1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
  7. INCI
  8. /elfnaczi snapchat icon twitter icon facebook icon instagram icon
Elf Naczi: września 2014

wtorek, 30 września 2014


Podróż po moim mieszkaniu :D



   Obiecałam, że pokażę Wam swoje nowe gniazdko :D Zmusiłam się do zrobienia zdjęć i dzisiaj pokażę Wam, co u siebie mam :D Nie jest to nic wymyślnego ani luksusowego, ale ja zdążyłam się już do tego przyzwyczaić i czuję się w tym wnętrzu swobodnie :D Więc....

   ZACZYNAMY :D

 
   Wchodząc do mieszkania lądujemy w przedpokoju. Po prawej stronie stoi szafa, a raczej nie stoi, bo jest to wnęka z rozsuwanymi drzwiami. Sięga od samego sufitu do podłogi.



   W prawej części mieszczą się półeczki, na których mamy poukładane ubrania i buty - nic ciekawego, względny porządek istnieje i możecie zovaczyć, że mam tylko 2 przegródki na ubrania :P Czyli jest tego całkiem niewiele.



   Za lewymi drzwiami natomiast mieszczą sie kurtki, swetry, walizki i inne szpargały. Tutaj też jakiś porządek jest zachowany, ja zajęłam większą część wieszaka - w końcu jestem dziewczyną i potrzebuję więcej miejsca :P


   Po lewej stronie od wejścia znajduje się łazienka - mała, ale wszystko, co potrzebne się w niej mieści. Nie będę się więcej na ten temat rozpowiadać, ale jako ciekawostkę dodam, że pod prysznicem mamy radio i hydromasaż - nic tylko relaksować się po stresujących wykładach :D


   Naprzeciw drzwi wejściowych znajduje się otwarty łuk, który wchodzimy do głównej części naszego lokum, czyli pokoju. Jest on ładnie oświetlony, bo praktycznie na całej długości ściany mieszczą się wielkie okna. Nie jest to może wielki salon, ale dwójce osób spokojnie wystracza do normalnej egzystencji - jest się nawet gdzie zakręcić :D 


   W jednym rogu stoi witryna, w której trzymamy z Mateuszem kosmetyki, które nie zmieściły się nam do łazienki. Dwie półki są praktycznie nieużywane, dlatego przeznaczyłam sobie jedną na trzymanie mojej torebki, bo nie lubię, gdy pląta się ona po całym domu.


   We wnęce, która jest jakby przedłużeniem szafy z przedpokoju znajduje się dość duża i miękka kanapa. Jest wykonana z dobrej jakości pluszu, jednak spanie na niej nie należy do najprzyjemniejszych. Jak dla mnie jest za miękka, bo nie ma w  środku materaca a gąbkę i kończy się to rannym wstawniem z bólem kręgosłupa, nóg i wszystkiego innego :C


   Naprzeciwko kanapy znajduje się "kącik multimedialny". Stoi tu telewizor, którego używamy tylko do oglądania filmów przez internet (telewizja to niepotrzebny wydatek dla studenta, tym bardziej, że się z niej raczej nie korzysta :P). Na półce znajdują się natomiast pudełka ze świeczkami, kosmetykami, zeszyty, laptopy inne szpargały.


   Zrobiłam wam jeszcze zbliżenie na moją biblioteczkę. Po lewej "Metro" Pana Mateusza, po prawej T. Canavan iolkien, czyli moje ulubione książki. Niżej podręczniki i zbiory zadań z chemii (to do matury) a obok przybory szkolne i zeszyty.


   Na jednym parapecie stoi moja biżuteria i lakiery do paznokci, oraz kalkulator z funkcją kalendarza i budzika, którego niestety nie ma na zdjęciu.


   Na drugim natomiast leżąmoje kasztanki, pędzle w lampioniku z IKEI oraz chusteczki i drugi stojak z biżuterią.


   Z lewej strony pokoju stoi stół i jest to dla nas kącik jadalny. Na stole znadują się granatowe i czerwone podkładki oraz świeczniki z Biedronki, które pięknie oświetlają pokój gdy jest już ciemno.



   W kuchni mamy kuchenkę elektryczno - gazową, a na blacie stoi nasz kochany wrzosek (który rośnie jak na drożdżach) oraz tablica korkowa na której przypinamy jakieś ciekawe informacje.




   Z drugiej strony mieszczą się szafki, zlew orz zmywarka. Wszystko utrzymane jest w jasnych, chodnych kolorach. W kuchni stoi jeszcze lodówka, której na zdjęciach nie widać :P

Podoba Wam się nasze mieszkanie? Macie jakieś ciekawe pomysły na dodatkowe ozdobienie go?

Pozdrawiam


niedziela, 28 września 2014


Lakieromaniaczką nie jestem, ale ... - moja kolekcja lakierów do paznokci


Cześć :D
   Dzisiaj miał być post o mieszkaniu, ewentualnie o kolejnym produkcie z serii Ziaja - Oczyszczanie. Liście Manuka, ale dogorywam i nie mam ochoty wymyślać nie wiadomo czego :C Dlatego zdecydowałam się na prosty, ale, mam nadzieję, ciekawy post, który pozwoli Wam się dowiedzieć troszeczkę nowości o mojej kolekcji kosmetyków.

   Tym razem przyszła pora na lakiery do paznokci. Nie mam ich jakoś bardzo dużo, ale zdaję sobie sprawę, że nie jest to też zbiór należący do najmniejszych i najbardziej skromnych. Wszystkie produkty, które posiadam staram się używać, bo nie chcę, żeby coś niepotrzebnie zajmowało tak cenne miejsce :P 

   Lakiery zawsze miałam na spółkę z mamą - raz kupowała je jedna, kolejnym razem druga. Czasami popadałyśmy w jakąś euforię, czy zakupowy szał i skutkiem tego była dwa razy większa kolekcja. Teraz, w związku z przerowadzką musiałam się nimi podzielić i wybrałam te, które uważam za moje ulubione. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do dalszego czytania :3


   Wszystkie moje lakiery i odżywki do paznokci trzymam w kuferku, który dostałam od mamy. Bardzo mi się podoaba, mimo tego, że jest podrapany przez moje koteły i zniszczony biegiem czasu. Jest klimatyczny i pasuje do mojego nowego mieszkania, staje się jego ładną ozdobą - z mojego punktu widzenia :P


   Staram się mieć wszystko ładnie poukładane i trzymać moje szpargały w ryzach. Czasem się to nie udaje, ale wtedy robię porządki i wszystko wraca do normy. Pokażę Wam teraz każdy produkt z osobna, zaspokajając tym samym ciekawość :D Mam nadzieję, że będzie się Wam podobało :D


   Na pierwszy ogień idą odżywki i preparat do usuwania skórek - wszytskie od Sally Hansen. Od lewej jest to serym - Nailgrowth Miracle Serum, które jest preparatem do wcierania w skórki i płytkę paznokcia. Ma stymulować jej wzrost i wzmacniać ją od zewnątrz. W środku stoi moja ukochana Maximum Growth - przyspiesza wzrost paznokcia a do tego go wzmacnia i to w krótkim czasie. Z prawej strony natomiast uplasował się Instant Cuticle Remover - żel do usuwania skórek, który podobno jest świetny, ale ja go jeszcze nie testowałam :P


   Ostatnią odżywką jest Continous Treatment - Hardening, którą mam już od dawna. Pomogła mi wzmocnić paznokcie i zahodować je do prawie wymarzonej długości (a raczej połowy tej długości, ale ja z takimi długimi paznokciami nie potrafiłabym normalnie funkcjonować :P). Niestety już mi się kończy :C Niedługo pewnie pojawi się jej recenzja.


   Tym razem dwa lakiery z Manhattan. Pierwszy z nich to holograficzny lakier, który mieni się na czarno - turkusowo. Wolę go używać z innym lakierem, na jeden lub dwa paznokcie i wtedy prezentuje się świetnie. Pochodzi on z edycji Loutus Effect, a jego numer to  4. Nazwa natomiast - The Ballad of Blue. Drugi brat to typowy, tranparentny nudziak. Ten z kolei to lakier z serii Quick Dry i muszę przyznać, że naprawdę dość szybko wysycha. Idealnie nadaje się do french manicure, czy wtedy, kiedy nie możemy mieć pomalowanych paznokci na jaskrawe czy ciemne kolory. Jego numrek to 11B.


