Uncategorized

AUTOPORTRET 2016 | 21 LAT MINĘŁO…

7 września 2016
Hej wszystkim!
Dziś jest wyjątkowy dzień
(przynajmniej dla mnie :P), więc postanowiłam przygotować dla Was coś innego,
coś, co sprawi, że spojrzycie na mnie z innej strony – tej bardziej prywatnej.

Autoportrety stały się popularne na You Tube, kilka osób zainspirowało mnie,
żeby napisać coś takiego o sobie. Czekałam jednak na dogodną okazję. A
najlepszym momentem opublikowania tego posta będą moje URODZINY.

Dokładnie 21 lat temu o godzinie
21.30 przyszłam na świat
. Jestem czwartkowym dzieckiem – według astrologii
moim patronem jest Jowisz, największa planeta o niezwykłej sile. Powinnam być
indywidualna, samodzielna i odpowiedzialna. Powinnam też stawiać sobie cele i
uparcie do nich dążyć. Czy taka jestem? Tak! Jesteście ze
mną już kilka lat, wiecie, że musiałam podjąć ważne dla mnie decyzje. 
Byłam radosnym dzieckiem i bardzo
lubiłam czytać, pisać i malować
. W wieku 2 lat prowadziłam konwersacje
z rodzicami, babciami i dziadkami – podobno czasem ciężko było mnie przegadać.
Pierwsze próby z literkami przeszłam w wieku 2,5 lat – mój alfabet niestety nie
do końca przypominał ten, z którym mam kontakt obecnie, ale najważniejsze jest
to, że próbowałam.
Kiedy byłam nieco starsza często
wcielałam się w rolę lekarza.
Szkoda tylko, że najbardziej cierpiały na
tym moje miśki – przecież nie mogłam wstrzykiwać im samego powietrza 😛 Woda
służyła mi jako specyfik na każdą znaną chorobę – niestety nie każdy pluszak po
mojej kuracji wyglądał jak milion dolarów, ale jak to mówią, straty w ludziach
muszą być 😛
Od najwcześniejszych lat
szkolnych wykazywałam duże zainteresowanie przyrodą.
Brałam udział we
wszelkiego rodzaju konkursach i, nie ukrywając, wiele z nich wygrywałam. Mimo
tego, że byłam nieśmiała lubiłam wychylać się ponad poziom grupy. Do dziś
pamiętam moją kłótnię z wychowawczynią. W drugiej klasie podstawówki sprzeczałyśmy
się o to, czym jest delfin – ona mówiła ryba, a ja – ssak. Kto wygrał –
domyślcie się 😛
Gimnazjum było ciężkim okresem –
ciągłe drwiny i przytyki nie raz podcinały mi skrzydła.
Nie poddawałam
się jednak i dzięki swojej ciężkiej pracy otrzymałam tytuł laureata olimpiady
biologicznej i zostałam zwolniona z matematyczno-przyrodniczej części egzaminu
gimnazjalnego. Gorzej było ze stroną emocjonalną – najlepsza przyjaciółka
odwróciła się ode mnie po 9 latach znajomości, a reszta zaczęła powoli się
odsuwać – niestety tak czasem bywa.
Liceum wspominam mile, choć nie
tak, jak studia
. Kiedy miałam 17 lat poznałam Mateusza i udało nam się przetrwać
do dziś. Wtedy też założyłam tego bloga, który początkowo miał być
pamiętnikiem, by później ewoluować w coś bardziej złożonego. Pięknym
wspomnieniem są też nasze studniówki – czułam się wtedy jak księżniczka –
szczególnie na sali balowej jak z bajki
(studniówka Mateusza – mieli każdy
szczegół dopięty na ostatni guzik :D). U siebie prowadziłam poloneza pokazowego
– było to dla mnie wielkim wyzwaniem, ale na szczęście ja i mój kolega Michał
świetnie sobie w tej roli poradziliśmy. Kilka zimowych miesięcy minęło i
nadeszło coś, co dla wielu jest wydarzeniem strasznym – MATURA.
Pierwsze nieudane starcie z
maturą skończyło się lądowaniem awaryjnym na farmacji.
Studia dały mi
wiele radości i nauczyły mnie radzić sobie w trudnych sytuacjach. Rok poza
domem dał mi wiele do myślenia – jeszcze bardziej związałam się z moimi
rodzicami, z którymi i tak miałam bardzo dobry kontakt. Mieszkanie na „swoim”
sprawiło, że nauczyłam się lepiej organizować swój czas i utwierdziłam się w
przekonaniu, że można połączyć pracę nad domem, blogiem, studiami i związkiem w
jedną, spójną całość. 
Kolejne podejście do egzaminu
maturalnego było dla mnie znacznie łaskawsze, ale nadal nie wystarczyło to,
abym mogła dostać się na wymarzone studia.
Nowa podstawa programowa
napisała test znacznie lepiej i progi skoczyły w górę o kilka dobrych punktów –
tendencje wzrostu, czy spadku wahają się zawsze w granicach 2, maksymalnie 3
punktów. W ubiegłym roku, mimo tego, że zostały otwarte 2 nowe uczelnie progi
wynosiły nawet 8-9 punktów więcej w stosunku do ubiegłorocznego procesu
rekrutacji. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić – płacz i załamywanie rąk na
pewno nie pomogłyby mi dostać się na wymarzony kierunek.
Rok przerwy był w moim mniemaniu
czym nienaturalnym – planowałam, że studia skończę w wieku 25 lat, a wyjdzie na
to, że, przy dobrych lotach, moje kalkulacje przesuną się o 2 lata.

Zaryzykowałam i nie żałuję. Odpoczęłam, nadrobiłam braki, weszłam na egzamin z
uśmiechem, chociaż byłam jedyną poprawiającą osobą. Bez stresu zaczęłam
przeglądać pytania, odpowiadać, a na koniec sprawdzać. Wyszłam przed czasem
patrząc na nietęgie miny tych, którzy na tej sali siedzieli po raz pierwszy.
Nie było mi ich żal – każdy jest kowalem własnego losu – i przy odrobinie
szczęścia osiągnie to, co zaplanował.
Czy ja miałam to szczęście? O
ile pierwsze podejście uważam za nieudane z mojej winy, tak w 2015 roku miałam
żal do Ministrów, Komisji i ogólnie pojętej władzy. Konstytucja nakazuje równe
traktowanie każdej jednostki, czego nie można było powiedzieć o nas,
maturzystach. Dwa różne egzaminy, dwa różne zakresy materiałów i ta sama
rekrutacja. Nie uważacie, że jest z tym systemem coś nie tak?
Protestowaliśmy – niestety bez większych skutków. Usprawiedliwiano się tym, że
przecież my mogliśmy iść na STUDIA, dokształcić się PONAD POZIOM matury, więc
nie miejmy pretensji, że była ona za trudna.
Kończąc temat studiów i wracając do astrologicznej analizy – zgodnie z tym, co mówią gwiazdy jestem
małomównym introwertykiem – nie mam zbyt wielu przyjaciół ani znajomych,
mogłabym wymienić tych najbliższych na palcach jednej ręki. Lubię być sama, co
nie oznacza, że jestem samotnikiem. W nowym towarzystwie jestem wstydliwa, ale
kiedy kogoś poznam i polubię – mogę zagadać go na śmierć.
Mimo tego, że uważam się w pewnym
stopniu za egoistkę jestem wrażliwa na krzywdę innych osób.

Niejednokrotnie pomagałam przy wypadkach, raz udało mi się uratować ludzkie
życie – gdyby nie ja i moja mama ten Pan nie dotrwałby nawet do przyjazdu
karetki. Niestety zmarł po kilku dniach w szpitalu, ale to do nas powiedział
swoje ostatnie słowa. Czuję, że robiłyśmy wszystko, co było w naszej mocy. Nie
żałuję żadnej decyzji podjętej w tamtej chwili. Cieszę się, że udało mi się
zachować zimną krew – umocniło mnie to w przekonaniu, że rzeczywiście zostałam
stworzona po to, by zostać lekarzem. Teraz wiem, że to moje powołanie. 
Jestem Panną – poukładaną i
pedantyczną – dlatego tak wiele od siebie wymagam.
Uważam, że ten blog
nadal nie stoi na takim poziomie, na jakim powinien. Jeśli uda mu się
przetrwać, kiedy zaczną się zajęcia na pewno będę nadal nad nim pracować.  Wydaje mi się, że moje teksty są nudne, a
zdjęcia nie wyróżniają się niczym szczególnym. Wiele z Was stara się mnie
przekonać, że się mylę, ale z tyłu głowy cały czas pali mi się żółta lampka –
mam nadzieję, że to dobrze, że staram się dążyć do perfekcji. 
Taka jestem – nie boję się o tym
mówić.
Siedzę w Białymstoku, nowym mieszkaniu i myślę, jak moje życie
zmieni się w ciągu najbliższych 6 lat. Mam nadzieję, że studia, które miały być
spełnieniem moich marzeń mnie nie zawiodą. Jeszcze rok temu każdy życzył mi
medycyny – teraz, oprócz zdrowia, miłości i szczęścia, bliscy życzą mi
zadowolenia z siebie.
Mam więc nadzieję, że za rok będę
mogła powiedzieć – Natalia, jestem z Ciebie dumna!
Mam nadzieję, że taki wpis
przypadnie Wam do gustu. Ostatnio niezbyt wiele pisałam Wam o sobie, ale
nauczyłam się, że w internecie warto dbać o swoją prywatność. Do piątku jestem
bez połączenia z siecią, ale mam nadzieję, że uda mi się opublikować jeszcze
jeden wpis
🙂
Pozdrawiam :*
Udostępnij:
Follow by Email
Facebook
Google+
http://www.elfnaczi.pl/2016/09/autoportret-2016-21-lat-mineohtml
Twitter
Pinterest
Instagram

Spodoba Ci się także: