1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
  7. INCI
  8. /elfnaczi snapchat icon twitter icon facebook icon instagram icon
Elf Naczi: sierpnia 2014

czwartek, 28 sierpnia 2014


Wyzwanie od nieidealnej perfekcjonistki



   Dzisiaj postanowiłam napisać niezobowiązującego posta, bo nie chce mi się wymyślać nic konstruktywnego po wczorajszej pracy :P Troszkę z lenistwa zostałam w domu, nie byłam jedyna, gdyż każdy stażysta i stażystka wybrali sobie za wczoraj akurat na poniedziałek :D Cóż za zbieg okoliczności :P

   Jako że lubię wyzwania, troszkę ściągnęłam od perfekcjonistki jej autorski pomysł :D Oczywiście za jej zgodą. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do niej na bloga a także do czytania moich codziennych wypocin :D Mam nadzieję, że Wam się to spodoba. Link do jej bloga znajdziecie niżej.

 nieidealna-perfekcjonistka.blogspot.com

   Podczas pierwszego dnia mam opowiedzieć o kosmetycznym grzechu. Grzechem, który popełniałam, a teraz już nie zdarza mi się go robić, to zaniechanie demakijażu. Kiedyś, czasem, ale jednak zdarzało mi się nie zmywać makijażu co teraz uważam za jedną z najstraszniejszych rzeczy. Po prostu jako nastolatka nie mogłam wyrobić w sobie nawyku codziennego tonizowania i oczyszczania twarzy z resztek mejkapu. Teraz na szczęście mi się to nie zdarza i bardzo się z tego cieszę :D Wiem jak zbawienne działanie dla naszej cery ma jej odpowiednia pielęgnacja.


A Wy popełniacie jakieś makijażowe grzechy?

Pozdrawiam :3


piątek, 22 sierpnia 2014


Eveline 8 w 1 - czyli co sądzę na temat odżywek z formaldehydem



Hej!

   Chciałabym się dzisiaj z wami podzielić moimi przemyśleniami na temat odżywki Eveline 8 w 1, ale nie tylko, gdyż postanowiłam zatoczyć szersze koło i płynnie przejść do problemu odżywek z formaldehydem. Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do czytania dalszej części posta.

   W ramach wprowadzenia powinnam zacząć od przedstawienia czym jest formaldehyd. Formaldehyd jest to związek chemiczny z grupy aldehydów. Pierwszy w szeregu homologicznym. Jego inne nazwy to aldehyd mrówkowy lub metanal. Powstaje w wyniku utlenienia alkoholu pierwszorzędowego. Sam utlenia się do najprostszego, organicznego kwasu - metanowego (mrówkowego). Jego nasycony, wodny roztwór o stężeniu około 40% to formalina, która znana jest z właściwości konserwujących - ścina białko (denaturacja) przez co używana jest np. w muzealnictwie czy podczas przygotowania preparatów biologicznych.

   Formaldehyd w warunkach normalnych jest silnie trującym gazem. Czasem zaliczany jest do substancji kancerogennych, czyli rakotwórczych.

   Dlaczego więc taką substancję stosuje się w odżywkach do paznokci? Po to, żeby podrażnić paznokieć i spowodować nadbudowanie na nim tkanki. Paznokieć staje się wtedy grubszy, mniej łamliwy i wrażliwy na czynniki wewnętrzne.
   
   Niektórzy są z takich produktów bardzo zadowoleni, przynoszą według nich świetne efekty, inni d razu zauważają problemy. Co może być sygnałem, że coś jest nie tak? Dziwny chłód w okolicach paznokci, pieczenie paznokci lub jego macierzy, mrowienie palców, pojawienie się białych plam u góry paznokcia, które są następstwem odstawania paznokcia od macierzy czy nawet krwawe ślady pod paznokciem. Wiele osób jest na takie odżywki uczulone i nawet po jednym zastosowaniu mogą być narażone na chorobę zwaną onycholizą. Wygląda ona TAK. Ciężko tą chorobę wyleczyć, więc lepiej się na nią nie narażać.

   Jak zapobiegać onycholizie? Nawet kiedy nie zauważamy niepokojących objawów po zastosowaniu nie stosujmy odżywki tak, jak nakazał producent. Lepiej nakładać jedną cienką warstwę pod lakier i dłużej poczekać na efekty, niż dokładać codziennie po jednej warstwie i stracić swoje paznokcie. Moim zdaniem nie warto jest się tak poświęcać dla szybkiego efektu, po którym może być dużo gorzej niż przed rozpoczęciem kuracji.

    Jak ja radzę sobie z uczuleniem na odżywkę Eveline? Stosuje inne - albo te bez formaldehydu, albo te które mają jego mniejsze stężenie. Powiem Wam szczerze, że efekty też osiągam dość szybko, a nie muszę się obawiać że niedługo będę chodzić bez paznokci albo zostanę zmuszona do leczenia trwającego miesiącami.

   Podsumowując - ja osobiście takich produktów nie polecam, ale każdy stosuje je według własnego sumienia i uznania. Najbardziej odstrasza mnie fakt, że formaldehyd jest zaliczany do substancji kancerogennych, a ja nie jestem z osób, które chcą same wpędzić się do grobu :P


A co Wy sądzicie na temat odżywek z formaldehydem? Jesteście za, czy przeciw?

Pozdrawiam :3



poniedziałek, 18 sierpnia 2014


Mega haul :D


                                                 
   Ostatnimi czasy skusiłam się na chodzenie na zakupy i do mojego koszyka wpadło kilka fajnych przedmiotów. Jest to kilka kosmetyków, których potrzebowałam, kurtka, coś z biżuterii i mnóstwo rzeczy do szkoły, a raczej na studia :P Może i nie ma tutaj nic ciekawego, ale chciałam się tym z Wami podzielić, bo nazbierałam tego "ekwipunku" naprawdę sporo :D Jeśli jesteście ciekawi o co się wzbogaciłam - zapraszam do czytania :D


   Na pierwszy rzut idą zakupy z nowej galerii - Bramy Mauzr, która została otwarta w Ełku 13 sierpnia. Ja wybrałam się tam w sobotę razem z mamą, bratem i Panem Mateuszem. Ciężko było cokolwiek wybrać, przymierzyć, poszukać tyle ludu się zeszło :P Na początku przeszłam całą galerię zorientować się jakie sklepy mam do wyboru i jak wielkie są konkretne marki. Nie powiem, że jest źle - akurat te sklepy z których kupuję najczęściej jest dużo co mnie bardzo zadowala. Zawitałam więc do Sinsay i za 130 złotych kupiłam ramoneskę, którą możecie zobaczyć na zdjęciu wyżej. Nie oddaje ono jej uroku i muszę sobie zrobić selfie kiedy ją założę :D


   W prezencie, również z Sinsay dostałam 2 bransoletki o modnym fasonie. Jedna złota, druga srebrna :D Obdarował mnie nimi Pan Mateusz, kosztowały go 15 złotych (sprytna podejrzałam :D). Bardzo mi się podobają, ale nie wiem jak będę w nich wyglądać - nie widziałam ich jeszcze na tak chudej ręce jak moja :D Mam nadzieję, że się sprawdzą i będę mogła je często zakładać :3



   Uzupełniłam również braki w swojej kosmetyczce odnoście pielęgnacji twarzy. Świetnie sprawdza się u mnie nowa seria Ziaji - liście manuka, dlatego postanowiłam przedłużyć kurację i kupiłam krem na dzień, na noc, żel normalizujący i żel z peelingiem. Niedługo pojawią się recenzje kosmetyków z tej serii bo mam je u siebie na półce co do jednego. Jesteście ciekawi jak się sprawdzają? Kremy kosztowały niecałe 11 zł, żele natomiast mniej niż 9. Kupiłam je w Bramie Mazur w punkcie Ziaja dla Ciebie.


   Gratis dostałam płatki do demakijażu z Ziaji. Niby nic, ale zawsze do czegoś się przydadzą, bo codziennie takiego "sprzętu" używam :D Te są fajnie zapakowane i dość małe, więc chyba zatrzymam je na podróże. Szkoda że nie mają obszytych boków - wtedy nie rozwarstwiałyby się tak szybko.