   Kolejny jest jedynak z Miss Spoty w kolorze czarnym. Jego numerek to 20. Nie przepadam za nim - smuży, ciężko się nim maluje a do tego nie spełnia obietnic w 100% - nie utrzymuje się 7 dni. U mnie odpryski i wytarcia na końcówkach widać już na dzień po malowaniu. Nie jestem z niego zadowolona, ale kiedy czasem korzystam z niego w celu pomalowania pojedynczych paznokci. 


  Te tutaj, z Astora, też nie są moimi największymi ulubieńcami. Kobaltowy jest przyjemny i łatwo się nim maluje, natomiast brzoskwinka sprawia więcej problemów. Pierwszy to numer 228 - First Act, a drugi nie ma nazwy, tylko sam numerek i jest to 138.


   Pastele z Maybelline zrobiły na mnie dobre wrażenie :D I nadal się ono utrzymuje. Długo pozostają w nienaruszonym stanie, pięknie wglądają na paznokciach i szybko się nimi maluje. Rozbielony niebieski to  numer 610 - Ceramic Blue, a liliowy, jak sama nazwa wskazuje to 240 - Lilac Charm.


   Jeden z kolegów wyżej, to bohater wczorajszego posta - zachwalałam go i nadal podtrzymuję swoje zdanie. Jeszcze przebywa na moich paznokciach :P Oba pochodzą z firmy MUA i są to kolejno: Amaretto Crush i Bold Blue. Oba są warte uwagi.


   Mój jedyny Essie, który jeszcze nadaje się do użytku to numer 242 - Where's my chauffeur. Jest to błękit połączony z miętą i wcale nie jest tak jasny jak mogłoby się wydawać. Oczekiwałam po nim troszkę więcej i zawiodłam się, że urzymuje się na pazokciach tyle samo, ile lakiery duże od niego tańsze. Do tego bardzo długo schnie, bąbelkuje nawet przy cienkiej warstwie i często mi odpryskuje. Nie wiem, czy to ferelny model, czy po prostu ja nie umiem go urzytkować :P


   Tutaj natmiast, dwa preparaty, które nie są lakierami do paznokci.  Jeden to matowy Top Coat z NYC, który utrzymuje efekt matu około dwóch dni a potem stopniowo się nabłyszcza. Drugi z kolei to preparat do usuwania skórek z WIBO, który jednak z moimi skórkami robił naprawdę niewiele, chociaż muszę przyznać, że łatwiej mi się je po nim odsuwało patyczkiem z drzewa różanego.


   Tutaj widzicie lakiery piaskowe z Lovely. Mają bardzo fajną fakturę, pięknie się prezentują na paznokciach, szybko schną, ale niestety strasznie ciężko się je zmywa. Błękit ze srebrem to numer 3, natomiast czerwień ze złotem do 5.  Bardzo je lubię i często stosuję jako urozmaicenie i ozdobienie zwykłego manicure, chociaż można je też stosować solo.


   Teraz przyszła kolej na największą kolekcję z moich lakierów. Wszystkie pochodzą z WIBO, ale są z różnych serii. Cenię je sobie za łatwą dostępność, dobrą jakoś i przyzwoite ceny. Podzieliłam je na dwie (przypadkowe) grupy, aby łatwiej było mi je opisać.


    Pierwszy to fluo top coat. Stosuję go normalnie na każdy lakier, bo nadaje naprawdę ładny połysk i przedłuża trwałość lakieru. Położony na samą płytkę niweluje jej żółtawe zabarwienie a do tego świeci w świetle ultrafioletowym :D Drugi w kolejce jest piaskowy lakier z serii Candy Shop o numerku 4. Pięknie wygląda na paznokciach, ma liliowy, nasycony odcień. Łatwo się go zmywa i utrzymuje się około 4 dni. Trzeci to Last & Shine Lacquer o numerku 3. Jest to ciężki do określenia kolor - troszkę ceglasty, ale jednak nie pomarańczowy. Brązowy też nie jest, więc nie wiem jak mam go opisać :P Następny to marchwekowo-różowo-czerwony lakier, któremu nadano numerek 299. Świetnie prezetuje się w słońcu i przy opalonej skórze, czyli latem. Ostatni z tej 5 to butelkowa zieleń, jak dla mnie idealnie jesienny kolor. Jego numer to 390. Dwa ostatnie pochodzą z seri Express Growth.


   Trzy pierwsze lakiery pochodzą z niedawno dostępnej serii Celebrity Nails Lacquer. Bardzo podobają mi się ich opakowania. Dzięki kolorom zakrętek łatwo je znaleźć i nie trzeba grzebać we wszystkich lakierach aby wybrać ten odpowiedni. Pierwszy z nich to soczysta pomarańczka o nazwie Neon style i numerze 1. Ciemna czerwień nosi nazwę So classy i jest to numer 5, natomiast mięta to Pastel Love i jest to numer 7. Wszystkie mają drobinki i łatwo się rozprowadzają. U mnie utrzymują się nawet do 5 dni i jest to jak dla mnie naprawdę długo. Przedostatni to ładny buraczkowy kolor ze złotymi refleksami. Świetnie prezetuje się przy bladej skórze i wygląda naprawdę elegancko i klasycznie. Jego numer to 169. Pochodzi z serii Express Growth. Ostatni już z dzisiejszych bohaterów to piękny top coat (jeden z moich ulubionych). Są to kawałeczki złotej folii zatopione w matowym lakierze. Świetnie wygląda i prezetuje się ekstrawagancko. Pasuje zrówno do ciemnych jak i jasnych lakierów podkładowych. Pochodzi z serii Wow effect - matte glitters i jest to numer 1.


   To by było na tyle. Jak mówiłam, moja kolekcja może nie jest imponująca, ale troszkę się tego zebrało :D Jutro postaram się zrobić Wam zdjęcia mieszkania, żeby już dłużej nie zżerała Was ciekawość.

Co sądzicie o mojej kolekcji? Macie któryś z tych lakierów?

Podzdrawiam i buziaczki :3


sobota, 27 września 2014


[RECENZJA] Lakier do paznokci MUA - Bold Blue



Hej!
   Tak jak obiecałam przychodzę do Was dzisiaj z nowym postem :D Zbierałam się do napisania recenzji i nie wiedziałam co ma iść na pierwszy ogień, więc wybrałam lekki temat jakim są lakiery do paznokci. Jeśli ostatnio oglądaliście moje zamówienie z cocolity to zapewne pamiętacie, że znalazły się w nim dwa lakiery z MUA. Jednym z nich jest bohater dzisiejszego posta, czyli błękit o nazwie Bold Blue. Zapraszam do czytania i oglądania :D



   Lakier zamknięty jest w niewielkiej szklanej buteleczce z wypukłum napisem MUA. Moim zdaniem stylistyką nawiązuje do znanej marki Essie. Tyle, że pojemność nie wynosi 13 milimetrów, a zaledwie 6,2, czyli mniej niż połowa. Co ja sądzę o takiej wielkości? Nie mam nic przeciwko - mam dużo lakierów i nie jestem w stanie zużyć ich do końca. Mniejsza buteleczka powoduje, że zużywa się ją zdecydowanie szybciej. A do tego cena jest niższa :P



   W kwestii ceny - lakier kosztował 5,90 złotego i moim zdaniem jest to stawka adekwatna do jakości tego produktu. Buteleczka jest solidnie wykonana a sam lakier utrzymuje się około 3-4 dni, więc nie jest to takie zły wynik.



   Co do konsystencji - lakier jest rzadki i szybko schnie. Pełne krycie uzyskujemy przy dwóch cienkich warstwach. Jak już wspomniałam, lakier utrzymuje się około 3 - 4 dni. Sam w sobie ładnie błyszczy, ale ja dodatkowo pokrywam go moim top coatem z wibo. Czasem jest kapryśny i lekko smuży, ale wychodzi to bardziej na zdjęciach niż w rzeczywistości.


   Jedynym minusem jest moim zdaniem pędzelek - ja wolę te grubsze, ten natomiast jest wyjątkowo cienki, ale da się do niego przyzwyczaić.  Nie wypada z niego włosie, jest dokładnie i równo przycięty, co pozwala na równomierne rozprowadzenie lakieru.


   Lakier niestety jest niedostęny stacjonarnie, ale można go kupić w wielu drogeriach internetowych. Zazwyczaj w tych, w których dostępne są i inne produkty z asortymentu MUA.


