WŁOSY

WŁOSOWA AKTUALIZACJA | MARZEC 2018 + WŁOSING

18 marca 2018
SZAMPON FITOKOSMETIK NIEBIESKA GLINKA, ECO LAB PIGWOWY NORMALIZUJĄCY, PHARMACERIS MICELARNY, PEELING DO SKÓRY GŁOWY NATURA SIBERICA

Hej!

Dawno nie pisałam Wam na temat mojego włosia, a uważam, że mam się czym pochwalić (ta skromność…). Zimą nie było u mnie kolorowo, ale teraz, gdy za oknem robi się coraz cieplej, a ja nie narzekam na zdrowie – moje włosy wróciły do normalnego stanu. Poza tym chciałabym Wam pokazać jak wyglądają włosy po roku od podcinania i jak prawidłowa pielęgnacja pozwala ograniczyć rozdwajanie końcówek. Jesteście ciekawi, jak wyglądają moje codzienne, włosowe rutyały? Jak myślicie – da się mieć piękne włosy bez inwestowania ogromu czasu w złożoną pielęnację? Zapraszam!

Włosowa rutyna

Pierwszych pięć minut postanowiłam poświęcić na szampony, których aktualnie używam. Praktycznie całkowicie przerzuciłam się na takie na bazie najdelikatniejszych detergentów – na początku miałam problemy z przetłuszczaniem się skóry głowy, ale po kilkunastu myciach wszystko się unormowało i nadal myję włosy średnio co drugi dzień. W tygodniu wybieram więc szampon normalizujący z pigwą do włosów przetłuszczających się od Eco Lab lub szampon z niebieską glinką z Fitokosmetik. Dokładnie oczyszczają one skórę mojej głowy, nie podrażniają jej i przy tym pozostawiają włosy miękkie, doczyszczone, ale nie przesuszone. Dodatkowo świetnie się pienią, czego nie mogę powiedzieć o słynnym Babydream, który swoją drogą się u mnie nie sprawdził. Te dwa szampony, o których piszę wyżej nie plączą włosów, a to dla mnie bardzo ważna kwestia.

Raz w tygodniu, najczęściej w weekendy, sięgam po coś, co mocniej oczyści i włosy, i skórę głowy, i obecnie jest to szampon micelarny z Pharmaceris, który co prawda nie zawiera SLS i SLES, ale ma w składzie Sodium Myreth Sulfate, który należy do silnych detergentów. Mimo wszystko polubiłam go, bo zawiera inne ciekawe składniki jak piroctone olamine, który działa prewencyjnie w kwestii łupieżu i zwalcza obecny problem oraz nawilżający glukonolakton.

Zaczęłam też regularnie peelingować skórę głowy i zauważyłam, że przyniosło to pozytywne skutki w związku z wypadaniem włosów, które zostało ograniczone. Moje włosy są też bardziej uniesione u nasady i wolniej się przetłuszczają. Obecnie używam peelingu do skóry głowy z Natury Siberici, ale nie jestem z niego do końca zadowolona. Pieni się bardzo mocno i dobrze oczyszcza skórę głowy, ale mam problem, by drobinki dokładnie ją wypeelingowały. Zdecydowanie bardziej lubię peelingi enzymatyczne lub enzymatyczno-mechniczne – ich działanie jest na moich gęstych włosach o wiele bardziej skuteczne.

MASKA DO WŁOSÓW ECO LAB REGENERUJĄCA Z RÓŻĄ, KALLOS KERATIN, ECO LAB BALSAM PIGWOWY, BALSAM BABUSZKA AGAFIA Z MALINĄ MOROSZKĄ

Po każdym myciu stosuję też maskę, balsam lub odżywkę, zależnie od tego, jakie są potrzeby moich włosów. Staram się zwracać na równowagę PEH, czyli taką pomiędzy dostarczanymi proteinami, emolientami i hukmektantami.

Kiedy czuję, że moje włosy są w dość dobrej kondycji funduję im coś lżejszego – np. balsam z pigwą z Eco Lab lub ten z maliną moroszką od Babuszki Agafii. To kosmetyki o jedwabistej, niezbyt gęstej konsystencji, które dają się dobrze spienić. Nie obciążają włosów, a powodują ich wygładzenie. Z tej dwójki zdecydowanie bardziej do gustu przypadł mi balsam z maliną (nie tylko dlatego, że cudownie pachnie) i to do niego będę starała się regularnie wracać.

