PROJEKT DENKO

PROJEKT DENKO | MARZEC 2018 | PRZEWAGA PIELĘGNACJI

30 kwietnia 2018
PROJEKT DENKO MARZEC 2018

Hej!

W życiu blogerki bywa tak, że im więcej zużywam, tym więcej kosmetyków ma w szafce 🙂 Nie wiem, jak to robię, ale mimo ciągłego, sukcesywnego zużywania i kupowania tylko niezbędnych produktów nadal nie mogę pozbyć się zalegających zapasów – ewidentnie jest ze mną coś nie tak. Mimo wszystko jestem z siebie zadowolona, bo raczej twardo trzymam się postanowień i pojawia się u mnie coraz więcej przemyślanych zakupów z produktami, które bardzo dobrze się u mnie sprawdzają. Jesteście ciekawi, jakie kosmetyki zdenkowałam w marcu? Zapraszam na nowy wpis!

Szampon fitokosmetik z niebieską glinką

WŁOSY

Fitokosmetik, szampon do włosów z niebieską glinką

Szampony Fitokosmetik kupiłam jakiś czas temu w sklepie Agi. Zainteresowała mnie nimi wspominając o nich w filmie, polecała ten niebieski i czarny, a z racji tego, że szukam delikatnych, ale skutecznie oczyszczających szamponów, postanowiłam je wypróbować. Na pierwszy ogień poszedł ten z niebieską glinką. Pierwsze, co rzuca sie w oczy to jego piękny kolor i zapach – mycie włosów takim produktem to prawdziwa przyjemność. Szampon zawiera wiele wód kwiatowych, łagodne detergenty, a oprócz tego niebieską glinkę i m.in. propolis. Dobrze oczyszczał moją przetłuszczającą się skórę głowy. Nie powodował pieczenia, suchości czy łuszczenia się naskórka. To bardzo delikatny produkt, zarówno dla skóry, jak i dla włosów. Będę do niego wracać i postaram się przygotować na temat tych myjadeł oddzielny wpis z analizą składu. Był tani, kosztował około 12 zł.

płyn do soczewek solo care, liqcr liqpharm serum, avene cleanance żel oczyszczający, zielona herbata bielenda hydrolat, avene cleanance krem, vichy slow age krem pod oczy

TWARZ

Avene, krem do twarzy Cleanance Expert

To krem przeznaczony do pielęgnacji skóry trądzikowej, skłonnej do wyprysków, z przebarwieniami. To krem delikatniejszy niż Effaclar Duo [+], nie wysusza tak skóry twarzy, ale przez to, że nie jest aż tak „inwazyjny” powoduje wolniejsze gojenie się wszelkich zmian. Miał przyjemny zapach, był dość lekki, nie obciążał mojej skóry i nie powodował szybszego jej przetłuszczania się. Mimo wszystko do niego nie wrócę, bo miał średni skład, a nie przynosił spektakularnych efektów. Na szczęście nie powodował powstawania nowych niedoskonałości czy zaskórników. Był wydajny.

Vichy, krem pod oczy Slow Age

Pisałam na temat tej serii osobny wpis i skład tych produktów nie zaskakuje w sposób pozytywny, a wręcz przeciwnie. Krem zużyłam, bo mi nie szkodził, natomiast butelka z serum nadal stoi pełna i pewnie opiszę ją w kolejnym projekcie denko – sama nie zamierzam tego serum używać, a ma na tyle słaby skład, że nie polecę go też mojej mamie. Krem pod oczy nadawał się na dzień, pod makijaż, ponieważ dzięki obecności silikonów wygładzał skórę tej delikatnej okolicy. Nie podrażniał i nie powodował łzawienia. Niestety niezbyt dobrze nawilżał, co było widoczne w postaci suchych skórek w okolicy powiek po całym dniu noszenia korektora i pudru. Za tę cenę można znaleźć coś z bardziej przyjemnym składem i, przede wszystkim, coś, co będzie skutecznie nawilżać i napinać skórę pod oczami. W kwestii cieni również nie zdziałał nic. Nie polecam.

Liqpharm, serum z 0,% retinolem LIQ CR

To serum, którego używanie rozpoczęłam zimą. Początkowo bardzo się po nim łuszczyłam, jednak już po tygdoniu czy dwóch efekt działania był o wiele bardziej subtelny. Mimo tego, że w składzie znajduje się średnio stabilna forma retinolu to muszę przyznać, że przy odpowiednim przechowywaniu produkt zachował swoje właściwości do ostatniej kropli. Serum pomagało mi utrzymać skórę w ryzach, zmniejszyło widoczność przebarwień i wspomagało w oczyszczaniu porów z zanieczyszczeń. Skóra stała się gładsza i była bardziej napięta. Używałam go kilka razy w tygodniu i serdecznie je polecam! Zachęcam do używania w miesiącach jesiennych, kiedy słońce świeci już znacznie słabiej.

Solo Care, płyn do soczewek Aqua

Jeden z moich ulubionych płynów do pielęgnacji i przechowywania soczewek. Nie podrażnia, dobrze oczyszcza je z pyłu, i osadów białkowych. Dzięki niemu noszenie soczewek jest komfortowe nawet pod koniec miesiąca. Pisałam o nim już kilkakrotnie, więc nie będę się rozwodzić. Będę do niego wracać.

Bielenda, hydrolat/tonik Zielona Herbata

To jedna z moich ulubionych, nowszych serii Bielendy. Skierowana jest do pielęgnacji skóry mieszanej, ma ją tonizować, normalizować i jednocześnie nawilżać. Tonik ma bardzo ciekawy, przyjemny zapach, który każdego ranka i wieczora działał na mnie pobudzająco. Dodatkowo tonik ma całkiem dobry skład, oprócz sporem ilości substancji zapachowych nie mam się do czego przyczepić. Odświeżał skórę, tonizował ją i niwelował ewentualne uczucie ściągnięcia. Był przy tym delikatny i nie podrażniał. Zużyłam już dwie butelki i czuję, że na tym się nie skończy. Podobało mi się to, że lekko chłodził skórę. Razem z innymi kosmetykami przyspieszał gojenie się wyprysków, ponieważ zawiera olejek z drzewa herbacianego. To mój hit!

Avene, żel oczyszczający Cleanance

Przyznam, że jest to jeden z najprzyjemniejszych aptecznych żeli stosowanych przeze mnie i skierowanych do pielęgnacji cery trądzikowej. Na początku muszę nadmienić, że nie zawiera silnych detergentów, co niestety często się zdarza i tylko nasila łojotok. Ten dokładnie oczyszczał skórę, lekko ją ściągał, ale uczucie znikało po użyciu toniku – podejrzewam, że mimo tego, że produkt nie zawiera mydła, to ma nieco wyższe pH, a naszej skórze bliżej jest ku temu niższemu. Jest bardzo wydajny i skuteczny. Może szczypać w oczy. Jeśli naturalne produkty do mycia skóry się u Was nie sprawdzają, lub macie uczulenie na któryś z nich – wypróbujcie ten – może akurat się Wam spodoba. To o wiele lepszy zamiennik żelu Effaclar od La Roche Posay.

balea żel do golenia coconut kiss, garnier neo antyperspirant, balea żel pod prysznic, bilou tasty donut pianka pod prysznic, yope mydło zimowe

CIAŁO

Peeling do ciała własnej roboty o zapachu hibiskusa i rabarbaru

Peeling miałam okazję robić na warsztatach z Ministerstwem Dobrego Mydła. Sprawdzał się świetnie – był delikatny, ponieważ zastosowałam drobinki cukru, a nie soli, do tego mieszankę lekkich olei, puder z malin, orkisz oraz różową glinkę. Skutecznie złuszczał naskórek nie powodując przy tym podrażnień – nawet po goleniu czy depilacji. Zapach był bardzo świeży, słodko – kwaśny, kojarzył mi się z letnimi spacerami w ogrodzie. Przekonało mnie to do tego, że własnoręcznie zrobione kosmetyki mają nie tylko dobre składy i działanie, ale także sprawiają wiele frajdy przy samym ich wykonaniu – muszę częściej po takowe sięgać!

Sól do kąpieli własnej roboty o zapachu mięty

W komplecie z peelingiem zrobiłam też sól zalaną olejami, zdecydowałam się jednak na inny zapach i nieco odmienne składniki. Oprócz soli kuchennej dodałam olej ze słodkich migdałów, spirulinę, aromat mięty pieprzowej, sodę i kwasek cytrynowy. Mimo tego, że w soli znajdowało się około 20 kropelek aromatu cała łazienka pachniała elektryzującą, odświeżającą miętą. Woda barwiła się na butelkowo-zielony kolor, a skóra po kąpieli była niesamowicie miękka i gładka. Muszę kiedyś wykonać podobną, ta spodobała się także mojemu chłopakowi i nie zawahał się jej użyć 🙂

Yope, zimowe naturalne mydło w płynie

Do Yope mam słabość. Produkty tej marki dobrze się u mnie sprawdzają, a dodatkowo mają lepsze składy niż tradycyjne mydła. To bardziej płyny do oczyszczania dłoni, ale nie mam problemu z tym, że nie znajdują się w nim sole kwasów tłuszczowych, które są podstawą prawdziwych mydeł. Zapach zimowej wersji kojarzył mi się z makowcem, migdałami i marcepanem. To bardzo przyjemne połączenie, cieszę się, że nie był w nim wyczuwalny cynamon i goździki, bo zima mam przesyt takich kompozycji. Mydełko nie wysusza dłoni tak, jak te tradycyjne. Jest dość wydajne. Lubię je i będę sięgać po coraz to nowe zapachy.

