1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
  7. INCI
  8. /elfnaczi snapchat icon twitter icon facebook icon instagram icon
Elf Naczi: LILY LOLO | MGIEŁKA UTRWALAJĄCA MAKIJAŻ | GADŻET, CZY NIEZBĘDNIK?

wtorek, 22 listopada 2016


LILY LOLO | MGIEŁKA UTRWALAJĄCA MAKIJAŻ | GADŻET, CZY NIEZBĘDNIK?



Hej!

Makijaż to coś, co prawie każdego dnia tygodnia ląduje na mojej twarzy. Jeszcze kilka miesięcy temu nie zwracałam większej uwagi na to, co na nią nakładam - wydawało mi się, że sama pielęgnacja da radę. Odkąd używam kosmetyków kolorowych z większą świadomością - makijaż lepiej wygląda na mojej buzi, lepiej się na niej trzyma i co najważniejsze - nie pogarsza jej stanu.

Dziś chciałam pokazać Wam mgiełkę do utrwalania makijażu od Lily Lolo. Wiem, że niektórzy narzekają na pudrowość kosmetyków mineralnych lub nie lubią takiego efektu po zastosowaniu pudru na tradycyjne, drogeryjne podkłady. Czy mgiełka fajnie się u mnie sprawdzała? Czy wpływała na trwałość makijażu? Czy znalazłam u niej jakieś minusy? Zapraszam do dalszej części posta :)



Obietnice producenta

  • Odświeżająca mgiełka, dzięki której z łatwością wykończysz i utrwalisz makijaż mineralny. Wyjątkowa formuła sprawia, że makeup po jej użyciu wygląda perfekcyjnie – zero smug i wnikania w zmarszczki. Mgiełka to idealny sposób na nieskazitelną cerę.

    • aloes i pantenol mają właściwości kojące, nawilżające oraz zatrzymujące wodę w skórze
    • ekstrakt z zielonej herbaty, który jest silnym antyoksydantem
    • odpowiednia dla vegan
    • 50 ml
     
  •  
Opakowanie

Mgiełka zamknięta jest w 50 mililitrowej butelce z atomizerem. Całość utrzymana jest standardowo w czerni i bieli. Plastik, z jakiego została ona wykonana jest dość gruby i naprawdę dobrej jakości. Jego matowe wykończenie nadaje temu kosmetykowi klasy, sprawia, że na toaletce wygląda naprawdę przyjemnie. Korek mocno trzyma się butelki i nie otwiera się nawet w walizce - ryzyko wylania się zawartości jest moim zdaniem niewielkie.

Znalazłam jednak jeden minus tego opakowania - atomizer. To, jak działa sprawia, że czasem nie mam ochoty sięgać po ten kosmetyk. Zamiast rozpylać delikatną mgiełkę na twarzy ląduje często kilkaset drobniusieńkich kropelek (tak powinno być :P) i kilka takich, jakich większy deszcz by się nie powstydził. Moim zdaniem producent powinien popracować nad tym elementem opakowania.


Skład

AQUA (WATER) (woda), GLYCERIN (gliceryna, substancja nawilżająca, która wiąże wodę), PANTHENOL (panteolm substancja łagodząca podrażnienia i zaczerwienienia), POTASSIUM SORBATE (konserwant, sorbinian potasu, jest pochodzenia syntetycznego, dopuszczony do stosowania w określonym stężeniu), SODIUM BENZOATE (konserwant, zabezpiecza kosmetyk przed rozwojem drobnoustrojów, dopuszczony do stosowania w kosmetykach w określonym stężeniu), ALOE BARBADENSIS (ALOE VERA) LEAF JUICE POWDER (sok aloesowy, ma działanie nawilżające, a także antybakteryjne - zawiera naturalny kwas salicylowy, działa także na przebarwienia, np. te potrądzikowe), CITRUS PARADISI (GRAPEFRUIT) SEED EXTRACT (ekstrakt z nasion grapefruita, bogaty w witaminy C i E, antyoksydanty, zapobiegające procesom starzenia się skóry, delikatnie ją rozjaśnia i rozświetla), CITRIC ACID (kwas cytrynowy, AHA, wykazuje działanie keratolityczne, czyli pobudza naszą skórę do łuszczenia się i pozytywnie działa w kwestii usuwania przebarwień), LYCIUM CHINENSE (GOJI BERRY) FRUIT EXTRACT (ekstrakt z jagód goi, bogaty w przeciwutleniacze nienasycone kwasy tłuszczowe, wiele aminokwasów i pierwiastków potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania skóry), PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) FRUIT EXTRACT (ekstrakt z granatu, nawilża, odżywia, reperuje ubytki w naszej skórze, jest bogaty w antyoksydanty, działa przeciwzapalnie, jest także naturalnym filtrem UV), CAMELLIA SINENSIS (GREEN TEA) LEAF EXTRACT (ekstrakt z liści zielonej herbat, ma właściwości przeciwzapalne i łagodzące, stymuluje regenerację naskórka).

Jak widzicie - skład znów pełen jest dobroci. Wiem, że niektórzy chętnie przyczepiliby się do konserwantów, występujących przed ekstraktami, ja natomiast doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że każdy kosmetyk trzeba jakoś zabezpieczyć przed rozwojem drobnoustrojów, a one są dla nas jeszcze groźniejsze, niż syntetyczne składniki. Podoba mi się fakt, że znajduje się tu tyle naturalnych składników pochodzenia roślinnego, bogatych w flawonoidy - naturalne antyoksydanty, które chronią skórę przed wolnymi rodnikami i przedwczesnym procesem starzenia. Wiele z substancji zawartych w tej mgiełce wykazuje też działanie przeciwzapalne i łagodzące, a w przypadku trądziku taka opcja potrafi działać zbawiennie :)
 

Wydajność/Trwałość

Wydajność tego kosmetyku oceniłabym jako średnią. Być może używam go zbyt dużo, ale zawsze staram się pokryć mgiełką każdy centymetr mojej twarzy. Ma to jednak swoje plusy - dzięki temu uda się zużyć kosmetyk w przeciągu 6 miesięcy, czyli tak, jak zaleca zrobić to producent.  

Jeśli chodzi o trwałość - tu chciałam poruszyć temat trwałości makijażu po aplikacji tego fixera. Moim zdaniem trwałość jest zbliżona do tej, jaką uzyskuję przy zastosowaniu samego pudru ryżowego, natomiast tu mam ten sam efekt bez efektu pudrowości. Dodatkowo zauważyłam, że makijaż trudniej ściera się wtedy z nosa i brody, a ja niestety mam do tego tendencje. Udało mi się też dojść do stanu, w którym moja skóra potrafi nie błyszczeć się nawet przed kilka godzin - dopiero wieczorem sebum pojawia się na czole i brodzie - podoba mi się ten fakt!

Dostępność

Kosmetyki Lily Lolo znajdziecie w wielu drogeriach internetowych, a także na stronie oficjalnego polskiego dystrybutora, czyli Costasy.pl. Jeśli jesteście z Warszawy lub okolic i przed zakupem chcielibyście obejrzeć dany kosmetyk, sprawdzić, jak będzie wyglądał na Waszej skórze - zajrzyjcie do showroomu na ulicy Ciołka 17.

Cena

Cena 50 mililitrowej mgiełki to 60.40 zł. Zwracając uwagę na jej wydajność starczy mniej więcej na pół roku, czyli na tyle, ile wynosi czas zużycia po otwarciu zalecany przed producenta. Oznacza to mniej więcej tyle, że korzystając z tej mgiełki codziennie - miesięczny koszt jej posiadania wyniesie 10 złotych. Moim zdaniem jest to cena do przyjęcia, choć do najniższych nie należy.


Moja opinia

Jestem osobą, która w makijażu wyznaje raczej minimalizm i nie nakłada na siebie zbyt wielu kosmetyków, a tym bardziej - grubych ich warstw. Mam skórę mieszaną, trądzikową, z przetłuszczającą się strefą T i wieloma przebarwieniami.

Aby dobrze utrwalić mój makijaż używam pudrów sypkich - bambusowego lub ryżowego, które zawierają substancje pochodzenia naturalnego i wchłaniają nadmiar sebum - dzięki temu moja skóra nie błyszczy się już tak, jak kiedyś. 

Fixer ciekawił mnie głównie dlatego, że nie do końca odpowiadał mi pudrowy efekt, jaki oferowały minerały zaraz po nałożeniu. Po kilkudziesięciu minutach niechciana otoczka samoistnie znikała, natomiast nie zawsze miałam ochotę, aby na ten moment czekać. Mgiełka miała być dla mnie czymś, co scali wszystkie warstwy i sprawi, że makijaż mineralny będzie wyglądał bardziej naturalnie. 

Zaczynając od opakowania - średnio podoba mi się atomizer i to jest chyba jedyny minus tego kosmetyku. Nie zacina się, jest łatwy w użyciu, ale nie rozpyla aż tak drobnej mgiełki, jakbym sobie tego życzyła. Przez to na twarzy lądują czasem grubsze krople, które lepiej jest zebrać chusteczką - w innym wypadku na skórze mogą pojawić się małe plamki. 

Co do działania - jestem zadowolona. Tak jak pisałam - mgiełka może nie przedłuża znacząco trwałości mojego makijażu, ale spowalnia proces jego mechanicznego ścierania się z nosa i brody oraz sprawia, że moja twarz wygląda świeżo jeszcze dłużej niż zazwyczaj.

Mgiełka dobrze sprawdza się stosowania i na produkty mineralne, i drogeryjne. Nie ma zapachu, jest bezbarwna. Skład również mi się podoba - oprócz dwóch konserwantów zawiera ciekawe ekstrakty, które łagodzą podrażnienia pojawiające się na mojej skórze, a także pozytywnie wpływają na poziom jej nawilżenia. Twarz po zastosowaniu mgiełki jest gładsza, a podkład na tyle dopasowuje się do skóry, że drobne zmarszczki i pory są wygładzone i jakby mniej widoczne.

W porównaniu do drogeryjnych kosmetyków tego typu, ta jest w pewnym rodzaju wyjątkowa - nie zawiera parabenów, pegów, alkoholu i wielu innych substancji, które producenci mają w zwyczaju pakować do kosmetyków. Cenię ją za to, że nie pogarsza stanu mojej cery i wzmacnia długotrwałe działanie podkładu - dzięki temu mogę cieszyć się dobrze wyglądającym makijażem przez cały dzień. 

Czy kupię ponownie?

Nie wiem. Nie mam potrzeby codziennego używania tego fixera, mimo tego, że dobrze się u mnie sprawdza. Za tę kwotę wolę kupić inny naturalny produkt do makijażu, który byłby dla mnie jego urozmaiceniem - róż, cień, czy pomadkę. Uważam, że ten kosmetyk jest zdecydowanie bardziej potrzebny osobom, które na co dzień stawiają na minerały.

Jak podoba Wam się ta mgiełka? Co sądzicie o jej składzie? Znacie markę Lily Lolo?

Pozdrawiam :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © www.elfnaczi.pl Blog Urodowo-Lifestylowy | Wszelkie prawa zastrzeżone