1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
Elf Naczi: PROJEKT DENKO | KWIECIEŃ 2016 | LEPIEJ PÓŹNO, NIŻ WCALE :P

czwartek, 26 maja 2016


PROJEKT DENKO | KWIECIEŃ 2016 | LEPIEJ PÓŹNO, NIŻ WCALE :P



Hej!

Jak zwykle spóźniona Naczi postanowiła w końcu wyrzucić puste opakowania po kosmetykach, które zbierała przez cały kwiecień. Stwierdziła, że nie może pozwolić sobie na zbyt długie trzymanie ich w szafie, bo na pewno ma to negatywny wpływ na Feng Shui i energię przekazywaną ludziom przez otoczenie, w którym przebywają. Po chwili zastanowienia sięgnęła po aparat, ułożyła pustaki w miłą dla oka kompozycję i wykonała kilka ujęć, które poprzedzone były poprawianiem każdego pudełka o milimetr, bo "przecież jest nierówno". Słońce nie chciało z nią współpracować, kolano, na którym się opierała odmówiło posłuszeństwa, a aparat oszukał, że się zepsuł. A efekty? Możecie zobaczyć je niżej.

Komu taka książka przypadłaby do gustu? :P Życie blogerki jest takie trudne - weny często brak, a pisać i robić zdjęcia trzeba. Z przymrużeniem oka potraktujcie ten przydługi wstęp i szybko przejdźcie do bardziej merytorycznej części tego wpisu :P Zapraszam :)



WŁOSY
  • L'BIOTICA, BIOVAX, SERUM A+E

Serum, które udało mi się zużyć do cna i bardzo miło je wspominam. Zamknięte jest w szczelną buteleczkę o pojemności 15 mililitrów, która jest niewielka i dobrze sprawdza się podczas podróży. Aplikator działa bez zarzutu i do pewnego stopnia można nim "dawkować" odpowiednią ilość kosmetyku. Serum aplikowałam na końce po każdym myciu włosów. Nie sklejało ich, nie powodowało strączkowania. Końce wyglądały na zadbane i bardzo ładnie lśniły. Mogłam nie ścinać ich nawet 6 miesięcy, a nadal były w dobrej kondycji. Uważam, że jest to produkt godny polecenia ze względu na wydajność, dobre działanie i dość niską cenę. Nie wiem, czy kiedyś do niego wrócę, bo takie sera zużywam bardzo wolno, a mam kilka nowych do przetestowania na oku. Jak będę szukała czegoś sprawdzonego, to na pewno się nad nim zastanowię. Ma jeden minus - lekko mydlany zapach  - mi nie do końca odpowiadał, wolę ładniej pachnące kosmetyki :P

  • ALTERRA, SZAMPON DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH I OSŁABIONYCH Z KOFEINĄ

Szampony z Alterry bardzo lubię i używam ich praktycznie od początku mojej przygody z bardziej przemyślaną ich pielęgnacją. Wersja kofeinowa nie należy do moich ulubionych ze względu na średni zapach, ale działaniem przypomina swoich braci z tej samej serii. Mimo tego, że ma delikatny skład dobrze oczyszcza włosy i domywa nawet oleje.  Nie plącze mi włosów, nie wysusza ich, po jego zastosowaniu nawet bez nakładania odżywki czy maski są lśniące, ale jednak niedostatecznie dociążone. Na pewno będę jeszcze do tych szamponów wracać :P Mam 4 w zapasie i muszę je zużyć, bo ta ilość zaczęła mnie przerastać :P


TWARZ
  • SYLVECO, HIBISKUSOWY TONIK DO TWARZY
Produkt, który trafił to worka z moimi ulubionymi kosmetykami. Ma przyjazny dla skóry skład (chociaż alkohol benzylowy może uczulać nieliczne osoby) i łagodzi jej napięcie spowodowane stosowaniem mocniej oczyszczających żeli do twarzy. Na początku nie mogłam przyzwyczaić się do jego żelowej konsystencji, ale po kilku dniach nie miałam z tym większych problemów. U niektórych pozostawia po aplikacji lepką warstwę, u mnie natomiast wchłania się praktycznie w 100%. Delikatnie nawilżał moją skórę, a wyciąg z aloesu wspomagał rozjaśnianie blizn. Jeszcze go u mnie zobaczycie.
  • SYLVECO, LIPOWY PŁYN MICELARNY
Płyny micelarne to produkty, bez których nie wyobrażam sobie codziennego demakijażu. Dobrze radzą sobie nawet z mocniejszym makijażem, a przy tym nie obciążają mojej skłonnej do zapychania skóry. Z tym nie było inaczej - nieźle radził sobie z podkładami, szminkami i produktami do oczu. Ciężko było mi nim zmyć tylko jeden tusz - So Couture od Loreal Paris. Nie wiem, czy jeszcze do niego wrócę, bo za tę samą cenę mogę mieć dwa razy większą butelkę mojego ulubionego, różowego Garniera. Miał krótki i dobry skład - jeszcze się nad nim zastanowię - być może będzie dla mnie fajną odskocznią od drogeryjnych kosmetyków tego typu.

  • MISSHA, PERFECT COVER, KREM BB
Próbki dostałam od kochanej pinklipstickmua.blogspot.com. Nadal szukam kremu BB, który odpowiadałby mi zarówno właściwościami jak i kolorem. Ten ze zdjęcia to jeden z najjaśniejszych odcieni - 13. Jest to rzeczywiście kolor bardzo blady, lekko wpadający w róż - te tony będą bardziej lub mniej widoczne, zależnie od tego jaki pigment macie w skórze. Mnie niestety zapychał i myślę, że jest to wina parafiny, którą ma w składzie. Kolor bardzo mi się podobał, ale mógłby być choć trochę żółtszy. Na pewno nie kupię pełnowymiarowego opakowania, bo kosmetyk po prostu jest nie dla mnie ;C Pomyślę też nad tym, jak oddać resztę próbek, które mi zostały - może akurat któraś z Was znajdzie coś dla siebie? Śledźcie mojego Facebooka, niedługo powinno się tam coś pojawić ;)

  • LA ROCHE POSAY, ANTHELIOS XL ULTRA FLUIDE, SPF 50+

Nie ma co ukrywać - to mój ulubiony filtr do twarzy. Używam go od roku i nie mam mu praktycznie nic do zarzucenia oprócz jednego małego minusa, który nie u każdego może się pojawić. Filtr ma lejącą się konsystencję, biały kolor i jest produktem wydajnym. Nie bieli. Łatwo rozprowadza się go na twarzy dzięki lekkiej konsystencji. Skóra po jego zastosowaniu nie lepi się, ale jest lekko tłusta. Jest jednym z filtrów, które bardzo dobrze chronią nas przed promieniowaniem zarówno UVB, jak  UVA. Nie zapycha i nie powoduje powstawania nowych wyprysków. Moja mieszana skóra niestety po jego zastosowaniu zaczyna mocniej wyświecać się w okolicy nosa i brody, ale dzieje się to dopiero po kilku godzinach i bibułki matujące rozwiązują sprawę. Aktualnie mam inny krem tej marki, ale do tego na pewno wrócę :)

  • TAMI, OCZYSZCZAJĄCE PŁATKI DO TWARZY Z ALOESEM

Kupiłam je w Biedronce z zamiarem wykorzystywania w ciągu dnia, kiedy chciałabym pozbyć się podkładu, ale nie mogłabym pozwolić sobie na umycie buzi żelem ze względu na soczewki.  W tej roli sprawdzały się nad wyraz dobrze, choć do dokładnego zmycia makijażu musiałam zużyć 3-4 płatki. Miały w sobie dużo płynu, a jego skład nie był tak zły, jak mogłoby się to wydawać - rzeczywiście dość wysoko występował w nim sok z aloesu i, o ile się nie mylę, ekstrakt z ogórka. Twarz po ich użyciu była odświeżona i lekko ukojona. Płatki, mim tego, że stały na półce, były zawsze lekko chłodniejsze od otoczenia co potęgowało pozytywne efekty. Być może jeszcze po nie sięgnę, o ostatnio zauważyłam je w Rossmannie :)

  • CARMEX, BALSAM DO UST W SŁOICZKU

Nie miałam jeszcze innych wersji Carmexa, ale słyszałam, że ta jest najlepsza - nie dziwię się, bo w moim przypadku (jak dotąd) jest to najlepiej nawilżający produkt do ust. Aktualnie stosuję sztyft Blistex i nie jestem z niego aż tak zadowolona. Kiedy nakładałam Carmex rano i wieczorem praktycznie nie miałam problemu z jakimkolwiek przesuszeniem, pękaniem czy pierzchnięciem. Idealnie przygotowywał moje usta pod matowe pomadki, które, notabene, uwielbiam. Ma w swoim składzie lanolinę, która bardzo pozytywnie wpływa na kondycję warg. Kamfora może przynosić uczucie lekkiego chłodzenia - warto o tym wspomnieć, bo nie każda z nas to lubi. Na pewno jeszcze do tej wersji wrócę - najpierw jednak zobaczę, jak zadziała u mnie sztyft o zapachu granatu ;)

  • LOREAL, PODKŁAD TRUE MATCH N1 IVORY

Jest to mój wieloletni ulubieniec, który w mojej kosmetyczce przebywa od dobrych kilku lat. To ostatnia buteleczka w starej formule, teraz używam tej nowej. Ma satynowo-matowe wykończenie. Na mojej mieszanej cerze utrzymuje się dość długo, ale lekko ściera się w okolicach nosa i brody. Ma średnie krycie, ale można je lekko stopniować dokładając kolejne warstwy. Zapraszam Was na jego recenzję - tam znajdziecie więcej informacji na temat tego podkładu. Na pewno będę kupowała go ponownie, bo to praktycznie jedyny podkład, który pasuje mi kolorem.


CIAŁO

  • BATH AND BODY WORKS, BALSAM VANILLA BEAN NOEL

To jeden z moich pierwszych kosmetyków BBW. Balsam kupiłam na świątecznej promocji za 20 złotych - ciężko było mi przejść obok niego obojętnie. Może nie miał spektakularnych właściwości nawilżających, ani najlepszego składu, ale bardzo przyjemnie mi się go używało. Był lekki, szybko się wchłaniał i cuuuudownie pachniał. Bardzo słodko - lekko waniliowo. Sam zapach bardzo przypominał mi świecę Yankee Candle - Cotton Candy. Długo utrzymywał się i na skórze, i na ubraniach. Myślę, że kiedyś jeszcze do niego wrócę, ale na pewno poczekam na promocje - moim zdaniem ten balsam nie jest wart więcej, niż za niego zapłaciłam.

Lubicie czytać projekty denko? Co ciekawego zużyłyście w zeszłym miesiącu?

Pozdrawiam! Wszystkim mamom życzę wszystkiego najlepszego!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...