1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
Elf Naczi: LILY LOLO | PRASOWANY ROZŚWIETLACZ CHAMPAGNE | DELIKATNY BŁYSK NA CO DZIEŃ

poniedziałek, 19 września 2016


LILY LOLO | PRASOWANY ROZŚWIETLACZ CHAMPAGNE | DELIKATNY BŁYSK NA CO DZIEŃ



Hej!

Patrząc na pierwsze zdjęcie tego posta już wiecie, że dzisiejszy wpis będzie o kolejnym kosmetyku Lily Lolo. Tym razem chciałam pokazać Wam kolejną nowość w ofercie tej marki - prasowany rozświetlacz w szampańskim odcieniu.

Mimo tego, że mam cerę mieszaną nie lubię całkowicie matowych, płaskich makijaży. Subtelne rozświetlenie kości jarzmowych, nosa czy łuku kupidyna to rutyna podczas wykonywania codziennego makijażu. Jeśli jesteście ciekawi, czy Champagne Illuminator od Lily Lolo spełnił moje oczekiwania - zapraszam dalej :)



 
Prasowany rozświetlacz Lily Lolo Champagne Illuminator to ultra lekki, przepięknie odbijający światło kosmetyk, który może być nałożony na szczyty kości policzkowych, ramiona i dekolt. Za jego pomocą Twoja skóra będzie pięknie rozświetlona, a Ty stworzysz look idealny!

  • Champagne Illuminator to produkt odpowiedni do wszystkich typów karnacji.

    • łatwy w użyciu rozświetlacz w kompakcie
    • idealny w podróży lub do podręcznej kosmetyczki
    • doskonały zarówno w lekki makijażu dziennym, jak i w bardziej eleganckim makijażu wieczorowym
    • zawiera znane z właściwości przeciwstarzeniowych olejek arganowy oraz olejek z granatu
    • długotrwały efekt
    • odpowiedni dla wegan
    • wolny od talku i sztucznych substancji zapachowych
    • 9 g
Opakowanie rozświetlacza bardzo przypomina te od różu. Są niemal identyczne, z tą różnicą, że to jest o wiele większe. Mieści nie 4, a 9 gramów produktu. Co za tym idzie, lusterko znajdujące się wewnątrz również ma większą powierzchnię - to zdecydowanie ułatwia poprawki w ciągu dnia. Mimo tego, że jest cieniutkie czuć, że jest dobrze wykonane - ma swoją wagę i czuć je w dłoni.

O ile rozświetlacz nałożony na rękę wygląda intensywnie, tak po nałożeniu na policzek mocna pigmentacja słabnie. Ciężko jest go uchwycić na zdjęciu w dziennym świetle - w rzeczywistości również nie jest widoczny, daje za to piękny, ale subtelny blask. W słońcu można zauważyć mikroskopijne drobinki i taflę odbijającą światło. Jest to idealna propozycja dla osób, które na co dzień nie przepadają za mocnym rozświetleniem, a jedynie chcą, żeby ich skóra nabrała zdrowego blasku i mieniła się w promieniach słońca.


MICA (Mika), OCTYLDODECANOL (Emolient), ARGANIA SPINOSA (ARGAN) KERNEL OIL (Olej arganowy), PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) SEED OIL (Olej z pestek granatu), CANDELILLA CERA (Wosk z wilczomlecza meksykańskiego), TOCOPHEROL (Witamina E), RICINUS COMMUNIS (CASTOR) SEED OIL (Olej rycynowy - z rącznika), POLYGLYCERYL-2 ISOSTEARATE/DIMER DILINOLEATE COPOLYMER (Emolient), GLYCERYL CAPRYLATE (Emolient), HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL (Olej słonecznikowy), LEPTOSPERMUM SCOPARIUM (MANUKA) OIL (Olej manuka), SODIUM HYALURONATE (Hialuronian sodu), ERYNGIUM MARITIMUM CALLUS CULTURE FILTRATE (Komórki macierzyste mikołajka nadmorskiego), [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)] (Barwiniki).

Skład jest bardzo podobny do różu, chociaż znajduje się w nim nieco więcej emolientów pochodzenia syntetycznego. Rozświetlacz zawiera w sobie wiele przyjaznych dla skóry olei - np. arganowy, z pestek granatu, rycynowy czy słonecznikowy. Znajduje się tu także olej manuka o silnych właściwościach antyseptycznych. Innymi ciekawymi substancjami są witamina E, która mobilizuje naszą skórę do regeneracji, a także hailuronian sodu, który ją nawilża. Moim zdaniem, po raz kolejny, skład jak na kosmetyk kolorowy jest naprawdę świetny! Odkąd go używam nie mam już małej kaszki na kościach jarzmowych - myślę, że to po części zasługa zmiany używanego kosmetyku.

Rozświetlacz będzie jeszcze bardziej wydajny niż róż, bo jest go tutaj ponad 2 razy więcej. Można go więc stosować tak, jak proponuje producent - nawet na dekolt. Używam go naprawdę często, a zużycie w jego przypadku jest jeszcze mniejsze, niż wspominałam Wam o tym w poprzednim poście o kosmetykach Lily Lolo.

Jeśli chodzi o trwałość - u mnie bez problemu utrzymuje się cały dzień - od rana do wieczora. Z łuku kupidyna znika czasem szybciej, ale mam tendencję do dotykania tego miejsca.


Wszystkie produkty Lily Lolo znajdziecie w niektórych drogeriach internetowych oraz na stronie polskiego dystrybutora - Costasy.pl. Dawno o tym nie wspominałam, ale w Warszawie znajduje się showroom tej marki, gdzie przed zakupem możecie przetestować te kosmetyki na własnej skórze :)

Pewnie tutaj Was zaskoczę. Cena takiego rozświetlacza to aż 90.90 złotego. Wiem, że jest bardzo wydajny i raczej nie sposób go zużyć, ale wiem też, że ciężko byłoby mi wydać taką sumę na kosmetyk kolorowy. Rozumiem, że w parze z ceną idzie jakość, ale niewiele osób - szczególnie młodych - kupi ten rozświetlacz - będą wolały sięgnąć po tańszy, drogeryjny odpowiednik.



Rozświetlacz jest trzecim i ostatnim kosmetykiem, jaki dostałam w drugiej paczce od Costasy. Bardzo lubię kosmetyki rozświetlajace - zdrowy glow jest niezbędny przy makijażu mojej twarzy - w innym wypadku wygląda ona matowo, niezdrowo i jest po prostu "bez życia". 

Szukałam bardziej przyjaznego dla skóry kosmetyku, który pozwoli mi uzyskać naturalny, ale widoczny efekt. Zaczynając od początku - podoba mi się opakowanie i jego duża pojemność. Lusterko, które jest po wewnętrznej stronie wieczka jest duże i łatwo wykonuje się przy nim drobne poprawki. 

Rozświetlacz ma szampański kolor - nie jest ani ciepły, ani chłodny - utrzymany jest w neutralnej tonacji. Przez to, że jest dość jasny i dopasowuje się do koloru skóry będzie pasował zarówno bladym, jak i opalonym osobom. Daje efekt ładnie odbijającej światło tafli - mikroskopijne drobinki są widoczne dopiero na słońcu.

Efekt jaki daje jest subtelny, ale widoczny. To idealna propozycja dla osób, które nie lubią mocnego rozświetlenia na co dzień. Dodatkowo jego intensywność można stopniować poprzez dodawanie kolejnych warstw kosmetyku. Utrzymuje się cały dzień, nie pyli, nie tworzy plam. Jest jedwabisty i kremowy, przez co łatwo przylega do pędzla.

Niestety ciężko jest uchwycić go na zdjęciach - pewnie na tym niżej nie zobaczycie nic wielkiego, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że na skórze wygląda naprawdę pięknie. Kolor jest bardzo zbliżony do tego ze swatcha widocznego na ręce.

Podoba mi się jego skład - jest dość prosty, a bogactwo naturalnych składników sprawiło, że po odstawieniu drogeryjnego zamiennika na kościach jarzmowych nie mam już nieestetycznie wyglądającej, drobnej kaszki.

Jedynym minusem jest w tym przypadku cena. Wiem, że jest wysoka i sama pewnie nie mogłabym pozwolić sobie na ten kosmetyk, gdyby nie współpraca w firmą. Jeśli jednak macie na niego fundusze - naprawdę warto - to kosmetyk, który nie zrobi krzywdy waszej skórze. Może ją nawet delikatnie pielęgnować.

Nie zapowiada się - jest tak duży, że będę musiała poświęcić mi kilkanaście miesięcy na pełne zużycie - pewnie poczekam do końca terminu ważności :P Potem myślałam o duecie róż i rozświetlacz, więc ten konkretny model pewnie nie trafi już pod moje skrzydła.


Lubicie rozświetlacze? Stosujecie je w codziennym makijażu? Lubicie mocny blask, czy subtelne rozświetlenie?

Pozdrawiam :*



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...