1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
Elf Naczi: Moja włosowa historia / przmiana

poniedziałek, 23 maja 2016


Moja włosowa historia / przmiana



Cześć!

Kto miał taką łysą główkę jak ja do pierwszego roku życia niech da znać w komentarzu :D Postanowiłam dzisiaj przygotować post na konkurs organizowany przez Gliss Kur dla uczestników Meet Beauty. Nie będzie to typowa włosowa historia - jestem na wyjeździe i nie miałam jak poszukać Wam zdjęć ze wszystkich burzliwych okresów mojego życia :P Bez przedłużania - zaczynajmy!


Jak już wspomniałam (możecie to też zaobserwować na zdjęciu wyżej) do mniej więcej drugiego roku życia nie miałam na głowie zbyt wielu włosów. Nie urodziłam się totalnym golaskiem, ale jak większości dzieci w późniejszym okresie życia mocno się one zagęściły.


W wieku dwóch - trzech lat byłam ścinana na typowego "grzybka". Nie narzekałam, bo taka była moda i wszystkie dzieci nosiły podobną fryzurę :D Do tego, trzeba to przyznać, była wygodna - w ogóle nie przeszkadzała przy bieganiu, wspinaniu się po drzewach, czy też rysowaniu albo pisaniu :D Do dziś pamiętam, że w dzieciństwie rodzice myli mi włoski popularnym szamponem Jonhson's Baby. Czesałam je chętnie, bo niezbyt mocno się plątały. Wymyślne fryzury przy takiej długości nie wchodziły w grę.


Włosy rosły razem ze mną. Pięknie błyszczały a ja chętnie wpinałam w nie różne kolorowe spinki. Mama przerzuciła się na szczotkę z naturalnego włosia, czasem wykorzystywała też grzebień. Jak widać, moje włosy były naturalnie proste i bardzo ciemne.


Kiedy trochę podrosłam zdecydowałam się ( no, może nie do końca ja :P) na grzywkę. Przez długie lata miałam ją ścinaną na prosto. Nie przeszkadzała mi, uważałam, że bardzo mi pasowała, dlatego nie rozstawałam się z nią praktycznie do nastoletnich lat.

Ta chudość xD


W zerówce moje włosy sięgały do ramion i wtedy postanowiłam je zahodować. Byłam zafascynowana długimi włosami moich koleżanek, jak każda dziewczynka marzyłam o włosach długich jak bajkowa Roszpunka :D 


W grudniu tego samego roku (zdjęcie z sylwestrowej imprezy :P) były już widocznie dłuższe, grzywka również zniknęła z mojego czoła. Moje kosmyki delikatnie ściemniały - miały wtedy kolor ciemnego brązu - niekiedy wyglądały na czarne z lekko złotawą poświatą. Moja pielęgnacja nadal ograniczała się do mycia ich szamponem. Od czasu do czasu używałam też odżywek bez spłukiwania w sprayu.


Przed ślubowaniem w pierwszej klasie przeżyłam dramatyczną wizytę i fryzjera i ostre cięcie :P Wtedy jeszcze nie myślałam o tym, że to wygląda strasznie, ale z perspektywy czasu żałuję, że nie zaczęłam hodowania włosów od tego momentu - może później byłoby mi szkoda je farbować i nie podjęłabym tej strasznej decyzji, o której dowiecie się za chwilę.


W trzeciej klasie podstawówki włosy były ponownie długie - od czasu do czasu podcinałam tylko końcówki - w mojej pielęgnacji niestety nic się nie zmieniło. 

Jeśli chodzi o podstawówkę i gimnazjum - nie mogłam znaleźć jakichś sensownych zdjęć :C W klasach 4-6 włosy hodowałam i sięgały mi prawie do połowy pleców. W gimnazjum zrobiłam kolejne głupstwo. Pamiętacie włosy Rihanny z początku jej kariery? Boba? Postanowiłam więc swoje piękne włosy ściąć do brody i dorobić do tego prostą grzywkę :P Mój brat do tej pory śmieje się z tej fryzury i twierdzi, że miałam wtedy na głowie jeden wielki hełm xD Musicie to sobie wyobrazić :D


W gimnazjum i liceum miałam włosy podobnej długości - takiej się po prostu trzymałam. Grzywka na ukos i włosy ścięte na prosto to mój znak rozpoznawczy. Włosy były gęste, mocne i grube. Prawie w ogóle nie wypadały. Zaczęłam wtedy więcej o nie dbać - kiedy założyłam bloga zaczęłam stosować pierwsze maski i odżywki (oczywiście tylko i wyłącznie te drogeryjne, bez patrzenia na składy i potrzeby moich włosów). Moim ulubionym szamponem w tym okresie były szampony Gliss Kur, Elseve i nieśmiertelny Head & Shoulders -  SLS/SLES i silikony nie były mi obce.


Pierwszy raz pofarbowałam włosy pod koniec pierwszej klasy liceum. Zrobiłam to u fryzjerki - chciałam przyciemnić moje kosmyki o odcień lub dwa i tak też było. Bardzo dobrze czułam się w jeszcze ciemniejszym kolorze niż mój naturalny, ale nie mogłam się tym cieszyć zbyt długo - mam tak mocny pigment we włosach, że farba wypłukała mi się dwa tygodnie po farbowaniu :O Chodziłam z jaśniejszymi włosami niż odrost do wakacji, aż zrobiłam najgłupszą rzecz w moim życiu.


Zamarzył mi się czerwony kolor włosów - stwierdziłam, że nie ma nic do stracenia. Postanowiłam pobawi się tym w domu i za pierwszym razem wszystko poszło pięknie i gładko - farba Loreal Preference zmieniła mi odcień na idealny bez zbytnym uszczerbku na stanie włosów. Niestety - jak to kolory czerwone i rude mają w zwyczaju - szybko się wypłukał. Po niespełna miesiącu sięgnęłam po farbę raz jeszcze. Chciałam wybrać coś "delikatniejszego" - tak do mojego koszyka trafiła Syoss Olei Intense, która miała wręcz pielęgnować włosy. I tak zaczął się mój koszmar...

Przy nakładaniu farby wszystko szło gładko i przyjemnie. Nic nie szczypało, nie piekło. Gorzej było przy zmywaniu - do wanny wypadła 1/3 moich włosów... Płakałam cały dzień i noc, nie wiedziałam, co mam zrobić. Na środku głowy miałam goły plac.


Po feralnym farbowaniu o włosy dbałam okrągłe 1,5 roku. Olejownanie, delikatne szampony, odbudowujące odżywki, wcierki - nic to nie dawało. Sole amonowe tak rozepchały mi włos od środka, że nic nie wpływało pozytywnie na ich kondycję. Pozostało mi czekać albo do odrośnięcia kosmyków, albo zdecydować się na keratynowe prostowanie, które też wiązało się z pewnym ryzykiem - źle wykonany zabieg mógł całkowicie zniszczyć mi włosy. Na szczęście tak się nie stało.


Włosy nawet rok po keratynowym prostowaniu nie straciły nic ze swojej kondycji - były lśniące, sypkie i szybko rosły. Dziura na środku głowy zarosła  i nie musiałam się już martwić, że niedługo będę świecić jak mnich z Tybetu w pełnym słońcu :P Nadal olejowałam włosy, inwestowałam w maseczki i czekałam, aż pozbędę się wstrętnych, rudych, wypłowiałych odrostów.


Tak moje włosy wyglądają teraz. Zdjęcie robiłam jeszcze przed podcięciem końcówek, więc są one lekko przesuszone. Są gęste, mocne i coraz mniej ich wypada. Odrosły prawie całkowicie i znów mogę cieszyć się swoim naturalnym kolorem, który pasuje do mnie jak żaden inny. 

Czego nauczyły mnie moje wpadki?

Wiem, że długie włosy pasują mi o wiele bardziej niż krótkie. Dowiedziałam się też, że farbowanie nie jest dla mnie, a jeśli już chciałabym coś zmienić to na pewno nie będę tego robić na własną rękę i zdecyduję się na wizytę u "specjalisty". Nauczyłam się odpowiednio pielęgnować kosmyki - pojęcie humektanty, emoliety czy proteiny nie są mi obce. Świadomie kupuję produkty do włosów, więc nie zaliczam wpadek. Przeproteinowałam włosy tylko raz, co uważam za niezły sukces :D 

Uświadomiłam sobie, że wiele "dobrych rad" oferowanych nam przez ciocie blogerki wcale nie są dobre. Całkowita rezygnacja z silikonów w początkowym okresie mojej walki z włosami spalonymi przez farbę, przyczyniło się o jeszcze większej destrukcji. Wyeliminowanie mocno oczyszczających szamponów, suszarki - nie wpłynęło to dobrze na moją fryzurę.

Czego nigdy nie robiłam swoim włosom, a co było w moim otoczeniu popularne?
  • Nie tapirowałam włosów
  • Nie prostowałam ich namiętnie
  • Nie używałam lokówki i karbownicy
  • Rzadko korzystałam z gumek z metalowymi elementami
  • Nie kładłam "jedwabiu" na włosy od nasady aż po końce
Jak wygląda moja aktualna pielęgnacja?
  • Używam delikatnych szamponów na co dzień, mocniejsze oczyszczanie funduję sobie raz na 1,5-2 tygodnie (Alterra, Petal Fresh, Farmona, Joanna)
  • Po każdym myciu na moich włosach ląduje maska lub odżywka (Kallos, Biovax, Pilomax, Petal Fresh)
  • Minimum raz w tygodniu decyduję się na całonocne olejowanie włosów (Alterra, Alverde)
  • Po każdym myciu zabezpieczam końcówki silikonowym serum (Biovax, Marion, Gliss Kur)
  • Rano, przy czesaniu spryskuję włosy  odżywką w spray (Gliss Kur) 
  • Suche szampony stosuję bardzo rzadko 
  • Włosy suszę tylko zimnym nawiewem
  • Nie używam lokówki i prostownicy
  • Końcówki podcinam wtedy, kiedy zauważę, że są w gorszej kondycji, jednak nie mniej niż raz na 6 miesięcy
  • Raz lub dwa razy roku stosuję suplementację wspomagającą prawidłowy wzrost włosów i przeciwdziała ich wypadaniu
Też miałyście wzloty i upadki w swojej włosowej karierze?  Jak podoba Wam się moja włosowa historia?

Pozdrawiam :*


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...