PROJEKT DENKO

PROJEKT DENKO | STYCZEŃ 2017 | KĄPIELOWE REWELACJE

27 lutego 2018
PROJEKT DENKO STYCZEŃ 2018 1

Hejo!

Nie było mnie tu praktycznie cały tydzień, ale powoli wdrażam w życie plany „naukowe” i „blogowe”, więc ten okres adaptacji powinien się własnie zakończyć. Miałam naprawdę ciężkie dni (i będą się one jeszcze ciągnąć) – sporo zaliczeń, kolokwiów, a po feriach ciężko jest wrócić do rzeczywistości. Korzystam też z tego, że mam wenę i chęci na naukę – im mniej zaległości sobie narobię, tym później powinno być łatwiej.

Zapraszam Was dziś na styczniowy projekt denko. Mam Wam do pokazania kilka ciekawych kosmetyków, tym razem skupiłam się na zużywaniu tylko i wyłącznie tych pielęgnacyjnych. Jesteście ciekawi, czy znalazły się wśród nich jakieś perełki? Chodźcie dalej!

PROJEKT DENKO STYCZEŃ 2018 2

KOSMETYKI DO WŁOSÓW

BIONIGREE, SERUM OCZYSZCZAJĄCE DO SKÓRY GŁOWY

Serum to zaczęłam stosować kilka miesięcy temu, później o nim zapomniałam i niestety minął jego termin ważności. Może nie jest to kosmetyk, który moja skóra pokochała (woli coś o mocniejszym działaniu), ale przyjemnie mi się go używało – szczególnie latem, kiedy za oknem było naprawdę ciepło. Serum pozwalało lekko  oczyścić skórę głowy nie podrażniając jej przy tym. Delikatnie opóźniało proces przetłuszczania się włosów, ale nie był to spektakularny efekt i nadal musiałam je myć co 2, maksymalnie 3 dni. To, co najbardziej mi się w nim podobało, to fakt, że odbijało moje kosyki od nasady, przez co miały większą objętość. Dodatkowo przyjemnie chłodziło skórę głowy i to przez długi czas. Polecam dla wrażliwców, u których nie sprawdzają się mechaniczne peelingi. Wiem, że wielu osobom się sprawdziło. Ja niestety do niego nie wrócę, widocznie nie jest to produkt dla mnie.

  • Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.

PHARMACERIS H, SPECJALISTYCZNY PEELING TRYHOLOGICZNY DO SKÓRY GŁOWY

To z kolei mój hit. Peelingi typowo mechaniczne, robione w domu (np. cukrowy)  się u mnie nie sprawdzają, ponieważ mają za duże ziarenka, którymi ciężko mi dotrzeć do skóry głowy i finalnie ją nimi wymasować. Peeling z Pharmaceris miał bardzo małe drobinki, dodatkowo działał też enzymatycznie. Rozpuszczał nagromadzone łuski i sebum, a moje włosy po nim odżywały. Były odbite od nasady, skóra stawała się gładka i na długi czas znikał z niej nalot. Włosy, przy regularnym stosowaniu, zaczęły się rzadziej przetłuszczać. Nie podrażniał, nie powodował plątania włosów, spłukanie go przychodziło mi bez większych problemów. Stosowałam go raz w tygodniu. Był dość wydajny, ma całkiem dobrą cenę. Będę do niego wracać.

  • Jego recenzję znajdziecie pod TYM linkiem. 

PROJEKT DENKO STYCZEŃ 2018 3

KOSMETYKI DO TWARZY

LIQPHARM, LIQ CE SERUM – MASKA NA NOC Z WITAMINĄ E

To jedno z moich ulubionych serum. Pomogło mi wyeliminować, w znacznym stopniu, problem podrażnień i zaczerwienienia skóry. Serum z witaminą E ma postać dwufazową, po połączeniu tych faz przypomina natomiast delikatne mleczko. By dokładnie pokryć nim cała twarz wystarczy zaaplikować 4-5 kropelek. Wchłania się dosyć szybko, chociaż pozostawia na skórze lekką, ochronną warstwę. W moim przypadku miało działanie nawilżające, łagodzące i naprawcze. W połączeniu z serem z retinolem przyczyniło się do rozjaśnienia przebarwień. Co najważniejsze – nie zapycha. To dla mnie idealny produkt na jesień i zimę, kiedy moja skóra jest wysuszona, a same kremy nie pomagają. Zastanowię się nad powrotem za rok.

