1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
  7. INCI
  8. /elfnaczi snapchat icon twitter icon facebook icon instagram icon
Elf Naczi: października 2014

niedziela, 26 października 2014


Ulubieńcy września i października



   Przychodzę do Was dzisiaj z dwumiesięcznymi ulubieńcami, bo to rodzaj postu, które są jednymi z moich ulubionych. Nie mam zbyt wiele czasu w najbliższych tygodniach, bo niestety zbliża się wielkimi krokami kolokwium z biologii i genetyki. Kolokwium = wkuj 900 stron książki bo nie wiesz o co mogą zapytać. Ogólnie jest to dla mnie straszne, bo to pierwszy taki test i nie wiadomo czego mamy oczekwiać :c Studia takie straszne :O

   Ale wracając do tematu chciałam Wam dzisiaj pokazać moich ulubieńców, czyli produkty, z którymi nie rozstawałam się w ciągu ostatnich tygodni. Ograniczyłam się tym razem do kilku produktów, a nie gromady tak jak zawsze :P Wspomnę tylko kilka słów o każdym, bo na blogu na pewno znajdziecie recenzję części z nich, a inne jeszcze się tutaj pojawią. Jeśli jesteście ciekawi co to za cuda, zapraszam do czytania :D


   Pierwszym z moich ulubieńców jest paletka do konturowania z Makeup Revolution, która nosi nazwę Sugar and Spice. Znalazłam w tej plaetce wszystko, czego potrzebowałam - róż, bronzer a nawet rozświetlacz. Uwielbiam ją za to, że jest tu tyle różnych odcieni, a także za jakość wykonania. Praca z tym produktem to dla mnie sama przyjemnosć :3



   Drugi w kolejce jest produkt do włosów, czyli mój kompaktowy Tangle Teezer. Uważam, że ta wersja prezentuje się naprawdę elegancko (dostępna jest jeszcze wersja srebrna i złota). Myślałam, że wierzchnia wartswa będzie się rysować, ale mam go już kilka miesięcy i nic takiego się nie stało. Ratował moje włosy po splątaniu przez jesienny wiatr i chwała mu za to. Mam go zawsze w swojej torebce i nie zamienię go na żaden inny :D



  Kolejnym produktem, również pielęgnacyjnym jest szczotka z naturalnego włosia z Rossmanna. Ja używałam jej codziennie po wieczornej kąpieli do masażu antycelulitowego ciała. Na początu strasznie drapał, nie powiem, że nie bolało :P Teraz skóa odrobinę się przyzwyczaiła i reaguje tylko miejscowym szczypaniem i zaczerwienieniem, ktre szybko po masażu mija. Mam ją tylko 2,5 tygodnia, więc o efektach nie mogę się jeszcze wypowiedzieć, ale myślę, że jest fajnym gadżetem. Moja skóra stała się napięta i gładka.



   Przedostanim kosmetykiem jest krem Effaclar Duo [+] od La Roche Posay. Lubię go za to że pomaga mi walczyć z przebarwieniami potrądzikowymi i samymi zmianami. Po lecie moja skóra zareagowała wzmożonym wytwarzaniem sebum co spowodowało nasilenie objawów trądzikowych. Ten krem fajnie sobie z nimi poradził i ograniczył wysyp stanów zapalnych (oczywiście razem z preparatami od dermatologa, których używam od dawna).


   Ostatnią rzeczą o której wspomnę jest osławiony olejek pod prysznic z Isany. Jest świetny - nawilża ciało, nie wysusza go, skóra jest po kąpieli ładnie napięta i nie czuć ściągnięcia, które towarzyszy mi zawsze, nawet po kontakcie z wodą. Jest tani i świetnie się sprawdza - każdy powinien go przetestować.


   To już wszyscy moi ulubieńcy. Nie było ich za wiele ale ja często zostaję przy produktach, które lubię i bezsensem, według mnie, jest pokazywanie w kółko tego samego. Tutaj zdecydowałam się na same nowości i mam nadzieję, że pokażę komuś produkt, którego nie miał a warto byłoby po niego sięgnąć.

A jakich wy macie ulubieńców na jesień? Miałyście okazję wypróbować coś z mojej gromadki?

Pozdrawiam



poniedziałek, 20 października 2014


LA ROCHE POSAY | EFFALCAR DUO [+] | ŚWIĘTY GRAAL WŚRÓD KREMÓW DO CERY TRĄDZIKOWEJ



Hejo!

Życie jest takie ciężkie, że aż czasem jest mi przykro. Jest jakiś pozytyw, bo praktycznie wyzdrowiałam (a to dla mnie ważne, bo jak na razie muszę być i na każdym wykładzie i na każdych ćwiczeniach :C). Jest też jeden bardzo duży minus. Jestem z siebie mocno niezadowolona, bo nie zaliczyłam wejściówki z anatomii :C Powiedzieli nam, że poziom będzie taki sam jak w liceum, ja dodatkowo przeczytałam podręcznik Gołębia a i tak zaliczyłam tylko 4 na 10 pytań. Jest mi wstyd, bo to mój ulubiony przedmiot i w ogóle jak tak można :C

Ale przchodząc do rzeczy chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o kremie, który pomógł mi w walce z niedoskonałościami, czyli o Effaclar Duo [+].



niedziela, 19 października 2014


Nominacja do Liebster Blog Award od Zaplątanej ♥





Hejo!


   Dzisiaj przychodzę do Was z jednym dość niezobowiązującym postem bo nadal mam dużo nauki :C Łacina i anatomia wcale nie są takie proste, a choć ja pałam zamiłowaniem do jednego z tych przedmiotów (zganijcie do którego :P) to warto by się dobrze przygotować do jutrzejszych wejściówek. Studia to niestety nie bajka a ja i tak siedzę przed książkami zdecydowanie zbyt mało w ciągu całego tygodnia. Bez zbędnego przedłużania, chciałam dziś odpowiedzieć na pytania osoby, która nominowała mnie do Liebster Blog Award, czyli Zaplątanej z bloga zaplatamy.blogspot.com.

   Z góry chciałam podziękować za docenianie mojego bloga nawet teraz, gdy nie mam na niego zbyt wiele czasu. To dużo dla mnie znaczy, motywuje mnie do pacy i nad studiami i nad własną stroną. Wszystko idzie więc w dobrym kierunku i swojego internetowego dziecka na pewno nie opuszczę :D Postanowiłam jednak nie nominować nikogo konkretnego, a chciałabym, żeby do zabawy zgłosiły się chętne osoby :D  Tak więc, zaczynamy! Kto ciekawy, niech czyta :D




 Co robisz w życiu?


      Moje życie nie jest może jakieś bardzo skomplikowane, ale ja mam tendencję do plątania go sobie na własne życzenie :P Aktualnie studiuję farmację w Bydgoszczy na Collegium Medicum i przygotowuję się do ponownego napisania matury. W międzyczasie siedzę w książkach, zajmuję się blogiem, ratuję włosy i skórę oraz uczę się studenckiego oszczędzania (co niezbyt dobrze mi wychodzi xD)

Co chciałabyś robić?


   W przyszłości chciałabym zostać lekarzem. Kto czyta mojego bloga trochę dłużej wie, że to moje największe marzenie i że wręcz mam obsesję na tym punkcie :P Chciałabym też pisać slawnego bloga (ah ta próżność :P) i mieć swobodę podróżowania po świecie.

Jakiej muzyki słuchasz?


   Ostatnio rzadko słucham muzyki, ale moimi ulubionymi gatunkami są szeroko pojęty rock i już trochę bardziej wąsko metal :P Słuchałam też alternatywy, industrialu, a także wszystkiego co mi wpadnie w ucho i się spodoba (choć to na pewno nie będzie cukierkowy pop ani disco polo :P)

Twój ulubiony kolor.


   Mam kilka ulubionych kolorów, ale bezsprzecznie wygrywa z nimi niebieski i jego odcienie. Mam chłodny typ urody, więc na szczęście mi pasuje :D Kiedyś planowałam nawet rozjaśnić do połowy włosy i zrobić niebieskie końce. Dzięki Bogu ten pomysł wypadł z mojej głowy :D

Twój ulubiony olejek do włosów.


   Nie mam ulubionego olejku do włosów, za to moje włosy jak na razie najbardziej przepadają za pewną mieszanką, a mianowicie za olejek Pomarańcza i Brzoza z Alterry.

Co najgorszego zrobiłaś ze swoimi włosami?


   Pomalowałam je farbą :C Nie dość, że zaczęły wypadać, to do tej pory czerwień się nie sprała i nadal jest widoczna, mimo, że została pokryta brązem. Teraz wyglądam strasznie, mam czerwono brązowe włosy ale trzymam się twardo i hoduję naturalki. Mam nadzieję, że mi się uda :D

Co najczęściej pojawia się w Twojej torebce?:)


   Krem do rąk, milion dłuopisów, 2 telefony i dodatkowo kalendarz i notes. To mój zestaw obowiązkowy. Do tego dorzuciałabym jeszcze gumki do włosów i kompaktowy Tangle Teezer. To jst odpowiedź na pytanie, może dużo tego, ale pojawia się to z taką samą częśstotliwością.

Jak widzisz swoją fryzurę ślubną? :)


   Prosty kok, albo na karku, albo wyżej. Bardzo skromna. Tak, żeby tylko welon tam przyczepić i ewentualnie jakieś drobne koraliczki. Ale ja nie wyjdę za mąż ;__;

Jakie jest Twoje marzenie?


   Moim marzeniem jest oczywiście, jak już wspomniałam wyżej, zostać lekarzem, ale także pojechać do Japonii i Ameryki Południowej (ale to wcale nie oznacza Brazylii na pierwszym miejscu :P)

Masz zwierzaka/ki? Jakie?:)


   W mieszkaniu, w którym mieszkam niestety nie mam żadnego, ale planuję przygarnąć brytyjskiego kocurka. W domu natomiast mam dwa koty - spokojnego Maćka i wariatkę Zośkę oraz starego już pieska - Dżekiego. Najchętniej założyłabym ZOO :D

Co myślisz o wyroku Katarzyny W.?


   25 lat to za mało. Powinna dostać dożywocie, a jak żyłaby w Stanach Zjednoczonych to i karę dożywocia. Okej, gdyby się przyznała, gdyby zrobiła to nieumyślnie, gdyby nie chowała dziecka pod jakimś drzewem, tylko z godnością - mogliby jej dać i 25 i mniej. Ale nie za to bestialstwo które zrobiła.
Co interesuje Cię w świecie?


   Piękny świat przyrody - magiczne krajobrazy, ciekawe zwierzęta i rośliny, czasem tylko wytwory człowieka, chociaż i te są często piękne. Dla mnie jednak najpiękniesze rzeczy tworzy natura i to właśnie to jest dla mnie najważniejsze.


   Mam nadzieję, że moje odpowiedzi Was satysfakcojnują i że bardzo sie Wam podobają :D Nie kłamałam, pisałam prawdę i to się liczy :P Moje pytania to:

1. Budzisz się na bezludnej wyspie, w potarganych ciuchach, wokół sterty desek, jakichś metalowych części itp. Co robisz jako pierwsze?
2.Kot czy pies?
3. Masz manię na punkcie urody, kosmetyków, włosów, czy nie?
4. Jeśli miałabyś zabrać ze sobą tylko 3 rzeczy na wakacyjną podróż co by to było (pomiajamy ciuchy, bo wtedy żadna kobieta nie byłaby w stanie nic wybrać :P)
5.Chciałabyś się zahibernować?
6. Bajki Disneya czy Looney Tunes?
7. Masz wolną rękę i dowolny repertuar. Na co poszłabyś do kina?
8. Lepiej jeść słodycze i być trochę grubszym czy ich nie jeść i być chudym?
9.Blogi czy vlogi?
10. Jeśli miałabyś spotkać jedną sławną osobę i spędzić z nią miesiąc swojego życia, kto by to był?
11. Długie nogi czy piersi w wymarzonym rozmiarze?


Kto jest chętny niech odpowiada w komentarzach na najciekawsze, według niego pytania :D Ja was pozdrawiam i wracam do nauki. Buziaczki :*



piątek, 17 października 2014


Pierwsza część moich zakupów + ciekawa promocja :D



Hejo!

   Zaczyna się weekend, więc ja wracam do świata internetów i piszę dla Was posta. Dzisiaj skromnie, może jutro będzie coś ciekawszego, bo mój aparat zginął śmiercią naturalną przy wykonywaniu tych fotografii (znaczy się - rozładowała się mu bateria) :C Z braku czasu nie zdążyłam jej naładować i muszę się zadowolić tym materiałem, który mam. Nie mniej jednak mam nadzieję, że całość Wam się spodoba i z chęcią zajrzycie na mojego bloga. Jeśli tak jest, zapraszam was gorąco do czytania :3


  Ostatnio popełniłam małe zakupy i chciałabym Wam o nich opowiedzieć. Na pierwszy rzut idą dwie pomadki z Kobo, które wpadły do mojego koszyka w Drogerii Natura. Przeczytałam o nich na blogu Meladyy, 304 jest zamiennikiem szminki z MACa (Plumful) a ta druga po prostu przyciągnęła mnie do siebie kolorem. Zdjęcia nie oddają ich piękna, chyba będę musiała zrobić Wam swatche i zdjęcia ust pomalowanych obiema pomadkami. Ich normalna cena to 15,99, a ja dorwałam je po 8,99. Pochodzą one z TEJ gazetki, w której jest jeszcze kilka innych ciekawych promocji, ale stwierdziłam, że nie będę kupowała kosmetyków na zapas :P Studenci są przecież ubodzy :P


   Potrzebowałam też czegoś do posegregowania moich kosmetyków i z pomocą przyszła mi Biedronka. Może na zdjęciach te organizery nie wyglądają imponująco, to jednak na szafce, zapełnione prezentują się naprawdę ciekawie. Jestem z nich zadowolona, są solidni wykonane i pewnie posłużą mi przez dobrych kilka miesięcy a nawet lat.




   Z gazetki Stylowe Mieszkanie, kupiłam jeszcze zestaw cermicznych pojemniczków do łazienki - idealnie wpadowały się w beżowo zielony klimat :D Te z kolei wyglądają bardzo ładnie, nigdy nie powiedziałabym że są z Biedronki albo podobnego sklepu, gdybym sama ich nie kupiła :D


   Chciałam Wam powiedzieć o jeszcze jednej promocji, a mianowicie w Super-pharm kupując dowolny krem lub produkt do twarzy od La Roche Posay (a jest teraz na nie promocja) dostaniecie zestaw mini kosmetyków do skóry wrażliwej gratis. Więcej możecie przeczytać TUTAJ

   Wszystkie gazzetki o których mówiłam to:







Pozdrawiam i życzę miłego weekedu ( ja niestety mam trochę nauki :C)


niedziela, 12 października 2014


[RECENZJA] Makeup Revolution Blush&Contour - Sugar and Spice



Hejo!
   Umieram, zaraz idę się uczyć, ale postanowiłam skorzystać z weekendu i napisać dla Was posta. Od czwartku choruje na coś pomiędzy grypą a przeziębieniem, mam nadzieję, że szybko wrócę do siebie, bo muszę uczęszczać na każde zajęcia a nie chcę się na nich czuć tak, jak czuję się dzisiaj. 

   Dawno nie było niczego z kolorówki, więc wziełam pod lupę produkt, z ktorego korzystam ostatnio bardzo często. Jest to paleta do konturowania twarzy z Makeup Revolution. Nosi ona nazwę Blush & Contour i jest to wersja Sugar and Spice. Jeśli jesteście ciekawi czy jest warta zkupu - zapraszam do czytania posta! :D


   Po pierwsze, paleta zapakowana jest w estetycznym, matowym, czarnym kartoniku, który opatrzony jest złotymi napisami. Mój trochę się zniszczył, ale przeżył podróż podczas przeprowadzki i chwała mu za to :P  W kartoniku znajduje się paleta wykonana z grubego, solidnego plastiku. Jest ciężka, przez co wydaje się być ekskluzywna. W środku znajduje się lusterko, które zajmuje górną połowę puzderka. Opakowanie jest dość ciężkie i masywne.


  Po drugiej stronie znajduje się 8 średnich kółek, z których 2 pierwsze to bronzery. Numer 1 to ciemny, chłodny brąz z brokatowymi drobinkami, drugi to jaśniejszy, ciepły brąz, który niestety na zdjęciach wygląda jak pomarańcz. 3 z górnego rzędu to cukierkowy róż, pięknie podkreśla rumieńce. Ostatni z tego poziomu bardziej sprawdza się jak rozświetlacz. Jest piękny, wypiekany, nie ma w nim drobinek. Na szczytach kości policzkowych daje białą, chłodną taflę - mi podoba się bardzo.


   Pierwszy od dołu to mocny, wiśniowy kolor, najbardziej kremowy ze wszystkich 8. Jest też najmocniej napigmentowany i lepiej nie nabierać go zbyt dużo na pędzel, bo można sobie nie zrobić krzywdę, czyli rumieńce jak u Jagny. Szóstka to różowy, jednak bardziej zgaszony i stonowany niż jego kuzyn spod 3. Łatwo wykreować nim delikatny, dziewczęcy i naturalny look. Przedostatni to mieszanka różu i brzoskwini, pasuje do wszystkich makijaży, bo nie jest zbyt nachalny. Świetny dla początkujących, bo raczej nie można zrobić nim brzydkich placków na policzkach. Ostatni to wypiekany, intensywny róż, nie kremowy, ale błyszczący. Bez drobinek, w konsystencji podobny do rozświetlacza z tej palety.


   Ja za swoją paletkę zapłaciłam 30 złotych, co w przeliczeniu na jeden kolory wynosi naprawdę niewiele. Opakowanie wykonane jest rewelacyjnie, nie skrzypi, jest solidne, ciężkie i estetyczne. Lusterko staje się przydatne w sytuacjach kryzysowych, jest na tyle duże, że spokojnie można przy nim wykonać cały makijaż. Samym różom, bronzerom i rozświetlaczowi nie mam nic do zarzucenia - dobrze się z nimi pracuje, łatwo jest je rozblendować. Za niską cenę dostajemy świetną jakość. 


   Palety nie można kupić stacjonarnie, jest dostępna tylko w drogeriach internetowych. Ja z czystym sercem ją polecam, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jest dostępna również inna wersja kolorystyczna, która bardziej wpada w brązy, brzoskwinie i inne ceglaste odcienie bardziej pasujące do ciepłych typów urody. Moim zdaniem zasługuje ona na ocenę 

10/10


Testowałyście produkty marki Makeup Revolution? Lubicie takie palety, czy wolicie pojedyncze kosmetyki?

Pozdrawiam


sobota, 11 października 2014


20 lat minęło, jak jeden dzień :P



Hej!

   Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o piątkowym wydarzeniu, a mianowicie o 3 pażdziernika. W zeszłym tygodniu Mateusz obchodził swoje 20 urodziny, już nie jest nastolatkiem a staruzkiem xD Ja zrobiłam mu kilka prezentów, ale dzisiaj chciałam tylko pokazać Wam słodkości z Cukierni Sowa. Kto jest łakomczuchem - zapraszamy do oglądania! :D


   Zacznę od tego, że wypieki spakowane są w bardzo ładne pudełeczka z logiem cukierni. Są one tekturowe i można w nich przechowywać produkty, które kupiliśmy. Mi bardzo podobają się wizualnie, są estetycznie wykonane i nie ma się po prostu do czego przyczepić :D


   A teraz słodkości, na które się skusiłam - po pierwsze rurki z kremem. Obawiałam się, że będzie on za bardzo mleczny, ale na szczęście bardziej smakował jak masa od kapatki. Może to dziwne, ale te rurki smakowały nam najbardziej, widocznie kochamy karpatkę :P 


   Drugim z moich wyborów były jałkowe babeczki. To jednak nie było dla nas, bo mimo że ładni wyglądały miały w środku  duże kawałki jabłka - cos a'la plasterki. Ja faką jabłek jestem, ale tylko w nienaruszonej postaci, czyli na surowo. Tutaj oczekiwałam czegoś w rodzaju drobnych kawałeczków albo musu i się niesteyty przeliczyłam ;c


   Nie zmienia to jednak faktu, że babeczka wyglądała zchęcająco i bardzo ładnie :D Komuś, kto lubi duże kawałki owoców w ciastach na pewno przypadłaby do gustu :D Ja niestety koneserem takich deserów nie jestem :C

   Ostatnim już ciastem, które wybrałam była truskawkowa kostka. Miało być pięknie a wyszło jak zawsze :C Pod truskawkami znajdował się biszkopt i masa, która miała byś sernikiem na zimno. Niestety okazało się, że jest to bardziej masa twarogowa niż wspomniany sernik i ja tego ciasta jeść nie mogłam, ewentualnie musiałam wyrzucać cały twarożek :C Smutne :C


   To by było na tyle :P Za te łakocie urodzinowe zapłaciłam 20 złotych, więc wcale nie tak drogo. Następnym razem muszę po prostu lepiej dobierać ciasta do moich preferencji, bo to, co ładnie wygląda wcale nie oznacza,  że będzie mi bardzo smakowało :P

Próbowaliście wypieków z Cukierni Sowy? Smakowały Wam, czy nie?

Pozdrawiam :3


wtorek, 7 października 2014


[RECENZJA] Ziaja - oczyszczanie. Liście manuka. Krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc.



Hej!

   Udało mi się już pouczyć, a nawet zrobić notatki i znalazłam chwilkę na to, aby wejść na bloga. Postanowiłam napisać dzisiaj posta o kolejnym produkcie z mojej ulubionej serii Ziaji - Oczyszczanie. Liście manuka. Jest to krem przeznaczony do cery normalnej, mieszanej bądź tłustej. Stosujemy go na noc. Zawiera on mikrozłuszczający kwas migdałowy. Co ja sądzę na jego temat po zużyciu jednego opakowania - o tym przeczytacie w dalszej części posta.



   Nawilżający krem z 3% zawartością kwasu migdałowego. Przywraca skórze naturalną równowagę i świeżość. Złuszcza i odnawia naskórek nie powodując podrażnień. Redukuje porfiryny odpowiedzialne za zmiany trądzikowe. Rozjaśnia powierzchniowe przebarwienia posłoneczne i pozapalne. Zmniejsza zaskórniki i rozszerzone pory. Nawilża, poprawia elastyczność, jędrność i sprężystość. Pozostawia skórę świeżą o jednolitym kolorycie.
Zawiera substancje czynne głęboko oczyszczające:
- antytrądzikowo-złuszczający kwas migdałowy
- ekstrakt z liści Manuka o działaniu antybakteryjnym
- ściągająco-łagodzący glukonian cynku.


