1. Strona Główna
  2. O mnie
  3. Serie na blogu
  4. Lifestyle
  5. Kosmetyki
  6. Kontakt
Elf Naczi: listopada 2013

piątek, 29 listopada 2013


Manhattan Colour Loop Lipgloss - 45B red passion - recenzja



Dzisiaj krótka recenzja na temat błyszczyku z Manhattana - Colour Loop :D Zainteresował mnie sowim słodkim wyglądem - mimo, że widziałam już wcześniej takie błyszczyki, to jeszcze nie miałam okazji żadnego z nich spróbować, a wyglądają PRZEPYSZNIE :D Takie w sam raz do schrupania. Ja swój kupiłam ze strony kosmetykzametyki.pl, za UWAGA UWAGA AŻ 4,99, więc jest to niebotyczna cena :P Oczywiście żartowałam, więc proszę o odrobinę dystansu xD


Mój jest w kolorze 45B red passion i jak to jest już wspomniane w nazwie nadaje ustom delikatny, czereony kolor. Czy to pasja? Myślę, że trochę tak, bo według mnie, pachnie ładnie, a smakuje równie dobrze jak się prezentuje :P Utrzymuje się średnio, niestety :C Godzina i jest zjedzony, w porywach do dwóch. Trochę krótko, ale za taką cenę nie ma co wymagać nie wiadomo czego :P


Jak to widać na tym zdjęciu minusem jest też to, że warstwy się ze sobą mieszają i nie wygląda on już tak idealnie i apetycznie. Było to do przewidzenia, ponieważ tak już działa fizyka i nic na to zwykły śmiertelnik nie poradzi ;)


Na ustach prezentuje się ładnie, podkreśla ich naturalny kolor. Wydaje mi się, że pasuje do każdego rodzaju cery - i tej wpadającej w róż, i tej w żółć. Ja jestem neutralna, ze skłonnością do różowienia się, więc mam najlepiej xD Wcale nie, ciężko dobrać podkład :C


Podsumowując - błyszczyk wart swojej ceny i godny uwagi. Za taką cenę mogę go polecić z czystym sercem, bo jest naprawdę przyjemny w użytkowaniu. Ma kremową formułę, nie lepi się, nie klei ust, schodzi w miarę równomiernie. Jak dla mnie tylko za szybko się "zjada". Ale czasem można pozwolić sobie na chwile rozpusty xD


7/10

A co Wy o nim sądzicie? :D
Pozdrówki











wtorek, 26 listopada 2013


Już za rok matura :D Czyli przemyślenia na temat dzisiejszego próbnego egzaminu :P



Nie wiem jak inni, ja z polskiego czuję się "mocna" :P Nigdy nie miałam problemu z rozumieniem tekstu, jego analizą, czy nawet górnolotną interpretacją :D Napisanie pracy w moim wypadku też nie należy do trudności, gdyż cierpię na słowotok i trudno mi się zatrzymać jak już coś wymyślę. Po dzisiejszej próbnej maturze z operonem chyba zmienię zdanie xD Może nie była ona przesadnie trudna, ale ciężko było wgryźć się w to "CO AUTOR MIAŁ NA MYŚLI". Temat może i wybrali przyszłościowy oraz bliski młodym ludziom, ale ujęty w taki sposób, że niejeden polonista miałby problem ze znalezieniem pewnych informacji. Moim skromnym zdaniem w teście znalazło się również zbyt dużo słów do wyjaśnienia - "kamień filozoficzny" i słowo symultatywny naprawdę zmusiły mnie do myślenia, a wypociny moje i kilku innych osób z którymi rozmawiałam okazały się błędem <byłam taka smutna, bo wydawało mi się, że mam to dobrze>. 

Wypracowanie. Już ucieszyłam się jak zobaczyłam tytuł "Lalka", po przeczytaniu natomiast miałam już pewne wątpliwości. Napisałam wszystko co było we fragmencie, potem dodałam kilka własnych przemyśleń i mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie xD

Jutro matematyka i wszystkim zdającym życzę powodzenia :3
By Naczi

poniedziałek, 25 listopada 2013


Sprawy techniczne no i reszta interesujących spraw :D


Staramy się zrobić naszego bloga w taki sposób by był jak najbardziej przejrzysty przy czym 
był wizualnie interesujący.