Maska regenerująca z różą to połączenie emolientów i protein. Jest świetnie wyważona, dlatego nie powoduje u mnie puszenia się włosów. Ma konsystencję rzadkiego budyniu i pachnie naprawdę ładnie – jak woda różana zmieszana z konfiturą z owoców tego samego krzewu. Sprawia, że moje włosy są sypkie, gładkie i pięknie błyszczą. Poza tym sprawia, że są tak miękkie, że mam ochotę co nie raz je podotykać 😉

Ostatnią już maską, o której wspomnę jest Kallos Keratin. Sięgam po nią, kiedy przesadzę z natłuszczaniem czy silikonami i moje włosy zaczynają się strączkować. Nie jest to nic wybitnego, ale dobrze się u mnie sprawdza, ponownie sprawiając, że włosy stają się sypkie i nie zbijają się w nieestetycznie wyglądające kupki. Daje się dobrze spienić, poza tym czasem korzystam z niej przy emulgowaniu olei i również daje sobie z tym radę.

ISANA SERUM NA KOŃCOWKI, LOREAL ELSEVE ODŻYWKA W SPRAYU

Po myciu zawsze sięgam po serum silikonowe, które aplikuję na końcówki włosów. Gdyby nie ono, na pewno miałabym o wiele bardziej rozdwojone włosy – ją one cienkie i szybko uległyby zniszczeniom – szczególnie przez czynniki mechaniczne (lubię przyciąć je zamkniem albo wyszarpać spod paska torebki…). To z Isany jest dość lekkie, a jednocześnie skutczne. Nie powoduje obciążenia włosów i ich strączkowania.

Czasem przy rozczesywaniu, szczególnie porannym, aplikuję na włosy lekkie odżywki w sprayu – moimi ulubionymi są te z Gliss Kura i Loreal Elseve. Ta ze zdjęcia, do włosów zniszczonych, oprócz lotnych silikonów i olei zawiera także nawilżający kwas mlekowy, więc jest nieco bardziej wzbogacona i wracam do niej naprawdę często.

Na koniec chciałabym dodać, że po każdym myciu suszę włosy średniociepłym nawiewem. Na szczęście nie wpływa to negatywnie na ich kondycję, a zdecydowanie przyspiesza proces ich schnięcia, który w warunkach naturalnych trwa bardzo długo. Poza tym raz lub dwa razy w tygodniu sięgam po oleje – na razie zużywam suchy z Nuxe, czasem wybieram też olej morniga. Aplikuję je na podkład nawilżająy w postacji toniku różanego z Evree i zostawiam na włosach na całą noc. Okazjonalnie, 2-3 razy w tygodniu wcieram we włosy Vitapil.  Szczotka, z jakiej korzystam, to słynna Ionika Paddle Brush.

AKTUALIZACJA WŁOSOWA MARZEC 2018

SOBOTNI #WŁOSING:

Na noc nałożyłam na włosy olej morninga, najpierw spryskałam je jednak mgiełką różaną z Evree. Po każdym etapie rozczesałam włosy, by każdy z produktów równomiernie się na nich rozłożył, na koniec zawinęłam włosy w koczek – ślimaczek i poszłam spać. Rano umyłam skórę głowy szamponem micelarnym z Pharmaceris i peelingiem do skóry głowy z Natury Siberici. Włosy na dłgości umyłam spływającą pianą. Następnie obficie nałożyłam na włosy maskę Kallos Keratin i dokładnie wmasowałam ją we włosy, spieniłam i wczesałam. Pozostawiłam ją na włosach na 2-3 minuty i spłukałam letnią wodą. Odcisnęłam włosy w ręcznik i zaaplikowałam serum silikonowe Isana na końce. Następnie wysuszyłam je suszarką i, już suche, rozczesałam. Moim włosom zdecydowanie się to spodobało – wyglądają cudownie!

Zwracacie uwagę na pielęgnację swoich włosów? Dbacie o nie, czy traktujecie je po macoszemu? Wolicie drogeryjne, czy naturalne produkty?
Pozdrawiam!

Spodoba Ci się także: