1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
  7. INCI
  8. /elfnaczi snapchat icon twitter icon facebook icon instagram icon
Elf Naczi: TRĄDZIK A SAMOOCENA | JAK REAGUJĘ NA SWOJE ODBICIE W LUSTRZE?

sobota, 19 sierpnia 2017


TRĄDZIK A SAMOOCENA | JAK REAGUJĘ NA SWOJE ODBICIE W LUSTRZE?


samoocena a trądzik, trądzk, wysoka samoocena przy trądziku, samoakceptacja a trądzik 1

Cześć!

Od kilku miesięcy w trądzikowych aktualizacjach dzielę się z Wami stanem mojej skóry. Niczego wtedy nie ulepszam, nie wycinam, nie podnoszę w aparacie wartości ekspozycji, by zdjęcie było lekko prześwietlone, a zmiany mniej widoczne.

Mogłoby się wydawać, że przychodzi mi to łatwo, tym bardziej, że nie spotykam się ty z hejtem, a życzliwością i pomocą. Czy od zawsze pokazywanie nagiej skóry przychodziło mi bez większego wysiłku? Czy w realnym świecie trądzik ma na mnie jakiś wpływ? Czy coś zmieniło się we mnie w momencie, kiedy ta choroba mocno się nasiliła? Zapraszam Was na luźny, pogadankowy wpis. Dzisiaj będę pisać o tym, jak zmieniło się moje podejście do mnie, czy po latach dojrzałam i czy samooakceptacja to znane mi pojęcie. Przejdźcie dalej. 


samoocena a trądzik, trądzk, wysoka samoocena przy trądziku, samoakceptacja a trądzik 2

Jako nastolatka, jak każda z nas, miewałam kompleksy. Chłopcy w wieku gimnazjalnym wcale nie pomagali ich przezwyciężać - wręcz przeciwnie, często dokładali nam, dziewczynom, problemów. Niejednokronie usłyszałam, że mamkrzywe nogi, jestem brzydka i garbata, do tego okularnica i aparatka - prawie jak serialowa brzydula :P Po pewnym czasie przyzwyczaiłam się do tych uszcztpliwych uwag i nie zwracałam na nie większej uwagi. Wiedziałam, że robią to po to, by mi dokuczyć, a w rzeczywistości jestem zwyczajną Natalią, a nie monstrem rodem z horrorów.

W liceum było już dużo lepiej, mimo tego, kiedy zaczynałam dojrzewać miałam problem z tym, że moja sylwestka przybiera kobiece kształty. Zrozumiałam jednak, ze to naturalny proces i moje krągłości zaczęły mi się podobać - tym bardziej, że słyszałam wiele komplementów, również od koleżanek, a to nie zawsze się zdarza (kobiety są zazdrosne, prawda? :P). Jeśli chodzi natomiast o twarz - może nie będę modelką, ale nigdy nie uważałam się za szppetną czy niezadbanbą osobę. Krótko mówiąc - po zaakceptowaniu kilku małych wyprysków i rozstępów na pupie i biodrach byłam dumna z tego, jak wyglądam. 

Problemy pojawiły się mniej więcej 2 lata temu, kiedy moja twarz była usiana ropnymi wyrpryskami, bliznami i podskórnymi zmianami naciekowymi. Moje policzki i broda były jedną wielką, żywoczerwoną, a momentami fioletową plamą. Nawet makijaż nie radził sobie z ich przykryciem, a nie chciałam nakładać na twarz kilka warstw podkładu, bo wyglądałoby to jeszcze gorzej.

Każda z wizyt na mieście kojarzyła mi się ze spojrzeniami przechodniów i ich wytykaniem mnie, chociaż było to tylko mylnym wrażeniem. Tak naprawdę nikt nie zwracał na mnie i moją skórę większej uwagi - wmawiałam sobie jednak, że było inaczej, a inni tłumaczą mi to tak, by nie było mi przykro. 

Kiedy codziennie stawałam przed lustem, tylko podczas porannej i wieczornej pielęgnacji oraz makijażu, miałam siebie dość. Szczerze nienawidziłam mojej skóry chociaż byłam świadoma, że wiele osób ma gorszy trądzik i nie powinnam tak narzekać. Mówiłam, że wolę, żeby ta skóra znikła, niż towarszyszyła mi przez kilka miesięcy - mogłaby zostać zerwana, starta - cokolwiek, byleby nie rzucała mi się w oczy. Wychodząc do ludzi miałam wrażenie, że jedyne na co patrzą i co we mnie widzą, to krosty. Myślałam, że ich to brzydzi, że zakładają, że pewnie nakładam codziennie "tapetę" i dokładnie się nie myję, więc takie są tego skutki i najprawdopodobniej to wszystko jest moją winą. Był taki czas, gdzie sama się nakręcałam i niejednokrotnie płakałam później do poduszki, że jestem brzydka, mam okropną twarz i nikt normalny nie zwróci na mnie większej uwagi (byłam wtedy z Mateuszem, ale nie brałam jego słów na poważnie, bo, tak jak pisałam wyżej, myślałam, że mówi to, żeby nie było mi przykro).

Po kilku miesiącach walki z aktywnymi wypryskami, bliznami i przebarwieniami zaczęlam patrzeć na siebie inaczej. Uświadomiłam sobie, że wpadłam w spiralę, w której sama wmawiam sobie taki stan rzeczy, bo nikt nigdy nie powiedział mi tego przecież wprost. Nabrałam pewności siebie, bo wiedziałam, że trądzik to nie moja wina i dotyka tysiące osób. Zaczęłam wychodzić na miasto bez makijażu i się przy tym uśmiechałam - wiedziałam, że kiedy będę radosna każdy zwróci uwagę na mój uśmiech, a nie na kilka czerwonych placków na twarzy. Pielęgnowałam skórę świadomie, przestalam katować ją częstymi peelingami i mocno złuszczającymi kosmetykami. Odeszłam od skubania zmian - potrafiłam rozdrapywać strupy - do wyciskania nigdy mnie nie ciągnęło, ale to pierwsze potrafiło być moją zmorą. Po prostu zaakceptowałam siebie i to, jak na daną chwilę wyglądam - wyszło mi to na dobre, bo odkąd z większym luzem podchodzę do tego, jak wyglądam, mniej się stresuję i mniej mnie przez to wysypuje.

Słowem podsumowania - mam nadzieję, że ten wpis dotrze do każdej osoby dotkniętej jakąkolwiek dermatozą. Wiem, jak zewnętrzne choroby potrafią zmniejszyć samoocenę i przysporzyć zmartwień, przez co i nasz stan psychiczny ulega sporemu pogorszeniu. Każdy z nas ma lepsze i gorsze dni, ale uwierzcie mi - nikt nie zwraca uwagi na Wasze problemy tak, jak Wy sami. Na moim przykładzie widzicie, że tak naprawdę nie spotkałam się z ani jednym nieprzyjemnym słowem. Jeśli będziecie uśmiechnięci - będziecie pięknymi osobami. Nie dokładajcie sobie problemów, bo one potrafią realnie pogłębić te dermatologiczne. Wiem, że jest Wam ciężko, ale te trudne chwile na pewno miną, bo po burzy zawsze wychodzi słońce. Trzymam za Was kciuki i wysyłam Wam sporą dawkę pewności siebie. Trzymajcie się! Trądzik to nie przekleństwo, piętno, czy znamię. To choroba, z którą można i należt walczyć. Nie warto się poddawać. Samoakepctacja jest ważnym czynnikiem w kontakach międzyludzkich, dlatego nie pozwólcie, by kilka wyprysków spowodowało, że z duszy towarzystwa zmienicie się w płaczące zombie nie wychylające nosa z domu. Nie warto!

Macie problemy z samooakceptacją? Znacie takie osoby? Powiedzcie im jakieś miłe słowo!

Pozdrawiam :*
 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © www.elfnaczi.pl Blog Urodowo-Lifestylowy | Wszelkie prawa zastrzeżone