Więc nasze prace wciąż trwają :3

Mamy nadzieje że blog wygląda coraz lepiej i przyciągnie nową falę czytelników.

A ze spraw już fajniejszych hmm.. spalono gejowską teńczę w Warszawie
Po co ją postawili? Nie wiem. Ale płonęła pięknie ☻
Heteroseksualiści nie promują swoich związków, społeczeństwo akceptuje bycie BI 
(wg mnie dzielimy się tylko na BI-seksualistów gdyż możemy to robić i z kobietą i z facetem lecz każdy ma pociąg ku płci które ukształtowały geny)
Zakazać reszty marszów w Warszawie , zrobić jeden ogólny i każdy będzie zadowolony. 
Wszyscy zdziwieni , że wszędzie spokój lecz w Warszawie masakra, dziwne skoro wszyscy jadą właśnie do stolicy niszczyć ją ...
By Widmo
http://bi.gazeta.pl/im/5f/83/c8/z13140831Q,Pozar-teczy-na-pl--Zbawiciela.jpg



Pierwszy dzień. Pytanie tylko czego? :D



Dziś stawiam wyzwanie mojej nowej odżywce do paznokci od Sally Hansen. Może nie nowej, bo już jej zdjęcia pojawiły się na tym blogu, ale nowej, w sensie stosowania :D Zobaczymy jak poradzi sobie z moimi niezwykle łamliwymi i delikatnymi paznokciami :D Mam nadzieję, że dobrze, bo szukam w końcu produktu idealnego w tej kwestii ^^


Na zdjęciach mam paznokcie pomalowane jedną warstwą odżywki. Z dzisiejszych obserwacji mogę powiedzieć, że palce mi nie mrowieją i nie pieką, jak zdarzyło się to po zastosowaniu odżywki z Eveline (bodajże 8 w 1).


Paznokcie mają delikatnie mlecznobiały odcień, są mniej zażółcone niż te niepomalowane. Nabierają ładnego kolorytu. Odżywka schnie bardzo szybko, więc dla takich niecierpliwych osób jak ja jest to ogromny plus. 


 Jedynym minusem, który zauważyłam po tak krótkim okresie stosowania to opakowanie - słoiczek jest nieprzeźroczysty i nie można określić ile produktu jeszcze zostało we flakoniku :C


Nie będę dziś pisać pełnej recenzji odżywki - postanowiłam dać jej czas na działanie i czasem aktualizować wygląd moich paznokci. Aby wydać rzetelną opinię, jak wiadomo, potrzeba czasu :D


Wybrałam się dziś do Rossmanna i upolowałam w końcu olejek z Alterry do moich włosów. Trafiłam na promocję "Brzozy z Pomarańczą", która ponoć jest najbardziej bogata w składniki odżywcze, więc się skusiłam. Tym bardziej, że niedawno jeszcze tych olejków w mojej drogerii nie było ;c


Na koniec 2 zdjęcia mojego leniwego futrzaka :D Przybiera masę na zimę, więc tylko je i śpi :D Co nie zmienia faktu, że jest słodki ^^ Pozdrawia wszystkich czytelników, o ile ktoś to w ogóle czyta xD


Jutro piszę próbną maturę z polskiego. To smutne, bo jakoś wcale mi się nie chce :C Ale jak trzeba, to trzeba :D Z Kapitanem próbujemy wymyślić coś nowego na tym blogu :D Może nas w końcu olśni i przyjdzie nam do głowy jakiś mega fajny pomysł :P

Pozdrawiam
By Naczi

czwartek, 21 listopada 2013


Carmex - to, co ratuje moje usta zimą



Dziś na warsztat idzie mój zimowy ulubieniec, czyli balsam do ust Carmex. Myślę, że większość osób jest on znany, tym bardziej że wiele blogerek czy vlogerek go zachwala. Dlaczego? Moim zdaniem dlatego, że dobrze nawilża usta i nie pozwala zimnu tak źle na nie wpływać. Lepszego jeszcze nie miałam :D
Więc teraz kilka słów o nim.