Balea, żel pod prysznic Jamaica Vibes

Żele Balea bardzo lubię, przypominają mi naszą Isanę, ale mają przyjemniejsze szaty graficzne i o wiele ciekawsze zapachy. Ten pachniał ananasem i kwiatami z ciepłych wysp. To zapach bardzo pobudzający, odświeżający, idealny na odegnanie niesprzyjającej, pochmurnej aury. Niestety przez obecność silnych detergerntów muszę z nich zrezygnować, ponieważ bardzo wysuszały mi skórę i łuszczyła się ona nawet po codziennym smarowaniu balsamem. Jeśli jesteście odporne na silniejsze oczyszczanie – możecie się nimi zainteresować.

Bilou, pianka pod prysznic Tasty Donut

To pianka pachnąca prawdziwym douatem z truskawkowym nadzieniem! Wow, ten zapach rozbudzał moje kubki smakowe i powodował, że miałam okazję szukać czegoś słodkiego w okolicy. Pianka jest bardzo gęsta, mięsista, wystarczy niewielka jej ilość, by dokładnie pokryć i umyć całe ciało. Niestety podobnie jak żele z Balea zawiera SLeS i zaczęła mnie po pewnym czasie wysuszać. Mam jeszcze dwie w zapasie i pewnie będę stosowała je na przemian z innymi kosmetykami. Mimo wszystko to ciekawy i wart wypróbowania kosmetyk.

Balea, żel do golenia Coconut kiss

Żele z Balea są moimi ulubieńcami w tej kategorii – tanie, wydajne, zamieniają się w gęstą pianę, która zmiękcza włoski, minimalizuje ryzyko zacięcia i przyjemnie wygładza skórę. Jak dotąd nie znalazłam równie skutecznego zmiennika, który kosztowałby mniej niż 5 zł. Serdecznie polecam, jeśli macie do nich dostęp, koniecznie sięgnijcie po jedną z nich.

Garnier, antyperspirant Neo Floral Touch

To jeden z moich ulubionych antyperspirantów drogeryjnych. Co prawda ma aluminium, ale mnie nie podrażnia, a znacznie ogranicza pocenie (chociaż nie mam z tym wielkich problemów) i przyjemnie pachnie przez długie godziny. Daje mi pełny komfort. Do tego dzięki aplikatorowi w formie kółeczka rozpyla się na tyle równomiernie, że nie pozostawia białych, brudzących śladów.

paese puder bambusowy, loreal paradise extatic tusz do rzęs

MAKIJAŻ

Loreal, tusz do rzęs Paradise Extatic

To chyba jedyny tusz z tradycyjną szczoteczką, który jako tako mi odpowiada. A w sumie nie jako tako, bo naprawdę przypadł mi do gustu. Kupiłam go w Niemczech, kiedy jeszcze nie był dostępny w Polsce i czekał na swoją kolej. Kiedy już go użyłam byłam szczerze zaskoczona. Tusz, mimo sporych wymiarów szczoteczki dokładnie rozczesuje rzęsy i nakłada na nie odpowiednią ilość tuszu. Efekt, jaki daje, można stopniować – jedna warstwa to dzienny look, przy dwóch można osiągnąć bardziej dramatyczny wygląd. Na początku był trochę za rzadki, ale problem szybko zniknął. To przyjemny tusz i choć nie został moim ulubieńcem, to być może dam mu jeszcze jedną szansę.

Paese, puder sypki bambusowy

Pudry Paese to moje ulubione pudry bambusowe i ryżowe. Są drobno zmielone, nie bielą twarzy, są na niej niewidoczne i widocznie ją wygładzają. Poza tym nie wysuszają mojej skóry tak mocno, jak robią to pudry tego typu innych marek i matują skórę na wiele godzin nie powodując jednocześnie nadprodukcji sebum. Są bardzo wydajny – takie opakowanie potrafi starczyć mi na mniej więcej 12 miesięcy użytkowania. Kosztuje mniej więcej 40-50 złotych, więc jest to średnia półka cenowa. Ma całkiem dobry skład, w tym akurat znajduje się Phenoxyethanol, ale bardzo mi to nie przeszkadzało. Nie wchodził w pory, nie podkreśla zmarszczek i załamań, czy nierównej faktury skóry. Róże i rozświetlacze dobrze się na nim utrzymywały. Współpracował z większością używanych przeze mnie podkładów. Będę do tych kosmetyków wracać.

Znacie któryś z kosmetyków zaprezentowanych w tym wpisie? Co sądzicie o moich zużyciach?

Pozdrawiam

Udostępnij:
Follow by Email
Facebook
Google+
http://www.elfnaczi.pl/2018/04/projekt-denko-marzec-2018-przewaga-pielegnacjihtml
Twitter
Pinterest
Instagram

Spodoba Ci się także: