1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
  7. INCI
  8. /elfnaczi snapchat icon twitter icon facebook icon instagram icon
Elf Naczi: LILY LOLO | BAZA POD CIENIE | EYE PRIMER | NOWY ULUBIENIEC!

środa, 16 listopada 2016


LILY LOLO | BAZA POD CIENIE | EYE PRIMER | NOWY ULUBIENIEC!



Cześć!

W niedzielę pojawi się tu post z kilkoma słowami wyjaśnienia, dzisiaj chciałam jednak przejść do tematów bardziej przyjemnych. Znów skupimy się na kolorówce. Tym razem przygotowałam post o kolejnym kosmetyku marki Lily Lolo. Ostatnio pisałam o cieniu do powiek, przyszedł więc czas i na bazę, o której wspomniałam w poprzednim wpisie. Jeśli jesteście ciekawi, jakie wymagania stawiam bazom i czy ta spełniła moje oczekiwania - koniecznie przejdźcie do dalszej części posta :)



Obietnice producenta

  • Naturalna baza pod cienie o kremowej konsystencji, której główne zadania, oprócz przedłużenia trwałości cieni, to wyrównanie kolorytu skóry powiek oraz tuszowanie cieni pod oczami.

    • stworzona z myślą o przedłużeniu trwałości cieni o sypkiej konsystencji; cienie się nie rolują i nie ważą
    • skóra powiek jest doskonale przygotowana pod makijaż
    • podwójne działanie
    • baza cielista wyrównuje koloryt skóry powiek i sprawia, że kolor nakładanych cieni jest ujednolicony
    • baza żółta tuszuje cienie wokół oczu i sprawa, że cienie trzymają się dłużej
    • obie bazy można ze sobą mieszać
    • 2g
    • odpowiednia dla wegan
    • Rada: aplikuj za pomocą palca, delikatnie wklep bazę w skórę powiek, a następnie równomiernie rozetrzyj

Opakowanie

Baza, jak każdy kosmetyk marki Lily Lolo, zapakowana jest w kartonowe pudełeczko. Skrywa ono puzderko kształtem przypominające te, w którym znajdował się róż. Jest jednak nieco większe. W opakowaniu znajdują się 4 gramy produktu podzielone na dwie równe części. Opakowanie wykonane jest z największą staranności i dbałością o szczegóły. Połówki są na tyle duże, że łatwo jest wydobywać z nich bazę - bez obaw,  że zmieszamy je ze sobą. Na wewnętrznej stronie wieczka znajduje się całkiem spore lusterko, które może służyć nam jako pomocnik podczas wykonywania poprawek w ciągu dnia. 

Skład

SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED OIL (olej jojoba, jeden z moich ulubionych olei - jest wystarczająco tłusty, ale nie klejący i lepiący, dobrze nawilża skórę i nie obciąża jej, ma skład podobny do ludzkiego sebum), EUPHORBIA CERIFERA (CANDELILLA) WAX (wosk z wilczomlecza, emoleint tłusty), ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL (olej arganowy, uznawany za jeden z najcenniejszych olei, nawilża skórę), MICA (mika, nadaje kosmetykowi właściwości rozświetlające), TOCOPHEROL (tokoferol, czyli witamina E - jeden z najsilniejszych antyoksydantów), [MAY CONTAIN CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)] (barwniki).

Jak zawsze skład pozytywnie mnie zaskoczył. Mam tłuste powieki, ale przy używaniu obciążających je kosmetyków stają się one przesuszone i delikatnie szorstkie. W kwestii oczu jestem wrażliwcem - może dlatego, że mam sporą wadę wzroku i nie chcę całej sprawy pogorszyć. Uważam, że składniki tej bazy nie są mi w stanie zaszkodzić, a sam kosmetyk jest alternatywą dla drogeryjnych produktów tego typu, które naładowane są silikonami, PEG-ami i parabenami. Moja skóra bardzo lubi olej jojoba, więc kiedy zrezygnowałam z innych baz na rzecz tej - moja skóra na powiekach była napięta i mniej zaczerwieniona.

Pigmentacja

Baza podzielona jest na dwie połówki - cielistą i żółtą. Mogłoby się wydawać, że różnią się tylko kolorem, natomiast ja zauważyłam w nich kilka różnic. Po pierwsze, ich pigmentacja nie jest sobie równa. Owszem, beżowa część ujednolica koloryt skóry powiek, ale na pewno nie przykryje jakichś większych żyłek czy niedoskonałości. Żółta ma natomiast o wiele mocniejszą pielęgnację i lepiej kryje. Na szczęście obie tak samo dobrze podbijają kolor nakładanych cieni, dlatego ja stosuję je zamiennie.


Wydajność/Trwałość

Baza będzie kosmetykiem naprawdę wydajnym, nie trzeba jej używać zbyt dużo - wystarczy nałożyć cienką warstwę na powiekę, aby spełniła swoje zadanie. Wydaje mi się, że produkty tego typu z reguły są wydajne, ale niestety nie wszystkie przed dłuższy okres czasu zachowują początkową konsystencję. Większość z nich mocno gęstniała i robiła się gumowata. Ta powinna przetrwać próbę czasu, ponieważ ma bardziej oleistą, miękką konsystencję, która pod wpływem ciepła naszych palców zmienia się ze stałej w bardziej płynną. 

Jeśli chodzi o trwałość - tutaj baza miała pole do popisu. Mam tłuste, lekko opadające powieki z poduszeczkami, na których cienie nałożone solo znikają po dobrych kilkudziesięciu minutach. Nieważne, czy nakładam te tanie, czy wysokopółkowe - zawsze kończy się to fiaskiem i cały cień zaczyna gromadzić się w załamaniu powieki. Dzięki tej bazie mogłam spokojnie nosić cienie kilka godzin - bez obaw, że będę wyglądała jak klaun lub wyznawca nowej religii New Age :P Zarówno cienie prasowane jak i sypkie dobrze trzymały się na mojej powiece, chociaż pod koniec dnia nie wyglądały już tak świeżo, jak po nałożeniu. Nie mniej jednak jestem zadowolona z rezultatów, bo w moim przypadku 5 - 6 godzin nienagannego makijażu oka to prawie cud :P


Dostępność

Baza dostępna jest w wielu sklepach internetowych oraz na stronie oficjalnego, polskiego dystrybutora marki Lily Lolo, czyli Costasy.pl Stacjonarnie znajdziecie ją np. w Warszawie, w nowo otwartym shoowromie marki na ulicy Ciołka. Kosmetyki Lily Lolo są coraz szerzej dostępne, moim zdaniem jest to spory plus :)

Cena

Cena 4 gramowego opakowania bazy to 54.90 zł. Moim zdaniem cena jest adekwatna do wydajności i jakości tego kosmetyku. Miałam już kilka baz z niższej półki cenowej - 20-30 złotych, ale żadna nie sprawdzała się u mnie tak dobrze - może jedna dorównywała jej czasem utrzymywania cieni na powiece, ale nie podbijała tak fajnie ich koloru. Jest to kosmetyk wydajny, o bardzo przyjaznym składzie, byłabym w stanie tyle za niego zapłacić.






Moja opinia

Niejednokrotnie pisałam, że rzadko noszę makijaż oka, bo nie potrafię się malować :P Ostatnio zaczęłam eksperymentować, a teraz, kiedy mam w swojej kolekcji piękny cień Lily Lolo, który bardzo Wam się podobał, makijaż oka stał się dla mnie czymś o wiele bardziej przyjaznym. Ciężko było mi jednak znaleźć cień, który choć kilka godzin utrzymywałby się na mojej powiece. Jak wspomniałam wyżej - mam cienie i tańsze i te z droższych marek, ale solo na powiece, przynajmniej w moim wypadku, po prostu się nie sprawdzały.

Szukałam bazy, która pozwoliłaby mi wydłużyć trwałość makijażu, ale przy okazji nie podrażniałaby moich wrażliwych oczu i skóry wokół nich. Możecie wierzyć mi na słowo, że przez moje ręce przewinęło się już kilka kosmetyków tego typu, ale tylko jeden zrobił na mnie pozytywne wrażenie - baza z Paese. Niestety szybko zasychała i traciła swoje właściwości mimo tego, że dbałam o jej dokładne zakręcanie i nie wystawiałam jej na działanie czynników zewnętrznych.

Kiedy Costasy zaproponowało mi kontynuowanie naszej współpracy wiedziałam, że baza będzie jednym z kosmetyków, które chciałabym przetestować - miała przyjazny skład, ciekawe kolory, a do tego widziałam wiele pozytywnych opinii na jej temat.

Zaczynając od efektu wizualnego - bardzo podoba mi się jej opakowanie i sposób rozwiązania umieszczenia dwóch kolorów bazy w jego wnętrzu. Powierzchnia styku jest niewielka, cieniutka, natomiast same kasetki z poszczególnymi "korektorami" są na tyle duże, że bez obaw można nabierać je palcami. Lusterko jest na tyle duże, że idealnie sprawdzi się na wyjazdach - nawet ja, wielki laik, mogłabym przy nim spokojnie umalować oczy.

Co do działania - podoba mi się konsystencja tego kosmetyku. Nie jest on twardy, woskowaty, pod wpływem ciepła naszych dłoni delikatnie się topi. Już przy pierwszym dotyku czuć, że mamy kontakt z czymś oleistym, woskowym, a nie silikonowym, co ja osobiście odbieram jako plus - bazy silikonowe niestety szybko zastygały, co uniemożliwiało ich późniejsze użycie. 

Aplikacja jest prosta i przyjemna. Wystarczy niewiele, aby pokryć całą skórę powiek. Beżowa baza delikatnie ujednolica jej koloryt, żółta - kryje mocniej i nadaje jej cieplejszy odcień. Obie części nie zawierają drobinek.

Spodobała mi się trwałość makijażu, jaką mogę dzięki tej bazie osiągnąć. Kiedy idę na zajęcia nie muszę się po kilkudziesięciu minutach martwić poprawkami, bo cienie trzymają się na powiekach dobrych kilka godzin. Najbardziej w tej bazie spodobało mi się jednak to, jak podbija kolory cieni. na zdjęciu niżej możecie to zobaczyć - na górze nałożone są cienie z różowej czekoladki Too Faced na gołą dłoń, niżej - na bazę. Różnica, szczególnie w przypadku brązowego cienia jest kolosalna. Podczas stosowania tej bazy nawet lekko widoczne cienie zyskują na intensywności, co będzie świetnym rozwiązaniem dla miłośników tańszych palet, które zawierają często cienie o mniej kremowej formule.

Podsumowując - baza ta stała się moim kolejnym ulubieńcem tej marki. Pozytywnie zaskoczyła mnie jakość jej wykonania - nie spodziewałam się, że będzie aż tak wydobywać kolor cieni. Pozwala im osiągnąć pełną pigmentację i wydobywa ich wykończenie - najpiękniej wyglądają na niej cienie satynowe.

Czy kupię ponownie?

Jeśli mi się skończy a będę miała ochotę na podkreślanie moich powiek - jasne! Dawno nie spotkałam tak dobrej bazy, która byłaby jeszcze kosmetykiem o naturalnym składzie. Jeśli stawiam na mocniejszy makijaż oka - to mój must have!



Co sądzicie o tej bazie pod cienie? Uważacie, że ważniejsza jest jakość bazy, czy może cieni?

Pozdrawiam i mam nadzieję, że ktoś to jeszcze czyta :P Wybaczcie mi moją nieobecność, poprawię się :P


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...