Balsam jest ogólnie dostępny, widziałam go w każdej drogerii. Na pewno w Rossmannie. Jego plusem jest na pewno to, że dobrze nawilża usta, widać natychmiastowy efekt - suche skórki po prostu znikają. Nie zostawia tłustego, nieprzyjemnego filmu. Niektórym może nie podobać się to, że daje on efekt chłodzenia na ustach, ale mi to nie przeszkadza.


Skład:
Petrolatum, Lanolin, Cetyl esters, Theobroma Casco Seed Butter, Cera Alba, Paraffin, Camphor, Menthol, Salicyl Acid, Aroma, Vanilin

Jak widać skład jest niewielki, a trzy pierwsze produkty to wazelina, która jest produktem tłustym nie tworzącym zaskórników, Lanolina zapobiegająca przesuszaniu naskórka i jego rogowaceniu oraz wosk syntetyczny, który nadaje kosmetykowi odpowiednią konsystencję - nic szkodliwego dla zdrowia.


Moja ocena

9,5/10

Nie znalazłam jeszcze lepszego balsamu do ust na okres jesienno-zimowy. Bardzo mi odpowiada, utrzymuje dobry poziom nawilżenia ust, nie powoduje ich klejenia. Pomaga w zwalczaniu zajadów czy opryszczek. Jedynym minusem może być zapach przypominające maści na ból stawów. Czy sięgnęłabym po niego jeszcze raz? Oczywiście.

Pozdrawiam

By Naczi


środa, 20 listopada 2013


Oilatum Soft - szampon odkrycie



Dzisiaj głównym bohaterem będzie hipoalergiczny szampon dla dzieci - Oilatum Soft wyprodukowany przez firmę Stiefel. Miałam przyjemność stosować go przez dobry miesiąc, może nawet więcej, więc mogę wypowiadać się na temat przynoszonych przez niego efektów :D A więc do rzeczy!


Po pierwsze taka 6 mililitrowa saszetka w zupełności wystarczała na umycie moich cienkich i niezbyt gęstych włosów sięgających mniej niż połowy pleców. Jest bezzapachowy, bezbarwny, jego konsystencja nie jest ani mocno rzadka, ani gęsta. Nie pieni się tak mocno jak tradycyjne szampony, ze względu na brak w składzie substancji spieniających. Nie plątał mi włosów, nie powodował, że zwiększyło się ich wypadanie. Po umyciu nim i zastosowaniu maski i odżywki włosy były sypkie i pięknie się lśniły.


Pierwsze trzy składniki to :
-Woda
-Polysorbate 20 to nietoksyczny, nowoczesny emulgator otrzymywany z oleju kokosowego. Stosowany jest do emulgowania i utrwalania emulsji O/W. Nie podrażnia i jest najłagodniejszy ze wszystkich polysorbate. Idealny do tworzenia „mgieł w sprayu”, kremów, balsamów, toników.
- PEG-120 Methyl Glucose Dioleate - emulgator, roślinny zagęstnik, składni konsystencjotwórczy, 

Niestety na miejscu 6 z 10 składników pojawia się SLES, który jest łagodniejszy niż SLS, mimo to jest substancją wysuszającą. Ja nie narzekałam na wysuszenie skóry głowy, chociaż mam ją wrażliwą. Substancji tej jednak znajduje się w tym szamponie naprawdę niewiele, gdyż jest to środek spieniający, a jak już wspomniała Oilatum Soft pieni się słabo.


Moja ocena
Szampon godny polecenia, nie uczula, nie podrażnia, ma niewiele składników i jego skład jakoś bardzo nie odstrasza od używania. Na pewno będę do niego wracać, ponieważ sprawdzał się u mnie znakomicie. Jednym minusem do którego mogę się tutaj przyczepić jest tylko cena, która nie wszystkim będzie odpowiadać ( około 20 zł za 150 ml ) i brak delikatnego zapachu. W każdym bądź razie ode mnie

9/10

By Naczi

wtorek, 19 listopada 2013


Raw Beauty Tag :3


Przeglądając bloga TheOleski wpadłam na interesujący Tag, o nazwie The Raw Beauty, czyli w wolnym tłumaczeniu tag, w którym chodzi o pokazanie się, uwaga, uwaga, BEZ MAKIJAŻU.


Dla wielu dzisiejszych nastolatek może byłoby to problemem, ale nie dla mnie :D Nie boję się wyjść na ulicę w delikatnie roztrzepanych włosach zebranych w koczek, czy bez grama podkładu na twarzy. Cenię sobie naturalność i mam nadzieję, że jestem podobna do siebie w obu wersjach xD


Na dwóch pierwszych zdjęciach jestem w swoim codziennym makijażu - podkład, na niego trochę pudru, podkreślone brwi, rzęsy pociągnięte tuszem i odrobina błyszczyku na ustach. Jak dla mnie to wystarczająco dużo, nie mam zbyt wiele czasu, który chciałabym o 6 rano poświęcić na makijaż :P Wolę już pospać te 10 minut dłużej niż zakrywać i tak widoczne cienie pod oczami :P


Na dwóch następnych zdjęciach moja wersja no-make up. Myślę, że tragicznie nie jest, jedyne co mi przeszkadza, to liczne blizny potrądzikowe i przebarwienia, które może nie są aż tak bardzo widoczne (szczególnie w sztucznym świetle), ale mi przeszkadzają. Drugim problemem są cienie pod oczami i nierówny koloryt skóry (jako zmarźluch mam wiecznie czerwony nos, a troszkę stresu powoduje, że zaczynam się delikatnie czerwienić ;P)


Podstawa to głowa do góry! :D Nie każdy urodził się idealny, więc tragedii u mnie nie ma :P Mam nadzieję, że podniosłam niektórym samoocenę xD

Pozdrawiam :D

PS Osiem godzin w szkole i klasa maturalna - nowy, zmęczony look ^^ xD
By Naczi

poniedziałek, 18 listopada 2013


Kosmetyki z Ameryki ^^


Dzisiaj zapowiedź moich niedawnych zakupów, na razie tylko zdjęcia a potem większy opis :D
Będę powoli testowała wszystko i wydawała opinie na temat każdego z kosmetyków.
Wspomnę tylko, że produkty zamawiałam w internecie ze strony kosmetykizameryki.pl i zapłaciłam za każdą z nich o wiele mniej, niż w stacjonarnej drogerii. Pojawiają się tu marki takie jak Loreal, Essie, NYC, Manhattan, Sally Hansen, Astor czy Miss Sporty. Jutro uzupełnię post o ceny każdej rzeczy ;3







PS Dodam tylko, że umieram na przeziębienie vol 2. Nie wiem jak dożyję do matury ;C

By Naczi

niedziela, 17 listopada 2013


Niedziela - leniwy dzień :3 Opinia na temat świecy LaRissa



Oglądając kiedyś filmy TheOlesski zobaczyłam, że recenzuje ona świecę, którą i ja posiadam w wystroju swojego pokoju. Dla jednych może to być śmieszne, ale kupiłam tą święcę w Biedronce, za bodajże 6,99 zł. Nie jest to dużo, więc, czasem można sypnąć groszem i kupić taki "rozpylacz dobrego nastroju".


Zacznijmy od początku :P Świece te są dostępne w regularnej ofercie sklepu, lecz w bardziej stonowanych i neutralnych zapachach, z tego co wiem, np. kwiatowym czy mango. Ja moją kupiłam w okolicach marca i dosyć długo nie używałam, dlatego takie znikome ślady "zapalania".


Mój okaz to zapach owoców leśnych. Świeca pachnie dosyć słabo. W powietrzu unosi się tylko delikatny zapach, ledwie wyczuwalny dla nosa. Jest średnio wydajna, widziałam i posiadałam lepsze, ale nie jest i z tym tak źle :P


Jak widać zostawia niestety nieestetyczny osad z parafiny. Pali się tylko środek, a boki znikają po pewnym czasie. Ale mogę jej to wybaczyć, za tak niską cenę.


Podsumowując, świeca jak świeca. Pachnie delikatnie, pali się dosyć długo i troszkę nieestetycznie wygląda, ale za 7 zł jestem jej w stanie to wybaczyć.

Moja ocena - 3/5
Kupię ponowie? - Pewnie tak, jeśli znajdę jakiś godny uwagi zapach

A teraz tak w skrócie - weekend poświęciłam na chwilę odpoczynku i relaksu, ale też na dużo nauki. Niedawno pojawiło się u mnie uczucie, że matura za pasem, a to smutne :C Dla chwili wytchnienia zrobiłam sobie gorącą czekoladę i popijam ją przy świetle świec. Achhh, ta burżuazja.

Pozdrawiam Was
By Naczi







niedziela, 3 listopada 2013


Trochę sentymentalnie, czyli rozkładamy miłość na odległość na czynniki pierwsze



Postanowiłam, że z racji smutnego, listopadowego nastroju dodam trochę bardziej sentymentalnego posta. Powoli zaczynają się długie, zimowe wieczory, a to zmusza do przemyśleń - tych mniej lub bardziej głębokich ;) Dzisiaj na warsztat idzie temat "miłości na odległość", czyli temat na topie, uwielbiany przez nastolatki i w ogóle :P

Zacznę więc od tego, że w dzisiejszym świecie mamy ogromne pole do popisu. Kontakt możemy osiągnąć wszędzie i w każdej sferze naszego życia. Sms-y, internet, skype - komunikacja jest szeroko rozwinięta i daje możliwość poznawania ludzi nawet z drugiego końca świata.

Ale, ale.. Nie wszystko jest takie piękne na jakie to wygląda. Będę gdybać jak stara babcia i powiem, że nie mamy pewności, kto "czai się" po drugiej stronie. Nie chodzi mi o to, że zamiast pięknego 16 latka, spotkamy grubszego pana po 40 <co nie zmienia faktu, że i takie rzeczy się zdarzają>, ale raczej o to, że nie przebywając z kimś "na żywo" nie odkryjemy do końca zakamarków jego charakteru.

I to jest właśnie głównym problemem. I chłopcy, i dziewczęta w nastoletnim wieku często zakochują się w ludziach poznanych przez internet. Dlaczego? Bo idealizują te osoby. Nie mając z kimś kontaktu codziennie nie możemy jasno stwierdzić jak się on zachowuje. Do tego takie związki są zdecydowanie łatwiejsze - nie widzę jej/jego, nie muszę poświęcać drugiej połówce aż tyle czasu i w końcu ONA/ON NIE MOŻE MNIE KONTROLOWAĆ. 

I tu jest pies pogrzebany. KONTROLA, ZAUFANIE, NADZIEJA. Te rzeczy w sieci mieszają się, słowo miłość nie oznacza już tego co kiedyś. Mając chłopaka na odległość dziewczyna nie martwi się, że przyłapie on ją w klubie, kiedy spotka się z innym, albo ktoś mu o tym doniesie - zwyczajnie nikt go nie zna.

Jest jeszcze drugi typ - płaczą bo mają do siebie 70 km... Nie rozumiem tych ludzi. 70 km to nie jest dużo, inni muszą wytrzymać rozłąkę i mieć w świadomości że druga osoba jest 500 czy 3000 km dalej. Takiego dystansu nie da się pokonać rowerem <niestety :C>.

Co ja sądzę na temat miłości na odległość?
Jest ona przeznaczona dla indywidualistów, ale takich, którzy potrafią zaufać drugiej osobie i pokładać w niej nadzieje na wspólną przyszłość. Uczucie takie wymaga dużo więcej emocji i pielęgnacji - często brakuje nam fizycznie drugiej osoby, a nie możemy wyjść z domu i po prostu się spotkać.
Moim zdaniem tylko osoby o silnych nerwach przetrwają ;) Dodatkowo te bardzo dobrze dobrane również. Przede wszystkim należy sobie ufać, nie poddawać się i nie stawiać ultimatum typu :
-nie przyjedziesz to z nami koniec
Należy zrozumieć drugą połówkę i docenić wszelkie jej starania. To, że nam jest trudniej, nie znaczy wcale, że drugiej osobie jest łatwo i wszystko jej pasuje.
Nie wiem jak to bywa u innych par, dla mnie podstawą jest zaufanie. Ja nigdy nie posądziłam mojego faceta o zdradę, nawet go o to nie podejrzewałam. Na początku było nam ciężko, ale powoli przyzwyczailiśmy się i do siebie, i do swoich wad, i do odległości.

Jak to mówią, dla chcącego nic trudnego :D
Za wszystkich w kłopotach, trzymam kciuki i życzę powodzenia :3

By Naczi