  • Jego recenzja znajduje się w TYM poście.

BIELENDA, HYDROLAT ZIELONĄ HERBATĄ

Kolejny produkt, z którym naprawdę się polubiłam, a przemawia za tym fakt, że w szafce stoi już kolejna, zużyta w połowie butelka. Spokojnie mogę go nazwać jednym z najciekawszych toników drogeryjnych, które ostatnio pojawiły się na rynku. Odświeża skórę, pomaga przywócić jej naturalne, lekko kwaśne pH i chłodzi ją. Razem z innymi kosmetykami przyczynia się do szybszego gojenia wyprysków przez zawartość olejku z drzewa herbacianego. Jest tani, wydajny i ma przyjemny zapach. Nie podrażnia skóry nawet wtedy, kiedy jest ona bardziej wrażliwa. Dla skór mieszanych, tłustych czy trądzikowych jest jak znalazł. Polecam, szczególnie jeśli nie macie sklepów z naturalnymi kosmetykami pod ręką, a potrzebujecie czegoś na już.

  • Jeśli ciekawi Was skład tego toniku TUTAJ znajdziecie jego analizę. 

BIELENDA, HYDROBOOSTER JELLY MASK, ŻELOWA MASECZKA ULTRANAWILŻAJĄCA

To jedna z moich ulubionych masek nawilżających. Ma ciekawą, żelową konsystencję, która nie obciąża skóry. W moim przypadku lagodzi podrażnienia i nawilża skórę bez jej zapychania czy obciążenia. U mnie wchłania się dość mocno, szczególnie wtedy, kiedy stosuję ją przy mocno odwodnionej skórze. Pozostawia twarz przyjemnie napiętą i delikatnie rozjaśnioną. Co do zapachu – przypomina mi kosmetyki różane. Jak na drogeryjną maskę ma dobry skład. Zużyłam już kilka opakowań i będę do niej wracać.

PROJEKT DENKO STYCZEŃ 2018 4

KOSMETYKI DO CIAŁA

DOVE, RESTORING RITUAL, ŻEL POD PRYSZNIC Z OLEJEM KOKOSOWYM I MLECZKIEM MIGDAŁOWYM

Lubię żele Dove za ich miłe dla zmysłów zapachy, kremową, gęstą konsystencję i to, że nie wysuszają mojej skóry tak, jak tradycyjne, drogeryjne żele. Tego zapachu wcześniej nie znałam, nie widziałam go też na półkach – swój egzemplarz kupiłam w Biedronce w zestawie z większym bratem. Rzeczywiście pachnie słodko, kokosowo, ale jednocześnie ma w sobie perfumeryjne, eleganckie nuty – jest w nim coś intrygującego. Tak jak wspomniałam, żel nie ma tendencji do wysuszania skóry, dobrze się pieni, jest wydajny i ma przyjemny aromat. Być może do niego wrócę, chociaż latem częściej sięgam po owocowe wersje ich produktów.

DOVE, PIANKA DO MYCIA CIAŁA

Patrząc na skład, myślałam, że będę z niej zadowolona. Ostatecznie niestety taka nie jestem. Piankę dostałam w paczce od organizatorów Meet Beauty, w drogerii pewnie nie zwróciłabym na nią uwagi. Myślałam, że będzie dla mojej skóry tak delikatna, jak żele tej firmy. Zauważyłam jednak, że ma intensywniejsze działanie, mocniej oczyszcza, a tego się po niej nie spodziewałam. Poza wygodnym aplikatorem nie widzę zbyt wielu plusów. Zapach to kwestia gustu (nie przepadam za tradcyjnym, kremowym Dove), ale konsystencja jest dla mnie nie do przejścia. Pianka jest bardzo rzadka, więc potrzebna jest jej spora ilość, by dokładnie oczyścić skórę na całym ciele. Poza tym spływa ze skóry i dłoni i często ląduje na dnie wanny czy brodzika, przez co niepotrzebnie się marnuje. Moim zdaniem to bubel, a szkoda, bo widziałam w niej potencjał.