   Co ja sądzę o tym lakierze? Bardzo ładnie wygląda na paznokciach, nawet na tak bladych dłoniach jak moje. Świetnie wygląda latem i zimą. Utrzymuje się u mnie standardowo i nie odbiega wiele w tej kwestii od Essie. Mogę go z czystym sercem polecić i mam nadzieję, że drugi odcień, który mam będzie miał takie same właściwości.


   Nie pozostało mi nic innego, jak przyznać mu ocenę. Chcę to zrobić sprawiedliwie, więc magicznej dziesiątki ten błękit nie dostanie, ale w pełni zasługuje na 

8/10


Macie jakiś lakier od Mua? Lubicie takie odcienie?

Pozdrawiam i zapraszam jutro



piątek, 26 września 2014


Bydgoski mini haul :3


Hej!
   Nie było mnie tu bardzo długo, jednak jest to oczywiste, przynajmniej dla mnie albo dlatych, którzy częściej mnie śledzą :P Rok akademicki zaczyna się już 1 października, a ja zdecydowałam się studiować w Bydgoszczy, czyli daleko od domu. Musiałam liczyć się z tym, że przyjdzie czas na przeprowadzkę do nowego mieszkania i ten okres właśnie nastąpił. Musiałam spakować cały swój dobytek i od dwóch dni mieszkam w województwie kujawsko-pomorskim. Bez zbędnych już ceregieli, zaprasza, Was na mini haul, wszystkie produkty pochodzą z Rossmanna i są to raczej rzeczy codziennego użytku. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do czytania!


   To mydło, nie dość, że skusiło mnie niską ceną ( kosztowało bowiem jedyne 2.99 złotego) to dodatkowo pięknie pachnie tym, co ma w swojej nazwie - pomarańczami i owocem mango. Plusem jest to, że mydełko ma dość gęstą konsystencję, dobrze się pieni a zapach pozostaje na dłoniach i jest długo wyczuwalny.


   Dorwałam też słynny żel do usuwania skórek z Sally Hansen. Miałam go zamówić przez internet, ale nigdy nie było go wtych drogeriach, z których najczęściej korzystam, a nie chciałam zamawiać go pojedynczo, bo razem z kosztem wysyłki wyszło by po prostu za drogo. W Hebe, czy w Naturze, w której jest szerzej dostępny kosztował zawsze około 33-35 złotych, w bydgoskim Rossmannie kupiłam go natomiast za 21.99, co jest naprawdę korzystną ofertą. Jeśli w internecie kosztuje mniej więcej 15 złotych i doliczymy do tego koszt wysyłki wyjdzie pewnie więcej niż to, co ja wydałam.


   Kolejnym produktem jest obcinacz do paznokci. Słyszałam, że nie powinno się obcinać paznokcie a je piłować, ale ja nie jestem na tyle utalentowana motorycznie, aby tego dokonać. Smutne to, ale prawdziwe :P Cążki kosztowały 6.99 złotego.


      Zdecydowałam się również na wielozadaniowy łyn do higieny intymnej - Facelle. Podobno można nim myć i okolice bikini i pędzle, a nawet twarz. Do tego służy też jako żel pod prysznic. Jak na 4,99 to cud, miód i orzeszki :P


   Przedostatnim produktem kosmetycznym jest antyperspirany Garnier Mineral. Kosztował 7,49 złotego. Jest to jeden z moich ulubionych antyperspirantów, bo nie dość, że świetnie spełnia swoje zadanie, to nie brudzi odzieży i pięknie pachnie. To już moja trzecia buteleczka i pewnie nie ostatnia :D


   Ostatnim produktem, tym razem raczej gadżetem niż kosmetykiem jest szczotka kąpielowa z naturalnego włosia. Kosztowała niecałe 11 złotych. Kupiłam ją, żeby masować ciało na sucho - zapobiegawczo przed celulitem. Jak na razie strasznie drapie, ale mam nadzieję, że w końcu mi przejdzie, bo nie jest to najprzyjemniejsze uczucie.

To by było na tyle naszych zakupów. Pa Mateusz zdecydował się na nowy żel Playboy Generations, który był wtedy w promocji i kosztował 8,99.

Jesteście ciekawi jak wygląda nasze nowe mieszkanie? A może jest ktoś z Bydgoszczy lub okolic i chciałby się spotkać przez 1 października? Podoba się Wam coś z produktów, które mogliście dzisiaj zobaczyć?

Pozdrawiam i zapraszam do jutrzejszego posta.