1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
  7. INCI
  8. /elfnaczi snapchat icon twitter icon facebook icon instagram icon
Elf Naczi: LILY LOLO | PUDER MATUJĄCY FLAWLESS MATTE | CO MU W SKŁADZIE PISZCZY?

piątek, 27 stycznia 2017


LILY LOLO | PUDER MATUJĄCY FLAWLESS MATTE | CO MU W SKŁADZIE PISZCZY?



Hej!

Jeśli macie skórę mieszaną lub tłustą na pewno wiecie, jak ważne jest dobranie odpowiedniej bazy, ale też pudru, którym utrwalimy cały makijaż. O ile bazą może być nasz ulubiony krem, który dobrze sprawdza się pod makijażem, tak z tym drugim gagatkiem może nie być tak łatwo. Sama przez dobrych kilka lat szukałam fajnych, matujących pudrów, które pozwoliłyby mi cieszyć się trwałym make-upem. Mniej więcej 3 lata temu odnalazłam pudry bambusowe i ryżowe, które świetnie się sprawdzają, mają jednak wadę - zimą wysuszają moją skłonną do odwodnienia skórę. 

Postanowiłam wypróbować więc coś lżejszego, co kontrolowałoby wydzielanie sebum w strefie T, a przy tym nie wysuszało skóry na policzkach. Czy Flawless Matte od Lily Lolo sprawdza się w tej roli? Czy rzeczywiście matuje na długie godziny? Ma jakieś wady, czy to kolejny świetny, naturalny kosmetyk? Koniecznie przejdźcie do dalszej części wpisu, gdzie znajdziecie odpowiedzi na wszystkie pytania :) 



Obietnice producenta
  • Flawless Matte to wyjątkowy kosmetyk matujący. Doskonale sprawdza się jako naturalna baza pod podkład lub też jako nieskazitelne wykończenie makijażu. Ten puder o właściwościach absorbujących sebum zabezpiecza skórę twarzy przed nadmiernym świeceniem. Świetnie sprawdza się również jako mineralna baza pod cienie.

    • nie zawiera drażniących substancji chemicznych, nanocząsteczek, parabenów, tlenochlorku bizmutu, talku, sztucznych barwinków i konserwantów
    • bezzapachowy
    • lekki i niezwykle drobno zmielony, co gwarantuje wyjątkową trwałość makijażu
    • optyczna redukcja drobnych zmarszczek i niedoskonałości cery
    • wybierz puder matujący, by kontrolować świecenie się skóry
    • 100% naturalny
    • może być używany przez wegetarian i wegan

 Opakowanie

Kolorystyka opakowania, jak i sam styl przypomina inne kosmetyki Lily Lolo. Cenię ich za tę prostotę i minimalizm. Pudełeczko zapakowane jest w biały kartonik zawierający najpotrzebniejsze informacje, takie jak data ważności po otwarciu, skład, nazwę kosmetyku oraz miejsce produkcji. Na opakowaniu znajdziemy też symbole oznaczające, że puder ten jest odpowiedni dla wegan i wegetarian.

W środku okrągłego pudełeczka znajduje się ruchome sitko, które zapobiega wydostawaniu się pudru na zewnątrz i pozwala jednorazowo dozować odpowiadającą nam jego ilość. Opakowanie jest solidne - przetrwało już kilka podróży i nie ma po nich nawet śladu. Masa pudru to 7 gramów. 

Skład

KAOLIN (glinka), MICA (mika)

Jak widzicie, tym razem analiza składu poszła nam raz dwa! :P Nie ma tu zbyt wiele do tłumaczenia, gdyż puder składa się tylko z dwóch substancji pochodzenia naturalnego. Pierwszą z nich jest glinka, która idealnie nadaje się do pielęgnacji skóry skłonnej do przetłuszczania i z wypryskami. Glinka, dzięki swoim właściwościom, jest zdolna do absorbowania sebum i podsuszania niewielkich zmian trądzikowych. Mika to minerał, dzięki któremu kosmetyk ten nada naszej skórze zdrowego blasku. Mika odbija światło, a dzięki temu stwarza optyczne zjawisko wygładzonej, jednolitej skóry. Powoduje to odciągnięcie uwagi od rozszerzonych porów, przebarwień i płytkich blizn. Dzięki tym dwóm składnikom tłusta czy mieszana skóra wyglądają w ciągu dnia o wiele lepiej.

 

Wydajność

Zawsze myślałam, że 7 gramów kosmetyku to niedużo. Że przy moich skłonnościach do nabierania na pędzel zbyt dużo pudru, a potem strzepywania go na wieczko będę tracić sporo kosmetyku. Ha! Jak bardzo się myliłam. Od dwóch lat używam pudrów bambusowych/ryżowych i w ciągu tak długiego okresu udało mi się zużyć AŻ dwa. Tak samo będzie z tym, gdyż używam go od połowy grudnia, a nie widać nawet śladów zużycia. Wystarczy go naprawdę niewiele aby dokładnie zmatowić twarz. Przypominam - czasami less is more ;)

Trwałość

Kiedyś moja skóra o wiele bardziej się przetłuszczała - prawdopodobnie było to skutkiem źle dobranej pielęgnacji, ale też młodego wieku - późno zaczęłam dojrzewać, więc i moje hormony później zaczęły harce.  W tym momencie przetłuszcza mi się tylko strefa T, a mój makijaż, zagruntowany dobrym pudrem, jest w stanie utrzymać się cały dzień. Flawless Matte daje mi poczucie świeżości przez 6-7 godzin, później zaczynam się lekko świecić na czole i brodzie. 

Czy sypki puder od Lily Lolo zabezpiecza podkład na brodzie i nosie? Czy mniej się wtedy wyciera? Niestety mam do tego skłonności, ale na szczęście glinka zawarta w tym produkcie dobrze sobie z tym radzi. Owszem, podkład delikatnie się ściera, ale w taki sposób, że moja broda, czy czubek nosa nie odznaczają się kolorem od reszty twarzy (czytaj - nie świecą czerwienią :P). Trwałość makijażu po użyciu tego pudru uważam za dobrą.

Dostępność

Tradycyjnie kosmetyki Lily Lolo możecie znaleźć na stronie Costasy i stacjonarnie np. w Warszawie, w nowo otwartym shoowromie marki na ulicy Ciołka. Coraz więcej internetowych sklepów wprowadza w swoje szeregi i tę markę, więc bez problemu znajdziecie kosmetyki, które Was zainteresują.

Cena

7 gramów pudru kosztuje niecałe 82 złote. Czy to dużo? Na pewno więcej niż przecięty puder z drogerii czy nawet puder bambusowy i ryżowy. Moim zdaniem cena powinna być trochę niższa. Z drugiej strony jest to bardzo wydajny kosmetyk. Nawet jeśli miałby starczyć mi na osiem miesięcy, to jego cena nie jest wtedy o wiele wyższa niż 10 zł w przeliczeniu na 30 dni. Musicie same ocenić, do jakiej półki cenowej zaliczyłybyście ten produkt.


Moja opinia

Jak widzicie, moja skóra potrafi przyprawiać mi sporo problemów, dlatego w stosunku do kosmetyków mających ja zmatowić podchodzę sceptycznie i mam wobec nich spore wymagania. Nie stosuję matujących baz czy kremów, bo źle na mnie działają. Całą nadzieję pokładam więc w pudrach, które mają za zadanie utrwalić makijaż mojej twarzy.

Szukam pudrów, które będą współpracowały i z mineralnymi i drogeryjnymi podkładami, ponieważ korzystam z obu rodzajów. Puder Lily Lolo dobrze współgra zarówno z płynną, jak i sypką formułą tego, co znajduje się pod nim, dlatego ma u mnie ogromny plus. 

Jeśli chodzi o trwałość makijażu po jego użyciu - również jestem zadowolona. Tak jak wspomniałam wyżej, zaczynam się świecić po dobrych kilku godzinach, ale wtedy mi to już nie przeszkadza  nadmiar sebum mogę ściągnąć nawet zwykłą chusteczką higieniczną. Muszę jednak wspomnieć o tym, że jeśli macie tłustą skórę, nad której świeceniem ciężko jest zapanować - ten puder może nie być wystarczająco "mocny". Z doświadczenia wiem, że najsilniej matuje puder ryżowy, ale ma on inny minus - za 100-procentowy mat dostajemy w gratisie suchość skóry i mocno pudrowe wykończenie. 

Czy go polubiłam? Tak, za to, że mimo matowego wykończenia nie wgląda płasko i nie wysusza mojej skóry. Podoba mi się też jego krótki skład i praktyczne opakowanie. Jeśli macie mieszaną skórę może okazać się waszym hitem. Jeśli jest ona jednak skłonna do silnej nadprodukcji sebum - zrewolucjonizowałabym pielęgnację, a w kwestii pudru poszukałabym czegoś o silniejszym działaniu.

Czy kupię ponownie?

Jest bardzo wydajny, więc jak na razie skończy się na jednym opakowaniu. Pomyślę jeszcze nad wersją satynową, bo ostatnio coraz bardziej lubię kontrolowany błysk na mojej twarzy.

Jakie jest Wasze zdanie na temat naturalnych pudrów? Dałybyście szansę temu bialutkiemu proszkowi?

Pozdrawiam :*
 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © www.elfnaczi.pl Blog Urodowo-Lifestylowy | Wszelkie prawa zastrzeżone