   Będąc w galerii nie mogłam ominąć Empiku. Jest to chyba mój ulubiony sklep w którym mogę przesiadywać dniami i nocami :D Tym razem nie zastanawiałam się zbyt długo nad wyborem książki. Już dawno przeczytałam Trylogię Czarnego Maga i Prequel - Uczennica Maga Trudi Canavan więc sięgnęłam po pierwszy tom następnej serii. Misja Ambasadora zapowiada się ciekawie, ale na razie czeka na to, aż przeczytam poprzednie części aby odświeżyć sobie wspomnienia o bohaterach i wydarzeniach, które toczą się na łamach ich stron.


   Skończył mi się też podkład, dlatego zamówiłam kilka produktów z kosmetykizameryki.pl. Postawiłam na mój ulubiony podkład - Loreal True Match w kolorze N1 Ivory. Wrzuciłam też do koszyka piękny, kompaktowy Tangle Teezer z limitowanej edycji i jedną z najlepszych według moich paznokci odżywek - Sally Hansen Maximum Growth. Korzystając z okazji postanowiłam też wypróbować nowy tusz od Loreala. Jest to moja ulubiona seria i mam nadzieję, że ten też się sprawdzi. 


   Ostatnimi zakupami są zakupy na studia z Biedronki. Część rzeczy już miałam, więc nie chciałam na darmo wydawać pieniędzy :P Postanowiłam się tutaj mocno nie rozpisywać - wszystko znajdziecie na zdjęciach :D













A Wy przygotowujecie się do szkoły? Czy może odwlekacie to na później? 

Pozdrawiam


niedziela, 17 sierpnia 2014


[INSTAGRAM] Podsumowanie lipca


      Instagram w poprzednim miesiącu również nie obfitował w zdjęcia. Jakoś tak zawsze wychodzi, że:
  • nie mam przy sobie telefonu / tabletu
  • nie chce mi się wyciągać wyżej wymienionych urządzeń
  • nie lubię robić tysiąca podobnych selfie
  • nie mam pomysłu na zdjęcia
  • jestem leniwa
Przez te punkty jakoś nigdy nie mogę zrobić tylu zdjęć ile bym chciała, ale może to i dobrze, przynajmniej nikogo nie męczę widokiem mojej twarzy xD W lipcu uchwyciłam jedynie 6 momentów, za to każdy niepowtarzalny, więc łatwo mi wspomnieć o każdym chociaż jedno zdanie :D Jeśli jesteście ciekawi co "napstrykałam" zapraszam do czytania i oglądania :3








Mam nadzieję, że się podobało :3 Za miesiąc nowe podsumowanie :D

Lubicie takie przerywniki w połowie miesiąca? Robicie takie podsumowania u siebie?

Pozdrawiam :3



[PRZECZYTAĆ TYLE ILE MAM WZROSTU] 12 centymetrów osiągnięte :D



Hej!

   Znów wracam po krótkiej nieobecności. Jakoś ostatnio ciężko mi zasiąść i do swojego bloga i do waszych. Nie mam nawet czasu nic komentować i jest mi z tego powodu smutno, bo często, chociaż przelotnie, obserwuję wasze strony i czytam notki. Może znów uda mi się wrócić do rutyny praktycznie codziennego pisania postów, albo chociażby redagowania ich kilku w tygodniu. Dzisiaj przychodzę z troszkę luźniejszym postem, tak na rozwianie ciężkiej atmosfery :P


   Zapewne część z was ( o ile nie większość ) słyszała o akcji Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu. Ma ona na celu propagowanie czytania, co mi osobiście bardzo się podoba. Zawsze byłam molem książkowym, a w ciągu roku szkolnego potrafiłam wypożyczyć i przeczytać od deski do deski około 100 książkowych pozycji. Może nie jest to bardzo dużo, dla mnie jednak było :D Wiadomo - jedna książka miała stron 100, następna z kolei 500, ale czytałam też kilka ponad 1000 stronicowych książek. Ach, wspominam właśnie te dobre czasy z książką i herbatą lub kawą w ręku :3


   Po kilku słowach wprowadzenia chciałam oświadczyć iż przyłączam się do tej akcji :D A raczej przyłączyłam się około 3 tygodnie temu :D Stwierdziłam, że będę czytać książki, zliczać centymetry i dodatkowo pisać Wam krótkie ich recenzje. Mam nadzieję, że taka forma Wam się spodoba, bo dla mnie będzie to miłą odskocznią od pisania recenzji kosmetyków :D Więc, bez zbędnych ceregieli, zapraszam do czytania! :3

   Na pierwszy rzut idzie 50 twarzy Greya. Na początku w ogóle nie rozumiałam, dlaczego ta książka zdobyła taka popularność i robi furorę w różnych literackich rankingach. Ot, zboczono - romantyczna historia pewnej pary i tyle. Z ciekawości jednak postanowiłam po nią sięgnąć i chyba już wiem skąd te okrzyki na jej cześć. Głównymi bohaterami książki są Anastasia Steel oraz Christian Grey. Oboje młodzi, ale pochodzący z zupełnie innych światów. Ona - niezdarna studentka, cicha, spokojna, można nawet stwierdzić, że bez wyrazu. On - 20 kilki letni bussinesman, przystojny, chłodny, wzbudzający podziw niemal każdej kobiety na kuli ziemskiej. Nie trzeba być jasnowidzem, żeby stwierdzić, że zaczną się spotykać ( o ile ma się już tą książkę w ręce :P). Okazuje się, że on pragnie by została jego uległą, ona mimo że sprawia wrażenie takiej, ciągle mu się sprzeciwia. Rodzi się między nimi jakieś uczucie, które jednak nie jest spajane miłością (przynajmniej na początku) a seksem. I opisów właśnie takich aktów jest mnóstwo - w każdym rozdziale znajdziemy kilka pikantnych, szczegółowo opisanych igraszek. Normalnemu człowiekowi niektóre rzeczy nie śniły się nigdy po nocach :P Uzależniają się od siebie, on robi jej drogie prezenty, zaczyna ją osaczać i kwitnie piękny romans. Aż do momentu, w którym Grey nie umie się powstrzymać, daje Anastasii kilka bolesnych klapsów, a ta go rzuca i ucieka. Ot tak - to wcale nie było do przewidzenia :)

   Druga część - Ciemniejsza strona Greya - jest tak samo wciągająca jak pierwsza. Na początku możemy znaleźć opis kilku ciężkich dni po rozstaniu. Bohaterowie uświadamiają sobie jednak, że nie potrafią bez siebie żyć. Christian przedstawia ją wszystkim jako swoją dziewczynę. Ana poznaje rodziców i rodzinę Greya. Oni akceptują ją, cieszą się, że ich syn zmienia się podczas spotkań z nią. Ana przeprowadza się do willi, lata Charlim Tango i znajduje pracę. Uprawiają waniliowy seks rezygnując z Czerwonego Pokoju Bólu, albo też raczej Pokoju Przyjemności ( jak kto woli :P ). Znajduje również pracę i jest bardzo szczęśliwa. Ciężko jej czasami zrozumieć swojego mężczyznę. Dochodzi do niej, że posiada on 50 twarzy, 50 odcieni i nie można go tak łatwo rozgryźć. Christian nadal ją kontroluje i tak żyją sobie jak szczęśliwa rodzinka. Ana robi porządek z Panią Robinson ( która, jak twierdzi, jest starą, molestującą dzieci babką ), a pomaga jej w tym matka Christiana. Na koniec szef chce ją zgwałcić, lecz ona korzysta z lekcji ojca wojskowego, łamie mu małego palca, kopie w krocze i ucieka. Christian i Taylor ratują ją z opresji a Jack wylatuje z pracy. Ana sama sobie staje się szefem ( czytaj - zajmuje miejsce niedoszłego gwałciciela ). Na koniec Christian ginie na jeden dzień, jest o tym głośno w telewizji. Okazuje się, że ktoś zestrzelił jego Charliego Tango. My, czytelnicy już wiemy kto to jest. Nie kto inny jak mściwy pan Hyde.

   Trzecia i ostatnia już część, czyli Nowe oblicze Greya, była moim zdaniem najtrudniejsza do przełknięcia. Nudna, przewidywalna i sztampowa to 3 przymiotniki które moim zdaniem określają ją najtrafniej. Kiedy pierwsza część była przesiąknięta perwersyjnym bzykankiem, ta jest tak słodka, że można aż zwymiotować. Ślub, miesiąc miodowy w Europie, loty samolotami z przyjaciółmi - sielanka na całego. Potem nawał pracy po powrocie, zapominanie o zastrzyku i BUM - fasolka. Ana jest w ciąży, Christian jest wściekły a do tego Jack Hyde śledzi ich Dodgem i chce ich zniszczyć. Dodatkowo ojciec Anastasii trafia do szpitala po poważnym wypadku i jest w śpiączce. Stan krytyczny, ale stabilny i wszystko powoli wraca do normy. Potem pan sprytny porywa Mię, Ana biegnie ją ratować, tamten okropnie ją bije i trafia przez to do szpitala. Ogólnie cała książka to jeden wielki pobyt w szpitalu. Jako prolog można potraktować opowieść o ich dziecku, synku. Christian bardzo go pokochał, a w drodze była już kolejna pociecha - tym razem córeczka. Wszystko jak w bajce. Moim zdaniem ta część odbiega od pozostałych a to wcale nie jest plus. Kończy się pierwszym rozdziałem pierwszej części, tyle że napisanym z perspektywy Christiana.


   Wszystkie części mają jedną część wspólną. Nie są to dzieła dla wyższych sfer, język jest bardzo prosty, czasami działało to na mnie irytująco. We wszystkich częściach ciągle przewijała się Wewnętrzna Bogini Any, która również potrafiła działać na nerwy.

   Skąd więc taki fenomen? A stąd, że taki facet, jak Christian zmienia się dla prostej dziewczyny. My to lubimy, nie ma co ukrywać :P

   Podsumowując osiągnęłam poziom 12/172 :D Jeśli miałabym ocenić książki wedle mojej skali pierwsze dwie części oceniłabym na 7/10 punktów, natomiast trzecią na 5/10. Niemniej jednak seria mnie wciągnęła, czemu się troszkę dziwię bo nie miałam w zwyczaju czytać czegoś z podobnego gatunku :P Widocznie Pani James stworzyła książkę, która ma w sobie to coś :P


Podobają się wam takie posty? Jesteście za pisaniem podobnych?

Pozdrawiam


środa, 13 sierpnia 2014


[RECENZJA] Szampon Alterra Orzech Makadamia i Figa



Hejooo!
   Moje życie powoli wraca do normy :P Czasem mam takie dni, że ciężko mi się ogarnąć i coś dla Was sklecić. Do tego muszę się zajmować Zośką - małe koty potrafią wszędzie sikać - rozumiecie to :P absorbuje dużo mojego czasu, a ja dodatkowo zaczęłam się powoli uczyć do matury. Jutro przyjeżdża do mnie mój Misio :D Jutro kupimy coś dla małej - powinna mieć oprócz sznurka jakąś zabawkę :D A teraz nie przedłużam swoich monologów i zapraszam do czytania recenzji Szamponu Alterra Orzech Makadamia i Figa :D
   Każde włosy zasługują na indywidualną pielęgnacje . Do produkcji szamponu regenerującego Alterra zastosowaliśmy specjalne dobrane składniki najwyższej jakości : wartościowa kompozycja składników czynnych z wyciągami makadamii* i olejem z nasion brokułu* dostarcza zniszczonym i łamliwym włosom bogatej pielęgnacji i intensywnego nawilżenia, dodającym im blasku i zdrowego wyglądu. Pielęgnujący kompleks z wyciągiem fig*, miodem * i prowitamina B5 wzmacnia strukturę włosów i sprawia , że stają się one sprężyste i łatwiejsze w rozczesywaniu.
* Z kontrolowanej biologiczne uprawy.
Gwarantowane cechy produktu
- nie zawiera syntetycznych barwników , substancji zapachowych i konserwujących,
- bez sylikonów, parafiny i innych związków olejów mineralnych,
- łagodne związki powierzchniowo czynne i substancje aktywnie myjące z surowców roślinnych,
- dobra tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie.

    Opakowanie tradycyjne, jak każdego szamponu Alterry. Biała buteleczka różni się tylko kolorem zakrętki. Pojemniczek jest solidny, nic mi w nim nie skrzypi, nie pęka, nie połamał się. Otwór jest okej - nie wydobywa się z jego wnętrza zbyt wiele produktu i można go dowolnie dawkować. Naklejka z przodu jest estetyczna, nie odstaje, ładnie wygląda. Można mieć zastrzeżenia jedynie do papierowej naklejki z tułu, na której zawarte jest tłumaczenie opisu producenta i sposobu użycia. Dla mnie opakowanie jest funkcjonalne i wygodne.

   Standardowo, po raz kolejny wspomnę, że pojemność taka sama jak każdego innego szamponu z tej firmy. Wynosi ona 200 mililitrów i jak dla mnie jest to wielkość optymalna. Nie zdąży się znudzić podczas używania :P


    Skład możecie przeczytać ze zdjęcia, ale znajdziecie go też niżej, jeżeli widoczność tamtego jest zbyt słaba. Moim zdaniem skład jest naprawdę ciekawy i delikatny. Szampon zawiera glicerynę, a także pantenol i kilka ekstraktów oraz olei.

Aqua, Sodium Coco - Sulfate, Glycerin, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Lauroyl Sarcosine, Mel*, Hydoxpropyltrimonium Chloride, Alcohol*, Panthenyl Ethyl Ether, Panthenol, Macadamia Ternifolia Extract*, Brassica Oleracea Seed Oil*, Ficus Carica Extract*, Simmondsia Chinensis Oil *, Parfum**, Citral**, Benzyl Salicylate**, Linalool, Limonene**, Geraniol**.

* Surowce pochodzące z uprawy kontrolowanej biologicznie.
** Naturalne olejki eteryczne.



   Patrząc przez pryzmat moich włosów szampon jest wydajny. Nie są one jednak ani gęste ani grube, więc fakt, że dla mnie szampon jest wydajny nie oznacza, że będzie on taki dla osób o bujniejszej czuprynie. Ja z jego wydajności jestem zadowolona. 200 mililitrów starcza mi na kilkanaście myć, a naprawdę, wierzcie mi na słowo - nie oszczędzam go ani trochę :P

   Tylko i wyłącznie drogerie Rossmann, bo jest to produkt ich marki. Nie znajdziemy go w żadnej innej drogerii, ale przecież Rossmann jest szeroko dostępny w całej Polsce. Nie ma co narzekać :D


    Jego cena regularna wynosi około 9 złotych, jednak bywa często w promocjach i wtedy kosztuje bodajże 5.99 złotego. Ja zawsze je wtedy kupuję i robię niewielkie zapasy (zawsze wrzucam dwa do koszyka) bo to najbardziej się według mnie opłaca :D

    Wszysttkie szampony Alterry działają na moje włosy bardzo podobnie. Jak dla mnie są te troszkę gorsze i te troszkę lepsze - ten jednak zepchnęłam do tej drugiej grupy. Dlaczego? Nie do końca odpowiada mi jego zapach, oczekiwałam czegoś bardziej cierpko - słodkiego, orzeźwiającego a otrzymałam delikatnie mdły, mydlany zapach. Na włosy działa fajnie, nie plącze ich nie podrażnia mojego skalpu. Włosy są po nim miękkie i leciutkie, dobrze oczyszczone. Radzi sobie z olejami i całkiem nieźle je domywa. Nie wysusza moich włosów, pięknie się po nim błyszczą i naprawdę nie mam mu nic do zarzucenia oprócz feralnego zapachu. Opakowanie mi odpowiada, cena i wydajność również. Szczerze polecam, każdy nos ma inne gusta :P


7/10

   Może raz na jakiś czas, bo działa na moje włosy fajnie, nie odpowiada mi tylko jego zapach. Postanowię go nie skreślać i dać mu jeszcze jedną szansę. Jak to mówią - raz kozie śmierć :P

Miałyście okazję testować ten szampon? Lubicie kosmetyki Alterry?

Pozdrawiam :3


Copyright © www.elfnaczi.pl Blog Urodowo-Lifestylowy | Wszelkie prawa zastrzeżone