Monthly Archives

Maj 2017

Uncategorized

#LETNICZAS | SŁOŃCE TO ZŁO? KILKA SŁÓW NA TEMAT OCHRONY PRZED PROMIENIOWANIEM UV

31 maja 2017
letni czas, opalanie, promieniovanie uv, filtry blog 1
 Hej!
Mimo tego, że dziś pogoda na Podlasiu nie do końca dopisuje będę dziś pisać o opalaniu, promieniowaniu UV, kilku mitach dotyczących słońca i filtrów,  a także o moim podejściu do tematu. Tym samym otwieram tym wpisem kolejną serię wpisów, tym razem traktujących o zbliżającym się lecie i przygotowaniach do ciepłych dni. Znów mam przyjemność organizować ją z cudownymi osobami, których blogi podeślę Wam pod koniec tego posta.
Jeśli temat Was zainteresował, a zdjęcia się spodobały – zapraszam dalej, na pewno nie będzie nudno – postaram się pisać zwięźle, krótko i na temat (to do mnie takie niepodobne :P).

letni czas, opalanie, promieniovanie uv, filtry blog 2

FOTOTYP SKÓRY – JESTEM ALBINOSEM? 😮

Za barwę naszej skóry, włosów i tęczówek odpowiada melanina, czyli substancja produkowana w naskórku przez obecne tam melanocyty. To, ile znajduje się w nas melaniny skutkuje tym, jak ciemna jest nasza karnacja. Według skali Fitzpatricka wyróżniamy sześć fototypów skóry – od najbledszego, do najciemniejszego. W skrócie:
  • Fototyp pierwszy to osoba o bardzo jasnej karnacji, oparzenia posłoneczne występują zawsze, a skóra się nie opala.
  • Fototyp drugi to osoby z jasną karnacją, u których również oparzenia występują przy każdym kontakcie ze słońcem, ale po kąpieli słonecznej skóra lekko się opala.
  • Fototyp trzeci to osoby ze skórą zawsze się opalającą, u których czasem występują poparzenia słoneczne.
  • Fototyp czwarty to osoby, które łatwo się opalają, a ich skóra nie ulega poparzeniom.
  • Fototyp piąty to osoby o umiarkowanej pigmentacji, które po każdej wizycie na słońcu się opalają.
  • Fototyp szósty to osoby rasy czarnej, które nie są narażone na poparzenia słoneczne.
Poznanie fototypu swojej skóry nie jest oczywiste, może się on również zmieniać z wiekiem (w pewnych graniach) i z czasem ekspozycji na słońce. Związany jest zazwyczaj ze strefą, w której mieszkamy. Na moim przykładzie – jako dziecko byłam typową I – blada, nawet kilak minut na słońcu skutkowało pęcherzami i słoneczną skórą. Teraz jestem II – nadal opalam się na raka mimo stosowania wysokich filtrów, ale lekko brązowieję. Błędem jest klasyfikowanie osób z ciemnymi włosami w wyższych fototypach, tak jak i tych z jasną czupryną do niższych.

letni czas, opalanie, promieniovanie uv, filtry blog 3

SPF, PPD, PA – A CO TO TAKIEGO? A PO CO TO POTRZEBNE?

SPF to skrót od wskaźnika ochrony przeciwsłonecznej. Określa to, jak długi czas filtr chroni nas przed promieniowaniem UVB i na ile to promieniowanie przepuszcza. Wyróżniamy 3 typy ochrony – niską, średnią, wysoką. Filtry występują w granicach SPF 2 do SPF50+ – każdy filtr z wartością większą niż 50 jest tak oznaczany. Najbardziej popularne wartości to te o faktorze 15, 30 i 50+. Filtr UV nie chroni przed słońcem w 100% , dlatego stosowanie nazwy „bloker” zostało zakazane do stosowania. To promieniowanie UVB powoduje jeden z najbardziej niebezpiecznych nowotworów – czerniaka.
PA to wartość ochrony przed promieniowaniem UVA – czyli tym, które powoduje fotostarzenie się skóry – ma dłuższa długość fali i głębiej penetruje skórę. Promieniowanie UVA negatywnie wpływa na struktury skóry właściwej, powoduje powstawanie przebarwień posłonecznych (hiperpigmentacyjne znamiona, które ciężko jest usunąć). Ochrona PA występuje w formie plusików – od „+” do „+++”. Pojawiają się też filtry z „++++”, ale standardy określania PA nie są tak jasne jak SPF, więc nie ma skali, do której mogłybyśmy przyrównać ochronę daną nam przez filtr „+”, czy „+++”.

letni czas, opalanie, promieniovanie uv, filtry blog 4

FILTRY CHEMICZNE A FIZYCZNE. FILTRY PRZENIKAJĄCE.

Filtry dzielą się na fizyczne, czyli np. dwutlenek tytanu i tlenek cynku, a także filtry chemiczne, np. Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine,  Diethylhexyl Butamido Triazone. W dzisiejszych czasach najczęściej spotykane są filtry mieszane, które zawierają i chemiczne składniki, i mineralne – z takich korzystam i ja. Plusem filtrów fizycznych jest to, że są raczej bezpieczne dla skóry (chociaż warto jest unikać tlenków o nanocząsteczkach), ale po starciu nałożonej warstwy nie chronią. Mogą też bielić. Filtry chemiczne mogą podrażniać, czasem piec i w moim przypadku miało to miejsce, kiedy przedobrzyłam z retinoidami. Są jednak na tyle dobrze przebadane, że polecane są nawet dla skór atopowych i wrażliwych.
Co to filtry przenikajace? Takie, których lepiej unikać – wnikają do krwiobiegu i mogą powodować zmiany w naszym organizmie (np. hormonalne, bo umieją zachowywać się jak te cząsteczki), chociaż ich temat nadal jest kontrowersyjny, Nawet jeśli miałoby się to okazać nieprawdą wolę dmuchać na zimne i ich unikać. Są to przykładowo:
  • 4- Methylbenzylidene
    Camphor
  • Benzophenone-3
  • Benzophenone-4
  • Etylhexyl
    Methoxycinnamate (Octylmethoxycinnamate), który jest bardzo często spotykany w
    kosmetykach.
 

letni czas, opalanie, promieniovanie uv, filtry blog 5

CAŁODZIENNA OCHRONA? ILE MAM TEGO NAKŁADAĆ?

Aby
filtr miał szansę zadziałać powinien być nałożony w odpowiedniej
ilości. Mając na uwadze ten fakt twierdzę, że zwykły krem na dzień z SPF
nie chroni nas przed słońcem, ponieważ nakładamy go na skórę za mało.
Filtry powinny być nakładane w sporej dawce, ale nie warto z nimi
przesadzać – mogą bielić skórę, zmniejszać trwałość makijażu, a źle
dobrane nawet zapychać. W internecie krążą różne informacje na temat
ilości wystarczającej na skórę twarzy – ja staram się aplikować co
najmniej mililitr specyfiku.
Czy
filtr chroni przez cały dzień? Nie.
Powinno się go reaplikować, ja
jednak tego nie robię – zazwyczaj gdy nakładam krem z filtrem i wychodzę
z domu mam nałożony makijaż i nie jestem w stanie zmyć go w ciągu dnia.
Trzymam się jednak tej zasady na wakacjach – filtr dokładam co
kilkadziesiąt minut, albo po kąpieli w morzu czy jeziorze.
To, że jest wodoodporny
nie oznacza, że przetrwa najbardziej szalone zabawy 😛  

letni czas, opalanie, promieniovanie uv, filtry blog 6

DLACZEGO OCHRONA OCZU JEST TAK WAŻNA? CO Z OBSERWACJĄ ZNAMION?

Przyznać się, ile z Was ma kupione dobre okulary z filtrem? Ja też nie jestem bez winy – mimo tego, że mam duże problemy ze wzrokiem w odpowiednie okulary zainwestowałam dopiero w zeszłym roku… Teraz żałuję, ponieważ te z bazarku mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Naturalną reakcją oczu na słońce jest zwężenie źrenic – minimalizuje to ilość promieni, które dostają się do jego wnętrza i padają na siatkówkę. Co dzieje się, gdy zakładamy okulary? Źrenica, tak jak w ciemności, rozszerza się. Więcej światła wpada do oka. Jeśli okulary nie mają filtra promieniowanie UV odpowiedzialne za powstawanie nowotworu skóry nie jest blokowane czy osłabiane. Wbrew powszechnej opinii czerniak lokalizuje się nie tylko na skórze, ale też błonach śluzowych i właśnie w oku. Mam nadzieję, że przemyślicie sprawę – dobrze chroniące okulary można kupić już za 200 zł, więc w skali kilku lat to żaden wydatek, a to zdrowie jest najważniejsze.
Warto obserwować też znamiona i otaczać je szczególną opieką. To na nie filtr powinien być nakładany najdokładniej i z największą starannością. Jak odróżnić pieprzyk od złośliwej zmiany? Warto posłużyć się systemem opisującym zmiany występujące przy czerniaku:
  • A (asymmetry) – asymetria – czerniak w odróżnieniu od zmian barwnikowych wykazuje nieregularny wygląd,
  • B (borders) – granice – brzegi zmiany są nierówne i postrzępione,
  • C (color) – kolor – kolor czerniaka jest różnorodny od
    jasnobrązowego do czarnego, nierównomiernie rozłożony, często z
    punktowym skupieniem barwnika,
  • D (diameter) – średnica zmiany > 5 mm,
  • E (elevate) – uwypuklenie – uwypuklenie się zmiany ponad otaczający naskórek.
(Źródło : Piotr Rutkowski, Piotr J. Wysocki. Czerniaki skóry.)

letni czas, opalanie, promieniovanie uv, filtry blog 7

CZY COŚ MOŻE ZASZKODZIĆ? CZYNNIKI UWRAŻLIWIAJĄCE NA SŁOŃCE.

Wiele substancji może uwrażliwić nas na słońce i sprawić, że poparzenia będą pojawiały się znacznie szybciej i mogą być dotkliwsze. Takimi substancjami jest wiele leków, szczególnie antybiotyków (przechodziłam to z antybiotykiem dermatologicznym, nie polecam :P), czasem zadziałaś mogą tak też tabletki antykoncepcyjne, a także moczopędne, które są często stosowane przez osoby z lekkim nadciśnieniem. Tyczy się to również ziół – np. dziurawca. Latem warto też uważać z aplikacją na skórę twarzy produktów z witaminą A – staram się wtedy ograniczać retinoidy. To samo ma się kwasów i mocno złuszczających zabiegów – im „świeższa” skóra, tym bardziej delikatna i podatna na uszkodzenia. Warto zwracać na to uwagę, ponieważ przy zbyt niskiej ochronie mogą powstawać na skórze nieestetyczne plamy hiperpigmentacyjne, które bardzo ciężko jest później usunąć. Nie warto wystawiać na słońce świeżych blizn i przebarwień, np potrądzikowych, bo zamiast zniknąć mogą ulec utrwaleniu.

letni czas, opalanie, promieniovanie uv, filtry blog 8

NA ZAKOŃCZENIE – MOJE ULUBIONE FILTRY


Przez kilka ostatnich lat najczęściej sięgam po filtry przeciwsłoneczne dedykowane skórze twarzy od La Roche Posay. Miałam już lekki fluid, teraz kończę drugie opakowanie żel-kremu suchego w dotyku, a czeka na mnie Cicaplast. Zawsze wybieram filtry 50+, chociaż przy wyborze tych o ciała nie jestem już tak restrykcyjna. Unikam filtrów przenikających. Jeśli siedzę w domu, a słonce nie może mnie dorwać nawet przez okno odpuszczam filtry i daję mojej skórze odpocząć 🙂

Mam nadzieję, że mój post Wam się spodobał – zapraszam do reszty dziewczyn:

Lubicie takie wpisy z przydatnymi informacjami? Nic nie namieszałam? A może komuś pomogłam?
Pozdrawiam :*
 WPIS NIE JEST SPONSOROWANY.

Uncategorized

WŁOSOWA AKTUALIZACJA | WYSZŁAM CAŁO Z OPRESJI!

29 maja 2017
włosowa aktualizacja maj 2017 elfnaczi piękne włosy brunetka
Hej!
Dawno nie pisałam nic o moich włosach, a w tej kwestii miałam ostatnio trochę zawirowań. Nigdy nie narzekałam na moje kosmyki – szczególnie kiedy wzięłam się za dokładniejszą pielęgnację. Na zdjęciu możecie zobaczyć moje włosy po sobotnim włosingu 😀 Jeśli jesteście ciekawi, co na nie nałożyłam i dzięki czemu tak ładnie wyglądają – zapraszam dalej 🙂 Wspomnę też o tym, co działo się w międzyczasie i jaki zabieg odkryłam – zrewolucjonizował on moją pielęgnację. Chodźcie! 🙂

Zacznę od negatywnych wspomnień. Na początku kwietnia coś dziwnego zaczęło się dziać z moim skalpem. Zaczął swędzieć, mocno się przetłuszczać, dodatkowo pojawił się łupież, z którym raczej nie miewam problemów. Byłam zdziwiona, bo skóra głowy wyglądała na bardzo suchą, a mimo tego miejscami zbierało się na niej sporo łoju. Doszło do tego wzmożone wypadanie, z którym od dłuższego czasu nie miałam większych problemów. Nie zmieniłam pielęgnacji, diety też, natomiast trochę podróżowałam, miałam także sporo stresów. Skóra mojego ciała niestety negatywnie reaguje na te czynniki, dlatego postanowiłam spokojnie przeczekać problem, starając się jednocześnie działać doraźnie.

Dziewczyny poleciły mi też wykonanie peelingu skóry głowy i już 2 zabiegi (wykonywane z częstotliwością jeden w tygodniu) praktycznie wyeliminowały problem łuszczącej się skóry. Ostatecznie cały proces trwał miesiąc – na szczęście wszystko wróciło do normy. Odkryłam, że mojej skórze potrzebne jest regularne peelingowanie. Niestety to mechaniczne (np. przy pomocy cukru) nie do końca się u mnie sprawdza – owszem, włosy są uniesione u nasady i dobrze oczyszczone, ale nie mogę dotrzeć nim do skóry głowy, przez co jest nieefektywny. Na tak gęstych (choć cienkich) włosach lepiej sprawdzi się peeling chemiczny bądź enzymatyczny i takiego chyba będę szukać.

Jeśli chodzi o pozytywne strony – od 3 tygodni biorę Vitapil i zauważyłam już pierwsze efekty w postaci wysypu ogromnej ilości baby hair. Jak widać na zdjęciu – moje włosy są gładkie i lśniące, a końcówki gęste i nieprzerzedzone. Włosy ścinałam półtorej miesiąca temu, więc stosunkowo niedawno. Kolor oczywiście jest naturalny – to taki kameleon, w każdym świetle wygląda inaczej. Zrezygnowałam z nakładania na końce ciężkich ser i teraz albo nie stosuję ich wcale, albo decyduję się na oleokrem z Biovaxa. Włosy myję standardowo co 2 dni, po każdym myciu nakładam odżywkę, bądź maskę. Raz w tygodniu stosuję mocno oczyszczający szampon, wtedy też olejuję włosy na mgiełkę nawilżającą i zostawiam taką mieszankę na włosach na całą noc.  Mam zamiar wrócić do cotygodniowego SPA dla włosów, czyli pozostawieniu na nich produktów do spłukiwania dłużej, niż na 2 minuty 😛 Zamierzam też wprowadzić regularne peelingi skóry głowy, które dobrze robią moim cienkim włosom. 

Kosmetyki, jakich używam

  • Szampony 

 

    • InSight, szampon z olejkiem z drzewa herbacianego do włosów przetłuszczających się
    • Eco Lab, szampon z wyciągiem z pigwy normalizujący do włosów przetłuszczających się 
    • Isana Med, szampon przeciwłupieżowy (HIT!)

 

  • Odżywki/Maski 

 

    • Receptury Babuszki Agafii, maska drożdżowa pobudzająca wzrost
    • Pilomax, maska do włosów z aloesem
    • Gliss Kur, maska Oil Nutritive (niestety nie sprawdziła się i ją oddałam)

 

  • Suplementy 

 

    • Tabletki Vitapil, od niedawna również wcierka

  • Produkty dodatkowe, używane od czasu do czasu

 

    • Biovax, oleokrem Gold z olejami afrykańskimi – tamanu i z baoabu
    • Indigo, olejek arrganowy do ciała w spreju  
Co sądzicie o stanie moich kosmyków? Też miewacie takie przejściowe problemy ze skórą głowy lub włosami?
Pozdrawiam :*
 
Uncategorized

DR IRENA ERIS PROVOKE | LIQUID MATT LIP TINT MATOWA POMADKA 703 I 705 | ZAUFAŁAM IM, A ONE..

25 maja 2017
DR IRENA ERIS PROVOKE | LIQUID MATT LIP TINT MATOWA POMADKA 703 I 705 1

Cześć!
Szminkomaniaczka wita na blogu! Jak już wiecie, jestem wielką fanką wszelkiego rodzaju pomadek. Lubię testować nowości, otwieram się na nowe wykończenia mimo tego, że jestem wielbicielką matowych szminek. Staram się znaleźć te najlepsze, które dobrze wyglądają na ustach, długo się utrzymują, a przy tym nie wysuszą ich na wiór.
Uważam, że dobrze dobrana szminka potrafi podkreślić urodę, uwydatnić usta i ożywić każdy makijaż. Jeśli jest przy tym trwała i wygodna w użyciu może towarzyszyć nam przez cały dzień, a my nadal będziemy się czuć komfortowo. Kilka tygodni temu upolowałam na promocji w Rossmannie dwie nowe sztuki od Dr Ireny Eris z serii Provoke – są to matowe pomadki w płynie. Zaprezentuję Wam odcień 703 – Infinite Pink i 705 – Fuchsia Rhapsody. Jesteście ciekawi co o nich myślę? Zapraszam 😀

DR IRENA ERIS PROVOKE | LIQUID MATT LIP TINT MATOWA POMADKA 703 I 705 2

Obietnice producenta

Pomadka o aksamitnej konsystencji otula usta eleganckim, matowym
wykończeniem. Usta pozostają podkreślone wyrafinowanym, intensywnym
kolorem przez wiele godzin. DOUBLE WAX COMPLEX™ o właściwościach
pielęgnacyjnych i ochronnych sprawia, że produkt nie wysusza ust.


Formuła testowana DERMATOLOGICZNIE.

Opakowanie 

Nie wiem jak Wy, ale ja mam w sobie coś ze sroki i lubię otaczać się ładnymi przedmiotami. Nie ukrywam, że zwracam uwagę na to, jak kosmetyk jest zapakowany, bo potrafi to dodatkowo umilić jego stosowanie. Pomadki Provoke zapakowane były w srebrny, zabezpieczony naklejkami kartonik, na którym znajdowały się informacje o kolorze, pojemności, PAO, a także obietnice producenta i skład.
Same buteleczki są w kolorze srebrnym, wykonane z lustrzanego materiału, wydaje mi się, że jest to plastik dobrej jakości (a może metal, ale nie czuję tego charakterystycznego chłodu i dźwięku, kiedy stukną o jakieś powierzchnie) – nosiłam je już w torbie, na szczęście nie mają tendencji do rysowania się. na dole umieszczone jest bezbarwne szkiełko ukazujące kolor szminki, a na dnie znajduje się naklejka z pojemnością (6 mililitrów), okresem ważności po otwarciu i numerem. Całość prezentuje się estetycznie i przywodzi na myśl kosmetyki wyższej jakości.

DR IRENA ERIS PROVOKE | LIQUID MATT LIP TINT MATOWA POMADKA 703 I 705 3

Dostępność

Kosmetyki z linii Provoke dostępne są w wielu drogeriach internetowych, a także w sklepie internetowym dr Ireny Eris – sklep.drirenaeris.com. Można też dostać je stacjonarnie i właśnie tak zdobyłam swoje egzemplarze. Szminki widziałam tylko w Rossmannie, natomiast podkłady, pudry i kosmetyki pielęgnacyjne także w Super Pharm.

DR IRENA ERIS PROVOKE | LIQUID MATT LIP TINT MATOWA POMADKA 703 I 705 4

Cena

Regularna cena jednej takiej pomadki jest dość wysoka – kosztuje mniej więcej 55 zł, w Rossmannie bywają jeszcze droższe. W internecie widziałam je za 35-45 złotych, co jest już ceną bardziej przystępną. Za swoje zapłaciłam mniej więcej 27 złotych, ponieważ udało mi się upolować je na promocji -49%, która odbyła się niedawno w jednej z największych drogerii w Polsce.

DR IRENA ERIS PROVOKE | LIQUID MATT LIP TINT MATOWA POMADKA 703 I 705 5

Trwałość

Trwałość jest dla mnie jednym z ważniejszych aspektów przy wyborze matowej pomadki. To właśnie dla niej sięgamy po matowe wykończenia – są one bardziej odporne na mechaniczne uszkodzenia – migrację czy tak zwane zjadanie. U mnie te pomadki utrzymują się w dobrym stanie około 5 godzin, ciemniejsza wygląda dobrze nawet dłużej, ponieważ pigment mocno chwyta się ust. Jasna wymaga poprawek w ciągu dnia, ale znika na tyle ładnie, że nie trzeba się tym przejmować. Nie są to pomadki zastygające, dlatego nie wymagam od nich całodniowej trwałości.

DR IRENA ERIS PROVOKE | LIQUID MATT LIP TINT MATOWA POMADKA 703 I 705 6

Pigmentacja

Pigmentacja tych szminek jest świetna – wystarczy nałożyć na usta jedną cienką warstwę, by cieszyć się pełnią koloru. Są one mocno nasycone, nawet 703, jaśniejsza, dobrze przykrywa moją dość ciemną czerwień wargową. Bardzo lubię je za to, że nałożone w minimalnej ilości wyglądają tak, jak powinny, krycie jest 100-procentowe, a przy tym nie podkreślają załamań, zmarszczek i innych niedoskonałości, których możemy spodziewać się w obrębie ust.

DR IRENA ERIS PROVOKE | LIQUID MATT LIP TINT MATOWA POMADKA 703 I 705 7 SWATCHE
|ZDJĘCIE BEZ FILTRA|

Moja opinia

Od matowych pomadek, tak jak wspomniałam na wstępie, wymagam trwałości, intensywnych kolorów i tego, by nie wysuszały ust. Znalezienie takich, które łączyłyby ze sobą te trzy właściwości, a przy tym były w dostępnej cenie jest czasem nie lada wyzwaniem. 
Przygodę z matowymi, płynnymi pomadkami zaczęłam od musów Manhattanu i na musach skończyłam. Przeszłam też przez pomadki Golden Rose Longstay i nadal je lubię, ale nie odpowiada mi fakt, że mocno ściągają usta i są na nich cały czas wyczuwalne.
Pomadki Dr Ireny Eris są ultralekkie, mają konsystencję delikatnej pianki i nie zastygają. Aplikator jest dość duży i płaski, nabiera się na niego niewielka ilość kosmetyku – zapobiega to wylewaniu się go poza opakowanie, a także nakładaniu zbyt dużej jego ilości na usta. Jest podobny do tych, które występują w błyszczykach, puchaty, ale na tyle twardy, by móc obejść się bez konturówki. Usta umalowane tą szminką nie lepią się, nie występuje też uczucie ściągnięcia, co czasem zdarza mi się w przypadku innych produktów do ust – mimo tego, że moje wargi zawsze są dobrze wypielęgnowane. Bardzo ważne jest też dla mnie to, że nie mają tendencji do osiadania na zębach – niestety często mi się to zdarza, a bardzo nie lubię takich sytuacji, bo nie wygląda to estetycznie.
Tak jak napisałam – pomadki te nie zastygają, przez co ich trwałość jest krótsza od tradycyjnych, płynnych szminek. Mus osiada na ustach, a pigment wpija się w nie, dlatego nawet po całkowitym usunięciu formuły wargi są zabarwione – szczególnie dobrze widać to w przypadku ciemniejszej sztuki. Jeśli miałabym podać konkretny czas – myślę, że dobrze wyglądają około 5 godzin, zjadają się ładnie, więc nie ma z tym większych problemów. Łatwo jest też je zmyć i ponownie dopełnić.
Liquid Matt Lip Tint mają przyjemny, owocowy zapach, co jest miłą odmianą od wszystkich budyniowych słodziaków. Zabrałam obie szminki na Meet Beauty i mnie nie zawiodły – przez cały dzień wyglądały świetnie, nie musiałam co chwilę zerkać w lusterko i mogłam bez obaw się uśmiechać. Kiedy je zmyłam usta nie były spierzchnięte i suche, być może dzięki temu, że szminki zawierają w składzie woski. Mogę Wam zdradzić tajemnicę – jaśniejsza na pewno trafi do ulubieńców maja – mam kilka fajnych szminek, ale ta trafia na podium – zakochałam się w niej od pierwszego użycia!

703 – Infinite Pink, to dzienny, delikatny, ale dobrze kryjący kolor. Jest raczej neutralny, nie wpada ani w mocno ciepłe, ani zimne tony. Nie żółci zębów. Dopasowuje się do reszty makijażu. Jest to róż z niewielką domieszką brzoskwiniowych tonów.

705 – Fuchsia Rhapsody, to, jak nazwa wskazuje, głęboka fuksja z domieszką fioletu. W rzeczywistości jest chłodniejsza, niż na zdjęciach, ciężko uchwycić ten kolor. Wybiela zęby. Jest trwalsza, ponieważ pigment wpija się w usta. Idealna do minimalistycznych makijaży, w których to usta grają pierwsze skrzypce.

Czy kupię ponownie?

Mam chrapkę na kolejne kolory i mam nadzieję, że w przyszłości powstaną nowe. Te dwa najbardziej podobały mi się z całej kolekcji, chociaż kusi mnie jeszcze 702 i 704 – kto wie, może na następnej promocji je upoluję 😀

703 - Infinite Pink MATOWA POMADKA DR IRENA ERIS PROVOKE LIQUID MATT LIP TINT NA USTACH
703 – INFINITE PINK | ZDJĘCIE BEZ FILTRA

703 - Infinite Pink MATOWA POMADKA DR IRENA ERIS PROVOKE LIQUID MATT LIP TINT NA USTACH 2
703 – INFINITE PINK | ZDJĘCIE BEZ FILTRA
705 - Fuschia Rhapsody DR IRENA ERIS PROVOKE LIQUID MATT LIP TINT NA USTACH
705 – FUCHSIA RAPSHODY | ZDJĘCIE BEZ FILTRA

705 - Fuschia Rhapsody DR IRENA ERIS PROVOKE LIQUID MATT LIP TINT NA USTACH 2
705 – FUCHSIA RAPSHODY | ZDJĘCIE BEZ FILTRA
Jak podobają Wam się te szminki? Lubicie kosmetyki dr Ireny Eris? W której wyglądam lepiej? 😀
Pozdrawiam, wracam dziś do blogosfery i będę odwiedzać Wasze blogi 🙂
 
Uncategorized

PIERWSZE WIOSENNE SPOTKANIE PODLASKICH BLOGEREK W BIAŁYMSTOKU | RELACJA

23 maja 2017
spotkanie blogerek białystok maj 2017

Hej!
W weekend bawiłam się na Meet Beauty, dlatego mam opóźnienia w związku z postami i nadrabianiem Waszych wpisów. Taka impreza zdarza się jednak tylko raz w roku, dlatego musicie wybaczyć mi niedyspozycję i zadowolić się tym, że częściej występowałam na Instagramie 😀 Pocieszę Was faktem, że od tego tygodnia postaram się dodawać posty regularnie – na tyle, na ile będę miała czas – niestety sesja zbliża się wielkimi krokami, a mi zależy na zaliczeniu w pierwszym terminie jak największej ilości egzaminów, dlatego powinnam ostro wziąć się do nauki.
Jeśli jesteście ciekawi,  w jakim gronie tym razem się spotkałyśmy, gdzie odbyła się nasza mini „impreza” i kto w niej uczestniczył – zapraszam do dalszej części wpisu 🙂

spotkanie blogerek białystok maj 2017 1 baristacja

spotkanie blogerek białystok maj 2017 2 baristacja

Spotkanie odbyło się w zeszłą sobotę (tę przed Meet Beauty), tym razem zamiast restauracji wybrałyśmy (a raczej Asia i Michalina :P) kawiarnię. Było to spotkanie w kameralnym gronie – co nie oznacza, że gorszym. Jako termin wiosennej edycji wybrana została sobota 13 maja – pogoda nam dopisała, choć później się zachmurzyło. Mimo wszystko i tak było ciepło, a my miło spędziłyśmy ze sobą kilka godzin.

spotkanie blogerek białystok maj 2017 3 baristacja
Baristacja to mała kawiarenka w centrum Białegostoku. Mimo tego, że jest ulokowana niedaleko Pałacu Branickich nigdy nie miałam okazji jej odwiedzić – ciągle było mi nie po drodze 😛 Pozytywnie zaskoczył mnie wystrój sali i to, ile osób było w środku – po prostu tłumy. Praktycznie każdy stolik był zajęty, nasze na szczęście były zarezerwowane. Po kilku minutach gadania i przełamywania pierwszych lodów zabrałyśmy się za zamawianie jedzenia.

spotkanie blogerek białystok maj 2017 baristacja 4
spotkanie blogerek białystok maj 2017 baristacja 5
Oprócz kaw, można wybrać herbatę, czy soki, a także smoothie i koktajle. Łasuchy mogą poczuć się jak w raju – ciasta, ciasteczka, bezy czy drożdżówki – wszystko pachnie i wygląda tak pięknie, że mogłabym stać przy ladzie cały dzień 😛 Oprócz dań słodkich takich jak naleśniki dostępne są też wytrawne, między innymi sałatki, którą będziecie mogli zobaczyć niżej. Jedzenie i napoje są aromatyczne, świeże, a ceny – przystępne.
Michalina i Asia zdecydowały się na naleśniki ze słodkim serkiem i owocami (mmm, te jeżyny :D), Natalia wybrała sałatkę, Kamila postawiła na bezę, a ja, która niestety mleko musi obchodzić szerokim łukiem, wybrałam drożdżówkę z kajmakiem, posypaną kruszonymi migdałami i orzechami a także porzeczkową mrożoną herbatę.

spotkanie blogerek białystok maj 2017 baristacja 6
spotkanie blogerek białystok maj 2017 baristacja 7
Atmosfera była świetna – przez to, że było nas mniej każda mogła ze sobą porozmawiać. Poruszałyśmy i tematy blogowe, i prywatne, trochę ponarzekałyśmy, podzieliłyśmy się newsami – jak każde kobiety. Czas przy smakołykach i rozmowie mijał szybko, jak zawsze, kiedy znajdujemy się w doborowym towarzystwie. Cieszę się, że w Białymstoku spotkania organizowane są częściej, a sama idea widywania się w każdej porze roku jest świetna. Moim zdaniem integracja jest bardzo ważna – wbrew temu, o czym czyta się teraz w internecie blogi to nie tylko zawiść i zazdrość, ale także piękne chwile, możliwość spotkania cudownych osób i rozwijania nowych pasji. W tym wyścigu szczurów nie powinnyśmy o tym zapominać, a patrzenie na świat z pozytywnej strony na pewno wyjdzie nam na dobre.

spotkanie blogerek białystok maj 2017 baristacja 8
spotkanie blogerek białystok maj 2017 baristacja 9

W spotkaniu uczestniczyły:

spotkanie blogerek białystok maj 2017 baristacja 10
spotkanie blogerek białystok maj 2017 baristacja 11
spotkanie blogerek białystok maj 2017 baristacja 12
spotkanie blogerek białystok maj 2017 baristacja 13
Spotkanie miało nie obfitować w upominki, ale dziewczyny zaskoczyły nas drobnymi niespodziankami. W paczce znalazły się kosmetyki La Roche Posay – krem nawilżający Hydreane Legere – i antyperspirant z Vichy. Dodatkowo każda z nas została obdarowana Collagenem z witaminą C – nadal zastanawiam się, czy nie zacząć go stosować, ponieważ często mam problemy ze stawami, a i skóra powinna po nim lepiej wyglądać.
spotkanie blogerek białystok maj 2017 baristacja 14 la roche posay vichy

spotkanie blogerek białystok maj 2017 baristacja 15 collagen
Podobają Wam się takie kameralne spotkania? Często w nich uczestniczycie, czy to raczej rzadkość w Waszej okolicy?
Pozdrawiam :*
Uncategorized

PROJEKT DENKO | KWIECIEŃ 2017 | SKROMNIE, ALE Z KLASĄ

16 maja 2017
blog projekt denko kwiecień 2017

Hej!
 
Ciężką pracę w tym tygodniu mam już za sobą – tak jak informowałam Was na Instagramie i Facebooku – jako jedna z nielicznych zaliczyłam kolokwium z biochemii i to na 5! Jestem z siebie dumna, ale miałam też trochę szczęścia – większość pytań dotyczyła tego, z czego chciałabym napisać tę pracę 😀 
Jeśli chodzi zaś o dzisiejszy wpis – zapraszam Was na projekt denko – skromny, ale pokażę tu kilka kosmetyków, które naprawdę polubiłam. Jeśli jesteście ciekawi, co udało mi się zużyć w zeszłym miesiącu i przeczytać krótkie opinie na temat tych kosmetyków – serdecznie Was zapraszam!

żel pod prysznic balea mango, demsa topic żel do skóry atopowej

CIAŁO:

  • KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC BALEA O ZAPACHU MANGO

Mój zapas żeli z Balei na szczęście się kończy. Bardzo je lubię – szczególnie wersje kremowe, ale przyznam, że czasem mocno wysuszają moją skórę, a ja nie zawsze mam ochotę na smarowanie się balsamami. Te kremowe nie działają aż tak destrukcyjnie na naskórek, ale zwykłe rodzaje (te przeźroczyste galaretki) mają bardziej oczyszczające działanie, przez co mogą podrażniać delikatne ciało. Ten gagatek tutaj pachniał przepięknie, miał mleczną konsystencję i intensywnie pomarańczowy kolor – wręcz neonowy. Zużyłam go z przyjemnością, dobrze się pienił i dokładnie oczyszczał skórę. Był średnio wydajny, żele z Balei używać 3-4 tygodnie – więcej nie jestem w stanie z nich wyciągnąć. Pewnie kiedyś do nich wrócę, zużywam ostatni i robię sobie dłuższą przerwę. 
  • PREPARAT DO MYCIA DEMSA TOPIC

Kosmetyki Demsy wygrałam dawno temu w konkursie. Z racji tego, że zużywam kosmetyki od najstarszych, od najnowszych  sięgnęłam po tę serię. Niestety muszę Was zasmucić – nie polecam tych produktów. Producent dedykuje je dla osób z atopowym zapaleniem skóry i maluszków od 6 miesiąca życia. Szkoda, że zawierają one silen detergenty pokroju SLES, które dodatkowo podrażniają skórę, wysuszają ją i naruszają i tak wątłą barierę ochronną. Wysuszał mnie tak samo, jak standardowe żele z drogerii, miał bardzo gęstą konsystencję, przez co ciężko było wydobyć go z opakowania. Ostatecznie Mateusz zużył go do mycia głowy, ale niestety w tej kwestii też niezbyt dobrze się sprawdzał – czasem potrafił podrażnić skalp. Strzeżcie się przed tym kosmetykiem, myślałam, że będzie to coś ciekawego, a praktycznie cała seria okazała się być jedym wielkim niewypałem.
SZAMPON DO WŁOSÓW OSŁABIONYCH I WYPADAJĄCYCH ALTERRA, BIOTYNA I KOFEINA SZAMPON DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH INSIGHT, LOSS CONTROL

WŁOSY:

  • SZAMPON DO WŁOSÓW OSŁABIONYCH I WYPADAJĄCYCH ALTERRA, BIOTYNA I KOFEINA

Szampony z Alterry używam od początków mojego włosomaniactwa, miałam w zapasie 3 i na razie chcę od nich odpocząć. Przestały służyć moim włosom i nie oczyszczają skóry głowy tak, jak bym tego chciała. Sprawdzają się u mnie tylko dwie wersje, reszta zaczęła bardziej szkodzić, niż przynosić jakiekolwiek korzyści. Wersja z biotyną i kofeiną znalazła się niestety w tej gorszej grupie. Włosy ładnie po niej wyglądały, ale niestety pobudzała moją skórę głowy do nadmiernej produkcji sebum, co powodowało szybsze przetłuszczanie. Przyzwyczajona do mycia włosów co drugi dzień nie mogłam znieść tego, że dzień po myciu były już przetłuszczone. Do tej konkretnej wersji już nie wrócę – znalazłam lepsze szampony z delikatniejszym składem, które nie przyspieszają przetłuszczania.  
  • SZAMPON DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH INSIGHT, LOSS CONTROL

Jest to mój pierwszy szampon tej marki i na pewno nie ostatni. Odkryłam je stosunkowo niedawno, czytając na ich temat pozytywne opinie na grupach włosomaniaczek i blogach dziewczyn, które opisują pielęgnację włosów.  Szampon InSight dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy nie podrażniając ich. Nie należy do najdelikatniejszych, ponieważ bazuje na SCS, czyli roślinnym odpowiedniku SLS, który ma podobną moc, ale zdecydowanie niższe jest ryzyko podrażnienia. Czy wpłynął znacząco na wypadanie? Współdziając z innymi kosmetykami przeciwdziałającymi temu problemowi – tak. Moich włosów w odpływie pojawiało się znacznie mniej. Mogłam je myć co 2, 3 dni i nadal wyglądało świeżo. Skóra głowy nie była przesuszona ani podrażniona. 500 mililitrowa butla starczyła mi na prawie 5 miesięcy używania. Podoba mi się też pomysł z pompką – to duża oszczędność. Na pewno do niego wrócę, teraz używam wersji do włosów przetłuszczających się.
To już druga buteleczka tego serum. Robię nim sobie kurację raz do roku – wydaje mi się, że to optymalny odstęp czasu, zważywszy na to, że to serum starcza mi na 3-4 miesiące używania. Podczas jego stosowania na mojej skórze pojawia się mniej zaskórników, a wypryski szybciej się goją. Nie wysusza mnie ani nie podrażnia, można stosować je pod krem. Mimo tego, że kwas migałowy raczej nie uwrażliwia na słońce przy stosowaniu tego serum producent zaleca nakładanie na skórę kremów z filtrem – ja korzystam z nich praktycznie przez cały rok. Serum najbardziej wpływa na przebarwienia – zmusza je do szybszego blednięcia i znikania. Co do blizn – poprawa może i jest, ale ich usuwanie to proces powolny, wymagający wielu miesięcy albo nawet lat. Na pewno wrócę do tego serum zimą, lub wczesną wiosną w przyszłym roku. Jego recenzję możecie przecztać klikając w nagłówek tego akapitu. 


  • POMADKA OCHRONNA BALEA, LOVELY MINT

Pomadki ochronne to coś, co znajduje się w każdej mojej torebce, łazience, a także na biurku – podobnie jak krem do rąk. Ta z Balei była naprawdę fajna, nie bazowała na taniej parafinie. Dobrze nawilżała usta, ale nie była jak odżywczy balsam – wymagała kilkukrotnej aplikacji w ciągu dnia. Miło ją wspominam przez jej lekko słodki smak i cudowny zapach – kto lubi miętowe tic taci na pewno byłby z niej zadowolony. Mam jeszcze arbuzową – ją miałam okazję używać w tamtym roku i też dobrze mi się sprawdzała – niedługo przyjdzie na nią kolej. Te pomadki są bardzo tanie (ok. 0,70 EUR), a ich działanie jest dobre, więc jeśli macie okazję po nie sięgnąć – może warto dać im szansę i spróbować 🙂 

  • KREM POD OCZY MAKE ME BIO Z WITAMINĄ E I EKSTRAKTEM Z OGÓRKA

To jeden z najlepszych kremów na dzień, jakich miałam okazję używać. Był bardzo lekki, szybko się wchłaniał, ale przy tyjm intensywnie nawilżał. Może znacząco nie wpływał na cienie pod oczami (ale w moim przypadku żaden krem nie usunie ich do końca), mi jednak najbardziej zależy na odżywieniu tej delikatnej okolicy. Krem lekko napinał skórę, przez co drobne zmarszczki czy kurze łapki nie były tak mocno widoczne. Makijaż – w moim przypadku korektor i puder – dobrze się na nim trzymały. Skóra powiek była mięciutka i dobrze wypielęgnowana. Krem pozostawiał miłe uczucie – trzmany w lodówce na pewno zadziałałby jeszcze lepiej. Myślę, że do niego wrócę. 

ŻEL UTWALAJĄCY DO BRWI WIBO, EYEBROW STYLIST DWUSTRONNA KREDKA + CIEŃ DO BRWI MAYBELLINE BROW SATIN, DARK BROWN

MAKIJAŻ:

  • ŻEL UTWALAJĄCY DO BRWI WIBO, EYEBROW STYLIST

Żel do brwi to, zaraz po cieniu, kredce lub pomadzie, kosmetyk niezbędny jeśli chodzi o mój makijaż brwi. Moje włoski są długie i niestety mają tendencję do rozbiegania się we wszystkie możliwe strony, dlatego ich utrwalenie jest czymś, czego nie mogę sobie odpuścić. Ten z wibo był moim pierwszym, kupiłam go kiedyś na promocji w Rossmannie zachęcona pozytywnymi opiniami. Na początek nie chciałam wybierać nic drogiego, dlatego ostatecznie wpadł do koszyka. Nie jestem z niego zadowolona. Niewątpliwym plusem było to, że włoski po jego użyciu nie były sztywne, ale nistety oznaczało to, że po kilku godzinach zaczną się wywijać. Duża szczoteczka powodowała, że nie raz ubrudziłam sobie skórę wokół. Dodatkowo kolor – baza sama w sobie nie była zła – brązowa, w neutralnym odcieniu. Byłoby naprawdę dobrze, gdyby nie złote drobinki… Na moich brwiach były mocno widoczne i rzucały się w oczy – wyglądało to dziwnie. Nie sięgnę po niego ponownie. 
  • DWUSTRONNA KREDKA + CIEŃ DO BRWI MAYBELLINE BROW SATIN, DARK BROWN

To moja pierwsza kredka do brwi – wcześniej używałam znanego wszystkim Pernament Taupe, czyli kremowego cienia. Przejście na nieco cieplejszy kosmetyk było dla mnie szokiem, ale cieszę się, że zdecydowałam się na tę kredkę. Wypełnianie nią brwi zajmowało chwilę i można było nią precyzyjnie wyrysowac łuk. Była dość miękka, dlatego wysunięcie większego fragmentu kończyło się niestety jej złamaniem. Cień po drugiej stronie świetnie sprawdzał się zarówno do brwi jak i do namalowania przydymionej kreski przy linii rzęs. Bardzo lubiłam tę kredkę za efekt, jaki dawała oraz za szybkość makijażu. Miała jeden minus – niestety nie należy do grona kosmetyków wydajnych. Być może do niej wrócę.

Co w tym projekcie denko przyciągnęło Waszą uwagę? Znacie te kosmetyki?
Pozdrawiam :*