1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
  7. INCI
  8. /elfnaczi snapchat icon twitter icon facebook icon instagram icon
Elf Naczi: LILY LOLO | CIEŃ SYPKI SMOKY BROWN | JESIENNY IDEAŁ ♥

wtorek, 18 października 2016


LILY LOLO | CIEŃ SYPKI SMOKY BROWN | JESIENNY IDEAŁ ♥



Hejka!

Jeśli oglądacie mnie od dłuższego czasu wiecie, że nie jestem wielką fanką makijażu oka. Mam trudne powieki - z jednej strony są tłuste, z drugiej widać na nich każde załamanie - szczególnie w kącikach. Do tego dochodzi opadająca fałdka, która zakrywa praktycznie całą ruchomą powiekę i nawet misternie wykonany make-up jest u mnie niewidoczny.

Przez te trudności nie potrafię poradzić sobie ze skomplikowanymi makijażami, konturowaniem powiek, zaznaczaniem załamania itp. Staram się nad tym pracować, eksperymentuję, ale nie zawsze mi to wychodzi. Postanowiłam poszukać więc cieni o wielowymiarowych kolorach, które pięknie wyglądałby na powiece nawet solo. W ramach współpracy z Costasy i Lily Lolo mogłam wybrać co tylko sobie wymarzę, a że cienie mineralne są zazwyczaj złożone i różnobarwne - szkoda byłoby przepuścić taką okazję. Czy Smoky Brown spełnił moje oczekiwania? Czy makijaż oka stał się dla mnie przyjemną czynnością? O tym i o pełnej specyfikacji tego cienia przeczytacie w dalszej części posta :)


Obietnice producenta

  • Przepięknie połyskujący brązowoszary cień do powiek, idealny do uzyskania efektu "smoky eyes". Jest to nasz najlepiej sprzedający się mineralny cień do powiek.

    • nie zawiera drażniących substancji chemicznych, nanocząsteczek, parabenów, tlenochlorku bizmutu, talku, sztucznych barwinków i konserwantów
    • bezzapachowy
    • naturalna i delikatna formuła
    • niezwykle nasycone i intensywne mineralne pigmenty
    • jedwabiście gładka i kremowa konsystencja
    • może być używany przez wegetarian i wegan
 
Opakowanie

Opakowanie cieni sypkich Lily Lolo to po prostu niewielka miniaturka słoiczka od podkładu. Bardzo podoba mi się ta konsekwencja w prowadzeniu wizerunku marki. Słoiczek jest zakręcany i raczej niema możliwości, żeby odkręcił się w podróży. Po odkręceniu naszym oczom ukazuje się zamykane sitko, które pozwala zaaplikować odpowiednią ilość produktu co minimalizuje pylenie, brudzenie się słoiczka i zużywanie zbyt dużej ilości, co może skończyć się plamami na powiece.

Słoiczek, z zawartością równą masie 3 gramów, zapakowany jest w biały kartonik z informacjami na temat składu oraz nazwy kosmetyku i odcienia. Oba są solidnie wykonane i bardzo dobrze mi służą.


Skład

MICA (mika, czyli minerał odbijający światło oraz wypełniacz) [+/- CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE)] (barwniki - tlenki żelaza i dwutlenek tytanu)

Jak sami widzicie - skład tego cienia jest bardzo prosty. Przyznam, że moje oczy nie przepadają za pełnym makijażem - zaraz mocno łzawią i wszystko wokół rozmazuje mi się tworząc nieestetyczne plamy. W przypadku cienia Lily Lolo łzawienie występowało tylko wtedy, kiedy miałam mocniej podrażnione oczy - na co dzień raczej mi nie dokuczało i mój makijaż mógł przetrwać cały dzień.


Pigmentacja

Nigdy nie miałam kontaktu z cieniami sypkimi, a przynajmniej takiego kontaktu nie pamiętam. Mam kilka palet cieni z różnych półek cenowych - do tych najtańszych, po takie dostępne w perfumeriach. Kiedy wykonywałam pierwszego swatcha tego cienia - mocno się zdziwiłam. Niewiele tak mocno wybijających się na gołej skórze występuje w mojej kolekcji. Wystarczy jego jedna, cieniutka warstwa aby był widoczny na powiece. Dołożenie drugiej sprawia, że cień nabiera głębi, staje się wielowymiarowy, a blask jest o wiele bardziej widoczny. Powiem krótko - to mi się podoba!

Wydajność / Trwałość

Zacznę od wydajności. Niejednokrotnie pisałam już na blogu, że wszystkie produkty mineralne są bardzo wydajne i ciężko jest je zużyć przed sugerowanych terminem przydatności po otwarciu. Z drugiej strony minerały są substancjami, w których nie mogą namnażać się bakterie, więc teoertycznie nie mają terminu ważności. Uważam, że bardzo ciężko jest taki kosmetyk zużyć - mi, osobie, która nie maluje oczu codziennie, zajmie to całe wieki :P

Jeśli chodzi natomiast o trwałość  - wszystko zależy od tego, jaką bazę po ten cień zastosuję. Mam powieki tłuste, opadające, przez co cienie po kilku godzinach rolują się i zbierają się w załamaniach. Po nałożeniu Smoky Brown na gołą powiekę rolowanie nastąpiło dość szybko, jednak nie tak, jak w przypadku cieni drogeryjnych. Korektor, nawet przypudrowany też nie dawał mi odpowiedniej ochrony przed tym niechcianym zjawiskiem. Najdłużej cień trzymał się na bazie - zarówno drogeryjnej, jak i tej mineralnej z Lily Lolo. Śmiało mogę powiedzieć, że 6-8 godzin to była dla niego pestka, gdzie inne cienie potrafią znikać, lub zbierać się załamaniach już po 2-3 :C 

Obie kategorie oceniam na znaczy plus.


Dostępność

Produkty Lily Lolo dostępne są na stronie oficjalnego polskiego dystrybutora - Costasy oraz w showroomie w Warszawie. UWAGA - showroom am nowy adres - Lily Lolo przeniosło się na ulicę Ciołka 17.
Cena

Cena jednego cienia wynosi na stronie 36.90 zł. Jak za taką jakość jest to moim zdaniem odpowiednia kwota - o ile mogłam narzekać na cenę rozświetlacza czy różu - tutaj nie mam nic do zarzucenia. Odkąd poznałam się z tym cieniem jestem w stanie zapłacić tyle za kolejny - tym bardziej, że jest on tak wydajny, że bez przeszkód będę mogła używać go przez kilka najbliższych lat.


Moja opinia

Kontynuując współpracę z Costasy miałam problem - co wybrać. Widziałam, że dziewczyny skusiły się na palety, które notabene są jednymi z najdroższych kosmetyków na stronie. Wiedziałam też, że z takiej palety pożytku mieć nie będę - makijaż oka to dla mnie czarna magia, mam kilka palet a w ogóle nie mogę wykorzystać ich potencjału.

Słyszałam jednak wiele dobrego na temat pojedynczych, sypkich cieni i postanowiłam wypróbować je na własnej skórze. Nadal jestem w trakcie poszukiwań czegoś, co pozwoliłoby mi na szybki makijaż oka bez większych umiejętności. Przeczuwałam, że cienie mineralne mogą być odpowiedzią na moje wewnętrzne wołanie.

Dlaczego zdecydowałam się na odcień Smoky Brown? Przez producenta został on opisany jako odcień opalizujący, brązowo - srebrzysty, a dodatkowo - najlepiej się sprzedający. Lubię makijaże w odcieniach brązu, bo pozwalają one manipulować przy kolorze pomadek - a to właśnie je darzę największym uczuciem.

Cień pozytywnie zaskoczył mnie jakością wykonania. Ma krótki i treściwy skład - bez zbędnych polepszaczy i konserwantów, co minimalizuje ryzyko alergii. Zarówno na swatchu jak i na powiece wygląda niesamowicie - zależnie od tego pod jakim kątem na niego patrzymy. Kiedy nie pada na niego światło - wygląda jak zwykły, lekko ciepły brąz. Z drugiej stroni mieni się na kolor srebrzysty, chłodny, co sprawia wrażenie dwuwymiarowości i głębi. Cień nałożony solo wygląd atak, jakbym pozwoliła sobie na konturowanie powieki.

Dodatkowym jego atutem jest to, że nie zbiera się tak szybko w załamaniach - nawet na tłustych powiekach. Pięknie podkreśla niebieski odcień tęczówki. 

Łatwo się z nim pracuje, a przy nabraniu odpowiedniej ilości nie osypuje się i nie tworzy plam. Jego intensywność można stopniować poprzez dodawanie kolejnych, cieniutkich warstw. Jest idealny dla laików, bo wymaga jedynie lekkiego rozblendowania górnej granicy.

Podsumowując - jestem z tego cienia bardzo zadowolona. W końcu znalazłam coś, co sprawia, że moje oczy wyglądają na dobrze pomalowane, i to bez większego wysiłku! :D Moje wrażliwe oczy nie są przez niego podrażniane i nie łzawią, co zdarzało mi się w przypadku drogeryjnych odpowiedników. Kolor jest na tyle uniwersalny, że dopasuje się do każdego typu urody.


Czy kupię ponownie?

Tak! Mam ochotę na kolejne odcienie - jest ich na szczęście sporo i każdy znajdzie tam coś dla siebie. Będę polowała na jakiś bardzo chłodny brąz, ewentualnie szarość, bo wiele osób mówiło mi, że w takich odcieniach na powiece wyglądałabym jak "milion dolarów" :P.

Niżej znajdziecie zdjęcia na powiekach i swatche - bez żadnego filtra. Musicie mi przyznać rację - ten cień, to prawdziwy kameleon :)






Miałyście kontakt z cieniami sypkimi? Czy ich mineralne odpowiedniki Was zainteresowały? Co myślicie o tym kolorze?

Pozdrawiam :*



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...