NACOMI, PÓŁKULE DO KĄPIELI O ZAPACHU GRECKICH WAKACJI I SŁODKIEJ, MALINOWEJ BABECZKI

To jedne z lepszych kul, na które trafiłam. Mają bardzo przyjemne, letnie zapachy i szybko się rozpuszczają. Nie tworzą piany, za to barwią wodę i nadają jej intensywnego zapachu. Podoba mi się ich skład i działanie. Po kąpieli w ich towarzystwie skóra jest przyjemnie ujędrniona, natłuszczona i nawilżona, a ewntualne suche placki na łydkach, kolanach i łokciach znikają w niepamięć. Mają też całkiem dobrą cenę (20 zł za cztery, czyli 5 zł za sztukę). Polecam.

  • Ich prezentację znajdziecie pod TYM linkiem. 

PROJEKT DENKO STYCZEŃ 2018 5

INDIGO, KREM DO RĄK O ZAPACHU MATRIOSHKA

Krem, który wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie.  Miał ciekawy skład, dobrze przemyślane opakowanie (pompka jest świetnym pomysłem) i przede wszsytkim jest to kosmetyk skuteczny. Stał na moim biurku i stosowałam go zarówno w ciągu dnia, jak i na noc. Był dość tłusty, pozostawiał na skórze warstwę okluzyjną, która po pewnym czasie się wchłaniała i nie była już tak uciążliwa. Wygładzał i zmięczał skórę, pozytywnie wpływał na stan skórek i paznokci, które przy regularnym stosowaniu stawały się bardziej lśniące. Do tego miał przepiękny zapach – Matrioshka jest moim ulubionym, jeśli chodzi o Indigo. Polecam i czuję, że za jakiś czas do niego wrócę.

BALEA, BALSAM DO RĄK PITAYA COCO

Bardzo lekki balsam do rąk, który nosiłam w torebce. Dzięki swojej wodnistej konsystencji wchałaniał się naprawdę szybko, więc idealnie nadawał się do stosowania poza domem. Delikatnie nawilżał skórę i natłuszczał ją, nie pozostawiając na dłoniach lepkiej, nieprzyjemnej warstwy. Miał przyejmny zapach – kokosowo – owocowy. Raczej do niego nie wrócę, bo moje dłonie potrzebują czegoś, co działa silniej, ale nie był to zły produkt. Myślę, że lepiej sprawdziłby się u mnie latem – zimą mam więcej problemów ze skórą na rękach.

ALVERDE, PŁYN DO KĄPIELI

Produkt, który wrzuciłam do koszyka przypadkiem podczas wakacyjnych zakupów w niemieckiej drogerii DM. Saszetka starczyła mi na bodajże dwie kąpiele. Płyn powodował powstawanie sporej ilości gęstej piany, przez co kąpiel była naprawdę przyjemna. Pachniał delikatnie, ale miło, a sam zapach przypominał mi połączenie kwiatów i gumy balonowej. Przyjemny kosmetyk, tym bardziej, że kosztował mniej niż 1 EUR. Jeśli uda mi się jechać do Niemiec na pewno wrzucę go do koszyka.

Znacie któryś z przedstawionych tu kosmetuków? A może macie na któryś z nich ochotę?

Pozdrawiam!

Udostępnij:
Follow by Email
Facebook
Google+
http://www.elfnaczi.pl/2018/02/projekt-denko-styczen-2017-kapielowe-rewelacjehtml
Twitter
Pinterest
Instagram

Spodoba Ci się także: