1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
Elf Naczi: LILY LOLO | SZMINKA TEMPTATION | CUKIERKOWY RÓŻ!

wtorek, 13 września 2016


LILY LOLO | SZMINKA TEMPTATION | CUKIERKOWY RÓŻ!



Hej!

Na blogu rzadko publikuję wpisy z recenzjami kolorówki, a współpraca z Lily Lolo trochę mnie do tego zmotywowała. Moje cera ma się o wiele lepiej, niż rok temu, ale nadal nie jest to stan idealny. Nie wstydzę się jednak swoich niedoskonałości - po co miałabym się dodatkowo dołować i psuć sobie dobry nastrój :P

Tym razem także otrzymałam 3 produkty i dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o jednym z nich - szmince, która jest nowością w ofercie marki. Wybrałam odcień Temptation - chłodny, jasny róż. W mojej kosmetyczce nadal brakuje kolorów typowo dziennych - takich, które wybierałabym na uczelnię czy bardziej formalne spotkanie. Jesteście ciekawi czy mi, fance matowych, zastygających pomadek, te kremowa i naturalna przypadła do gustu? Zapraszam do dalszej części posta :)



 Kusząca szminka w kolorze chłodnego, jasnego różu.

Wyjątkowa, naturalna formuła kremowych szminek Lily Lolo gwarantuje głęboki kolor oraz fantastyczne nawilżenie. Każdy odcień daje piękny, naturalny połysk. Ponadto, dzięki zawartości witaminy E oraz ekstraktu z rozmarynu, pomadki Lily Lolo odpowiednio odżywią Twoje usta.

    • Zawiera odżywczą witaminę E, woski oraz organiczny olejek jojoba
    • Witamina E oraz ekstrakt z rozmarynu to naturalne antyoksydanty
    • Jedwabiście kremowa konsystencja gwarantująca łatwą aplikację
    • Bez dodatku substancji zapachowych
    • 4g

Szminka zapakowana jest w kartonowe opakowanie - to tradycyjny sposób Lily Lolo i każdy ich kosmetyk ma swój własny kartonik. Pudełeczko skrywa w sobie 4 gramową szminkę w kolorze chłodnego, jasnego różu. Puzderko zamyka się na magnes z charakterystycznym kliknięciem i mało prawdopodobne jest to, że samoistnie się otworzy.

Całość utrzymana jest w biało - czarnej kolorystyce. Taki minimalistyczny styl bardzo mi się podoba. Na opakowaniu znajduje się logo i nazwa firmy, a na kartoniku dodatkowo skład i gramatura kosmetyku.


Szminka jest mocno napigmentowana. Wystarczy jedno pociągnięcie, aby wydobyć cały kolor upakowany w tym maluszku. Kryje świetnie już przy jednej warstwie, nie ma w sobie nic z półtransparentnych smarowideł. Nałożenie drugiej warstwy sprawia, że szminka wygląda na bardziej kremową, a jej kolor jest wtedy jeszcze bardziej intensywny.

Jeśli chodzi o wydajność jest ona wysoka - szminki używam już od dwóch miesięcy - praktycznie co 2-3 dni ląduje na moich ustach a nie widać, żeby choć trochę się zmniejszyła. Wysoka wydajność spowodowana jest jej kremową konsystencją i dobrym kryciem.

Co do trwałości, po nałożeniu szminki na usta utrzymuje się ona około 3 godzin. Jeśli w międzyczasie jem lub piję powoli znika ona z warg - na szczęście w estetyczny sposób - bez obwódek czy plam koloru. To naturalne, że pomadka o kremowej, niezastygającej formule nie będzie trzymała się na ustach przez cały dzień. Kolor nie wpija się w moje wargi - może dlatego, że jest do nich bardzo zbliżony i nie rzuca się to w oczy :)


Szminka ma kremową, przyjemną konsystencję. Gładko sunie po ustach i nie trzeba używać do tego jakiegokolwiek nacisku czy siły. Dzięki takiej formule nawilża usta, a kiedy są lekko spierzchnięte - nie podkreśla skórek tak, jak mają to w zwyczaju pomadki matowe. Jej wykończenie jest satynowe - coś pomiędzy lustrzanym blaskiem, a pełnym matem. Całość wygląda naturalnie i nie skupia na sobie większej uwagi.

Szminka dostępna jest w kilku drogeriach internetowych, ale oficjalnym dystrybutorem w Polsce jest costasy.pl. Możecie tam znaleźć wszystkie dostępne na rynku produkty Lily Lolo.


Cena nie należy do najniższych. Pomadka kosztuje 54,90 złotego i postawiłabym ją na średniej półce cenowej. Szminki za podobną kwotę można kupić w szafach Loreal, Max Factor czy Boujois, które są dostępne w naszych drogeriach. Uważam, że za produkt naturalny, nie testowany na zwierzętach można zapłacić więcej, choć nie powinna to być suma wzięta z kosmosu :P

RICINUS COMMUNIS SEED OIL (olej rycynowy), SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL (olej jojoba), CANDELILLA CERA (wosk z młodych liści wilczomleczu), LANOLIN (lanolina), ISOAMYL LAURATE (organiczny emolient pozyskiwany z nasion pszenicy i oleju kokosowego), CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE (emolient tłusty, trójgliceryd), CERA ALBA (wosk pszczeli), COPERNICIA CERIFERA CERA (naturalny wosk roślinny pozyskiwany z palmy - kopernicji), SILICA (krzemionka), MALTODEXTRIN (maltodekstryna), TOCOPHEROL (tokoferol - witamina E), HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL (olej słonecznikowy), ASCORBYL PALMITATE (pochodna witaminy A), ROSMARINUS OFFICINALIS LEAF EXTRACT (ekstrakt z liści rozmarynu) [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 75470 (CARMINE)] (barwniki)

Jak widzicie - skład jak na kosmetyk kolorowy - pomadkę - jest naprawdę dobry. Lanolina bardzo wysoko w składzie mocno nawilża usta - można znaleźć ją w dobrych balsamach do ust.  Witamina A i E odżywiają i wzmacniają barierę lipidową ust dzięki czemu wyglądają one o wiele lepiej. Mnogość olejków i wosków, czyli emolientów sprawia, że szminka, przynajmniej w moim wypadku, nie wysusza warg - wręcz przeciwnie - pozytywnie wpływa na ich stan. Moim zdaniem skład jest adekwatny do ceny.


Już na wstępie zaznaczyłam, że produkt dostałam w ramach współpracy. Jak wiecie - współpraca nie jest dla mnie tak ważna, jak prawa, którą pokazuję na blogu postaram się więc wypisać zarówno plusy, jak i minusy tego kosmetyku. Jak myślicie? Zostaniemy na poziomie dodatnim, czy spadniemy poniżej zera?

Zacznę może od minusów, bo jest ich zdecydowanie mniej. Jednym z nich na pewno będzie dla niektórych cena. Dla mnie jest ona do przeskoczenia - głównie dlatego, że przestałam nałogowo kupować kosmetyki i staram się wybierać te, które są najlepsze dla mnie - mniejszą uwagę zwracając na to, ile muszę za nie zapłacić. Małą wadą jest też to, że podczas upałów większe wykręcenie szminki i malowanie nią ust mogło skończyć się katastrofą - naturalne woski i olejki delikatnie zmieniały swoją konsystencję na bardziej rzadką i łatwiej było pomadkę złamać. Na szczęście u mnie żadne tragiczne wypadki nie miały miejsca :D

Przechodząc do plusów - bardzo podoba mi się kolor tej szminki. Temptation to zdecydowanie chłodny, jasny róż, który jednak jest na tyle naturalny, że żadna z nas, nawet blondynka o błękitnych oczach, nie będzie wyglądała w niej jak Barbie. Jego intensywność można spokojnie stopniować - czasem tylko delikatnie go wklepuję, żeby zaróżowić lekko wargi, innym razem staram się jak najdokładniej je wyrysować. Obie wersje bardzo mi się podobają, chociaż ostatnio częściej sięgałam jednak po tę pierwszą.

Mam w swojej kolekcji niewiele kremowych, satynowych szminek. Często nie miałam też czego nałożyć na usta, kiedy były one spierzchnięte i suche. Pomadka Lily Lolo nawet wtedy potrafi uratować sytuację. Co prawda nie maskuje suchych, odstających skórek, ale praktycznie w ogóle ich nie podkreśla (możecie to zobaczyć na zdjeęciach niżej, niestety mam teraz lekko przesuszone usta i to widać :C).

Utrzymuje się, tak jak pisałam, około 3 godzin. Przy jedzeniu czy piciu znika znacznie szybciej, ale w ogóle mi to nie przeszkadza - nie jest to pomadka typu longstay. Na szczęście jej masełkowata formuła pozwala na szybkie poprawki w ciągu dnia.

Na sam koniec chciałabym wspomnieć o opakowaniu. Moim zdaniem wykonane są one z dbałością o każdy szczegół i pięknie wyglądają na toaletce. Są minimalistyczne, ale dobrej jakości - nie ma opcji, żeby szminka samoistnie otworzyła się w torebce. A same wiecie, jak to z kobiecymi torebkami bywa... :P


Rzadko wracam dwa razy do tych samych szminek, ponieważ ciężko jest je w ogóle zużyć. Przy moich kilkunastu sztukach jest to praktycznie niemożliwe. Myślę, że jeśli będę miała skusić się na te szminki ponownie, to po prostu wybiorę inny kolor - tym razem albo coś ciemniejszego, albo typowego nudziaka - nie mam nic brązowego i jestem ciekawa, ja wyglądałabym w takim kolorze :D

Niżej znajdziecie zdjęcia tego, jak pomadka wygląda na moich ustach. Pierwsze zdjęcie przedstawia "nagie" wargi, drugie lekko wklepaną palcem szminkę, a trzecie - nałożoną na usta bezpośrednio z opakowania.




Wybaczcie ostrość - nie wiem co chciał sfocusować aparat :P Chyba ten latający włos :P

Który efekt podoba Wam się najbardziej? Myślicie, że Temptation jest warta swojej ceny? Lubicie takie delikatne kolorki?

Pozdrawiam :*


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...