   Cena kremu oscyluje w granicach od 8 do 10 złotych. Nie jest to wygórowana cena za taki produkt, tym bardziej, że spełnia on prawie wszystkie obietnice producenta. W stosunku do pojemności ten aspekt też wychodzi na plus.






   Krem ten dostępny jest w drogeriach Natura, salonach Ziaja dla Ciebie i sieci drogerii Hebe. Ostatnio widziałam go nawet w bydgoskim Rossmannie, więc jego dostępność jest naprawdę bardzo dobra. Oczywiście można go również znaleźć na wielu stronach internetowych z produktami do pielęgnacji twarzy i ciała.

   Krem ma bardzo fajną konsystencję, prawie żelową, która szybko się wchłania. Nie obciąża skóry, nie pozostawia na niej lepkiej warstwy, nie czuć go na twarzy. Osobiście kojarzy mi się z czymś w stylu rozwodnionego sorbetu.



   Pojemność tubki z kremem to 50 mililitrów, czyli jeden ze standardów, jeśli chodzi o kremy do twarzy. Dla mnie taka ilość starcza na około dwa miesiące codziennego stosowania.

Aqua (Water), Isohexadecane, Cyclopentasiloxane, Propylene Glycol, Mandelic Acid, Glyceryl Stearate, PEG - 100 Stearate, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Cetyl Alcohol, Panthenol, Zinc Gluconate, Leptospermum Scoparium Leaf Extract, Xanthan Gum, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Citral, Eugenol, Triethanolamine

   W składzie nie ma nic co mogłoby mnie zapychać lub uczulać. Wysoko a liście znajduje się kwas migdałowy, co świadczy o tym, że producent mówił prawdę o tym, że krem zawiera 3% kwas. Na trzecim miejscy jest silikon, ale jest on lotny i nie powoduje zapychania porów - nie jest on komadogenny.






   Jak już wspomniałam wcześniej mi krem starcza na około 2 miesiące codziennego, wieczornego stosowania, więc jest to całkiem dobry wynik. Wychodzi mniej więcej po 25 mililitrów i 5 zlotych na miesiąc.

   Opakowanie kremu jest bardzo wygodne, charakterystyczne dla kremów ziaji. Jest to tubka o pojemności 50 mililitrów w zielonkawo - turkusowym kolorze. Zakrętka działa sprawnie, produkt nie wylewa się od razu po jej odkręceniu. Aby wydobyć produkt do końca należy niestety rozciąć tubkę, ale jest to raczej naturalne w tego typu opakowaniach. Napisy nie ścierają się, a widoczny tutaj gradiet to nie kwestia pomyłki a element zaplanowany przez grafików (dla mnie wygląda to troszeczkę dziwnie, ale nie będę się za bardzo czepiać :P o gustach się nie dyskutuje :P)



   Krem moim zdaniem jest bardzo dobry. Może nie złuszcza skóry w sposób, w który niektórzy chcieliby żeby złuszczał - naskórek nie schodzi płatami jak po retinoidach. Bardziej usuwa on suche skórki i podobne, niepotrzebe twory. Konsystencja jest przyjemna w aplikacji, plusem jest, że szybko się wchłania. Zapach kremu jest piękny - świeży, orzeźwiający co zachęca do codziennego stosowania. Moja skóra była po nim napięta, wypoczęta, sprężysta i dobrze nawilżona. Przebarwienia może delikatnie zbladły, zaskórników było jednak widocznie mniej

Jak dla mnie ten krem zasługuje na 

8/10



   Już kupiłam i używam co nie raz, bo został strącony na drugie miejsce  :P Na pewno jeszcze do niego wrócę, jak już moja skóra troszeczkę od niego odpocznie.


Testowałyście? Przypadł wam do gustu czy nie?

Pozdrawiam