakończenie stawia sprawę jasno – będzie kolejna część, a ja już nie mogę się jej doczekać.

christi daugherty ech morderstwa wydawnictwo czarna owca

Meet Beauty

W kwietniu tego roku miałam okazję uczestniczyć w kolejnej edycji Meet Beauty – największej konferencji dla blogerów urodowych w Polsce. Nie mogłam się jej doczekać, tym bardziej, że miałam spędzić dwa dni z dziewczynami, z którymi utrzymuję stały, internetowy kontakt – mowa tu o dwóch Magdach – Delishe i Joy of Jelly.

Cieszę się, że mogłyśmy się w końcu spotkać, pośmiać i porozmawiać. Nie obyło się oczywiście bez przygód, na szczęście wszystkie były niegroźne i nikt na tym nie ucierpiał.

Co do samej organizacji – jest lepiej, niż było rok temu, ale daleko do edycji numer dwa. Warsztaty w większości wyglądały jak seminaria, a jak sama nazwa wskazuje, na warsztatach nie powinnyśmy skupiać się na teorii, a na praktyce i jej doskonaleniu. Do hotelu Lord był ciężki dojazd, szczególnie w niedzielę, kiedy w centrum Warszawy odbywał się maraton i większość autobusów czy tramwajów po prostu nie kursowała. Uratowała nas Magda i jej zdolność korzystania z ubera.

W samym hotelu korytarze były wąskie, a nas sporo, więc wydawało się, że wszędzie czatują dzikie tłumy. Nie mogłam odnaleźć przez to znajomych osób i większości z nich niestety nie spotkałam.

Na plus zasługuje jedzenie, bo w tym roku było naprawdę super – to coś, co wyróżnia tę edycję na tle poprzednich. W końcu zjadłam ciepły posiłek i, przede wszystkim, nie musiałam biegać i szukać czegoś, co nie zawierałoby nabiału – był taki wybór, że mogłam przebierać w różnych smakach.

Co wspominam najmilej? Stoisko Annabelle, na którym mogłam porozmawiać z moim „twarzowo-skórnym” guru – Ewą Szałkowską i warsztaty Natury Siberici, na których miałyśmy okazję wykonywać własne peelingi i posłuchać o tym, jak ma się sprawa z naturalnymi kosmetykami, certyfikatami itp. Cieszył mnie również fakt, że miałam okazję porozmawiać z przedstawicielami różnych marek i skonsultować z nimi swoje wątpliwości czy poszukać odpowiedzi na pytania.

Czy zgłoszę się za rok? Zobaczymy – coraz bardziej podobają mi się spotkania w kameralnym gronie. Wszystko zależy również od terminu – trzeci rok lekarskiego to podobno nie przelewki i jeśli miałabym wybierać pomiędzy nauką, a wyjazdem – sami wiecie, na co bym postawiła.

Znacie któregoś z moich ulubieńców? Wybraliście się w tym roku na Meet Beauty?

Pozdrawiam!

Udostępnij:
Follow by Email
Facebook
Google+
http://www.elfnaczi.pl/2018/05/podsumowanie-kwietnia-2018-nourish-wibo-pixie-cosmetics-echo-morderstwahtml
Twitter
Pinterest
Instagram

Spodoba Ci się także: