Uncategorized

MEDYCZNIE… | PODSUMOWANIE I ROKU MEDYCYNY | KREW, POT I ŁZY?

3 sierpnia 2017
plan zajęć medycyna I rok II semestr, plan medycyna UMB

Hej!
Oficjalnie mogę nazwać się studentką drugiego roku lekarskiego na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku. W lipcu zakończyłam sesję, zaliczyłam wszystkie letnie egzaminy i odbyłam praktyki pielęgniarskie. O praktykach przygotuję dla Was oddzielny wpis, dziś chciałabym się skupić na II semestrze i podsumowaniu całego roku. Najpierw pokrótce opiszę Wam przedmioty i ewentualnie egzaminy z niektórych z nich, a później przejdę do ogólnego podsumowania. Czy studia na lekarskim to rzeczywiście pot, łzy i krew? Czy to prawda, że nie ma czasu na sen, jedzenie, nie wspominając o wyjściach ze znajomymi? Niżej napiszę Wam, jak to było ze mną i całym tym studiowaniem 😛 Zapraszam!

PIERWSZA POMOC

Nowy przedmiot, którego nie było w pierwszym semestrze. Ciekawy, skupiony głównie na czynnościach praktycznych, miał nas nauczyć szybkiego i odpowiedniego reagowania na zastaną sytuację i zwyczajowego udzielenia pierwszej pomocy na poziomie KPP – Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy. Na wykładach słuchaliśmy teorii, na ćwiczeniach zajmowaliśmy się przerabianiem jej na praktykę. Na początku prowadzący mówili i pokazywali coś od siebie, na późniejszych zajęciach zajmowaliśmy się głównie scenkami (rodzajowymi :P) – a to babcia upadła, a to kolega wziął (srogie) piguły. Nie miałam większych problemów z podejściem do egzaminu, bo większość z tych czynności była mi znana – Joannici bardzo pomogli, tak samo jak i manewry ratownicze. Egzamin dość trudny i szczegółowy, jak ktoś dobrze strzelał, to mógł zdobyć i 5, jak nie – no cóż 😛 Mi udało się zaliczyć go w pierwszym terminie. Na UMB zakład PP przyjazny, pracują tam głównie anestezjolodzy, zmienił się kierownik, więc nie wiem jak będzie za rok.

ANATOMIA

Zajęcia wyglądały identycznie, jak w pierwszym semestrze, dlatego pod koniec tego posta dam Wam link do wpisu na ten temat i tam będziecie mogli przeczytać o zajęciach na tym przedmiocie. Tym razem opiszę Wam egzamin. Podzielony jest na dwie części – jednego dnia piszemy praktykę, czyli tzw. szpilki, a drugiego teorię. Szpilki nie były trudne, wystarczyło nauczyć się dobrze rozpoznawać zbiór kilkudziesięciu preparatów z zeszłego roku i raczej nie było możliwości ich oblania. Kilkunastu szczęśliwcom się to niestety udało. Z teorią jest gorzej, bo materiału jest naprawdę sporo, a nie ma już później czasu na czytanie podręczników. Ja zajęłam się giełdami – 700 szczegółowo przerbionych pytań nie dało rady… Pech chciał, że w większości weszły pytania z zeszłego roku, a ja je zwyczajowo olałam, bo stwierdziłam, że się nie powtórzą. Ten, kto wyszedł z podobnego założenia jak ja teorię oblał, albo nastrzelał (ja jestem tragiczna, jeśli chodzi o strzelanie :P). Poprawka między egzaminami, więc mało czasu na powtórki. Mi na szczęście udało się ją zaliczyć, dlatego ominął mnie wrzesień. Egzamin składał się z pytań zamkniętych i otwartych i obejmował język polski, łaciński i angielski.

