1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
  7. INCI
  8. /elfnaczi snapchat icon twitter icon facebook icon instagram icon
Elf Naczi: PROJEKT DENKO SIERPIEŃ 2016 | ZNÓW SPORO I TO PO OSTATNIM (NIEOPUBLIKOWANYM) DENKU

środa, 21 września 2016


PROJEKT DENKO SIERPIEŃ 2016 | ZNÓW SPORO I TO PO OSTATNIM (NIEOPUBLIKOWANYM) DENKU



Cześć wszystkim!

Ostatnio nie publikowałam denka - tak wyszło, że byłam za granicą, miałam zaplanowane posty, które znikły, a zdjęć i aparatu niestety ze sobą nie zabrałam ;/ Było - minęło. Nie mniej jednak zdjęcia wrzuciłam na Facebooka i jeśli jesteście ciekawi, jaki ogrom kosmetyków zużyłam w lipcu - kliknijcie w TEN LINK :D

Teraz też nie jest źle, cieszę się, że moje zapasy w końcu zaczynają się kurczyć! To bardzo satysfakcjonujące - wiem, że robię sobie miejsce na nowości i czekam na nie z niecierpliwością. Nie planuję jednak żadnych dużych zakupów - nawet wizja promocji w Rossmannie mnie nie kręci. 

Jeśli jesteście ciekawi, czy wśród zużytych kosmetyków kryje się jaka perełka - pędźcie do dalszej części tego posta!

TWARZ:
  • BLISTEX, POMADKA OCHRONNA ORANGE MANGO BLAST
 Pomadka ochronna do ust, której używałam codziennie rano i wieczorem podczas rutynowej pielęgnacji. Bardzo ładnie pachniała, miała słodki smak i naprawdę dobrze nawilżała usta. Nie było ono tak intensywne jak w przypadku bogatych formuł w słoiczkach, ale nie mogłam narzekać na stan moich ust. Niestety 1/3 opakowania się zmarnowała - pomadka rozpuściła się i przykleiła do wieczka tak, że nie jestem jej już w stanie uratować. Raczej nie kupię ponownie, bo do używania w domu wolę wybierać treściwsze formuły. 

  • BIELENDA, PŁYN MICELARNY LASER XTREME
Ten płyn micelarny był używany głównie przez moją mamę, ale kiedy nie miałam pod ręką mojego ulubionego Garniera - często jej go podkradałam. Wszystkie kosmetyki z tej serii mają naprawdę super składy - ten płyn zawiera w sobie nawilżający hialuronian sodu (już 2 pozycja :O), witaminę PP, która reguluje pracę gruczołów łojowych, łagodzącą Alantoinę, glicerynę, komórki macierzyste, Lecytynę i kwas mlekowy. Ta wersja mnie nie podrażniała, chociaż niektóre miały do tego tendencje. Moim zdaniem za mało wspomina się o nich w blogosferze. Zawiera DMDM Hydantoin, która jest donorem formaldehydu, ale została dopuszczona do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu.

  • OPTI-FREE, PŁYN DO SOCZEWEK PURE MOIST
Nie jest to mój ulubiony płyn do soczewek, ale nie mogę na niego narzekać. Dobrze rozpuszcza białkowe osady, których w moim przypadku dużo się zbiera. Gdy noszę soczewki po wyczyszczeniu ich w tym płynie nie uwierają mnie one później w ciągu dnia. Dodatkowo nie wysychają tak szybko, dlatego ich noszenie jest bardzo komfortowe - nawet wieczorem.

  • NACOMI, KREM POD ODY MOROCCAN ARGAN CREAM WITH GRAPE SEED OIL
Krem pod oczy, który pojawił się już w ulubieńcach. Znalazłam go w Hebe i od razu spodobał mi się ze względu na przyjazny skład. Ma treściwą konsystencję, dlatego jest idealny na noc. Skóra po całonocnym zabiegu jest miękka, a cienie lekko rozjaśnione. Podczas jego stosowania nie mam problemów z suchą skórą pod oczami, czy na powiekach, nawet wtedy, kiedy stosuję zastygające korektory. Nie każdemu będzie odpowiadała forma opakowania - słoiczek - ale mi w ogóle ten aspekt nie przeszkadza. Mam już drugie opakowanie - koniecznie muszę napisać na jego temat oddzielny wpis :)


WŁOSY:
Szampon bez SLS, z naprawdę dobrym składem. Dobrze się u mnie sprawdzał przy codziennym myciu włosów, ale musiałam co nie raz stosować go naprzemiennie z innym szamponem. Miał wiele ekstraktów, a także olejki, więc po pewnym czasie obciążał moje delikatne i cienkie włosy. Dobrze oczyszczał, ale nie plątał przy tym włosów. Był delikatny dla mojego skalpu. Do tej wersji raczej nie powrócę, ale mam ochotę na tę normalizującą.

  • LABORATORIUM PILOMAX, MASKA DO WŁOSÓW CIEMNYCH
Odżywki i maski Pilomax należą do kosmetyków, które u jednych działają cuda, a u innych nie sprawdzają się kompletnie. Ja należę do tej pierwszej grupy i jestem z ich kosmetyków bardzo zadowolona (pomijając szampony). Ta wersja mocno wygładzała moje włosy i sprawiała, że były one miękkie w dotyku i bardzo lejące. Tego oczekuję po maseczkach, dlatego pewnie jeszcze do niej wrócę. Zauważyłam też, że kolor moich włosów wyglądał po niej o wiele ładniej - był jakby bardziej wielowymiarowy i pojawiały się na nim refleksy widoczne w słońcu - pewnie było to zasługą ekstraktu z kawy :)


MAKIJAŻ:

 Pudry Paese towarzyszą mi w codziennym makijażu od lat. Zazwyczaj wybierałam te bambusowe, bo są delikatniejsze, chociaż następcą tego będzie już ryżowy - chciałam sprawdzić, jak zadziała na moją skórę. Takie opakowanie starcza mi mniej więcej na 1,5 roku, czasem dłużej, czasem krócej - wszystko zależy od tego, ile kosmetyku mi się wysypie. Jedynym jego minusem jest właśnie pudełko - nie ma w nim żadnego zabezpieczenia, dlatego na początku puder znajduje się wszędzie, tylko nie tam, gdzie powinien. Matuje na długo, mnie nie wysusza, chociaż potrafi podkreślić suche skórki. Nie bieli twarzy i nie zapycha. Jeśli ktoś ma problemy z szybkim przetłuszczaniem się skóry, albo zależy mu na długiej trwałości makijażu - ten kosmetyk jest właśnie dla niego.

  • GOLDEN ROSE, BŁYSZCZYK DO UST LUXURY RICH COLOR LIPGLOSS ODCIEŃ 09
Nie przepadam za błyszczykami, ale to kolejna rzecz, którą podkradałam mojej mamie. Błyszczyk jest gęsty, lepki i mocno napigmentowany. Można nim uzyskać pełne krycie przy pięknym blasku, więc jeśli ktoś jest fanem takiego efektu - to kosmetyk stworzony dla niego. Cena jest przystępna, bo to dość duże opakowanie kosztuje mniej więcej 20 złotych. Jest dość tłusty i lekko lepi się na ustach, więc na pewno znajdzie przeciwników. Ja po niego nie sięgnę, natomiast moja mama kupiła już drugie opakowanie! :D

  • LOREAL, TUSZ DO RZĘS VOLUME MILLION LASHES FELINE
Jedna z najnowszych maskar Loreala. Ma wyprofilowaną, silikonową szczoteczkę, przez co ma działać na nasze rzęsy podkręcająco. Pozostaje dość rzadki od początku, do końca używania, dlatego nieumiejętnie nałożony może posklejać rzęsy. Ja byłam zadowolona z efektów jakie daje, chociaż So Couture to nadal moja ulubiona wersja.  Cieszę się, że szczoteczki od tuszów Loreal są giętkie i miękkie - ryzyko podrapania się po oku jest naprawdę nikłe, a uwierzcie mi na słowo - takie sytuacje są u mnie na porządku dziennym :P Jeszcze do niej wrócę - tym razem poużywam wersję Extra Black.

Tusz od Max Factora był chyba jedynym tuszem (oprócz kolorowego z Bebeauty), o którym pisałam na łamach bloga. Pełną recenzję znajdziecie klikając w tytuł tego nagłówka. Jeśli miałabym opisać go w kilku słowach - to naprawdę dobry tusz, wracam do niego po raz kolejny. Fajnie pogrubia i delikatnie podkręca rzęsy, o ich wydłużeniu raczej nie będę mówić.  Ma wygodną, lekko wygiętą szczoteczkę, która nie jest jednak tak miękka, jak ta u poprzednika. Jego konsystencja jest o wiele gęstsza - bardziej przypomina mus niż ciecz. Pewnie jeszcze do niego wrócę, choć znam lepiej działające u mnie tusze.


CIAŁO:
  • LUKSJA, PŁYN DO KĄPIELI PINK SPARKLE
Płyn do kąpieli to nieodłączny element mojej wieczornej pielęgnacji. Nie mam prysznica, mogę więc godzinami wylegiwać się w wannie pełnej piany (no chyba nie... kolejka jest :P). Po płyny z Luksji sięgam bardzo często - po pierwsze są tanie i dostępne w Biedronce, op drugie mają przyjemne zapachy - jedne mniej, inne bardziej intensywne, a po trzecie - są gęste i dają MNÓSTWO bąbelków :D Wersja Pink Sparkle pachnie przyjemnie - słodko, perfumeryjnie, nieco kwiatowo. Gdzieś daleko w tle czuć tego szampana. Spodobała mi się i chętnie kiedyś do niej wrócę - niestety pewnie nie prędko, bo niedługo się wyprowadzam, a tak czeka na mnie chłodna kabina prysznicowa ;__;

  • DOVE, ŻEL POD PRYSZNIC GO FRESH, OGÓREK I LIŚCIE ZIELONEJ HERBATY
Niejednokrotnie wspominałam, że żele pod prysznic z Dove są moimi ulubionymi i wracam do nich bardzo często - zmieniając tylko warianty zapachowe. Ogórek i liście zielonej herbaty to propozycja idealna na lato - orzeźwiająca, nieco wytrawna, pobudza do wieczornego działania. Żele Dove są bardzo kremowe i gęste, a ich wydajność potrafi zaskoczyć. Na dobrej promocji taką 750 mililitrową butlę kupicie za 12 złotych - DEAL ŻYCIA :D

A tak poza tym - wiecie że ogórek to afrodyzjak? Czy Dove miało coś na myśli przygotowując taką wersję zapachową? A może to teoria spiskowa? Illuminati? :D

  • ISANA, ŻEL POD PRYSZNIC HELLO SPRING
Zaletą żeli Isana jest ich bardzo dobra cena - kiedy szukam jakieś tańszej opcji sięgam właśnie po nie. Kuszą ciekawymi opakowaniami, edycjami limitowanymi i naprawdę intensywnymi zapachami. Wersja Hello Spring pachniała słodką brzoskwinią. Zapach był niezwykle odprężający, dlatego żel skończył się w ekspresowym tempie. Ma jedną wadę - przy dłuższym, regularnym stosowaniu potrafi mnie mocno przesuszyć. Mam wrażliwą skórę, która niezbyt lubi się z SLS czy SLeS :C

  • LINDA, MYDŁA TRADYCYJNE, BOGACTWO OWSA, SŁODYCZ MIODU, ŚWIEŻOŚĆ MIĘTY
Te mydełka kupiłam naprawdę dawno temu (mniej więcej rok :O), ale rzadko używam wersji w kostkach, dlatego tak długo leżało. Miały o wiele lepszy skład, niż te zwykłe, nie zawierały silnych detergentów. Zapachy były delikatne, naturalne, najbardziej spodobał mi się miód i mięta. Ładnie wyglądały w łazience, niestety nie zrobiłam zdjęć kostkom. Pewnie do nich nie wrócę, bo nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek je znajdę. Zostały kupione w Biedronce, przy okazji wypuszczenia jakiejś kosmetycznej gazetki.

  • BALEA, BALSAM DO CIAŁA TROPICAL SUNSHINE, POMARAŃCZA I MANGO
Kupiony rok temu, leżał i czekał na swoją kolej. W końcu doczekał się i został doceniony. Był tani jak barszcz, a mimo tego naprawdę fajnie się sprawdził Jest to balsam idealny na letnie miesiące - lekki, szybko się wchłaniający, bardziej przypomina mleczko niż treściwy balsam. Dobrze nawilża, ma prosty skład - głównymi nawilżaczami są tu gliceryna, sól kwasu stearynowego i olej migdałowy. Nawet moja sucha skóra była po nim gładka i napięta. Mam jeszcze jedno opakowanie - o innym zapachu i na pewno zużyję je z przyjemnością. Jest to edycja limitowana, może jeszcze kiedyś Balea do niej wróci.

  • FA, ANTYPERSPIRANT FRUIT ME UP, FRUITY FRESH
Jedna z dwóch wersji limitowanych antyperspirantów Fa. Ta jest zdecydowanie bardziej owocowa i świeża - sama nazwa to wskazuje. Chroniła przyzwoicie, chociaż u osób ze sporym problemem z potliwością raczej się nie sprawdzi. Szkoda, że to edycja limitowana - jej zapach bardzo mi się spodoba i chętnie bym do niej wróciła.

  • GARNIER, ANTYPERSPIRANT NEO, SHOWER CLEAN
Mój najnowszy ulubieniec - moim zdaniem jest jeszcze lepszy od tego w kremie. Dobrze chroni przez cały dzień, a zapach jest na  tyle intensywny, że czuć go od rana do wieczora. Dobrze maskuje nieprzyjemne aromaty. Innowacyjny aplikator zapobiega zbieraniu się produktu w jednym miejscu, co chroni przed powstawaniem plam na ubraniach. Ma w składzie olej kokosowy, dlatego nie wysusza nawet wrażliwej skóry. Na pewno będę do niego wracać. Moje ulubione wersje to pomarańczowa i różowa.

Czy jakiś kosmetyk wpadł Wam w oko? Jak idzie Wam zużywanie? W Waszych zużyciach jest więcej ulubieńców, czy bubli?

Pozdrawiam :*


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...