HISTOLOGIA

Histologia w drugim semestrze różni się nieco od tej w pierwszym. Na początku zajmowaliśmy się omawianiem poszczególnych tkanek, komóreczek, a w drugim semestrze pracowaliśmy już na całych układach, co nie było ani proste, ani trudne – wszystko zależało od tego, czy dany temat nam pasował, czy nie. Mi w drugim semestrze szło zdecydowanie lepiej, bo wyrobiłam sobie odpowiedni plan działania, jeśli chodzi o naukę. Informacji było więcej, a kolokwia, w moim odczuciu, trudniejsze. Aby podejść do egzaminu należało mieć zaliczone wszystkie kolokwia, był jeden dzień, w którym można było poprawić 4 z 5, więc jeśli ktoś w ciągu roku się nie postarał, to miał praktycznie egzamin przed egzaminem 😛 Mnie kombajn ominął, uff. Aby podejść do teorii trzeba było zdać praktykę, tu też krążyły zdjęcia preparatów zwane „złodziejem butów” 😛 Na 10 punktów należało zdobyć 7, było 10 preparatów, a na połowie jeszcze celowania, czyli zaznaczone konkretne struktury, komórki, które należało podpisać. Teoria to egzamin ABDC i choć byłam obkuta, bo lubiłam uczyć się z histologii, to zaliczyłam go tylko na 3,5.

BIOCHEMIA

Kolejne zajęcia, które opisywałam już w poście dotyczącym I semestru. Dodam tylko, że teraz zajęcia były o wiele bardziej nudne i monotonne, a doświadczenia niezbyt ciekawe. Plusem był fakt, że często dało się je zrobić szybciej i wychodziliśmy np. godzinę wcześniej. Kolokwia na podobnym poziomie jak poprzednio, opisowe z wzorami i reakcjami. Egzamin również był opisowy, ale wystarczyło czytać ultragiełdę i dobrze nauczyć się wzorów. Mi udało się napisać aż 6 stron A4 – odpadała mi ręka, ale było warto. 4 z egzaminu to dobre osiągnięcie 😀 Za biochemią nie przepadałam, ale wydaje mi się być ciekawym przedmiotem – gdybym nie miała przymusu się tego uczyć, to wybrałabym najciekawsze tematy i z przyjemnością je czytała. 

JĘZYK ANGIELSKI

W drugim semestrze zmienił nam się prowadzący i zajęcia nie były już tak ciekawe. W sumie uzupełnialiśmy podręcznik, przygotowywaliśmy w domu jakieś prace i trochę odpowiadaliśmy. Szkoda, myślałam, że nauczę się czegoś więcej, że będziemy więcej mówić, a tak – nadal mam jakąś blokadę i przy próbie wypowiedzenia czegokolwiek zapominam nawet podstawowe słowa. Z pisaniem i czytaniem nie jest tak źle – z czytaniem praktycznie nie mam problemów. Widać, że aktywna forma języka u mnie kuleje i nie wiem, czy nie zapiszę się w tym roku na jakiś kurs. Egzaminu z angielskiego nie było – czeka mnie dopiero na drugim roku.

HISTORIA MEDYCYNY

Myślałam, że będzie to jeden z najnudniejszych przedmiotów, na którym będę spać lub w ogóle nie będę przychodzić na wykłady. To, jak bardzo się myliłam może potwierdzić tylko jedno – nie opuściłam żadnego z naszych spotkań. Jeśli nie miałam nic do nauki z zainteresowaniem słuchałam wywodów wykładowcy – Pani Grassmann opowiada historię powstania tej nauki tak ciekawie, że szkoda było zaprzepaścić możliwość posłuchania o tym, jak działo się kiedyś, jak wyewoluował zawód lekarza i jak kiedyś leczono. Przeszliśmy przez wszystkie epoki – od starożytności po czasy dzisiejsze. Jeśli śledzicie mnie na IG na pewno widzieliście instastory ze „stróżem odbytu faraona” 😀

SOCJOLOGIA

Nauka tak bardzo potrzebna, że aż dziwna 😛 Nie przepadam za takimi zajęciami, moim zdaniem to zapchajdziury, ale jak trzeba chodzić, to trzeba. To już moje drugie spotkanie z tym przedmiotem – pierwsze zaliczyłam na farmacji. Dzięki temu udało mi się uniknąć chodzenia na wykłady. Zajęcia nie były tak nudne, jak się tego spodziewałam, poruszaliśmy tematy ważne z perspektywy zawodu lekarza. Zostaliśmy podzieleni na małe grupki (a raczej sami się podzieliliśmy) i każda miała przygotować na zajęcia prezentację. Ja i moi znajomi wybraliśmy temat „Szpital jako instytucja społeczna”, który okazał się być dość ciekawy i interesujący. Omawialiśmy jeszcze między innymi pracę lekarza, problem niepełnosprawności, nałogów, patologii, starości. Na koniec czekało na nas kolokwium na zaliczenie, które większość zdała bez większych problemów. Egzaminu z tego przedmiotu nie było.

FAKULTET: JĘZYK WŁOSKI

Starałam się wybierać takie fakultety, które jak najszybciej się kończyły, były ciekawe i niezbyt wymagające. O ile włoski nie wymagał pisania kolokwiów czy sprawdzianów, tak nie był ani ciekawy, ani krótki. Zajęcia skończyliśmy w maju, czyli dość późno. Miałam wrażenie, że na tych zajęciach zostałam rzucona na głęboką wodę – ciężko było mi nadążać za wątkiem, skupić się. Jak coś notowałam – inne sprawy umykały. Uczyliśmy się jakichś podstaw, ale i medycznego słownictwa. po tych zajęciach nie umiem nic nowego. Nie podobały mi się. Żałuję, że nie wybrałam łaciny – mogłabym ja przepisać, a nawet jeśli nie – pomogłaby mi trochę w anatomii.

FAKULTET: ALERGENY

Fakultety komedia 😀 Tu też należało wykonać prezentację i uczestniczyć na każdych zajęciach, a dodatkowo rysowaliśmy sobie pyłki i inne stworki – jak ktoś mial kredki i zabarwił je na kolorowo dostawał pochwałę – praktycznie tak, jak w przedszkolu. Kończyliśmy je szybciej, niże powinniśmy, bo nikomu nie chciało się siedzieć do późna na uczelni – prowadzącym też. Moja grupa robiła prezentację jako pierwsza, potem wszyscy ściągali od nas i powtarzali praktycznie to samo – nikt się jednak nie czepiał 😛 Zajęcia prowadziła Kleopatra – jak zobaczycie tę sympatyczną kobietę od razu będziecie wiedzieli, ze to ona 😛 Ogólnie nudne, ale szybko mijające zajęcia, które skończyły się po 5 tygodniach – warunkiem zaliczenia było posiadanie zeszytu i wykonanie prezentacji.

PODSUMOWANIE

Jeśli ktoś kiedyś powie Wam, że na medycynie nie ma życia – nie wierzcie. Owszem, na trzecim roku jest ciężko, ale to wszystko jeszcze przede mną – podobno jeśli przetrwa się I i III – dalej będzie już z górki. Na pierwszym roku miałam czas dla siebie, swoich pasji i dla znajomych. Na miasto wychodziłam częściej, niż na farmacji. Mogłam ustalić w tygodniu dzień, w którym leniuchowałam, nie musiałam non stop siedzieć w książkach. Razem z Mateuszem gotowaliśmy i sprzątaliśmy – nic strasznego. Wbrew temu, jaka panuje opinia o studentach zawsze mieliśmy choć chwilę, by ogarnąć mieszkanie. Sesja była ciężkim kawałkiem chleba, głównie od strony psychicznej – 1,5 miesiąca nauki potrafi wykończyć człowieka – jak zaczęłam 29 maja, tak skończyłam 5 lipca 😛 Ogólnie spodziewałam się czegoś gorszego, a odniosłam wrażenie, że to na farmacji było mi ciężej. Jeśli zamierzacie iść na studia medyczne powiem jedno – jest ciężko, ale nie na tyle, by sobie nie poradzić. Jeśli dobrze zaplanujecie swój czas i nie narobicie sobie zaległości – zaliczycie wszystko – niezależnie od tego czy w sesji, czy już na poprawkach. Nie m się czego bać, warto stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej.
  • PODSUMOWANIE PIERWSZEGO SEMESTRU NA LEKARSKIM ZNAJDZIECIE tutaj.
Co sądzicie o moim planie? Który z tych przedmiotów zainteresowałby Was najbardziej?
Pozdrawiam ♥
Udostępnij:
Follow by Email
Facebook
Google+
http://www.elfnaczi.pl/2017/08/medycznie-podsumowanie-i-roku-medycynyhtml
Twitter
Pinterest
Instagram

Spodoba Ci się także: